Komu wolność? Komu równość? Komu braterstwo?

jusola
18.08.2011

„Z przeżywającego „wiek rozumu” Paryża Valmorain trafił do prymitywnego i pełnego przemocy świata, gdzie żywi i martwi byli ze sobą za pan brat”*.
Kim jest Valmorain? Młodym Francuzem, który nieoczekiwanie został zmuszony do zajmowania się majątkiem swego schorowanego ojca, zamieszkującego plantację trzciny Saint-Lazare we francuskiej części Haiti. „Mówił o sobie, że jest humanistą”**, więc czytając nową powieść Isabel Allende „Podmorska wyspa”, będziemy mieć możliwość przyjrzenia się temu, jak wyglądał kolonialny humanizm przełomu XVIII i XIX wieku. Wtedy to francuską i europejską wyobraźnię społeczną zapładniały idee Wielkiej Rewolucji Francuskiej: Liberté-Égalité-Fraternité.

Toulouse Valmorain należy do środowiska Europejczyków, zamieszkujących Saint-Dominque (zachodnią część Haiti), gdzie dzieje się akcja I części powieści, oraz Luizjanę, tam wraz z bohaterami przenosi się akcja II części. Europejczyków - w znacznej mierze przekonanych, że europejskie wartości to jedynie słuszne wartości, a prawdziwymi ludźmi są jedynie oni sami, bo kolorowi na to miano nie zasługują. W tym świecie wyróżniać się, pozytywnie i negatywnie, będzie wielu bohaterów, nie zawsze łatwych do jednoznacznego określenia, np. francuski kapitan Étienne Relais, okryty sławą nieprzekupnego w świecie „honoru na sprzedaż” (s. 25), ale i bardzo bezwzględnego, czy postać doktora Parmentiera, choć pilnie strzegącego swej wielkiej życiowej tajemnicy, to przecież z upodobaniem podpatrującego miejscową zielarkę Tante Rose.

Świat białych, bogatych czy biednych, to nie jedynie ważny świat tej powieści. Jesteśmy przecież w kolonii, więc wielu tu affranchis, czyli wyzwolonych Murzynów lub Mulatów, a przede wszystkim – niewolników. Z tego świata „kolorowych” wywodzi się np. bardzo interesująca i znacząca dramaturgicznie postać Violette Boisier, wolnej Mulatki, sympatycznej, choć nieoczywistej, kurtyzany. Z tego świata pochodzi wreszcie główna postać powieści, Zarité, niewolnica Valmoraina. Jej historię śledzimy, przyglądając się, jak radzi sobie w świecie Toulouse Valmorain, ona wprowadza nas w świat wierzeń vodou, świat loa, czyli duchów, świat egzotyczny, tajemniczy, bo w nim możliwe jest przeniknięcie człowieka przez loa, istnieją zombi, ale i bokorzy (czarownicy).

Isabel Allende buduje świat niezwykle plastyczny, bardzo przekonujący i wyrazisty. Ma niesamowity dar opowiadania. Jej proza, oszczędna w dialogi, płynie potoczystą narracją, umiejętnie prowadząc czytelnika przez 40 lat życia bohaterów, którzy dojrzewają, zakładają rodziny, rodzą dzieci, borykają się z licznymi problemami, zarówno wynikającymi z sytuacji historycznej, jak i osobistej. Może czasem czytelnik nieco przewiduje emocje, którym będą się poddawać, ale to nie przeszkadza, bo bohaterowie są żywi, autentyczni, przekonujący, czy to pierwszo-, czy trzecioplanowi.

„Podmorska wyspa” została starannie wydana. Książka ma ponad 500 stron, ale druk nie męczy oczu, nawet jeśli stosuje się kursywę, gdy autorka oddaje głos samej Zarité. Nie podoba mi się tylko okładka – zdjęcie kobiety, ale to kwestia gustu.
„Podmorska wyspa” to dobra kobieca literatura. Kobieca, bo przeciwwagą dla niej mogłoby być na przykład „Jądro ciemności” Josepha Conrada, zdecydowanie męskie.

Nie mogę się także oprzeć temu, by nie wspomnieć także, że podczas lektury gdzieś tam błąkało mi się mgliste wspomnienie „Niewolnicy Isaury” (to kwestia wieku, myślę). Powieść pisarki jest jednak, oczywiście, nieporównywalna z brazylijskim serialem.
Z przyjemnością ulegam urokowi powieści tej chilijskiej pisarki.

Justyna Radomińska

* I.Allende, Podmorska wyspa, MUZA SA, Warszawa 2011, s. 17.
** Tamże, s. 14.

Kup książkę

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
zgłoś błąd