rozwiń zwiń

Opinie użytkownika

Filtruj:
Wybierz
Sortuj:
Wybierz

Na półkach: ,

Dużo lepsza niż pierwsza, wcale nie zła, część! Bardziej mroczna, brutalna, bardziej wciągająca.
Portret psychologiczny głównego bohatera został jeszcze pogłębiony i skomplikowany - robi się naprawdę intrygująco! John jest bardzo pełnokrwistym bohaterem (drugoplanowi zresztą też są żywi, papierowych postaci nie ma, a przynajmniej niezbyt wiele - w końcu to literatura młodzieżowa, pewne uproszczenia są naturalne) i ma wiele trafnych spostrzeżeń, zarówno w odniesieniu do wydarzeń dokoła niego, całego świata, jak i samego siebie.
Fabuła jest tym razem bardziej złożona, chociaż wciąż niezbyt odkrywcza i raczej przewidywalna w większości wątków. Więcej jest jednak także przemyśleń Johna, które nie spowalniają jakoś znacząco akcji, tylko zdecydowanie ją ubogacają i często pozwalają na złapanie oddechu. Taka konstrukcja dobrze oddaje też charakter głównego bohatera - niewiele mówi, ale bardzo dużo myśli, w sposób bynajmniej nie nużący.
Akcja toczy się dosyć szybko, ale nie pędzi na łeb na szyję; ogólnie konstrukcję można tylko pochwalić. Język przystępny jak poprzednim razem, co ułatwia - i jeszcze bardziej przyspiesza! - czytanie. Opisy, zwłaszcza pod koniec, przy konfrontacji z Tym Złym, są wyjątkowo plastyczne i przemawiające do wyobraźni.
Nie mogłam się oderwać od tej książki - to naprawdę mocna rzecz. Przywraca wiarę w literaturę dla młodzieży, bo nie jest przecież przepełniona jakimiś trudnymi refleksjami, ale do nich zmusza, w dodatku w sposób nienachalny. Warto, bardzo warto przeczytać.
***
A swoją drogą - to straszne świństwo nie wydać ostatniej części trylogii. Cóż, będę musiała przeczytać w oryginale. Dla większości pewnie nie będzie to problem, ale faktem pozostaje, że takie zachowanie jest mocno nie fair w stosunku do czytelników.

Dużo lepsza niż pierwsza, wcale nie zła, część! Bardziej mroczna, brutalna, bardziej wciągająca.
Portret psychologiczny głównego bohatera został jeszcze pogłębiony i skomplikowany - robi się naprawdę intrygująco! John jest bardzo pełnokrwistym bohaterem (drugoplanowi zresztą też są żywi, papierowych postaci nie ma, a przynajmniej niezbyt wiele - w końcu to literatura...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Nie spodziewałam się, że aż tak mi się spodoba. Pięknie napisana, oniryczna, ale przy tym bardzo zwyczajna, osadzona w świetnie uchwyconej codzienności. Minusem są może słabo zarysowani bohaterowie, a raczej bohaterki, bo Alek jest po prostu mistrzowsko napisany. Czytało się przyjemnie, w takim specyficznym, niespiesznym rytmie.
Dodatkowy plus to ładne wydanie z pięknymi, przykuwającymi wzrok ilustracjami.
"Skąd wieje wiatr" to dobra książka, z którą można się zapoznać na pewno bez szkody i z dużą dozą przyjemności.

Nie spodziewałam się, że aż tak mi się spodoba. Pięknie napisana, oniryczna, ale przy tym bardzo zwyczajna, osadzona w świetnie uchwyconej codzienności. Minusem są może słabo zarysowani bohaterowie, a raczej bohaterki, bo Alek jest po prostu mistrzowsko napisany. Czytało się przyjemnie, w takim specyficznym, niespiesznym rytmie.
Dodatkowy plus to ładne wydanie z pięknymi,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Kiedyś nie mogłam się przekonać do Tommy'ego i Tuppence, ale tutaj ich pokochałam. Są cudowni nawet osobno, ale w parze są już po prostu nie do pobicia! Kiedy sięgnęłam po następną książkę Christie, byłam prawie rozczarowana, widząc tam Poirota, a przecież zawsze go lubiłam!
Czytało się jak zawsze lekko, przyjemnie i szybko. Nic dodać, nic ująć - fantastyczna książka.

Kiedyś nie mogłam się przekonać do Tommy'ego i Tuppence, ale tutaj ich pokochałam. Są cudowni nawet osobno, ale w parze są już po prostu nie do pobicia! Kiedy sięgnęłam po następną książkę Christie, byłam prawie rozczarowana, widząc tam Poirota, a przecież zawsze go lubiłam!
Czytało się jak zawsze lekko, przyjemnie i szybko. Nic dodać, nic ująć - fantastyczna książka.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Nie znoszę, kiedy ludzie wklejają tu linki do recenzji, ale jestem tylko słabym człowiekiem, więc oto moja opinia:
http://lubimyczytac.pl/ksiazka/104558/mag-niezalezny-flossia-naren-cz-2/opi...
***
Gwoli wyjaśnienia: chciałam przeczytać te dwie części jako całość i tak też zrobiłam; dlatego nie rozdzielam opinii na temat tomu pierwszego od drugiego. Ale bez nerwów - nie zawarłam tam niczego, co by spoilerowało tę część, czy jakąkolwiek cząstkę książki w ogóle (mam nadzieję), ta opinia dotyczy całości. Można czytać bez obaw. ^^

Nie znoszę, kiedy ludzie wklejają tu linki do recenzji, ale jestem tylko słabym człowiekiem, więc oto moja opinia:
http://lubimyczytac.pl/ksiazka/104558/mag-niezalezny-flossia-naren-cz-2/opi...
***
Gwoli wyjaśnienia: chciałam przeczytać te dwie części jako całość i tak też zrobiłam; dlatego nie rozdzielam opinii na temat tomu pierwszego od drugiego. Ale bez nerwów...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

W porównaniu z "Wyższą magią" - przepiękna perełka. Ale też z drugiej strony - ta powieść nie potrzebuje porównań, żeby wypaść zachwycająco.
Kawał dobrej książki, zarówno ta, jak i poprzednia część. Wciąga i intryguje - kartka leci za kartką, trudno się oderwać, kiedy raz się już wpadło! Akcja jest szybka, ale nie pędzi na złamanie karku, są epizody pozwalające na złapanie oddechu. Wszystkie te, wydawać by się mogło, poszatkowane historyjki, składają się zgrabnie w całość (co nie jest w sumie zaskakujące, skoro zostało zapowiedziane; niemniej jednak na plus trzeba zapisać, że to zakończenie ma ręce i nogi, chociaż może nie powala. Co innego samiutka końcówka, ale o tym sza, żeby nikomu nie zepsuć frajdy ^^). Połączenie fantastyki z kryminałem jest wyjątkowo udane, po części dlatego że świeże, po części dlatego, że tak ładnie poprowadzone.
Sposób narracji, chociaż momentami irytujący, pasuje jak ulał do głównej bohaterki. Czyta się płynnie i bardzo szybko.
Bohaterowie - miodzio. Flossia momentami wkurzała mnie, jak już dawno mnie nie wkurzył żaden bohater literacki i w sumie raczej nie darzę jej sympatią, ale po skończeniu książki uświadomiłam sobie, że chciałabym wiedzieć, co było dalej! Jako bohaterka jest poprowadzona genialnie, spójnie, ale statycznie. Tę lukę wypełnia porucznik - cudownie wiarygodnie się zmienia, dorasta, a przy tym wciąż jest wspaniale spójny i... no cóż, po prostu wspaniały (na początku nie spodziewałam się, że aż tak go polubię!). Przy irytującej głównej bohaterce stanowi cudowny kontrast i wytchnienie - bo Flossia w pojedynkę byłaby nie do zniesienia, nawet na papierze! Te dwie postaci świetnie się uzupełniają i tworzą razem wyjątkowo niedobraną, prześmieszną i barwną parę.
Oklaski też za bohaterów drugoplanowych. W kilku pociągnięciach piórem Izmajłowa tworzy pełnokrwiste postaci - i to nie są takie proste charaktery! Są złożeni, bardzo żywi i prawdziwi; stereotypów, klisz i oczywistości się na tym polu nie uświadczy. Muszę tu oddać ukłon autorce i jej niezwykłemu talentowi do kreowania bohaterów - po prostu chapeau bas!
Z tą powieścią bawiłam się fantastycznie. Była przyjemnie świeża i zaskakująca, ale zdecydowanie nie odkrywcza czy przełomowa. Dlatego też to doskonała rozrywka, niezobowiązująca, ale i nie obrażająca intelektu czytelnika, czasem wręcz przeciwnie. Bardzo, bardzo polecam.

W porównaniu z "Wyższą magią" - przepiękna perełka. Ale też z drugiej strony - ta powieść nie potrzebuje porównań, żeby wypaść zachwycająco.
Kawał dobrej książki, zarówno ta, jak i poprzednia część. Wciąga i intryguje - kartka leci za kartką, trudno się oderwać, kiedy raz się już wpadło! Akcja jest szybka, ale nie pędzi na złamanie karku, są epizody pozwalające na złapanie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

To zdecydowanie książka, na którą poświęciłam najwięcej czasu w całej mojej czytelniczej karierze (nie licząc może Sienkiewicza i jego płodów, ale spójrzmy na rozmiary!). Było trudno, było męcząco i wcale nie czuję się jakoś bardzo mądrzejsza - chyba wręcz na odwrót - ale zdecydowanie nie żałuję.
"Krótka historia czasu", oprócz przekazywania całej masy fascynujących informacji w sposób, który (nie bez wysiłku, jak wspomniałam, ale jednak) zrozumie prawie każdy, otwiera oczy. Zupełnie zaskakująco zmusza do refleksji - rzecz, której w życiu bym się nie spodziewała po pozycji popularno-naukowej!
Wiele się nauczyłam, ale sporo jest też tego, czego nie zrozumiałam. Wrócę do tej pozycji, ale przede wszystkim jest ona dla mnie wstępem do dalszej lektury w tych tematach. Podstawy wszystkiego, co chcę wiedzieć - teraz tylko do pogłębienia. Warto, naprawdę warto.

To zdecydowanie książka, na którą poświęciłam najwięcej czasu w całej mojej czytelniczej karierze (nie licząc może Sienkiewicza i jego płodów, ale spójrzmy na rozmiary!). Było trudno, było męcząco i wcale nie czuję się jakoś bardzo mądrzejsza - chyba wręcz na odwrót - ale zdecydowanie nie żałuję.
"Krótka historia czasu", oprócz przekazywania całej masy fascynujących...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Trochę się rozczarowałam. Tej książce zwyczajnie brakuje klimatu, nie chwyta i nie trzyma, jak powinno to robić dobre czytadło. Akcja jest skonstruowana bez zarzutu, ale opowiedziana bez polotu, w czym tkwi główny problem. "Wyższa magia" byłaby cudowna, gdyby nie ta straszna narracja - niby pierwszoosobowa, ale tak okropnie zdystansowana, szczegółowa, czasem wręcz sucha. Prawda - czyta się szybko, ale to już zasługa fabuły, która, jak wspomniałam, jest po prostu cud, miód i orzeszki. No, może nie do końca, ale jednak intryguje; w tym samym czasie cały czar psuje ta spartaczona narracja.
Ale nawet ona by się obroniła, gdyby nie to, że Naina nie jest osobą, która mogłaby myśleć albo mówić w ten sposób. To zgrzyta, bardzo, szczególnie w kontraście do działań bohaterki. I tu bardzo duży plus dla autorki za świetne wykreowanie Nainy. Jej charakter objawia się głównie przez jej działania (pomijając zupełnie kilka bezsensownych monologów wewnętrznych w stylu: "musisz, drogi czytelniku, wiedzieć, że jestem taka i taka", których pasjami wprost nienawidzę), postać jest spójna, ale dynamiczna - bardzo się zmienia przez cały czas trwania akcji. Co więcej: zmienia się w sposób wiarygodny! Kupuję ją całą; więcej - nawet ją lubię, razem z jej galopującą momentami głupotą!
To samo tyczy się innych bohaterów - świetnie nakreśleni, wiarygodni, pełnokrwiści, żywi, absolutnie nie czarno-biali. Portrety psychologiczne naprawdę zasługują na uznanie.
Trudno mi więc dojść do jasnej konkluzji - książka posiada wszystko, co powinna, ale te zalety giną w mrokach nudnej narracji. Nie bawiłam się przy niej dobrze, czego oczekiwałam, ale mimo wszystko w jakiś pokrętny sposób spodobała mi się. Może następna powieść Izmajłowej trochę ją zrehabilituje w moich oczach...?
***
Drobna uwaga, której nie potrafię zgrabnie wcisnąć w ciągły tekst: to nie jest fantastyka z wątkami kryminalnym i miłosnym; to nawet nie jest kryminał z nutką fantastyki i romansu - ewidentnie główną osią jest wątek miłosny, którego tło stanowią scenki obyczajowe i detektywistyczne, a wisienką na torcie są smaczki fantastyczne. Nie mówię, że to źle - wypada całkiem zgrabnie i ciekawie; po prostu opis jest dosyć mylący.

Trochę się rozczarowałam. Tej książce zwyczajnie brakuje klimatu, nie chwyta i nie trzyma, jak powinno to robić dobre czytadło. Akcja jest skonstruowana bez zarzutu, ale opowiedziana bez polotu, w czym tkwi główny problem. "Wyższa magia" byłaby cudowna, gdyby nie ta straszna narracja - niby pierwszoosobowa, ale tak okropnie zdystansowana, szczegółowa, czasem wręcz sucha....

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Trudno mi w tym momencie zdobyć się na opinię wykraczającą poza bardzo schematyczne: "pobudzająca do myślenia" czy coś w tym stylu; no, może jeszcze, że naprawdę dobrze i zaskakująco lekko się to czytało. Nie doznałam jakiegoś niezwykłego wstrząsu i nie spędziłam nad tą pozycją wielu nieprzespanych nocy, ale jednak ma ona w sobie coś niezwykłego, co sprawia, że niełatwo o niej zapomnieć. Może kiedy wrócę do Kubusia (a jestem pewna, że to nastąpi), zdołam wyprodukować jakąś bardziej konstruktywną, a przy tym nie sięgającą rozmiarów eseju, co mnie teraz niezwykle kusi, wypowiedź. Na tę chwilę pozwolę przemówić ośmiu gwiazdkom powyżej.

Trudno mi w tym momencie zdobyć się na opinię wykraczającą poza bardzo schematyczne: "pobudzająca do myślenia" czy coś w tym stylu; no, może jeszcze, że naprawdę dobrze i zaskakująco lekko się to czytało. Nie doznałam jakiegoś niezwykłego wstrząsu i nie spędziłam nad tą pozycją wielu nieprzespanych nocy, ale jednak ma ona w sobie coś niezwykłego, co sprawia, że niełatwo o...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Co za rozczarowanie! Jedyną dobrą stroną tej książki jest pomysł, chociaż niektóre rozwiązania były tak niesamowicie absurdalne, że śmiałam się na cały głos.
Książka przypomina bardziej streszczenie niż powieść - zero napięcia, zero zaangażowania. Postaci były co prawda całkiem nieźle nakreślone, ale dotyczy to wyłącznie podopiecznych Michaela; on sam oraz inne anioły są wyjątkowo bezbarwni, nudni i przewidywalni. Czy to celowy zabieg - ukazanie, że życie ludzkie jest bogate, ciekawe i frapujące, a po śmierci zostaje się smętną firaną bez osobowości? Może, chociaż... khem, "akcja", nazwijmy to tak, obfituje w momenty, które zdają się silić na wykazanie czegoś wręcz przeciwnego.
Fabuła jest miałka i nużąca. Najciekawsze są, jak wspomniałam, opisy życia podopiecznych Michaela oraz, co ciekawe, fragmenty zatytułowane Encyklopedia. Te krótkie wstawki zawierają interesujące fakty, przemyślenia, zabawne anegdoty i tak sobie myślę, że jeżeli jest jakiś powód, dla którego warto by przeczytać "Imperium aniołów", to jest to właśnie ta poszatkowana Encyklopedia.
Nie wiem, czy coś istotnego mi umknęło dlatego, że zaczęłam od drugiej części, ale fakt pozostaje faktem - ta powieść jest nudna i przewidywalna. Z pomysłu autora można by stworzyć coś naprawdę zaskakującego, odkrywczego i zmuszającego do refleksji, ale skoro wszystko jest podane na tacy i wytłumaczone wyjątkowo łopatologicznie, to niestety, ale efekt jest daleki od oczekiwań czytelnika. Naprawdę, wielka szkoda.

Co za rozczarowanie! Jedyną dobrą stroną tej książki jest pomysł, chociaż niektóre rozwiązania były tak niesamowicie absurdalne, że śmiałam się na cały głos.
Książka przypomina bardziej streszczenie niż powieść - zero napięcia, zero zaangażowania. Postaci były co prawda całkiem nieźle nakreślone, ale dotyczy to wyłącznie podopiecznych Michaela; on sam oraz inne anioły są...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Niepotrzebnie tak się czaiłam na tę drugą część - okazała się dużo (nie nieporównywalnie, to jeszcze nie ten poziom) lepsza od pierwszej!
Postaci się "wyostrzyły" i zaczynają być trochę bardziej prawdziwe. Świat przedstawiony jest o wiele wyraźniej zarysowany i wreszcie zaczyna trzymać się kupy. Na szacunek zasługuje ogromna ilość researchu, jaki autorka z pewnością zrobiła - to widać; drobiazgi naprawdę mają znaczenie i dobrze jest wiedzieć, że pisarze o nie dbają.
Nie jestem na tyle biegła w naukach społecznych i polityce, żeby kategorycznie stwierdzić, że uskuteczniane przez Marka i kolegów dyplomatyczne wygibasy nie mają żadnego sensu i przełożenia na rzeczywistość, ale jednak trochę mi coś tam nie grało. Cały ten pomysł z Terranową jako kondominium jest jak dla mnie mocno kuriozalny w przedstawionej sytuacji; w jeszcze większe zdumienie wprawił mnie cały przebieg pertraktacji i wszystkie te dziwy, które się tam odbywały, chociaż po wyjątkowo skomplikowanych procesach myślowych dochodzę do wniosku, że od biedy, na upartego to wszystko można jakoś zaakceptować - byłoby jednak miło, gdyby te machinacje objaśniała sama autorka.
Akcja jak zwykle pędzi na złamanie karku, dzieje się a dzieje, chwili oddechu nie ma. Momentami można odnieść wrażenie, że trochę za wiele tych grzybów w barszczu.
Pozostawione w pierwszym tomie wątki zostały w większości zgrabnie rozwiązane (chociaż największy zonk tej serii dalej pozostaje... cóż, zonkiem. Mam nadzieję, że trzeci tom rzuci nieco światła na tajemne moce Uny i Suliena). Czytało się szybko, bez przykrości, ale i bez specjalnego zaangażowania. Mimo wszystko sięgnę po trzeci tom, bo, znowu, autorce świetnie wyszło zakończenie i mam ogromną ochotę dowiedzieć się, co było dalej.

Niepotrzebnie tak się czaiłam na tę drugą część - okazała się dużo (nie nieporównywalnie, to jeszcze nie ten poziom) lepsza od pierwszej!
Postaci się "wyostrzyły" i zaczynają być trochę bardziej prawdziwe. Świat przedstawiony jest o wiele wyraźniej zarysowany i wreszcie zaczyna trzymać się kupy. Na szacunek zasługuje ogromna ilość researchu, jaki autorka z pewnością zrobiła...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Czuję się dosyć rozczarowana tą książką. Z opisu wynikało, że będzie to coś naprawdę świeżego, coś ciekawego i zaskakującego. No bo temat to przecież samopisz - Cesarstwo Rzymskie nie upadło? Kupuję to od razu! Genialne! Jedyne, czego żałuję, to że sama na to nie wpadłam, bo pomysł jest wyjątkowo wdzięczny i daje ogromne pole do popisu.
Po lekturze mam wrażenie, że ten pomysł jest w rzeczywistości największym (a przy tym jednym z niewielu) atutem tej książki. Bohaterowie są okropnie papierowi i niejacy, zupełnie nie wiem, po czym ich odróżniać: całe szczęście, że "ci ważni", których nie było na załączonym drzewku genealogicznym, byli nieliczni i mieli charakterystyczne imiona, bo zupełnie bym się pogubiła! Między kilkoma parami, które się tam przewijają, największą chemię (a i to dosyć szczątkową) czuć między wyjątkowo krótkotrwałym małżeństwem. Reszta wychodzi wyjątkowo na siłę i sztucznie.
Główny bohater nie ma za grosz rozsądku ani żadnych instynktów samozachowawczych, jest średnio rozgarnięty, a mimo to wszyscy zdają się uważać go za wymarzonego następcę tronu. Poza tym ten typ nie wzbudza we mnie żadnych pozytywnych emocji. Jakby gościa zabili, to też bym bardzo nie rozpaczała, bo nie dał żadnego powodu, żeby go polubić, a dał całą masę, żeby uznać go za dosyć ograniczonego, ale w gruncie rzeczy nieszkodliwego idiotę. Serio - ja bym temu dzieciakowi nie powierzyła nawet psa, a co dopiero państwo!
Reszta jest może nieco sprytniejsza, ale za to urywa im od prawdopodobieństwa... w sumie jakiegokolwiek. Nikt tu nie zachowuje się tak, jak powinien, wszyscy robią jakieś zupełnie niemożliwe wygibasy, żeby fabuła popłynęła w kierunku, którego chce autorka.
Ogólnie prawdopodobieństwo wydarzeń leży i kwiczy, żeby je dobić. Te wszystkie intrygi są tak grubymi nićmi szyte, że średnio inteligentny przedszkolak by je przejrzał, co dopiero cesarz. A czasem jest w drugą stronę - trzy razy muszę czytać jakąś stronę, żeby zrozumieć, o co chodziło w tych umysłowych gimnastykach, które (znowu) mają po prostu, nie ważne jak bardzo okrężną drogą, doprowadzić do wymyślonej przez autorkę linii fabularnej. Sama w sobie nie jest ona zupełnie z czapy - nie jest nowatorska, ale jednak dosyć zgrabnie wymyślona - tyle że pogrążają ją szczegóły, a konkretniej poszczególne epizody, które trzeba opisać jednak dosyć dokładnie. Wszystko razem średnio się trzyma kupy.
Akcja prze naprzód jak koń wyścigowy popieszczony prądem, a mimo to mam wrażenie, że na tych kilkuset stronach niewiele się dzieje. I nie jest to kwestia zbyt rozwlekłych przemyśleń bohaterów, bo wcale nie są one takie znowu rażąco obszerne. Po prostu sama akcja jest takim zbiorem pitu-pitu przetykanym gęsto życiowymi mądrościami (wcale nie takimi pseudo-filozoficznymi - autorce zazwyczaj udaje się wpadania w kicz i przesadę, za co jej chwała) - dzieje się mnóstwo, a pamięta się nic.
Co ciekawe jednak, ogólne wrażenia po "Romanitas" mam jednak raczej pozytywne. To taki mierny zapychacz czasu - dobrze go sobie poczytać w wolnej chwili, bo nie wymaga to specjalnego skupienia, ale kiedy odłoży się książkę, to raczej nie ma problemu z pozbyciem się jej z myśli (wręcz przeciwnie).
Zakończenie pozostawiło mnie z leciutkim "o rany, to zaczyna mieć sens", więc naturalnie sięgnę po drugą część, w którą już się przewidująco zaopatrzyłam. Może autorka trochę się zrehabilituje, a "Rzym płonie" sprawi, że przestanę cierpieć na myśl, że taki świetny pomysł został w gruncie rzeczy zmarnowany.

Czuję się dosyć rozczarowana tą książką. Z opisu wynikało, że będzie to coś naprawdę świeżego, coś ciekawego i zaskakującego. No bo temat to przecież samopisz - Cesarstwo Rzymskie nie upadło? Kupuję to od razu! Genialne! Jedyne, czego żałuję, to że sama na to nie wpadłam, bo pomysł jest wyjątkowo wdzięczny i daje ogromne pole do popisu.
Po lekturze mam wrażenie, że ten...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Pozwolę sobie skomentować książkę zapamiętanymi resztkami mojego strumienia świadomości z czasu lektury:
Takie tam, no niech będzie, że przeczytam... -> OMG! Niemożliwe! -> Eee, wiedziałam, że tak się to skończy... -> Skończeni idioci, mówiłam wam, żebyście tego nie robili! *szlocha w kątku* -> OMG! Niemożliwe! -> Eee, wiedzia... OMG, niemożliwe!!! -> *ryczy na całe gardło w kątku* -> No wiesz, autorko, spodziewałam się czegoś lepszego! -> *dostaje głupawki i ma ochotę wyściskać wszystkich bohaterów* -> OMG, NIE-MO-ŻLI-WE!... Chociaż w sumie dosyć logiczne... -> *drze fotel z emocji, chociaż i tak się tego spodziewała* -> Mam ochotę cisnąć w nich czymś ciężkim, tak ciężkim jak ich głupota... Nienawidzę ich wszystkich. -> I CO, TO KONIEC?! Ja chcę WIĘCEJ!"

Kolejność może nie jest dokładna, ale zapis uczuć i przemyśleń bardzo szczery i jak najbardziej wierny. Krótko mówiąc: tak samo trzyma w napięciu jak poprzednie tomy. Emocje wylewają się z każdej strony. Zaskoczeń zdecydowanie więcej niż w poprzednich tomach - autorka zdaje się odchodzić od znanych schematów. Klisze dalej występują, ale jakoś mniej rażą. Świat przedstawiony, wcześniej tak dziurawy i pusty, że miałam ochotę rwać włosy z głowy, nagle się wypełnia, chociaż wzorcowe to dalej nie jest.
Wciąga jak mało co, wywołuje mnóstwo emocji, no i... wciąga. Serio-serio. A bohaterowie się wyrabiają, robią się zdecydowanie bardziej pełnokrwiści i nagle się zorientowałam, że do kilku się przywiązałam.
Jak na czytadło wypada bardzo dobrze, jak na coś więcej - raczej średnio przeciętnie. Mimo wszystko warto przeczytać, bo, cholera, naprawdę wciąga.

Pozwolę sobie skomentować książkę zapamiętanymi resztkami mojego strumienia świadomości z czasu lektury:
Takie tam, no niech będzie, że przeczytam... -> OMG! Niemożliwe! -> Eee, wiedziałam, że tak się to skończy... -> Skończeni idioci, mówiłam wam, żebyście tego nie robili! *szlocha w kątku* -> OMG! Niemożliwe! -> Eee, wiedzia... OMG, niemożliwe!!! -> *ryczy na całe gardło...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

Nie wiem, co napisać. Zupełnie. Ta książka jest absolutnie fenomenalna, uzależniająca, fascynująca, refleksyjna, wciągająca, zachwycająca... Czy ktoś zna jeszcze jakieś superlatywy, które mogłabym tu dodać? Wszystko, co wyraża najwyższy zachwyt i uwielbienie, takie do stopnia padania na twarz, takie graniczące z obsesją - mile widziane.
Mówiąc poważnie - "Portret" boli. Okrutnie boli i nie daje o sobie zapomnieć. Przyciąga i fascynuje, a pomimo zakończenia, nie jest moralizatorski - daje do myślenia. Wywołuje refleksje, które bolą tak samo jak lektura. Ale naprawdę - to wyjątkowo słodkie cierpienie.
***
A ta Przedmowa o sztuce - arcydzieło samo w sobie.
Zresztą dla mnie cała powieść jest jednym wielkim, genialnym cytatem - taką ogromną złotą myślą. Gdybym wszystkie ulubione fragmenty miała podkreślić lub zanotować, jak to zazwyczaj robię, to albo zamazałabym cała książkę, albo ją przepisała.

Nie wiem, co napisać. Zupełnie. Ta książka jest absolutnie fenomenalna, uzależniająca, fascynująca, refleksyjna, wciągająca, zachwycająca... Czy ktoś zna jeszcze jakieś superlatywy, które mogłabym tu dodać? Wszystko, co wyraża najwyższy zachwyt i uwielbienie, takie do stopnia padania na twarz, takie graniczące z obsesją - mile widziane.
Mówiąc poważnie - "Portret" boli....

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

W "Szklanym tronie" nie brakuje nielogiczności. Świat przedstawiony przez większość czasu jest dosyć pusty i dziurawy. Bohaterowie czasem są prowadzeni niekonsekwentnie. Nade wszystko zaś autorka używa znanych, czasem nawet wyświechtanych klisz.
Jestem tego wszystkiego doskonale świadoma - ta powieść nie jest idealna; co więcej, całkiem sporo jej do tego brakuje. Nie jest odkrywcza ani świeża, przez większość czasu raczej nie zaskakuje.
I co poradzę na to, że mimo to zarwałam dla niej noc, że (jak już dawno tego nie robiłam) z wypiekami na twarzy pochłaniałam kolejne strony pod kołdrą, że prawie wyszłam wcześniej z imprezy, żeby tylko dowiedzieć się, co było dalej? Że nie mogłam przestać myśleć o bohaterach, o ich perypetiach, że kibicowałam im na głos, nerwowo przerzucając kartki?
"Szklany tron" jest tak absolutnie uzależniający i wciągający, że jestem w stanie wybaczyć mu prawie wszystko. Kawał niezłej, przygodowej fantasy, nie aspirującej bynajmniej do miana ambitnej literatury - i dobrze, bo jest naprawdę świetny taki, jaki jest. Czyta się błyskawicznie, a tych kilka zaskoczeń, które wyłamują się z utartych schematów, tylko zaostrza apetyt na więcej.
Dlatego też, wciąż pamiętając, że ta książka nie jest wolna od wad i że po skończeniu całej serii zapewne po jakimś czasie o niej zapomnę, pędzę po następną część, bo emocje mnie po prostu rozsadzają.

W "Szklanym tronie" nie brakuje nielogiczności. Świat przedstawiony przez większość czasu jest dosyć pusty i dziurawy. Bohaterowie czasem są prowadzeni niekonsekwentnie. Nade wszystko zaś autorka używa znanych, czasem nawet wyświechtanych klisz.
Jestem tego wszystkiego doskonale świadoma - ta powieść nie jest idealna; co więcej, całkiem sporo jej do tego brakuje. Nie jest...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Trudno jest mi jednoznacznie ocenić tę książkę. Choć jest kunsztowna i piękna, niezwykle napisana i fascynująca, jak wszystkie inne książki Valente, to jednak mam wrażenie, że czegoś mi w niej brakowało. Może sprawiło to zakończenie, które uważam za zupełnie nietrafione? Może wyjątkowo płytko i nieprzekonująco zarysowani bohaterowie? Może fakt, że krótki w gruncie rzeczy "Palimpsest" wydał mi się przegadany? Sama nie wiem. Zostawiam ją bez oceny, bo, mimo tych wszystkich wad i niedociągnięć, misterny język i oszałamiający świat wykreowany przez autorkę zauroczył mnie tak samo, jak w przypadku jej poprzednich powieści.

Trudno jest mi jednoznacznie ocenić tę książkę. Choć jest kunsztowna i piękna, niezwykle napisana i fascynująca, jak wszystkie inne książki Valente, to jednak mam wrażenie, że czegoś mi w niej brakowało. Może sprawiło to zakończenie, które uważam za zupełnie nietrafione? Może wyjątkowo płytko i nieprzekonująco zarysowani bohaterowie? Może fakt, że krótki w gruncie rzeczy...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Kawał mocnej, krwistej, brudnej antyutopii.
Świetnie nakreśleni, niejednoznaczni bohaterowie; wyraziście nakreślony mroczny, fascynujący świat; szybka, niedająca chwili oddechu akcja. Czyta się jednym tchem, ale niestety równie szybko się zapomina. Mam wrażenie, że rozważania głównych bohaterów były raczej mało odkrywcze i dosyć nachalnie podsuwane czytelnikowi - czyżby dlatego że grupą docelową jest młodzież? Niemniej jednak poruszany problem zła, lojalności i ceny ideałów jest wystarczająco uniwersalny i nośny, że trudno byłoby to zepsuć, szczególnie biorąc pod uwagę dobrą konstrukcję powieści i wciągającą akcję, a także naprawdę imponujące zdolności autora w posługiwaniu się słowem.
Warto się zainteresować "Zatopionymi miastami" - ja z pewnością nie żałuję czasu spędzonego z tą książką, a Bacigalupi trafia na moją listę pisarzy godnych uwagi.

Kawał mocnej, krwistej, brudnej antyutopii.
Świetnie nakreśleni, niejednoznaczni bohaterowie; wyraziście nakreślony mroczny, fascynujący świat; szybka, niedająca chwili oddechu akcja. Czyta się jednym tchem, ale niestety równie szybko się zapomina. Mam wrażenie, że rozważania głównych bohaterów były raczej mało odkrywcze i dosyć nachalnie podsuwane czytelnikowi - czyżby...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Brak mi słów, żeby opisać tę książkę. Jak zwykle zresztą w przypadku tych, które naprawdę wiele dla mnie znaczą. Tym razem jednak się postaram, bo "Wyznaję" na to zasługuje.
Po pierwsze - powieść jest niezwykle kunsztowna. Konstrukcja jest wyjątkowo misterna i wymaga od czytelnika wiele uwagi. Nie można tej książki przelecieć wzrokiem, trzeba się w nią bardzo dokładnie wczytać. I to jest w niej piękne - ta uwaga, jakiej wymaga od czytelnika. Odsłaniające się powoli powiązania między bohaterami są fascynujące (chociaż parę razy musiałam sobie to wszystko rozrysować albo przynajmniej przemruczeć na głos, bo ogarnięcie tak skomplikowanej sieci, szczególnie przy szybkim tempie zmieniania się scenerii, bohaterów, a czasem też narratora, może przyprawić o zawrót głowy).
A skoro już jesteśmy przy tempie, to warto wspomnieć, że mimo iż same wydarzenia ciągną się powoli, to wspomniane lawirowanie między różnymi miejscami, czasami, postaciami, często zupełnie nagłe i niespodziewane, sprawia, że powieść się po prostu połyka. Dokładnie tak - w jednej chwili przede mną jeszcze trzysta stron, w następnej przewracam ostatnią z nich.
Ale w tym momencie książka bynajmniej mnie nie opuszcza. Miałam po niej tak ogromnego "kaca", że przez prawie tydzień nie mogłam skupić się na żadnej innej. Wciąż myślałam nad zakończeniem (absolutnie poruszające), nad przemyśleniami Adriana (bardzo pobudzające do własnych refleksji), nad jego decyzjami i życiem, a także nad losami innych postaci (niezwykle zapadające w pamięć, mimo tak wielkiej mnogości bohaterów). "Wyznaję" przesiąknęło mnie do głębi i bardzo długo nie chciało opuścić... Tfu, co ja mówię - dalej mnie nie opuściło, a przecież minęło już prawie sześć tygodni!
Naprawdę nie mam pojęcia, co mogłabym napisać o tej książce, a bardzo bym chciała dokładnie wyrazić, jak bardzo jest ona wyjątkowa. To, co napisałam, jest zaledwie małym wycinkiem tego, co o niej myślę, a niestety większość moich odczuć jest raczej mglista i niesprecyzowana; nie potrafię ubrać w słowa uczuć i myśli, jakie we mnie wywołała. Brzmi to pewnie zbyt szumnie albo patetycznie, ale mam wrażenie, że w pewnym sensie ta powieść mnie zmieniła, albo przynajmniej zapoczątkowała jakieś zmiany we mnie. Jej wpływ jest po prostu nie do ocenienia - i nie do przecenienia. "Wyznaję" tkwi we mnie cierniem i nie pozwala o sobie zapomnieć, prowokuje do rozmyślań, wcale nie przyjemnych; i chyba właśnie dlatego tak ważnych - porusza struny, których normalnie nikt nie ma odwagi (albo może po prostu chęci?) tknąć, chociaż, autor nie pisze przecież o niczym, czego do tej pory nie było w literaturze.
Może jeszcze nie do końca się otrząsnęłam, może kiedyś będę w stanie napisać bardziej składną opinię. W tym momencie mogę tylko powiedzieć: jeśli jeszcze tego nie czytałeś, ZRÓB TO. TERAZ.

Brak mi słów, żeby opisać tę książkę. Jak zwykle zresztą w przypadku tych, które naprawdę wiele dla mnie znaczą. Tym razem jednak się postaram, bo "Wyznaję" na to zasługuje.
Po pierwsze - powieść jest niezwykle kunsztowna. Konstrukcja jest wyjątkowo misterna i wymaga od czytelnika wiele uwagi. Nie można tej książki przelecieć wzrokiem, trzeba się w nią bardzo dokładnie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Dickens przewijający się przez karty powieści osłodził nieco rozczarowanie. Spodziewałam się czegoś innego: może trochę bardziej wartkiej akcji, trochę bardziej klimatycznego świata przedstawionego... Mimo wszystko było jednak całkiem nieźle - bohaterowie okazali się sympatyczni i budzący sympatię, a humor maskował wlokącą się w nieskończoność fabułę (a książka jest przecież bardzo krótka!).
Nie jest to z pewnością powieść, bez której nie można żyć, ale czytało się ją całkiem przyjemnie. Mogę ją polecić jako zabawną, lekką rozrywkę na wieczór albo dwa.

Dickens przewijający się przez karty powieści osłodził nieco rozczarowanie. Spodziewałam się czegoś innego: może trochę bardziej wartkiej akcji, trochę bardziej klimatycznego świata przedstawionego... Mimo wszystko było jednak całkiem nieźle - bohaterowie okazali się sympatyczni i budzący sympatię, a humor maskował wlokącą się w nieskończoność fabułę (a książka jest...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

No nie mogę, po prostu nie mogę przekonać się do Gombrowicza! Czytanie go mnie boli i nic na to nie poradzę!
Rozumiem ideę, rozumiem przekaz, co więcej - zgadzam się (do pewnego stopnia, ale jednak podpisuję się pod myślą przewodnią tego utworu). Nie zmienia to jednak faktu, że przebrnąć przez to było bardzo trudno. To chyba przez ten język, i przez tę dziwaczną konstrukcję. W tych kwestiach jestem paskudną tradycjonalistką i słabo przyjmuję takie groteskowe zabawy. No cóż, może po prostu jestem za stara...

No nie mogę, po prostu nie mogę przekonać się do Gombrowicza! Czytanie go mnie boli i nic na to nie poradzę!
Rozumiem ideę, rozumiem przekaz, co więcej - zgadzam się (do pewnego stopnia, ale jednak podpisuję się pod myślą przewodnią tego utworu). Nie zmienia to jednak faktu, że przebrnąć przez to było bardzo trudno. To chyba przez ten język, i przez tę dziwaczną...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Całkiem niezłe, zwięzłe opracowanie. Miejscami subiektywne, ale przez znakomitą większość tekstu autor utrzymuje wyważony styl i opowiada o samych faktach. Dobre jako wstęp do dalszych poszukiwań informacji.

Całkiem niezłe, zwięzłe opracowanie. Miejscami subiektywne, ale przez znakomitą większość tekstu autor utrzymuje wyważony styl i opowiada o samych faktach. Dobre jako wstęp do dalszych poszukiwań informacji.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to