„Trzy małe kryzysy w trakcie”. Wywiad z Grażyną Jeromin-Gałuszką

LubimyCzytać
06.06.2016

Czytelnicy pokochali ją za sprawą niezwykłego cyklu o Magnolii. Właśnie na rynku ukazała się jej najnowsza, trzecia część „Bardzo długie przebudzenie”. Skąd pomysł na osadzenie akcji w szpitalu psychiatrycznym? Czy jeszcze kiedyś powrócimy do Magnolii? Na te i inne pytania odpowiada pisarka, Grażyna Jeromin-Gałuszka.

W prywatnej klinice psychiatrycznej operatywnego doktora Bargiela spotyka się niezwykła trójka pacjentów: ekscentryczna pisarka Aurelia, prywatny detektyw Rajmund i zbuntowana nastolatka Inez. Skazani na swoje towarzystwo, częściowo dla zabicia czasu, częściowo w ramach terapii, rozmawiają o swoich problemach. Kiedy przychodzi pora na Inez, ta zaczyna snuć opowieść o Magnolii, knajpie z pensjonatem w dalekich Bieszczadach. To miejsce, gdzie zdarzają się małe cuda, takie jak wzajemna życzliwość i bezwarunkowa przyjaźń.

Opowieść Inez rozpoczyna się w momencie, gdy pewnego sierpniowego popołudnia w Magnolii pojawia się zjawiskowo piękna kobieta, Beata. Melduje się, idzie do pokoju, a potem wychodzi na spacer i znika bez wieści. Kilka dni później do pensjonatu przyjeżdża Daniel, narzeczony kobiety. Nie rozumiejąc powodu, dla którego znalazła się w tak dziwacznym miejscu, czeka, aż Beata wróci i wszystko wyjaśni. Mija miesiąc, dwa miesiące, rok... Życie w Magnolii toczy się swoim niezwykłym trybem, a świat mężczyzny staje na głowie. Mimo to Daniel wciąż czeka.

To zarys fabuły najnowszej, trzeciej części cyklu Grażyny Jeromin-Gałuszki o Magnolii. Przeczytajcie wywiad z autorką!

Książka ukazała się pod patronatem lubimyczytać.pl.

 

Magnolia jest miejscem szczególnym, pełnym uroku. Czytelnicy bardzo chętnie tam wracają, aby kolejny raz spotkać się z bohaterami, których zdążyli poznać i polubić. Zastanawiam się, czy istnieje jakiś pierwowzór Magnolii, miejsce, które posłużyło Pani za inspirację przy pisaniu tych powieści?

„Magnolia” nigdy by nie powstała, gdyby nie pewna knajpa w Bieszczadach, do której kilka lat temu trafiłam przez przypadek. Miejsce nieszczególne, mało urokliwe, a jednak zadziałała jakaś aura, jakieś coś… Sama nie wiem. W każdym razie, wychodząc, odwróciłam się i zobaczyłam schody, których wcale tam nie było, a na nich Filipa Spalskiego... i dalej już samo się potoczyło.

Dlaczego właśnie Bieszczady? Czy to miejsce odgrywa szczególną rolę w Pani życiu?

Bardzo szczególną, ale dopiero od tamtego momentu. Za każdym razem, gdy tam wracam, mam wrażenie, że jestem w rzeczywistości moich bohaterów, a więc i w swojej rzeczywistości. Zawsze też odwiedzam nieczynną od lat stację, siadam na ławce obok Filipa i razem sobie patrzymy na majaczące w dali wzgórza.

Odnoszę wrażenie, że jest Pani osobą niezwykle cierpliwą. Snuje Pani swoje opowieści powoli, nieco leniwie, aż tu nagle… bach. Zakończenie, które zupełnie zmienia sposób postrzegania całej historii. Czy rzeczywiście jest Pani osobą spokojną, opanowaną, czy może wręcz przeciwnie, a praca nad książką jest dla Pani wyzwaniem?

Jestem bardzo niecierpliwa. Wszystko, co sobie wymyślę, muszę mieć na już, teraz – to cecha zodiakalnych Baranów. Jednak z książkami tak się nie da. Historia rodzi się, a potem dojrzewa przez całe miesiące. Oswajam się z nią, coś napiszę, odkładam, robię coś innego, a to „bach” przychodzi czasem nagle i, jak to było w przypadkuMagnolii”, stawia mi wszystko na głowie (przecież to one miały zginąć!) i mnie samą zaskakuje. Jednak jakoś tak niespodziewanie łatwo to „coś” łączy się z czymś innym, tak się splata z prowadzonymi wątkami (głównymi i pobocznymi), że na koniec wszystko gra.

#####

Dotychczas wydała Pani dziewięć książek. Mówią, że matka tak samo kocha wszystkie swoje dzieci, ale czy ma Pani jakąś faworytkę? Która z tych powieści jest dla Pani szczególnie ważna?

Mam sentyment do „Magnolii”. Może dlatego, że powstały już trzy części, więc siłą rzeczy przywiązałam się już trochę do tego zwariowanego świata i moich nieobliczalnych bohaterów.

A która przysporzyła Pani, jako autorce, najwięcej problemów, a praca nad nią była szczególnie trudna, bolesna? Czy przywiązuje się Pani do swoich postaci, doświadcza ich emocji, dotkliwie przeżywa porażki?

Moja praca na każdą z książek przebiega mniej więcej tak samo: najpierw trudny początek, ze dwa, trzy małe kryzysy w trakcie, ale jak zaczynam sto pierwszą stronę, to wiem, że już jestem w domu, choć do końca jeszcze daleko. Piszę to, co mi zagra w sercu, więc pisanie mnie nie męczy, wręcz przeciwnie. Na drugą część pytania już właściwie odpowiedziałam. Lubię swoich bohaterów.

W „Bardzo długim przebudzeniu” wracamy do Magnolii, ale część akcji tej powieści rozgrywa się w… szpitalu psychiatrycznym. Zaskoczyły mnie trafne obserwacje i opisy codziennego, szpitalnego życia. Skąd w ogóle pomysł, aby pisać o tak zaskakującym miejscu?

Tego nie wiem, po prostu taki pomysł wpadł mi do głowy. Każda z części „Magnolii” ma podobną konstrukcję – jest tam teraźniejszość i przeszłość, rozgrywająca się w czyjejś opowieści i w konkretnym miejscu. Kolejno: ławka na nieczynnej stacji, posterunek policji i szpital psychiatryczny. Ten szpital spadł mi z kosmosu, a moja trójka bohaterów świetnie się tam odnalazła. Naprawdę trafne obserwacje? Wszystko urodziło się w mojej głowie.

Stawia Pani sobie poprzeczkę naprawdę wysoko, a wszystkie Pani powieści są dopracowane pod względem językowym i stylistycznym, co dla mnie – świadomego czytelnika – jest niezwykle istotne. Zastanawia mnie, co Pani czyta prywatnie i jakich pisarzy podpatruje przy pracy?

Niedościgniony mistrz to oczywiście G.G. Marquez. Zaraz za nim Elias Canetti. Zawsze jednak mam wrażenie, że moje powieści mogłyby być lepsze, gdybym trochę bardziej się przyłożyła, nie pisała na ostatnią chwilę. Czytam bardzo dużo książek popularnonaukowych, które zazwyczaj są świetnie napisane, więc pewnie i to ma jakiś wpływ na mój styl.

Czy jeszcze wrócimy do Magnolii? Jakie ma Pani plany na przyszłość?

Gdyby mnie ktoś zapytał na początku mojej literackiej przygody, czy napiszę kiedyś kontynuację którejś ze swoich powieści, powiedziałabym: W życiu! A jednak. Nie dość, że napisałam „Długie lato w Magnolii”, to jeszcze „Bardzo długie przebudzenie”. I już mi coś chodzi po głowie, jednak to musi trochę poczekać, bo teraz piszę coś zupełnie innego. Nie wiem, czy sobie poradzę, bo to wielkie wyzwanie, ale nie mam innego wyjścia. Muszę się uporać ze swoją „Legendą”, bo o niej myślałam już od drugiej książki, a potem może jeszcze raz wrócę do Magnolii.

(Materiały nadesłane przez Wydawnictwo Prószyński i S-ka.

Rozmawiała Magdalena Majcher, przeglad-czytelniczy.blogspot.com).

Reklama

komentarze [4]

Sortuj:
249
29
07.06.2016 10:54

Obie Magnolie "połknęłam", a nie przeczytałam. Mam ogromną nadzieję, że trzecia będzie równie cudowna.


4047
3807
07.06.2016 09:41

Dwie książki o Magnolii stoją na mej półce.Niedługo dołączy i trzecia.


7121
3083
07.06.2016 08:50

Moje serce pani Jeromin-Gałuszka podbiła kilka lat temu powieścią "Kobiety z Czerwonych Bagien".
"Magnolii" jeszcze nie czytałam (zbieram się do tego chyba od roku:)), ale teraz może wreszcie się zmobilizuję, bo narobiliście mi apetytu tą rozmową z autorką.


2798
4
06.06.2016 15:23

Zapraszamy do dyskusji.


zgłoś błąd