-
Artykuły
Czytamy w święta. 3 kwietnia 2026
LubimyCzytać327 -
Artykuły
Weź udział w konkursie i wygraj pakiet książek Callie Hart!
LubimyCzytać24 -
Artykuły
„Odpowiedź kryje się w tobie” – Katarzyna Wolwowicz zdradza, jak ją odnaleźć
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Nowa karkonoska powieść Sławka Gortycha! „ŚWIĘTO KARKONOSZY”- już wkrótce! KONKURS
LubimyCzytać131
Biblioteczka
Doczytałam do połowy. Dalej nie dałam rady.
Książka jest makabrycznie nudna. Znaczy, w porządku - opisy bieszczadzkiego lasu i przyrody, tego, jak ludzie tam żyją, z dala od "cywilizacji" są piękne, widać, że autorka wie, o czym pisze, a to plus. I to duży.
Na tym jednak kończą się zalety warsztatu literackiego tej książki.
Postaci są płaskie. Ich emocjonalność zawiera się w pojedynczych zdankach w narracji. A cholerna mowa ciała to co? No... w świecie pani Nurkowskiej właściwie nie istnieje.
Poza tym... podziwiam autorkę za temat, który sobie wybrała. Trudno dobrze poprowadzić powieść, której akcja toczy się w miejscu, gdzie nie dzieje się nic przykuwającego uwagę. No i brawa za odwagę, ale nie udało się.
Kiedy nie można pociągnąć książki zajmującą fabułą, trzeba ciągnąć bohaterami. Jak już chyba wspomniałam, ci tutaj są płascy jak kartka papieru. Nie widać rozwoju relacji między nimi, autorka nie pokazuje, jak zmienia się nastawienie Katarzyny (?) do Olgierda i "Kluneja". Nie. Autorka z rozwojem relacji robi to samo, co z emocjami. Streszcza do pojedynczych zdań w narracji. To błąd, bo jednak pozornie niewiele znaczące dialogi mogłyby być urokliwe. W klimat wpasowałyby się znakomicie.
No i tak w skrócie, to tyle. Bohaterowie są płascy, fabuła (z oczywistych względów) niemalże nie istnieje. A przynajmniej do momentu, do którego doczytałam. Piękno Bieszczad czuć. Brakuje jednak czegoś, co przykułoby uwagę.
Doczytałam do połowy. Dalej nie dałam rady.
Książka jest makabrycznie nudna. Znaczy, w porządku - opisy bieszczadzkiego lasu i przyrody, tego, jak ludzie tam żyją, z dala od "cywilizacji" są piękne, widać, że autorka wie, o czym pisze, a to plus. I to duży.
Na tym jednak kończą się zalety warsztatu literackiego tej książki.
Postaci są płaskie. Ich emocjonalność zawiera...
2013-11-24
2/10. Dlaczego tak mało?
Książka niepomiernie mnie wkurzyła. Dawno takiego chłamu nie czytałam i dziwią mnie tak wysokie noty. Dlaczego? Ze względów stricte warsztatowych.
Didaskalia dialogowe praktycznie nie istnieją. Jest problem, żeby połapać się, co kto mówi, nawet kiedy rozmawiają dwie osoby! A kiedy pojawia się dialog większej ilości osób, to to już w ogóle jest dramat. Co by cię kosztowało, szanowna pani autorko, dodać od czasu do czasu, po pauzie "powiedziała Natalia/Mycha/Milena/kogo tam masz"?
Dalej. Budowa scen. Opis zdarzeń w narracji, szanowna pani autorko, opis dokładny, byłby czytelnikowi jak najbardziej na rękę. Dzięki temu człowiek nie byłby do tego stopnia zdezorientowany czytając prawie każdy fragment. Nie raz ze zdziwieniem zauważałam zmiany stanów rzeczy (np. zakończenie rozmowy telefonicznej i włożenie komórki do kieszeni) nijak nie opisane w narracji, wspomniane dopiero potem albo i nie wspomniane w ogóle. To przeszkadza, naprawdę.
Dalej. Szanowna pani autorko, pani naprawdę jest psychologiem? Z całym szacunkiem, mam wątpliwości. Czemu? Czy była pani kiedyś, szanowna pani autorko, w gronie licealistów? Nie? A pisząc powieści osadzone w realiach liceum powinna pani. Dlaczego? Bo postaci są, do jasnej cholery, sztuczne! Pisząc o marynarzach należy tworzyć dialogi wzorowane na realnym języku marynarzy, czy to teraźniejszym, czy dawniejszym, jeśli pisać powieść historyczną, do stu beczek rumu! W sytuacji liceum jest dokładnie tak samo! Gdzie wyrażenia przynajmniej trochę wulgarne, gdzie slang?! Szanowna pani autorko, niemal każdy pani bohater-licealista posługuje się poprawną polszczyzną, a to jest wręcz nierealne! Jeden na kilkuset licealistów mówi tak, jak pani przedstawia kilku! To niewykonalne, żeby aż tylu takich zebrało się w jednym miejscu i czasie, naprawdę.
Jeszcze odnośnie świata. Pięć jak cholera lojalnych względem siebie przyjaciółek? Och, och, toż to takie idylliczne. Więc również mało realne. Podobnie jak to, że ostatecznie Natalia, która tak bardzo broniła się przed opiniami najbliższych na temat Norberta, sama dostrzegła ich rację. Tak długo stawiała im opór. Co ją nagle ugryzło w tym Berlinie? Tak, tak, dzień wcześniej oberwała od swojego kochasia. Ale czy i to dziewczynę już, jak to padło z ust prawdopodobnie Mychy, uzależnioną od strachu jest w stanie przekonać do wyspowiadania się ze swoich skrywanych problemów i definitywnego zerwania ze zmianą miejsca zamieszkania włącznie? Przykro mi, wątpię.
Nie bardzo też rozumiem, do czego potrzebna była postać Andreasa. Tam mógł wystąpić dowolny, normalny Niemiec. Po co, ja się pytam?
Narracja. Pani, szanowna pani autorko, nie opowiada. Pani streszcza. I niepotrzebnie pani zarzuca czytelnika taką ilością informacji w prologu. Lepiej byłoby wrzucić je w tekst w retrospekcjach. Po kawałku. A sam prolog okroić tylko do fragmentów dotyczących Natalii i Norberta. Znacznie lepiej.
W ogóle całość bardziej przypomina mi monstrualne opowiadanie niż powieść. Tym bardziej, że biorąc pod uwagę rozmiar czcionki i odstępy między linijkami, nadzwyczaj wielkie, grubość książki jest tak naprawdę swego rodzaju iluzją. Przy normalnym tekście, takim, jaki się spotyka np. w "Wiedźminie"... może byłoby "Białej Wrony" trochę ponad sto stron. Trochę. Konwencja zestawienia parunastu scen w jednym rozdziale również bardziej przypomina opowiadania Sapkowskiego chociażby aniżeli normalną powieść. Poza tym po przeczytaniu zaczęłam się też zastanawiać, czy przypadkiem w pisaniu "Wrony" nie chodziło o to, by stworzyć dzieło o jak najgęstszej fabule przy użyciu jak najmniejszej ilości znaków. Jeśli okazałoby się, że odpowiedź brzmi "tak", nie zdziwiłabym się.
Tak w ramach podsumowania. Gdybym nie musiała, nie przeczytałabym. Niestety musiałam i żałuję straconego czasu. Fabuła prosta i dość schematyczna, przedstawione realia idylliczne, koszmarne błędy warsztatowe - to najlepiej określa tę, pożal się Panie Boże, "powieść".
2/10. Dlaczego tak mało?
Książka niepomiernie mnie wkurzyła. Dawno takiego chłamu nie czytałam i dziwią mnie tak wysokie noty. Dlaczego? Ze względów stricte warsztatowych.
Didaskalia dialogowe praktycznie nie istnieją. Jest problem, żeby połapać się, co kto mówi, nawet kiedy rozmawiają dwie osoby! A kiedy pojawia się dialog większej ilości osób, to to już w ogóle jest...
Nie doczytałam. Nie zaskoczyło.
Nie doczytałam. Nie zaskoczyło.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Książka nade wszystko nietypowa. Powiedzcie mi: który autor oprócz Colfera wybiera sobie na bohatera pozytywnego dwunastoletniego geniusza ze świata przestępczego rodem? Dłuższy czas (no dobra. Do końca książki) sądziłam, że Artemis jest jednym z tych zagubionych bohaterów, którzy dopiero odnajdują drogę w życiu i gdzieś tam głęboko mają serce. Artemis... cóż... sumienie bez wątpienia posiada, ale epilog rozwiewa wszelkie nadzieje. Nawet wobec matki jest bezwzględny.
Poza tym czuję się w pewnym sensie obrażona. Fantasy- dumny gatunek, wypełniony po brzegi epickimi bojami i podniosłymi myślami został tu zamieniony w komedię. Komedię dość dobrą, trzeba przyznać, ale jednak komedię (patrz: krasnale).
Intrygującym jest połączenie magii z technologią i jeszcze kryminałem. Wzbudza zaciekawienie od pierwszych stron. Colfer popełnił kilka błędów, pozostawił niedociągnięcia, ale można na to przymknąć oko.
Książka jest krótka, czyta się ją szybko i z zapartym tchem. Dobre czytadełko. Jednakże nie zawiera w sobie podniosłych myśli, czy niezwykłego klimatu właściwego sporej części pozycji fantasy. Podsumowując mam co do niej mieszane uczucia, ale nie mogę stwierdzić, że mi się nie podobała.
Książka nade wszystko nietypowa. Powiedzcie mi: który autor oprócz Colfera wybiera sobie na bohatera pozytywnego dwunastoletniego geniusza ze świata przestępczego rodem? Dłuższy czas (no dobra. Do końca książki) sądziłam, że Artemis jest jednym z tych zagubionych bohaterów, którzy dopiero odnajdują drogę w życiu i gdzieś tam głęboko mają serce. Artemis... cóż... sumienie...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPani Novik, Pani się rozkręca! W tym tomie postacie stały się wypuklejsze niż w poprzednim, prawdopodobnie za sprawą żywszej akcji. Można też zauważyć pewną różnorodność charakterów- u smoków rzecz jasna. Ta obserwacja podkreśla, kto tak naprawdę jest w centrum uwagi. No, a sama akcja, ach! Zakończenie wielce zaskakujące. Ba, zaskakująca była sama jego obecność! Czytając, miałam wrażenie, że fabuła zostanie przeniesiona na następny tom, a tu takie coś! Jestem pod wrażeniem i nie żałuję ani minuty poświęconej na lekturę. Ale ale, gadam o zakończeniu, a początek i rozwinięcie również świetne. Fabuła nie jest zbyt złożona, fakt, ale wątek Chińczyków dostarcza nam atrakcji od początku do końca (i co się dziwić, przecież on łączy się z wątkiem głównym w sposób nierozerwalny). Najpierw dostarczający dreszczyku początek, potem nieco napięta podróż, dla podsycenia ciekawości... To trzeba przeczytać!
Pani Novik, Pani się rozkręca! W tym tomie postacie stały się wypuklejsze niż w poprzednim, prawdopodobnie za sprawą żywszej akcji. Można też zauważyć pewną różnorodność charakterów- u smoków rzecz jasna. Ta obserwacja podkreśla, kto tak naprawdę jest w centrum uwagi. No, a sama akcja, ach! Zakończenie wielce zaskakujące. Ba, zaskakująca była sama jego obecność! Czytając,...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMam pytanie: gdzie to ma kulminację? Bo jeśli uznamy za nią noc letniego przesilenia, która istotnie była najbardziej napiętym momentem książki, to potem zostaje jeszcze spory jej kawałek. Warto dodać, że w tym kawałku dzieją się rzeczy, które nie mają w sobie wiele mniej napięcia niż sama kulminacja. W ten sposób wychodzi na to, że ów "moment" kulminacyjny ciągnie się przez ponad 100 stron, czy więcej. Poza tym postać Brutusa... Kiedy się pojawił po raz pierwszy, miałam wrażenie, że to ktoś istotny, inteligentny i go polubię... Przeszło mi, kiedy zostawił towarzyszy na pastwę elfów w noc letniego przesilenia, mówiąc: "Miałem sprowadzić wodę i to właśnie robię." Dalej: Ostatnie chwile Din Guardi... Co to ma być? Laska idzie w pył, gnomy włażą i co? Żadnego starcia, nic. Wszystko jest w jak najlepszym porządku, Brutus zadowolony jak zawsze, a czytelnik dowiaduje się, że całą akcję wejścia gnomów przegapił, co nawet jest dobre, bo wrzucanie do magazynu i pozostawianie na pastwę szalonych roślinek... Ogólnie rzecz ujmując, zakończenie pozostawia wiele do życzenia. Decyzja Pegi w sprawie Bugabu dość dziwna, bo widać było, że dziewczyna się ku niemu ma. No ale ok, ja też nie chciałabym siedzieć w jaskini prawie przez wieczność i odżywiać się grzybami, więc rozumiem o co idzie. Giles jak zwykle głupi i zaślepiony. A co się tyczy Lucy- miło, że została z elfami, była strasznie wkurzająca. Aczkolwiek Ethne może z nią iść w zawody. I pomyśleć, że ta półelfka jest córką Smoczego Języka, to nie do pojęcia. Podobnie, jak zastanawiający jest fakt, że ani ona, ani Partholis, ani sam bard nie wiedzieli, powiedzmy, że Ethne to jego córka, a Severus nie wiadomo skąd tą wiedzę wytrzasnął. Gdzie tu logika? Plusem jest to, że znów widzimy się z Thorgil, która jest w zasadzie najciekawszą postacią, biorącą czynny udział w akcji. Najogólniej- książka znacznie gorsza od pierwszego tomu, ale czyta się łatwo, szybko i w miarę przyjemnie. I w zasadzie to tylko dlatego wezmę się za tom trzeci...
Mam pytanie: gdzie to ma kulminację? Bo jeśli uznamy za nią noc letniego przesilenia, która istotnie była najbardziej napiętym momentem książki, to potem zostaje jeszcze spory jej kawałek. Warto dodać, że w tym kawałku dzieją się rzeczy, które nie mają w sobie wiele mniej napięcia niż sama kulminacja. W ten sposób wychodzi na to, że ów "moment" kulminacyjny ciągnie się...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Tu pozwolę sobie skomentować całą serię. CO TO MA W OGÓLE BYĆ?! Sam pierwszy tom jest obiecujący, ale reszta?! Ok, nie czytałam tomu drugiego, ale po przeczytaniu pozostałych trzech uważam, że szkoda czasu na uzupełnianie wiadomości.
Dziewczyna, DWUNASTOLATKA (!) nadzwyczaj dobrze radzi sobie z kołowaniem dorosłych osób, o niebo bardziej doświadczonych od niej. Podejmuje się misji, które dla każdego innego były śmiertelnie niebezpieczne. I co? Ani zadraśnięcia nie wyniosła! Sfinks? Nie no, bagatela. Rozmowy z wrogimi smokami i przejście przez diabelnie zagmatwany labirynt? Prościzna! Jeden jedyny raz zdarzyło jej się konkretnie oberwać- fakt. Ale to nie zatuszuje jej wcześniejszej nietykalności i nadmiernych sukcesów. Raz jeszcze- ani jednego niepowodzenia, z najniebezpieczniejszych miejsc- ani zadraśnięcia. Ja rozumiem, że to fantasy, ale jakaś granica niemożliwości istnieje! Owa nietykalność bohaterki pozbawia całość dreszczyku emocji- przecież wiadomo, że i tak jej się uda. A zakończenie, choć wzruszające i tak dalej, rozczarowało mnie. Czy autor nie mógł wymyślić niczego lepszego? Doprawdy już ciekawiej by było, gdyby dziewczyna zginęła, osłaniając matkę swoją piersią, zamiast oddawać moc i kasować wszystko, co było przedtem... Tak na dobrą sprawę na jedno by wyszło...
Tu pozwolę sobie skomentować całą serię. CO TO MA W OGÓLE BYĆ?! Sam pierwszy tom jest obiecujący, ale reszta?! Ok, nie czytałam tomu drugiego, ale po przeczytaniu pozostałych trzech uważam, że szkoda czasu na uzupełnianie wiadomości.
Dziewczyna, DWUNASTOLATKA (!) nadzwyczaj dobrze radzi sobie z kołowaniem dorosłych osób, o niebo bardziej doświadczonych od niej. Podejmuje...
Tu jeszcze jest ok. Opowieść dopiero się zaczyna, jest wciągająca, ale w sumie nieszczególna.
Tu jeszcze jest ok. Opowieść dopiero się zaczyna, jest wciągająca, ale w sumie nieszczególna.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Barwny, ciekawy, baśniowy świat, jaki stworzył Pratchett, zachwyca i wciąga. Jest tak dopracowany, że wydaje się być realny. Fabuła kojarzy się trochę z opowieściami dla osób młodszych ode mnie, ale przy takich postaciach i w takich realiach to absolutnie nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie, idealnie wpasowuje się w klimat.
Świetne. Po stokroć świetne.
Barwny, ciekawy, baśniowy świat, jaki stworzył Pratchett, zachwyca i wciąga. Jest tak dopracowany, że wydaje się być realny. Fabuła kojarzy się trochę z opowieściami dla osób młodszych ode mnie, ale przy takich postaciach i w takich realiach to absolutnie nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie, idealnie wpasowuje się w klimat.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŚwietne. Po stokroć świetne.