rozwiń zwiń

Bullshit Jobs. A Theory

Okładka książki Bullshit Jobs. A Theory
David Graeber Wydawnictwo: Simon & Schuster nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
368 str. 6 godz. 8 min.
Kategoria:
nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
Wydawnictwo:
Simon & Schuster
Data wydania:
2018-05-15
Data 1. wyd. pol.:
2019-10-01
Data 1. wydania:
2018-05-15
Liczba stron:
368
Czas czytania
6 godz. 8 min.
Język:
angielski
ISBN:
150114331X
Tagi:
praca kapitalizm ekonomia
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu
Średnia ocen
6,7 6,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Poczekaj, szukamy dla Ciebie najlepszych ofert

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
Reklama

Książki autora

Podobne książki

Reklama

Oceny

Średnia ocen
6,7 / 10
26 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
1237
443

Na półkach:

Zaczęło się od eseju, który antropolog David Graeber opublikował siedem lat temu w jednym z amerykańskich czasopism. Postawił w nim tezę, że niektóre zajęcia są bez sensu – stanowią klasyczne przykłady tzw. bullshit jobs. Temat chwycił, autor został niemalże zasypany listami i mailami z opisami podobnych posad. Tak narodziła się popularnonaukowa rozprawka Bullshit Jobs. A Theory, która niedawno została wydana w naszym kraju jako Praca bez sensu. Ja czytałem oryginał, może i przeciętnie napisany (powtórenia, błędy językowe, pisanie po trzy razy tego samego), ale wady nie powinny przysłaniać ciekawej tezy.

W Bullshit Jobs. A Theory autor przypomina tezę znanego ekonomisty Johna Maynarda Keynesa, który w latach trzydziestych XX wieku przekonywał, iż postępująca automatyzacja oraz zmiany w organizacji firm doprowadzą do powstania piętnastogodzinnego tygodnia pracy. Nic takiego się nie wydarzyło. Ludzie nadal pracują po czterdzieści, a czasami nawet więcej godzin. Tyle że znacznie częściej wykonują owe bullshit jobs, które pochłaniają czas, a kompletnie nic nie wnoszą!

Czym jest owa praca bez sensu? To „forma pracy zarobkowej, bezcelowej, zbędnej bądź do tego stopnia zgubnej, że nawet pracownik nie może uzasadnić jej istnienia, mimo że w ramach warunków zatrudnienia czuje się zobowiązany udawać, że tak nie jest”. Graeber dzieli zatrudnionych na bullshit jobs na pięć typów:

– sługusi, których jedynym sensem jest sprawianie, by inni ludzie czuli się ważniejsi, lepsi, zadbani. Przykładem niech będą odźwierni, bagażowi i windziarze w luksusowych hotelach, ale często też recepcjoniści (zwłaszcza w budynkach mieszkalnych) i różnego typu asystenci zajmujący się na przykład selekcjonowaniem poczty przychodzącej do szefa i eliminowaniem spamu.

– zbiry, których jedynym celem istnienia jest rywalizacja ze swoimi odpowiednikami w innych firmach, np. prawnikami, lobbystami, ale również telemarketerami czy specjalistami od marketingu i PR-u.

– naprawiacze, którzy istnieją dlatego, że ktoś inny pokpił sprawę, np. programiści naprawiający zepsuty kod, sprzedawcy w supermarketach ograniczający się do przyjmowania reklamacji czy korygowania błędnie naliczonych rachunków, wreszcie pracownicy lotnisk zajmujący się uspakajaniem ludzi, którym zgubiono bagaże.

– zakreślacze, którzy zajmują się przerzucaniem papierów, m.in. redaktorzy czasopism wewnątrzkorporacyjnych, administratorzy zbędnych ankiet, autorzy pomysłów istniejących tylko na papierze, za to starannie opisanych i przeanalizowanych, wreszcie generatorzy raportów, których na ogół nikt nie czyta.

– nadzorcy, czyli ludzie, którzy tworzą zbędne zadania dla ludzi, którzy owych zadań nie potrzebują, m.in. kierownicy średniego szczebla czy specjaliści od przywództwa. Ile razy człowiek pracował wiedząc, że i tak projekt, który przygotowuje, nie wejdzie w życie?

Oczywiście nie każda taka praca jest w rzeczywistości zbędna. Wielu raportów ma znaczenie dla firm, wielu kierowników średniego szczebla nie ogranicza się do przekazywania dalej tego, co wymyśli góra. Tyle że powyższe zestawienie nie uwzględnia również idiotycznych prac, które mają sens, ale wykonywane są w sposób bezsensowny. W książce pojawia się przykład informatyka zajmującego się przenoszeniem i instalowaniem sprzętu, który potrafił przejechać kilkaset kilometrów do jednej z filii klienta, by przenieść komputer z jednego pokoju do drugiego i tam go podłączyć, wszystko przy zachowaniu ważnych wewnętrznych procedur. Rzecz, którą średnio rozgarnięty pracownik wykonałby w 10 minut, jemu zajmowała cały dzień i wymagała tony papierzysk, podpisów, pieczątek, nie wspominając o wycieczce.

Według autora w idealnym świecie około 50% stanowisk mogłoby nie istnieć, a my po spełnieniu kilku warunków już teraz moglibyśmy pracować góra cztery godziny dziennie przy zachowaniu produktywności i pensji. Zachowalibyśmy też zdrowie psychiczne – okazuje się bowiem, że bullshit jobs wielu ludzi wykańczają. Zapewniają jedynie poczucie bezsensu wykonywanego zajęcia…

Na koniec dodam coś od siebie. Mam kolegę, który pracuje w korporacji. Przed pandemią siedział po 9-10 godzin w biurze. Teraz, już z domu, robi dokładnie to samo w dwie godziny. Nie marnuje czasu na spotkania, zebrania, bezsensowne zajęcia. W jakim stopniu jego stara praca była bullshit job?

PS. Babcia autora była Polką, stąd w książce pojawia się parę nawiązań do naszego kraju.

Więcej recenzji:
https://zdalaodpolityki.pl/category/ksiazka/

Zaczęło się od eseju, który antropolog David Graeber opublikował siedem lat temu w jednym z amerykańskich czasopism. Postawił w nim tezę, że niektóre zajęcia są bez sensu – stanowią klasyczne przykłady tzw. bullshit jobs. Temat chwycił, autor został niemalże zasypany listami i mailami z opisami podobnych posad. Tak narodziła się popularnonaukowa rozprawka Bullshit Jobs. A...

więcej Pokaż mimo to

7
avatar
189
182

Na półkach: ,

Tematem tej książki są bezsensowne zawody, których braku nikt nawet by nie zauważył. Autor przytacza przykłady takich prac na podstawie świadectw osób zatrudnionych na tego typu stanowiskach. Samo zdefiniowanie takiego zajęcia jest kwestią subiektywną, w związku z tym oszacowanie skali opisywanego zjawiska zależy od przyjętej definicji. Na podstawie tak niejasnych założeń autor przedstawia to zagadnienie jako poważny problem społeczny. Trudno jednoznacznie stwierdzić, czy ma rację. Kolejnym etapem jego rozważań są wnioski wynikające z zaistniałej sytuacji. Niektóre z nich są ciekawe i zmuszające do myślenia, jednak nie jestem pewny, czy refleksje nad niepotrzebnymi zawodami to jedyna droga pozwalająca do nich dojść. Końcowe fragmenty książki zawierają propozycję rozwiązania tytułowego problemu. Tę część mogę określić jednym słowem - bullshit.

Tematem tej książki są bezsensowne zawody, których braku nikt nawet by nie zauważył. Autor przytacza przykłady takich prac na podstawie świadectw osób zatrudnionych na tego typu stanowiskach. Samo zdefiniowanie takiego zajęcia jest kwestią subiektywną, w związku z tym oszacowanie skali opisywanego zjawiska zależy od przyjętej definicji. Na podstawie tak niejasnych założeń...

więcej Pokaż mimo to

2
avatar
1275
1

Na półkach:

Krytyka Polityczna zdecydowała się chyba jednak być poprawna politycznie i książkę zapowiadają już pod innym tytułem "Praca bez sensu". Śmiać się czy płakać nad głupotą ludzi?

Krytyka Polityczna zdecydowała się chyba jednak być poprawna politycznie i książkę zapowiadają już pod innym tytułem "Praca bez sensu". Śmiać się czy płakać nad głupotą ludzi?

Pokaż mimo to

0
Reklama
avatar
173
46

Na półkach: ,

Książka ta jest znakomitym dopełnieniem i wzbogaceniem refleksji zawartych w esejach: "The Refusal of Work" (David Frayne), i "Four Futures: Life After Capitalism" (Peter Frase). Język i styl jest trochę mniej akademicki w porównaniu do podobnych opracowań związanych z organizacją pracy ludzkiej. W treści znajduje się sporo kolokwializmów, i myślę że w tym przypadku mają one ujemny wpływ na przejrzystość przekazu obiektywnych spostrzeżeń.
Szkoda, że autor nie przyjrzał się kwestiom ekologicznym tak skrupulatnie jak historycznym. W książce nie ma też objaśnionej korelacji dynamiki przyrostu populacji światowej (w tym braku kontroli przyrostu) do kształtu określonych systemów ekonomiczno-polityczno-społecznych, w kontekście logicznych skutków głównych zwrotnic dziejów najpotężniejszych imperiów (których centralne planowanie miało kolosalny wpływ na rozwój organizacji pracy, technologii, idei jedności i standaryzacji).
Mimo wszystko, tego typu książka, w obecnym stanie ludzkości, jest jak tlen w strutym obozie pracy przymusowej (w praktyce dla wielu ludzi, w zastanym systemie).

Książka ta jest znakomitym dopełnieniem i wzbogaceniem refleksji zawartych w esejach: "The Refusal of Work" (David Frayne), i "Four Futures: Life After Capitalism" (Peter Frase). Język i styl jest trochę mniej akademicki w porównaniu do podobnych opracowań związanych z organizacją pracy ludzkiej. W treści znajduje się sporo kolokwializmów, i myślę że w tym przypadku mają...

więcej Pokaż mimo to

3

Cytaty

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Bullshit Jobs. A Theory


Reklama
zgłoś błąd