Zajawka 
taknamarginesie.wordpress.com
Czytelniczka, dzieląca swoje życie pomiędzy światy prawdziwe i fikcyjne, chłonąca słowa, jak chłonie się muzykę :) Zapraszam serdecznie do siebie: taknamarginesie.wordpress.com
status: Czytelnik, ostatnio widziany 4 tygodnie temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-09-18 19:09:45
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Podchodziłam do tej książki z mocnym postanowieniem, że będę nią zachwycona. I już od chwili, gdy zobaczyłam okładki, byłam pewna, że tak się stanie… i kiedy ją zamknęłam, wiedziałam, że nigdy nie wyparuje z mojego serca. Przede wszystkim ze względu na bohaterów. Intryg i wątków jest tutaj sporo, ale główna toczy się wokół pewnego nieszczęśliwego małżeństwa i pewnego przepięknego domu… Soames... Podchodziłam do tej książki z mocnym postanowieniem, że będę nią zachwycona. I już od chwili, gdy zobaczyłam okładki, byłam pewna, że tak się stanie… i kiedy ją zamknęłam, wiedziałam, że nigdy nie wyparuje z mojego serca. Przede wszystkim ze względu na bohaterów. Intryg i wątków jest tutaj sporo, ale główna toczy się wokół pewnego nieszczęśliwego małżeństwa i pewnego przepięknego domu… Soames widzi, że jego żona nie wywiązuje się do końca ze swoich obowiązków, jednak gdy – zapewne przez przypadek – ich spojrzenia się spotykają, nawet w jego wyrachowanym umyśle musi pojawić się ta niewygodna myśl, że patrzy w oczy przerażonemu zwierzątku. Przełyka to jednak, pewien, że do pewnych rzeczy po prostu trzeba się przyzwyczaić, a za wszelką cenę nie należy dopuścić do skandalu. Pierwsze skojarzenie, jakie przyszło mi na myśl, to męska wersja Dumy i uprzedzenia (a potem – Lalka Bolesława Prusa, ale też w zwierciadle). Męska – nie tylko ze względu na liczne i bogate charaktery mężczyzn, ale i dlatego, że ta opowieść jest bardziej okrutna, bardziej naturalna niż perypetie pięciu sióstr Bennet. Nie ma tutaj dobrych i złych bohaterów, sądy społeczeństwa i wychowania często zostają przez autora przyjęte literacką ripostą, której, przyznaję, nie spodziewałam się po książce z tej epoki. John Galsworthy wykazuje się tak niezwykłą przenikliwością, że wszelkie uwarunkowania kulturowe, finansowe, a nawet zwyczajnie konsekwencje decyzji bohaterów przedstawiają się zupełnie inaczej w zależności od tego, z jakim sercem czytelnik jest odbiorcą tych słów.

https://taknamarginesie.wordpress.com/2018/09/18/john-galsworthy-saga-rodu-forsytheow/

pokaż więcej

 
2018-08-27 20:32:23
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Jeżeli wokół zimno – albo po prostu wysokość – rozkładają człowieka na czynniki pierwsze, nagle spirala zawija się głęboko w siebie. Niektórzy szukają towarzystwa, wsparcia, zagłuszenia, wesołych rozmów, które zluzują ten ucisk, wyciągając koniuszki w różne strony. Inni w ten sposób zwijają emocje w kłębek, żeby mieć je blisko, taka osobista centralizacja krążenia.

Niektórzy to pustelnicy.

...
Jeżeli wokół zimno – albo po prostu wysokość – rozkładają człowieka na czynniki pierwsze, nagle spirala zawija się głęboko w siebie. Niektórzy szukają towarzystwa, wsparcia, zagłuszenia, wesołych rozmów, które zluzują ten ucisk, wyciągając koniuszki w różne strony. Inni w ten sposób zwijają emocje w kłębek, żeby mieć je blisko, taka osobista centralizacja krążenia.

Niektórzy to pustelnicy.

(...)

W tej rozmowie przeplatają się nazwiska, które w pewnej chwili stały mi się wręcz znajome, jakbym mogła spotkać tych ludzi na osiedlu czy w autobusie i pomachać ręką (ze wszystkimi nieodmrożonymi palcami). To niezwykłe, jak ludzie, których ciągnie w górę, którzy muszą i chcą radzić sobie z samotnością, potrafią budować zespoły, tworzyć drużyny, wspierać się nawzajem, rezygnować albo ryzykować… i jak cierpią w sobie i za siebie nawzajem. Bo góry pożerają, to sport ekstremalny, bez względu na to, czy opatulimy go szalikiem i przysypiemy pudrem śniegu jak pocztówkę na Boże Narodzenie.

Piotr urodził się wcześniakiem. Z wadliwym sercem. Schorzeniem, które nie dość, że powinno trwale go wykreślić na wszelkich kartach zapisów, dokumentach i oświadczeniach lekarskich, to jeszcze zakorzeniło się wygodnie w głowie jego i jego znajomych. Przeciętniak. Nigdy nie zajdzie wysoko, nie w tę stronę. Chłopiec, który może umrzeć.

https://taknamarginesie.wordpress.com/2018/08/27/piotr-pustelnik-piotr-trybalski-ja-pustelnik-autobiografia/

pokaż więcej

 
2018-08-27 20:31:14
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Opowiadania przypominają jazdę kolejką górską, w jednej chwili uciekasz przed szczurami, potem coś wystrzela cię w kosmos, pukasz w skorupę, która przed chwilą była człowiekiem (chyba), strzelasz do potwora, zanurzasz się wgłąb okropnego kasyna, obserwujesz bardzo, bardzo, bardzo długą autostradę… I nigdy nie wiesz, dokąd cię doprowadzi, jak to się skończy – i ani jedna historia mnie nie... Opowiadania przypominają jazdę kolejką górską, w jednej chwili uciekasz przed szczurami, potem coś wystrzela cię w kosmos, pukasz w skorupę, która przed chwilą była człowiekiem (chyba), strzelasz do potwora, zanurzasz się wgłąb okropnego kasyna, obserwujesz bardzo, bardzo, bardzo długą autostradę… I nigdy nie wiesz, dokąd cię doprowadzi, jak to się skończy – i ani jedna historia mnie nie rozczarowała (w jednej miałam totalnie inny pomysł na zakończenie, ale w końcu to nie ja ją pisałam :P). Strasznie to podziwiam u pisarzy, że potrafią skończyć opowieść, zamknąć ją, nawet, jeśli zakończenie nie jest oczywiste (tym lepiej w niektórych przypadkach). Ale j e s t, twórca nie uciekł przed rozwiązaniem akcji, zapychając uszy rękoma i wrzeszcząc: nie słyszę, nie słyszę, czytelnik sobie wymyśli! Nie, czytelnik zostanie z niesmakiem, bo potraktowano go nieuczciwie.

A po lekturze Azylu zostałam z dreszczykiem i warstewką potu na opuszkach palców.

Nadal boję się Austostrady.

zapraszam:
https://taknamarginesie.wordpress.com/2018/08/27/jaroslaw-grzedowicz-azyl/

pokaż więcej

 
2018-08-19 16:47:21
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

(…) dziewczyno, nie chodzi się do szkoły, jak się ma talent!

Takie słowa usłyszała kiedyś od Felixa Nylunda. Całe życie zwierały się w niej te dwie natury: rozpaczliwe pragnienie swobody i drastyczne wymagania codzienności, rodziny, wielbicieli jej twórczości, którym całe życie starała się regularnie odpowiadać na listy… Ale bez względu na podjęte decyzje, w jej głowie wciąż budowały się...
(…) dziewczyno, nie chodzi się do szkoły, jak się ma talent!

Takie słowa usłyszała kiedyś od Felixa Nylunda. Całe życie zwierały się w niej te dwie natury: rozpaczliwe pragnienie swobody i drastyczne wymagania codzienności, rodziny, wielbicieli jej twórczości, którym całe życie starała się regularnie odpowiadać na listy… Ale bez względu na podjęte decyzje, w jej głowie wciąż budowały się domy, powstawały kolonie dla artystów, zakątki na wyspach.

Albo taka jedna Dolina…

Autorce udało się stworzyć niezwykły, nieco poplątany, ale w gruncie rzeczy spójny portret twórczyni małych trolli, które dotarły zarówno do Japonii, jak i Stanów, Polski, Anglii czy Niemiec. Unika zbędnego katalogowania i dręczących mózg danych, w bardzo przyjemny sposób przybliża czytelnikowi życie Tove, co chwila ubarwiając je ciekawymi szczegółami. Również ilustracje i zdjęcia dobrane zostały z niezwykłą starannością, a mnie nieraz mocniej zabiło serce, gdy mogłam zobaczyć atelier pisarki czy wyspę, na której mieszkała ze swoją życiową partnerką… albo jej ilustracje do wydań Hobbita czy Alicji w Krainie Czarów. Obraz bez wątpienia odgrywał istotną rolę w życiu Jansson – starała się określać siebie jako malarkę, grafiki i tekst niejako miały jej jedynie towarzyszyć… a stały się jej rozpoznawalnym znakiem. Tak samo tekst w tej publikacji bardzo wpisuje się w klimat: słówka takie jak klecę, człapał, łapki… czynią tę opowieść jakby jeszcze jedną częścią z Muminkowego świata.

pełna recenzja:
https://taknamarginesie.wordpress.com/2018/08/19/boel-westin-tove-jansson-mama-muminkow/

pokaż więcej

 
2018-08-17 01:13:05
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

https://taknamarginesie.wordpress.com/2018/08/16/dariusz-kortko-marcin-pietraszewski-kukuczka-opowiesc-o-najslynniejszym-polskim-himalaiscie/

 
2018-08-17 01:09:44
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Seria: Menażeria

Książka przypomina jakiś zbiór baśni i legend zewsząd, z naciskiem na indiańskie, chińskie i indyjskie. Ale uwaga, dla dorosłych.

Wszystko, co dzieje się w motylo-ćmym świecie ma cechy rytuału, a autor, z jakąś plemienną czcią, w tych rytuałach uczestniczy. Przeplata to anegdotami, historiami mniej lub bardziej potwierdzonymi, sprawiając, że człowiek aż musi się zastanowić nad tym, czego nie...
Książka przypomina jakiś zbiór baśni i legend zewsząd, z naciskiem na indiańskie, chińskie i indyjskie. Ale uwaga, dla dorosłych.

Wszystko, co dzieje się w motylo-ćmym świecie ma cechy rytuału, a autor, z jakąś plemienną czcią, w tych rytuałach uczestniczy. Przeplata to anegdotami, historiami mniej lub bardziej potwierdzonymi, sprawiając, że człowiek aż musi się zastanowić nad tym, czego nie kwestionował od podstawówki: no bo właściwie jak to się dzieje, że gąsienica... ten, tego... i nagle motyl?

taknamarginesie.wordpress.com

pokaż więcej

 
2018-08-13 01:32:18
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
 
2018-08-13 01:17:36
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

To jedna z moich najbardziej osobistych recenzji...

https://taknamarginesie.wordpress.com/2018/07/18/krzysztof-wielicki-jeden-dzien-z-zycia/

 
2018-08-13 01:04:26
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Piana, gdy próbujesz ją schwytać, przepływa ci między palcami, wchłania się i pozostaje tylko uczucie pogłaskania jakiejś zbitej czy załamanej formy powietrza.
A gdyby tak spienić kilkadziesiąt dni, tak, jak spienia się gorące mleko... tak, że pomiędzy strzępkami miękkości ciężko dostrzec strukturę płynu.
Tak właśnie otrzymujemy książkę Borisa Viana.

To seria surrealistycznych spotkań i...
Piana, gdy próbujesz ją schwytać, przepływa ci między palcami, wchłania się i pozostaje tylko uczucie pogłaskania jakiejś zbitej czy załamanej formy powietrza.
A gdyby tak spienić kilkadziesiąt dni, tak, jak spienia się gorące mleko... tak, że pomiędzy strzępkami miękkości ciężko dostrzec strukturę płynu.
Tak właśnie otrzymujemy książkę Borisa Viana.

To seria surrealistycznych spotkań i niejasnych relacji garstki bohaterów: dziwacznego wynalazcy, pięknej kobiety, przypadkowo poznanej dziewczyny, w której wnętrzu pojawia się konkurent do jej oddechu, obsesyjnego wielbiciela Jeana-Sola Partra... i pewnego zbyt szybko starzejącego się kucharza. To żonglerka słowem i pragnieniem, pragnieniem tak silnym, że nie zaspokoją go dwie łyżeczki dziennie ani nawet piosenka, która ma imię...

Wystarczy lekko spienić swój humor, lekko spienić swój sceptycyzm, odrobinę namieszać w swoim uporze trwania przy rzeczach zwykłych i, nucąc piosenkę, która sprawia, że robi nam się na wargach trochę mdło, wypić koktajl tych przeżyć, tęsknot i obaw bohaterów.
Nie gwarantuję, że potem poczujecie się lepiej czy wręcz nie będziecie w stanie trafić z powrotem do swojego pokoju. Ciężko stwierdzić, w której chwili piana przestała być pianą.
A może nigdy nie przestała być mlekiem.

Po więcej recenzji zapraszam na:
taknamarginesie.wordpress.com

pokaż więcej

 
2018-08-13 00:59:52
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

(...)

Książka rzeczywiście ma w sobie coś z wędrówki, ale jeszcze więcej – z pozostawania, z wracania, z odnajdywania pourywanych nitek: relacji, wspomnień, tęsknot i marzeń. Główna bohaterka, Angelica, ma niezwykły dar opiekowania się pszczołami, a wraz z nim spada na nią odpowiedzialność za te skrzydlate stworzonka. Do tej pory swoje życie woziła ze sobą starym kamperem, trzymając świat na...
(...)

Książka rzeczywiście ma w sobie coś z wędrówki, ale jeszcze więcej – z pozostawania, z wracania, z odnajdywania pourywanych nitek: relacji, wspomnień, tęsknot i marzeń. Główna bohaterka, Angelica, ma niezwykły dar opiekowania się pszczołami, a wraz z nim spada na nią odpowiedzialność za te skrzydlate stworzonka. Do tej pory swoje życie woziła ze sobą starym kamperem, trzymając świat na dystans i nie planując zatrzymywać się nigdzie na dłużej. Bo ludzie zdradzają, opuszczają, kłamią… a pszczoły jej potrzebują. Z pszczołami umie rozmawiać. Jednak z powodu dziwacznego zbiegu okoliczności okazuje się, że gdzieś jednak będzie musiała wrócić. I to od niej zależy, czy da sobie szansę, czy jak zwykle wsiądzie do samochodu i ucieknie.

Strażniczka miodu i pszczół jest bardzo wakacyjna, spokojna i prosta. Historia ma smak miodu, jest żółto-złota, przeciekająca promieniami słońca. Bierzesz łyżeczkę do ust i wiesz, że więcej nie dasz rady, ale niech chociaż przez chwilę będzie niemożliwie słodko… Dzięki temu książkę czyta się szybko i po prsotu sympatycznie, bez obawy, że na następnej stronie spotkają czytelnika jakieś obrzydliwości. Może pszczoły nie są stworzeniami, o których pasjami czytam wszelkie dotsępne pozycje (a ostatnimi czasy ta tematyka stała się modna), ale zawsze miło jest czuć, że autorka związana jest z branżą, o której pisze – Cristina Caboni pracuje w rodzinnej firmie pszczelarskiej, a każdy rozdział zaczyna się od opisu danego miodu razem z pewnym ludowym przesłaniem, które w sposób wystarczający zastępuje tytuł.

pełna recenzja na blogu:
https://taknamarginesie.wordpress.com/2018/07/09/cristina-caboni-strazniczka-miodu-i-pszczol/

pokaż więcej

 
2018-08-13 00:57:02
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

(...)

Ta (naprawdę krótka) publikacja przypomina teczkę ze starymi listami, którą wyciąga się z jakiejś dawno nie otwieranej szafki i, zapominając, że mija czas, że podłoga zimna, że ręce drżące i tyle rzeczy do zrobienia, podczytuje się z uśmiechem na twarzy i sercem ściśniętym od wspomnień. To nie tylko teksty, ale także odbitki pocztówek, odręczne rysunki, przypisy, fragmenty poezji,...
(...)

Ta (naprawdę krótka) publikacja przypomina teczkę ze starymi listami, którą wyciąga się z jakiejś dawno nie otwieranej szafki i, zapominając, że mija czas, że podłoga zimna, że ręce drżące i tyle rzeczy do zrobienia, podczytuje się z uśmiechem na twarzy i sercem ściśniętym od wspomnień. To nie tylko teksty, ale także odbitki pocztówek, odręczne rysunki, przypisy, fragmenty poezji, imaginacyjny przyjaciel, zdjęcia, wyklejanki… Pamiętam, jak kiedyś byłam na wystawie Szuflada Szymborskiej w krakowskim muzeum – Jacyś złośliwi bogowie… idealnie wpisują się w jej klimat. Jacy to byli pomysłowi ludzie! I jak na poważnie brali poezję…. Nigdy nie byłam szczególnie zachwycona twórczością Szymborskiej i nadal non omnis moriar z miłości, ale w każdym akapicie widać, jaką zabawę sprawiało im to porozumienie myśli, to przesyłanie sobie nie tylko pocztówek, ale wręcz zagadek, maleńkich, niedefiniowlnych form literackich.

pełna recenzja:
https://taknamarginesie.wordpress.com/2018/07/09/zbigniew-herbert-wislawa-szymborska-jacys-zlosliwi-bogowie-zakpili-z-nas-okrutnie/

pokaż więcej

 
2018-08-13 00:49:47
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Zamknij oczy, stwórz sobie małą namiastkę pustyni – lodowej, kamiennej, piaszczystej, nieistotne. Kogo widzisz tam ze sobą, dookoła siebie? Tak jakoś zaskakująco wychodzi, że często otoczeni jesteśmy nie tymi osobami, z którymi najchętniej wędrowalibyśmy przez pustkę…

Len jest już przyzwyczajona do nieustannych przeprowadzek, zmiany środowiska, poczucia obcości… a teraz zapewne będzie jeszcze...
Zamknij oczy, stwórz sobie małą namiastkę pustyni – lodowej, kamiennej, piaszczystej, nieistotne. Kogo widzisz tam ze sobą, dookoła siebie? Tak jakoś zaskakująco wychodzi, że często otoczeni jesteśmy nie tymi osobami, z którymi najchętniej wędrowalibyśmy przez pustkę…

Len jest już przyzwyczajona do nieustannych przeprowadzek, zmiany środowiska, poczucia obcości… a teraz zapewne będzie jeszcze trudniej, bo zbieg okoliczności sprawia, że kolejnym miejscem pobytu będzie Alaska. Punktem, wokół którego kręci się cała jej historia jest ojciec, weteran wojny w Wietnamie, który nie jest w stanie poradzić się ze swoją przeszłością, nie jest w stanie zbudować sensownej przyszłości. Brzmi pospolicie? Problem w tym, że ojciec nie odpowiada jedynie za swoją przyszłość, ale i swojej rodziny. A skoro nie zamierza wprowadzić w życie zmian… może najłatwiej byłoby problem zawiązać na supełek i nosić przy sobie, ukryty przed światem?

(...)

Wydaje mi się, że uciekanie od „wielkiej samotności” jest bardzo popularne nie tylko w rodzinach, ale ogólnie w naszej codzienności. Gdyby było inaczej, prawdopodobnie pozjadalibyśmy się nawzajem – bo każdy nosi w sobie coś groźnego, co musi codziennie na nowo usypiać, żeby dało się jakoś funkcjonować w godzinach pracy czy szkoły.

Tylko co zrobić, kiedy samotność przyjdzie do nas sama, przysiądzie się, obejmie kościstymi ramionami i zapyta, nie luzując uścisku:

t ę s k n i ł e ś?

pełna recenzja na blogu:
https://taknamarginesie.wordpress.com/2018/07/18/kristin-hannah-wielka-samotnosc/

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
127 86 402
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (6)

zgłoś błąd zgłoś błąd