Najczęściej spotykane mity o wydawaniu książek

Magda Kubasiewicz
22.04.2018

Magdalena Kubasiewicz, autorka m.in. powieści Spalić wiedźmę specjalnie dla czytelników lubimyczytać.pl obala popularne mity wydawnicze. Czy wydawcy chcą ukraść Twoją książkę? Czy musisz dopłacać do druku? Czy na książkach da się zarobić? I czy autora chroni jakieś prawo?

Kiedy żywo interesujesz się jakimś tematem, pewne informacje przyjmujesz jako oczywiste – zdaje ci się, że to coś, co przecież każdy-na-pewno-wie, więc i nie ma sensu na ten temat za dużo się wypowiadać. A potem dowiadujesz się na przykład, że pewien autor podpisał umowę, w której nie pada ani słowo o jego wynagrodzeniu. Albo znajomy ze studiów z radością informuje cię, że właśnie przyjęto jego książkę do druku i musi zapłacić za to tylko dziesięć tysięcy złotych! Może podpowiem, jak ja zebrałam taką sumę? Czy też widzisz na Facebooku dyskusję, w którejś jakaś pani udowadnia, że podpisując umowę wydawniczą, książkę ci ukradną i nic nie możesz z tym zrobić, a cytaty z ustaw zbija stwierdzeniem, że ona wie lepiej, bo powiedział jej przyjaciel. Ewentualnie kolega z pracy staje nad tobą z twoją książką i dopytuje, co zrobić, żeby taką wydać, bo on by też chciał napisać i opublikować – i z wielkim zdumieniem przyjmuje informację, że nie, wydawcy niekoniecznie będą się o autora bić i tak, ktoś tę książkę czytał, zanim ją wydano. Tak, w całości. Tak, na pewno. Tak, kilka osób. Tak, niektórzy nawet ją poprawiali.

Dla wszystkich zainteresowanych tym tematem, a niepewnych, jak cała sprawa wygląda od kuchni – garść informacji na temat mitów dotyczących wydawania książek.

Wydawcy tylko czekają, żeby ukraść komuś książkę

Spotkałam się z różnymi wariacjami na temat tego stwierdzenia przynajmniej kilka razy. Tu autor nadesłał do wydawnictwa jedynie pierwszy rozdział tekstu i uzasadniał, że obawia się kradzieży i ciąg dalszy dostarczy po podpisaniu umowy (!). Tutaj dostałam wiadomość prywatną od jakiegoś pana, chcącego wiedzieć, czy mój wydawca na pewno nie ma w zwyczaju kraść książek. Gdzie indziej dziewczę uzasadniało zasadność wydawania w trybie vanity twierdząc, że zwykłe wydawnictwa mają w zwyczaju wydawać powieści debiutantów pod nazwiskiem swoich najbardziej znanych autorów. Można by odnieść wrażenie, że wydawcy nic tylko czają się niecnie, czekając na okazję, by podebrać wiekopomne dzieło debiutanta, gotowi podpisać je własnym nazwiskiem i zbić majątek.

Ot przykład wiadomości, jaką dostałam: Witam Pani Magdaleno! Piszę z pewnym zapytaniem. Chodzi o opinię na temat firmy Genius Creations. Stworzyłem „swoje dzieło” i teraz borykam się z problemem: Co dalej zrobić ? Jakoż iż jestem nikim ktoś może po prostu podpisać się pod moją pracą. Boją się, że jeśli powierzę komuś ten „trud” zostanę na lodzie. Jak Pani przebiegały relację z tym wydawnictwem? Czy warto zaufać tej firmie oraz powierzyć im swoją pracę, w którą włożyło się tyle serca?

Uwaga: wydawcy nie kradną książek. Przynajmniej nie w Polsce.

Uwaga: wydawcy nie kradną książek. Przynajmniej nie w Polsce. Po pierwsze, kradzież tekstu można udowodnić w banalny sposób. Po drugie, wydawnictwa są zasypywane całymi stosami propozycji. Żadne z nich nie będzie ryzykować procesowania się, tylko po to, aby pod twoją książką mógł podpisać się ktoś inny. Nawet gdyby była naprawdę świetna. (W takim wypadku pewnie zwykle spróbują podpisać z tobą umowę. A jeśli się nie uda, na pewno znajdą bez trudu inną, dobrą powieść.)

Debiutant musi zapłacić za wydanie książki

Błąd! Wydawca powinien płacić tobie, nie ty wydawcy. Wydanie pierwszej książki to trudna sprawa, ale wcale nie trzeba za nie zapłacić. To bzdura, którą ludziom usiłują wmówić „wydawnictwa” typu vanity (oraz czasem wydający w nich autorzy). Jeśli w to uwierzyliście, daliście się wrobić. Jeżeli wydawca domaga się od was kilku tysięcy za wydanie waszej książki – to oznacza, że wcale nie uważa jej za dobrą i nie planuje dbać o sprzedaż, a jedynie chce wyciągnąć od was pieniądze.

Niekoniecznie jest tak, że każda dobra książka znajdzie wydawcę. Czasem powieści są odrzucane ze względu na niszowość albo po prostu dlatego, że wydawca ma już zapełniony plan wydawniczy. W zdecydowanej większości przypadków jednak dobry tekst prędzej czy później zostanie opublikowany. Jeżeli przez lata nikt nie chce go wydać inaczej niż za pieniądze – należy wziąć pod uwagę możliwość, że może być po prostu za słaby. Żaden spisek wydawców nie istnieje, a działa przynajmniej kilku wydawców dających szansę debiutantom.

Podpisując umowę z wydawnictwem, tracę prawa do swojej książki

Kolejny bardzo szkodliwy mit. Prawa autorskie w Polsce są niezbywalne. Żadna umowa wam ich nie odbierze, a jeśli nawet taką byście podpisali – byłaby nieważna! I nieważne, co twierdzi na ten temat wasz sąsiad, wujek czy sprzątaczka z firmy.

Podpisując umowę z wydawnictwem, przekazujecie mu jedynie prawa majątkowe.

Podpisując umowę z wydawnictwem, przekazujecie mu jedynie prawa majątkowe. Oznacza to tyle, że gdy wydawca wydaje waszą książkę, nie macie prawa (przez określony okres czasu) opublikować jej w innym miejscu. Czyli? Na mocy umowy zapewniasz wydawcy wyłączność do publikowania utworu, w zamian za wynagrodzenie. Nie możesz na przykład udostępnić tekstu w sieci. Trudno chyba oczekiwać, żeby wydawca inwestował w książkę, skoro zaraz oddacie ją komuś innemu, prawda? Ale w żaden sposób nie tracisz do niego praw, a gdy umowa się kończy, możesz zrobić z nim, co zechcesz.

Autor powinien cieszyć się, że wydano jego książkę i nie wymagać niczego więcej

Na rynku wydawniczym, tak jak na każdym innym, występują pewne patologie. Jedna z nich to zachowanie niektórych wydawców wobec autorów. Na przykład reagujących świętym oburzeniem, bo ośmielacie się spytać, kiedy nastąpi premiera albo udających, że maile, które do nich wysyłaliście z pytaniami o zapłatę, zjadł pies.

Jeśli podpisujecie umowę z wydawnictwem, macie swoje prawa i nie dajcie sobie wmówić, że jest inaczej. To wydawca powinien zadbać o porządną redakcję, korektę, ładną okładkę i odpowiednią promocję, a jeżeli tego nie robi, to znaczy, że coś z wydawnictwem jest ewidentnie nie tak. Możecie domagać się rozliczenia. Możecie wymagać wypłaty wynagrodzenia, a jeżeli go nie otrzymujecie, posłać wezwanie do zapłaty. Redaktor w większości przypadków to wasz nowy, najlepszy przyjaciel, ale widząc, że zmienia coś, co ewidentnie zmienione być nie powinno, nie musicie zgadzać się na dokonaną zmianę.

Autor nie jest niczym niewolnikiem. Ani wydawcy, ani czytelnika.

Na książkach się nie zarabia/Na książkach zarabia się krocie

Jedno twierdzenie przeczy drugiemu, a jednak oba te mity są mocno utrwalone – i oba są tak samo błędne. Jeśli ktoś napisze, że chce wydać twoją książkę, nie pędź brać kredytu na luksusowy apartament, zwiedziony superprodukcjami w stylu „Szatan kazał tańczyć”. Wizja pisarza żyjącego li uznaniem czytelników też jest jednak mocno przesadzona.

Utrzymanie wyłącznie z pisania jest w Polsce trudne. Jedynie niewielki procent autorów to osoby, które faktycznie zarabiają na tyle, że mogą sobie pozwolić na rzucenie pracy zawodowej. W filmach czy serialach scenarzyści prezentują nam czasem pisarzy, którzy zaraz po debiucie mają pieniądze na podróże, mieszkania i inne cuda… i to naprawdę mniej prawdopodobne niż doznanie amnezji podczas wypadku czy odnalezienie zaginionego bliźniaka. Nie oznacza to jednak, że nie dostaniesz niczego. Wynagrodzenie za pierwszą książkę w najgorszym wypadku wyniesie kilkaset złotych, w najlepszym – kilka tysięcy. Na pieniądze przyjdzie ci też na pewno poczekać. Tylko niektóre wydawnictwa oferują debiutantom zaliczki. Zazwyczaj pierwszą wypłatę otrzymujesz dopiero w parę miesięcy po wydaniu powieści i jest ona uzależniona od poziomu sprzedaży.

Stawki, jakie najczęściej są oferowane osobom u progu kariery pisarskiej, to 10-16% od przychodu wydawnictwa.

Stawki, jakie najczęściej są oferowane osobom u progu kariery pisarskiej, to 10-16% od przychodu wydawnictwa. Pamiętajmy, że ten nie jest równoznaczny z ceną okładkową. W jej skład wchodzą bowiem też rzeczy takie jak marża dystrybutora, podatek VAT, dochód księgarni. Przychód wydawnictwa to więc zwykle 15-20 złotych od egzemplarza. A wydawca musi jeszcze opłacić koszty druku, korekty, redakcji i grafik.

Autorzy popularniejsi, rzecz jasna, zarabiają więcej. Im większa liczba sprzedanych egzemplarzy, tym większe wynagrodzenie, i tym łatwiej wynegocjować wyższą stawkę.

Praw autora nic nie chroni

Istnieje całkiem obszerny dokument, zwany Ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych. I chociaż ustawa ta nie jest idealna, to całkiem nieźle chroni prawa autorów. Na przykład w jej myśl żadna umowa podpisana ad hoc na wszystkie książki nie jest ważna. A jeśli wydawca „zapomniał” wspomnieć w umowie o twoim wynagrodzeniu i nie planuje ci za książkę zapłacić, możesz powołać się na śliczny zapis odnośnie rażącej dysproporcji zysków autora i wydawcy z wydania. Jeśli przypadek jest oczywisty, wbrew pozorom, nie trzeba nawet dochodzić swoich praw latami, jak to czasem bywa w polskich sądach.

Wciąż niepewny, jak to wszystko wygląda „od kuchni”? Nic dziwnego. W każdym wydawnictwie proces wydawniczy wygląda inaczej i nigdy nie wiesz, na co dokładnie się natkniesz. Warto przede wszystkim szukać informacji – w przepisach, forach, na których udzielają się autorzy, a jeśli jakieś wydawnictwo złoży wam ofertę, to i u autorów tegoż wydawnictwa.

Reklama

komentarze [28]

Sortuj:
485
151
09.05.2018 08:18

Ciekawy artykuł o tym jak wygląda rynek książki w Polsce. Przydało by się kontynuować temat. Bo ja jako czytelnik chciał bym się dowiedzieć czemu wydawnictwa się tak obijają z wydawaniem książek i robieniem wznowień, oraz czemu tyle literatury zwłaszcza B klasowej, ale nie tylko omija Polskę.


0
0
12.05.2018 15:36

Moim zdaniem - wiele literatury omija Polskę, bo nasz rynek jest niewielki. Nie możemy wydawać tłumaczeń wszystkich ciekawych książek z innych krajów, ponieważ zwyczajnie zabraknie na nie nabywców. Osobiście byłabym też daleka od oskarżania wydawców o "obijanie się" z wydawaniem książek. Bardzo rzadko chodzi o to, że wydawca nie ogarnia. Częściej po prostu o fakt, że plan...

więcej

485
151
12.05.2018 19:13

No nie do końca się zgodzę bo omija nas wielu autorów polecanych przez tuzy swoich gatunków literackich, oraz twórczość autorów którymi jest zainteresowanie bo jeszcze 10-20 lat temu byli drukowani i sprzedawali się dobrze. Przykład niech będzie Guy N Smith. Ok. wiem że jego twórczość nie powala, są to w większości b klasowa horrorki o krabach potworach itp. Ale był w...

więcej

0
0
12.05.2018 20:37

A ja nie zgodzę się z tobą. Zawsze znajdzie się czytelnik, który chciałby, żeby wydawano tego i tego autora i będzie uważał, że "to się sprzeda". Nie da się zadowolić każdego. Smutna prawda jest taka, że wydawnictwa nie zdołają wydać wszystkiego i muszą wybrać. Przecież to nie wygląda tak, że rezygnują z wydania jakiejś książki, na której na pewno zarobią, na złość...

więcej

485
151
13.05.2018 10:24

Masz prawo się nie zgadzać tylko że ci autorzy o których pisałem to są autorzy których twórczością jest zainteresowanie. O tym świadczy to że co róż się ludzie wymieniają nimi na na aukcjach jak OLX, czy Allegro. Starych ich książek wydanych przez Amber, Rebis i Phantom press jest pełno. Ja uważam że wydawcy się zwyczajnie w świecie obijają.


0
0
14.05.2018 18:13

A ja uważam, że to bardzo krzywdząca opinia i że wynika w dużej mierze z nieznajomości rynku. To że jakaś książka jest sprzedawana na OLX czy Allegro w żadnym wypadku nie świadczy, że jej wydanie byłoby dla wydawcy opłacalne. Na opłacalność książki składa się bardzo wiele czynników. A nawet jeśli - dobrych powieści jest bardzo wiele. A wydawca musi wybrać kilka, bo nie jest...

więcej

485
151
14.05.2018 20:45

Dobra ok rynek w Polsce jest mały bo mało osób czyta, fakt. Ale czemu wszystkie wydawnictwa wałkują w kółko tych samych pisarzy, np. w literaturze grozy to będzie, Koontz, King, Masterton. Ok. lubię tych autorów, ale ile ludzi w Polsce kupuje w kółko Macieja te książki, jakoś na nie są nabywcy, a autorzy których podałem wcześniej w przykładzie to też mają podobną...

więcej

0
0
14.05.2018 21:34

W latach 90 rynek wyglądał zupełnie inaczej niż teraz, także tutaj trudno porównywać. Ale wałkowanie tych samych autorów - tu odpowiedź jest prosta. Taka książka nie jest dla wydawcy ryzykiem. Wydając książkę Kinga ma 100% pewności, że poniesione nakłady się zwrócą, a jeszcze wydawnictwo na tym zarobi. Na książkę Kinga nabywca zawsze się znajdzie. I w sumie właśnie takie...

więcej

547
29
23.04.2018 16:21

Mi się wydaje (obserwując ostatnie lata), że wydawcy właśnie zaczęli inwestować w polskich autorów. Wydają więcej książek rodzimych autorów i są wydawcy, którzy przygotowują dobrze przemyślane kampanie promocyjne, udaje im się wypromować debiutantów. Mam znajomych zajmujących się PR w tym m.in. książek - to jest trudna praca, duże koszty i trzeba mieć dużo znajomości w...

więcej

675
620
23.04.2018 08:52

Mitem, który bije wszystkie rekordy, tak popularnym i częstym, że wręcz powszechnym jest przekonanie, że autorzy wydają książki. „Pani Iksińska, znana z tego, że jest znana, właśnie wydała swoją debiutancką książkę!”. Jeśli Iksińska nie jest przypadkiem właścicielką wydawnictwa, to książki nie wydała, ale co najwyżej napisała, a i z tym bywa różnie.

Jeśli kiedyś napiszę...

więcej

1471
296
23.04.2018 10:05

Możesz wydać sam, ale jak próbowałem pić kiedyś z tej krynicy, to jednak nie znalazłem wyjątków potwierdzających regułę.

A reguła jest taka, że jeśli książkę odrzuciło kilka wydawnictw, to jest po prostu słaba i może warto ją poprawić, ewentualnie dać sobie spokój.


2047
275
22.04.2018 19:32

Jeśli chodzi o Polskie wydawnictwa, dziwne i zwyczajnie przykre jest to, że rodzimych autorów odrzucają jako słabych a wydają bardzo, bardzo słabe książki zagranicznych autorów. Jednak to, co mnie wbiło w fotel, to ponowne wydanie książki, która przez lata na LC osiągnęła ledwie 4/10, tylko ze zmienioną okładką, Na to nie było szkoda pieniędzy? Jest tak dużo książek, na...

więcej

0
0
22.04.2018 21:03

Na ten temat już ciężko mi się wypowiadać, bo to kwestia polityki wydawniczej - acz z tego, co mi wiadomo, polscy czytelnicy podobno chętniej sięgają po zagranicznych autorów. Obstawiałabym też, że autora znanego za granicą łatwiej wypromować u nas. Ale tu może w grę wchodzić bardzo wiele różnych czynników, o których nie mam pojęcia, a które decydują o tym, że wielu...

więcej

2047
275
22.04.2018 22:46

Magda, na ile sama musiałaś się postarać o promocję/reklamę? Co zrobiło same wydawnictwo? Obserwuję czasami jak działają wydawnictwa, jeśli chodzi o "nie naszych" autorów, ale umknęło mi, jeśli chodzi o "naszych".


0
0
23.04.2018 08:32

Promocja książki to w sumie materiał na kolejny, dłuuugi artykuł. Tak w skrócie - wiele zależy od wydawnictwa, książki i od autora. Tak też było w moim przypadku, bo przy premierze każdej książki miałam trochę inną sytuację z promocją.
O spotkania autorskie, wyjazdy na konwenty, musiałam zwykle starać się sama. Jedna z moich książek nie dostała ze strony wydawcy absolutnie...

więcej

2047
275
23.04.2018 11:40

Dziękuję ci bardzo :)


4039
3799
22.04.2018 17:52

Czasem,dobre książki.Są pisane,przez pisarzy nie medialnych.


176
26
23.04.2018 15:55

Proponuję przeczytać jeszcze raz swoją wypowiedź i sprawdzić interpunkcję ;)


2841
682
22.04.2018 15:16

Dziękuję za spojrzenie na wydawanie książki oczami pisarza. Ciekawi nie jak wydawnictwa przebijaja się już na rynek.


735
222
22.04.2018 12:39

Najbardziej przerażającym mitem (który mitem nie jest niestety) jest fakt, że w dzisiejszych warunkach dobra książka nie obroni się sama, a książka mierna może zostać wypromowana na bestseler.


0
0
22.04.2018 13:04

Nie neguję, zdarza się, że dobra książka, niestety, przechodzi bez echa, bo nie ma promocji, a marna dostaje ogromną promocję i sprzedaje się świetnie.


0
1241
konto usunięte
22.04.2018 11:32

Użytkownik wypowiedzi usunął konto


0
0
22.04.2018 11:54

Może mieć to wiele wspólnego z tym, że niektórzy wierzą w to, że autorowi wypowiadać się nie wypada, zwłaszcza odnośnie wynagrodzeń;). Myślę jednak, że czasem warto poruszyć takie tematy, bo to informacje, które mogą przydać się osobom dopiero szykującym się do wydania książki.


0
0
20.04.2018 14:27

Zapraszam do dyskusji.


2649
55
22.04.2018 10:46

Mam pytanie, jak to jest w praktyce z tym domaganiem się rozliczeń i wysyłaniem wezwań do zapłaty? Czy jeśli ktoś faktycznie zacznie tak robić, nie zostanie czasem "spalony" w środowisku jako "pieniacz"? I nie tylko jego wydawca niczego mu już nie opublikuje, ale także inni, bo po co wydawać "awanturnika" i mieć z nim kłopoty, skoro można wydać kogoś innego, równie dobrego,...

więcej

0
0
22.04.2018 11:42

Znam przynajmniej kilku autorów/tłumaczy (ich to też dotyczy), którzy o zapłatę musieli się dopominać, a nie mieli problemów z wydaniem kolejnych książek, chociaż nie zawsze robili to w tym samym wydawnictwie ;). Pewnie, że robienie wielkiej awantury, bo rozliczenie spóźnia się kilka dni, nie jest wskazane, ale jeśli wydawnictwo uważa, że ktoś jest awanturnikiem, bo domaga...

więcej

2649
55
22.04.2018 12:03

Akurat pisząc swój post wyżej, choć użyłam przykładu finansowego, leżały mi na sercu nie tyle kwestie kasy, co znany mi przypadek autorki, która w umowie wydawniczej miała zapisane zobowiązanie wydawnictwa do wydania książki najpóźniej w dacie takiej a takiej, a po roku od tej daty książki dalej nie było na rynku, i to bez słowa wyjaśnienia typu, sorry, ale nie damy rady w...

więcej

0
0
22.04.2018 12:10

Takie sytuacje niestety się zdarzają. Polecam napisać do wydawcy i grzecznie spytać, czy książka jednak się ukaże i zaistniało jakieś opóźnienie, czy też zrezygnowali. Zwykle umowa jest tak skonstruowana, że wydawca ma prawo do wydania książki w określonym czasie, ale też może z tego zrezygnować - nie jest to więc w żaden sposób naruszenie warunków umowy. W umowach, z...

więcej

zgłoś błąd