Spokojni byliśmy tylko we śnie

gulinka
02.12.2019

Często sięgam po powieści historyczne/wojenne, nie stronię również od publikacji typowo naukowych ani też tytułów biograficznych. Te ostatnie wydają się szczególnie cenne, bo przecież żadna, nawet najlepiej stworzona fabuła nie zdoła w pełni oddać tego, jak faktycznie wyglądały minione czasy, nie opisze przeszłych wydarzeń tak, jak może to zrobić tylko ich naoczny świadek czy uczestnik. Takim właśnie tytułem pisanym przez uczestnika są „Aryjskie papiery” autorstwa Jerzego Dynina.

Jerzy Dynin, mieszkający obecnie w Stanach Zjednoczonych, urodził się w Łodzi, w zamożnej żydowskiej rodzinie. Żył w szczęśliwym, spokojnym świecie, którym nagle wstrząsnęła wojna, gwałtownie zmieniając życie czternastolatka. Pierwszy obraz wojny dość szybko uzupełniają pierwszy strach przed śmiercią, pierwsi ranni i pierwsi zabici. Wojenna tułaczka rodziny Dyninów rozpoczyna się od wyjazdu do Warszawy, choć wkrótce ruszają dalej. Kiedy przybywają do spokojnego Wilna, wydaje się, że wszystko będzie dobrze, jednak w końcu i tam dociera II wojna światowa, a przed całą rodziną kolejne rozstania i ciężkie podróże…

Jerzy Dynin prowadzi nas przez całą II wojnę światową. Towarzyszymy mu w chwilach ciągłego strachu, ale też w tych krótkich momentach radości, gdy kolejny raz udało się ocalić siebie i najbliższych. Z relacji z pierwszej ręki poznajemy świat, w którym jedno słowo drugiego człowieka może sprowadzić śmierć. Jednocześnie konieczne jest szukanie pomocy u innych, a wytchnienie od ciągłego strachu przynosi tylko sen. Towarzyszymy nastolatkowi, który nieraz musi brać na siebie pełną odpowiedzialność, podejmując decyzję za matkę i kilkuletnią siostrę.

Większość z nas z pewnością zna historię Władysława Szpilmana opisaną w „Pianiście” czy książki będące zapisem rozmów z Markiem Edelmanem, a z nich obraz wojennej Warszawy i warszawskiego getta. Większość publikacji tego typu, relacji z czasów wojny, dotyczy właśnie naszej stolicy. Tymczasem „Aryjskie papiery” dają nową perspektywę, dokładają nowy puzzel do naszej ogólnej percepcji II wojny światowej – akcja ich głównej części dzieli się między Wilno i miasteczka, majątki Białorusi. Jeśli ktoś zna powieści Włodzimierza Odojewskiego, to przestrzeń i realia przedstawione tutaj są bardzo podobne, chociaż, co oczywiste, wydarzenia kompletnie inne.

„Aryjskie papiery” są relacją napisaną w pierwszej osobie (z jednym krótkim wyjątkiem). Autor stosuje prosty język, w którym nie brakuje emocji przekazywanych bardzo wprost, w niewyszukany sposób. Trzeba też tutaj zaznaczyć coś, co jest bardzo istotne – Dynin swoje przeżycia spisywał tuż po zakończeniu wojny, w 1946 roku. Brak w nich oceny z perspektywy czasu, z perspektywy coraz szerzej poznawanego po latach kontekstu wojny. Wszystkie wydarzenia zostały opisane tak, jak wówczas były postrzegane, tak, jak wtedy odbierał je nastoletni chłopak.

„Aryjskie papiery” Jerzego Dynina to świadectwo walki o życie zwykłej rodziny, która jak miliony innych praktycznie każdego dnia znajdowała się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. To obraz lokalnego świata, który chociaż znajduje się daleko od centrum wydarzeń, to nie brakowało w nim wojennego okrucieństwa. Myślę, że po taką literaturę zawsze warto sięgać.

Gabriela Danel

Kup książkę

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
zgłoś błąd