rozwiń zwiń

Samodzielne powieści fantasy – gatunek zagrożony

Marcin Zwierzchowski Marcin Zwierzchowski
19.07.2015

Zajrzyjcie do zapowiedzi. Bywają miesiące, gdzie każda interesująca pozycja fantastyczna to kolejna odsłona jakiegoś monumentalnego cyklu. Na polu science fiction nie brakuje historii, które autor zamknął w pojedynczej książce, za to przy fantasy poszukiwanie takiej powieści przypomina polowanie na jednorożca.

Samodzielne powieści fantasy – gatunek zagrożony

Takiemu stanowi rzeczy winne są pieniądze, a także pierwszy wydawca „Władcy pierścieni”. Zacznijmy od tego drugiego: jak pewnie wiecie, profesor Tolkien traktował swoje dzieło jako jedną dużą opowieść i pisząc ją myślał o wydaniu całości w jednym tomie. W latach 50. ubiegłego wieku problemem były jednak papier, a dokładnie jego niedobór, ale i cena, za jaką trzeba by było sprzedawać taką cegłę. Po burzliwej dyskusji z wydawcą ostatecznie podjęto decyzję publikacji „Władcy…” w formie trylogii – z pewnością nikt wtedy nawet nie przypuszczał, że piętno takiego podziału opowieści uformuje fantasy na zawsze.

Bo jeżeli ktoś myśli o napisaniu historii fantasy z rozmachem, to koniecznie chce trylogii. Bo to naturalna forma dla takiej literatury, której ewolucja polega co najwyżej na multiplikowaniu – pojawiają się cykle pięcio-, sześcio-, siedmio- czy dziewięciotomowe. George R.R. Martin niedawno dał wydawcom i agentom wyraźny sygnał: im większe, tym lepsze.

A pieniądze? Sprawa jest oczywista: jeżeli już masz wyłożyć górkę kasy na wypromowanie nowego autora (a to zawsze olbrzymi wysiłek), to chcesz potem jak najdłużej czerpać zyski z ewentualnego sukcesu. To bodajże Adrian Tschaikovsky, którego „Cienie pojętnych” to na chwilę obecną aż 11 tomów, powiedział mi, że agent zainteresował się jego twórczością tylko dlatego, że ten pokazał mu od razu gotowych kilka powieści. Szaleństwo! Fantasy jest o wiele bardziej komercyjnym gatunkiem, niż SF, dlatego działają na nie zupełnie inne siły rynkowe – agenci są wpatrzeni w listy bestsellerów, starają się chwytać trendów, dlatego często bez trylogii czy nawet dłuższego cyklu nie ma co się do nich zgłaszać.

Taki stan rzeczy ma też oczywiście pozytywne strony, bo wiele jest przypadków kreacji tak bogatych, że w jednej książce nie szło by ich zmieścić, i historii tak rozbudowanych, że potrzeba kilku milionów znaków, by je opowiedzieć – przykładem rodzime „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” Roberta M. Wegnera, czy „Pieśń Lodu i Ognia” Martina właśnie. Gdyby nie koniunktura na monumentalne historie, tego typu sagi omijano by szerokim łukiem, jako zbyt ryzykowne przedsięwzięcia.

Jeszcze częściej trafiają się jednak opowieści na siłę rozbite na trzy części, które swobodnie można by opisać oszczędniej, a które w efekcie są przegadane. Przykład? „Trylogia czarnego maga” Trudi Canavan – przecież ta sama autorka w „Uczennicy maga”, samodzielnej powieści, opowiedziała dokładnie tę samą historię, tyle że krócej i zmieniając niektóre szczegóły oraz imiona bohaterów! Można? Można! To po co była trylogia i nieustanne paplanie Sonei? Bo pisząc fantasy trzeba pisać trzytomowe opowieści.

Czy jesteśmy więc skazani na coraz dłuższe serie? Tak. Przyszłość rynku popularnych książek widzimy zresztą już dzisiaj: podobnie jak Uniwersum Metro 2033, zacznie powstawać coraz więcej dzielonych światów, z mnóstwem autorów, którzy niczym w fabryce będą wypuszczać kolejne odsłony bestsellerowych historii. Dlatego warto cenić tych twórców, którzy – w takich rynkowych realiach – decydują się jeszcze na tworzenie fabuł zamkniętych między dwiema okładami książki.

#####

Oto wybitne przykłady z ostatnich lat. Zwróćcie uwagę na brak na liście pozycji spod znaku heroic fantasy – takie historie powstają już niemalże wyłącznie jako fragmenty monstrualnych opowieści, rozpisanych na kilka czy kilkanaście tomów.

Niespodziewane arcydzieło. Erin Morgenstern, wielka fanka serii o Harrym Potterze, gdy opowieść o nim dobiegła końca, rozżalona postanowiła sama napisać podobną historią. Cóż, nie wyszło. W tym sensie jednak, że poza występowaniem magii i XIX-wieczną Anglią, jej „Cyrk nocy” nie ma z prozą J. K. Rowling nic wspólnego. Nie przeszkadza to mu jednak być jedną z najlepszych powieści fantastycznych ostatnich dekad.

W szerokim rzucie, „Cyrk nocy” to romans. Z tych dobrych, nie ckliwych czy kiczowatych. Tak naprawdę jest to jednak olśniewająca bogactwem wyobraźni wizja niezwykłego magicznego pojedynku, rozgrywana w jedynej w swoim rodzaju scenerii tytułowego cyrku. Wspaniały klimat, piękny język i nieustannie zaskakująca fabuła, pełna żywych, angażujących postaci. Ja się w tej opowieści zakochałem.

Najlepsza fabuła, jaka wyszła spod klawiatury naszej rodaczki. Tak, czytałem „Siewcę wiatru” i inne opowiadania anielskie, wiele z nich było wybitnych, żadna z tych historii nie może jednak równać się z opowieścią o podróży przez świat jakuckich wierzeń.

Proza Kossakowskiej nie ma tu słabych punktów. Tło jest jeszcze bardziej zajmujące, niż w historiach anielskich, bo z racji małej popularności kultury Jakutów nad Wisłą, niemalże wszystko jest tu dla nas nowością – nasza wyobraźnia zyskuje tu możliwie najbogatszą pożywkę. Do tego naszymi przewodnikami są niesamowicie sympatyczne i ciekawe postacie, akcji jest mnóstwo, a zakończenie… zakończenie i wyjaśnienie genezy Rudej Sfory to błysk geniuszu, który nadaje całej tej opowieści niezwykły, uniwersalny wymiar.

Nawet pisząc te słowa nabieram ochoty, by po raz wtóry, po latach, wrócić do tego świata.

Miéville to twarz nurtu zwanego New Weirdem, a jego najbardziej rozpoznawanym dziełem pozostaje „Dworzec Perdido” i w ogóle trylogia „Nowe Crobuzon”. Ja najwyżej cenię jednak „Miasto i miasto”, bo to najodważniejsza, oparta na najbardziej niezwykłym pomyśle powieść fantasy ostatnich lat.

Wyobraźcie sobie, że dwa miasta zajmują tę samą przestrzeń. Ich mieszkańcy zdają sobie z tego sprawę, nie mogą jednak zauważać siebie nawzajem, nie mogą dostrzegać ani budowli ani samochodów z tej drugiej metropolii; jeżeli ktoś złamie tę zasadę, ściga go demoniczna Przechodzeniówka. Teraz więc wyobraźcie sobie, że policjant z jednego miasta znajduje trupa mieszkańca z drugiego miasta. Oto początek najbardziej niezwykłego kryminału naszych czasów.

Sam fakt, że Miéville udźwignął tę historię sprawia, że zasługuje on na uznanie. Brytyjski pisarz zrobił jednak więcej, rozwijając ten szalony koncept z każdą stroną, obudowując go zajmującą fabułą i karmiąc czytelników niezwykłymi szczegółami swojej kreacji. Arcydzieło.

Wyrzut sumienia polskiej fantastyki – powieść godna każdego wyróżnienia, która nie otrzymała żadnego. Historia niezwykle dojrzała, wychodząca z ogromnej znajomości gatunku, a także uznania dla dzieł Ryszarda Kapuścińskiego. „Trzeci świat” to reportaż z fantastycznego świata, jednocześnie zajmująca i pełna akcji fabuła, jak i esej na temat samego gatunku, jego schematów i głównych motywów.

Pamiętam jeszcze swój zachwyt, gdy przewracałem kolejne strony, zdziwienie, że da się tak połączyć historię z komentarzem gatunku, w którym się pisze. I zazdrość, że Maciej Guzek jako pierwszy wpadł na pomysł tej formy reportażu.

#####


W sumie mam mieszane uczucia, polecając Wam tę książkę, ponieważ mimo iż bardzo ją cenię, uważam, że nakręcony na jej podstawie serial BBC jest jeszcze lepszy. To opowieść o XIX-wiecznej Anglii, w której niegdyś magia była na porządku dziennym, obecnie zaś jest tylko przedmiotem badań teoretycznych grupek snobów. To historia powrotu magii, co dzieje się za sprawą dwóch tytułowych bohaterów, a także jej wykorzystania w wojnach z Napoleonem.

Choć Clarke w największym stopniu napisała chyba jednak opowieść o Anglii, dżentelmenach i ówczesnej elicie społecznej, o jej kuriozalnych zwyczajach i zadęciu. Zajmujące, ale nie porywające – tak naprawdę do lektury przykuwa magia, jej historia, legenda wokół Króla Kruków i intryga z pewnym magicznym stworzeniem w tle.

Serial jest lepszy, bo skupia się właśnie na tych ostatnich elementach, oddestylowując wątki o arystokracji, wystawnych obiadach, rozgrywkach i balach. Jednocześnie pozostaje wierny oryginałowi.

Niemniej sama książka (w Polsce niedawno ukazało się wydanie jednotomowe) również jest interesująca.

Na listę trafiła żona, nie pominiemy więc również męża. Popularny dzięki serii „Pan Lodowego Ogrodu” Grzędowicz, między publikacją kolejnych tomów swojego flagowego cyklu, zaserwował nam rozwinięcie historii rozpoczętej opowiadaniem „Obol dla Lilith”. Tak właśnie powstał „Popiół i kurz”, czyli napisana hipnotycznym językiem historia o demonach, ludzkich duszach i ich przewoźniku, takim Charonie, nazywanym tutaj psychopompem.

To unikatowa kreacja, misternie skonstruowane zaświaty, pełne tajemnic i niezwykłych stworzeń – wszystko opisane zaś przez jedno z najlepszych piór rodzimej fantastyki. Wprawdzie moim faworytem pozostaje „Ruda Sfora”, niemniej Jarosław Grzędowicz nie odstaje za bardzo od swojej lepszej połowy (tym bardziej, że jego zbiór „Księga jesiennych demonów” to arcydzieło grozy i dla mnie jego najbardziej udana publikacja).

Lubię baśnie dla dorosłych. Zarówno retellingi znanych historii, w których króluje Neil Gaiman, jak i po prostu historie napisane w ten charakterystyczny sposób, tym specyficznym stylem, skierowane ni to do młodzieży, ni to do dorosłych. To trudna sztuka, znalezienie tego złotego środka, dlatego niewielu się ona udaje: oprócz Gaimana wymienić możemy tutaj choćby świetną Catherynne M. Valente, ale też Johna Connolly’ego.

Dziwna sprawa: autor kryminałów i thrillerów nagle postanowił napisać mroczną baśń. Efekt, „Księga rzeczy utraconych”, jest bardziej niż zadowalający – znajdziemy tu grozę, niesamowitą atmosferę, magię, a także to coś, co sprawia, że nowa historia przywodzi na myśl te klasyczne, mimo iż ich nie powiela.

Uwaga: ta powieść bardziej pasuje na półkę „horror”, niż „baśnie”.

Trochę oszustwo, dlatego daję tę pozycję na koniec. Jest to w pełni samodzielna fabuła, bo jako taka powstała w głowie Gartha Nixa i jako taka została spisana. To historia tytułowej dziewczyny, córki nekromanty, a w zasadzie maga-łowcy nekromantów i stworów, które przedzierają się do naszego świata zza bram Śmierci. Takich jak on ludzie nazywają Abhorsenami.

Sabriel wychowuje się jednak poza Murem, który oddziela magiczne Królestwo od zwykłego, pozbawionego czarów świata. W rodzinne strony wrócić musi dopiero, gdy dociera do niej wieść o prawdopodobnej śmierci ojca, a raczej jego porwaniu do krainy śmierci, z której tylko ona może go wyrwać. Dalej mamy już oparta na klasycznym schemacie opowieść o niespodziewanym bohaterze, który musi mierzyć się z groźnymi przeciwnikami, na bieżąco ucząc się nowego fachu – i mimo oparcia na znanej linii fabularnej, czyli tak zwanym queście, dostajemy oryginalną historię, która rozgrywa się we wspaniałym świecie. To opowieść o śmierci i stracie, która zachwyca podejście do tematu i narosłą wokół niego kreacją całego świata i fachu Abhorsenów. W książce „Sabriel” otrzymujemy zamkniętą historię.

Po latach jednak Nix, skuszony sukcesem książki i namówiony przez agenta oraz fanów, dopisał kolejne odsłony sagi, rozwijając fabułę z Sabriel. Kolejne książki w serii również są ciekawe, zwłaszcza „Abhorsen”, ta pierwsza pozostaje jednak najlepszą.

Osiem pozycji. Mało, jeżeli porównać do ogólnej liczby publikowanych książek fantasy. Każda z tych powieści warta jest jednak dziesięciu albo i dwudziestu poślednich fabuł.


komentarze [40]

Sortuj:
więcej
Niezalogowany
Aby napisać wiadomość zaloguj się
EsterilThyssen - awatar
EsterilThyssen 25.05.2021 06:54
Czytelnik

Czasami to wina wydawcy, że chcą z pojedynczej powieści fantastyki/SF zrobić serię/cykl itp. vide Tolkien i Władca Pierścieni.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Sea_Of_Darkness - awatar
Sea_Of_Darkness 14.05.2021 20:13
Czytelniczka

Osobiście cykle mi nie przeszkadzają, pod warunkiem, że a) poziom książek nie spada wraz z każdym kolejnym tomem, b) książek w cyklu jest kilka, nie kilkanaście lub więcej. Przyznam też, że łatwiej jest mi się zabrać za długi cykl, w którym dotąd ukazały się góra dwa, trzy tomy, a następne są dopiero są planowane niż za taki, który już jest skompletowany i przy którym...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej
 Elantris  Dusza cesarza  Migawka  Idealny stan  Mgły Avalonu  Składany nóż  Młot  Ewangelia według Lokiego
Miyako - awatar
Miyako 28.07.2015 14:28
Czytelniczka

Uwielbiam zarówno fantasy, jak i cykle. Gdy czytam pojedynczą książkę praktycznie zawsze czuję niedosyt i po niej nie umiem się odnaleźć. Cieżko mi znaleźć coś, co mi odpowiada. Pal licho jeśli autor ma na koncie więcej niż jedną, bo wtedy po prostu sięgam po kolejne jego książki. Ale gdy jest to jedyna książka, to ciężko jest mi przestawić się na inny styl, inny świat bez...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej
Queen_Suren Greenbriar - awatar
Queen_Suren 21.07.2015 19:27
Czytelniczka

a no tak bo szykuje się 2cz Nieśmiertelny
a Sabriel mimo wszytsko należy do cyklu więc nie powinna się tutaj znależć

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
 Nieśmiertelny
basia1412 - awatar
basia1412 21.07.2015 18:27
Czytelnik

Zgadzam się w zupełności z tym artykułem... mam wrażenie, że w przyszłości książki będą jak seriale...wydawane w kawałeczkach. smutna prawda ;c

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Agata - awatar
Agata 21.07.2015 13:00
Czytelniczka

To strasznie denerwujące: Znaleźć interesującą książkę i po chwili zorientować się,że to 5 tom ,a 1 nie ma.Albo nie wiedzieć, czy to pierwszy tom i strzelać na oślep.Zwykle powieści jednotomowe są lepsze od serii ,bo serię rozciąga się na ile się da i 50% to nudy i od czasu do czasu jest jakaś akcja ,a w jednotomowych mamy wszystko zrównoważone i ciekawie poprowadzone. No i...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej
missly - awatar
missly 20.07.2015 20:53
Bibliotekarka

Niedawno przeczytałam trylogię Engelsfors (Krąg) i choć na początku grubość każdego z tomów trochę mnie odstraszyła, to o niebo lepiej mi się czytało te trzy spasione tomiszcza niż Cyrk nocy, który przemęczyłam.
Dodam, że miło czasami skończyć książkę i wiedzieć, że można zaraz chwycić za kontynuację. Ale...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej
Marta Zagrajek - awatar
Marta Zagrajek 20.07.2015 17:37
Bibliotekarka

A swoją drogą na przykład absolutnie nie przeszkadzał mi fakt cykliczności w Sadze Ludzi Lodu, ale to były w miarę małe książeczki ;) I wyszły sprawnie w naszym kraju.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
książkoholiczka - awatar
książkoholiczka 20.07.2015 16:34
Czytelniczka

"Cyrk nocy" to jedna z moich ulubionych powieści a sięgnęłam po nią ze względu na interesującą okładkę (w przypadku debiutów i nowości często dużą rolę odgrywa okładka). Pozostałe dorzucam na półkę "Chcę przeczytać".
Na obronę cykli chcę powiedzieć, że ja się bardzo przywiązuję do bohaterów i lubię kontynuacje. Np. Gaimana "Ocean na końcu drogi" przeczytałam na przystanku...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej
Iarebog - awatar
Iarebog 20.07.2015 13:59
Czytelnik

Myślę, że od ,, Pieśni Lodu i Ognia" lepsza jest ,,Malazańska Księga Poległych" Obszerne, ale w każdej opowieści jest coś nowego i każdy bohater jest inny. Szkoda, że o niej nie wspomniano.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
MikaNeko - awatar
MikaNeko 20.07.2015 13:32
Czytelniczka

Brawo, bo już dawno nie spotkałam tak ciekawej a nie tylko skłaniającej do dyskusji lub wręcz kłótni publicystyki na głównej stronie serwisu. Lista propozycji, choć wiadomo, że zawsze będzie czegoś brakować, dość różnorodna i z ciekawymi pozycjami, które albo lubię albo już dopisuję do listy 'chcę przeczytać' ;)

A problem wielotomowości? Niestety mnie często zniechęca do...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej
Recenzje_Gaby - awatar
Recenzje_Gaby 20.07.2015 13:02
Oficjalna recenzentka

Świetny artykuł i spostrzeżenia!

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Bosy_Antek - awatar
Bosy_Antek 20.07.2015 07:53
Autor

A wydawnictwom to wszystko pasuje, bo łatwiej sprzedaje się książki spod znanej już bandery. Autorzy mają już wymyślone uniwersum. I tylko czytelnicy robieni są najczęściej w konia, bo dostając piątą, siódmą, ósmą część cyklu najczęściej dostają popłuczyny.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
AleksandraB - awatar
AleksandraB 19.07.2015 22:03
Czytelniczka

Jedno słowo: Tigana

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Spriggana Joanna Słupek - awatar
Spriggana 19.07.2015 21:41
Czytelniczka

Bycie częścią cyklu nie wyklucza fabuły zamkniętej w jednym tomie – przywołany „Trzeci Świat” to przecież część cyklu o Królikarni, ale jest to cykl, którego poszczególne części (poza TŚ są to opowiadania) bardziej łączy świat niż bohaterowie.
Dlatego nie wrzucałabym do jednego worka cykli typu Meekhanu czy Gry o Tron, gdzie między tomami mamy lepszą lub gorszą ciągłość...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej
asymon - awatar
asymon 20.07.2015 13:48
Bibliotekarz

Ale "Trzeci świat" można czytać niezależnie. Dowiedziałem się z internetu, że koniecznie trzeba przeczytać wcześniej "Królikarnię", bo worldbuilding, ale trochę żałuję, dla mnie opowiadania takie sobie, proste, sztampowe, a "Trzeci świat" to fajna, oryginalna rzecz.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Niezalogowany
Aby napisać wiadomość zaloguj się
Krzysztof - awatar
Krzysztof 19.07.2015 21:12
Czytelnik

Zwykle nie komentuje artykułów, ale tutaj zrobię wyjątek. Fantasy to specyficzny gatunek, w którym nie znamy dobrych książek, znamy świetne cykle. Najbardziej znani autorzy to ci, którzy poświęcili pół życia, czasem więcej na stworzenie magicznych światów, które bardzo się od siebie różnią. Wielu z nich po zakończeniu cykli pisze spin-offy czy prequele i tak to wygląda....

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej
asymon - awatar
asymon 20.07.2015 11:36
Bibliotekarz

Fantasy nie musi być obszerne, po prostu od jakiegoś czasu wydawca płaci "od strony", nie "od książki" i stąd się biorą dziesięciotomowe cykle, każdy tom minimum 800 stron. Stare klasyki, jak "Ziemiomorze" czy "Władca pierścieni", da się zmieścić w jednym tomie, cykl "Amber" Zelaznego ostatnio ukazał się w dwóch, w każdym pięć książek.

Ale wszystko idzie w stronę serii,...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej
Niezalogowany
Aby napisać wiadomość zaloguj się
BlueSugar - awatar
BlueSugar 19.07.2015 20:09
Czytelniczka

Co do "Jonathana Strange'a i Pana Norrella" polemizowałabym, że to pojedyncza książka, ponieważ w serii Uczta Wyobraźni wydawnictwa Mag została wydana w jednym wielkim tomie, ale przecież też jest wcześniejsze wydanie z Wydawnictwa Literackiego, które podzieliło tę książkę na trzy tomy.

Jako fanka Kossakowskiej powiem, że jej najlepsza książka to dwutomowy cykl "Zakon...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej
Spriggana Joanna Słupek - awatar
Spriggana 19.07.2015 21:28
Czytelniczka

Podejrzewam że „Jonathan Strange…” wyszedł u nas w trzech tomach z powodów wydawniczych, na przykład chcieli się załapać na równoczesna premierę z oryginałem, a z przekładem całości w żaden ludzki sposób by się nie wyrobili. W każdym razie jest to niewątpliwie jedna książka.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Niezalogowany
Aby napisać wiadomość zaloguj się
aspolski Nacotokomu - awatar
aspolski Nacotokomu 19.07.2015 20:02
Czytelnik

Cykle literackie w fantasy mają dwie strony medalu... Ale tak, czasami chciałoby się sięgnąć po samowytarczalną, zwartą powieść, a tu deficyt albo alternatywa powtórnego czytania.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Karolina - awatar
Karolina 19.07.2015 19:49
Czytelniczka

Cykle są uzasadnione gdy historia jest tak wielowątkowa i pisana z takim rozmachem, że niemożliwe jest spisanie tego w jednej książce. Niestety spora część cykli to rozwleczone ponad miarę opowieści na jeden tom. Smutne.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
czytamcałyczas - awatar
czytamcałyczas 19.07.2015 18:46
Czytelnik

Ja też nie lubię cykli.Nie chcę kupować 19 tomów jednej książki.Też bym chciał, by jeden tom był zamknięcie całość.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Marta Zagrajek - awatar
Marta Zagrajek 19.07.2015 18:42
Bibliotekarka

Cykle są straszne, zwłaszcza jak to nowe książki, bo potem się czeka x miesięcy na kolejny, a nie daj Boże wydawnictwo nie podejmie się tłumaczeń...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
miharu - awatar
miharu 19.07.2015 18:27
Czytelniczka

Czasem by się przeczytało "na szybko" jakąś niezobowiązującą powieść fantasy bez konieczności grzęźnięcia w trylogie i wielkie, przytłaczające uniwersum. A co, jeśli pierwszy tom mi się nie spodoba, bo autor rozwodnił akcję na dalsze części? Nie zawsze mam cierpliwość do czytania na siłę. Raz przebrnęłam przez taki mało obiecujący tom pierwszy (cykl Marie Lu...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej
Między sklejonymi - awatar
Między sklejonymi 19.07.2015 17:19
Bibliotekarka

Cieszę się, że nie tylko ja uważam, że książki pojedyncze, a przynajmniej planowane jako pojedyncze (bo to nie zawsze autorowi wychodziło), są lepsze. Tak, wolę spędzić z bohaterem jeden intensywny tom, będący popisem wyobraźni pisania, niż otrzymać to samo w rozwodnionej formie. Tak, wiem, że jest sporo "nierozwodnionych" serii, ale nawet wtedy po pierwszej części historia...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej
Jola - awatar
Jola 19.07.2015 16:43
Bibliotekarka

Przejrzałam moją biblioteczkę i fakt, sporo tam cykli, dylogii, trylogii, tetralogii... :)
Z samodzielnych powieści fantasy dorzuciłabym jeszcze:
- Składany nóż i Młot K.J.Parker
- Tigana, Pieśń dla Arbonne, czy Ostatnie...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej
Grzegorz - awatar
Grzegorz 19.07.2015 16:26
Czytelnik

Wielkie cykle fantasy mają swoje wady i zalety, dużo zależy od wyobraźni i umiejętności planowania Autora.

Uwielbiam przywiązywać się do bohaterów i światów, ponadto lubię ostro czytać, więc nie ukrywam, iż często mała objętość jest dla mnie poważną wadą. Ledwie się człowiek zaprzyjaźni z kimś, pozna nowy świat, a tu już koniec. A chciałoby się dłużej i więcej. Dlatego nie...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej
Katia - awatar
Katia 19.07.2015 16:01
Bibliotekarka

Czuję się zachęcona do przeczytania właściwie każdego wymienionego tytułu (co w przypadku wszelakich zestawień nie jest rzeczą typową). Księga rzeczy utraconych i Cyrk nocy już za mną, i podobnie jak Autor, bardzo (bardzo!) miło wspominam te literackie spotkania, więc pozytywnie zapatruję się na pozostałe propozycje. Sabriel już czeka w ebooku, ale to małżeństwo pisarzy...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej
Mikkjal - awatar
Mikkjal 19.07.2015 14:08
Czytelnik

Temat, wydaje mi się, potraktowany nieco powierzchownie. Czytając, czułem jak najbardziej słuszny wyrzut skierowany w sztuczne trylogie czy zaśmiecające rynek kolejne iteracje tej samej post-apokaliptycznej rzeczywistości, lecz niepotrzebnie wpływający również na wszystko inne, co nie zawiera się w jednym tomie (a pozytywnym przykładom poświęcono skromnie jeden akapit). Z...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej
Karuzelanakoparce - awatar
Karuzelanakoparce 19.07.2015 13:36
Czytelniczka

"poza występowaniem magii i XIX-wieczną Anglią, jej „Cyrk nocy” nie ma z prozą J. K. Rowling nic wspólnego"

Fabuła Harry'ego Pottera nie ma miejsca w XIX wieku. Autorowi chodziło pewnie o Anglię, ale i tak wkradł się mały błąd :)

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Draia - awatar
Draia 19.07.2015 13:28
Czytelniczka

Halo, a gdzie pan Gaiman i jego... cokolwiek ? Amerykańscy powinni tu być. Zdecydowanie Cyrk nocy to jedna z lepszych książek jakie czytałam, Sabriel to cieple wspomnienie moich początków z fantastyką, może czas sobie przypomnieć w związku z nowym wydaniem pana Nixa :)

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Marcin Zwierzchowski - awatar
Marcin Zwierzchowski 19.07.2015 16:03
Bibliotekarz | Oficjalny recenzent

Jestem fanem Gaimana-komiksiarza, ale nie powieściopisarza;] "Amerykańskich..." czytałem wersję autorską, dłuższą, i może dlatego była przegadana.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
BlueSugar - awatar
BlueSugar 19.07.2015 20:16
Czytelniczka

Ja jestem fanką Gaimana jako pisarza i uważam, że najlepsze jego dzieła to opowiadania. W temacie pojedynczych książek to nie umieściłabym na liście "Amerykańskich bogów" (przecież są jeszcze "Chłopaki Anansiego" które można nazwać luźną kontynuacją lub powieścią nawiązującą do "Amerykańskich bogów"), tylko "Ocean na końcu drogi", "Nigdziebądź" i "Dobry omen",...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej
Straszliwa_Buchling - awatar
Straszliwa_Buchling 19.07.2015 21:45
Czytelniczka

Szczerze mówiąc, po "Amerykańskich bogach" czułam się zawiedziona - nazywani jego najlepszą książka, a mnie jakoś nie zachwycili. Za to w niewielkim "Oceanie" się zakochałam.
A z pojedynczych dzieł warto jeszcze wymienić mało znanego "Szardika" Richarda Adamsa (szkoda, że u nas jest tylko jedno stare wydanie w beznadziejnej okładce) czy "Nieśmiertelnego" Catherynne M....

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej
Niezalogowany
Aby napisać wiadomość zaloguj się
AMisz - awatar
AMisz 19.07.2015 13:07
Bibliotekarka | Oficjalna recenzentka

Bardzo interesujące zestawienie. Moja półka Chcę przeczytać wzbogaciła się o trzy nowe pozycje. "Popiół i kurz" to chyba moja ulubiona książka Grzędowicza - może czas do niej wrócić :)

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Marcin Zwierzchowski - awatar
Marcin Zwierzchowski 19.07.2015 16:04
Bibliotekarz | Oficjalny recenzent

Najlepszą książką Grzędowicza jest "Księga jesiennych demonów". To bezdyskusyjnie. To arcydzieła krotkiej formy.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
AMisz - awatar
AMisz 19.07.2015 17:48
Bibliotekarka | Oficjalna recenzentka

Dobra, to wrócę do całego Grzędowicza i może w końcu przeczytam 4 tom PLO, bo czekałam na niego tyle lat, a póki co nadal leży na półce i czeka aż sobie przypomnę co było we tomach 1-3.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Marta Zagrajek - awatar
Marta Zagrajek 19.07.2015 22:25
Bibliotekarka

Oj tak, po jesiennych demonach to naprawdę się wytrąciłam z równowagi na dobrych kilka dni.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Niezalogowany
Aby napisać wiadomość zaloguj się