Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
http://lubimyczytac.pl/aktualnosci/rozmowy/10371/wole-historie-o-zwyklych-ludziach-wywiad-z-davem-hutchinsonem

Wolę historie o zwykłych ludziach – wywiad z Davem Hutchinsonem

4 wartościowy tekst

Tymoteusz Wronka rozmawia z Davem Hutchinsonem o książce Europa jesienią, która niedawno miała swoją polską premierę. Powieść była nominowana w 2015 roku do Locus Award i Nagrody im. Arthura C. Clarke'a. Zapraszamy do lektury!

Zjednoczona Europa należy już do przeszłości. W następstwie kryzysów gospodarczych i niszczycielskiej pandemii rozsypała się jak puzzle i wciąż się dzieli. Powstają coraz mniejsze państwa i quasi-państewka. Niepodległość ogłaszają nawet linie kolejowe, rezerwaty przyrody i statki wycieczkowe.
W tym raju szpiegów i przemytników swego miejsca na ziemi szuka Rudi, kucharz z krakowskiej restauracji. Zwerbowany przez tajemniczą organizację odbywa szkolenie wywiadowcze i wkrótce zostaje jej tajnym kurierem. Krąży po kontynencie, wymykając się jawnym oraz tajnym służbom, i z zadania na zadanie zaczyna sobie uświadamiać, że za spiskami i kontrspiskami, w których uczestniczy, za sporami, które toczą kraje Europy, mogą stać postaci z zupełnie innej rzeczywistości…

Tymoteusz Wronka: Niedawno ukazała się w Polsce twoja pierwsza powieść zatytułowana „Europa jesienią”. Możesz ją w kilku słowach opisać?

Dave Hutchinson: Całość dzieje się w nieodległej przyszłości, w której doszło do rozpadu Unii Europejskiej, a także wielu znanych nam państw. Jest to historia pochodzącego z Estonii Rudiego, którego poznajemy jako szefa kuchni w krakowskiej restauracji. Dość przypadkowo dołącza do organizacji, która zajmuje się przewożeniem wiadomości, paczek, a nawet ludzi poprzez wyrastające jak grzyby po deszczu granice. W nowej roli, na pół kuriera, na pół szpiega, natrafia na tajemnicę, która dotyczy natury samego świata. Więcej nie zdradzę, bo odkrywanie tego to jedna z ważniejszych rzeczy w powieści.

A o czym są kolejne tomy?

Nie chciałem tworzyć typowego, linearnego cyklu. W efekcie akcja drugiego tomu dzieje się mniej więcej równolegle, pojawiają się nowe postacie i wątki. W kolejny dwóch powieściach się to zazębia, odkrywane są kolejne warstwy światowej konspiracji, jeszcze więksi gracze. Sporo też napisałem o Wspólnocie – czyli miejscu, które pojawia się pod koniec pierwszego tomu. Z czasem pojawiają się też informacje o kolejnych kieszonkowych wszechświatach.

Od czego w ogóle zaczął się pomysł na „Europę jesienią”? Stworzyłeś w głowie postać, świat, jakąś scenę, a może zakończenie?

Szczerze powiedziawszy, to nie pamiętam. Na pewno nie zakończenie, na to wpadłem dość późno. Ciężko nad nim pracowałem – przez kilka tygodni próbowałem różnych rzeczy, zmieniałem i dopisywałem. Nie jestem z niego w pełni zadowolony, ale jest to najlepszy finał, na jaki było mnie stać.

Nie było jednej rzeczy, która by mnie zainspirowała: raczej wiele rzeczy na raz, które po zebrane razem stworzyły masę krytyczną na tyle dużą, by narodziła się powieść. Na pewno znaczenie miała historia coureur des bois, czyli francuskich traperów w Ameryce w XVII wieku, którzy po części byli kimś, kogo teraz nazwalibyśmy agentami specjalnymi: odkrywali nowe tereny, zawierali sojusze i umowy handlowe, dostarczali przesyłki. Utkwiło mi to na długo w pamięci i wykorzystałem to w swojej książce, tworząc organizację zajmującą się przewożeniem mniej lub bardziej tajnych przesyłek przez granice podzielonej na małe państewka Europy. Początkowo nazywałem ich listonoszami, ale to była głupia nazwa, więc cieszę się, że przypomniałem sobie o coureur des bois.

Rudi to nietypowy bohater. Poznajemy go jako szefa kuchni, ale z czasem przemienia się w kogoś więcej, wręcz szpiega czy tajnego agenta. Skąd pomysł na tak niestandardową postać?

Chciałem, by Rudi był zwykły. Nie chciałem tworzyć nowego Jamesa Bonda, a zwykłego człowieka, który wplątał się trochę przypadkowo w świat coureur des bois. W tracie tworzenia Rudiego czytałem akurat wspomnienia jednego z amerykańskich chefów i byłem pod wrażeniem świata profesjonalnych kucharzy. Wydało mi się to dobrym i oryginalnym pomysłem na postać. Ponadto tożsamość, narodowość, często jest wyrażana właśnie poprzez kuchnię, co dobrze pasowało do założeń książki, gdzie ważne było pokazywanie odrębności poszczególnych miejsc.

Jednakże w „Europie jesienią” opisujesz głównie jego porażki. Podczas lektury można się wręcz zastanawiać – skoro mu nie wychodzi, to czemu w ogóle nadal się tym zajmuje.

Rudi nie uważa się za dobrego szpiega i ma podobną opinię o wielu innych – ale tak naprawdę jest całkiem dobry w tym fachu. Przede wszystkim jest jednak po prostu dobrym człowiekiem, który wierzy, że z każdych tarapatów można wyjść za pomocą rozmowy, a nie użycia przemocy. I będzie to robił także na międzynarodową skalę. On po prostu nie może uwierzyć, że ludzie czasami potrafią być aż tak głupi, by sięgać po przemoc. W pewnym momencie odkrywa, że w pewien sposób jest odpowiedzialny za utrzymanie pokoju w Europie, a różni ludzie przychodzą do niego, by wykonywał dla nich ważne zadania. Nie podoba mu się to: wolałby siedzieć w kuchni i gotować. Niestety popełnił jeden błąd na początku książki i potem ciągle musi mierzyć się z konsekwencjami. Odkrywa, że to, co miało być nieźle płatnym hobby, staje się niebezpiecznym obowiązkiem, od którego nie może się uwolnić.

W późniejszych tomach odkrywa, że zarówno on, jak i jego rodzina jest znacznie mocniej zaangażowana w zakulisowe działania. Odsłania kolejne warstwy światowej konspiracji, dla których był jedynie pionkiem, a ich działaniach nie miał wcześniej pojęcia. To doprowadza go do gniewu… zresztą nie tylko to. Z czasem staje się coraz bardziej zagniewany i zrzędliwy.

Keith Roberts, brytyjski pisarz SF, napisał serię opowiadań o zwykłych ludziach uwikłanych w niezwykłe, nadprzyrodzone historie. Taka fantastyka interesuje mnie znacznie bardziej niż epickie opowieści o statkach kosmicznych, wielkich bitwach i wysadzaniu całych układów planetarnych. Wolę historię o prostych ludziach, takich jak ty i ja. O tym, jak byśmy zareagowali w nietypowych sytuacjach.

Wspólną cechą powieści z twojej serii „Pęknięta Europa” jest to, że składa się ona z niezależnych historii, które dopiero pod koniec składają się na większą całość i odkrywają prawdę o świecie przedstawionym. Od początku w ten sposób zaplanowałeś cykl czy też wyszło to w trakcie jego pisania?

Po części jest to efektem sposobu, w jaki powstawała „Europa jesienią”. Trwało to kilkanaście lat. Pisałem po kawałku, w wolnych chwilach pomiędzy innymi obowiązkami. Jednego roku napisałem rozdział, następny dwa lata później – i tak to szło. Dopiero pod koniec zebrałem wszystkie fragmenty i stwierdziłem, że taka forma świetnie pasuje do tego, o czym opowiada książka, do obrazu podzielonej na kawałki Europy.

Z natury jestem twórcą opowiadań, nie powieściopisarzem. Wolę krótszą formę i także dlatego w ten sposób powstawała książka. Szczęśliwie się ułożyło, że taka struktura pasowała do fabuły i tematyki, więc postanowiłem się jej trzymać do końca.

Czyli wolisz zmieniać perspektywę i zaburzać ciągłość fabularną, a nie przedstawiać wydarzenia w książce w bardziej klasyczny, linearny sposób?

Tak, jest to dla mnie zdecydowanie bardziej naturalne. Właśnie oddałem wydawcy nową powieść – katastroficzną, znacznie bardziej konwencjonalną fabułą i akcją przechodzącą płynnie pomiędzy rozdziałami. Pisane jej było naprawdę trudne – prowadzenie narracji ciągle w jednym kierunku, koncentrowanie się stale na tych samych postaciach, zamiast opowiedzenia ich historii, a potem pozostawienia na kilka rozdziałów i zajęcia się innymi wątkami.

Można więc powiedzieć, że forma „Pękniętej Europy” wynika ze wszystkiego po trochu: tego jak powstawały książki, jakie mam pisarskie preferencje i wreszcie, że po prostu pasowało to do samej historii. Ponadto jeden z moich ulubionych twórców powieści szpiegowskich, amerykański pisarz Alan Furst, tworzy swoje powieści w podobny sposób – pojedyncze, mniejsze historie składające się na większą narrację. Bardzo mi się to podobało i chciałem spróbować czy też będę tak potrafił. Wydaje mi się, że zadziałało naprawdę nieźle.

Jednakże kolejne tomy serii napisałeś w znacznie krótszym czasie.

Tak. „Europa jesienią” została nieźle przyjęta przez czytelników i krytyków, a mi zostało trochę fragmentów, których nie wykorzystałem w tej powieści, więc spytałem się wydawcy, czy są zainteresowani kontynuacją – oczywiście desperacko mając nadzieję, że powiedzą „tak” i zapłacą mi jeszcze trochę pieniędzy.

Spytali się czy zdążę oddać powieść do czerwca. Oczywiście powiedziałem, że tak, spojrzałem tylko na kwotę na kontrakcie i bez mrugnięcia okiem podpisałem. Następne cztery miesiące pracowałem jak szalony, by się wywiązać ze zobowiązania. Zdążyłem, wysłałem… i dostałem odpowiedź: „Świetnie, dzięki za książkę. I to rok wcześniej niż się umawialiśmy”! Morał tej historii jest więc taki: zawsze uważnie czytajcie umowę, którą podpisujecie. Kolejne dwie powieści w serii pisałem już nieco wolniej – około roku na tytuł.

Czwarty tom, „Europe at Dawn”, ma się ukazać na Zachodzie jesienią. To już koniec czy planujesz kolejne części?

To ostatnia część. Skończyły mi się pomysły na jeszcze większe, rozbudowane spiski i konspiracje rządzące Europą… a poza tym chciałem wreszcie dać Rudiemu odpocząć. Biedak wreszcie powinien wrócić tam, gdzie czuje się najlepiej – do kuchni.

Prawdopodobnie wydam jeszcze nowelę w tym świecie. Mam już sporo napisane, ale na razie musiałem ten projekt odłożyć w związku z innymi zobowiązaniami. Miałem też kiedyś pomysł, by napisać krótszy tekst, w którym rozdziały przeplatałyby się z przepisami – nadal chcę to zrobić, ale muszę znaleźć dobrego chefa, by pomógł mi z częścią kulinarną. Byłoby to coś innego, a do tego pasowałoby do Rudiego i jego podróży. Nie wiem jednak czy ten utwór w ogóle powstanie. Wiem co ma się w nim znaleźć, mam pomysł, ale nie wiem czy znajdę na niego czas.

„Europa jesienią” ukazała się już w kilku krajach naszego regionu. Jaki był jej odbiór i czego się spodziewasz po wydaniu jej w Polsce – w końcu spora część akcji dzieje się na terenie naszego kraju.

Bardzo ucieszyłem się z estońskiego wydania – to tak jakby Rudi wrócił do domu. Generalnie wszelkie zagraniczne wydania napawają mnie dumą, bo świadczy to o tym, że wykonałem dobrą pracę i ludzie na świecie chcą czytać moją książkę, choć nie zawsze docierają do mnie opinie jak została ona odebrana. Również polskie wydanie jest dla mnie bardzo ważne.

Spodziewasz się innego odbioru niż w Wielkiej Brytanii?

Mam taką nadzieję. Czytelnicy z Europy Środkowej mają inną perspektywę niż moi rodacy, interesują ich nieco inne rzeczy. Nieco boję się odbioru w Polsce, bo napisałem o Polakach kilka rzeczy…

Miałem właśnie o to pytać. Jesteś dla nas dość surowy w ocenie, wytykasz sporo przywar i wad. Nie boisz się, że to może negatywnie wpłynąć? Wszak mamy opinię raczej drażliwego i dumnego narodu.

To delikatna kwestia… ale mogę przytoczyć argumenty na swoją obronę. Nie było moim zamiarem obrażanie kogokolwiek czy ukazywanie w złym świetle. Moja żona jest Polką, kocham Polskę i Polaków, przyjeżdżam tu regularnie od czasu upadku komunizmu. Bardzo lubię tu przebywać, ale nie jest to miłość bezwarunkowa. Mam pewne zastrzeżenia, szczególnie w ostatnich czasach.

Oczywiście całość jest pisana z punktu widzenia Rudiego, który ma bardzo krytyczne spojrzenie na świat. Nie zawsze się z nim zgadzam. Zresztą część opinii przekazali mi sami Polacy: mam przyjaciela, który za czasów Solidarności i stanu wojennego siedział w więzieniu. Powiedział mi trafną rzecz, choć nie umieściłem jej w książce: Jednego ranka Polak wstanie i dokona rzeczy cudownej. Następnego ranka może to całkowicie zniszczyć.

Polska od tych czasów diametralnie się zmieniła, ale nie jestem przekonany, czy charakter Polaków także. Wasze spojrzenie na świat jest bardzko skomplikowane, z głęboko osadzoną potrzebą buntu, oporu. Z jednej strony macie wielkie serce i romantyzm, z drugiej w waszych duszach kryje się mrok wywodzący się z doświadczeń historycznej.

Spodziewasz się, że czytelnicy w Polsce przyjmą „Europę jesienią” jako mniej egzotyczną niż Brytyjczycy?

Zdecydowanie tak. Niewiele jest fantastyki, czy w ogóle literatury w Wielkiej Brytanii, która traktuje o tym regionie Europy. Z pewnością ma to więc nutkę egzotyki. Tymczasem Polak pomyśli pewnie: Dlaczego on pisze w ogóle o Krakowie? Czemu nie pisze o Warszawie czy, dajmy na to, Rzeszowie? Z chęcią przekonam się co Polacy pomyślą o mojej książce… i mam nadzieję, że będą się cieszyć lekturą i nie będą za bardzo wkurzeni.

Uważasz, że obecna sytuacja polityczna w Europie, Brexit i pojawiające się nastroje antyunijne, wpłynęły na odbiór twojej książki?

Gdybym wydał ją kilkanaście lat temu, pewnie przeszłaby niezauważona. To nie jest zła książka, ale są lepsze. Niestety ukazała się w dość nieprzyjemnym okresie, kiedy w Wielkiej Brytanii toczyła się dyskusja wokół referendum. Gdyby ono zakończyło się innym rezultatem, to moja powieść byłaby mniej trafna – jednakże byłbym wtedy znacznie szczęśliwszy. Wolałbym żyć w alternatywnym świecie, w którym pozostajemy w Unii Europejskiej, Donald Trump przegrywa wybory, a „Europa jesienią” ma znacznie gorszą sprzedaż.


Pokaż wszystkie rozmowy
Komentarze
Autor:  Tymoteusz |  wypowiedzi: 6  [pokaż ostatnią] Odpowiedź
książek: 2272
blawoj
13-05-2018 11:46
"Nie jestem z niego w pełni zadowolony, ale jest to najlepszy finał, na jaki było mnie stać."
"To nie jest zła książka, ale są lepsze."
Podziwu godna szczerość i dystans ;D Szanuję, ale mam nadzieję, że autor przesadza z samokrytyką, bo książkę mam na liście do przeczytania ;D
książek: 2271
Janusz
13-05-2018 22:45
Książki jeszcze nie przeczytałem, ale autor już mi zaimponował. Jeśli pisze równie szczerze jak opowiada o powstaniu tej książki to może być ciekawa powieść.
książek: 644
Wisienka
14-05-2018 10:32
Zaznaczam do przeczytania. Skromność pisarza godna podziwu.
książek: 336
Roger
14-05-2018 13:02
Też planuje ją przeczytać.
książek: 42
Legeriusz
26-05-2018 16:23
"Jednego ranka Polak wstanie i dokona rzeczy cudownej. Następnego ranka może to całkowicie zniszczyć." Czysta prawda
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie

Opinie czytelników


O książce:
Przez świat na rowerach w dwa lata. Rok II. Z Chin przez Peru do Europy

Do opinii o pierwszym tomie (choć w zasadzie nie widzę powodu, by traktować tę relację jako dwie odrębne książki) dorzucę jeszcze jedno rozczaro...

zgłoś błąd zgłoś błąd