Podsycanie naturalnej ciekawości dzieci jest ważne. Rozmawiamy z Katarzyną Kalistą

Adam Jastrzębowski
19.04.2021

W książce „Pan Barnaba i zagadkowa hipoteza” nauka i matematyka mieszają się w jednym kotle z zagadką do rozwikłania i perypetiami szkolnymi. A na dodatek jednym z głównych bohaterów książki jest stary, gadający kot! O tym prawdziwym tyglu rozmawiamy z autorką Katarzyną Kalistą, która sama ma trzy koty w domu. Niestety do tej pory nie przemówiły ludzkim głosem.

Podsycanie naturalnej ciekawości dzieci jest ważne. Rozmawiamy z Katarzyną Kalistą

Pan Barnaba i zagadkowa hipoteza książka[OPIS WYDAWCY] Pan Barnaba zwiedził cały świat, mówi w kilku językach i poznał Marię Skłodowską-Curie i Einsteina. Niby nie ma w tym nic zaskakującego, oprócz tego, że Barnaba to kot – prawdziwy choć niezwykły.

Barnaba przybył do Krakowa z Ameryki z misją potwierdzenia pewnej tajemniczej hipotezy, której udowodnienie warte jest milion dolarów. Kot jest irytujący, ma własne zdanie i zdecydowanie nie lubi głaskania, ani towarzystwa dzieci… Jednak do jednego trzynastolatka o imieniu Antek z czasem się przekonuje.

Reklama

Niepokorne zwierzę i niesforny trzynastolatek jednoczą siły, żeby dowód zagadkowej hipotezy ujrzał światło dzienne i nie wpadł w niepowołane ręce.

Czy mimo trudnych początków ta osobliwa para osiągnie swój cel?

Adam Jastrzębowski: Co jest fascynującego w matematyce – i szerzej nauce – że stała się tematem dla książki „Pan Barnaba i zagadkowa hipoteza”?

Katarzyna Kalista: Po pierwsze, żeby uspokoić: ja nie jestem matematykiem ani nauczycielem, ale jako mama dostrzegam, jak ważne jest podsycanie naturalnej ciekawości dzieci. Chciałabym, żeby widziały w nauce fascynujący świat, w którym jest wiele niesamowitych rzeczy do odkrycia. Nauka widziana tylko przez pryzmat szkoły sprowadza się do ocen i staje się zupełnie nieciekawa. 

Matematyka towarzyszy nam przez całe życie i we wszystkim dookoła, nie kończy się na szkole. Rozwija umiejętności logicznego myślenia, a to sprawia, że umiemy samodzielnie myśleć i jesteśmy mniej podatni na manipulację. Chciałabym, żeby rosło nam pokolenie myślących ludzi, którzy umieją odróżnić prawdę od fake newsa.

Nie bała się Pani, że młodzież szkolna, sięgająca po Pani książkę w czasie wolnym, po szkole, nie będzie już chciała czytać o matematyce, liczbach pierwszych i ciągach Fibonacciego?

Młodzież w książce otrzyma przede wszystkim ciekawą przygodę z zagadką wartą milion dolarów w tle. Mam nadzieję, że od pierwszych stron ta historia wciągnie młodego człowieka w wir wydarzeń, a przy okazji łagodnie przeprowadzi przez wątek liczb pierwszych, ich znaczenia dla szyfrowania i unaoczni, że za tym stoi nauka – tu konkretnie matematyka.

Jeśli ta książka sprawi, że dzieciaki będą myśleć o matematyce jako o czymś „fajowym” to mamy w przyszłości szansę na odrodzenie tradycji polskiej szkoły matematycznej i doczekamy się następców wybitnych matematyków z okresu międzywojnia, którzy przyczynili się do złamania kodu Enigmy.

Katarzyna Kalista

„Pan Barnaba i zagadkowa hipoteza” to  książka, dzięki której czytelnicy zapoznają się z kolejnymi nazwiskami uczonych, u których Barnaba mieszkał i którzy mieli ogromny wpływ na światową naukę. Czy ten „dydaktyzm” był zamierzony?

Dobrze, że „dydaktyzm” został wzięty w cudzysłów, bo kojarzy mi się z pouczaniem. Ja chciałabym rozbudzić ciekawość, może zaszczepić pasję do nauki. Dziś, kiedy wszystkie lądy na Ziemi zostały już odkryte i nazwane, to nauka wciąż kryje tajemnice i pola do eksploracji. 

Może w trakcie lektury, podczas meandrowania po wątkach naukowych, pojawi się taka myśl, że fajnie byłoby coś odkryć, wynaleźć lub stworzyć. Może wzejdzie ona później u niektórych jak nasiono i sprawi, że młody człowiek zamiast bycia całe życie konsumentem wszelkich dóbr i treści, sam stanie się twórcą. 

Zależy mi, żeby młode pokolenie w jak największej mierze było twórcami. Żeby nie oglądali cudzego życia na ekranie, tylko żyli własnym i to w zgodzie ze swoim indywidualnym powołaniem.

Pani książka dotyka tematu samotności. Zarówno Jagienka, jak i Antek trafiają do nowej szkoły, w której nie mają żadnych przyjaciół i znajomych, stają się przez to odizolowani. Czy ten problem często dotyka dzisiejszą młodzież?

Reklama

Myślę, że wiele nastolatków boryka się z samotnością, ma problemy z wchodzeniem w nową grupę. Chciałabym, żeby młody czytelnik, jeśli sam doświadcza takich trudności, wiedział, że nie dotyczy to tylko jego i dać mu nadzieję, że wszystko się z czasem ułoży.

Również dziadek Antka doświadcza poczucia samotności. Zamknięty na piętrze kamienicy bez windy nie może samemu wychodzić na spacer i staje się niewolnikiem czterech ścian. O tym problemie mówi się w Polsce zdecydowanie za rzadko.

To smutne, ale widzę tu światełko. Nić porozumienia plecie się lepiej między dziadkami a wnuczętami niż między rodzicami a dziećmi. Dziadkowie i wnukowie nie mają wobec siebie wygórowanych oczekiwań, niczego nie muszą udowadniać. Ich relacje pozbawione są napięć, a przez to łatwiejsze. Myślę, że mogą być dla siebie nawzajem dobrym towarzystwem, a tym samym remedium na samotność.

Który wątek książki był dla Pani ważniejszy – ten detektywistyczny, dotyczący rozwiązywania zagadki, czy ten dotyczący samotności?

Najważniejszy jest wątek dotyczący rozwiązania zagadki. Chodzi przede wszystkim o to, żeby dostarczyć młodemu czytelnikowi rozrywki, żeby dobrze się bawił. Ta intryga nadaje tempa wszystkim wydarzeniom, a przy okazji stanowi oś dla wątków pobocznych, jak relacje młodzieży w grupie społecznej, dorastanie, a także dla wątku naukowego.

„Pan Barnaba” jest również głosem w dyskusji dotyczącej Internetu i jego wykorzystywania przez młodzież. Z jednej strony rodzice Antka traktują sieć jako „zło” i nakładają kary na korzystanie z komputera, z drugiej strony – Internet jest jednym z kluczy do rozwiązania książkowej zagadki. A zatem: co z nim zrobić?

Rodzice Antka nie tyle nakładają kary za korzystanie z Internetu, co limitują dostęp do konkretnej liczby godzin. Uważam, że to mądre. Internet jest wspaniałym narzędziem do poszerzania wiedzy, zabawy, ale nie może zastąpić całego życia, karmienia innych zmysłów. Młodzież musi mieć też czas na przebywanie wśród rówieśników, na rower, bieganie za piłką, na przeżywanie swoich przygód, popełnianie własnych błędów i ponoszenie realnych, a nie wirtualnych konsekwencji. Jak przykręci się strumień światłowodu, to znajdzie się na to wszystko czas.

Antek ma trzynaście lat. To już dużo czy jeszcze mało? Z jednej strony notorycznie uchyla się przed czochraniem włosów przez mamę, z drugiej zaś nie bierze odpowiedzialności za swoje szkolne braki. 

Dojrzewanie jest procesem. Do prostych rzeczy szybciej się dorasta, do tych, które wymagają wzięcia na siebie odpowiedzialności – dłużej. Znam wiele osób w moim wieku, które do wzięcia odpowiedzialności jeszcze nie dorosły.

Katarzyna Kalista

Barnaba jest kotem, Pani sama ma również trzy koty. Czy to dlatego uznała Pani, że mówiący ludzkim głosem zwierzak będzie właśnie przedstawicielem tego właśnie gatunku?

Ja nie planowałam tej książki, po prostu pojawił mi się taki gadający, lekko irytujący kot w scenerii starego Krakowa i trzeba było dla niego napisać książkę. Moje koty tu nie lobbowały. W każdym razie, nie żebym zauważyła i była tego świadoma. Dodam jeszcze, że żaden z nich do tej pory nie przemówił.

„Pan Barnaba” to nie tylko książka, ale również strona internetowa, zawierająca zarówno wiedzę matematyczną, jak i mini-gry. Dlaczego zdecydowała się Pani na taki ruch promocyjny?

Wymyśliłam to razem z mężem podczas spaceru. Chcieliśmy dać czytelnikowi, który czuje niedosyt po skończeniu lektury, możliwość przebywania jeszcze przez chwilę w uniwersum książki. Na stronie znajdują się niesztampowe i zabawne quizy do książki, zachęcamy czytelników do tworzenia fanfików i podsuwamy gry i zabawy, które będą rozwijać umysł młodego człowieka. 

Czy z Antkiem, a może także i z Barnabą, bohaterami książki „Pan Barnaba”, jeszcze będziemy mieli okazję spotkać się w kolejnych utworach? 

W zamyśle mam jeszcze dwie części przygód Pana Barnaby i Antka. Główny wątek w obu przypadkach również będzie ogniskować się wokół problemów naukowych. Znów zamierzam poruszyć ważne tematy, które rzadko pojawiają się w literaturze dla młodego czytelnika, a z którymi dzieci i młodzież konfrontują się w życiu codziennym. Szczegółów nie chcę na razie zdradzać. 

Pani debiut literacki „Ostatni rozdział” to adresowana do dojrzałych czytelników powieść obyczajowa, „Pan Barnaba i zagadkowa hipoteza” jest za to książką dla młodzieży. Nie bała się Pani „przeskoku” z pisania dla dorosłych na tworzenie dla młodszych odbiorców?

Zastanawiałam się, czy to nie prowadzi do pewnych wątpliwości czy Katarzyna Kalista to jedna autorka, czy może są dwie. Rozważałam nawet taki zabieg, by dla dzieci pisać jako Kasia Kalista a dla dorosłych jako Katarzyna. Uznałam jednak, że to wprowadzi zbędne zamieszanie.

W takim razie: jakiej kolejnej Pani książki możemy się spodziewać? Zostanie pani w prozie obyczajowej, młodzieżowej, czy może zaskoczy nas Pani, obierając inną drogę?

Reklama

Aktualnie piszę książkę obyczajową, ale jak wspominałam, będą jeszcze co najmniej dwie części Pana Barnaby. 

Nie siadam i nie zastanawiam się o czym by tu napisać następną książkę. Historie, a rozumiem przez to główne wątki oraz główni bohaterowie, przychodzą do mnie same. Układają się w mojej głowie bez świadomego udziału. I tak raz pojawia się coś, co nadaje się dla młodszego czytelnika, raz coś dla starszego. Nie wybrzydzam, biorę co serwują. Niestety potem zaczyna się trudna część. Trzeba to napisać, wybrać narratora, dobrać język i tu już potrzebna jest bardzo świadoma praca, która wymaga ogromnego wysiłku. 

A wracając do pytania – sama nie wiem, dokąd droga mnie zaprowadzi. Zobaczymy, co mi moja podświadomość zaserwuje.

Wywiad powstał we współpracy z wydawnictwem Czarna Owca.

Książka „Pan Barnaba i zagadkowa hipoteza” jest już dostępna w sprzedaży online.

Reklama

komentarze [1]

Sortuj:
Aby napisać wiadomość zaloguj się
Adam Jastrzębowski 19.04.2021 10:23
Bibliotekarz

Zapraszam do dyskusji.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
zgłoś błąd