O śmiechu przez łzy, czyli „Wszystko w porządku… i inne kłamstwa” Whitney Cummings

Anna Sierant
18.02.2021

Być może uwielbiacie oglądać występy stand-uperów, więc w którymś momencie, buszując po YouTubie, w końcu natknęliście się na Whitney Cummings. Albo widzieliście ją w jednym z filmów z jej udziałem lub jesteście fanami „Dwóch spłukanych dziewczyn” i wiecie, że to ona jest jedną z twórczyń tego serialu. Zapewne pierwszym, z czym ta autorka Wam się kojarzy, jest humor, uśmiech na twarzy, wyluzowanie. Dla niej z kolei bycie zabawą okazało się od najmłodszych lat najlepszym sposobem na to, by być lubianą. Bo za wszelką cenę jej na tym zależało.

O śmiechu przez łzy, czyli „Wszystko w porządku… i inne kłamstwa” Whitney Cummings

Z drugiej strony, jeśli nadal czytacie ten artykuł, mimo że mowa jest o książce amerykańskiej komiczki, a w życiu żadnych tego typu występów nie oglądaliście, bo was to w ogóle nie interesuje, to bardzo dobrze. Dlaczego? „Wszystko w porządku… i inne kłamstwa” na pewno część osób doprowadzi do łez (także ze śmiechu), jednak przemysł rozrywkowy, kariera aktorska, a nawet stand-uperska Cummings stanowią w tej książce tylko tło do dzielenia się trudnymi, bolesnymi doświadczeniami, w bezczelnie (gdyby to słowo miało pozytywny wydźwięk, to w takim byłoby teraz użyte) wręcz szczery sposób.

„Nazywam się Cummings, ale spokojnie, to tylko mój pseudonim artystyczny. Tak naprawdę mam na nazwisko Spuścik!”

Z takimi, a nie innymi personaliami już jako młoda dziewczyna Cummings nie miała łatwo. Jej rodakom i osobom znającym język angielski nazwisko komiczki często kojarzy się z seksem i intymnością (a konkretnie z wytryskiem). Co więc najlepiej zrobić, gdy widzisz, że inni zaraz cię źle potraktują? Zacząć się nabijać z samej siebie, zanim zrobią to rozochoceni „prześmiesznym” słowem najpierw koledzy ze szkoły, później – widzowie. Amerykanka reagowała tak po to, by ochronić się przed smutkiem i złagodzić powagę sytuacji, by rozbroić albo zastraszyć innych. Śmiech stanowił dla Cummings środek przeciwbólowy, na którym potem zbudowała swoją karierę. Zawsze chciała być lubiana, więc humor stał się dla niej jednym z najważniejszych elementów niezbędnych do przetrwania.

Wśród mniej wysublimowanych komentarzy pod filmami komiczki, poza tymi powtarzanymi w kółko przez co bardziej spostrzegawczych lingwistów i dotyczącymi jej nazwiska, znaleźć też można takie, które wyrażają niepokój w związku z tym, że Cummings mówi tak głośno. Narzekający musieliby ją usłyszeć przed 27. rokiem życia, gdy zorientowała się, że dosłownie krzyczy, rozmawiając z ludźmi. W dzieciństwie bowiem, żeby jej głos był zauważony, nauczyła się odzywać tak, że „brzmiało to, jakby ją ktoś mordował”.

No bo czego jak czego, ale tej głośności, energii, a może i, na pierwszy rzut oka, pewności siebie Cummings odmówić nie można. Jeśli chodzi o to ostatnie, to tylko pozory.

Whitney Cummings, 2016

„Byłam tak niepewna siebie w sytuacjach towarzyskich, że na imprezie chodziłam za ludźmi i nieustannie proponowałam im wodę albo drinka, jakby cierpieli na nieuleczalną chorobę. […] Najbardziej na świecie chciałam, żeby wszyscy ludzie mieli na moim punkcie obsesję. A jeśli ktoś nie chciał się ze mną zaprzyjaźnić? Stara, idę po ciebie. Będziesz moja. Jeśli jakaś osoba nie zakochiwała się we mnie od razu, tym bardziej stawałam na głowie, żeby zasłużyć na jej aprobatę”.

Z tego pragnienia bycia lubianą Cummings mogła stać się nie tylko zabawniejsza, ale i cichsza czy niższa. Tak, specjalnie chodziła w balerinkach przy ludziach niższych od niej, żeby im nie było przykro z powodu różnicy wzrostu. A mierzy 1,8 m.

Okres dojrzewania, wczesna młodość autorki „Wszystko w porządku... i inne kłamstwa” to wieczna walka z samą sobą. Cummings dorastała w latach 90., gdy większy niż dzisiaj prym wiodły wyłącznie szczupłe sylwetki, więc robiła niemal wszystko (co dokładnie – przeczytacie w słodko-gorzkich opisach komiczki w książce), by móc się wbić w jak najmniejszy rozmiar ubrań. Udawało jej się to skutecznie – do tego stopnia, że jej biust nie osiągnął wielkich rozmiarów, co stanowiło dla niej kolejny ogromny problem na drodze do akceptacji samej siebie.

„Kiedy miałam jedenaście lat, w mojej nuklearnej rodzinie wszystko się posypało i mama wysłała mnie do Roanoke w stanie Wirginia, gdzie zamieszkałam z dwiema ciotkami. Miały wszystkie moje ulubione rzeczy: konie, psy, cycki. […] Im więcej czasu z nimi spędzałam, tym bardziej czułam, że należy mi się takie samo ciało. Liczyłam dni do chwili, kiedy moje DNA wkroczy na scenę i zamieni mnie w dziewczynę, na której widok mężczyźni z kreskówek będą wpadać pod samochody”.

Reklama

Aby tak się stało, Cummings najpierw wpadła w ręce szalonego chirurga plastycznego, a wcześniej (jej rodzina) bezskutecznie próbowała pomóc jej poradzić sobie z zaburzeniami odżywiania u nieskutecznej (jak się potem okazało) dietetyczki. Przez wiele lat stand-uperka walczyła z zespołem eksplodującej głowy, migreną, chronicznym i dojmującym bólem niemal w całym ciele oraz – nieustannie – brakiem zrozumienia i miłości dla siebie. Co ciekawe, w życiu zawodowym tak bardzo trudno nie było.

„Nie sądzę, że jakaś branża jest seksistowska; moim zdaniem to ludzie są seksistowscy, a w komedii łatwiej to dostrzec, bo są pijani i wrzeszczą do ciebie”

Ilu znacie komików, a ile komiczek? W ciągu ostatniego dziesięciolecia tych ostatnich pojawia się coraz więcej, wymienić można choćby Amy Schumer (kochaną i nienawidzoną), Taylor Tomlison, Aisling Bea czy Hannah Gadsby. Jednak pod filmami z ich występami, jak i pod tymi, których autorką i główną gwiazdą jest Whitney Cummings, wśród wielu innych opinii niemal zawsze znajdą się takie jak: „dziewczyny nie są zabawne”, „kobieta-komik, co za żenada” czy „no jak na dziewczynę to nawet daje radę”. Mimo to autorka „Wszystkiego w porządku... i innych kłamstw” zaznacza, że na często powtarzające się pytanie o to, czy stand-up to mizgonistyczna branża, nie może odpowiedzieć „nie”, choć bardzo by tego chciała. Dlaczego? Tak, po to, by zadowolić pytającego. Jednak według Cummings nie ma co antropomorfizować profesji i jeśli już, to można powiedzieć, że to ludzie są seksistowscy, a nie branża.

W książce komiczki trudno znaleźć narzekanie na gorsze traktowanie przez kolegów po fachu czy brak chęci zatrudnienia jej z powodu płci. Owszem, na każdym występie znajdzie się facet, który zachęci: „Pokaż cycki!” bądź „No to teraz zobaczymy, co potrafisz”, jednak dla Amerykanki bardziej seksistowskie jest samo ocenianie jej przez pryzmat tego, że jest kobietą. Jakie ma bowiem znaczenie, że ktoś, kto opowiada żarty ma takie, a nie inne ciało? To przecież nie powinno w ogóle być istotne, tak jak nikt nie wyobraża sobie, że w restauracji podchodzi do niego managerka i mówi: „Witam Państwa! Za chwilę kelner przyjmie Państwa zamówienie. Uwaga! Jest mężczyzną!”.

Reklama

Dla Cummings własne doświadczenia są podstawą do dalszych i ogólnych rozważań. Pisząc o zaburzeniach odżywiania, nawiązuje do oczekiwań amerykańskiego społeczeństwa wobec tego, jak powinna wyglądać kobieta. Wspominając o swoich problemach w stworzeniu związku, w którym czułaby się doceniana, pisze także o tym, jak trudno jest traktować dobrze samego siebie, podczas gdy dla innych jesteśmy bardziej wyrozumiali. (Domniemany) seksizm w stand-upowym środowisku stanowi z kolei dla komiczki dobry pretekst do zastanowienia się, czy nie tylko ta branża, ale i cały glob jest światem mężczyzn.

Z takim nastawieniem Cummings pojechała występować w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Libanie. Podsumowując tę wyprawę w skrócie: wiele rzeczy ja zdziwiło, w pozytywnym i negatywnym sensie. W Dubaju miała okazję porozmawiać z młodymi dziewczynami, które konkretnie odpowiedziały jej na pytanie, czy nie czują się upokorzone koniecznością zasłaniania włosów: nie czuły się. W Bejrucie jednak, we własnym odczuciu, sama doznała upokorzenia, gdy kazano jej jak najszybciej przestać kontemplować piękno meczetu bez zakrytej głowy.

„Nigdy nie pojmę, jak to jest żyć w takiej opresyjnej kulturze jak na Bliskim Wschodzie, gdzie kobiety są pozbawione podstawowych praw człowieka, ale przynajmniej udało mi się w końcu zrozumieć, że może to być bardziej skomplikowane i że na pewno nie wiem więcej o ich doświadczeniach niż one same”.

Jeśli dotrwaliście do końca artykułu i macie wrażenie, że ta książka to tylko smutek i powaga, a jej lektura wymaga ogromnego skupienia, to sięgnijcie po nią, by się przekonać, że tak nie jest. Autorka opowiedziała wszystko z więcej niż szczyptą humoru i autoironii, jak na stand-uperkę i komiczkę przystało. W końcu długa i wyboista droga do lepszej relacji z samą sobą nie zawsze jest usłana różami.

Książka „Wszystko w porządku” jest już do kupienia w księgarniach online.

Przeczytaj fragment książki „Wszystko w porządku”

Wszystko w porządku

Issuu is a digital publishing platform that makes it simple to publish magazines, catalogs, newspapers, books, and more online. Easily share your publications and get them in front of Issuu's millions of monthly readers.

Artykuł na podstawie książki „Wszystko w porządku” we współpracy z Wydawnictwem W.A.B.

Reklama

komentarze [2]

Sortuj:
1799
226
18.02.2021 16:04

Ciekawa postać. Podziwiam. Ja jak miałam wystąpić z czymkolwiek przed publicznością większą niż 2 osoby, to prawie dostawałam zawału! Trzeba mieć charakter!


108
0
18.02.2021 09:31

Zapraszam do dyskusji.


zgłoś błąd