Reamde

- Kategoria:
- fantasy, science fiction
- Format:
- papier
- Data wydania:
- 2011-01-01
- Data 1. wydania:
- 2011-01-01
- Liczba stron:
- 1044
- Czas czytania
- 17 godz. 24 min.
- Język:
- angielski
- ISBN:
- 9781848874480
Four decades ago, Richard Forthrast, the black sheep of an Iowa family, fled to a wild and lonely mountainous corner of British Columbia to avoid the draft. Smuggling backpack loads of high-grade marijuana across the border into Northern Idaho, he quickly amassed an enormous and illegal fortune. With plenty of time and money to burn, he became addicted to an online fantasy game in which opposing factions battle for power and treasure in a vast cyber realm. Like many serious gamers, he began routinely purchasing virtual gold pieces and other desirables from Chinese gold farmers—young professional players in Asia who accumulated virtual weapons and armor to sell to busy American and European buyers.
For Richard, the game was the perfect opportunity to launder his aging hundred dollar bills and begin his own high-tech start up—a venture that has morphed into a Fortune 500 computer gaming group, Corporation 9592, with its own super successful online role-playing game, T’Rain. But the line between fantasy and reality becomes dangerously blurred when a young gold farmer accidently triggers a virtual war for dominance—and Richard is caught at the center.
In this edgy, 21st century tale, Neal Stephenson, one of the most ambitious and prophetic writers of our time, returns to the terrain of his cyberpunk masterpieces Snow Crash and Cryptonomicon, leading readers through the looking glass and into the dark heart of imagination.
Kup Reamde w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Reamde
Poznaj innych czytelników
798 użytkowników ma tytuł Reamde na półkach głównych- Chcę przeczytać 507
- Przeczytane 275
- Teraz czytam 16
- Posiadam 192
- Ulubione 7
- Fantastyka 7
- Papier 6
- Chcę w prezencie 5
- Science Fiction 4
- 2014 3




































OPINIE i DYSKUSJE o książce Reamde
Czego tu nie ma! Szczegółowe spojrzenie na amerykańską prowincję z rozwiniętym wątkiem rodzinnym. Wiarygodny i niezwykle pomysłowy wątek komputerowy i biznesowy. Karykatury pisarzy fantasy. Niegłupi wątek chiński. Akcje w stylu filmów z Jamesem Bondem. Szczegółowe do bólu opisy broni. Napisane świetnie, miejscami naprawdę błyskotliwie, z dużą dawką humoru i ciętymi dialogami. Co kto lubi, ale ja nie raz ryczałem ze śmiechu. Do tego barwne, ale nie nazbyt przerysowane postacie.
Książka jest długa, co mi nie przeszkadzało – kompletnie mnie porwała i cieszę się, że nie jest krótsza. Tak naprawdę to uwielbiałem wszystkie dygresje, podśmiewanie się to z rzeczy w Ameryce, to w innych częściach świata. Końcówka nieco za bardzo odlatuje w mało wiarygodną stronę, jednak nie mam pretensji. Od początku widać, że to nie jest książka pisana śmiertelnie serio, tylko w stylu humorystyczno-awanturniczym, więc taki sposób zakończenia trzyma się konwencji.
Tłumaczenie jak to u Wojciecha Szypuły bardzo dobre, w klimacie, żywym językiem (szanuję scenę z „Co tam się stało do ch*a wafla?”).
Czego tu nie ma! Szczegółowe spojrzenie na amerykańską prowincję z rozwiniętym wątkiem rodzinnym. Wiarygodny i niezwykle pomysłowy wątek komputerowy i biznesowy. Karykatury pisarzy fantasy. Niegłupi wątek chiński. Akcje w stylu filmów z Jamesem Bondem. Szczegółowe do bólu opisy broni. Napisane świetnie, miejscami naprawdę błyskotliwie, z dużą dawką humoru i ciętymi...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie wiem, dlaczego "Reamde" znajduje się w kategorii "fantasy, science fiction", bo jest to dość typowy przedstawiciel gatunku sensacja/akcja. Mamy tu hakerów, gangsterów, tajne służby, terrorystów, pogonie, zasadzki i strzelaniny.
Książka jest bardzo dobrze przemyślana pod względem fabuły, jest kilku głównych bohaterów, których losy się przeplatają, a Stephenson każdemu z nich daje odpowiednią ilość pierwszego planu. Pod tym względem książka jest bardzo udana, mam wrażenie, że to jest w zasadzie gotowy scenariusz na całkiem niezły serial.
Słabsze strony "Reamde" to nadmiernie rozwleczone opisy mało znaczących czynności i sytuacji, przez które książka jest po prostu trochę za długa, oraz strona czysto literacka - jest to proza bardzo dosłowna, relacjonująca wydarzenia, niestety z niedostatkiem elementów "magii literatury", czyli pobudzania wyobraźni.
Stephenson już kiedyś napisał książkę, w której ważną rolę odgrywa świat wirtualnej rzeczywistości - chodzi oczywiście o "Zamieć", która podobała mi się zdecydowanie bardziej niż "Reamde".
Nie wiem, dlaczego "Reamde" znajduje się w kategorii "fantasy, science fiction", bo jest to dość typowy przedstawiciel gatunku sensacja/akcja. Mamy tu hakerów, gangsterów, tajne służby, terrorystów, pogonie, zasadzki i strzelaniny.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka jest bardzo dobrze przemyślana pod względem fabuły, jest kilku głównych bohaterów, których losy się przeplatają, a Stephenson każdemu z...
W sumie tej książce nic nie brakuje. Choć ciągnie się długo, jest bardzo spójna i ciekawa, a akcja bardzo wartka. Polecam
W sumie tej książce nic nie brakuje. Choć ciągnie się długo, jest bardzo spójna i ciekawa, a akcja bardzo wartka. Polecam
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNeal, tym razem prezentuję czytelnikom rozbudowaną powieść o przytłaczającej objętości wynoszącej aż 1072 strony. Fabuła głównie oparta jest na grze komputerowej, wciągając czytelnika w świat tej tematyki, nawet jeśli nie za bardzo czujemy potrzebę zainteresowania. W dzisiejszych czasach czyta się ją trochę inaczej, niż gdy miała swoją premierę, lecz w dalszym ciągu pokazuje czytelnikom coś o czym wielu z pewnością nie miało pojęcia. A świat po ponad dekadzie od jej wydania, jest jeszcze bardziej skomplikowany w tej tematyce, iż mogłoby się to wydawać. Reamde to swego rodzaju przewodnik po tym obskurnym, brudnym i uzależniającym świecie, wirtualnym świecie. Właściwie nie uświadczycie w tej książce pomimo ogromu jej objętości żadnej nudy. Każda kartka to bardzo zręcznie napisany thriller.
Jednym z najbardziej znaczących elementów jest niesamowita zdolność Stephensona do tworzenia cliffhangerów. Na końcu każdego rozdziału jesteśmy zmuszeni do kontynuowania lektory, nie mogąc oderwać się od tej niezwykle wciągającej historii. Akcja jest dynamiczna i dostarcza emocji oraz widowiskowych momentów. To powieść pełna akcji, zmian lokalizacji i napięcia.
Zachwyca głębią fabuły i trzyma w napięciu narracyjnym stylem autora. To pozycja, którą warto dodać do swojej listy, niezależnie od tego czy interesujemy się tego typu tematyką czy nie.
Na koniec dodam, że przeczytanie 20-40 stron w ciągu dnia, to zdecydowanie za mało i może prowadzić do szaleństwa. Trzeba usiąść i po prostu wchłonąć świat minimum po 200-250 stron. I nie ma z tym najmniejszego problemu, bo to niezwykle wciągająca pozycja.
Neal, tym razem prezentuję czytelnikom rozbudowaną powieść o przytłaczającej objętości wynoszącej aż 1072 strony. Fabuła głównie oparta jest na grze komputerowej, wciągając czytelnika w świat tej tematyki, nawet jeśli nie za bardzo czujemy potrzebę zainteresowania. W dzisiejszych czasach czyta się ją trochę inaczej, niż gdy miała swoją premierę, lecz w dalszym ciągu...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDziwna sprawa, niby człowiek wie, że to głupie, niby wie, ze nieprawdopodobne zbiegi okoliczności urągają inteligencji czytelnika, niby widzi pretensjonalne dłużyzny o płatkach kukurydzianych, a jednak wciąga.
Dziwna sprawa, niby człowiek wie, że to głupie, niby wie, ze nieprawdopodobne zbiegi okoliczności urągają inteligencji czytelnika, niby widzi pretensjonalne dłużyzny o płatkach kukurydzianych, a jednak wciąga.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toUf, chyba pierwszy raz tak bardzo zmęczył mnie audiobook. Ale po kolei.
Neala Stephensona nie znałem wcześniej, a samo "Reamde" dorwałem kiedyśtam w promocji 2 za 1 na Audible. Prawie 40 godzin słuchania za pół creditu to w końcu dobry interes, prawda?
Niby tak, ale jednak nie do końca.
Historia stanowi niezły materiał na film sensacyjny. Mamy tu wielką korporację, gry komputerowe, rosyjską mafię, byłych agentów spec-nazu, chińskich hakerów, jihadystów z Al-Ka'idy, brytyjskich szpiegów, amerykanów mieszkających na odludziu z arsenałem wystarczającym na okupację małego państewka... Nie, nie ściemniam.
Może to jednak bardziej materiał na trylogię niż jeden film?
Wszystkie te grupy są tu też reprezentowane przez dość wyrazistych bohaterów, których wątki to się plączą, to rozplatają, by w końcu zebrać się - całkiem zgrabnie - w wybuchowym zakończeniu. Same postacie są tu zdecydowanie na plus - zwłaszcza te kobiece, które nie są jedynie ozdobą rękawa dla jakiegoś twardego action hero i potrafią same całkiem sporo namieszać. Z resztą sami action hero też są tu napisani całkiem ciekawie.
Więc dlaczego tylko 6/10?
Bo wszystko dłuży się tu niemiłosiernie.
Podobnie jak w "Bastionie" Stephena Kinga, wprowadzenie każdego z głównych bohaterów (a także kilku pobocznych) okraszone jest długą pogadanką na temat ich życia i przeszłości. Z kilkunastu tak przedstawionych bohaterów, tylko jeden posiada historię, która faktycznie jest istotna dla przedstawionych wydarzeń.
A samych wydarzeń też tu nie brakuje. Mamy raptem kilka dni, rozpisanych na ponad 1000 stron (w wersji papierowej). Co w sumie nie dziwi, kiedy sceny akcji potrafią (w audiobooku) trwać po kilkadziesiąt minut.
W pewnym momencie staje się to po prostu męczące. Mniej więcej po 20h poddałem się i ustawiłem szybkość odtwarzania na 150%, którą utrzymałem już do końca książki.
Uf, chyba pierwszy raz tak bardzo zmęczył mnie audiobook. Ale po kolei.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNeala Stephensona nie znałem wcześniej, a samo "Reamde" dorwałem kiedyśtam w promocji 2 za 1 na Audible. Prawie 40 godzin słuchania za pół creditu to w końcu dobry interes, prawda?
Niby tak, ale jednak nie do końca.
Historia stanowi niezły materiał na film sensacyjny. Mamy tu wielką korporację, gry...
Znajomość z imponującym dziełem Neala Stephensona chciałem rozpocząć od którejś z jego najsłynniejszych książek, Zamieci lub Cryptonomiconu. Nie było ich jednak w bibliotece, był za to liczący ponad 1000 stron Reamde. Zabrałem się więc za to opasłe tomiszcze, które okazało się zupełnie czymś innym niż się spodziewałem. Właściwie brak tu elementów fantastycznych, można co najwyżej za taki uznać wątek gry komputerowej T'Rain, ale jako całość jest to raczej sensacyjny thriller niż SF. I to nienadzwyczajny. Wprawdzie mamy tu wielowątkową fabułę, w której ruska mafia miesza się z islamskimi dżihadystami i hakerami komputerowymi, ale wszystko to jakieś ciężkie i niezgrabne, pozbawione wdzięku i polotu, który sprawiłby, że czyta się lekko. I nie o to chodzi, że nie lubię grubych książek, lubię, ale ta zdecydowanie jest przerośnięta. Akcja momentami jest dynamiczna, a momentami grzęźnie tak, że chce się porzucić lekturę i przebiec parę stron do przodu. Nie kryję, że czasem tak robiłem. A i tak wlokło mi się to do końca. To tak wychwalane zakończenie też nie zwaliło mnie z nóg. Książkę należałoby odchudzić o co najmniej ¼, nic by na tym nie straciła, a może nawet by zyskała. Bez względu na ten dość średni start zamierzam kontynuować poznawanie następnych powieści NS. Dwie kolejne już czekają.
Znajomość z imponującym dziełem Neala Stephensona chciałem rozpocząć od którejś z jego najsłynniejszych książek, Zamieci lub Cryptonomiconu. Nie było ich jednak w bibliotece, był za to liczący ponad 1000 stron Reamde. Zabrałem się więc za to opasłe tomiszcze, które okazało się zupełnie czymś innym niż się spodziewałem. Właściwie brak tu elementów fantastycznych, można co...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŚwietnie skonstruowana, zajmująca lektura typu "zabili go i uciekł", Superhistoria, dorównująca albo przewyższająca dzieła mistrzów powieści sensacyjnych. Nieco za długa... kilka dni opisanych na tysiącu stron to prawie jak Ulisses Joyce'a... połączony z Ludlumem albo Forsythem. Po przeczytaniu Peanatemy miałem inne oczekiwania, dlatego mimo że nie sposób odmówić autorowi kunsztu jestem nieco rozczarowany. Polecam każdemu miłlośnikowi sensacji.
Świetnie skonstruowana, zajmująca lektura typu "zabili go i uciekł", Superhistoria, dorównująca albo przewyższająca dzieła mistrzów powieści sensacyjnych. Nieco za długa... kilka dni opisanych na tysiącu stron to prawie jak Ulisses Joyce'a... połączony z Ludlumem albo Forsythem. Po przeczytaniu Peanatemy miałem inne oczekiwania, dlatego mimo że nie sposób odmówić autorowi...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka błędnie zaszufladkowana w LC - to nie fantastyka. Powieść dzieje się współcześnie, a jedyną "niezwykłością" jest fikcyjna gra MMO o światowej popularności T’Rain, w oczywisty sposób (nawet dla zatwardziałego nie-gracza) nawiązująca do kilku realnych.
Jeśli więc nie fantastyka, to co? Na pierwszy rzut oka – thriller. Ale Stephenson pewnie nie byłby sobą, gdyby czegoś tu nie podkręcił i wykręcił. Moim zdaniem, wyszedł z tego dość szczególny gatunek: "slapstickowy thriller". O "slapstickowej komedii" na pewno słyszeliście. Ale thriller?
Tak to jest, gdy do książki wrzuci się i energicznie zamiesza: amerykańskiego miliardera z północnego zachodu, rosyjską mafię i eks-Specnaz, amerykańskich, chińskich i węgierskich hakerów, islamskich terrorystów, filipińskich złodziei, brytyjskich szpiegów… Ich działania i przygody przetoczą się przez USA, Kanadę, Rosję, Chiny, Tajwan, Filipiny. I oczywiście świat gry T’Rain. Oraz ponad tysiąc stron drobnym drukiem.
Kiedy wszyscy ci kompetentni w swoim fachu ludzie, mający precyzyjne plany i sprawdzone metody działania, zaczną wchodzić sobie w drogę, nieuchronnie zapanuje czysty, nieogarniony chaos. Zamiast realizować przemyślane, misterne scenariusze, biedni profesjonaliści będą nieustannie zmuszani do rozpaczliwego reagowania na nieprzewidziane, absurdalne sytuacje i ciągłego ratowania (lub sprzedawania drogo) własnej skóry. Próby zapanowania przez kogokolwiek nad czymkolwiek zderzą się z oporem rzeczywistości. Trochę jak w Pieśni Lodu i Ognia - każdy sprytny plan rozbije się o kilka kontr-planów. Lub pechowy dzień. Ty_dzień...
W tym natłoku nie ma jednego, głównego bohatera. Cliffhangerowa akcja przeskakuje po kolejnych i z kontynentu na kontynent.
Wybijają się za to ciekawie zarysowane postacie kobiece. Choć drobne dziewczyny nie mają szans w bezpośredniej fizycznej konfrontacji z mięśniakami uzbrojonymi po zęby, determinacją, inteligencją i odwagą sprawią, że pogrywanie z nimi nie okaże się tak dobrym pomysłem, jak komuś mogłoby się początkowo wydawać.
Poza naburmuszonymi facetami obwieszonymi bronią, w książce nielicho dostaje się pisarzom taśmowo produkującym dzieła fantasy w bezbrzeżnych ilościach. Bo jak samemu pisze się tysiąc plus stron nie-fantastyki (akurat tym razem!),to przecież ma się pełne prawo dowalić tym łobuzom...
Fantastyka czy nie – gdy jednak kilka obiektywnych sekund błyskawicznej akcji w ogniu wybuchów zaczyna zajmować kilka stron subiektywnego opisu, mózg czytelnika może ulec niebezpiecznemu przegrzaniu. Natłok absurdalnych, ani na chwilę nie zwalniających wydarzeń sprawia, że po kilku, kilkunastu stronach lektury przepełniały mi się bufory sensacji i musiałem książkę odkładać dla wytchnienia. Przez to czytałem ją dość długo – ale nie bez sporej dozy satysfakcji.
Bez niej – na przykład – nie dowiedziałbym się, jak mogłaby wyglądać kultowa konfrontacja Brudnego Harrego z "punkiem", gdyby (mutatis mutandis) zamiast panów Smitha, Wessona i Callahana, kluczowe role grali panowie Colt, Makarow i Jones...
Książka błędnie zaszufladkowana w LC - to nie fantastyka. Powieść dzieje się współcześnie, a jedyną "niezwykłością" jest fikcyjna gra MMO o światowej popularności T’Rain, w oczywisty sposób (nawet dla zatwardziałego nie-gracza) nawiązująca do kilku realnych.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJeśli więc nie fantastyka, to co? Na pierwszy rzut oka – thriller. Ale Stephenson pewnie nie byłby sobą, gdyby...
Mam z 'Reamde' spory i dość zaskakujący problem. Pierwszy raz zdarzyło mi się, żebym nie był w stanie streścić oceny książki w jednym numerku; upchać do skali 1-10, przynajmniej przystępując do pisania opinii. Stąd liczba gwiazdek widoczna u góry podarowana została dopiero po ostatnich słowach tej minirecenzji, co wcześniej mi się nie zdarzało. Może jest to pewien paradoks, ale akurat w wypadku 'Reamde' nie jest to nic dziwnego - cała powieść jest dla mnie swego rodzaju paradoksem.
Myślę, że problem z jednoznaczną oceną dzieła Stephensona wynika z faktu, że oczekiwałem po nim czegoś całkowicie innego. Nie miałem wcześniej przyjemności zadawać się z innymi dziełami autora, tym niemniej co nieco o uszy mi się obiło i choćby tytuł 'Cryptonomicon' nie jest mi zupełnie obcy, stąd spodziewałem się czegoś w klimatach science fiction, umiejscowionego w bliskiej przyszłości. Do tego dołóżmy profil wydawniczy MAGa, utrzymaną w futurystycznych klimatach obwolutę i wreszcie obecnych na niej kilka słów streszczenia... I przed rozpoczęciem wyłoniła mi się w głowie wizja czegoś a la 'Linia oporu' Dukaja - akcja faktycznie rozgrywana dwutorowo, z bardzo istotną rolą wydarzeń świata wirtualnego... I, krótko mówiąc, mocno się zawiodłem. Może nie chodzi nawet o to, że nie jest to sf nie tylko w stopniu minimalnym, a w ogóle (mamy do czynienia z czystej krwi thrillerem),co raczej o wyjątkowo niedbałe potraktowanie stworzonego, choćby tylko na potrzeby powieści, świata wirtualnego. Z jednej strony Stephenson każe nam wierzyć, że T'Rain jest najbardziej dopracowanym produktem wszech czasów, z drugiej przedstawia tylko jego wycinki, do tego nie dość że wskazujące, iż prawdopodobnie byłaby to gra infantylna, to jeszcze po góra dwustu stronach całkowicie zamyka nam bramy do tego świata, gdzie zaglądamy jeszcze raz, pod koniec, na nie więcej niż kilkanaście stron. Spory zgrzyt jak na powieść, w której miał być to jeden z najważniejszych gwoździ programu.
Załóżmy jednak, że nie ma to wielkiego znaczenia - ot, po prostu moja skromna osoba nieco przeliczyła się z oczekiwaniami co do 'Reamde' i spodziewała się, że dostanie coś, czym jednak powieść nie jest. To w końcu czym to 'Reamde' jest? Jak wyżej wspomniałem - thrillerem i powieścią sensacyjną, doskonale przemyślaną, zaplanowaną, poprowadzoną i napisaną. Za ogrom researchu, jakiego podjął się Stephenson należą mu się duże brawa; podobnie na oklaski zasługuje cały szkielet fabuły. Nic nie dzieje się bez powodu, nie ma żadnego przypadku, każdy z bohaterów ma swoje motywacje do podejmowanych działań (choć w jednym czy w dwóch przypadkach nie do końca kupiłem proponowane wyjaśnienia),a sprowadzenie wszystkich bohaterów z całego świata na finał w jedno miejsce... Fantastyczna robota.
Jest jednak jedno 'ale'. Nie zarzucam książce w żadnym wypadku przewidywalności, gdyż byłoby to nonsensem - zakończenie jest oczywiste i klarowne co najmniej od połowy, jedynym pytaniem pozostaje tylko gdzie będzie miało miejsce i w jaki sposób dojdzie do rozwiązania (przy czym pierwsza część pytania również bardzo szybko znajduje odpowiedź); niczego innego jednak (jak już zrozumiałem, z jaką powieścią naprawdę mam do czynienia) się nie spodziewałem. To 'ale' wynika z tego, iż 'Reamde' nie udało się przykuć mnie do siebie. Wiele razy zdarzało się - i to niekoniecznie tylko przy największych dziełach, często również przy okazji mniejszych lub większych grafomanii - że powieść wciągała niczym lotne piaski i kazała zarywać noc, by ją dokończyć i poznać los bohaterów. W 'Reamde' czegoś takiego mi zabrakło. Zdarzało mi się odłożyć książkę na tydzień w wydawałoby się jednym z kluczowych momentów i nie miałem odczucia, że muszę jak najszybciej do niej wrócić, podążyć za bohaterami, dowiedzieć się, jak skończą i gdzie ich autor doprowadzi. A to w mojej opinii spora wada - w końcu czy nie o to w gruncie rzeczy chodzi w powieściach, by czytelnika angażowały i wciągały? A w 'Reamde' mi tego zabrakło.
Dlatego też, podsumowując, sześć wydaje mi się być chyba najcelniejszą oceną. Że pomyliłem się w oczekiwaniach i dostałem coś innego od zakładanego to w końcu nie grzech autora (może bardziej wydawnictwa stawiającego na takie obwoluty czy streszczenie),a fabuła i bohaterowie poprowadzeni zostali niemal perfekcyjnie. Tylko co z tego, skoro aż tak bardzo podążać się za nimi nie chce...
Mam z 'Reamde' spory i dość zaskakujący problem. Pierwszy raz zdarzyło mi się, żebym nie był w stanie streścić oceny książki w jednym numerku; upchać do skali 1-10, przynajmniej przystępując do pisania opinii. Stąd liczba gwiazdek widoczna u góry podarowana została dopiero po ostatnich słowach tej minirecenzji, co wcześniej mi się nie zdarzało. Może jest to pewien paradoks,...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to