Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
„Labirynt śmierci” to Dick w postaci najczystszej. Rozpoczynającym dopiero przygodę z amerykańskim pisarzem spieszę tłumaczyć, co to właściwie znaczy. Na początek warto wiedzie...

Rzeczywistości nie ma

Autor recenzji:
Tytuł książki: Labirynt śmierci
Autor książki: Philip K. Dick
6,96 (430 ocen i 36 opinii)

Jak to się stało, moi drodzy Państwo, że jeszcze nie miałem okazji pisać o Dicku, powiedzieć nie potrafię – choćbym chciał. Dziwię się z dwóch powodów – pierwszy z nich to duża dostępność jego dzieł, która jest wynikiem wydawania przez Rebis od prawie siedmiu lat (!) kolejnych wznowień w fenomenalnych edycjach z charakterystycznymi grafikami Wojciecha Siudmaka i doskonałymi przedmowami. Drugi natomiast stanowi kwestia bardziej intymna: Philip K. Dick przed laty zaczął rzeźbić moją wyobraźnię, gust literacki, światopogląd – i do dziś pozostaje jednym z najważniejszych dla mnie pisarzy. Jego wpływ nie ogranicza się zresztą do pojedynczych czytelników, bo widać go doskonale w dziełach współczesnej popkultury – jak choćby popularnym brytyjskim serialu „Black Mirror”. Wybaczcie mi, drodzy Państwo, jeśli gdzieniegdzie nie wykażę się wystarczającą dozą krytycyzmu; mam tylko jedno wytłumaczenie: jestem dzieckiem prozy Dicka.

W związku z tym mogę na samym początku zwolnić braci i siostry w wierze w talent Kalifornijczyka z obowiązku dalszego czytania bardzo prostym twierdzeniem: „Labirynt śmierci” to Dick w postaci najczystszej. Rozpoczynającym dopiero przygodę z amerykańskim pisarzem spieszę tłumaczyć, co to właściwie znaczy. Na początek warto wiedzieć, że w całej tej dickowej hecy chodzi tylko i wyłącznie o epistemologię, a więc poznanie – tudzież jego krytykę. Autor, posądzany często o przyjmowanie środków odurzających i halucynogennych w ilościach hurtowych (co neguje w dużym stopniu „Człowiek, który pamiętał przyszłość”, jego biografia autorstwa Anthony'ego Peake'a), przez chwilę nawet nie wierzył ani zmysłom, ani rozumowi. Twierdził, że rzeczywistość wymyka się obserwatorowi bez trudu, a dotrzeć do jej fundamentów można tylko poprzez dekonstrukcję – często nie tylko intelektualną, ale dosłowną – fizycznego świata. W „Labiryncie śmierci” motyw uniwersalnego kłamstwa rozegrany zostaje równie spektakularnie co w jednej z najpopularniejszych powieści Dicka, „Czasie poza czasem”, ale w sposób raczej dla autora nietypowy. Większość jego tekstów można odczytywać jako kryminały metafizyczne, w których prawda odkrywana jest powoli, ale konsekwentnie; tutaj napięcie utrzymywane jest technikami rodem z klasycznego thrillera, a rozwiązanie wyłania się jako zgrabna całość w ścisłym finale.

Motyw ściśle wyizolowanej grupy ludzi, która nie może wydostać się z matni, Dick wykorzystuje także do poczynienia pewnych obserwacji psychologicznych i społecznych, co już tak częste dla niego nie jest. Swoim zwyczajem kreśli bohaterów grubymi kreskami, ale wyjątkowo dba o pokazanie wzajemnych relacji. Zamiast typowego dla siebie obrazu samotnika naprzeciw oszukującego świata proponuje całą grupę zdezorientowanych ludzi, którym wnikliwie się przygląda – przede wszystkim pod kątem wzbudzania i okazywania agresji. Zniuansowanie owych refleksji – częstych, aczkolwiek nieszczególnie głębokich – umożliwia mu narracja bardzo podobna do tej z „Oka na niebie”: co rozdział zmienia się bohater, z którego perspektywy opowiadana jest historia.

W każdej dyskusji o „Labiryncie śmierci” nawiązuje się do dwóch motywów – wspomnianej już przeze mnie symulacji rzeczywistości oraz kwestii teologicznych. Dick o Bogu pisał często, mocno inspirował się myślą manichejską, wielokrotnie opisywał boską dialektykę, zgodnie z którą dobro zostało wypchnięte poza granice świata, gdzie swobodnie działa szaleństwo, zło, cień. Tymczasem w recenzowanej powieści pisarz podchodzi do tematu od zupełnie innej strony: dokonuje bardzo nietypowego zanegowania klasycznej religii poprzez fizyczne urzeczywistnienie Absolutu. W „Labiryncie śmierci” Bóg jest, ingeruje w ludzkie życie, regularnie się manifestuje. Warto jednak dodać natychmiast, że to pomysł bez wątpienia atrakcyjny (i doskonale brzmiący w krótkich podsumowaniach czy streszczeniach), ale tylko zarysowany; jego konsekwencje dla powieściowego świata początkowo wydają się fundamentalne, lecz sprowadzają się do pretekstów. (Należy dodać, że to także bardzo charakterystyczna cecha tego pisarstwa – podczas swojej kompulsywnej pracy, ciągnącej się dziesiątkami godzin bez przerwy Dick często rzucał jakąś ideę tylko po to, by zaraz o niej zapomnieć czy pozostawić w fazie embrionalnej. Jeden z najlepszych odcinków „Black Mirror”, nagradzane wielokrotnie „San Junipero” wydaje się zrodzone z przechowalni umysłów z „Ubika” - kilka zdań z tej szalonej powieści przekute na ponad godzinny materiał filmowy!). Mnie samego, wiernego fana, pod względem teologicznym bardziej zainteresował motyw uwięzienia bohaterów na Delmak-O – aż do ścisłego finału wydaje się, że ich izolacja to wynik działania jakiegoś złośliwego ducha, który mógłby być spokrewniony z manichejskim cieniem.

„Labirynt śmierci” nie jest najpopularniejszą książką Philipa K. Dicka, ale większość jego miłośników z pewnością zgodzi się z twierdzeniem, iż jego twórczość tworzy obraz tak spójny i tak powtarzalny, że każdy niemal pojedynczy fragment może godnie reprezentować całość. Kalifornijczykowi zdarzały się potknięcia – i to całkiem liczne – ale ta powieść do nich nie należy. Czytać, moi Państwo, czytać bez strachu!

PS. No, strach tylko przy okazji przedmowy Radosława Kota, którą lepiej zostawić sobie na koniec. Jego interpretacja wydaje się całkiem trafna i nie różni się raczej od tego, co można przeczytać gdzie indziej na temat „Labiryntu śmierci”, ale zdradza trochę zbyt dużo. Uczuleni na spoilery mogliby przy lekturze doznać trwałego uszczerbku na zdrowiu.

Bartosz Szczyżański



Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>

Pokaż wszystkie oficjalne recenzje książek
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Tamte dni, tamte noce

Nie wiem jak zacząć te recenzje, bo to pierwszy raz kiedy tak bardzo książka mi się nie spodobała. Nigdy mi się nie zdarzyło nie doczytać książki aż d...

zgłoś błąd zgłoś błąd