„Kraina Lovecrafta” – niezwykłe adaptacje dzieł Samotnika z Providence

Marcin Waincetel
22.08.2020

H.P. Lovecraft odkrył sekret nieśmiertelności. Jeden z największych przedstawicieli literackiej fantastyki od dekad żyje bowiem w dziełach artystów, którzy stale nawiązują do tak zwanej Mitologii Cthulhu. Ekscentryczny pisarz, nazywany niekiedy Samotnikiem z Providence, faktycznie postawił pomnik ze spiżu, dając równocześnie dowód na to, że nie wszystek umarł. Przecież od lat znajduje swoich wyznawców.

„Kraina Lovecrafta” – niezwykłe adaptacje dzieł Samotnika z Providence

Niezwykłym dowodem na żywotność prozy Amerykanina jest „Kraina Lovecrafta” – nowy serial HBO oparty na powieści Matta Ruffa o tym samym tytule. Wielowymiarowa opowieść grozy, przesiąknięta aurą niesamowitości, utrzymana w konwencji powieści drogi, podejmuje bolesną i krwawą historię USA, która związana jest ze zniewoleniem. Tak na ciele, jak i duszy czarnoskórych obywateli imperium. I choć od momentu narodzin Lovecrafta minęło już ponad 130 lat, to przywołane przez niego demony – na przykład segregacja rasowa, a co za tym idzie również rasizm – są wciąż aktualne. Mimo że zmienił się kulturowy obraz współczesnej epoki. Inną sprawą jest też artystyczna intencja, która przyświecała Lovecraftowi w czasie aktu tworzenia demonicznych dzieł.

H.P. Lovecraft – geniusz naznaczony szaleństwem

„Urodziłem się 20 sierpnia 1890 roku w Providence, w rodzinie o nieskazitelnym angielskim rodowodzie...” – wspomina H.P. Lovecraft, który za młodu zaczytywał się w baśniach braci Grimm, a sztukę pisania opanował w wieku zaledwie 4 lat, żeby już dwa lata później czynić pierwsze próbki poetyckie. Genialny, wyjątkowo wrażliwy młodzian, który z powodu bardzo słabego zdrowia stosunkowo szybko musiał jednak porzucić klasyczną edukację.

Reklama

Nie jest jednak prawdą, że była to familia nieskazitelna, bez jakiejkolwiek skazy. A można powiedzieć chyba nawet więcej – nad przedstawicielami rodu ciążyło specyficzne fatum związane z chorobą duszy, czyli szaleństwem, które w przyszłości stało się jednym z najważniejszych wyznaczników twórczości Samotnika z Providence. Stan umysłu nie panującego nad rzeczywistością, gubiącego się w świecie własnych wyobrażeń. Właśnie z tym mierzyć musiał się mierzyć Winfield Scott Lovecraft.

Ojciec Howarda cierpiał na psychozę, wczesną młodość swojego syna spędzając w zakładzie psychiatrycznym, gdzie ostatecznie dokonał żywotu w 1898 roku. Po hospitalizacji ojca, młody Lovecraft był wychowywany przez swoją matkę, dwie ciotki, a również dziadka, Whipple’a Van Burena – amerykańskiego biznesmena, który sprawował funkcję głowy rodu. Śmierć seniora odcisnęła trwałe piętno na psychice czternastoletniego chłopaka. Bo to właśnie dziadek karmił młodziana opowieściami grozy, zachęcając też przy okazji do literackich poszukiwań.

Rodzinny dom amerykańskiej familii znajdował się zaś Providence, jednym z najstarszych miast w Stanach Zjednoczonych, założonym jeszcze w 1636 roku przez grupę uchodźców religijnych z kolonii Plymouth. I właśnie to miejsce – uświęcone historią – było prawdziwym azylem, w którym Lovecraft czuł się naprawdę bezpiecznie. Bo też obawiał się naprawdę wielu rzeczy.

Człowiek w kosmicznej skali – strach przed tym, co nieznane

„Moją ulubioną rozrywką stało się spędzanie godzin w rodzinnej bibliotece, kiedy to przebierałem głównie wśród ponad stuletnich książek i nieświadomie kształtowałem uwielbienie dla stylu oraz myśli osiemnastego stulecia, które nigdy mnie nie opuści...” – wyjaśnia nam Lovecraft w jednym z esejów zawartych na łamach „Koszmarów i fantazji”, cennego i obszernego wyboru esejów, listów oraz ciekawostek prozatorskich rzeczonego.

Reklama

I faktycznie, twórca mitologii Cthulhu, hołdował tradycji, wzorcom z przeszłości, odnosząc się między innymi do artystycznego dziedzictwa Edgara Allana Poe, mistrza czarnego romantyzmu i opowieści niesamowitych. Lovecraft poszukiwał jednak również na własną rękę, samemu stając się inspiracją dla kolejnych pokoleń twórców. Być może dlatego, że potrafił roztaczać wokół siebie aurę tajemnicy. Dość powiedzieć, że Lovecraft, samotnik, który preferował nocne spacery, przekonywał, że co jakiś czas był atakowany przez nocne zmory. Problem bezsenności przejawiał się również w jego twórczości określanej niekiedy mianem kosmicznego horroru.

„Najstarszym i najsilniejszym uczuciem znanym ludzkości jest strach, a najstarszym i najsilniejszym rodzajem strachu jest strach przed nieznanym…” – przestroga Howarda Philipsa Lovecrafta stanowi też tak naprawdę klucz do zrozumienia artystycznego credo najsłynniejszego mieszkańca Providence. Cierpiąc na różne fobie, bojąc się innych, zwłaszcza imigrantów, wobec których okazywał swoją rasową wyższość, stał się tak naprawdę bohaterem własnej opowieści. Legendy, która żyje za sprawą popkultury.

Istoty nie z tego świata – sekrety z przedwiecznej księgi

Być może faktycznie istnieją na świecie rzeczy, które nie śniły się ziemskim filozofom, choć inna sprawa, że znakomitą część z nich opisał właśnie Howard Philips Lovecraft. Wskazówki zostawił w „Necronomiconie”, mrocznej i fikcyjnej księdze wymyślonej na potrzeby jego opowiadań spisanej przez „szalonego Araba” Abdula Alhazreda.

Na kartach „Necronomiconu” zawarto niebezpieczną, zakazaną wiedzę tajemną, legendy i podania odnoszące się do Wielkich Przedwiecznych, potężnych i plugawych – jak często opisywał je Lovecraft – istot powstałych w kosmosie na długo, nim narodzili się pierwsi ludzie czy powstała Ziemia. W przeszłości, przekonywał Samotnik z Providence, służyły im całe cywilizacje pozaziemskie i słabsi bogowie, a wyznawali ich również niektórzy śmiertelnicy homo sapiens. I znów problem zniewolenia.

Jednym z Przedwiecznych, zresztą najbardziej znanym, od którego nazwę wzięła cała mitologia, był Cthulhu, który na Ziemię przybył z odległego systemu Xoth, razem ze swym potomstwem, gdzie założył mityczne miasto R’lyeh. Boski potwór mógł wpływać na ludzi poprzez nawiedzanie ich snów, podsuwanie im koszmarnych wizji, co – jak pamiętamy – wiąże się z doświadczeniami samego Lovecrafta, który w pewnym sensie przyzwał mroczne istoty wywodzące się nie z tego świata. Choć wpływające na ziemską rzeczywistość.

Właśnie w takich opowieściach zaczytywał się Atticus Freeman, główny bohater książki „Krainy Lovecrafta”, która stała się podstawą serialu HBO. I choć „Atticus nigdy nie przypuszczał, że kiedykolwiek polubi kogoś takiego jak Lovecraft”, to właśnie twórczość Samotnika z Providence jest podstawą niemal wszystkich najważniejszych doświadczeń bohaterów, którzy przemierzają USA, aby odkryć to, co nienazwane. A przy okazji ocalić siebie.

Potworny rasizm – na drodze do „Krainy Lovecrafta”

„Ale powieści są jak ludzie, Atticusie, i sama sympatia do nich nie wystarczy, by stały się idealne. Zawsze będziesz cieszył się ich zaletami i ignorował wady, co nie zmienia faktu, że nadal tam są” – dopowiada George Freeman, wuj Atticusa, współtowarzysz niezwykłej podróży prowadzącej do tytułowej „Krainy Lovecrafta”. Miejsca istniejącego jakby poza czasem, pomiędzy miejscami.

Akcja serialu zaczyna się od iście apokaliptycznych scen, ostatecznej walki pomiędzy ludzkością a demonicznymi istotami nie z tego świata. Stosunkowo szybko okazuje się, że jest to senna projekcja Atticusa Freemana, wojennego weterana i wielbiciela fantastyki naukowej (Jonathan Majors), który wyrusza w podróż przez przesiąknięte rasizmem Południe do Chicago, aby odnaleźć swojego zaginionego ojca, Montrose’a (Michael Kenneth Williams). Lecz jest to dopiero początek, właściwie pretekst do snucia międzygatunkowej historii mówiącej o rodzinnym dziedzictwie, zniewoleniu duszy i ciała, segregacji rasowej, ale też odkrywaniu niesamowitości.

A im dalej, tym lepiej. Mroczniej, bardziej niejednoznacznie. Bo też osada Ardham, do której trafia George, Atticus i Letittia, jego przyjaciółka z młodości, skrywa w sobie tajemnice nie z tej ziemności. Ardham jest zresztą stylizowane i odwzorowane na kształt miasta Arkham znanego z twórczości Lovecrafta. Z przeszłością fikcyjnego miasta, położonego gdzieś w stanie Massachusetts, wiążą się pogłoski o czarownicach i zakazanych praktykach. Atticus będzie zresztą zmuszony, aby wziąć udział w ceremonii „Synów Adama”. Okultystyczne praktyki stanowią jeden z istotnych elementów budujących nastrojowość całego widowiska. Choć nie jest to najważniejsza cząstka całości.

Za realizację serialu odpowiada niezwykły duet artystów – obowiązkami producentów wykonawczych podzielili się J.J. Abrams (pomysłodawca serialu „Zagubieni”, reżyser nowych części „Gwiezdnych wojen”) oraz Jordan Peele (reżyser „Uciekaj!”, pomysłodawca nowej „Strefy mroku”), którzy z wyczuciem, co do formy, jak i przekazu, a równocześnie znajomością gatunkowych zasad, opracowali prawdziwe niezwykłe widowisko. Osadzając akcję w latach 50. XX wieku, zespoili ze sobą elementy charakterystyczne dla kina grozy i kina drogi, realizując opowieść rozliczeniową. W całości znajdują się ewidentne nawiązania do Mitologii Cthulhu, obecny – jako symboliczna figura, patron niesamowitości – jest również sam Howard Philips Lovecraft.

Twórcy zdecydowali się, aby zagrożenie, które czai się na bohaterów, funkcjonowało tak naprawdę w dwóch różnych wymiarach. Jeden z nich jest reprezentowany przez dzieci nocy, plugawe bestie wyjęte żywcem z kart kosmicznego horroru, powodujące szybsze bicie serca i nagły wzrost adrenaliny. Drugim, nie mniej, a właściwie gorszym, są ludzie, którzy wcielają się w rolę katów. Dziedzictwo Ku Klux Klanu pozostaje wciąż obecne. Serialowa rzeczywistość naznaczona jest tak zwanymi prawami Jima Crowa, regulacjami wprowadzanymi w poszczególnych stanach, zwłaszcza na południu USA, które miały ograniczać praw byłych czarnoskórych niewolników oraz pogłębiać separacje między białą a czarną ludnością w tych stanach

„Mam już swoją wersję tej historii, nie potrzebuję dokładnej kopii…” – deklarował jeszcze niedawno Matt Ruff, autor literackiej „Krainy Lovecrafta”, na bazie której zrealizowano widowiskową produkcję HBO. Obowiązki producentki wykonawczej oraz showrunnerki pełni Misha Green (odpowiedzialna wcześniej między innymi za serial „Underground” oraz „Synów Anarchii”). Opowieść o poszukiwaniu ojca, a co za tym idzie – rodzinnych korzeni, stała się czymś więcej. Utrzymując pulpowy charakter książki, serial rozbudowuje niektóre wątki. Człowiek w kosmicznej skali – strach przed tym, co nieznane, potworny rasizm, wreszcie istoty nie z tego świata i rozliczenie z bolesną historią USA… Duch Lovecrafta został przyzwany ponownie, choć tym razem zmienił się kontekst. Samotnik z Providence jest jednym z bohaterów całości, ale też źródłem szaleństwa, postępującej grozy... fascynuje i równocześnie przeraża.

„W górach szaleństwa” znaleziono „Necronomicon” – popkulturowe nawiązania do twórczości H.P. Lovecrafta

Premiera serialowej „Krainy Lovecrafta” HBO, jak i książki Matta Rufa, która już wkrótce ukaże się także na polskim rynku to znakomity pretekst, aby poznać sekrety zapisane w twórczości amerykańskiego specjalisty od nadnaturalnej grozy. Bo też przedstawiciel świata grozy stanowi wciąż żywą inspirację dla współczesnych twórców specjalizujących się w różnych dziedzinach sztuki.

Reklama

Dziedzictwo, które pozostawił po sobie Lovecraft, jest z jednej strony wyjątkowo podatne na artystyczne eksperymenty, z drugiej zaś literacki materiał pozostaje wciąż wyzwaniem w strategiach adaptacyjnych. Być może bierze się to ze skali wydarzeń opisywanych przez rzeczonego twórcę, być może przez niecodzienną symbolikę, być może niejednoznaczność – bo oprócz plugawych bestii nie z tego świata pojawiają się też nieco bardziej subtelne tematy związane z postępującym szaleństwem, stopniowym odchodzeniem od zmysłów, zatraceniem człowieczeństwa…

Faktem jest, że twórczość Lovecrafta pozostaje inspirująca, jednak wymagająca. Reżyserem, który zekranizował bodaj najwięcej dzieł Lovecrafta jest Stuart Gordon – i warto tutaj przywołać serię „Re-Animator” z Jeffreyem Combsem w roli Herberta Westa, ale również film „Zza światów” z 1986 i „Dagon” z 2001 roku. Zresztą Dagon, jedno z Przedwiecznych bóstw, pojawia się też w pierwszej części growego „Wiedźmin”, a to za sprawą Vodyanoi, czyli wyznawców kultu Dagona. Do pulpowej estetyki mistrza grozy odwołuje się również nie kto inny, a sam Guillermo del Toro. Meksykański reżyser, autor wyjątkowego „Labiryntu fauna” i filmowego „Hellboya”, w którym wyczuwalne jest dziedzictwo Lovecrafta. Swoisty hołd wobec wspomnianego złożył również John Carpenter realizując sugestywne, nie tracące ze swojej mocy „Coś”. Alan Moore, jeden z najwybitniejszych scenarzystów komiksowych, twórca „Strażników” i „V jak Vendetta”, do uniwersum autora „Zewu Cthulhu” sięgnął zaś za sprawą serii „Providence” i „Neonomicon”. A przecież to zaledwie niewielki wycinek ze skarbca popkultury…

Wciąż zresztą wznawiane są kultowe opowieści Lovecrafta, którego można poznać choćby za sprawą „Zgrozy w Dunwich” czy zbiorze „Przyszła na Sarnath Zagłada”, gdzie znajdziemy między innymi „Zeznanie Randolpha Cartera”, „Reanimatora Herberta Westa” czy „Coś na progu”. O tym, że dzieła mistrza są wyjątkowo plastyczne niech świadczy zaś wyjątkowy album „W górach szaleństwa” z fantastycznymi ilustracjami Françoisa Barangera. To jedna z perełek przygotowanych przez wydawnictwo Vesper. Lecz cennych tytułów – literackich, komiksowych, filmowych, serialowych – naprawdę nie brakuje.

Bo H.P. Lovecraft naprawdę odkrył sekret nieśmiertelności. Jeden z największych przedstawicieli literackiej fantastyki od dekad żyje bowiem w dziełach artystów, którzy stale nawiązują do tak zwanej Mitologii Cthulhu. Ekscentryczny pisarz, nazywany niekiedy Samotnikiem z Providence, faktycznie postawił pomnik ze spiżu, dając równocześnie dowód na to, że nie wszystek umarł. Przecież od lat znajduje swoich wyznawców. Dajcie się zaprosić do „Krainy Lovecrafta”.

Reklama

komentarze [11]

Sortuj:
Aby napisać wiadomość zaloguj się
Dawid 13.10.2020 17:12
Czytelnik

Kraina Lovecrafta nie ma z Lovecraftem nic wspólego.
Co gorsza, scenariusz jest marny, a całość nudna i tandetna. Fabuła infantylna, ale nie dla dzieci, bo oto ze spodni wyskakuje bohaterowi żmija.

Tak, Lovecraft był rasistą. Ale Cthulhu pożera wszystkich, niezależnie od koloru skóry.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
aklekot 25.08.2020 18:17
Czytelnik

„Kraina Lovecrafta” – niezwykłe adaptacje dzieł Samotnika z Providence.
Ja rozumiem, że gimnazjalistom się to myli, ale "Kraina Lovecrafta" NIE JEST adaptacją ŻADNEGO z dzieł Lovecrafta, o czym zresztą pan Waincetel mimochodem wspomina.
Tak więc tytuł jest kompletnie od czapy.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Konrad 24.08.2020 10:58
Czytelnik

Kolejny przykład zmarnowania potencjału Lovecraftowskiej mitologii przez upolitycznienie fabuły.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Reklama
Airain 23.08.2020 18:37
Czytelnik

"...twórca mitologii Cthulhu, hołdował tradycji..." - panie Marcinie, pan też? Kolejny adept Tajnej Sekty Przecinków Między Podmiotem a Orzeczeniem?

A Lovecraft rasistą był ogólnym, to znaczy, że wszyscy ludzie niebędący białymi, protestanckimi Anglosasami (WASP) z definicji byli gorsi. Czarni, Żydzi, Metysi, Indianie, Azjaci, a nawet Włosi - wszyscy be!

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Sheri 22.08.2020 11:59
Czytelnik

Widziałam pierwszy odcinek. Póki co więcej w tym tematyki rasizmu i życia w Ameryce lat pięćdziesiątych niż grozy Lovecrafta, ale poczekamy, zobaczymy. Serial zapowiada się nieźle, tak więc zerknę na kolejne odcinki. Fajnie, że ukazany w serialu rasizm nie opiera się na jakieś litanii mglistych oskarżeń, zarzutów czy prawienia morałów tylko jest pokazany w bardzo konkretny...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post więcej
asymon 25.08.2020 14:10
Czytelnik

https://en.wikisource.org/wiki/On_the_Creation_of_Niggers

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
a_jacqueline 26.08.2020 05:42
Czytelnik

"ciekawy artykuł odnośnie rzekomego rasizmu Lovecrafta". ;D uwielbiam to jak obecnie niezwykle popularne jest czarowanie, że nie ma czegoś takiego jak rasizm. przekomiczne.

nie mniej popularne jest narzekanie na obecność kolorowych postaci i poruszanie zawsze aktualnego tematu rasizmu.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Sheri 26.08.2020 10:34
Czytelnik

@isobel Ja na obecność kolorowych postaci w książkach albo filmach nie narzekam. A tekst do którego link podrzuciłam nie kwestionuje istnienia rasizmu czy faktu, że Lovecraft miał rasistowskie przekonania tylko polemizuje z książką „Przeciw światu, przeciw życiu”, która jest swego rodzaju "kanonem" wśród fanów i krytyków literackich jeśli chodzi o ogólne postrzeganie tego...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post więcej
Aby napisać wiadomość zaloguj się
kajdan 22.08.2020 10:16
Czytelnik

Jeśli ktoś potrafi napisać tak długą recenzję tego serialu, ani słowa nie wspominając o rasizmie samego Lovecrafta, to znaczy, że słabiutko rozumie koncept tej produkcji i jej krytyczny wymiar…

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
czytamcałyczas 22.08.2020 10:09
Czytelnik

Pisarz był rasistą i ateistą.Czytalem haego parę książek.Robia wrażenie.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Marcin Waincetel 20.08.2020 10:44
Czytelnik

Zapraszam do dyskusji.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
zgłoś błąd