Biblioteczka
2026-02-25
Na wszystkich książkowych bożków – prosimy o więcej takich powieści jak ta! Chciałabym, aby każda książka dostarczała mi przynajmniej połowy takiej przyjemności z czytania, jaką miałam przy „Dire Bound”.
W Strumfrost życie może być piękne i pełne przepychu, zwłaszcza w dzielnicy Wilków, gdzie czystymi i zadbanymi ulicami przechadzają się dostojnicy, a obok nich kroczą potężne wilkory, zdolne jednym kłapnięciem szczęki zabić człowieka. Królestwo ma jednak swoje mroczne oblicze, które doskonale zna Meryn: codzienna walka z biedą, zdobywanie pieniędzy na lekarstwa dla chorej matki, nielegalne walki oraz porwania dzieci, na które strażnikom pałacowym nie drgnie powieka.
Szczególnie gdy najbliższa rodzina jest zagrożona, a Meryn jest gotowa zrobić wszystko, aby ją uratować – nawet zaciągnąć się do wojska, by samodzielnie odnaleźć zaginioną siostrę.
Gdybym miała porównać „Dire Bound” do innej książki, wskazałabym na „Fourth Wing” i „Żmiję, i skrzydła nocy”, ale z wilkami w roli głównej. Tak, nie da się ukryć, dostrzegam pewne podobieństwa i nawiązania, jednak w żaden sposób nie przeszkadzają one w zaangażowaniu się w historię i aby szczerze ją pokochać. Kreacja świata była absolutnie wciągająca i rozbudowana na wielu płaszczyznach – od sytuacji politycznej, przez historie i legendy, aż po sam motyw wilkorów, przedstawiony w rewelacyjny sposób. Osobowość wilków, ich inteligencja i duma, tworzenie oraz budowanie więzi partnerskich – to wszystko zostało uchwycone w małych, ale znaczących detalach, które stworzyły fantastyczny obraz, doceniany przez wielu miłośników fantastyki.
Sama bohaterka to silna osobowość, która nieustannie brnie do przodu mimo trudności. Choć my, domyślając się, co może się wydarzyć, możemy odczuwać frustrację i niezadowolenie z jej decyzji, to dodatkowa dawka emocji jest zapewniona.
Oczywiście, nie mogło zabraknąć wątku romantycznego! I to jednego z tych, który wywołuje uśmiech na twarzy czytelnika.
Pokochałam każdy aspekt tej powieści do tego stopnia, że trudno mi wskazać jakiekolwiek wady. Często czytam „emocjami”, i tak było w tym przypadku – nie mogłam się od niej oderwać, bawiąc się wyśmienicie, na zmianę śmiejąc się, denerwując i płacząc. Odkładając książkę, wciąż miałam ją w myślach i tylko czekałam, kiedy znów będę mogła wrócić do tego świata. Proszę, potrzebujemy więcej takich książek!
Na wszystkich książkowych bożków – prosimy o więcej takich powieści jak ta! Chciałabym, aby każda książka dostarczała mi przynajmniej połowy takiej przyjemności z czytania, jaką miałam przy „Dire Bound”.
W Strumfrost życie może być piękne i pełne przepychu, zwłaszcza w dzielnicy Wilków, gdzie czystymi i zadbanymi ulicami przechadzają się dostojnicy, a obok nich kroczą...
2026-02-25
2026-02-25
2026-02-25
2026-02-25
2026-02-25
2026-02-25
2026-02-25
2026-02-25
2026-02-25
Przy pierwszej części – „Quicksilver” – bawiłam się naprawdę nieźle. Choć nie było to może nic odkrywczego ani nowatorskiego, spełniło swój cel, jakim jest zapewnienie dobrej rozrywki i miłego spędzenia czasu. Jednak „Brimstone” okazało się dużym zaskoczeniem.
Saeris Fane przeszła długą drogę – od złodziejki, która niemal spotkała okrutny koniec, przez uprowadzenie do krainy, o której istnieniu nie miała pojęcia, aż po odnalezienie swojego partnera i stanie się… królową wampirów. Zdecydowanie wiele się wydarzyło.
Okazało się to jednak zaledwie początkiem, ponieważ problemy pojawiają się szybciej, niż można je rozwiązać. Saeris nie tylko będzie musiała poradzić sobie z nową partnerską więzią, ale także z chmarą wampirów niezadowolonych z nowego przywództwa.
Zdecydowanie wiele się wydarzyło.
Przede wszystkim ogromnie spodobało mi się, jak bardzo zmieniła się sama Saeris – z osoby obrażonej na cały świat i wściekłej na wszystkich dookoła, wreszcie dojrzała i z podniesioną głową przyjęła powierzoną jej rolę. I zrobiła to fenomenalnie. Obserwowanie jej interakcji z wampirami, gdy wchodziła w rolę prawdziwej królowej, sprawiło mi ogromną radość.
Dużo tej dojrzałości można również dostrzec w relacji z Kingfisherem. Między nimi zrodziło się zaufanie, szacunek i wiara w drugą osobę. Nawet jeśli nie zdradzają sobie każdej tajemnicy, widać, jak mocno zbudowali swoją relację. Bez wątpienia jest to seria dla dorosłych czytelników, a fani namiętnych, pikantnych scen znajdą tutaj coś dla siebie. Choć nie było ich zbyt wiele, momentami były zbyt opisowe, a użyty język nie do końca mi odpowiadał. Czasem mniej znaczy więcej.
Powieść fabularnie nas rozpieszcza – dzieje się tak wiele, że czasami aż gubiłam się w tym (mam nadzieję, że zamierzonym) chaosie. Niektóre wydarzenia ogromnie mnie interesowały i nie mogłam się doczekać, aż historia posunie się dalej, inne spokojnie można było pominąć.
W tej części pierwsze skrzypce skradli bohaterowie drugoplanowi, zwłaszcza Tal i, jak zawsze, Onyx (nie miałabym nic przeciwko, gdyby to Tal został głównym bohaterem!). Istotną rolę również przejął Carrion, którego niestety nie polubiłam, a jego humor częściej wybijał mnie z rytmu niż bawił.
„Brimstone” to jedna z tych książek, przy której czytelnik świętnie się bawi. Inteligentna, zaradna bohaterka, którą naprawdę da się lubić, intrygująca fabuła oraz zaskakujące zwroty akcji sprawiają, że od razu ma się ochotę sięgnąć po kontynuację. Jednak książka ma swoje wady: nie najlepiej opisane sceny zbliżenia, dużo chaosu oraz nierówne tempo akcji, przez co niektóre wydarzenia mogą być nużące. Chociaż ostatecznie zostawia nas z myślą: “to było naprawdę fajne. To gdzie finałowy tom?”
Przy pierwszej części – „Quicksilver” – bawiłam się naprawdę nieźle. Choć nie było to może nic odkrywczego ani nowatorskiego, spełniło swój cel, jakim jest zapewnienie dobrej rozrywki i miłego spędzenia czasu. Jednak „Brimstone” okazało się dużym zaskoczeniem.
Saeris Fane przeszła długą drogę – od złodziejki, która niemal spotkała okrutny koniec, przez uprowadzenie do...
2025-12-31
Przez cały rok, a zwłaszcza jesienią, poszukuję książek mrocznych, nietypowych, wywołujących uczucie niepokoju. A jeśli na końcu nie będę wiedziała, czy chcę udusić autorkę, czy ją wycałować… tym lepiej! Jak to było w przypadku „Słonego mchu”?
„Wierzbowy Dwór od lat stoi pusty, a mimo to komuś bardzo zależy, by nie został wyburzony. Miejscowi zdają się wiedzieć coś, o czym nie wolno im mówić, a duszne powietrze we wsi Moranica pozostaje aż gęste od tajemnic.”.
Od dłuższego czasu, choć z małymi przestojami, tkwię w brutalnym zastoju czytelniczym. Tymczasem tutaj, już od pierwszych stron, wszystko zagrało: intrygujący bohaterowie, ciężki, duszący klimat, przystojny mężczyzna z przeszłości oraz tajemnice – a wręcz ogrom tajemnic! Sekrety z przeszłości, niewyjaśnione morderstwa, dziwna, podupadająca posiadłość z jeszcze dziwniejszymi mieszkańcami oraz coś nienaturalnego kryjącego się w odmętach lasu.
Skrupulatne budowanie napięcia rosło z każdą stroną, aż do momentu kulminacyjnego… którego absolutnie nie mogłam przewidzieć. Mimo że miałam pięć różnych scenariuszy na zakończenie powieści, nie byłam nawet blisko. Po raz kolejny autorka pokazała, że nie tylko pięknie operuje piórem, potrafi budować napięcie oraz tworzy unikalny klimat historii, to przede wszystkim potrafi wywalić czytelnika z fotela. Kiedy myślisz, że już mroczniej nie będzie, okazuje się, że wręcz przeciwnie.
Jeśli szukacie czegoś innego, nieoczywistego, co może wyrwać Was z waszej strefy komfortu – to może być właśnie książka dla Was. Dziwna i fascynująca zarazem, wciągnęła mnie bez reszty na kilka dni i wciąż pozostaje w moich myślach. I owszem, pewnie miała jakieś wady czy niedociągnięcia, jednak przez szokujący zwrot wydarzeń, po którym nie mogłam wyjść z szoku, totalnie o nich zapomniałam
Przez cały rok, a zwłaszcza jesienią, poszukuję książek mrocznych, nietypowych, wywołujących uczucie niepokoju. A jeśli na końcu nie będę wiedziała, czy chcę udusić autorkę, czy ją wycałować… tym lepiej! Jak to było w przypadku „Słonego mchu”?
„Wierzbowy Dwór od lat stoi pusty, a mimo to komuś bardzo zależy, by nie został wyburzony. Miejscowi zdają się wiedzieć coś, o czym...
2025-12-31
2025-12-31
2025-12-31
2025-12-31
2025-12-31
2025-12-31
2025-12-31
Spokojna wiejska osada, oddalona od najbliższego miasta o wiele dni drogi, wydaje się być najbardziej bezpiecznym miejscem na świecie. Bez konfliktów, kradzieży, z pokojowo nastawionymi mieszkańcami, którzy dbają o siebie nawzajem i wspólnie pracują na dobro wspólne.
Do dnia, gdy z wyprawy po zaopatrzenie wraca tylko koń, pokryty ranami, jakich nie zadałoby żadne zwierzę żyjące w lesie. A ciała dorosłych mężczyzn zostają odnalezione... rozszarprane na kawałki.
Co tajemniczego i okrutnego kryje się w lesie?
Na to pytanie stara się odpowiedzieć Ell Erie Downing, dziewczyna, która z dnia na dzień przechodzi z beztroskiego dzieciństwa, spędzając czas z siostrami na polach, do roli głowy rodziny. Musi nie tylko zaopiekować się siostrami i niesfornym bratem, który wiecznie pakuje się w kłopoty, ale także zająć się gospodarstwem oraz pszczelimi ulami, będącymi ich najcenniejszym dobrem. Przy tym wszystkim stara się nie dopuścić, aby komukolwiek stała się krzywda, zwłaszcza gdy między gałęziami drzew dostrzega świecące, srebrzyste oczy, a do wioski przybywa grupa nieznajomych, w tym – a jakżeby inaczej! – przystojny młodzieniec, na widok którego jej policzki pąsowieją.
Erin Craig, „Trzynastego dziecka” i „Domu soli i łez”, już wcześniej udowodniła, że potrafi budować napięcie i tworzyć mroczny klimat. W tym przypadku mamy jednak do czynienia z jej debiutem. Choć napięcie i niepokojąca atmosfera grozy zostały dobrze podkreślone, czuć, że nie jest to tak finezyjnie skonstruowane jak w poprzednich książkach, w których autorka miała już większe doświadczenie.
Za to kreacja bohaterów – o tak! Inteligentna, zaradna i pełna empatii protagonistka kontra tajemniczy, pełen uroku nieznajomy, a między iskrzy chemia.
„Drobne przysługi” to powieść, którą czytałam z ogromnym zainteresowaniem i zaangażowaniem. Znalazłam w niej klimat filmu „Osada” oraz moich ukochanych „Strażników cytadeli”, a mrok lasu intrygował mnie, budząc ciekawość co do skrywanych tajemnic. Niestety, finał mocno mnie rozczarował – był pośpiesznie zakończony, urwany, bez spektakularnych fajerwerków, co nie dało mi satysfakcji, jakiej oczekuję po zakończeniu książki. Sam ul i pszczoły wydawały się pełnić ważną rolę w fabule, intrygowało mnie ich znaczenie, ale ostatecznie okazały się jedynie małym, niezbyt istotnym dodatkiem. Po odłożeniu powieści wciąż miałam kilka niewyjaśnionych wątków, a gdyby pominąć zakończenie, moja ocena byłaby znacznie wyższa, ponieważ przez większość czasu świetnie się bawiłam, a tylko finał pozostawił lekki niesmak. W całości czuć również znamiona debiutu, a pewnie inaczej odebrałabym tę powieść, gdybym nie miała w pamięci „Trzynastego dziecka”, które było niesamowicie dobrze napisane i skonstruowane.
Ostatecznie – to wciąż dobra pozycja! Zwłaszcza że na rynku brakuje solidnych powieści jednotomowych, a ta książka to świetna propozycja na kilka miłych wieczorów.
Spokojna wiejska osada, oddalona od najbliższego miasta o wiele dni drogi, wydaje się być najbardziej bezpiecznym miejscem na świecie. Bez konfliktów, kradzieży, z pokojowo nastawionymi mieszkańcami, którzy dbają o siebie nawzajem i wspólnie pracują na dobro wspólne.
Do dnia, gdy z wyprawy po zaopatrzenie wraca tylko koń, pokryty ranami, jakich nie zadałoby żadne zwierzę...
2025-12-31
Wreszcie!
Po pięciu latach oczekiwania doczekaliśmy się wreszcie finału historii. Danielle L. Jensen wystawiła cierpliwość czytelników na próbę… ale czy było warto tyle czekać?
Choć pamiętałam emocje, które towarzyszyły mi po lekturze czwartego tomu, przed przystąpieniem do finału musiałam nieco odświeżyć pamięć – i Wam również to polecam. Powracamy do losów Lidii i Killiana, którym udało się wydostać z rąk wroga, ale cena, jaką przyszło im zapłacić, była ogromna – Lidia coraz bardziej ulega zepsuciu. Po drugiej stronie kontynentu Teriana staje przed trudnymi wyborami, aby ratować swoich rodaków uwięzionych w lochach, w bezlitosnych warunkach. Za cenę garstki ryzykuje życie tysięcy.
W tej serii znajdziecie wszystko: wątki miłosne – a nawet więcej niż jeden – z powolnym budowaniem napięcia i ogromną chemią między bohaterami, rozbudowany świat z wyraźnie zaznaczoną sytuacją polityczną, walkami na kontynencie oraz siecią kłamstw i manipulacji. Motyw bóstw, zarazy niszczącej kontynent, pod wpływem której umarli powstają, a przede wszystkim wojna. Choć na pierwszy rzut oka może się wydawać, że jest tego przesyt, to nic bardziej mylnego – mamy do czynienia z konkretną czterotomową serią, z czego ostatni tom liczy niemal tysiąc stron, a żaden wątek nie został wciśnięty na siłę ani nie jest mało istotny!
W porównaniu do „Królestwa mostu” czy „Porwanej pieśniarki” jest tu mniej romansu, za to zdecydowanie więcej wojny, strategii, intryg i polityki. Jeśli więc lubicie bardziej rozbudowaną fantastykę, która nie opiera się wyłącznie na relacji miłosnej, ta seria może być dla Was. Pierwszy tom pokochałam aż siedem lat temu, a z każdym kolejnym jest tylko lepiej. Widać, jak autorka rozwinęła się na przestrzeni lat, jak ewoluował jej styl, a intrygi i zwroty akcji stają się coraz lepsze.
Z ogromnym żalem żegnam się z tą serią i jej bohaterami! Kilkukrotnie zakręciła mi się łezka w oku, a patrząc na niesamowity i emocjonalny finał, z jeszcze większą sympatią patrzę na całą serię. Zaczęło się dosyć niewinnie, a okazało się, że to świetnie skonstruowany i przemyślany kawałek porządnej fantastyki, którą mogę polecić każdemu.
Wreszcie!
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPo pięciu latach oczekiwania doczekaliśmy się wreszcie finału historii. Danielle L. Jensen wystawiła cierpliwość czytelników na próbę… ale czy było warto tyle czekać?
Choć pamiętałam emocje, które towarzyszyły mi po lekturze czwartego tomu, przed przystąpieniem do finału musiałam nieco odświeżyć pamięć – i Wam również to polecam. Powracamy do losów Lidii i...