-
Artykuły
Wiosna z książką – kwietniowe premiery, które warto poznać
LubimyCzytać11 -
Artykuły
"Dom bestii" - jak ofiara zamienia się w kata. Akcja recenzencka do nowej książki Katarzyny Bondy!
LubimyCzytać9 -
Artykuły
Umrę, jeśli tego nie polubisz - weź udział w konkursie i wygraj wspomnienia influencerki
LubimyCzytać32 -
Artykuły
Dlaczego poziom czytelnictwa w Polsce nie rośnie? Raport Biblioteki Narodowej
Iza Sadowska160
Biblioteczka
Gen. Józef Haller, ,,Błękitny Generał" (1873-1960) - polski żołnierz, dowódca II Brygady, II Korpusu, Błękitnej Armii, Frontu Pomorskiego i Armii Ochotniczej, a także polityk. Miejsca dla tego wybitnego człowieka nie było niestety ani w sanacyjnej, ani w komunistycznej Polsce*.
Monografia ta jest skróconą wersją dysertacji doktorskiej autora. Widać u p. Orłowskiego, iż darzy generała Hallera szacunkiem, lecz jednocześnie neutralnie i chłodnie analizuje jego postać i działania. Bibliografia jest bogata. Z książki można bardzo wiele dowiedzieć na temat Hallera, którego zasłużone miejsce w opinii publicznej zostało przywrócone dopiero niedawno.
Praca jest napisana w sposób profesjonalny, jednak zdarzają się przejęzyczenia. Moim ulubionym jest ,,Ryngraf Marki Boskiej".
* Tak, poszedłem na łatwiznę i skopiowałem ten fragment z poprzedniej opinii.
Gen. Józef Haller, ,,Błękitny Generał" (1873-1960) - polski żołnierz, dowódca II Brygady, II Korpusu, Błękitnej Armii, Frontu Pomorskiego i Armii Ochotniczej, a także polityk. Miejsca dla tego wybitnego człowieka nie było niestety ani w sanacyjnej, ani w komunistycznej Polsce*.
Monografia ta jest skróconą wersją dysertacji doktorskiej autora. Widać u p. Orłowskiego, iż...
2025-04-20
Nareszcie, w Wielkanoc, przeczytałem książkę, którą dostałem w prezencie na Boże Narodzenie!
,,Emma" to jedna z ostatnich powieści słynnej Jane Austen. Jest satyrą na ówczesne angielskie wyższe sfery, chociaż w wielu kwestiach jest do dzisiaj aktualna.
Główną bohaterką jest tytułowa Emma Woodhouse, panna z wyższych sfer. Jest półsierotą, matka nie żyje, ojciec ją wychwala, siostra i guwernantka nie krytykują jej, więc żyje w bańce, w której jest wspaniałą i nieomylną istotą. Rzeczywistość, wcześniej próbował to uczynić bezskutecznie pan Knigtley, sprowadzi ją na ziemię, lecz przedtem dojdzie do wielu komplikacji.
Panna Emma to antybohaterka mająca wiele wad, jednak nie jest ani zła, ani głupia. Mimo wszystko daje się polubić i czytając dzieło miałem nadzieję, iż w końcu się zmieni.
Ogólnie postacie dają się łatwo lubić. Są przerysowane, ale jednocześnie tego typu ludzie mogą istnieć w rzeczywistości.
Moimi ulubieńcami obok Emmy zostali:
* pan Woodhouse - ojciec Emmy, staruszek niepotrzebnie litujący się nad wszystkimi i chcący się zapobiec wyimaginowanemu niebezpieczeństwu,
* Harriet Smith - przyjaciółka Emmy, biedaczka wciągana w jej matrymonialne aspiracje,
* George Knigtley - sąsiad, jedyna osoba ośmielająca się Emmie zwracać uwagę,
* John Knigtley - brat George'a, szwagier Emmy, marudzący prawnik,
* panna Bates - rozgadana i sympatyczna znajoma.
UWAGA! SPOILERY!
I cieszyłem się, kiedy na końcu powieści faktycznie się zmieniła i wyszła za mąż za pana Knigtley'a, z którym od samego początku ją łączyłem. Już bałem się, iż panna Harriet naprawdę się z nim weźmie ślub. Choć fabuła była przez długi czas łatwa do przewidzenia, co w komedii omyłek nie jest wadą, to akurat wątki z Georgem (Jane, a później Harriet) mnie akurat trochę zaskoczyły.
Nareszcie, w Wielkanoc, przeczytałem książkę, którą dostałem w prezencie na Boże Narodzenie!
,,Emma" to jedna z ostatnich powieści słynnej Jane Austen. Jest satyrą na ówczesne angielskie wyższe sfery, chociaż w wielu kwestiach jest do dzisiaj aktualna.
Główną bohaterką jest tytułowa Emma Woodhouse, panna z wyższych sfer. Jest półsierotą, matka nie żyje, ojciec ją...
Jako iż Kordian był lekturą wybraną w bieżącym roku na Narodowe Czytanie, a wczoraj była 194. rocznica wybuchu powstania listopadowego, postanowiłem sobie odświeżyć tę pozycję.
Za pierwszym razem ciężko mi się ją czytało. Początkowo myślałem, iż to przez sam język, styl pisania, ale po upływie czasu dostrzegam, że po prostu nie rozumiałem wszystkich aluzji historycznych. Bez odpowiedniego kontekstu historycznego nie da się w pełni zrozumieć, o co chodzi, a co za tym idzie nie można również dostrzec geniuszu Słowackiego w satyrycznym rozliczaniu zarówno pojedynczych ludzi, jak i grup.
Główny bohater utworu - tytułowy Kordian jest bohaterem, który w pierwszej połowie dzieła nie jest zbytnio zainteresowany niepodległością ojczyzny, ma swoje prywatne sprawy. Stary sługa Grzegorz próbuje trochę rozbudzić w nim patriotyzm opowiadając historie z czasów swojej młodości, kiedy to walczył u boku Napoleona. Kordian do połowy utworu dozna rozczarowań, które znacznie zmienią jego sposób bycia.
Nie wiadomo dokładnie, co działo się z nim po przylocie do Warszawy na chmurze. Po zawodach, jakie przeżył i ukierunkowaniu się na walkę o niepodległość ojczyzny, nie zdążył w pełni dojrzeć. Najpierw przejawiał tendencje radykała, odrzucającego wszelkie argumenty przeciwko swoim racjom, ale gdy miał dokonać swojego wielkiego dzieła, w ostatniej chwili zawahał się. Dobrze, iż przynajmniej nie dał się diabelskim sztuczkom ,,doktorka", który pokazując mu dwóch wariatów próbował wmówić mu, iż jest tacy jak oni.
I jako osoba, której bliżej do #TeamSłowacki, niż #TeamMickiewicz, żałuję, iż nie ma kontynuacji. Szkoda, ponieważ potencjał samej postaci Kordiana został trochę zmarnowany. I dodatkowo doszło by więcej elementów satyrycznych na ówczesnych przywódców, choć krytyki nie szczędził w innych utworach. :)
Na zakończenie dodam jeszcze piękny pogląd odnośnie poezji: jest urną przechowującą kulturę i wartości, które w odpowiednim czasie mogą mieć znaczenie. Nie powinna mieć za zadania usypiać i mamić ludzi, jak tego by chciała pierwsza osoba w prologu, aczkolwiek jej dzieła mimo wszystko również mają wartość. :)
Jako iż Kordian był lekturą wybraną w bieżącym roku na Narodowe Czytanie, a wczoraj była 194. rocznica wybuchu powstania listopadowego, postanowiłem sobie odświeżyć tę pozycję.
Za pierwszym razem ciężko mi się ją czytało. Początkowo myślałem, iż to przez sam język, styl pisania, ale po upływie czasu dostrzegam, że po prostu nie rozumiałem wszystkich aluzji historycznych....
2024-10-28
Wybitna powieść autorstwa Aleksandra Dumasa, wciągająca i mimo swojej długości przyjemna w odbiorze. Porusza tematy od niezasłużonego cierpienia po zemstę, aż po zwątpienie w słuszność podjętych środków.
Głównym bohaterem jest Edmund Dantes, młody marynarz, który właśnie awansował na kapitana. Przypadkiem ma niewielki udział w politycznej intrydze i w dzień ślubu z piękną ukochaną - Mercedes, zostaje aresztowany. Nie ma przeciw niemu mocnych dowodów, prokurator postanawia go wypuścić, ale w pewnym momencie zmienia swoją decyzję o 180 stopni i Edmund zostaje niewinnie osadzony w straszliwym zamku If, nie wiedząc w swojej naiwności, co się dzieje.
Książka posiada wiele ciekawych wątków, które w jakiś sposób mają wpływ na główne wydarzenia lub po prostu się ze sobą w jakiś sposób przecinają. Moimi ulubionymi są te powiązane z rodziną Villeforta, który zresztą jest moim ulubionym z czarnych charakterów dzieła: domku w Auteuil i tajemniczych zgonów w domu przy ulicy Saint-Honoré. Takich wątków sama Agatha Christie by się nie powstydziła.
Szkoda, iż powieść nie doczekała się wiernej ekranizacji, chociaż każda z tych, które widziałem ma w sobie jakiś urok: serial z 1998 r. muzykę, klimat, grę aktorską - w tym najlepszego Villeforta granego przez Pierre'a Arditi, film z 2002 r. Jima Caviezela idealnie pasującego do roli hrabiego Monte Christo, zaś ekranizacja z 2024 r. wątki, które w poprzednich wersjach były pominięte lub potraktowane po macoszemu (Hayde, Eugenię, ,,Cavalcantiego"), chociaż jak nietrudno się domyślić nie były przedstawione dokładnie tak jak w książce.
Wybitna powieść autorstwa Aleksandra Dumasa, wciągająca i mimo swojej długości przyjemna w odbiorze. Porusza tematy od niezasłużonego cierpienia po zemstę, aż po zwątpienie w słuszność podjętych środków.
Głównym bohaterem jest Edmund Dantes, młody marynarz, który właśnie awansował na kapitana. Przypadkiem ma niewielki udział w politycznej intrydze i w dzień ślubu z piękną...
2024-10-09
,,Drakula" to horror, który jest bardzo mocno znany w popkulturze. Współcześnie coraz częściej pojawia się w formie komediowej lub po prostu luźnej, nie wywołującej strach. W dzisiejszych czasach jesteśmy przyzwyczajeni do wampirów. Ja sam miałem okres, w którym byłem zafascynowany Drakulą. Po latach postanowiłem zapoznać się z książką.
I powiem, iż naprawdę jest to powieść z klasą. Występuje w niej dużo mroku, a dla ludzi, którzy w ogóle nie znają historii występują też tajemnice. Dzieło zestarzało się w miarę dobrze, nie budzi już zbytnio strachu, natomiast napięcie i niepewność wciąż da się odczuć.
Sam wątek angielski z Miną, Jonathanem, Lucy, Sewardem i Van Helsingem też jest ciekawy, chociaż ja bym wolał od niego więcej Drakuli i wampirów.
Podobnie jak inni, muszę pochwalić główną postać żeńską - Minę Harker. Odważna, pomocna, kobieca i oddana. Szkoda, iż w dzisiejszych czasach zastąpiono tego typu bohaterki ,,strong womanami" i Mary Sue. A propo dzisiejszych czasów: Van Helsing za bycie katolikiem i posiadanie własnego rozumu miałby dzisiaj w Holandii przechlapane.
Za najlepszego odtwórcę Drakuli uważam Christophera Lee, który bardzo dobrze pasował do książkowego wampira: momentami kurtuazyjny, a momentami dzika bestia. W pierwszym filmie jedynie był trochę za młody, ale już w tych kręconych kilkanaście lat później i wygląd miał odpowiedni.
,,Drakula" to horror, który jest bardzo mocno znany w popkulturze. Współcześnie coraz częściej pojawia się w formie komediowej lub po prostu luźnej, nie wywołującej strach. W dzisiejszych czasach jesteśmy przyzwyczajeni do wampirów. Ja sam miałem okres, w którym byłem zafascynowany Drakulą. Po latach postanowiłem zapoznać się z książką.
I powiem, iż naprawdę jest to...
2024-09-19
Idealna książka na jesień. Czyta się szybko i przyjemnie.
,,Wszystko się stać może, ale żeby się Andrzej Sanicki miał żenić, to szczyt, co plotka wymyślić zdolna."
Głównymi bohaterami powieści są Kazia Szpanowska i Andrzej Sanicki. Pierwsza jest zakochana w Stasiu Boguckim, który gdzieś zniknął, drugi w mężatce - pani Celinie, chociaż ogólnie ma powodzenie u kobiet. Oboje w głębi duszy nie chcą małżeństwa ze sobą, ale zgadzają się: Kazia dla ojca, Andrzej dla pieniędzy ze spadku matki.
Postacie drugoplanowe są dobrze napisane.
Pan Sanicki - chcący jakoś sprowadzić syna na właściwą drogę i samemu mieć towarzystwo - synową, którą traktował by jak swoją córkę, w praktyce, jakby to powiedział pan Zagłoba z Trylogii, zamiast miodu nawarzył kwaśne piwo.
Jest również i pan Radlicz, malarz, przyjaciel Andrzeja, który widzi w Kazi, w przeciwieństwie do reszty towarzystwa, piękność i porównuje ją do wrzosu.
Niektórych postaci było jednak trochę za mało. - Tutaj mogą być spoilery!
Stanisława Boguckiego, którego przez większość powieści nie było, a gdy się pojawił, miał niewielką interakcję z Kazią, Stacha Skowronka, przyjaciela Kazi, który pojechał z nią do miasta, a potem wrócił na wieś i zniknął z historii, chociaż liczyłem, iż może będzie miał jakieś uczucie do panny Szpanowskiej.
Sama powieść jest dość niedługa, w moim wydaniu ma 288 stron. Z jednej strony autorka mogła rozbudować swoją historię, z drugiej może nie miała pomysłu lub nie była co do niego przekonana. Trochę szkoda, ale z drugiej gdyby na tym miała ucierpieć jej jakość...
Książkę oceniam na 9 gwiazdek, chociaż jest to ocena podwyższona z powodu mile spędzonego z nią czasu.
PS
Ogólnie rzecz biorąc czytając ,,Wrzos" miałem uczucie, jakbym czytał połączenie ,,Ziemi obiecanej" Reymonta i ,,Trędowatej" Mniszkówny.
Idealna książka na jesień. Czyta się szybko i przyjemnie.
,,Wszystko się stać może, ale żeby się Andrzej Sanicki miał żenić, to szczyt, co plotka wymyślić zdolna."
Głównymi bohaterami powieści są Kazia Szpanowska i Andrzej Sanicki. Pierwsza jest zakochana w Stasiu Boguckim, który gdzieś zniknął, drugi w mężatce - pani Celinie, chociaż ogólnie ma powodzenie u kobiet....
2024-07-26
2016
Książka będąca prawdziwym arcydziełym, pokazująca życie w średniowieczu. Dziwię się, iż to dzieło nie jest w szkole lekturą.
Ale przejdźmy trochę do fabuły i bohaterów:
Mamy Quasiego, którego wszyscy się brzydzą. Wyjątkiem jest oczywiście przebiegły archidiakon katedry Notre Dame - Frollo. Do tego dochodzi piękna cygańska tancerka - Esmeralda, która w sumie zaczyna go rozumieć, ale zajęta jest przez Febusa - przystojniaka z armii. Oczywiście archidiakon również się w niej zakochuje i Quasimodo ma teraz nie mały dylemat przez co musi się przeciwstawić osobie, która w sumie przez tyle lat była dla niego całym światem.
Szkoda, iż książka nie doczekała się wiernej adaptacji, chociaż z drugiej strony pokazało to, iż fabuła jest niezwykle elastyczna i w sumie może być ukazywana na różne sposoby.
Książka będąca prawdziwym arcydziełym, pokazująca życie w średniowieczu. Dziwię się, iż to dzieło nie jest w szkole lekturą.
Ale przejdźmy trochę do fabuły i bohaterów:
Mamy Quasiego, którego wszyscy się brzydzą. Wyjątkiem jest oczywiście przebiegły archidiakon katedry Notre Dame - Frollo. Do tego dochodzi piękna cygańska tancerka - Esmeralda, która w sumie zaczyna go...
2024-06-20
Świat surrealistycznie widziany przez dziecko, alter ego samego autora. Przedstawia życie, jedynie pozornie codzienne miasta, którego od II wojny światowej nie ma w granicach Polski - Drohobycza.
,,Sklepy cynamonowe" według mnie zasługują na animację techniką malarską (w stylu ,,Twój Vincent").
Moje ulubione opowiadanie ze zbioru to... ,,Sklepy cynamonowe". O ile pozostałe utwory skupiały się bardziej na otoczeniu Józia, o tyle to zostało poświęcone właśnie jemu. Błądzimy z nim po ulicach i sami mamy okazję przypomnieć sobie czasy swojego dzieciństwa.
Świat surrealistycznie widziany przez dziecko, alter ego samego autora. Przedstawia życie, jedynie pozornie codzienne miasta, którego od II wojny światowej nie ma w granicach Polski - Drohobycza.
,,Sklepy cynamonowe" według mnie zasługują na animację techniką malarską (w stylu ,,Twój Vincent").
Moje ulubione opowiadanie ze zbioru to... ,,Sklepy cynamonowe". O ile...
2024-03-07
2023-12-30
Moja lektura z podstawówki, bodajże pierwszej klasy, znana lepiej przeze mnie jako animacja Disneya, jako jedyna czytana przez nauczycielkę, więc de facto przeczytana przeze mnie dopiero teraz.
Z okazji świąt postanowiłem zażyczyć ją sobie w prezencie. Początkowo byłem nieco zawiedzony, ponieważ postacie nie wydawały się tak sympatyczne jak w ekranizacji Disneya. Kwestia czasów w jakich książka została napisana? Realizm? - tzn. każdy ma to coś złego, irytującego, co nie jest tak złagodzone jak u Disneya.
Jeżeli mowa o Disneyu, to oczywiście zabrakło jednego członka paczki - Gofera dodanego na potrzeby adaptacji. Chociaż nie wiedzieć dlaczego, pamiętam, iż w ćwiczeniach do lektury występował jak gdyby nigdy nic wśród pozostałych postaci. Za to mamy gromadę ,,krewnych-i-znajomych Królika", którzy przyczepili się Króliczka jak rzep psiego ogona, a w tych pierwszych ekranizacjach nie zostali w ogóle ukazani.
A ulubionym bohaterem pozostaje nadal osiołek Kłapouchy, chociaż podobnie jak inne postacie w adaptacjach wydaje się być sympatyczniejszy. A zaraz po nim jest oczywiście tytułowy Miś. :)
Jeżeli po polsku, to oczywiście tłumaczenie Ireny Tuwim. Niektóre rzeczy były nie do przetłumaczenia, ale udało jej się świetnie wybrnąć. Jedynie mam uwagę odnośnie kwestii płci misia Winnie, inspiracji do nadania imienia niedźwiadkowi w oryginalnej wersji, która była samicą, a tutaj w przedmowie została określona tak jak główny bohater, czyli ,,Kubuś". Niestety, był to chyba jedyny moment, w którym tłumaczenie p. Tuwim zawiodło. Mogę jeszcze wspomnieć o Sowie, która w tłumaczeniu wydaje się być kobietą, ale to nie razi tak mocno, ponieważ jest to postać fikcyjna. Natomiast nie trawię zbytnio tłumaczenia p. Adamczyk-Garbowskiej ,,Fredzia Phi-Phi". Nie rozumiem na siłę dosłownego tłumaczenia i jednocześnie utrudnień w czytaniu. Jedynie co mi się przypadło w nim do gustu, to nazwanie Kangurzycy Kangą, a Maleństwa Gurkiem, co oczywiście jest grą do słów do słowa ,,kangurek", tak jak w oryginale (,,kangaroo"). Nie czytałem całości, może jeżeli się uda, to coś jeszcze znajdę.
Moja lektura z podstawówki, bodajże pierwszej klasy, znana lepiej przeze mnie jako animacja Disneya, jako jedyna czytana przez nauczycielkę, więc de facto przeczytana przeze mnie dopiero teraz.
Z okazji świąt postanowiłem zażyczyć ją sobie w prezencie. Początkowo byłem nieco zawiedzony, ponieważ postacie nie wydawały się tak sympatyczne jak w ekranizacji Disneya. Kwestia...
Najpiękniejszy wiersz Adama Asnyka i zarazem lekko niedoceniany patriotyczny utwór.
Szkoda tylko, iż podczas interpretacji tekst jest zmieniony z ,,miejmy nadzieję" na ,,miejcie nadzieję" i usunięte są trzy strofy. Pomimo świetnych wykonań (m. in. p. Wójcicki, p. Kalinowska), utwór nie ma takiej mocy jak w oryginalnym tekście.
Największy sentyment mam do wykonania pochodzącego z filmu pt. ,,Ostatni dzwonek", gdzie utwór interpretuje aktorka - śp. Joanna Wizmur lub ww. Tamara Kalinowska.
https://www.youtube.com/watch?v=CoDoVQLwsZo
Najpiękniejszy wiersz Adama Asnyka i zarazem lekko niedoceniany patriotyczny utwór.
Szkoda tylko, iż podczas interpretacji tekst jest zmieniony z ,,miejmy nadzieję" na ,,miejcie nadzieję" i usunięte są trzy strofy. Pomimo świetnych wykonań (m. in. p. Wójcicki, p. Kalinowska), utwór nie ma takiej mocy jak w oryginalnym tekście.
Największy sentyment mam do wykonania...
Piękna pieśń wzywająca do boju, jednocześnie nawiązująca do polskich tradycji. Nie będę oryginalny jeśli stwierdzę, iż jest o niebo lepsza od ,,Mazurka Dąbrowskiego" J. Wybickiego. I teraz pytanie do osób, które uważają, iż Konopnicka była lewicową rewolucjonistką czy wywrotowcem: czy tego typu osoba byłaby w stanie napisać tego typu dzieło...?
Piękna pieśń wzywająca do boju, jednocześnie nawiązująca do polskich tradycji. Nie będę oryginalny jeśli stwierdzę, iż jest o niebo lepsza od ,,Mazurka Dąbrowskiego" J. Wybickiego. I teraz pytanie do osób, które uważają, iż Konopnicka była lewicową rewolucjonistką czy wywrotowcem: czy tego typu osoba byłaby w stanie napisać tego typu dzieło...?
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Z powodu słynnego ,,Oppenheimera" (Ch. Nolana) postanowiłem wrócić do tej pozycji, aby uzupełnić sobie informacje związane z tematem bomby atomowej i wyścigu zbrojeń pomiędzy USA a ZSRR.
Książkę, podobnie jak inne pozycje Wołoszańskiego, czyta się szybko i przyjemnie, chociaż za pierwszym razem może trochę odrzucić ogrom (potrzebny) nazw, nazwisk.
Z powodu słynnego ,,Oppenheimera" (Ch. Nolana) postanowiłem wrócić do tej pozycji, aby uzupełnić sobie informacje związane z tematem bomby atomowej i wyścigu zbrojeń pomiędzy USA a ZSRR.
Książkę, podobnie jak inne pozycje Wołoszańskiego, czyta się szybko i przyjemnie, chociaż za pierwszym razem może trochę odrzucić ogrom (potrzebny) nazw, nazwisk.
2019-07
Z okazji 79. rocznicy Powstania Warszawskiego postanowiłem wrócić do tej pozycji. Początkowo emocjonalnie podszedłem do niej: uznałem, iż dobrze rozprawić się z mitami, byłem przerażony działaniem naszych przywódców w trakcie II wojny światowej i kultem wokół nich stworzonym, lecz później gdzieś pojawiła się wątpliwość, czy autor nie przesadził w ocenie.
I po tych 4 latach stwierdzam, iż w większości* miał rację. Nie wiem co honorowego było w skazaniu 200 tys. ludzi na śmierć i zniszczeniu stolicy. Krytycy zarzucają również przeciwnikom pomysłu powstania warszawskiego ,,myślenie po czasie", chociaż w tej pozycji podano szereg argumentów przemawiającymi za brakiem sensu oraz wskazano ówczesnych ludzi przeciwnych wybuchowi powstania, np.: Janusz Bokszczanin, braci Mackiewiczowie, Adam Doboszyński, czy sam Naczelny Wódz - Kazimierz Sosnkowski.
Sam autor ani trochę nie odbiera heroizmu uczestnikom, lecz gani jedynie dowódców AK, którzy mimo braku warunków się na nie zgodzili.
* Nie zgadzam się jedynie po części w krytyce gen. Władysława Sikorskiego i bronieniu sanacji. To piłsudczycy dokonali w 1926 r. puczu, pozbyli się przeciwników, których Sikorski znał osobiście, sam Sikorski został odsunięty, ale w przeciwieństwie do np. gen. Rozwadowskiego przynajmniej żył. Ostatecznie nieudolna polityka sanacji doprowadziła do klęski kampanii wrześniowej. O ile z jednej strony Sikorski powinien na chwilę schować dawne urazy i nie mścić się, zwłaszcza na niewinnych, o tyle jednak nie ma co się dziwić z powodu niechęci do nich. Jeśli chodzi o jego politykę w stosunku do ZSRR to p. Zychowicz ma sporo racji, ale pomijając już kwestię jego szemranych doradców, czy stworzenia armii Andersa (dzięki której wielu Polaków opuściło nieludzką ziemię), to jednak nie wiadomo, czy przypadkiem nie zginął właśnie z powodu chęci zmiany kursu swojej polityki.
Z okazji 79. rocznicy Powstania Warszawskiego postanowiłem wrócić do tej pozycji. Początkowo emocjonalnie podszedłem do niej: uznałem, iż dobrze rozprawić się z mitami, byłem przerażony działaniem naszych przywódców w trakcie II wojny światowej i kultem wokół nich stworzonym, lecz później gdzieś pojawiła się wątpliwość, czy autor nie przesadził w ocenie.
I po tych 4 latach...
Recenzja napisana z okazji 133. rocznicy powołania Ligi Narodowej (1 kwietnia 1893)
,,Nasz Patriotyzm" jest broszurą niepodległościowej organizacji Ligi Narodowej, zalążka narodowej demokracji, napisaną przez samego Romana Dmowskiego - jednego z najważniejszych ojców niepodległości Polski.
Dmowski w imieniu nowo powołanej Ligi odrzucił zarówno podziały klasowe, jak i wojnę klas. Postawił na solidaryzm społeczny, czyli współpracę pomiędzy przedstawicielami wszystkich grup społecznych. Odrzucił także podziały dzielnicowe, ponieważ niestety, ale Polak Polakowi z innego zaboru potrafił podkładać świnię.
Potępił ugodową wobec zaborców politykę. Jednocześnie krytycznie odniósł się do idei powstańczej, która w praktyce wiązała się z pogorszeniem sytuacji: utratą życia przez wielu ludzi, patriotów, a także uśpieniem narodu oczekującego na konkretną godzinę, zamiast ciągłej walki o niepodległość.
Negatywnie odniósł się też do socjalizmu jako utopijnej ideologii, która nie przyniesie oczekiwanych efektów (co zresztą się spełniło). Zauważył także kosmopolityzm, który w, jak to słusznie określił, ,,chorobliwej" formie wyklucza się z ideą narodościową i w dużej mierze z samą niepodległościową. Co ciekawsze nie skrytykował socjalistów zbyt mocno. Widział zalety, jak np. uświadamianie robotników. Zaznaczył także, iż część socjalistów - jak wiadomo chodziło tutaj o PPS samego Ignacego Daszyńskiego - faktycznie obudziła czy wykształciła w sobie chęć do odbudowy państwa polskiego.
Podsumowując: broszura zawiera w sobie wiele trafnych spostrzeżeń, bez których nie odbudowano by Polski, jak potrzeba solidaryzmu społecznego i międzydzielnicowego oraz pragmatyzmu - prawdziwego, a nie na zasadzie poddaństwa wobec zaborców licząc na ochłapy.
Praca godna polecenia.
PS Dodam jeszcze, iż broszura nie zabiera głosu w stosunku odnośnie religii i gospodarki - nie licząc odrzucenia socjalizmu, co bardziej i tak tutaj jest w formie pod kątem zagadnienia społeczno-politycznego, niż samej gospodarki.
Recenzja napisana z okazji 133. rocznicy powołania Ligi Narodowej (1 kwietnia 1893)
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to,,Nasz Patriotyzm" jest broszurą niepodległościowej organizacji Ligi Narodowej, zalążka narodowej demokracji, napisaną przez samego Romana Dmowskiego - jednego z najważniejszych ojców niepodległości Polski.
Dmowski w imieniu nowo powołanej Ligi odrzucił zarówno podziały klasowe, jak i...