Zbrodnia w mroźnej Skandynawii - wywiad z Christofferem Carlssonem, autorem „Przepowiedni“

Marcin Waincetel
21.01.2021

Przerażająca zbrodnia w małomiasteczkowym świecie. Specyficzny nastrój Skandynawii - szwedzkiej tajemnicy zapisanej w osadzie Marbäck. Grzechy przeszłości, okrutna zemsta i fatum, które ciąży nad bohaterami kryminalnej intrygi... Oto motywy oddane w Przepowiedni, najnowszej książki Christoffera Carlssona. Z cenionym autorem, który z zawodu jest kryminologiem, rozmawiamy o śmierci, która współcześnie wciąż wydaje się być tematem tabu, a jednocześnie staje się czymś banalnym i prozaicznym. Jak wygląda jego metodyka pracy? Czy w kryminale ważne są określone wzory? Jakich książek Carlssona możemy się spodziewać w przyszłości? Zapraszamy do lektury wywiadu.

Zbrodnia w mroźnej Skandynawii - wywiad z Christofferem Carlssonem, autorem „Przepowiedni“

[Opis wydawcy] Pewnej listopadowej nocy w niewielkiej osadzie Marbäck zostaje zamordowana młoda kobieta. Mimo że w sprawie jest wiele niewiadomych, a podejrzany, Edvard Christensson, wszystkiemu zaprzecza, szybko zostaje osądzony i skazany. Wszystko jest znów w porządku.

Ale stare grzechy rzucają długie cienie. Zbrodnia odcisnęła piętno także na życiu innych, zwłaszcza siostrzeńca Edvarda, małego Isaka. Chłopiec dorasta w przekonaniu, że ciąży na nim klątwa, i że pewnego dnia jak jego wuj dopuści się czegoś strasznego…

Co naprawdę wydarzyło się tamtej nocy w lesie? Czy prawda wyjdzie na jaw, zanim tragedia naznaczy mieszkańców wioski już na zawsze?

Przepowiednia to smutna, piękna i osobista opowieść o życiu, a jednocześnie trzymająca w napięciu lektura. Perfekcyjnie nakreślona psychologiczna historia skutków zbrodni dla życia małej społeczności.

Christoffer Carlsson – zadebiutował w 2010 roku, autor m.in. cyklu o śledczym Leo Junkerze, nagrodzonego przez Szwedzki Instytut Kryminałów. Carlsson jest doktorem kryminologii i autorem licznych prac naukowych z tej dziedziny, wykłada na uniwersytecie w Sztokholmie, a w wolnym czasie pisze powieści.

Reklama

Marcin Waincetel: Twoja książka zaczyna się od następujących słów: „Mówimy, że śmierć kogoś zabiera. To wyrażenie jeszcze z czasów, gdy śmierć przybierała postać kogoś, kogo rzeczywiście można było spotkać w przepastnych lasach Marbäck czy po prostu idąc drogą”. Innymi słowy, śmierć jest istotą obcą, tajemniczą, choć równoczesnie oswojoną. A jak to jest dzisiaj? Czy śmierć nie jest dla nas tematem tabu? I czy w opowieściach zbrodni bardziej oswaja się, czy trywializuje ten temat?

Christoffer Carlsson: To naprawdę dobre, a przy okazji trudne pytanie. Myślę, że kryminały mogą przyczynić się zarówno do jednego, jak i drugiego, w zależności od tego, jak o tym piszemy. Zresztą, współcześnie dziwnie jest o tym rozmawiać – z uwagi na rok 2020, jak i początek 2021 roku – kiedy śmierć jest tak naprawdę czymś wszechobecnym z uwagi na pandemię koronawirusa.

Czy mógłbyś nieco rozwinąć tę myśl?

Uważam, że sytuacja, z którą zmagamy się teraz, jest czymś naprawdę rzadkim – z jednej strony śmierć nęka nas codziennie, z drugiej strony jesteśmy na nią coraz bardziej znieczuleni. Na pewno jest tak, że śmierć jest fizyczna, można ją sobie przecież wyobrazić jako prawdziwe, jednostkowe życie – to znaczy czyjąś egzystencję. Łatwo jest sobie wyobrazić osoby pogrążone w żałobie. Ale 1000 zgonów lub 100 tys. – to już zdecydowanie zbyt wiele, aby pojąć rozmiar tragedii, którą przenosimy po prostu do świata liczb.

Śmierć staje się dosyć abstrakcyjna.

Jeśli jesteś dziennikarzem prasowym, wpisujesz taki materiał do pliku w Excelu, aby śledzić statystyki. Ale śmierć jest, oczywiście, ostateczną zagadką filozoficzną i egzystencjalną. To jest punkt końcowy. Istnieją teorie, które sugerują, że to, co nas napędza, to strach przed nieistnieniem.

Dla mnie, cóż, kiedyś – gdy byłem dzieckiem – ten opis, który cytujesz z książki, faktycznie odnosił się do tego, jak mogła urzeczywistnić się śmierć. Istota, siła, która po prostu usuwa cię z życia. W pewnym momencie już cię nie było. Kropka. Ale w książce jest również pojęcie o śmierci jako domostwie, miejsca ostatecznego spotkania. Chodzisz po Ziemi, wykonujesz swoją pracę, odgrywasz swoją rolę…

…niczym w teatrze mundi.

Dokładnie – doświadczasz najwyższych wzlotów i najniższych upadków, a potem w końcu cofasz się i mówisz: „Tak. Otóż ​​to. Teraz jest mój czas. Skończyłem". To wszystko wiąże się z ideą bytu, życia jako pewnego rodzaju podstawowego projektu egzystencjalnego, który kiedyś może się zakończyć. W tym momencie śmierć jest mile widziana. Pozdrawiasz go jak starego przyjaciela. To jest pomysł, z którym się wychowałem, i nie jest to zły pomysł. Na pytanie, dlaczego na przykład piszemy książki, można by odpowiedzieć stwierdzeniem: aby zostawić coś po sobie, kiedy odchodzimy z tego świata. Nie jestem pewien, dlaczego to robię, ale mój terapeuta z pewnością mógłby to zasugerować.

Christoffer Carlsson na tle pejzażu w Norwegii

Reklama

Zastanawiam się, jak Twoja praca naukowa – jesteś przecież doktorem kryminologii i autorem wielu prac z tego zakresu – wpływa na kształt realizowanych przez Ciebie kryminałów? Czy przypominasz sobie rzeczy, które wiesz, kiedy tworzyłeś zbrodnię?

Myślę, że pojawiają się podświadomie. Kryminologia jest dla mnie integralną częścią warsztatu pisarskiego, wpływa na mój sposób widzenia i myślenia, rozumowania. Musisz jednak pamiętać, że zacząłem pisać na długo, zanim zacząłem zajmować się kryminologią. To moja praca, fach, profesja, natomiast pisanie jest tym, kim jestem – definiuje mnie całościowo.

Kryminał i thriller – czy to gatunkowa zabawa formą, literatura czysto rozrywkowa, czy droga do poznania uniwersalnych prawd o człowieku? Czy mógłbyś spróbować sformułować nowoczesną definicję literackich kryminałów?

Hmm… myślę, że tak naprawdę może to być każda z tych rzeczy. Forma kryminału to w zasadzie jego gatunek. Jestem zainteresowany zbadaniem i określeniem, jak możemy opowiadać historie o przestępstwach, przekraczaniu granicy prawa i bezprawia. Takie historie mogą nam pomóc w odsłonięciu zupełnie innych obszarów ludzkiego świata. Wiesz przecież dobrze, że najlepsze powieści kryminalne tak naprawdę wcale nie są o przestępstwach, czyż nie? Chodzi o dynamikę – specyficzne relacje, przyjaźń, brutalność, miłość, głębię smutku i żalu, siłę uzależnienia, chciwość, pożądanie i dążenie do realizacji marzeń. To rzeczy, które czynią z nas ludzi.

Morderstwo młodej kobiety w małej wiosce Marbäck daje do myślenia, bo w spisanej przez Ciebie sprawie pojawia się wiele pytajników. Natomiast główny podejrzany, Edvard Christensson, stanowczo zaprzecza popełnieniu czynu. Mimo to i tak zostaje szybko osądzony i skazany. Wydaje się, że harmonia została przywrócona. Ale nie do końca… no właśnie – w swojej powieści poruszasz temat społecznego zaufania, niezagojonych ran, klątw – nie tyle nadprzyrodzonej mocy, co psychologicznych uwarunkowań. Jaki był właściwie wyjściowy pomysł na rozpisanie historii?

Chciałem napisać o miejscu, z którego się wywodzę. Istnieją właściwie tylko dwie rzeczywistości, o których mogę pisać; miejsce, z którego pochodzę i miejsce, w którym mieszkam. To może zabrzmieć dziwnie, bo przecież jako pisarz możesz pojechać wszędzie, do Nowego Jorku, Paryża, Londynu… Ale chociaż chciałbym odwiedzić wyszczególnione miasta, to one nie wyzwalają we mnie potrzeby kreacji. Potrzebuję natomiast przestrzeni tajemniczej, czegoś, czego nie potrafię rozgryźć. Napisałem serię książek o Sztokholmie, w którym aktualnie żyję. Pomyślałem, że czas wrócić do miejsca, w którym dorastałem. Myślę, że obszar, z którego pochodzimy, i wpływ, jaki ma na nas, nasze myślenie, emocje i działania w życiu, zawsze będzie dla nas w pewnym stopniu tajemnicą.

Christoffer Carlsson na tle pejzażu w Norwegii

Czy w czasie pisania trzymasz się określonego wzoru? Czy istnieją autorzy i autorki, do których dziedzictwa szczególnie starasz się odnosić?

Przyznam szczerze, że tak naprawdę nie przestrzegam żadnych zasad. Przynajmniej nie w sposób świadomy. Chociaż nie, jest coś, jedna sprawa: nigdy nie wybieraj oczywistego rozwiązania. Łatwizna jest przeznaczona dla oszustów. Czytelnicy zainwestowali pieniądze i swój wolny czas w czytanie twojej historii. Powinieneś nagrodzić ich czymś, czego się nie spodziewali. Jeśli chodzi o wzory do naśladowania lub inspiracje, to mam ich wiele. I zmieniają się po drodze, w zależności od tego, o czym obecnie myślę lub czym się interesuję. Pisarz szuka przyjaciela, partnera w kreśleniu zbrodni – martwego lub żywego – który pomoże rozpalić w nim iskrę. Obecnie trochę odszedłem od kryminałów. Oczywiście lubię Larsa Keplera, Leifa GW Perssona, Stinę Jackson, Linę Bengtsdotter, Camillę Grebe, a także wielu pisarzy amerykańskich i brytyjskich. Ale większość tego, co mnie dzisiaj interesuje, pochodzi z fikcji takich ludzi jak John Updike, Flannery O'Connor, Philip Roth, Richard Ford, Richard Yates i Joyce Carol Oates. To zabawne, bo nie wiem, dlaczego tak jest. Na przykład niedawno zacząłem czytać Nabokova. Jestem zdumiony jego techniką, żelazną pięścią, którą zaciska wokół swoich bohaterów. On jest cesarzem, jego bohaterowie to niewolnicy galery. Nigdy nie mógłbym pisać tak jak on, powiem więcej – tak naprawdę nie chcę. Ale jest on fascynujący.

Reklama

Skoro tak, to jakich wartości szukasz w literaturze? Zarówno jako odbiorca, jak i pisarz. Czy ważniejsza jest psychologia postaci, idea przedstawionego świata, czy może akcja, w której zarysowani są bohaterowie?

Tak jak nadmieniłem wcześniej, nie szukam niczego szczególnego, naprawdę, poza tym, że autor mnie zaangażuje. Sprawia, że zaczyna mi zależeć. I można to poczuć, czytając nawet pozornie klasyczne thrillery czy standardowe powieści kryminalne. Pozornie autorzy napędzają historię tylko odpowiednim napięciem i dreszczykiem emocji, jak czyni na przykład Lars Kepler [Lars Kepler to pseudonim pisarskiej pary, męża i zony - przyp. MW], a tak naprawdę zapraszają cię do świata swoich najgorszych lęków i koszmarów. Czytanie Keplera jest jak odczytywanie wzorów zapisanych we wnętrzu ich głów w nocy, kiedy twórcy są całkiem sami i znikąd nie przychodzi ratunek – a ocalić można się jedynie przez samodzielny akt woli.  Swoją drogą, w wielkich powieściach zawsze jest coś do stracenia. Nie tylko dla bohaterów, ale także dla pisarza. I właśnie tego trudno definiowalnego pierwiastka szukam.

Czego możemy się spodziewać w przyszłości? Czy są jakieś plany dotyczące tłumaczeń na język polski?

O tak! Właśnie skończyłem sequel „Przepowiedni”. Może dlatego jestem w tej chwili taki rozmowny? Pracowałem nad książką w ciszy od ponad 2 lat. I jest to prawdopodobnie najtrudniejsza rzecz, jaką napisałem, zarówno pod względem tematycznym, jak i technicznym oraz emocjonalnym. Zatem teraz, kiedy w końcu zamykam ten projekt, chcę tylko porozmawiać – o rzeczach, które nic nie znaczą, i rzeczach, które znaczą wszystko. To cudowne uczucie, kiedy jesteś we własnej głowie przez długi czas i w końcu możesz wyjść na zewnątrz. I cóż, wkrótce ta emocja zniknie, gdy następna powieść zacznie nabierać własnych kształtów. Ale na razie po prostu cieszę się, że tu jestem, że w Szwecji wychodzi nowa książka i że świat przedstawiony w „Przepowiedni”, którego powstanie obserwuję i bohaterowie, których losy śledzę od pewnego czasu, w końcu ukażą się również moim polskim przyjaciołom.

Książka „Przepowiedna” jest już dostępna w księgarniach online.

Reklama

komentarze [1]

Sortuj:
352
3
21.01.2021 16:26

Zapraszam do dyskusji.


zgłoś błąd