Zwierzęta uczą, jak być lepszym człowiekiem. Rozmowa z Marcinem Kostrzyńskim

Ewa Cieślik
18.12.2020

Czego możemy nauczyć się od zwierząt? Marcin Kostrzyński na własnym przykładzie udowadnia, że natura kryje receptę na szczęśliwe życie, w którym radość przynoszą proste rzeczy. O podejściu dzieci do świata fauny i flory, tym, co mówią nam zwierzęta oraz sprawach, na które zamykamy oczy i uszy, Ewa Cieślik rozmawia z „Marcinem z lasu” – znanym polskim przyrodnikiem i filmowcem, autorem popularnego video-bloga i ambasadorem konkursu „Popisz się talentem”.

Zwierzęta uczą, jak być lepszym człowiekiem. Rozmowa z Marcinem Kostrzyńskim

[Opis wydawcy] „Zwierzaki mają głos" to książka wieńcząca tegoroczną, 4. edycję konkursu literackiego dla uczniów szkół podstawowych „Popisz się talentem”, organizowanego przez wydawnictwo Nowa Era. W środku można znaleźć trzydzieści opowiadań stworzonych przez laureatów konkursu - młode orły literatury! „Zwierzaki mają głos” to coś więcej, niż kolejna książka o zwierzętach. To świadectwo ogromnej wrażliwości, jaką wykazali się uczestnicy konkursu. A także ich wyobraźni i literackich umiejętności. Ta mieszanka stworzyła publikację na wskroś wyjątkową… no bo gdzie indziej przeczytacie wynurzenia zakochanego bobra, poznacie perypetie warana z komodą czy zajrzycie do tajemniczego świata kur podwórkowych? Te opowiadania nie tylko mają pazur i wdzięk, ale gwarantują też końską dawkę emocji! Przedstawiają punkt widzenia najróżniejszych zwierzaków, a łączy je forma bezpośredniej wypowiedzi. Dlatego nie tylko są ciekawe, ale też świetnie się je czyta! Wszystkie zostały starannie opracowane przez najlepszych nowoerowych redaktorów i pięknie zilustrowane. Powstała książka, którą każdy fan dobrej literatury i miłośnik zwierząt musi mieć w swojej biblioteczce. Cały dochód z jej sprzedaży Nowa Era przekaże na wsparcie działań na rzecz zwierząt w Polsce.

Ewa CieślikZacznijmy naszą rozmowę od konkursu „Popisz się talentem”, organizowanego już po raz czwarty przez wydawnictwo Nowa Era. W tym roku był pan ambasadorem konkursu dzieci miały za zadanie napisać opowiadania o zwierzętach. Jak dzieci postrzegają zwierzęta? Inaczej niż dorośli? Czym różni się ich podejście?

Marcin Kostrzyński: Dzieci są jeszcze nieskażone cywilizacją. Kult pieniądza nie przekłada się na ich sposób patrzenia na świat. Są bardziej wrażliwe i mają więcej czasu. Jeżeli bawią się ze zwierzętami, to dostrzegają rzeczy, których dorośli nie chcą zauważyć. Jeżeli jesteśmy już ukształtowani, to wpojono w nas, że zwierzęta to istoty niższe, które nie mają uczuć. Jednak gdy im się baczniej człowiek przyjrzy, to zauważy zupełnie coś innego. Dzieci właśnie to dostrzegają, nie mają uprzedzeń, są otwarte na to, co zwierzęta im oferują.

Reklama

Czy było to dostrzegalne w ich opowiadaniach?

Tak. Sam temat też temu sprzyjał, ponieważ tłumaczył myśli i zachowania zwierząt na nasz, ludzki język. Opowiadania te są bardzo inspirujące. Ich czytanie było fajną przygodą. Wiem, że to może dziwnie brzmieć, ale naprawdę tak było. Każde pokolenie inaczej myśli, mówi. Według mnie przysłane prace dały bardzo budujący obraz młodych ludzi, którzy są wrażliwi. Mam nadzieję, że to w nich pozostanie. Wszystkie opowiadania miały bardzo pozytywny wymiar, bardzo empatyczny i świadczący o dużej wrażliwości tych, którzy je pisali.

Czy znalazło się wśród nadesłanych prac opowiadanie, które szczególnie podbiło pana serce?

Tak, oczywiście, ale nie chciałbym nikogo faworyzować. Nawet ze względu na różnicę wieku, bo w książce są opowiadania zarówno uczniów z pierwszych klas szkoły podstawowej, jak i z ostatnich. Sam fakt, że ich opowiadania znalazły się w tej książce jest największym możliwym wyróżnieniem. Być w szkole podstawowej i wydać swoją pierwszą książkę, to jest wow. Gratuluję wszystkim! Również tym, których opowiadania nie znalazły się w zbiorze, co wcale nie znaczy, że były gorsze. Po prostu trzeba było wybrać 30 tekstów, co stanowiło dla jury naprawdę duże wyzwanie. Myślę, że pozostałe powinny zostać opublikowane w internecie, z możliwością wydrukowania sobie samemu. Wybór był niesamowicie trudny, a poziom opowiadań bardzo wysoki, dla mnie zaskakująco pozytywny.

Okładka książki

Również zwróciłam uwagę na to, że niektóre opowiadania były autorstwa uczniów pierwszej klasy szkoły podstawowej, a w związku z tym, że mogą do niej chodzić również 6-latki, to jest to naprawdę imponujące.

Tak, to jest ekstremalne. Co więcej, znaleźli się oni wśród laureatów! Pamiętam, że ja w pierwszej klasie dopiero uczyłem się składać pojedyncze litery i nie potrafiłem napisać samodzielnie poprawnego zdania, a co dopiero stworzyć sensowne opowiadanie z przesłaniem. Może niektóre z tych dzieciaków wyrosną na pisarzy – zobaczymy co czas przyniesie.

Trzymamy kciuki za to, by był to dopiero początek na ich literackiej drodze. Wspomniał pan o tym, że tematem opowiadań była mowa zwierząt. Należało napisać, co zwierzęta chciałyby nam przekazać za pomocą specjalnego urządzenia, „zwierzofonu”. Pan na co dzień styka się ze zwierzętami i jest świadkiem ich komunikacji. Czy rozumie pan mowę zwierząt?

Bardzo chciałbym rozumieć więcej i każdego dnia do tego dążę. Teraz, gdy rozmawiamy, przyszedł do mnie kot, przytula się, mruczy i trąca mnie lekko, abym go pogłaskał. On jest teraz szczęśliwy, mówi mi, że jest mu dobrze i bardzo mnie lubi. On nie musi używać naszego jezyka, żeby coś powiedzieć. Psy są mistrzami w przekazywaniu nam swoich emocji i dogadywaniu się z ludźmi. Mój pies potrafi doskonale mi zakomunikować czego chce, rozumiemy się bez słów. To jest właśnie cały sens tego problemu. Nie można zamykać się w przekonaniu, że tylko ludzie potrafią mówić i wymieniać się informacjami, bo nie jest to prawda. Delfiny nadają imiona nowonarodzonym potomkom. Imiona te towarzyszą im przez całe życie i są rozpoznawalne przez resztę stada, dzięki czemu mogą się wzajemnie przywoływać, gdy sytuacja tego wymaga. Przeprowadzono również testy na gorylicy Koko, która znała ok. 1000 słów w języku migowym i doskonale się dzięki niemu komunikowała, składając sensowne wypowiedzi.

Zresztą komunikacja zwierząt nie ogranicza się tylko do takich gatunków jak goryle, które są z nami bardzo blisko spokrewnione. Warto zwrócić uwagę na papugi, które są w stanie wymówić pewne głoski i mogą znać wiele słów. Co więcej, potrafią doskonale liczyć do 6. Wyjątkowo inteligentne są również kałamarnice czy ośmiornice – one także się ze sobą komunikują, jednak w nieco zagadkowy sposób. Marzy mi się więcej prac naukowych na temat tego, jak zwierzęta się ze sobą komunikują. Mamy aktualnie wsparcie techniczne w postaci programów i komputerów, które mogą analizować wydawane przez zwierzęta dźwięki. Jestem przekonany, że moje dziki znają zaawansowany język, którym cały czas się posługują, zupełnie jak ciągle gadające dzieci na szkolnej przerwie. Coś w tym jest, tylko sami musimy otworzyć swój umysł i oczy, tak jak otwarte umysły mają dzieci przyjmujące bez uprzedzeń wszelkie komunikaty, chociażby od psów. Same czworonogi doskonale znają naszą mowę, ludzkie słowa, natomiast my nadal nie potrafimy rozszyfrować ich komunikatów. Przeciętnie pies rozumie około 100 słów wypowiedzianych przez człowieka. Nie są to tylko podstawowe komendy typu „chodź”, „masz” czy „zostaw”, ale także te dużo bardziej złożone. Psy przekazują nam informacje o swoich emocjach i stanach, w jakich aktualnie się znajdują. Doskonale potrafią powiedzieć, kiedy coś je boli. Mimo wszystko ich mowa nadal pozostaje dla ludzi zagadką. Mam nadzieję, że ta dziecięca otwartość głowy zostanie z nimi na dłużej. Może dzięki temu, za kilka lat, doczekamy się naprawdę dobrych i prawdziwych „zwierzofonów”, które będą tłumaczyły mowę zwierząt na ludzki język. Drugą kwestią jest to, czy naprawdę chcielibyśmy usłyszeć co zwierzęta o nas myślą.

Mówił pan o psiej mowie zwierząt i ich komunikacji. Jestem fanką dwóch psów, które można śledzić na Instagramie. Komunikują sie ze swoimi opiekunami wykorzystując specjalną matę rozłożoną na podłodze. Są na niej przyciski, które po nadepnięciu łapą wydają dźwięk poszczególnych słów w języku angielskim. Psy są nauczone języka ludzkiego, aby w ten sposób wysyłać komunikaty.

Czyli mamy tu również ten aspekt zwrotny, w którym nie tylko rozumieją, ale także nadają.

Tak. Te psy to Stella [hunger4words - przyp. EC] oraz Bunny [what_about_bunny - przyp. EC]. Na nagraniach widać, w jaki sposób Bunny się komunikuje, naciskając poszczególne przyciski. Daje znać, że boli ją ucho, albo mówi o niepokojącym, dziwnym dźwięku na zewnątrz, pytając, czy to ptak. Po otwarciu drzwi okazuje się, że w pobliżu przelatuje samolot. 

Doprawdy niesamowite. Super, że takie programy się dzieją.

Zachowania Bunny są nagrywane, analizowane, a następnie przesyłane do systemu informatycznego, gdzie badają je analitycy. Z kolei opiekunka Stelli zawodowo najmuje się pacjentami z upośledzeniem mowy. Ostatecznie z tych eksperymentów ma powstać praca naukowa. To niezwykłe, można dostać gęsiej skórki!

Dokładnie. To, co my czujemy i wiemy intuicyjnie, potwierdza się naukowo. To jest właśnie najfajniejsze w tym, co pani mówi.

Reklama

Wspomniał pan, że niekoniecznie chcielibyśmy usłyszeć, co zwierzęta miałyby nam do powiedzenia. Rozumiem, że ma pan na myśli te sprawy, o których nie chcielibyśmy usłyszeć, na które zamykamy uszy.

Zamykamy uszy i próbujemy chować głowę w piasek. To, jak niszczymy planetę i środowisko jako gatunek, jak okrutni potrafimy być względem zwierząt – oczywiście nie wszyscy – przekłada na ich mniemanie o nas. Wcześniej wspomnianej przeze mnie gorylicy Koko opowiedziano o ociepleniu klimatu. Jej reakcją były słowa „Ziemia patrzy, opamiętajcie się”. To znaczy, że ona sama poczuła jak rujnujący wpływ ma na planetę człowiek. Zwierzęta na pewno nie powiedziałyby nam pochlebnych rzeczy, ale z drugiej strony może byłoby bardzo wskazane, by sprowadzić nas na lepszą drogę. Byłaby to dla ludzi jasna informacja, że dla zysku nie powinni dewastować Ziemi, naszego jedynego domu, który dzielimy z innymi istotami. Mają one dokładnie takie samo prawo do życia, jak my. Nasza siła nie powinna dawać prawa, by niszczyć wszystko wokół, zabijać inne istoty i podejmować działania w imię zysku.

Choć sytuacja zwierząt i środowiska nie jest dobra, pan jest w stanie przekazać swoim odbiorcom bardzo dużo pozytywnej energii. Jest pan znany z prowadzenia wideo-bloga „Marcin z lasu” na YouTube. Jeśli obejrzymy choćby jeden odcinek pana programu, od razu dostrzeżemy pana entuzjazm i wielką pasję przyrodnika. Kto zaszczepił w panu tę miłość do natury?

Ta miłość towarzyszy mi od dziecka. To, co miałem w sobie już jako dziecko, dostrzegam teraz w innych dzieciach. Przed pandemią odwiedzałem szkoły i spotkałem się z grubo ponad 10 tys. uczniów. Nie zdażyło mi się ani razu wyproszenie jakiegokolwiek uczestnika z sali podczas pokazów filmowych i opowiadania historii. Dzieci chłoną to wszystko jak gąbka. Są spragnione kontaktu z naturą, ze swoimi korzeniami. Oczywiście naszymi korzeniami jest rodzina, miejsce, w którym mieszkamy, ale tymi najgłębszymi korzeniami jest właśnie natura – zieleń, śpiew ptaków oraz spokój. To wszystko sprawia, że zainteresowanie przyrodą jest u dzieci powszechne. Później, gdy dorastają, przepadają w smartfonach, w świecie róweiśników, gdzie zatracają tę wrażliwość. Najlepsze spotkania mam z dziećmi do czwartej klasy podstawówki, później jest już trochę trudniej. Z kolei ta starsza grupa wiekowa ma większą świadomość, że trzeba chronić naturę. Rozumieją, że ochrona ta nie dotyczy tylko ptaszków i reszty zwierzątek. Wiedzą, że środowisko jest również nam potrzebne do życia, tak samo jak czyste powietrze i świeża woda. Starsze dzieci też są bardzo dobrymi odbiorcami. Dlatego chcę zaznaczyć, że to, co ja mam w sobie, tkwi w każdym z nas. Różnica polega na tym, że postanowiłem poświęcić swoje życie tej działalności. Chciałbym być pewnego rodzaju przekaźnikiem, przekazywać świat lasu ludziom. Wierzę, że istnieje zapotrzebowanie na osoby, które będą przybliżać świat zwierząt ludziom pozbawionym na to czasu lub możliwości.

Dlatego jest pan „Marcinem z lasu”...! Poluje pan na zwierzęta, ale nie za pomocą broni palnej, lecz kamery i aparatu fotograficznego. Na swoim koncie ma pan masę wspaniałych ujęć. W książce „Gawędy o wilkach i innych zwierzętach” pisał pan o tym jak przebiega praca nad zdobyciem świetnego ujęcia, poczynając od odpowiedniego ustawienia kamery. Czeka pan na ujęcie życia? Jeśli tak, co by ono przedstawiało?

Mam na to cały plan! Chciałbym nagrać gatunki uznane za wymarłe lub takie, których nie udało się nikomu nagrać, a których istnienie jest potwierdzone genetycznie. Mam tu konkretnie na myśli gatunek niedźwiedzia, nazywany Yeti, występujący w Himalajach. Jego włosy poddano badaniom i okazało się, że jest to niedźwiedź, którego istnienie stwierdzono tylko w jaskini w północnej Norwegii. Były to szczątki sprzed 40 tys. lat. Jednak ten rzekomo wymarły gatunek gigantycznego niedźwiedzia nadal żyje w Himalajach. Teraz bardzo dużo czasu poswięcam na udoskonalenie sprzętu, bo wiedzę o niedźwiedziach już mam. Chcę również pojechać w przyszłym roku do Kanady, gdzie występują 4 gatunki tych zwierząt, żeby poznać je lepiej i nauczyć się sprawniejszego montażu kamer. Za dwa, trzy lata chciałbym zostawić kilkadziesiąt takich kamer w Himalajach, a dokładnie w Nepalu, aby sfilmować to, czego jeszcze nikomu nie udało się uchwycić na taśmie.

Zapowiada się to tajemniczo i intrygująco. Przygoda życia?

Tak. Chciałbym jeszcze wrócić do dżungli, gdzie pracowałem przez wiele lat jako operator i spróbować również tam nagrać gatunki, o których opowiadali mi Indianie. Według nich żyją one głęboko w dziczy, w lesie i nad rzeką. Chciałbym założyć tam na cały rok kilkanaście kamer, tak, aby udowodnić istnienie tych zwierząt.

Marcin Kostrzyński w kamuflażu na drzewie obserwuje zwierzęta

W „Gawędach o wilkach i innych zwierzętach” pisze pan między innymi o niezwykłych więzach tytułowych stworzeń. Jakie uczucia towarzyszą panu, gdy obserwuje pan kochające się, pomagające sobie, obdarzające czułością i przyjaźnią zwierzęta?

Za każdym razem jest to wielka radość i nowe odkrycie. Wszystko zdarza się po raz pierwszy, żadne zachowania nie są powtarzalne. Cały czas się uczę i mam wrażenie, że dzięki zwierzętom staję się lepszym człowiekiem. Jestem dużo wrażliwszy, niż byłem kiedyś, inaczej i bardziej empatycznie postrzegam świat dookoła mnie. To są zupełnie podstawowe rzeczy, o których nie pamiętamy, zatraciliśmy je. Dla nas zdobywaniem pożywienia jest pójście do sklepu, co jest łatwe i proste. Woda jest w kranie. W świecie zwierząt te oczywistości nie istnieją. Wcale nie jest powiedziane, że przywileje zostały nam dane raz na zawsze, a cywilizacja nie dojdzie do punktu, w którym będziemy musieli walczyć o przetrwanie. O to przetrwanie walczą zwierzęta, a my im cały czas ograniczamy pole i przestrzeń do życia. Dlatego obserwowanie zwierząt jest jednocześnie obserwacją istot skażonych cywilizacją oraz żądzą zdobywania pieniędzy. Dzięki temu można zupełnie inaczej spojrzeć na świat, dostrzec, że ważniejsze są relacje, bliskość z innymi istotami, a zwykłe wiosenne słońce potrafi dawać ogromną radość. Myślę, że zwierzęta bywają dużo bardziej radosne z powodu prostych rzeczy. Ludzie niestety to zatracili. Szkoda, bo proste rzeczy cieszą najbardziej.

Reklama

Zajmuje się pan edukacją, popularyzuje naukę i zaznajamia młodych i starszych ze światem zwierząt już od dawna – pracował pan przy takich programach, jak „Teleranek”, „Animals” czy „Arka Noego”, a obecnie młodsi widzowie znają pana także z pasma porannego. Jaką naukę chciałby pan przede wszystkim przekazać swoim słuchaczom? Jeśli ktoś jest na początku rozwijania swojej świadomości na temat natury i zwierząt, od czego powinien zacząć?

Na pewno od samego siebie. Jeżeli każdy dokona choć drobnych zmian, to świat stanie się dużo lepszy. Nie musimy być wegetarianami, ale jeśli przestaniemy jeść codziennie mięso, to znacznie ulżymy planecie i losowi zwierząt, a przy okazji poprawimy swoje zdrowie. Dochodzi do tego segregacja śmieci oraz ograniczenie ich produkcji. Następnie – dokonywanie dobrych wyborów politycznych, czyli głosowanie na tych, którzy myślą szerzej i dbają o bezpieczeństwo gatunku ludzkiego. Choćby na polityków, którzy mówią o odprowadzaniu kaucji na butelki, bo przecież bez niej płacimy dwa razy, najpierw kupując napój, a później opłacając wywóz butelki z naszego śmietnika. Jeżeli byłyby kaucje, to moglibyśmy tego uniknąć, a koszt dla środowiska byłby znacznie mniejszy. Na większe zmiany składa się na mnóstwo drobnych rzeczy, ale najlepiej zacząć zmieniać świat od zmiany swoich nawyków. Dzięki temu dajemy przykład innym, że można żyć inaczej, niekoniecznie według tych wszystkich utartych schematów, według których najlepszym obiadem jest schabowy. Pamiętajmy, że jest to jednak kawałek zwierzęcia, które kiedyś żyło.

Oczywiście można też zacząć od tego, aby przeczytać zbiór 30 opowiadań w książce „Zwierzaki mają głos” i przekonać się, że nawet kilkulatki mogą nam coś wspaniałego o zwierzętach powiedzieć.

Jest to świetny pomysł. Polecam czytać dziecku jedno opowiadanie dziennie do snu. Wtedy spędzamy dodatkowo wspólnie czas, a opowiadania napisane przez dzieci, skierowane do młodych czytelników, dużo lepiej do nich trafiają. To inny sposób spojrzenia, inne słowa i składnia. Proszę mi wierzyć, że lepiej to działa niż opowiadania pisane przez dorosłych.

Więcej o książce „Zwierzaki mają głos” i konkursie „Popisz się talentem” na stronach wydawnictwa Nowa Era 

Marcin Kostrzyński, portret

 

Reklama

komentarze [4]

Sortuj:
82
29
26.12.2020 19:43

W temacie ograniczenia jedzenia mięsa nie chcę być pesymistą, ale chyba musimy poczekać na produkcję sztucznego, by przestać ku temu zabijać zwierzęta. . . Ale a pro po ograniczenia, warto też wspomnieć by zacząć wtedy spożywać suplementy. Taka konwersja zmniejsza ilość spożywania m in. wit z gr. B a wtedy zaczyna się mały koszmar ze zdrowiem psychicznym (wiem niestety z...

więcej

632
73
22.12.2020 15:55

Oby więcej było takich ludzi. Może Mikołaj mi przeniesie "Gawędy o wilkach", a jeśli nie to sama sobie zrobię prezent. :)


4124
3884
18.12.2020 14:37

Bardzo lubię programy pana Marcina,choć wege nie jestem


212
13
18.12.2020 09:21

Zapraszam do dyskusji.


zgłoś błąd