-
Artykuły
Od królewskich dworów do Hollywood
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Crime Story: pierwsze takie wydarzenie autorskie w Polsce
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Wielkanoc z książką i nie tylko – czytelnicze oraz kreatywne pomysły na prezent
LubimyCzytać3 -
Artykuły
Wielka Wiosenna Wyprzedaż w Matras.pl: tysiące książek nawet 80% taniej
LubimyCzytać2
Czy książki powinny przejść na dietę?
Na pewno nie uszło niczyjej uwagi, że książki ostatnimi czasy są coraz grubsze. Wedle badania, przeprowadzonego na ponad 2500 książkach z list bestsellerów „New York Timesa”, w 1999 roku bestseller miał średnio 320 stron, dziś liczba ta oscyluje wokół 400. Firma VerveSearch, odpowiedzialna za badanie, oszacowała więc, że w ciągu ostatnich lat książki „przytyły” o około 25%. Dlaczego tak się dzieje?
Teorie są różne. Na łamach „The Guardian” skomentowali to zjawisko specjaliści od rynku wydawniczego i marketingu. James Finlayson z VerveSearch, przyczyn upatruje w digitalizacji publikacji.
Rozmiar przestaje mieć znaczenie, jeśli kupujemy książkę w księgarni internetowej albo po prostu ładujemy ją na czytnik. Zaczynamy się nad jej grubością zastanawiać dopiero kupując wydanie drukowane.
Agentka literacka Clare Alexander utrzymuje z kolei, że sprawa grubości książek to zmiana kulturowa, której nie należy się dziwić i jest swego rodzaju odpowiedzią rynku na popyt na konkretne gatunki literackie. Najpopularniejsze są romanse i kryminały, i to te właśnie książki są najgrubsze.
Ciekawą teorię ma na ten temat wydawca Max Porter. Według niego, przykład popularności sprzedaży całych sezonów seriali na DVD pokazuje, że jest zapotrzebowanie na długie, skomplikowane wątki i intrygi. Barokowe prowadzenie narracji, mnogość postaci, szczegółowość to coś, co czytelnicy cenią i co im się podoba. Książki są coraz obszerniejsze, bo wynika to z potrzeb czytelników, którzy najwidoczniej mają i cierpliwość i ochotę zagłębić się w książkę, która zupełnie ich pochłonie.
Jest to w opozycji do krótkich form informacyjnych czy klipów filmowych na Facebooku i Youtube, którymi karmimy się cały dzień. Szukamy czegoś, co każe nam wyłączyć telefon i zamknąć laptopa.
Rzeczywiście, patrząc na statystyki sprzedaży i listy bestsellerów można zauważyć, że dominują na nich opasłe serie wydawnicze. Ken Follet i jego cykl Stulecie, George R. R Martin i Pieśń Lodu i Ognia czy nasi rodzimi Katarzyna Bonda i Jarosław Grzędowicz nie należą do autorów, którzy lubią się streszczać, a czytelnikom zdaje się to wcale nie przeszkadzać. Książki grubsze mogą też lepiej się kojarzyć, lepiej sprzedają się w okresie świątecznym i przedwakacyjnym, kiedy wiemy, że będziemy mieli więcej czasu na relaks i lekturę.
Wygląda też na to, że przyzwyczailiśmy się to pewnego standardu objętości „porządnej” książki i niejednokrotnie podejrzliwie spoglądamy na książki cieńsze. I wreszcie, może też chodzić o cenę. Książki są dość drogie, i kupując drukowaną, grubą książkę ma się poczucie, że są to pieniądze dobrze wydane. Clare Alexander dodaje, że właśnie dlatego cieńsze publikacje trudniej sprzedać:
Problem pojawia się przy nowelach, książkach cienkich, czy zbiorach opowiadań. Ich cena z przyczyn oczywistych nie może odbiegać za bardzo od pewnego minimum i kupujący zaczynają się zastanawiać, czy są one tego warte. Na rynku wydawniczym nie ma „złotego środka”, najtrudniej sprzedaje się i promuje wszystko, co jest średnie – książki średnio drogie, o średniej objętości są zazwyczaj średnio popularne.
Jakie jest Wasze zdanie? Czy książka im grubsza, tym lepsza?
A może wśród noworocznych czytelniczych postanowień jest jedno, które brzmi: będę czytać grubsze książki?
komentarze [172]
Ale tylko cenową :))
Ale tylko cenową :))
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Jedyną wadą grubej książki jest jej ciężar w torebce, gdyż aktualnie czytaną książkę noszę ze sobą wszędzie (nie wiadomo, kiedy będę się nudzić w kolejce w sklepie lub w autobusie).
Przede wszystkim jednak podziwiam pisarzy, którzy tworzą powieści sięgające 1000 i więcej stron - wydaje mi się, że trzeba mieć na prawdę dobrze zorganizowany umysł i bardzo rozwiniętą wyobraźnię, aby stworzyć historię, a następnie opowiedzieć ją w tylu słowach i na tylu stronach.
Jedyną wadą grubej książki jest jej ciężar w torebce, gdyż aktualnie czytaną książkę noszę ze sobą wszędzie (nie wiadomo, kiedy będę się nudzić w kolejce w sklepie lub w autobusie).
Przede wszystkim jednak podziwiam pisarzy, którzy tworzą powieści sięgające 1000 i więcej stron - wydaje mi się, że trzeba mieć na prawdę dobrze zorganizowany umysł i bardzo rozwiniętą...
Jest takie powiedzenie "Amerykanie lubią grube książki i chude kobiety", myślę jednak, że można je odnieść nie tylko do mieszkańców Stanów. Osobiście wolę średniej grubości książki - te cienkie wyglądają jakby autor nie miał zbyt wiele do powiedzenia, a te grube odrzucają na zasadzie "mam się męczyć z czymś takim?". Skoro jednak nie powinniśmy oceniać książki po okładce, to po grubości również nie. Przypadkiem w mojej bibliotece regał z literaturą angielską stoi naprzeciw regału z literaturą hiszpańską i wchodząc między nie zauważyłem "Uciekinierkę z San Benito". Z czystej ciekawości czy dam radę przebrnąć przez coś takiego wypożyczyłem ją i wcale tego nie żałuję. Później był m.in "Władca Barcelony". Jednak czasem mam ochotę odchudzić jakąś książkę z rozwlekłych opisów krajobrazów czy czynności życia codziennego jakich nie szczędzi czytelnikom np Jean M. Auel w swoim cyklu o ludziach pierwotnych.
Jest takie powiedzenie "Amerykanie lubią grube książki i chude kobiety", myślę jednak, że można je odnieść nie tylko do mieszkańców Stanów. Osobiście wolę średniej grubości książki - te cienkie wyglądają jakby autor nie miał zbyt wiele do powiedzenia, a te grube odrzucają na zasadzie "mam się męczyć z czymś takim?". Skoro jednak nie powinniśmy oceniać książki po okładce, to...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Wszystko zależy od książki. Są takie, które mimo dużej objętości pochłonęłam bardzo szybko(Ptaki ciernistych krzewów[bookLink]22073|Ptaki ciernistych krzewów[/bookLink]), są takie, których nie przeczytałam w dwa dni, ale mimo to są doskonałe(Nędznicy[bookLink]146104|Nędznicy[/bookLink], jak można by to skrócić?), są książki, które mogłyby być dłuższe, żeby rozwinąć pewne wątki(Kontrakt panny Brandt[bookLink]41756|Kontrakt panny Brandt[/bookLink]) i są też książki, które dobrze, że są krótkie, bo czytanie ich dłużej byłoby niestrawne(Morfina[bookLink]93197|Morfina[/bookLink]). Ja uwielbiam sagi rodzinne i powieści historyczne, których nie napisze się na 200-300 stron, przez co czytam je zazwyczaj w dni wolne(bo szkoła). Tak że długie książki są świetne, ale musi być odpowiedni czas i nastrój :)
I nie zapominajmy jeszcze o jednym. Są ludzie dla których 500 stron to norma i tacy, którzy marudzą, bo muszą przeczytać ich ponad 200(albo tacy dumni, że tyle przeczytali).
Wszystko zależy od książki. Są takie, które mimo dużej objętości pochłonęłam bardzo szybko(Ptaki ciernistych krzewów[bookLink]22073|Ptaki ciernistych krzewów[/bookLink]), są takie, których nie przeczytałam w dwa dni, ale mimo to są doskonałe(Nędznicy[bookLink]146104|Nędznicy[/bookLink], jak można by to skrócić?), są książki, które mogłyby być dłuższe, żeby rozwinąć pewne...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejOstatnio czytam tylko grube książki. Zasiadając do czytania takiej książki mam poczucie, że oto ktoś opowiada mi ciekawą historię. Bo przecież książka musi mieć wstęp, rozwinięcie i zakończenie. Do najgrubszej książki jaką czytałam zalicza się książka "Kochankowie i kłamcy". Miała ponad 700 stron, ale już pod koniec nie pamiętałam co było na początku. Wiem tylko, że akcja toczy się w Wenecji, w której miałam okazję być. Uwielbiam snute historie typu "Monsunowych dni" czy też 'Zapach drzewa sandałowego" ale też utwory Pani Gregory, które są swoistą lekcją historii. W książkach poszukuję realiów historycznych i mądrych myśli.
Ostatnio czytam tylko grube książki. Zasiadając do czytania takiej książki mam poczucie, że oto ktoś opowiada mi ciekawą historię. Bo przecież książka musi mieć wstęp, rozwinięcie i zakończenie. Do najgrubszej książki jaką czytałam zalicza się książka "Kochankowie i kłamcy". Miała ponad 700 stron, ale już pod koniec nie pamiętałam co było na początku. Wiem tylko, że akcja...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Na ogół celuję w opasłe tomiszcza, bo im więcej literek, tym lepiej... teoretycznie. Moim zdaniem wszystko jest zależne od tego, o czym pisarz chce pisać i co ma ciekawego do powiedzenia. Podczas czytania krótkich książek, zdarzyło mi się myśleć, że wszystko to jest nazbyt rozwleczone i każde kolejne słowo nie wnosi kompletnie nic do fabuły, stanowi jedynie zapychacz, ale zdarzały się i odwrotne sytuacje, czytając krótką książkę, czułam niedosyt, bo ledwie zaczynałam sympatyzować z otoczeniem i bohaterami, a tutaj nagle - trach! Koniec przygody.
Nie wiem, czy można jednoznacznie powiedzieć, że krótka "odchudzona" książka zawsze będzie lepsza od tysiąc stronicowej księgi - i odwrotnie.
Na ogół celuję w opasłe tomiszcza, bo im więcej literek, tym lepiej... teoretycznie. Moim zdaniem wszystko jest zależne od tego, o czym pisarz chce pisać i co ma ciekawego do powiedzenia. Podczas czytania krótkich książek, zdarzyło mi się myśleć, że wszystko to jest nazbyt rozwleczone i każde kolejne słowo nie wnosi kompletnie nic do fabuły, stanowi jedynie zapychacz, ale...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Mnie zbytnio nie przeszkadza grubość książki, pod warunkiem, że jest warta czytania. Cienkie powieści też bywają nijakie. Dlatego nie rozliczam literatury na ilość stron, a jeśli książka jest godna uwagi to sama się obroni. Tym bardziej jak fabuła wciągnie i człowiek traci świadomość istnienia :)
Warto zauważyć, że część serii jest łączona w jeden gruby tom, jak np.: "Mgły Avalonu", "Ziemiomorze", Wojak Szwejk, czy Sherlock Holmes. Z jednej strony czyta się to trochę niewygodnie, ale w domu da radę. Ja kładę poduszkę na kolana, na nią opasłe tomiszcze i przynajmniej ręce nie mdleją :)
Pocketów nie lubię ze względu na wadę wzroku - małe literki nie są dla mnie. Ale często nawet duże książki mają małą albo bladą czcionkę. I tak np.: "Filary Ziemi" Folletta i ich kontynuacja "Świat bez końca" mają strasznie małe litery, mimo, że takie chude nie są. Dla mnie to bardzo niekomfortowe. W tej kwestii wielkie ukłony dla czytnika :)
No i na końcu słów kilka o czytniku. Czy książka cienka, czy gruba nie ma znaczenia, może być zarówno papierowa albo elektroniczna. Po roku czytania e-booków nadal stwierdzam, że wolę książki drukowane - okładka cieszy oko, kartki śmigają z szelestem i półki puste nie stoją. Jedyny dyskomfort to taki, że e-booka wciąż nie można sprzedać, więc są to pieniądze stracone, jeśli książka się nie spodoba. Kompromis jednak się znajdzie - kupuję tylko to, co koniecznie chcę mieć w domu. E-booki pożyczę tu i tam. Więc i wilk syty i owca cała :)
Mnie zbytnio nie przeszkadza grubość książki, pod warunkiem, że jest warta czytania. Cienkie powieści też bywają nijakie. Dlatego nie rozliczam literatury na ilość stron, a jeśli książka jest godna uwagi to sama się obroni. Tym bardziej jak fabuła wciągnie i człowiek traci świadomość istnienia :)
Warto zauważyć, że część serii jest łączona w jeden gruby tom, jak np.:...
Ja osobiście lubię jeśli książka (oczywiście tylko gdy autor potrafi ją napisać w sposób, który nie pozwala oderwać się od tekstu) jest bardziej "otyła" i nie chciałbym aby takie pozycje przechodziły na dietę. Znam jednak też takie pozycje którym by się to przydało, za przykład mogę podać książki z cyklu "Malowany człowiek" Petera V. Bretta. Kiedy w Polsce ukazały się pierwsze dwa tomy tej serii (jak dla mnie arcydzieła z zapartym tchem czekałem na więcej) to w jakimś artykule o autorze czytałem, że tworzy on trylogię. Obecnie wyszedł niedawno 4 tom i powiem że mam już serdecznie dość wprowadzanych przez autora nowych "ważnych" postaci, których trzeba było pokazać życiorys praktycznie od urodzenia nawiązując przy tym ponownie do głównych wątków. Pomimo że, autor pisze w sposób na prawdę bardzo przyjemny to jednak skonstruował główne wątki oraz główne postaci w taki sposób,że chce się czytać tylko o nich. Dla mnie to rozciągnięcie akcji na więcej niż planowane początkowo 3 tomy jest zwykłym wyciąganiem kasy od czytelnika. Więc cykl Pana Petera V. Bretta jak najbardziej mógłby przejść na dietę.
Ja osobiście lubię jeśli książka (oczywiście tylko gdy autor potrafi ją napisać w sposób, który nie pozwala oderwać się od tekstu) jest bardziej "otyła" i nie chciałbym aby takie pozycje przechodziły na dietę. Znam jednak też takie pozycje którym by się to przydało, za przykład mogę podać książki z cyklu "Malowany człowiek" Petera V. Bretta. Kiedy w Polsce ukazały się...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejModa na szczupłe i zgrabne ciała u ludzi, dzięki Bogu, nie przeniknęła do świata książek. Jasne są takie utwory, które powinny być jeszcze krótsze, bo czytanie to istna mordęga (w większości przypadków odkładam takie książki na długi czas licząc, że może do nich dojrzeję, ale czasem jest w nich jakiś wątek, który mnie trzyma i nie wypada zaprzestać czytać :)). Jednak każdy z nas spotkał się z niedosytem, gdy skończymy (nawet grubą), ale genialną książkę i chcemy więcej! Więc moim zdaniem: genialne teksty niech przybierają na wadze, a te trochę gorsze mogą jakąś dietę zastosować.
Moda na szczupłe i zgrabne ciała u ludzi, dzięki Bogu, nie przeniknęła do świata książek. Jasne są takie utwory, które powinny być jeszcze krótsze, bo czytanie to istna mordęga (w większości przypadków odkładam takie książki na długi czas licząc, że może do nich dojrzeję, ale czasem jest w nich jakiś wątek, który mnie trzyma i nie wypada zaprzestać czytać :)). Jednak każdy...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejNie każdy genialny tekst powinien przybierać na wadze. Są opowieści, które są najlepsze w swej prostocie i forma "kameralna" jest dla nich najodpowiedniejsza. Nie wyobrażam sobie np. napompowanej do 500 stron wersji "Małego Księcia". ;) Cała sztuka w tym żeby forma, a więc i długość, została przez autora odpowiednio dobrana do tego, co ma do powiedzenia czytelnikowi.
Nie każdy genialny tekst powinien przybierać na wadze. Są opowieści, które są najlepsze w swej prostocie i forma "kameralna" jest dla nich najodpowiedniejsza. Nie wyobrażam sobie np. napompowanej do 500 stron wersji "Małego Księcia". ;) Cała sztuka w tym żeby forma, a więc i długość, została przez autora odpowiednio dobrana do tego, co ma do powiedzenia...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
A może założymy nowy wątek pt "Genialne książki o małej objętości"?
Mam kilka propozycji, od ręki:
- dzieła
[authorPhoto]15068|Amélie Nothomb[/authorPhoto] Amélie Nothomb[authorLink]15068|Amélie Nothomb[/authorLink],
najlepsze są (moim zdaniem) Dziennik Jaskółki[bookLink]24054|Dziennik Jaskółki[/bookLink]
Z pokorą i uniżeniem[bookLink]75169|Z pokorą i uniżeniem[/bookLink]
Higiena mordercy[bookLink]40295|Higiena mordercy[/bookLink]
Krasomówca[bookLink]48281|Krasomówca[/bookLink]
Ani z widzenia, ani ze słyszenia[bookLink]21936|Ani z widzenia, ani ze słyszenia[/bookLink]
Innych autorów - absolutnie genialny Jedwab [bookLink]20874|Jedwab [/bookLink]
Jedwab[bookLink]20874|Jedwab[/bookLink]
wstrząsająca do głębi Bez krwi[bookLink]60538|Bez krwi[/bookLink]
i świetne Sny o snach[bookLink]73058|Sny o snach[/bookLink]
poza tym
Novecento. Monolog[bookLink]60535|Novecento. Monolog[/bookLink]
Bolaño
Dziwki morderczynie[bookLink]178219|Dziwki morderczynie[/bookLink]
Lodowisko[bookLink]173169|Lodowisko[/bookLink]
Marqueza
Ślad twojej krwi na śniegu[bookLink]56897|Ślad twojej krwi na śniegu[/bookLink]
Ponadto Sny Einsteina[bookLink]73210|Sny Einsteina[/bookLink]
Czy jedna z moich ukochanych Pamiętniki Adama i Ewy[bookLink]31560|Pamiętniki Adama i Ewy[/bookLink]
A może założymy nowy wątek pt "Genialne książki o małej objętości"?
Mam kilka propozycji, od ręki:
- dzieła
[authorPhoto]15068|Amélie Nothomb[/authorPhoto] Amélie Nothomb[authorLink]15068|Amélie Nothomb[/authorLink],
najlepsze są (moim zdaniem) Dziennik Jaskółki[bookLink]24054|Dziennik Jaskółki[/bookLink]
Z pokorą i uniżeniem[bookLink]75169|Z pokorą i...
[bookCover]24054|Dziennik Jaskółki[/bookCover]
[bookCover]75169|Z pokorą i uniżeniem[/bookCover]
[bookCover]40295|Higiena mordercy[/bookCover]
[bookCover]48281|Krasomówca[/bookCover]
[bookCover]21936|Ani z widzenia, ani ze słyszenia[/bookCover]
[bookCover]20874|Jedwab[/bookCover]
[bookCover]60538|Bez krwi[/bookCover]
[bookCover]73058|Sny o snach[/bookCover]
[bookCover]60535|Novecento. Monolog[/bookCover]
[bookCover]178219|Dziwki morderczynie[/bookCover]
[bookCover]173169|Lodowisko[/bookCover]
[bookCover]56897|Ślad twojej krwi na śniegu[/bookCover]
[bookCover]73210|Sny Einsteina[/bookCover]
[bookCover]31560|Pamiętniki Adama i Ewy[/bookCover] Genialna myśl, Różo :)
Genialna myśl, Różo :)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamJest już taki wątek.
Jest już taki wątek.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Grubość nie przekłada się na jakość. 200 czy 1200 stron, wszystko zależy od talentu pisarza, od tego jak książka wciąga (wiadomo, że jeśli czyta się dobrze to lepiej mieć 1200 stron :)
Obecnie czytam piątą już część Koła Czasu, kolejny ponad 1000 stronicowy moloch.
Grubość nie przekłada się na jakość. 200 czy 1200 stron, wszystko zależy od talentu pisarza, od tego jak książka wciąga (wiadomo, że jeśli czyta się dobrze to lepiej mieć 1200 stron :)
Obecnie czytam piątą już część Koła Czasu, kolejny ponad 1000 stronicowy moloch.
Chyba największym gabarytem jaki do tej pory przeczytałam (oprócz Biblii) był "Bastion" Kinga (1164 strony). Jeśli książka jest naprawdę dobra, to kolejne kartki dość szybko przechodzą z jednej strony na drugą. Minusem takich gabarytów jest zwykła nieporęczność.
Złe ułożenie w dłoniach, na łóżku, czy gdziekolwiek jeszcze czytamy.
Czasem książki powyżej 500 stron są po prostu przegadane i męczące.
Nie oceniałabym jednak książki po ilości stron bo często i połowa z tego potrafi zachwycić. Także reguły nie ma.
Chyba największym gabarytem jaki do tej pory przeczytałam (oprócz Biblii) był "Bastion" Kinga (1164 strony). Jeśli książka jest naprawdę dobra, to kolejne kartki dość szybko przechodzą z jednej strony na drugą. Minusem takich gabarytów jest zwykła nieporęczność.
Złe ułożenie w dłoniach, na łóżku, czy gdziekolwiek jeszcze czytamy.
Czasem książki powyżej 500 stron są po...
Moim zdaniem książki są teraz grubsze, ponieważ używa się większego rozmiaru czcionki i stosuje większe marginesy, więc to co kiedyś zajmowało 300 stron teraz zajmuje 400. To nawet dobrze, bo przyjemniej się czyta książkę gdy nie trzeba używać lupy.
Moim zdaniem książki są teraz grubsze, ponieważ używa się większego rozmiaru czcionki i stosuje większe marginesy, więc to co kiedyś zajmowało 300 stron teraz zajmuje 400. To nawet dobrze, bo przyjemniej się czyta książkę gdy nie trzeba używać lupy.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Lubię grube książki, choć przecież ilość stron nie świadczy o jakości utworu. Bo przecież zbyt długa, zbyt przegadana książka nuży. I tu przypominają mi się liczne lektury szkolne...
Ale czasami nuży też utwór bardzo krótki (znów ukłon w stronę lektur). To treść jest tutaj decydująca, a nie objętość.
A dlaczego jednak lubię grube książki? Bo jeśli są dobre, przyjemność czytania jest dłuższa. Bo dłużej pozostaję w wykreowanym świecie, bo nie czuję takiego niedosytu, kiedy książka się kończy. Bo zdążyłam się "naczytać". Przy czym, jako grube rozumiem tu książki 400-600 stron.
Wbrew pozorom nie czytam jednak wielu takich książek. Zwykle moje lektury mają 250-400 stron i to wystarczy, 200 stron na powieść to trochę mało, chyba, że język i konstrukcja są wyjątkowe.
Lubię grube książki, choć przecież ilość stron nie świadczy o jakości utworu. Bo przecież zbyt długa, zbyt przegadana książka nuży. I tu przypominają mi się liczne lektury szkolne...
Ale czasami nuży też utwór bardzo krótki (znów ukłon w stronę lektur). To treść jest tutaj decydująca, a nie objętość.
A dlaczego jednak lubię grube książki? Bo jeśli są dobre, przyjemność...
Nawet nie ma znaczenia ile waży - gdy czyta się w pociągu. Jeden warunek tylko nie wolno dawać torebki do potrzymania
Nawet nie ma znaczenia ile waży - gdy czyta się w pociągu. Jeden warunek tylko nie wolno dawać torebki do potrzymania
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamUważam, że często autorzy tzw. bestsellerów stawiają raczej na ilość, a nie jakość. Z takich grubasów, które przychodzą mi do głowy na szybko, które można byłoby spokojnie odchudzić to Millenium, Szczygieł czy Papugi z placu d'Arezzo. W pewnych momentach te książki są przegadane. Może to jest podejście na zasadzie: "Grube książki się lepiej sprzedają, bo jak czytelnik ma wydać te 40/50 zł, to wybierze w tej cenie 600, a nie 250 stron". Dla mnie wartościowa książka może mieć 100 stron i zawierać w sobie mnóstwo prawd i przesłań, które wzbogacą czytelnika.
Uważam, że często autorzy tzw. bestsellerów stawiają raczej na ilość, a nie jakość. Z takich grubasów, które przychodzą mi do głowy na szybko, które można byłoby spokojnie odchudzić to Millenium, Szczygieł czy Papugi z placu d'Arezzo. W pewnych momentach te książki są przegadane. Może to jest podejście na zasadzie: "Grube książki się lepiej sprzedają, bo jak czytelnik ma...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Mam na to własną odpowiedź, po przeczytaniu kilku właśnie opasłych "bestsellerów"
1) Społeczeństwo jest coraz głupsze, nawet to, które czyta (szczególnie ta część, która traktuje czytanie dosyć pozersko, a im więcej się stron przeczytało, tym bardziej się jest o szczebel wyżej w hierarchii).
Skutkiem tego jest również zmuszenie autora do bycia do bólu dosłownym, bo przeciętny czytelnik czytać niby potrafi, ale czytać między wierszami już niekoniecznie. Czytelnik często nie potrafi się wczuć w bohatera, gdyż empatia jest pojęciem już niemal historycznym, dlatego każdą najmniejszą intencję bohatera trzeba mu łopatologicznie tłumaczyć długimi słowami. Przykład? Ze słynniejszych choćby Pokuta: treści niewiele, tyle co w fotostory z Bravo, a wyszła z tego wielka cegła, miejsca na własną interpretację poczynań bohaterów - brak.
2) Po drugie - akcja. Im więcej zwrotów akcji, tym lepiej. Choćby bez składu i ładu, ale każdy zwrot, każde zaskoczenie podobnież działa na korzyść książki. Przynajmniej dla tych z punktu 1)
Skutkiem jest PRODUKCJA, a nie pisanie książek (oddaję hołd panu Korczowi, który na jubileuszu Opola powiedział dokładnie to samo o muzyce - kiedyś się komponowało, dzisiaj produkuje).
Przy pisaniu treścią jest treść/przesłanie, przy produkcji treścią jest akcja i pierdyliard jej zwrotów, a to musi miejsce zająć.
3) Dzisiejsza powieść nie może się obejść bez seksu. Dodaje to z automatu naście - dziesiąt stron.
4) Gusta (częściowo powiązane z 1). Przy do bólu oklepywanej modzie na thrillery i fantasy (tu obowiązkowo minimum trylogia), nie ma wyjścia, musi się dziać akcja (patrz 2). Nawet jeśli każde kolejne 600 stron opowiada to samo, to temat zbrodni, magii i tajemnych spiskowych organizacji jest na tyle nośny, że zawsze się sprzeda (przykład: Dan Brown - pisze wciąż jedno i to samo, zmienia jedynie miejsce akcji, imię towarzyszącej Langdonowi białogłowy oraz nazwę głównych złych i niedobrych).
Nie to, żebym się czepiał współczesnych trendów, bo wielu pisarzy naprawdę lubię i cenię. Ale to są pisarze, a nie producenci :)
Mam na to własną odpowiedź, po przeczytaniu kilku właśnie opasłych "bestsellerów"
1) Społeczeństwo jest coraz głupsze, nawet to, które czyta (szczególnie ta część, która traktuje czytanie dosyć pozersko, a im więcej się stron przeczytało, tym bardziej się jest o szczebel wyżej w hierarchii).
Skutkiem tego jest również zmuszenie autora do bycia do bólu dosłownym, bo...
O thrillerach powiem tyle, że właśnie w tym gatunku napotkałam najwięcej zbędnego pieprzenia o niczym. I dlatego lubię Christie: bo jest konkretna. Rozwlekanie intrygi na setki stron dla kryminału lub thrillera jest po prostu złe i niewybaczalne.
No i to już jest chyba kwestia tego, że kiedyś pisarze operowali słowem i jedno zdanie potrafiło zawierać więcej treści niż cała strona dzisiejszych książek fantasy. Lubię ten gatunek, ale autorzy zdecydowanie przesadzają z wodolejstwem. ;)
O thrillerach powiem tyle, że właśnie w tym gatunku napotkałam najwięcej zbędnego pieprzenia o niczym. I dlatego lubię Christie: bo jest konkretna. Rozwlekanie intrygi na setki stron dla kryminału lub thrillera jest po prostu złe i niewybaczalne.
No i to już jest chyba kwestia tego, że kiedyś pisarze operowali słowem i jedno zdanie potrafiło zawierać więcej treści niż...
Dla mnie nie ma znaczenia,jeśli jest dobrze napisana i wciąga w fotel to może mieć po kilka set stron.
Dla mnie nie ma znaczenia,jeśli jest dobrze napisana i wciąga w fotel to może mieć po kilka set stron.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamJakość książki nigdy nie zalezy od jej objętości. Biorąc do ręki pokaźną cegłę można by się zastanowić "rany kiedy ja to zdążę przeczytać". Jeżeli książka jest ciekawa i wciąga pochłania się ją momentalnie nawet jeżeli ma 500, 600 czy 800 stron. Gniot nawet stu czy dwustustronicowy ciągnie się niemiłosiernie.
Jakość książki nigdy nie zalezy od jej objętości. Biorąc do ręki pokaźną cegłę można by się zastanowić "rany kiedy ja to zdążę przeczytać". Jeżeli książka jest ciekawa i wciąga pochłania się ją momentalnie nawet jeżeli ma 500, 600 czy 800 stron. Gniot nawet stu czy dwustustronicowy ciągnie się niemiłosiernie.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamJa lubię książki właśnie średnio grube, czyli (jak dla mnie) 250-400 stron. Grubsze częściej odkładam, przy cienkich jest mi ciężko zżyć się z bohaterami i opowiadaną historią. Bądź co bądź, objętość książki jest ostatnią rzeczą, na którą zwracam uwagę, bo przede wszystkim liczy się wciągający opis, intrygujący tytuł i (lub) gatunek.
Ja lubię książki właśnie średnio grube, czyli (jak dla mnie) 250-400 stron. Grubsze częściej odkładam, przy cienkich jest mi ciężko zżyć się z bohaterami i opowiadaną historią. Bądź co bądź, objętość książki jest ostatnią rzeczą, na którą zwracam uwagę, bo przede wszystkim liczy się wciągający opis, intrygujący tytuł i (lub) gatunek.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamGrubość książki może mieć znaczenie jedynie dla słowników, encyklopedii lub ewentualnie podręczników. Tam często jest tak, że im grubszy np. słownik tym więcej haseł oraz wyjaśnień zawiera i tym dla czytelnika lepiej. W innych przypadkach najważniejsza jest nie ilość, ale jakość. Książka może być gruba i beznadziejna lub cienka i genialna. I reguły tutaj raczej nie ma.
Grubość książki może mieć znaczenie jedynie dla słowników, encyklopedii lub ewentualnie podręczników. Tam często jest tak, że im grubszy np. słownik tym więcej haseł oraz wyjaśnień zawiera i tym dla czytelnika lepiej. W innych przypadkach najważniejsza jest nie ilość, ale jakość. Książka może być gruba i beznadziejna lub cienka i genialna. I reguły tutaj raczej nie ma.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Mam wrażenie, że Czytelnik wybierając książkę w sklepie kieruje się w dużej mierze ilością stron.... oszukuje się, że 400 stron będzie bardziej ciekawe i ekscytujące niż "marne" 150. Tymczasem fabuła większości współczesnych książek zmieściłaby się w 3 SMSach.
Z innej strony patrząc, książki są tak drogie, że każdy przelicza i kieruje się zasadą "więcej stron za mniej kasy"
Mam wrażenie, że Czytelnik wybierając książkę w sklepie kieruje się w dużej mierze ilością stron.... oszukuje się, że 400 stron będzie bardziej ciekawe i ekscytujące niż "marne" 150. Tymczasem fabuła większości współczesnych książek zmieściłaby się w 3 SMSach.
Z innej strony patrząc, książki są tak drogie, że każdy przelicza i kieruje się zasadą "więcej stron za mniej...
Niedługo zapewne w związku z tym przy cenach książek pojawi się cena za kilogram, jak przy innych produktach, które się smakuje ;-)
Niedługo zapewne w związku z tym przy cenach książek pojawi się cena za kilogram, jak przy innych produktach, które się smakuje ;-)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamByłoby to cudowne rozwiązanie, przy współczesnych publikacjach ... wzięłabym 0,5 kg początku i 0,25 kg końca :D
Byłoby to cudowne rozwiązanie, przy współczesnych publikacjach ... wzięłabym 0,5 kg początku i 0,25 kg końca :D
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamCałkowicie się zgadzam. Może nie znam się na romansach, ale czasem czytuję kryminały i często nie mogę się nadziwić, jak tak prostą historię z tak ograniczoną liczbą bohaterów można było rozpisać na tyle stron. 50 by wystarczyło. A ostatnie rozdziały to już zwykle sztuczne przedłużanie, żeby nie powiedzieć za wcześnie, kto zabił. Tymczasem istnieją książki, które na niewiele ponad stu stronach są w stanie przekazać całe morze treści (czytała ostatnio "Mszę za miasto Arras").
Całkowicie się zgadzam. Może nie znam się na romansach, ale czasem czytuję kryminały i często nie mogę się nadziwić, jak tak prostą historię z tak ograniczoną liczbą bohaterów można było rozpisać na tyle stron. 50 by wystarczyło. A ostatnie rozdziały to już zwykle sztuczne przedłużanie, żeby nie powiedzieć za wcześnie, kto zabił. Tymczasem istnieją książki, które na...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
A dla mnie właśnie "Ballady i romanse" Karpowicza są doskonałym przykładem wodolejstwa, w wyniku którego książka zdecydowanie traci na jakości i zainteresowaniu czytelnika.
Lubię grube książki, co oczywiście nie znaczy, że tylko takie. Nie przeraża mnie opasły tom (no, chyba że w kontekście umieszczenia go na i tak już przeładowanych półkach mojej biblioteczki).
Warto dodać, że wśród książek, które rozczarowały mnie w poprzednim roku jest sporo tych obszernych woluminów, np.
Paryż[bookLink]233652|Paryż[/bookLink]
Jej wszystkie życia[bookLink]209176|Jej wszystkie życia[/bookLink]
autorzy nie do końca panują nad obfitością wątków i mimo wielu słów dostajemy spłyconą psychologię postaci i zaskakującą przy tym rozmachu objętościowym powierzchowność w opisie bohaterów i wydarzeń.
Natomiast za mistrzostwo uważam dzieło, które liczy ponad 1000 stron
2666[bookLink]156591|2666[/bookLink]
A dla mnie właśnie "Ballady i romanse" Karpowicza są doskonałym przykładem wodolejstwa, w wyniku którego książka zdecydowanie traci na jakości i zainteresowaniu czytelnika.
Lubię grube książki, co oczywiście nie znaczy, że tylko takie. Nie przeraża mnie opasły tom (no, chyba że w kontekście umieszczenia go na i tak już przeładowanych półkach mojej biblioteczki).
Warto...
Zaufam Twojej opinii i kupię "2666".Dzięki
Zaufam Twojej opinii i kupię "2666".Dzięki
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Myślę,że objętość książki nie przekłada się na jej jakość. Z ostatnio przeczytanych : cykl "barokowy" N.Stephensona - ok 2200 stron, "Moja walka" Knausgarda t.1-3 - ok 2000, Ruterfurda "Nowy Jork" i "Paryż"- ok 1600 ,długo tak można . Z drugiej strony - Tokarczuk,Varga,Llosa,Morel,Myśliwski,Kapuściński,Mo Yan,Karpowicz
....długo tak można.
To wspaniała /a przynajmniej dobra/ literatura ; dajmy autorom prawo do decydowania o tym, w jakiej formie chcą trafić do czytelnika.
Myślę,że objętość książki nie przekłada się na jej jakość. Z ostatnio przeczytanych : cykl "barokowy" N.Stephensona - ok 2200 stron, "Moja walka" Knausgarda t.1-3 - ok 2000, Ruterfurda "Nowy Jork" i "Paryż"- ok 1600 ,długo tak można . Z drugiej strony - Tokarczuk,Varga,Llosa,Morel,Myśliwski,Kapuściński,Mo Yan,Karpowicz
....długo tak można.
To wspaniała /a przynajmniej...
Nie zawsze ilość idzie z jakością w parze...niektóre książki należałoby zdecydowanie uszczelnić o niepotrzebne
lanie wody
Nie zawsze ilość idzie z jakością w parze...niektóre książki należałoby zdecydowanie uszczelnić o niepotrzebne
lanie wody
Osobiście nigdy się nie zastanawiałem nad tym czy książki powinny być chudsze, gdyż dla mnie to bez znaczenia, o ile dany tytuł jest na tyle ciekawy i wciągający, że kolejne strony umykają nawet nie wiedzieć kiedy i nagle okazuje się, że jest się już pod koniec książki, mimo że jest gruba. Dużo gorsza sytuacja jest wtedy, kiedy książka jest obszerna i koszmarnie nudna lub rozwleczona tak, że ma się już dość po parudziesięciu stronach...wtedy rozmiar naprawdę MA znaczenie... Ogólnie to najbardziej lubię książki, które mają około 300 stron, bo wtedy mam swoistą pewność, że autor ani się nie rozpisał na darmo, ani też nie napisał za mało. :)
Osobiście nigdy się nie zastanawiałem nad tym czy książki powinny być chudsze, gdyż dla mnie to bez znaczenia, o ile dany tytuł jest na tyle ciekawy i wciągający, że kolejne strony umykają nawet nie wiedzieć kiedy i nagle okazuje się, że jest się już pod koniec książki, mimo że jest gruba. Dużo gorsza sytuacja jest wtedy, kiedy książka jest obszerna i koszmarnie nudna lub...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejOsobiście jestem zdania, że chociaż lubię grube książki, autorzy powinni jednak nauczyć się ograniczać, aby wydobyć ze swoich tworów dobrze zrównoważoną esencję. Teraz nie chodzi mi o wydawnictwa, ale o samych pisarzy, którzy wydają się czasem zalewać laniem wody i pustosłowiem, a potem jest grube. I wspomniane wady wcale nie muszą wiązać się z nudną fabułą - więc i tak można je dobrze czytać, ale kto wie, o ile lepsze by były, gdyby je choć trochę skrócić. W sumie jakoś tak wyszło, że spora część ulubionych - pod względem tego, co w niosły do mnie - książek jest właśnie dość cienka. Ale jeśli chodzi o książki nastawione typowo na fabułę właśnie, wolę grube.
Osobiście jestem zdania, że chociaż lubię grube książki, autorzy powinni jednak nauczyć się ograniczać, aby wydobyć ze swoich tworów dobrze zrównoważoną esencję. Teraz nie chodzi mi o wydawnictwa, ale o samych pisarzy, którzy wydają się czasem zalewać laniem wody i pustosłowiem, a potem jest grube. I wspomniane wady wcale nie muszą wiązać się z nudną fabułą - więc i tak...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejW ogólności nie mam problemów jeśli z grubymi tomami jeśli nie jest to typowe pustosłowie (np. Droga Królów B. Sandersona). Jednak czytanie książek długich w zasadzie o niczym, a w szczególności ze zbyt rozwiązłymi opisami przyrody (Lód J. Dukaja i kanon lektur szkolnych) to dla mnie katorga.
W ogólności nie mam problemów jeśli z grubymi tomami jeśli nie jest to typowe pustosłowie (np. Droga Królów B. Sandersona). Jednak czytanie książek długich w zasadzie o niczym, a w szczególności ze zbyt rozwiązłymi opisami przyrody (Lód J. Dukaja i kanon lektur szkolnych) to dla mnie katorga.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamChyba chodziło o "rozwlekłe opisy przyrody", bo "rozwiązłe opisy przyrody" to byłaby jakaś nowa jakość w sianiu zgorszenia za pomocą literatury ;))
Chyba chodziło o "rozwlekłe opisy przyrody", bo "rozwiązłe opisy przyrody" to byłaby jakaś nowa jakość w sianiu zgorszenia za pomocą literatury ;))
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Przeważnie zasiadam do obszernej lektury. Uwielbiam jak z godziny na godzinę pochłania mnie wątek książki. Gdy jest powieść jest znakomita wciągnie mnie tak bardzo że gdy podnoszę głowę z nad książki to żałuję że żyje w czasach w których właśnie jestem.
Gdy książka jest naprawdę duża pozwala podać nam tyle szczegółów i tyle zdarzeń że czasem rzeczywistości wydaje się fikcją,przenikam do świata opisanego na papierze.
Czuliście kiedyś coś takiego, kiedy czytasz a książka podoba ci się tak bardzo że nie chcesz żeby się skończyła ?
Dlatego uwielbiam grube książki .
Przeważnie zasiadam do obszernej lektury. Uwielbiam jak z godziny na godzinę pochłania mnie wątek książki. Gdy jest powieść jest znakomita wciągnie mnie tak bardzo że gdy podnoszę głowę z nad książki to żałuję że żyje w czasach w których właśnie jestem.
Gdy książka jest naprawdę duża pozwala podać nam tyle szczegółów i tyle zdarzeń że czasem rzeczywistości wydaje się...
Za każdą stronę ponad 500 Autor powinien dopłacać czytelnikowi :)
Są oczywiście wyjątki, ale wyjątki potwierdzają regułę.
A reguła brzmi, że najgrubsze książki to te, w których Autor ma niewiele do powiedzenia, za to sam podnieca się swoim pisaniem.
Tylko czemu ja mam za to płacić?
Za każdą stronę ponad 500 Autor powinien dopłacać czytelnikowi :)
Są oczywiście wyjątki, ale wyjątki potwierdzają regułę.
A reguła brzmi, że najgrubsze książki to te, w których Autor ma niewiele do powiedzenia, za to sam podnieca się swoim pisaniem.
Tylko czemu ja mam za to płacić?
uuu, Norman Davis by zbankrutował. Choć jak dla mnie to on ma akurat dużo do powiedzenia.
uuu, Norman Davis by zbankrutował. Choć jak dla mnie to on ma akurat dużo do powiedzenia.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam


