Książka warta Pulitzera

Marcin Zwierzchowski
08.05.2017

Czym Colson Whitehead zasłużył sobie jedną z najważniejszych nagród literackich świata? Otóż pokazał, że w temacie niewolnictwa w Stanach Zjednoczonych nie powiedziano jeszcze wszystkiego.

Ten fakt może dziwić, bo przecież historie niewolników i ich ciemiężycieli to już w zasadzie osobny nurt w kulturze. W ostatnich latach dostaliśmy choćby poważne i bardzo brutalne „Zniewolony. 12 Years a Slave”, uhonorowane trzema Oscarami, w tym najważniejszym – dla najlepszego filmu, jak również przepuszczoną przez wyobraźnię Quentina Tarantino opowieść o niewolniku imieniem Django, w którym na i tak już pełne przemocy historie nałożono dodatkowy filtr i makabryczności, i humoru; film „Django” (dwa Oscary, w tym za scenariusz) to zresztą dowód na to, że temat ten dojrzał już do popkulturowych przeróbek.

I w taki krajobraz wszedł Colson Whitehead, którego poprzednią powieścią była „Zone One”, a więc historia o zombie, napisana – wedle samego autora – z fascynacji prozą Stephena Kinga i Isaaca Asimova. Można by więc się spodziewać, że szukając w Kolei podziemnej. Czarnej krwi Ameryki oryginalności w utartym temacie, spróbuje uciec w stronę fantastyki właśnie. Ten jednak zdecydował się na realizm.

Przy czym niepełny – nie jest jego powieść historyczną, w takim rozumieniu, że nie obudowuje szkieletu faktów mięsem fikcji; Whitehead akurat w przypadku tytułowej Kolei nieco nadpisał rzeczywistość, bo w jego książce Kolej faktycznie koleją jest, podziemną. (Może stąd kuriozalna nominacja do Nagrody im. Arthura C. Clarke’a, dla najlepszych powieści SF, choć po prawdzie trudno znaleźć logiczne uzasadnienie dla decyzji jury.) Tymczasem historyczna The Underground Railroad tylko pożyczała z kolejnictwa terminologię, a była siecią przyjaznych niewolnikom domów, listą nazwisk abolicjonistów – siatką transportową, dzięki której niewolnicy byli przerzucani do tak zwanych „wolnych stanów” i do Kanady.

W skrócie: tak jak w Polsce w czasie II wojny światowej nie brakowało ludzi, którzy z narażeniem życia ukrywali Żydów przez nazistami i wspierali ich w ucieczce, tak w Stanach wiele osób nie godziło się na istnienie niewolnictwa, zorganizowali więc się i wspólnymi siłami ocalili, wedle nieoficjalnych szacunków, nawet sto tysięcy ludzi przed niewolą.

Colson Whitehead w powieści „Kolej podziemna” rzuca na nich światło. I w zasadzie nieistotnym jest, że u niego faktycznie bohaterowie niekiedy podróżowali podziemną koleją, która nie istniała – bo liczyło się pokazanie drogi młodej niewolnicy, Cary, z plantacji do… no właśnie. Whitehead nie napisał tu optymistycznej historii o ludzkiej odwadze i poświęceniu dla innych, przynajmniej nie tylko o tym, bo wspomniany realizm objawił się przede wszystkim przedstawieniem nam pełnego spektrum postaw wobec niewolnictwa.

Z filmów, zwłaszcza tych głośnych, znamy przecież właścicieli ziemskich, plantatorów bawełny, potwory, nie ludzi, katujących niewolników i zbierających owoce ich okupionej krwią i życiem pracy. Co jednak z resztą? Jak wobec niewolników zachowywali się inni niewolnicy? Przecież to nie mogły być kryształowo czyste społeczności, grupy wsparcia. Jak też na niewolników patrzyli ci, którzy im pomagali? Na jaką wreszcie wolność mógł liczyć zbieg z plantacji? Jest taki fragment w „Kolei…”, gdy w zasadzie wolna już, ale wciąż ukrywająca się Cora zastanawia się, jak dziwne jest to, że na plantacji, gdzie była czyjąś własnością, miała więcej swobody ruchu, niż teraz, gdy zrzuciła kajdany.

Można, chyba nawet powinno się doszukiwać u Whiteheada analogii do naszej rzeczywistości. Bo niewolnictwa w Stanach nie ma – to fakt. Ale czy w związku z tym mamy równość? Czy jest tylko jeden rodzaj wolności? Czy Afroamerykanie są więc w pełni wolni, czy jak Cora skazani są na wieczne poszukiwania?

Pulitzer nie dziwi, bo choć warsztatowo Colson Whitehead musi ustąpić wielu współczesnym autorom, udało mu się nie tylko pokazać nam coś nowego w historii, którą zdawałoby się tak doskonale znamy, splótł też w swojej powieści przeszłość z teraźniejszością, pisząc książkę bardzo aktualną. W Stanach Zjednoczonych ta pozycja wydaje się być więc skazana na zostanie lekturą obowiązkową. Choć powinna zainteresować i Europejczyków, Polaków, bo to nie tylko opowieść o niewolnikach w Ameryce, ale o podziałach na równych i równiejszych, wolnych i bardziej wolnych.

Reklama

komentarze [5]

Sortuj:
748
206
09.05.2017 18:22

A kto wyda ją u nas?


330
0
09.05.2017 14:47

będzie ebook?


17
0
08.05.2017 14:58

Od kiedy pozycja dostępna na półkach?


2782
4
08.05.2017 15:13

Premiera książki planowana jest na 14 czerwca.


48
0
08.05.2017 13:48

Zapraszam do dyskusji.


zgłoś błąd