rozwiń zwiń

Poezja nad Dunajem

Daniel Warmuz Daniel Warmuz
11.04.2020

Siedząc na brzegu, nagle wzrok uniosłem / ku wodzie, w której wątła drży łupina. / Ledwo słyszałem, przejęty swym losem, / jak szemrze fala, jak milczy głębina. / Czułem, jak z serca mi wolno wypływa / rzeka potężna, rozumna, burzliwa.

Poezja nad Dunajem

Na wstęp zamiast jakiegoś błyskotliwego wprowadzenia wybrałem pierwszą strofę wiersza „Nad Dunajem” Attili Józsefa – i w tych trzech informacjach kryje się pretekst do napisania niniejszego artykułu. Nieprzypadkowa jest również data jego publikacji.

Dlaczego wiersz? Wśród komentarzy czytelników do mojego listopadowego artykułu o literaturze „narodowej” Węgrów pojawiły się – zresztą słuszne – głosy, że w zestawieniu najchętniej czytanych autorów zabrakło reprezentantów liryki. Wynikało to głównie z tego, że w krótkim omówieniu nie sposób przybliżyć całego dobrostanu literatury jakiegoś języka, a już tym bardziej poezji należy się oddzielna uwaga. Postaram się nadrobić te braki, aczkolwiek muszę uprzedzić: również ten tekst nie zaspokoi w pełni oczekiwań, a nade wszystko nie odda tego, co węgierskiej Euterpe należne.

Okładka książki "Olśnienie"

Dlaczego „Nad Dunajem”? Chociażby dlatego, że spacer malowniczymi bulwarami nadrzecznymi w Budapeszcie może sprzyjać kontemplacji poezji. A kiedy już tam się znajdziemy (a przynajmniej kiedy znów będziemy mogli tam się znaleźć), warto wybrać się na plac Kossutha pod gmach Parlamentu, gdzie stoi pomnik zadumanego poety. Jest nim właśnie Attila József, autor fragmentu, który zaczerpnąłem z tomu „Olśnienie” (tłumaczył go Jerzy Snopek, ale wiersz można przeczytać też w przekładzie Aleksandra Nawrockiego). Dzieło László Mártona, „naczelnego rzeźbiarza Budapesztu” (turyści z pewnością kojarzą jego „Małą Królewnę” siedzącą na tle Zamku Budańskiego), niejako uchwytuje moment, kiedy w głowie poety rodzą się pierwsze linijki utworu, choć wyrażająca przygnębienie postawa ciała i skromny ubiór mówią o poecie znacznie więcej.

„Zacznę od drobnych spraw”

Attila József (1905–1937) urodził się w Budapeszcie równo sto piętnaście lat temu i właśnie na jego pamiątkę 11 kwietnia został ustanowiony Dniem Poezji Węgierskiej. Jest to okazja, na którą miasta (a w ostatnich latach także internet i media społecznościowe) wypełnia poezja: odbywają się spotkania literackie, konkursy poetyckie, maratony czytania wierszy, specjalne edycje slamów poetyckich, w kawiarniach za kawę można zapłacić wierszem. Wreszcie budapeszteńczycy w towarzystwie poetów udają się nad rzekę, by przy pomniku Józsefa wspólnie recytować jego utwory.

Attila József

Obchody ustanowionego w 1964 roku święta miały początkowo zupełnie inny wymiar. Pomysł był tak naprawdę importem ówczesnej polityki kulturalnej ­– jego wzór stanowił radziecki „Den’ poezii”. W telewizji i w radio oraz na uroczystych akademiach czy w teatrach deklamowano wiersze tak klasyków, jak poetów współczesnych, jednak nie trudno się domyślić, że wydźwięk uroczystości miał przede wszystkim charakter ideologiczny. Nieprzypadkowo też święto powiązano z Attilą Józsefem. Za rządów Rákosiego był on wręcz literacką ikoną demokracji ludowej, choć zdarzało się, że z jego życiorysu i dorobku starannie eliminowano wszelkie, nawet najdrobniejsze elementy mogące zakwestionować „lewicowość” poety.

„Samotny byłem długie lata”

Postać Attili Józsefa odpowiadała socjalistycznemu światopoglądowi choćby z uwagi na biografię: poeta urodził się w rodzinie robotniczej, którą porzucił ojciec, niedługo później ciężko pracująca matka była zmuszona oddać małego Attilę i jedną z córek na wychowanie do chłopskiej rodziny, a po powrocie z prowincji skromny budżet domowy wrażliwy chłopak łatał kradzieżami węgla. Sprawiło to, że jego dzieciństwu i młodości towarzyszyły głód i ubóstwo, a także wcześnie doznane poczucie upokorzenia i kompleks niższości, z upływem czasu powodujące stany depresyjne. Bolesne doświadczenia poeta przelewał na papier – powstawały przejmujące i pełne goryczy wiersze, jak choćby „Z czystym sercem”, którego już pierwsze dwie linijki („Nie mam ojca, ni matki, / domu ni bożej łaski”) sprowadziły na autora falę ostrej krytyki. Zmaganie się z brakiem artystycznego zrozumienia, a do tego kłopoty natury sercowej doprowadziły do samobójstwa – poeta rzucił się pod pociąg w miejscowości Balatonszárszó.

Zdjęcie pomnika Jozsefa Attila

Dziś twórczość Attili Józsefa jest ceniona niezależnie od motywacji politycznych i spotyka się z niesłabnącą sympatią węgierskich czytelników. Ogromną radość sprawiło im choćby, kiedy w latach 90. wspomniany wiersz odczytał w popularnym talk show Antonio Banderas. Rodzima, ale też zagraniczna reputacja Józsefa muszą jednak ustąpić sławie innego poety, bez którego nie tylko nowoczesna poezja węgierska, ale pewnie też obraz historii Węgier połowy XIX wieku nie były takimi, jakimi znamy je dzisiaj. Mowa o Sándorze Petőfim (1823–1849), bodaj najpowszechniej znanym w Polsce węgierskim poecie. Zaryzykuję tu jednak stwierdzenie, że kojarzymy go nie tyle z lekcji literatury czy domowych biblioteczek, co z podręczników do historii i ich rozdziałów poświęconych Wiośnie Ludów. Życie i twórczość Petőfiego wiążą się bowiem nierozerwalnie z powstaniem węgierskim i walkami o wolność 1848–49.

„Miłość poświęcę dla wolności”

Ideowy przywódca budapeszteńskiej młodzieży, nawołujący rodaków do sięgnięcia po broń sam przywdział mundur i z pieśnią na ustach dołączył do armii honwedów. Los sprawił, że na żołnierskiej ścieżce zetknął się z Józefem Bemem, któremu wiernie towarzyszył w randze adiutanta. Z myślą o swym ukochanym generale napisał wiersz „Armia siedmiogrodzka”, do dziś utrwalający w świadomości Węgrów wizerunek Polaka:

„Zwyciężymy, wszak Bem naszym wodzem, / Mistrz wolności, ludów obrońca! / Blaskiem zemsty pulsuje przed nami / Ostrołęki gwiazda krwawiąca”

(tłum. Jerzy Snopek).

Dla Petőfiego idea wolnej ojczyzny była tak silna, że pragnął oddać za nią życie na polu walki. Zamiar dopełnił się. Poeta zginął z rąk Kozaków w czasie bitwy pod Szegeszwarem. Wielka sława obrosła też wielką legendą – ciała poety nigdy nie odnaleziono, co zaczęło rozpalać wyobraźnię miłośników teorii spiskowych.

Sándor Petőfi namalowany w technice olejnej.

Nie sposób omówić tu wnikliwie charakteru czy znaczenia twórczości Petőfiego, zaznaczę jedynie, że życzliwy mu w Polsce odbiór ma swoje solidne podstawy filologiczne. Autorowi sławnej „Pieśni narodowej” poświęcono chyba najwięcej poetyckich prób przekładowych. Nie licząc przedruków w antologiach i prasie literackiej, wiersze Petőfiego doczekały się u nas sześciu osobnych wydań książkowych (pierwsze ukazało się w 1880 roku), a wśród ich tłumaczy znaleźć można nazwiska takich tuzów rodzimej poezji, jak choćby: Kazimiera Iłłakowiczówna, Anna Kamieńska, Anna Świrszczyńska, Julian Tuwim, Aleksander Rymkiewicz, Antoni Lange, Marian Jachimowicz. Ostatnie, obszerne wydanie dzieł poetyckich Petőfiego ukazało się w ubiegłym roku. Bogato ilustrowany tom „Lutnia i miecz” zawiera też interesujące szkice tłumacza, Jerzego Snopka, poświęcone życiu i twórczości poety oraz historii jego polskiej recepcji.

Nikt jednak nie pisał o Petőfim tak jak jego późniejszy kolega po piórze, Endre Ady (1877–1919). Mam tu na myśli kapitalny esej-manifest „Petőfi nie zna kompromisu” z 1910 roku, przy czym poleciłbym go zainteresowanym nie tyle życiorysem romantycznego piewcy wolności, co oryginalnym spojrzeniem na to, co twórczość Petőfiego mówi o duchu węgierskości. Przytoczę jeden fragment:

„Przed Petőfim i po Petőfim długi czas byliśmy i będziemy tacy jak dawniej: politykierzy fałszywie rozumiejący węgierskość. Spokrewnieni bardziej ze Spartą niż z Atenami, lecz ani Sparta, ani Ateny nie są dla nas wzorem: jesteśmy zbyt mali i zbyt spóźnieni. Ale dziwny to i tragiczny, głupi i boski los, że zawsze zawdzięczaliśmy i zawdzięczamy wszystko polityce. Majątek, sławę, stanowisko, kochankę, żonę, religię, ideę, ukojenie, płodzenie dzieci i śmierć – wszystko.”

(tłum. Camilla Mondral)

„Ja Węgrem nie jestem?”

Cytowany akapit (cały esej można znaleźć w antologii „Węgierskie wyznania. Eseje i rozważania o kulturze” z 1979 roku) nie pojawia się tu przypadkowo, gdyż sygnalizuje też tematy i motywy, jakie w poezji rozwijał sam Ady – po Józsefie i Petőfim kolejny poeta, którego twórczość była kamieniem milowym w rozwoju nowoczesnej poezji węgierskiej. Kamień ten jest metaforyczny z jeszcze innego powodu – miał burzyć to, co Ady krytykował w politycznym, społecznym i artystycznym życiu Węgier przełomu XIX i XX wieku, a pamiętajmy, był to czas powszechnej dekadencji, nad Dunajem upływającej w atmosferze schyłkowości monarchii habsburskiej, której kres przyniosła tragiczna w skutkach I wojna światowa. Nierzadko obrazoburczy, potępiający zaściankowość i zacofanie ojczyzny, zmagający się z apatią i politycznym odrętwieniem rodaków Ady zapisał się w dziejach węgierskiej liryki jako jej wielki odnowiciel. Kolejnymi publikacjami zaskakiwał nowatorstwem treści i formy, przeszczepiając na rodzimy grunt nowe nurty i zjawiska: secesję, symbolizm (sam tłumaczył Baudelaire’a czy Verlaine’a), ekspresjonizm, surrealizm.

Endre Ady z Mihályem Babitsem

Odważny i bezkompromisowy głos Adyego-wieszcza, wynikający z „bolesnego patriotyzmu”, nie przysparzał mu zwolenników. W 1908 roku wyznawał:

„Moja węgierskość: / Nie ma bardziej przeklętej, / Nie ma bardziej prawdziwej.”

(tłum. Bohdan Zadura)

Dla niektórych ten głos może być aktualny także dzisiaj. Oczywiście, określenia takie jak: „smutny, zakurzony kraj”, „madziarski ugór”, „kraj podagry”, czy „sznycel po wiedeńsku w sosie tatarskim” funkcjonują już w zgoła odmiennym kontekście społecznym i politycznym, nie ulega jednak wątpliwości, że stworzone przez poetę metafory – jak choćby „kraju-statku dryfującego między Zachodem i Wschodem” – do języka i świadomości Węgrów (a także ich zagranicznego obrazu) weszły na stałe.

„Świat cały chciałem zamknąć w swoim rymie”

Rzecz jasna Ady nie był ostatnim twórcą, który wywarł ogromny wpływ na węgierską lirykę poprzedniego stulecia, jednak trudno wyliczyć wszystkich, którzy kształtowali jej krajobraz. A byli to chociażby: Mihály Babits, Dezső Kosztolányi, Lajos Kassák, Gyula Illyés, Miklós Radnóti, Sándor Weöres, János Pilinszky, Ágnes Nemes Nagy, László Nagy, Sándor Kányádi, György Petri, Imre Oravecz, Ottó Tolnai, Péter Kántor. Spośród przedstawicieli pokoleń debiutujących od lat 80. na uwagę zasługują: Lajos Parti Nagy, István Kemény, Krisztina Tóth, János Térey, Ádám Nádasdy, Anna T. Szabó czy Orsolya Karafiáth. Obiecująca jest poetycka działalność najmłodszych, którzy chętnie eksperymentują też ze slamem, performansem czy nowoczesnymi technologiami: Péter Závada, Dénes Krusovszky, Márió Z. Nemes, Renátó Fehér, Anna Terék, Márton Simon, Zoltán Lesi, Zita Izsó, Anna Zilahy…

Okładka książki "13 poetów"

Jak państwo widzą, lista jest długa (i, proszę uwierzyć, niekompletna!), więc aby nie nużyć już encyklopedycznym wyliczeniem nazwisk, lepiej podam kilka konkretnych tytułów, które może staną się zachętą do przechadzki po świecie węgierskiej poezji. Przede wszystkim warto sięgnąć do wydań zbiorowych, często opatrzonych przekrojowym omówieniem. Zacznijmy od absolutnego minimum hungarystycznego: „Antologii poezji węgierskiej” z 1975 roku, prezentującej jej rozwój od średniowiecza począwszy (co warto odnotować: otwierający tom „Lament Maryi”, pierwszy zachowany węgierskojęzyczny utwór poetycki, spolszczył Miron Białoszewski). Wyboru współczesnych, to jest XX-wiecznych poetów dostarcza antologia „13 poetów” (1983) oraz nieco późniejsza „Przepowiednia czasu twego” (1985). Nowsze almanachy to: „Z węgierskiego na nasze” (1998), „Dojść do słonecznej strefy” (2010), „Węgierskie lato” (2010) i „Jeszcze bliżej” (2013). Warto też zwrócić uwagę na publikacje tematyczne: „Kocham twój kraj”(1971), czyli zbiór węgierskich wierszy poświęconych Polsce i Polakom, antologię „Jak blisko” (2007), prezentującą dorobek poetów tworzących poza granicami Węgier, czy „Gwiazdę przewodnią” (2016), zawierającą utwory poświęcone rewolucji ’56 roku. Na koniec: całkiem wyjątkowa „Wolność. Antologia walczącej poezji i prozy węgierskiej” (1953), o której specyfice niech świadczą tytuły niektórych rozdziałów: „Swojej ojczyźnie niezłomnie”, „Naprzód, węgierski proletariacie!”, „Wyruszają bratnie czołgi”.

„Ostrzę pióro, wszak jestem pisarzem”

Okładka książki "Żar"

Obecności węgierskiej poezji na polskim rynku wydawniczym dopełniają wreszcie publikacje autorskie. W ostatnich latach ukazały się: „Dylematy królika doświadczalnego” Györgya Gömöriego (2003), „Okruchy przestrzeni” Istvána Kovácsa (2003), „Poezje” Gézy Szőcsa (2013), „Archeolożka w czółenkach” Anikó Polgár (2015), „Programy w labiryncie” Istvána Keménya (2017), „Czego potrzeba do szczęścia” Pétera Kántora (2018). I jeszcze jedna, opublikowana w 2016 roku książka, zatytułowana po prostu: „Wiersze”. Pozwalam sobie wyróżnić ją na końcu, gdyż jej niezwykle popularny autor zaistniał w świadomości polskich czytelników jednak głównie za sprawą prozy, dzienników czy – od niedawna – felietonów. Lecz o Sándorze Máraim (1900–1989), bo o nim mowa, warto dziś pomyśleć również dlatego, że 11 kwietnia przypada także i jego rocznica urodzin.

Autor „Żaru” czy „Księgi ziół” pozostawił też Węgrom jedne z najbardziej ikonicznych i przejmujących wierszy XX wieku. Pierwszy, „Aniele z nieba”, napisał w Boże Narodzenie 1956 roku, spoglądając zza oceanu na rodzinny kraj, w którym brutalnie zduszono pragnienie wolności. Drugi – „Mowa żałobna” – powstał sześć lat wcześniej, podczas pobytu we Włoszech. Márai wyraził w nim boleśnie odczuwaną tęsknotę za ojczyzną, ojczystym językiem i kulturą. Na zakończenie pozostawię państwa z fragmentem tego utworu w przekładzie Jerzego Snopka i zachęcę do wysłuchania oryginału w interpretacji samego autora.

[…] Brak poczty. Nie śmią pisać… czy listy nie dotarły?

Katorga wyzbyta znaków, żal opłakiwać umarłych.

Pan konsul żuje gumę, binokle wyciera,

Widać, że stos papierów i pieczęć mu doskwiera.

Dostaje tysiąc miesięcznie i auto. Wyjął z szuflady

Zdjęcia »Mistress« i »bejbi«. Kim był dla niego Ady?

Czym był naród? Poezja, muzyka, epoka?

Wiersz Aranya? Barwy Rippla? Dziki duch Bartóka? […]

Zdjęcie otwierające: spiżowy pomnik Attili Józsefa. Autor: charlemagne.

#czytamwdomu #kupujeksiazki

 


komentarze [2]

Sortuj:
więcej
Niezalogowany
Aby napisać wiadomość zaloguj się
grafzero  - awatar
grafzero 16.04.2020 12:15
Czytelnik

Świetny artykuł!
Jako ciekawostkę dodam tylko, że w tej samej miejscowości (i w sumie w taki sam sposób) co Attila József zabił się również znany węgierski aktor Zoltán Latinovits (chociaż wiele osób podważa interpretację samobójczą) - zajmował się między innymi interpretacją poezji Atilla Józsefa. W Balatonszárszó stoi dziś dziwaczny pomnik poety.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Daniel Warmuz - awatar
Daniel 10.04.2020 09:06
Tłumacz

Zapraszam do dyskusji.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post