Dygat wyjęty ze stereotypów. Jaki był naprawdę?

LubimyCzytać
08.01.2021

Suwerenny intelektualnie. Prawie nieskażony socrealizmem. Nieukłuty przez „czerwonego pająka”. Po niemal półwieczu literackiego niebytu wychodzi z cienia. Nie skrywa się za najlepiej „napisaną” i wyreżyserowaną postacią - Kaliną. Ukazuje się w pełnej krasie. Portret Stanisława Dygata w książce „Dygat Pan” kreśli Lidia Sadkowska-Mokkas.

Dygat wyjęty ze stereotypów. Jaki był naprawdę?

Dygat Pan Sodkowska-MokkasCharyzmatyczny, błyskotliwy, inteligentny, nigdy wtórny. Stanisław Dygat urodził się w Warszawie, 5 grudnia 1914 roku, pod znakiem Strzelca, w rodzinie architekta Antoniego Dygata i niedoszłej lekarki Jadwigi z Kurowskich. W spadku po francusko-polskich przodkach odziedziczył wojny napoleońskie, wielką emigrację oraz dwa powstania: listopadowe i styczniowe. Po protoplaście rodu, prapradziadku François Digat, niefrasobliwość i nonszalancję. Po dziadku Ludwiku imię, hedonistyczne nawyki, zamiłowanie do kolei oraz sprawdzanie punktualności kursowania pociągów. Ugodzony „filmowym amorem” prosto w serce pierwszą randkę odbywa w wyobraźni z gwiazdą kina niemego Ossi Oswalda, którą bez żalu porzuci dla Vilmą Blanky. Fotosy i afisze kinowe działają niczym słynna madeleine u Prousta.

Reklama

Przekorny buntownik żywiący niechęć do szablonów, „społecznych wmówień” czy schematów. W wieku siedemnastu lat, na skutek niepowodzeń szkolnych, ucieka z domu do Gdyni. Zaciąga się na statek, zaprzyjaźnia z marynarzami, uczy matelotu i odbywa rejs po Bałtyku. Koledzy z konwiktu pijarów, w podkrakowskich Rakowicach, zapamiętają go jako młodziana z poczuciem humoru, skorego do żartów, świetnego tancerza, cieszącego się powodzeniem u dziewcząt przywożonych na wieczorki z żeńskiego gimnazjum urszulanek.

Po zdaniu matury nie posłucha „głosu rodziny”. Nie zostanie, podobnie jak ojciec, szanowanym architektem ani ekonomistą czy filozofem, bo prawdziwe studia życia i bycia będzie odbywać przy kawiarnianych stolikach w Małej Ziemiańskiej i Zodiaku. W jego towarzystwie kawiarniany demon zręcznie rzucający czary na młodych, Witold Gombrowicz, doświadcza uczucia ulgi. A nawet, co trudno sobie wyobrazić, prowadzi rzeczowe, bezkonfliktowe, zupełnie „niegombrowiczowskie” rozmowy. Dygat żyje pełnią. Równolegle trenuje boks w YMCA, pływa, pojawia się na tenisowych kortach Stadionu Wojska Polskiego przy Łazienkowskiej.

Do 33. roku życia jest obywatelem francuskim. Z tego powodu w czasie wojny kilka miesięcy spędzi w obozie dla internowanych cudzoziemców w Konstancji nad Jeziorem Bodeńskim. Po powrocie bywa na Stawisku w gościnnych progach Anny i Jarosława Iwaszkiewiczów, pojawia się w literackich salonach okupacyjnej Warszawy. Pisze genialne, utkane z osobistych przeżyć, „Jezioro Bodeńskie”. Po upadku powstania warszawskiego trafia do obozu przejściowego Dulag 121 w Pruszkowie.

Reklama

W domu „wariatów i wieszczów” przy Krupniczej 22 w Krakowie, gdzie zamieszka po wojnie z pierwszą żoną i córką, razem ze Stefanem Otwinowskim i Jerzym Andrzejewskim, wprawia się w dowcipnych kontrowersjach dialektycznych oraz towarzyskich intrygach. Odreagowuje i nadrabia wojenny czas. W Łodzi brakiem dziennikarskiej gorliwości oraz niesubordynacją, zapracuje na miano najbardziej nieortodoksyjnego członka „Kuźnicy”. Częściej można go spotkać w modnych lokalach niż na redakcyjnych kolegiach. We Wrocławiu bardziej od funkcji w zarządzie lokalnego ZLP cieszy się z przynależności do klubu pięściarskiego i wizyt w Hali Gwardii Ludowej. Zawsze osobny, skrajnie niezależny, niewpasowany w jakiekolwiek, mniej lub bardziej sformalizowane, struktury.

W Trójmieście, dokąd wyjedzie na skutek zawirowań zawodowych pierwszej żony i gdzie pozna Kalinę, oddaje się amorom, a przede wszystkim może uciec przed morderczą presją na produkcyjniaki. Najczęściej obraca się w środowisku plastyków oraz aktorów. Odwiedza portowe knajpki, rozmawia i dyskutuje z marynarzami. Zaimpregnowaniem na socrealizm zaimponuje po latach Kisielewskiemu i Kutzowi. Uzależniony od telefonu, czujny, analityczny, szczery aż do bólu uczestnik oraz kontestator powojennej rzeczywistości.

Kochający przygodę i podróże miłośnik Ameryki, Hollywoodu oraz kowbojów. W czasie pierwszej wyprawy za „Wielką Wodę” spełni marzenie dzieciństwa, odwiedzi Disneyland. „Arcymistrz czułej narracji” zanurzony w codzienności. Zmienny i kapryśny, umiejący kreować paralelne osobiste światy i zatracać się w magii chwili. Egzystuje, podobnie jak kreowani przez niego bohaterowie, na granicy snu, jawy i realności. Chłonie świat inicjacją kilkuletniego chłopca.

Reklama

Specjalista od planów oraz prozatorskich zamysłów, atawistycznie nieznoszący przymusu. W przedłużających się w nieskończoność okresach twórczych impasów z wdziękiem tłumaczy, że lenistwo nie pozwala mu robić byle czego. Tylko niewielu domyśla się, ile męki i tytanicznej pracy kosztuje Dygata „wyprodukowanie” strony maszynopisu. Wartościowej i błyskotliwej. Olśnienie czytelnika.

Pozornie psychologicznie „czytelny”, w rzeczywistości niezmiernie skomplikowany. Przez lata uwięziony w lochu legend, anegdot, infantylnych dykteryjek, opowieści dziwnych treści. Przestaje istnieć w zbiorowej świadomości jako pisarz, felietonista, autor filmowych scenariuszy oraz dialogów z należną mu literacką rangą. Zaczyna egzystować jako tło, postrzegany wyłącznie poprzez pryzmat obyczajowych ekscesów oraz atmosferę artystowskich „salonów”, które stworzył z Kaliną Jędrusik.

Książka „Dygat pan” Lidii Sadkowskej-Mokkas ukazuje Stanisława Dygata prawdziwego, wieloformatowego, wyjętego ze stereotypów. Na tle powikłanej, pulsującej przeróżnymi odcieniami barw powojennej rzeczywistości.

Artykuł sponsorowany

Reklama

komentarze [3]

Sortuj:
491
50
16.01.2021 15:08

Miłością do twórczości Dygata zaraził mnie mąż, a ta książka będzie dla niego idealnym prezentem


223
208
09.01.2021 11:43

Ciekawy człowiek. I anielsko tolerancyjny, biorąc pod uwagę fakt, że zgadzał się na wszystko co wyprawiała Kalina...


2857
4
08.01.2021 13:34

Zapraszamy do dyskusji.


zgłoś błąd