-
Artykuły
Milion euro dla pisarki i burza w branży. Nagroda „Aena de Narrativa“ rozpala emocje
LubimyCzytać7 -
Artykuły
„Kawa z Mistrzem Zbrodni” – wygraj spotkanie z Wojciechem Chmielarzem z okazji Światowego Dnia Książki
LubimyCzytać11 -
Artykuły
"Przejścia. Którędy do miłości" Natalii de Barbaro. Mamy dla Was 40 egzemplarzy książki!
LubimyCzytać3 -
Artykuły
Czytamy w weekend. 10 kwietnia 2026
LubimyCzytać446
Biblioteczka
2025-01-12
2025-01-11
Trochę żałuję, że to tylko krótkie opowiadanie, a nie pełnowymiarowa powieść. Z chęcią poznałabym lepiej stworzony przez Autorkę świat i poznała dalsze losy głównej bohaterki, zwłaszcza że końcówka tej historii aż się prosi, żeby ją rozwinąć.
Z początku nie byłam zachwycona tym opowiadaniem. Nie bardzo podobał mi się styl autorki – prosty, potoczny, taki jakby powtarzalny, a sposób wprowadzania informacji nie pozwalał określić, czy akcja dzieje się w obcym świecie w czasach dalszych czy bliższych współczesności. Z czasem, jakoś może w połowie, przestało mi to przeszkadzać, fabuła stała się ciekawsza, pojawiały się jakieś niewiadome, można było trochę pomyśleć. Akcja nie jest szczególnie wartka, ale potrafi utrzymać uwagę. Opisy nie zanudzają, bohaterzy jak na tak krótką formę są dobrze rozwinięci, z chęcią śledzi się ich losy i chce się odkrywać ten świat wraz z nimi, a zakończenie zaskakuje i pozostawia z niedosytem.
Nie jest to może najbardziej odkrywcza czy oryginalna historia, ale ma w sobie taki urok i klimat, że warto poświęcić parę minut, choćby w drodze do szkoły czy pracy, by się z nią zapoznać.
Trochę żałuję, że to tylko krótkie opowiadanie, a nie pełnowymiarowa powieść. Z chęcią poznałabym lepiej stworzony przez Autorkę świat i poznała dalsze losy głównej bohaterki, zwłaszcza że końcówka tej historii aż się prosi, żeby ją rozwinąć.
Z początku nie byłam zachwycona tym opowiadaniem. Nie bardzo podobał mi się styl autorki – prosty, potoczny, taki jakby powtarzalny,...
To moje pierwsze spotkanie z twórczością tego autora i raczej nie zaliczę go do bardzo udanych. Spodobał mi się opis tej książki, a najbardziej wzmianka, że to połączenie komedii z kryminałem. Stwierdziłam, że co mi tam, dam szansę, ale nie nastawiałam się na wybitne dzieło. Bardziej na coś lekkiego i przyjemnego, o czym i tak szybko zapomnę. Problem w tym, że pomimo braku oczekiwań i tak się rozczarowałam.
Pomysł był całkiem ciekawy – zagadka kryminalna doprawiona czarnym humorem. Brzmi jak przepis na idealną książkę dla mnie! Szkoda, że tylko brzmi... Zaledwie po dwóch dniach po przeczytaniu nie pamiętam już fabuły, ale raczej nie jest to szczególnie zaskakujące, zważywszy na to, że w trakcie czytania nie bardzo rozumiałam, o co chodzi. Historia jest przedstawiona bardzo chaotycznie. Autor wprowadza coraz to nowszych bohaterów, aż miałam wrażenie (uwaga, cytat prosto z książki!), że na każdej stronie wprowadzono nowego bohatera i pod koniec lektury wydaje, że człowiek nie czytał kryminału, tylko spis ludności. Trzeba docenić, autor sam sobie pocisnął... Ja tylko zastanawiałam się, po co to wszystko. Po co tyle postaci, informacji w tak krótkiej formie. To miał być kryminał! A zanim dotarłam do tego trupa, to odechciało mi się czytać, mylili mi się bohaterzy, nie wiedziałam, kto tam co ma za uszami, tajemnice przestały mnie ciekawić i tylko dzięki mojemu głupiemu uporowi dotarłam do końca.
Całość ratuje odrobinę humor. Nie jest on może niezwykle zabawny, ale chociaż na poziomie i udało mu się parę razy mnie rozbawić. I przez to nie uznam tej książki za kompletną stratę czasu, ale muszę poważnie się zastanowić, czy na pewno chcę zapoznać się z pozostałą twórczością autora.
To moje pierwsze spotkanie z twórczością tego autora i raczej nie zaliczę go do bardzo udanych. Spodobał mi się opis tej książki, a najbardziej wzmianka, że to połączenie komedii z kryminałem. Stwierdziłam, że co mi tam, dam szansę, ale nie nastawiałam się na wybitne dzieło. Bardziej na coś lekkiego i przyjemnego, o czym i tak szybko zapomnę. Problem w tym, że pomimo braku...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2024-11-22
Gdybym miała krótko opisać tę książkę, to powiedziałabym: nierealna. Od samego początku miałam jakiś problem z tą pozycją. Nie podobał mi się styl autorki. Za dużo w nim porównań. O ile zwykle nie mam nic przeciwko nim, a wręcz przeciwnie – ciągle się nimi zachwycam, gdy są naprawdę oryginalne i trafne, ale tutaj jest ich przesyt. Czasem potrafiły się pojawić w co drugim zdaniu, aż zaczęły mnie męczyć i niepotrzebnie rozciągać tekst.
Z kolei potem zaczęła przeszkadzać mi sama fabuła. Rozumiem, że ktoś z traumą mocno przeżywa powrót do miejsca, gdzie wszystko się wydarzyło, ale momentami miałam wrażenie, że w kółko mielimy to samo i wcale nie upłynęło to naście lat i patrzę na świat oczami małego dziecka. Bardziej też interesowała mnie świąteczna gra, a nie zagadka śmierci matki bohaterki. Wiadomo jedno z drugim było połączone, ale cała rozgrywka wydawała mi się najciekawszym punktem historii, zwłaszcza gdy w opisie obiecywano mi klimat książek Agathy Christie i filmu Na noże.
No cóż... To kłamstwo. A wręcz obraza dla tamtych pozycji, żeby porównywać z nimi Świąteczną morderczą grę. Nie jest nawet w połowie tak dobra ani ciekawa. Tutaj wykonanie zupełnie nie wyszło. Zanim dotarłam do rozpoczęcia gry, byłam już tak przemęczona czytaniem, że przestał interesować mnie przebieg tej „zabawy”. Nie przeczytałam ani jednej wskazówki w całości. Po pierwsze były napisane tak okropnie, że nie dało się tego czytać. Po drugie były przeznaczone tylko do bohaterów – czytelnik nie miał szans ich zrozumieć i dostrzec ukryty w nich sens. Po trzecie – nie obchodziło mnie rozwiązanie. Zamieniłam się w biernego czytelnika i nawet nie próbowałam się zaangażować, a mimo to i tak zgadłam sprawcę. Nie było to szczególnie zaskakujące. Bardziej zdumiał mnie kompletny brak logiki. Już sam motyw zabójstw jest idiotyczny. O ile jestem w stanie uwierzyć, że w każdej rodzinie znajdzie się jakiś psychol, który mógłby zabić kogoś z tak małostkowych powodów. Ale tutaj autorka idzie dalej! Jakby całkiem normalne było w rodzinie, że jeden zabija drugiego, bo ten pierwszy zabił tam kogoś, a potem tego drugiego zabija ktoś trzeci, a tego trzeciego czwarty i tak dalej... Innych rozwiązań w dwudziestym pierwszym wieku przecież nie ma. Widocznie nie, bo bohaterzy zupełnie są niewzruszeni mnożącymi się trupami. Przecież to nieważne, ważne, że wiemy, kto tam dwie dekady temu zabił jedną babkę. Dodajmy do tego, że co druga postać była w związku homoseksualnym, to mamy recepturę na najbardziej absurdalną, niewiarygodną historię. Bohaterzy są przy tym nijacy, przez większą połowę nie widziałam kto jest kim ani z kim, myliły mi się imiona, nikogo nie polubiłam, a główna bohaterka idealnie pasuje do całości – jest tak samo idiotyczna. Naraża swoje życie i dziecka dla domu, którego wcale nie chce.
Jedynym plusem tej książki jest okładka, no i może pomysł, ale cała reszta jest kiepska. Nie mam jednak takiego dobijającego poczucia, że zmarnowałam czas, dlatego nie daję najniższej oceny, chociaż nie poleciłabym tej książki nikomu.
Gdybym miała krótko opisać tę książkę, to powiedziałabym: nierealna. Od samego początku miałam jakiś problem z tą pozycją. Nie podobał mi się styl autorki. Za dużo w nim porównań. O ile zwykle nie mam nic przeciwko nim, a wręcz przeciwnie – ciągle się nimi zachwycam, gdy są naprawdę oryginalne i trafne, ale tutaj jest ich przesyt. Czasem potrafiły się pojawić w co drugim...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2024-11-15
2024-11-03
Trochę dłużej, niż zakładałam, zabrało mi sięgnięcie po czwarty tom. I chyba nie wyszło mi to na dobre. Straciłam rozpęd i znów ciężko było mi się wgryźć w historię. Średnio też pamiętałam poprzednie części, a że ten tom nie przypomina minionych wydarzeń, nie zawsze kojarzyłam, o czym mowa i o kogo chodzi. Z czasem dopiero trochę mnie oświeciło, ale trzeba uczciwie przyznać, że ta niewiedza nie przeszkadzała mi w połapaniu się w obecnych zdarzeniach. Akcja przenosi się do Londynu, pojawią się nowe postacie, a te stare, których nie pamiętałam, jak Krystian, Jeremiasz czy Potocki, do niczego nie były mi potrzebne.
Ale i tak miałam jakiś problem z tą książką. Fabuła jest wprawdzie wartka, dużo się dzieje, niewiadome się mnożą i już od pierwszych stron mało jest momentów na złapanie oddechu. Krótko mówiąc – raczej nie można się nudzić. Niemniej dla mnie trzy rzeczy tu kuleją: zagadka, zakończenie i pomysł. Jeśli chodziło o to ostatnie, mam wrażenie, że trochę przesadzono z poprowadzeniem fabuły, z przedstawieniem potęgi, przesunięciem granicy „niemożliwego”. Zdecydowanie za dużo jak na dotychczasowe realia tej serii. Co się zaś tyczy pozostałych kwestii, one od początku były słabym punktem tych książek. Tajemnice nie były tak dużymi tajemnicami, dość prosto jest je przejrzeć, a finałowa walka jak zwykle rozczarowująca, by nie rzec, że wręcz beznadzieja. Tutaj szczególnie odczułam brak porządnego domknięcia. Wielkie przygotowania, wróg, niebezpieczeństwo, żeby potem nastąpiło TRACH i koniec. I dla mnie naprawdę to było TRACH, bo taki dźwięk mi towarzyszyły przy ostatnim kluczowym momencie. (Kto przeczytał, to możliwe, że zrozumie, co mam na myśli!). W każdym razie to bardzo nieadekwatne zakończenie do stworzonego potencjału i bardzo żałuję, że chociaż w kończącym serię tomie autorka nie postarała się o bardziej widowiskowe zamknięcie.
Muszę też wspomnieć o wątku romantycznym. Łagodnie ujmując, raczej za nimi nie przepadam, ale tutaj, o zgrozo, całkiem mi się podobał. Nie jest wiodącym elementem fabuły, bardziej małym dodatkiem, ale ma w sobie coś takiego, że nawet ja – nie wierzę, że to mówię! – kibicowałam tej parze, czekałam, aż się zejdą, i niekiedy uśmiechałam się na sceny między nimi. Jak co tego doszło? Nie wiem, ale cieszę się, że istnieją tacy autorzy, którzy potrafią tak napisać te wątki romantyczne, że przemówią do tych, którzy są zwykle ich największymi wrogami.
Mimo że nie miałam dobrych początków z tą książką, to jednak cieszę się, że jestem wystarczająco uparta, by dokończyć czytanie, bo w ogólnym rozrachunku całość uważam za całkiem niezłą. Bohaterzy są dobrze wykreowani, szarzy moralnie, ciekawi, można ich polubić i z uwagą śledzić ich losy. Dialogi są naturalne i czasem zabawne, opisy zgrabne, świat nie najgorzej przedstawiony, a styl przyjemny. Nie jest oczywiście idealnie, ale nigdzie nie jest, a tutaj chociaż czas spędzony z Wilczą Jagodą nie można uznać za stracony.
Trochę dłużej, niż zakładałam, zabrało mi sięgnięcie po czwarty tom. I chyba nie wyszło mi to na dobre. Straciłam rozpęd i znów ciężko było mi się wgryźć w historię. Średnio też pamiętałam poprzednie części, a że ten tom nie przypomina minionych wydarzeń, nie zawsze kojarzyłam, o czym mowa i o kogo chodzi. Z czasem dopiero trochę mnie oświeciło, ale trzeba uczciwie...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2024-11-02
Zawsze dobrze jest wrócić do książek Agathy Christie. Niemal dają gwarancję, że będzie mi się podobać! Trochę szkoda, że to akurat zbiór opowiadań, ale każde trzyma poziom, a co najważniejsze – nie brakuje tu Herkulesa Poirota, jak to czasem bywa przy dłuższych powieściach. Ale takie kryminały też uwielbiam. Mamy trupa, zagadkę, tajemnicę. Jest krótko, zwięźle i na temat, nie ma żadnych zapychaczy, tylko wątek zabójstwa i to co potrzebne, żeby znaleźć sprawcę. Czytelnik obserwuje wszystko ze słynnym belgijskim detektywem, a więc widzi się to, co on, ale, niestety, do takich samych wniosków rzadko kiedy się dochodzi. Mimo że już tyle przeczytałam książek z tej serii i można pewną grupę powtarzających się sprawców, to jednak ten schemat wcale nie ułatwia odgadnięcia rozwiązania, dzięki czemu prawie zawsze dobrze się tu bawię. To więc mój sprawdzony lek na zastój czytelniczy!
Zawsze dobrze jest wrócić do książek Agathy Christie. Niemal dają gwarancję, że będzie mi się podobać! Trochę szkoda, że to akurat zbiór opowiadań, ale każde trzyma poziom, a co najważniejsze – nie brakuje tu Herkulesa Poirota, jak to czasem bywa przy dłuższych powieściach. Ale takie kryminały też uwielbiam. Mamy trupa, zagadkę, tajemnicę. Jest krótko, zwięźle i na temat,...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2024-11-01
2024-11-01
Sięgnęłam po tę książkę z myślą, że będzie to historia w stylu kryminałów Agathy Christie. No wiecie, genialny detektyw, mniej błyskotliwy pomocnik, trup, intryga, niemożliwa zagadka. Wszystko to obiecywał opis i początek nawet spełniał te oczekiwania. Ale potem... coś się posypało.
Pomimo tego, że śledztwo było głównym wątkiem powieści, to mam wrażenie, że poświęcano mu za mało czasu, w sensie akcja niby wokół tego się kręciła, ale jakoś brakowało mi większego zaangażowania w nie — dopiero pod sam koniec do niego się wraca. Ale wygląda to tak, że bohaterki coś sobie pokazują, przytakują sobie, tak, tak, tego brakowało i koniec, przedstawiają rozwiązanie. Szkoda, że nie było ani zaskakujące, ani odkrywcze. Dawno sama się go domyśliłam. Pani Pentecost nie powaliła mnie swoim geniuszem. Swoją sławę już wyrobiła wcześniej, ale ciężko samemu doświadczyć, skąd się wzięła jej popularność. Nie miała też raczej okazji się popisać. Główną rolę odgrywa to Will i bardziej można obserwować jej pracę niż jej mentorki. A szkoda.
Nie przypadł mi do gustu też styl autorki. Jak dla mnie jest za bardzo potoczny i powtarzalny. Nie zliczę, ile razy użyła określeń typu: i tak dalej, tym podobne, inne, sześciocyfrowe kwoty. Albo że Will miała trzydziestkę ósemkę. Tyle razy to powtarzała, a gdy najbardziej była ta spluwa potrzebna, to jej nie miała... Problem miałam również ze światem. Wiecie, że akcja w połowie dwudziestego wieku? Bo autorka najwyraźniej o tym zapomniała. Gdyby nie wspomniano parę razy, że kończyła się wojna i kończył się 1945, to pomyślałabym, że historia toczy się w bliższych nam czasach. Amerykańskiego klimatu lat czterdziestych absolutnie nie można tam poczuć. Całkowicie pominięto jakikolwiek research o tamtych latach. Łatwo zapomnieć, że całość dzieje się prawie osiemdziesiąt lat temu. Jak na 45 jest tam zbyt nowocześnie, zbyt tolerancyjnie, a nawciskanie tylu wątków LGBT jest już lekką przesadą, choćby dlatego, że nie był to czas dobry dla takich osób, a mimo tu zdaje się nikt nie oburzać związkami jednopłciowymi.
Przyznam szczerze, że trochę mnie ta książka rozczarowała. Miała potencjał na całkiem niezłą historię. Można byłoby nawet przymknąć oko na styl, przedstawienie świata, gdyby jeszcze zagadka trzymała poziom. Niestety rozwiązanie jest tak do bólu przewidywalne, że trudno było mi czymkolwiek się tu cieszyć podczas czytania.
Sięgnęłam po tę książkę z myślą, że będzie to historia w stylu kryminałów Agathy Christie. No wiecie, genialny detektyw, mniej błyskotliwy pomocnik, trup, intryga, niemożliwa zagadka. Wszystko to obiecywał opis i początek nawet spełniał te oczekiwania. Ale potem... coś się posypało.
Pomimo tego, że śledztwo było głównym wątkiem powieści, to mam wrażenie, że poświęcano mu...
2024-10-30
Ktoś bardzo przesadził, twierdząc, że jest to ekscytujący thriller budzący niepokój. Mnie ta książka potwornie wynudziła, nie trzymała w napięciu i nie wzbudzała emocji, chyba że irytację. Przede wszystkim nie jest to thriller, a raczej... sama nie wiem. Mam wrażenie, że ta historia opowiada o wszystkim i o niczym. Niby jest tam jakaś główna oś, ale jest tak dużo zapychaczy, wspomnieć, przemyśleń, że fabuła zaczyna męczyć i przytłaczać. Całość czyta się topornie, zwłaszcza że obserwuje się świat oczami kogoś, kogo nie da się polubić; kogoś, kto próbuje Ci wmówić, że słusznie postępuje. Nie można zaprzeczyć, że główna bohaterka miała ciężko, ale nie potrafiłam jej zrozumieć ani jakkolwiek usprawiedliwić. Wręcz przeciwnie – nie mogłam jej znieść. Była samolubną, infantylną hipokrytką z obsesją, zachowującą, jakby zatrzymała się w rozwoju w wieku jedenastu lat. Liczyłam, że ostatecznie dostanie za swoje i chyba tylko trzymało mnie przy tej książce. Ciągle wyczekiwałam momentu, gdy zacznie się coś dziać, zrobi się ciekawiej, nastąpi może jakiś przełom. No cóż, nie doczekałam się, a na tym „oczekiwaniu” dotarłam do końca i zamknęłam książkę z poczuciem, że zmarnowałam czas. Teraz wiem, że jedyne, co w tej powieści było dobre, to jej opis, szkoda tylko, że środek nie utrzymał tego poziomu...
Ktoś bardzo przesadził, twierdząc, że jest to ekscytujący thriller budzący niepokój. Mnie ta książka potwornie wynudziła, nie trzymała w napięciu i nie wzbudzała emocji, chyba że irytację. Przede wszystkim nie jest to thriller, a raczej... sama nie wiem. Mam wrażenie, że ta historia opowiada o wszystkim i o niczym. Niby jest tam jakaś główna oś, ale jest tak dużo...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2024-10-24
Widziałam wiele dobrych opinii o tej książce, dlatego też moje oczekiwania do niej równiej były nie małe. I chociaż raz się nie zawiodłam! Historia całkowicie mnie wciągnęła, połowę przeczytałam w jeden wieczór i gdyby nie to, że zaczęłam ją tak późno, zapewne skończyłabym ją tego samego dnia. I szkoda, że tak się nie stało, bo nazajutrz mój entuzjazm trochę osłabł, co pewnie wiązało się z tym, że dalsza część podobała mi się mniej.
Zanim jednak trochę ponarzekam, trzeba książkę pochwalić, bo naprawdę na to zasługuje. Fabuła jest wciągająca, trzyma w napięciu, mimo że początkowo wydaje się wszystko oczywiste, to im dalej, tym historia zaczyna się gmatwać, a człowiek zastanawiać nad tym, co mu umyka. Bo gdy już myśli się, że przebieg zdarzenia się układa w logiczną całość, to nagle pojawia się jakiś szczegół, który zmusza, by jeszcze raz wszystko przemyśleć. Autorka świetnie wykreowała przy tym bohaterów — realnych, z krwi i kości, a co najbardziej uwielbiam — szarych! Niby mamy tutaj ewidentnego sprawcę i ofiarę, to jednak jednych i drugich można jednocześnie lubić i potępiać. Albo może to ze mną jest coś nie tak... Ale jakoś nie potrafiłam całkowicie polubić i współczuć faktycznemu pokrzywdzonemu. Okej, należała mu się sprawiedliwość, system zawiódł — to nie ulega wątpliwości, ale ten sam efekt końcowy można byłoby osiągnąć w inny sposób, zwłaszcza gdy miało się ku temu solidne narzędzia. Po co więc byłaby cała ta szopka? Przez to zachowanie dla mnie ta ofiara całkowicie straciła wiarygodność, straciła ten element niewinności i pokrzywdzenia i też stała się oprawcą tylko po prostu z lepszym, lepiej usprawiedliwionym motywem działania.
Przechodząc do minusów, według mnie pojawiają się trzy. Po pierwsze — powtarzalność informacji. Czasem pojedyncze zdania, czasem parę akapitów, czasem całe rozmowy. Zmiany perspektyw nie powinny służyć mieleniu tego samego tylko innymi oczami. To nie jest ani ciekawe, ani potrzebne. Po drugie — przewidywalność. Nie chodzi o to, że wszystko było o oczywiste, ale jednak domyślałam się rozwiązania, przewidziałam część zwrotów, przez co też nie było takiego efektu wow, jakiego oczekuję od książek. No i trzecie — raczej czysto subiektywne — zakończenie. Dla mnie rozczarowujące, no jakoś mi się nie podobało. Zabrakło mi tam takiego mocnego przytupu, no i więcej „mroku”, że tak to określę. Takie bajkowe dobro wygrywające ze złem do mnie nie przemówiło.
Proszę jednak nie zrażać! Myślę, że wielu się spodoba, więc kto ma możliwość, niech sięga po „Dziennik pokojówki”. Na pewno się nie zawiedzie!
Widziałam wiele dobrych opinii o tej książce, dlatego też moje oczekiwania do niej równiej były nie małe. I chociaż raz się nie zawiodłam! Historia całkowicie mnie wciągnęła, połowę przeczytałam w jeden wieczór i gdyby nie to, że zaczęłam ją tak późno, zapewne skończyłabym ją tego samego dnia. I szkoda, że tak się nie stało, bo nazajutrz mój entuzjazm trochę osłabł, co...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2024-10-06
Czytając te wszystkie pozytywne opinie o tej książce, dochodzę do wniosku, że to po prostu nie była książka dla mnie. I to nawet nie chodzi o to, że ta historia jest zła, ale jej sposób prowadzenia okropnie mnie wynudził. Całość mogłabym podzielić na trzy części - super, beznadzieja, w miarę ok. Początek naprawdę mnie wciągnął, było dynamicznie, ciekawie, trup, zagadka, upominająca się o siebie przeszłość. Pochłaniałam kolejne strony, wciąż prześladowana jakimś poczuciem niepokoju, ale potem nadszedł moment "beznadzieja". Zaczęły mi przeszkadzać retrospekcje, gdy teraźniejszość była znacznie bardziej intrygująca. O ile wcześniej te fragmenty z terapii pozwalały mi poznać bohaterów, zagłębić się w ich fobie, poznać co do nich doprowadziło, to później były to zwyczajnie męczące przerywniki od interesującej mnie akcji. Z każdą z tą wycieczką w przeszłość liczyłam, że tym razem zobaczymy to zabójstwo, ale zamiast tego miałam wrażenie, że coraz bardziej oddalamy się od tego - było za to mnóstwo opisów, przemyśleń bohaterów, porównań, przerywników, rozwlekających książkę scen. Zaczęłam się nudzić i frustrować, coraz trudniej było mi czytać, utrzymać uwagę, mijałam opisy, żeby przejść do tej właściwej sceny, którą właściwie chcieli w danym rozdziale przedstawić.
W ostateczności wszystko to doprowadziło do tego, że przestała mnie ta książka interesować, mylili mi się bohaterzy, musiałam sobie przypominać, kto jest kim, a ja i tak chciałam już tylko dotrzeć do końca, żeby zobaczyć rozwiązanie, które jakoś mnie nie satysfakcjonowało. Wręcz wydawało mi się bezsensowne. Motywy działania zabójcy do mnie nie przemówiły, podobnie jak działanie drugiej ofiary, która nagle po latach uświadomiła sobie co nieco i uznała, że zacznie gadać. Plus taki, że całość ładnie ze sobą się powiązała, no i na pewno trzeba pochwalić sposób przedstawienia wewnętrznych demonów postaci. Autorka świetnie pokazała strach bohaterów, ich proces leczenia, próby walki z samym sobą, tyle że jak dla mnie było tego za dużo. Ale to chyba jest wpisane w ten gatunek książek. Kto więc lubi zagłębiać się w psychikę bohaterów, to zdecydowanie się nie zawiedzie.
Czytając te wszystkie pozytywne opinie o tej książce, dochodzę do wniosku, że to po prostu nie była książka dla mnie. I to nawet nie chodzi o to, że ta historia jest zła, ale jej sposób prowadzenia okropnie mnie wynudził. Całość mogłabym podzielić na trzy części - super, beznadzieja, w miarę ok. Początek naprawdę mnie wciągnął, było dynamicznie, ciekawie, trup, zagadka,...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2024-09-01
2024-09-22
Gdybym była młodsza, zapewne byłabym zachwycona tą książką. Myślę, że znajduje się tu wszystko, co potrzeba młodym czytelnikom, może dopiero zaczynającym przygodę z czytaniem, aby wciągnąć się w świat książek. Prostą fabułę, przystępnie rozbudowany świat, lekki, przyjemny styl, humor oraz zwykłych bohaterów, z którymi można się utożsamiać. Niestety ja już nie mam nastu lat i trochę się tu wymęczyłam. Akcja nie jest zbyt szybka, dużo miejsca zajmują opisy, nieszczególnie przemawiał do mnie humor — uśmiechnęłam się dokładnie raz, a przemyślenia Mony są raz -powtarzalne, a dwa — rozwleczone w najmniej odpowiednich miejscach, że aż irytujące. Patrząc z perspektywy czasu, to dziwię się, że dotarłam do końca, bo ciężko było mi zmusić się do czytania, dopiero finałowa walka sprawiała, że zaczęłam czerpać jakąś przyjemność z tej książki. To nie jest zła historia, tylko po prostu nie dla mnie. Mam wrażenie, że przez to, że kierowana do młodszych osób, siłą rzeczy została dopasowana do potrzeb takich odbiorców — intryga nie jest zawiła, wątek polityczny niezbyt przekonujący, rozumowanie bohaterki odpowiednie dla osób w tym wieku, a fabuła momentami mocno naciągana. Trudno mi nawet uznać, że jest to pozycja dobra na odmóżdżenie, takie lekkie czytadło po ciężkim dniu, bo wcale nie czytało mi się tego lekko ani przyjemnie. No ale nie można winić książki, że jestem na nią już za stara, ale dla nastolatków będzie idealną propozycją.
Gdybym była młodsza, zapewne byłabym zachwycona tą książką. Myślę, że znajduje się tu wszystko, co potrzeba młodym czytelnikom, może dopiero zaczynającym przygodę z czytaniem, aby wciągnąć się w świat książek. Prostą fabułę, przystępnie rozbudowany świat, lekki, przyjemny styl, humor oraz zwykłych bohaterów, z którymi można się utożsamiać. Niestety ja już nie mam nastu lat...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2024-09-15
To ciężka książka, nawet nie przez tematykę, choć osoby wrażliwe mogą mieć trudności z czytaniem o zwłokach, ich krojeniu, wnętrznościach, szczątkach i całej reszcie mało przyjemnych rzeczy związanych ze śmiercią i ofiarami przestępstw. Ale nie dlatego ta pozycja jest ciężka – bardziej dlatego, że w dużej mierze skupia się na pracy służb, a więc zawiera dużo suchych faktów, szczegółów dotyczących prowadzonych postępowań, przeprowadzanych czynności z sekcji, informacji, powiedzmy, fachowych, trudnych do zrozumienia dla zwykłego czytelnika. Przy tym mało jest tu jakiejś akcji, sprawcy od początku można się domyślić, fabuła zdaje się przegadana, jest też sporo wtrąceń, opisów, co może utrudniać czytanie. Jeśli więc ktoś nie lubi takich typu książek, to do końca pewnie nie dotrze.
Mnie się jednak podobało. Ciekawie było zobaczyć, jak pracuje się od środka; jak detale przesądzają o wykryciu sprawcy czy odtworzeniu sceny zbrodni, nawet po wielu latach. To naprawdę intrygujące, gdy się pomyśli, jakie szczegóły mogą zdradzić sprawcę, oraz nieco przerażające, gdy sobie człowiek uświadomi, ile pojawia się niewyjaśnionych przypadków. Z biegiem historii poczułam się zmęczona tym wszystkim, no bo ile można czytać o pracujących funkcjonariuszach, gdy samo śledztwo nie potrafi tak utrzymać uwagi czytelnika, bo w sumie jest dość oczywiste. Ciekawsze wydają się wątki poboczne, choć one też prowadzą do wiadomych wniosków. Sama końcówka jest bardziej dynamiczna, tyle że znowu popsuta niepotrzebnymi zmianami perspektyw obdzierających akcję z emocji i zaskoczenia.
Całość na pewno czytałoby się lepiej, gdyby książka była krótsza, jak to opowiadanie znajdujące się na początku powieści, a zajmujące, według Legimi, 126 stron – wystarczająco, by przedstawić jeden przypadek, a przy tym, żeby czytelnika nie zanudzić. Mimo wszystko jednak polecam!
To ciężka książka, nawet nie przez tematykę, choć osoby wrażliwe mogą mieć trudności z czytaniem o zwłokach, ich krojeniu, wnętrznościach, szczątkach i całej reszcie mało przyjemnych rzeczy związanych ze śmiercią i ofiarami przestępstw. Ale nie dlatego ta pozycja jest ciężka – bardziej dlatego, że w dużej mierze skupia się na pracy służb, a więc zawiera dużo suchych faktów,...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2024-09-14
Mówi się, żeby nie oceniać książki po okładce, ale ja właśnie tak wybieram książki, potem sprawdzam gatunek i zaczynam czytać. Nikogo więc raczej nie dziwi, dlaczego później tyle narzekam... No ale tym razem nie trafiłam najgorzej. „Kobieta z biblioteki” z założenia miała być kryminałem, ale raczej bliżej temu do romansu i to takiemu naiwnemu, płytkiemu i niezbyt ciekawemu. Bohaterowie mają koło trzydziestu lat, a zachowują się jak nastolatki przeżywające pierwszą miłość. Wątek romantyczny przyćmił nieco wątek kryminalny, ale zagadka miała dobry potencjał, choć jak dla mnie nieco zmarnowany.
Pomysł na historię był naprawdę ciekawy – pisarka pisząca o pisarce piszącej książce. Małe grono, każdy podejrzany, niby ładnie połączone, ale zakończenie trochę mnie rozczarowało. Nie zgadłam mordercy albo inaczej – mocno obstawałam przy innym kandydacie, choć tego właściwego rozważałam, ale zdawało mi się, że moja opcja jest bardziej logiczna. Bo przy takim rozwiązaniu nie za bardzo rozumiem konstrukcji tej książki. Fabuła składa się, jakby z dwóch części: pierwsza przedstawia faktyczną historię będącą fabułą książki tworzonej przez autorkę, a druga jest listami kierowanymi do tejże autorki przez jej kolegę / wielbiciela. No i jak dla mnie ta druga część jest całkowicie bezsensowna, jakoś nie widzę powiązania z główną osią, stanowi dodatek, do tego niezbyt ciekawy i później zaczęłam tylko prześlizgiwać przez niego wzrokiem, bo nic nie wnosił.
Mimo wszystko uważam, że nie jest to zła książka, jest lekka, prosto pisana, a do tego bardzo podoba mi się teoria jadącego autobusu. Okazuje się, że piszę całkiem podobnie – znam końcowy cel podróży, ale to dzieje się po drodze jest uzależnione od okoliczności. Znalazłam też parę innych podobieństw co do własnych nawyków pisarskich, co sprawiło, że ta książka jakoś stała mi się bliższa. Fajne zawsze zobaczyć, jak pracuje umysł innego autora. Może to nieco zaburzyło moją ocenę, że uważam tę powieść za lepsza, niż faktycznie jest, albo że nie męczyła mnie przy czytaniu, mimo że całość zdominowało to, co zwykle mnie irytuje. W każdym razie przyjemnie spędziłam z nią dwa dni, zapewne długo ze mną nie zostanie, ale na tę chwilę – mimo jej wad – wspominam ją dobrze, więc swoje zadanie spełniła.
Mówi się, żeby nie oceniać książki po okładce, ale ja właśnie tak wybieram książki, potem sprawdzam gatunek i zaczynam czytać. Nikogo więc raczej nie dziwi, dlaczego później tyle narzekam... No ale tym razem nie trafiłam najgorzej. „Kobieta z biblioteki” z założenia miała być kryminałem, ale raczej bliżej temu do romansu i to takiemu naiwnemu, płytkiemu i niezbyt ciekawemu....
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2024-09-12
Nie pamiętam już, jak trafiłam na tę książkę. Miałam ją na półce na Legimi, uznałam więc, że spróbuję, ale nie zajrzałam do opisu. Zwykle za dużo zdradzają, dlatego ich unikam. Ta tu niewiedza sprawiała, że z początku tekst wydawał mi się o wszystkim i o niczym. Przypuszczałam, że to kryminał, bo to jedyny gatunek, który czytam poza fantastyką, ale „Zabij mnie, tato” bliżej było do obyczajówki, których z kolei nie znoszę. Czytało mi się dość opornie, ale po jakichś kilkudziesięciu stronach przepadałam. Zaangażowałam się w historię do tego stopnia, że ciężko było mi się od niej oderwać. Akcja tu nie pędzi, momentami rozwija się wręcz topornie, aż mnie nerwy brały, że wszystko stoi tu w miejscu i wciąż kręcimy się wokół tego samego, ale za to nie brakowało tu emocji, sprawiających, że czytelnik czuł się, jakby był blisko całej tragedii i łudził się, że wszystko będzie dobrze. No cóż, nie było...
Kryminalna zagadka nie była szczególnie wymagająca, bo tak naprawdę odpowiedzi podano na tacy. Pod tym kątem nieco się zawiodłam. Ale mimo to jest w tej książce coś takiego, że wciąż trzyma uwagę, może to kwestia wzbudzanych emocji, poruszenia trudnych tematów, wielkiego nieszczęścia, jakie spadło na jedną rodzinę. Daje to do myślenia. Uświadamia, jak nieskuteczny jest system, jak życie ludzkie niewiele znaczy, gdy na szali leży pozycja, jak tak naprawdę mało osób faktycznie się przejmuje. To smutna historia, zwłaszcza gdy człowiek zda sobie sprawę, jak bardzo jest prawdziwa... Polecam każdemu, bo to jedna z niewielu książek, która pozostanie w pamięci na znacznie dłużej niż jeden wieczór.
Nie pamiętam już, jak trafiłam na tę książkę. Miałam ją na półce na Legimi, uznałam więc, że spróbuję, ale nie zajrzałam do opisu. Zwykle za dużo zdradzają, dlatego ich unikam. Ta tu niewiedza sprawiała, że z początku tekst wydawał mi się o wszystkim i o niczym. Przypuszczałam, że to kryminał, bo to jedyny gatunek, który czytam poza fantastyką, ale „Zabij mnie, tato” bliżej...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2024-09-10
Gdyby ktoś próbował mi zarekomendować tę książkę, to trzema słowami – Londyn, nastolatki i duchy – szybko by mnie do tego zniechęcił. Nie lubię zbytnio powieści osadzonych w naszym świecie, w którym bohaterami są bardzo młode osoby, a wszystko kręci się wokół zjawisk paranormalnych. To nie dla mnie, ale tu... bawiłam się całkiem nieźle. Nie brakuje tu akcji, humoru, zagadki, a przede wszystkim ciekawego pomysłu, z równie porządnym wykonaniem. Nie czytam takiej tematyki, a wprawdzie moje doświadczenie ogranicza się do obejrzenia raz w życiu starej wersji Ghostbusters, dlatego też wszystko to było dla mnie nowe. Podobało mi się jednak ujęcie duchów, a tym samym kreacja świata – pojawiły się podziały duchów na kategorie, różne agencje, sprzęty, zabawki, Talenty, Problem! Wszystko przedstawione zgrabnie, przystępnie, by zaciekawić, a jednocześnie by połączyć to w logiczną całość. Jest mrocznie, ponuro, momentami wesoło, ale zawsze emocjonująco, nawet jeśli człowiek się domyśla, że żadna większa tragedia się nie wydarzy, to i tak z przejęciem śledzi się losy bohaterów, a ostatnie zlecenie niemal przeczytałam na jednym wdechu.
Książka jest napisana prostym językiem, akcja jest wartka, czyta się szybko, choć przyznam szczerze, że miałam malutką chwilę zwątpienia. Raczej nie jestem zwolenniczką ukazywania przeszłości flashbackami, a tutaj poświęcono temu całą jedną część. Nie miało to jakiegoś większego wpływu na teraźniejszą akcję, tzn. przedstawioną w tej książce, a jedynie miało pokazać, jak bohaterka trafiła na próg Lockwood & Spółka. Myślę, że równie dobrze można by krócej i płynniej umieścić to w faktycznej treści. Pomijając to, nie mam do czego się przyczepić. To po prostu świetna młodzieżówka!
Gdyby ktoś próbował mi zarekomendować tę książkę, to trzema słowami – Londyn, nastolatki i duchy – szybko by mnie do tego zniechęcił. Nie lubię zbytnio powieści osadzonych w naszym świecie, w którym bohaterami są bardzo młode osoby, a wszystko kręci się wokół zjawisk paranormalnych. To nie dla mnie, ale tu... bawiłam się całkiem nieźle. Nie brakuje tu akcji, humoru,...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2024-09-08
Brawo ja, przeczytałam drugi tom, nawet nie przypuszczając, że ominęłam pierwszy... No cóż, to dużo wyjaśnia, dlaczego od początku było wszystko jasne – ten trup po prostu pochodził z poprzedniej części. Jednak historia w tym tomie jest tak poprowadzona, że doskonale mogłam się w niej połapać bez znajomości wcześniejszej. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle, że to, co istotne z pierwszego tomu, ogranicza się tak naprawdę do jednego zdania, ale nie mnie to oceniać. W końcu tamtego nie przeczytałam.
Tutaj natomiast nie było jakoś szałowo. Ani to thriller, ani kryminał, ani sensacja. Przez to, że całość jest pokazana z różnych perspektyw, fabuła jest obdarta z jakichkolwiek tajemnic, zaskoczenia czy emocji. Czyta się bez większego zaangażowania, po prostu czekając na to, co oczywiste. Wiadomo, jak to wszystko się skończy, nie wiadomo tylko, kiedy to nastąpi, ale ta niewiedza wcale nie sprawia, że książka wciąga. Motywacje bohaterów do działania, przede wszystkim Grega, w ogóle mnie nie przekonują. Wszystko potoczyło się tu zbyt łatwo. Zakończenie przewidywalne, a przy tym otwarte, co pozwala przypuszczać, że będzie kolejny tom. Moim zdaniem całkiem niepotrzebnie. Pocieszeniem jest to, że całość jest krótka, a styl prosty, czyta się bardzo szybko, a więc jest to pozycja na jedno popołudnie. Całość jednak do zapomnienia.
Brawo ja, przeczytałam drugi tom, nawet nie przypuszczając, że ominęłam pierwszy... No cóż, to dużo wyjaśnia, dlaczego od początku było wszystko jasne – ten trup po prostu pochodził z poprzedniej części. Jednak historia w tym tomie jest tak poprowadzona, że doskonale mogłam się w niej połapać bez znajomości wcześniejszej. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle, że to, co istotne...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2024-09-07
Gdy pierwszy raz natknęłam się na tę książkę, uznałam, że to nie dla mnie, ale gdy czy człowiek jest w kryzysie, to chwyta się wszystkiego, żeby z tego dołu się wyciągnąć. Postawienie na lekki kryminał okazało się dobrym wyborem – całość pochłonęłam w jeden wieczór. Ale czytanie podzieliłabym na dwa etapy. Początkowo byłam zachwycona. Podobał mi się styl, prowadzenie śledztwa przez królową, opisy dworskiego życia, przedstawianie nieco historii, no i oczywiście sama zagadka morderstwa. Ale potem mój zapał zmalał, a czytanie zaczęło mnie męczyć i nudzić. Jak na kryminał było tu zdecydowanie za mało kryminału – znaczy, postępowanie się toczyło, ale w tle, królowej jako detektywa było bardzo mało, rzucała jakimiś hasłami, a resztę obserwowaliśmy oczami jej służby. Całość przytłoczyła codzienność, ogromna ekspozycja, opisy jakichś mało istotnych rzeczy, nawiązania do przeszłości. Pojawiały się wspomnienia bohaterów w najmniej odpowiednich momentach, traciło się przez to wątek i rozwlekało akcję, która i tak miała już ślimacze tempo. Niepotrzebnie wprowadzono tyle perspektyw, mnóstwo tych fragmentów można byłoby wyrzucić i wcale nie miałoby się poczucia, że czegoś tu brakuje.
Najbardziej jednak rozczarowało mnie zakończenie. Niby ładnie łączy trzy wątki, ale jest wyciągnięte z przysłowiowego kapelusza. Nie można się go domyślić. To, co wynika z samej treści, można przewidzieć – reszta to jakaś abstrakcja i wprawdzie to nadal nie wiem, kto tak naprawdę pociągał za te wszystkie sznurki.
Pomysł na historię wydawał się ciekawy, ale nie wykorzystano jego potencjału i zdecydowanie go przerysowano. Nie jest to zła książka – w ostateczności nie zamknęłam jej z poczuciem, że zmarnowałam na nią czas, ale to taki typowy średniak, o którym nie będzie się długo pamiętać. Jeśli więc ktoś poszukuje czegoś lekkiego, z odrobiną humoru i interesuje się przy tym rodziną królewską, to się nie zawiedzie. W innym wypadku w tym „kryminale” potwornie się wynudzi.
Gdy pierwszy raz natknęłam się na tę książkę, uznałam, że to nie dla mnie, ale gdy czy człowiek jest w kryzysie, to chwyta się wszystkiego, żeby z tego dołu się wyciągnąć. Postawienie na lekki kryminał okazało się dobrym wyborem – całość pochłonęłam w jeden wieczór. Ale czytanie podzieliłabym na dwa etapy. Początkowo byłam zachwycona. Podobał mi się styl, prowadzenie...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Do selfów zawsze pochodzę ostrożnie, bo przy nich łatwo trafić na coś tragicznego. O Krew Dahaku może tak bym nie powiedziała, raczej nazwałabym ją po prostu średnią, choć trzeba przyznać, że jest to historia z naprawdę ogromnym potencjałem, ale pojawia się tu problem, który określiłabym jako „za dużo”. Autorzy wepchnęli w tak krótką formę za dużo... wszystkiego – bohaterów, informacji, świata, wulgaryzmów, tajemnic. Gdybym nie była uparta, to rzuciłabym ją po paru stronach. Początek historii to męczarnia. Kompletnie nie wiedziałam, o czym ja czytam. Panuje taki chaos przez natłok nowych, nieznanych rzeczy, że nie mogłam się w niczym połapać. Czułam się, jakbym trafiła na wyjątkowy głośny i tłoczny bazar, który przez hałas i natłok całkowicie mnie zgubił. Z czasem to wrażenie nieco osłabło, ale to poczucie zagubienia nie opuściło mnie do samego końca. W miarę upływu czasu niewiele się wyjaśniało, a wręcz pojawiało się coraz więcej nowych ścieżek, które niby ze sobą się splatały, ale zarazem nic w nich się nie zgadzało. Przez co też ciężko było mi stwierdzić, o czym ta historia właściwie jest – to jej clue gdzieś tam w trakcie zaginęło i miałam wrażenie, że tak naprawdę prowadzi ona donikąd.
Samo zakończenie tylko umacnia to wrażenie, bo można powiedzieć, że wcale go nie ma. Książka urywa się niespodziewanie jakby w połowie akcji, pozostawiając czytelnika bez żadnych odpowiedzi. Niby jest to pierwszy tom, ale uważam, że powinno się go płynnie zakończyć, a nie w momencie, gdy akcja zdaje się tak gęsta, jakbyśmy dotarli dopiero do połowy.
Kuriozalnie jednak mimo całego tego chaosu prosto się domyślić, kto odpowiada za to zamieszanie w mieście, a więc ujawnienie tożsamości tego złola nie jest ani trochę zaskakujące. Bardziej nie sposób odgadnąć, kto z kim tam trzyma, kto komu sprzyja ani do czego właściwie zmierzają, choć może tego nie poczytywałabym jako wadę. Jeszcze nie teraz, gdy całość nie została skończona.
Jeśli chodzi o bohaterów, to radziłabym się do nich nie przywiązywać. Żadna postać nie jest nietykalna i w każdej chwili istnieje szansa, że zaraz zginie. Ale nie sądzę, by ktokolwiek miał nad tym ubolewać, bo bohaterów najzwyczajniej ciężko polubić. Większość z nich jest wątpliwa moralnie, a wręcz rzekłabym, że są po prostu odpychający – bezduszni, samolubni, brutalni i wulgarni. Całe tekst jest w ogóle przesadnie wulgarny. Rozumiem, że miało to podkreślać podłość i zepsucie tego miasta, panujące w nim ciężkie warunki do życia, ale tutaj wszyscy, bez wyjątku, wypowiadali się ordynarnie, obrażali nawzajem, warczeli i na siebie i szczekali, choć to tylko Yalin była w połowie psem. Nikt tutaj nie potrafił zachować się normalnie, co w miarę czytania coraz bardziej zaczynało mnie męczyć. To wulgarne słownictwo, czy to w dialogach, czy to w narracji, występowało w nadmiarze i zniechęcało do dalszego czytania. Chociaż trzeba oddać, że niektóre wypowiedzi postaci zawierały w sobie pewną mądrość i naprawdę mi się podobały.
Poza tym docenić trzeba budowę świata, mniej może jego przedstawienie, ale sam jego ogrom robi wrażenie. Ilość ras, religii, nazw własnych, informacji jest imponująca. Widać, że autorzy włożyli mnóstwo pracy w stworzenie tego uniwersum, dlatego żałuję, że zostałam tak zalana tymi wiadomości, że większość po prostu mi się zlała i umknęła. Umieszczenie na końcu słowniczka nie jest w ogóle pomocne, bo nikt podczas czytania do niego nie zagląda, zresztą byłoby to zbyt męczące, by co drugi akapit kartkować książkę, żeby się dowiedzieć, o czym właściwe mowa. To niestety powinno wynikać z tekstu, a nie z dodatków.
Krew Dahaku, jak wspomniałam, nie jest złą książką, ale męczącą już na pewno. Trzeba mieć więc świadomość, że żeby dotrwać do jej zakończenia, trzeba się trochę przygotować na „walkę” z nią i z samym sobą, aby dotrzeć do tych lepszych fragmentów. Obawiam się jednak, że wiele zrezygnuje znacznie wcześniej.
Do selfów zawsze pochodzę ostrożnie, bo przy nich łatwo trafić na coś tragicznego. O Krew Dahaku może tak bym nie powiedziała, raczej nazwałabym ją po prostu średnią, choć trzeba przyznać, że jest to historia z naprawdę ogromnym potencjałem, ale pojawia się tu problem, który określiłabym jako „za dużo”. Autorzy wepchnęli w tak krótką formę za dużo... wszystkiego –...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to