Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
http://lubimyczytac.pl/aktualnosci/rozmowy/8365/literatura-to-nie-prospekt-turystyczny-wywiad-z-ewelina-dyda

Literatura to nie prospekt turystyczny. Wywiad z Eweliną Dydą

5 wartościowy tekst

Na polską scenę kryminopisarską wkracza novum w postaci Eweliny Dydy, 34-letniej drobnej brunetki z wykształceniem krytycznoliterackim, w której głowie wręcz dymi się od wiedzy na temat gatunku przez żadną kobietę w Polsce dotąd nie uprawianego – kryminału noir. Przeczytajcie wywiad z pisarką.

Zła waluta, która właśnie zawitała na księgarskie półki, spisana głównie w pierwszej osobie opowieść tarnobrzeskiego detektywa, to nie lada gratka dla czytelników tęskniących za Świętą Trójcą Noir, czyli Chandlerem, Hammettem i Macdonaldem.

O miłości do gatunku kryminalnego, przyjemności z picia piwa w lokalach dla prawdziwych mężczyzn, beznadziejnej sytuacji polskich recenzentów, dokładnym planowaniu i mruganiu do czytelnika z autorką rozmawiała Paulina Stoparek.

Paulina Stoparek: Od kilku lat Twoje teksty publicystyczno-literackie ukazują się w internecie, jesteś także założycielką strony recenzenckiej Poczytajnia, na której poczytać możemy omówienia rozmaitej literatury, w większości kryminalnej. Świadomie dążyłaś przez te wszystkie lata do tego, by napisać coś własnego w tym gatunku, szlifując pióro na tekstach blogowych, czy też pragnienie to wynikło później, jako jedna z konsekwencji fascynacji literaturą, na którą w szczególności zwróciłaś swoją uwagę?

Ewelina Dyda: Decydując się pisać o literaturze, jeszcze nie myślałam o tym, żeby napisać coś własnego. Zakładając bloga czy rozpoczynając współpracę z różnymi serwisami, chciałam po prostu recenzować książki. Pragnienie pojawiło się później. Ja zawsze bardzo dużo czytałam, ale na początku wcale nie była to literatura kryminalna. Tę na dobrą sprawę zaczęłam poznawać dopiero wtedy, kiedy zaczęłam recenzować książki dla Portalu Kryminalnego. Wówczas absolutnie się nią zafascynowałam. Urzekły mnie możliwości kryminału, jeśli chodzi o opis rzeczywistości, to jak ogromne spektrum tematów można poruszać, pisząc, zdawałoby się, tylko o zbrodni. A przecież zbrodnia bywa czasem zaledwie pretekstem do opowieści o sprawach naprawdę ważnych. Weźmy na przykład kryminał skandynawski, gdzie morderstwo bywa pretekstem dla poruszania istotnych tematów społecznych. Kryminał to naprawdę bardzo pojemny gatunek i jestem przekonana, że każdy znajdzie w nim coś dla siebie. Irytuje mnie, kiedy ktoś deprecjonuje literaturę kryminalną. Ale to prawdopodobnie świadczy tylko o tym, że jej po prostu nie zna. Tak więc fascynacja kryminałem pojawiła się, kiedy pisałam dla Portalu Kryminalnego. Wówczas także powoli zaczęło się pojawiać pragnienie, aby napisać coś własnego. Wybór konwencji noir pojawił się jeszcze później.

Która przeczytana książka sprawiła, że poczułaś pragnienie, aby dołączyć do grona polskich autorów kryminałów?

W pewnym momencie zauważyłam, że wybierając książki do recenzji, wybieram głównie kryminały. Jednym z nich był kryminał Roberta Galbraitha, czyli J.K. Rowling, zatytułowany „Wołanie kukułki”. To właśnie po jego lekturze zaczęłam myśleć o napisaniu własnego kryminału. Właściwie trudno mi powiedzieć, dlaczego akurat ta książka. Po prostu po jej lekturze pomyślałam, że może i ja tak mogę. To znaczy nie pisać jak Rowling, lecz w ogóle pisać. Więc zaczęłam. Kompletnie nie wiedząc, w którym kierunku iść, co z pewnością widać w mojej pierwszej książce. Nieopublikowanej, i do której publikacji, mam nadzieję, nigdy nie dojdzie. Niemniej gdy ją skończyłam, wysłałam ją do redaktora z Wydawnictwa W.A.B., pana Filipa Modrzejewskiego, z pytaniem czy moje pisanie się w ogóle do czegoś nadaje. Zareagował bardzo entuzjastycznie, ale też wskazał błędy, które popełniłam, i udzielił bardzo cennych rad. Zasugerował także, abym powieść poprawiła. Ja natomiast postanowiłam, że zamiast poprawiać pierwszą, z której sama tak naprawdę nie byłam zadowolona, po prostu zacznę pisać drugą. Bogatsza więc o cenne rady i wskazówki, zaczęłam pisać „Złą walutę”, na którą miałam już konkretny pomysł, także dzięki poleceniu mi odpowiednich lektur. Nieco później odkryłam klasyków czarnego kryminału, którzy bardzo trafili w mój gust czytelniczy. Zachwycona nimi pomyślałam, że „Zła waluta” będzie się właśnie do nich odnosić. Niemniej chciałam się także konwencją noir trochę pobawić i pisząc, nie podążać utartą ścieżką, lecz dać też coś od siebie. Moim celem było nawiązywanie do klasyków, ale też pewne mrugnięcia do czytelnika na znak, że w pewien sposób my się na tę konwencję umawiamy. To że Kuba ma w swoim biurze biblioteczkę pełną książek Hammetta, Macdonalda i Chandlera jest absolutnie celowe i czemuś służy. Czytelnik widzi, jakie książki czyta Kuba, jakie lektury go fascynują, więc kiedy w powieści oddaję mu głos, mówi jak bohater czarnego kryminału. Można powiedzieć, że on się trochę na niego kreuje. Nie jest żadnym Marlowe’em, Spade’em, czy Archerem. I chyba nawet nie chce nim być. Wiesz, bo ja sobie pomyślałam tak, konwencja noir jest fantastyczna, ale jeśli napiszę powieść, w której będę się do niej odnosić 1:1, to powstanie książka być może składająca hołd konwencji, ale zupełnie nieoryginalna. Iluż bowiem literatura kryminalna ma twardzieli, alkoholików, depresyjnych bohaterów... Stąd w mojej książce są pewne mrugnięcia i mam nadzieję, że czytelnik je dostrzeże.

Wiem, że nieustannie doszkalasz się w znajomości na temat gatunku. Nie tylko czytasz powieści klasyków noir i wariacje na temat oraz artykuły poświęcone problematyce czarnego kryminału, lecz także oglądasz noirowe filmy. Jakie ostatnio wyłuskałaś inspiracje, które zastosujesz w kolejnej powieści?

Ostatnio inspirują mnie przede wszystkim te ostatnie, czyli filmy kryminalne z lat czterdziestych i pięćdziesiątych. Dużo ich ostatnio obejrzałam i każdy zachwycił mnie na swój sposób. W „Nocy i mieście” oczarował mnie obraz mrocznego Londynu, pełnego krętaczy szukających szybkiego zarobku, spelun, brudnych ulic. Z ogromnym zainteresowaniem obejrzałam także „Podwójne ubezpieczenie”, w którym mamy do czynienia chyba ze wszystkimi motywami charakterystycznymi dla czarnego kryminału. Najbardziej jednak zainspirował mnie film „Dama z Szanghaju”. Kończę właśnie pisać drugą część cyklu, ale w głowie już roją mi się pomysły na część trzecią. Chciałabym w niej najbardziej skupić się na motywie femme fatale, a ten w „Damie z Szanghaju” jest doskonale przedstawiony. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że dla fana stylu noir motyw kobiety fatalnej jest łatwy do rozgryzienia, ale ja chciałabym, eksploatując ten motyw, trochę czytelnika zaskoczyć. Mam więc już pewne pomysły na to, jak to zrobić. Miejmy nadzieję, że mi się uda.

Jednak „Zła waluta” to nie tylko czarnokryminalna narracja czy symbolika. To także malunek żywego miejskiego organizmu, pełnego społecznych kontrastów, poczucia beznadziei i zepsucia. Nie lubisz miasta, w którym mieszkasz, mam rację?

To czy lubię Tarnobrzeg, czy nie, tak naprawdę nie ma żadnego znaczenia. Nie traktuję literatury jako sposobu na rozprawienie się z własnymi emocjami i przeżyciami. Jeśli piszę i w pewnym momencie zauważam, że w pisaną rzecz wkradają się jakieś moje emocje, sprawy, które ostatnio przeżyłam, rozczarowania, że tekst przybiera formę jakiejś autoterapii, to zatrzymuję się i staram się dany problem przemyśleć. Spojrzeć na niego z boku. Próbuję rozwiązać i przepracować go w inny sposób, na pewno nie poprzez literaturę. Oczywiście nie chcę przez to powiedzieć, że literatura jest zupełnie autonomiczna, niezależna od osoby ją tworzącej. W „Złej walucie” jest mnóstwo moich obserwacji, refleksji, nawet przeżyć. Ale na pewno nie przedstawionych 1:1. Chłonę wszystko, co dzieje się wokół mnie, ale traktuję to jako materiał do stworzenia czegoś nowego. Można to porównać do elementów układanki. Ja wszystko to zbieram, a gdy siadam do pisania, to poszczególne elementy dopasowuję do siebie tak, aby utworzyły sensowną całość jeśli chodzi o fabułę, charakter danej postaci. Zupełnie nie myślę na przykład w ten sposób: „Tarnobrzeg to takie wstrętne miasto, no to ja teraz tak je obsmaruję, że ktoś z drugiego końca Polski będzie to miasto omijał nawet palcem na mapie”. Jeśli z mojej opowieści wyłania się obraz Tarnobrzega pełnego społecznych kontrastów, poczucia beznadziei i zepsucia, to jest to efekt mojego wsłuchiwania się w to miasto, tego, co mówią ludzie na ulicy, osoby, które stąd wyjechały, ludzie którzy tu mieszkają. Być może pokrywa się to z moją perspektywą, ale gdyby była to tylko moja perspektywa, to nie zdecydowałabym się w ten sposób pisać o mieście. Z drugiej strony pamiętajmy jednak o konwencji, w której się poruszam. Miasto w kryminale noir zawsze było pokazywane od jego najgorszej strony, od strony podejrzanych spelun, do których schodzą się eleganccy panowie w kapeluszach, lecz pod dobrze skrojonymi garniturami zawsze mają przy sobie spluwę, a ich intencje bywają tak brudne, jak świat, w którym żyją. Zwykle jest to świat, w którym występuje przestępczość zorganizowana, niekryjąca swoich powiązań z władzą czy miejscowymi bogaczami. Stąd i ja musiałam także pewne sprawy w swoim obrazie miasta przerysować, jeśli chciałam być w zgodzie z konwencją.

Czyli – popraw mnie, jeśli się mylę – „Zła waluta” jako miejski kryminał noir rozgrywający się w Tarnobrzegu i opisujący jego społeczność, obok niewątpliwej promocji miasta zarazem je, w sensie konwencji literackiej, pogrąża. Tymczasem Ty wydajesz się wrażliwą osobą. Jesteś przygotowana na ewentualną niechęć lokalnych patriotów do Ciebie i Twojego dzieła?

Pogrąża, to chyba za dużo powiedziane, zwłaszcza, że ostatecznie jednak nie pogrążyłam tego miasta tak, jak mogłoby być pogrążone. Zresztą, nawet mój redaktor zwracał mi na to uwagę. Sugerował, że mogłabym ten Tarnobrzeg jeszcze bardziej pobrudzić, aby było jeszcze bardziej noir. No cóż, jeszcze wszystko przede mną. Natomiast od osób, które już przeczytały moją książką i tu mieszkają lub pochodzą z Tarnobrzega, otrzymałam bardzo pochlebne opinie. Twierdzą, że udało mi się uchwycić klimat ich miasta. Jednocześnie zdaję sobie sprawę z tego, że moja powieść nie wszystkim może przypaść do gustu. Ale to nie prospekt turystyczny. Zresztą, nigdy nie zamierzam tak pisać. Mnie interesują przede wszystkim ciemne zakamarki ludzkiej psychiki, sprawy, które wolałoby się zamieść pod dywan, gorsza strona miasta, a nie kolorowe zdjęcia, którymi miasto chciałoby się promować. Nie taki jest cel literatury. I myślę, że czytelnicy to rozumieją.





Komentarze
Autor:  LubimyCzytać |  wypowiedzi: 7  [pokaż ostatnią] Odpowiedź
książek: 1955
LubimyCzytać
23-02-2017 15:46
Zapraszamy do dyskusji.
książek: 16
Jagna
09-03-2017 19:35
Zachęciliście mnie tym teksem do kupna, a tymczasem...
Literacko książka leży. Styl - ciężko znaleźć zdanie dłuższe niż 1,5 linijki. Cytaty: kupiłem browca, lajki na fejsie...
Co 20 stron odnośniki do Chandlera, tytuł ksiązki wyjaśniony na pierwszych stronach, można by mniej łopatologicznie...
Zarys psychologiczny postaci - brak. Taki sam styl bycia dla krawcowej i dla detektywa po studiach.
...
Zachęciliście mnie tym teksem do kupna, a tymczasem...
Literacko książka leży. Styl - ciężko znaleźć zdanie dłuższe niż 1,5 linijki. Cytaty: kupiłem browca, lajki na fejsie...
Co 20 stron odnośniki do Chandlera, tytuł ksiązki wyjaśniony na pierwszych stronach, można by mniej łopatologicznie...
Zarys psychologiczny postaci - brak. Taki sam styl bycia dla krawcowej i dla detektywa po studiach.
Oj, daleko autorce nawet do pani Bondy, choć nie jestem jej fanką...
pokaż więcej
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 1209
Batalia
24-02-2017 15:41
"Wspaniale słyszeć, że tak precyzyjnie, a przede wszystkim z pasją wszystko planujesz, że nie należysz do tych autorów, którzy zajęli się pisaniem kryminałów głównie dlatego, że stało się to modne i opłacalne."

No widzę, że bez szpili się nie obyło, mało profesjonalne. A co, jeśli autorka zabrała się za kryminały, bo są modne, ale po prostu planowanie ma we krwi? A? :P
książek: 905
Redaktor_na_Tropie
24-02-2017 19:29
Dziękuję za opinię. Niestety nie mam litości dla tych, którzy biorą się za dany gatunek z powodu mody, a postępować z nim nie umieją. Nieprofesjonalnie więc byłoby przeprowadzać wywiad z kimś takim i mieć o nim powyższe zdanie. Natomiast Dyda wyraźnie zaznacza, że jej książka wypływa z miłości do gatunku i określonego podgatunku.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie

Opinie czytelników


O książce:
Ognisty krzyż

Zdecydowanie najsłabsza jak do tej pory. Wynudziłam się niemiłosiernie. Wiele zdarzeń niepotrzebnych, w ogóle nie poruszały historii do przodu. Zbyt d...

zgłoś błąd zgłoś błąd