Miłość w społeczeństwie. O „Normalnych ludziach” Sally Rooney

Ewa Cieślik
27.02.2020

On jest gwiazdą szkolnej drużyny futbolu, ona prymuską, której nikt nie lubi. Różnic między nimi jest więcej – dotyczą również ich przynależności do społecznej hierarchii i statusu klasowego, który rzutuje na całe ich życie. Łączy ich jednak wyjątkowe i trudne do sprecyzowania uczucie. Powieść „Normalni ludzie” nie jest banalną historią o romansie, lecz raczej próbą uchwycenia zmian społecznych XXI wieku.

Miłość w społeczeństwie. O „Normalnych ludziach” Sally Rooney

Książka „Normalni ludzie” okazała się na Wyspach literacką sensacją, a pochodzącą z Irlandii Sally Rooney (rocznik 1991) obwołano Sallingerem doby Instagrama, bo podobnie jak autor „Buszującego w zbożu” dowiodła unikalnej umiejętności kreślenia portretu ludzi wchodzących w dorosłość. Czy to wszystko pochwały na wyrost?

Na początek warto przywołać głos krytyków. „Guardian” umieścił „Normalnych ludzi” na 25. miejscu listy stu najważniejszych powieści XXI wieku i nazwał ich „literackim fenomenem dekady”. Powieść była również nominowana do prestiżowych nagród Bookera oraz Women's Prize for Fiction, zdobyła nagrodę Costa Book Award w 2019 roku i Waterstones Book of the Year. A co mówią czytelnicy? W Stanach Zjednoczonych przez pierwsze cztery miesiące sprzedano 64 tysiące egzemplarzy tej powieści, co (jak na literaturę piękną) jest doskonałym wynikiem. Na spotkaniach autorskich brakowało miejsc, a Instagram zalały zdjęcia z okładką (lekturą chwaliły się m.in. Natalie Portman, Lena Dunham i Taylor Swift). Choć publikacja dopiero ukazała się na polskim rynku, w serwisie lubimyczytać.pl może pochwalić się wysoką średnią 7,6. Czytelnicy zwracają uwagę, że jest to niejednoznaczna książka, którą trudno zaklasyfikować i po przeczytaniu od razu odłożyć na półkę. Lektura „Normalnych ludzi” wywołuje bowiem sporo refleksji i skłania do namysłu. Ta złożona powieść dotyka wielu wątków. Wśród nich jednym z ciekawszych wydaje się znaczenie, jakie życiu bohaterów nadaje status materialny i klasowy.

Wchodzenie w dorosłość bez złudzeń

Reklama

Bohaterami powieści są Connell i Marianne, mieszkający w niewielkim miasteczku na północy Irlandii. Już na pierwszych stronach dowiadujemy się, że matka chłopaka jest sprzątaczką w domu pochodzącej z bogatej rodziny dziewczyny. W szkole średniej on jest popularny i lubiany, a ona ma status dziwaczki i samotniczki. Connell i Marianne wydaje się jednak coś łączyć, lecz oboje starają się ukryć przed innymi swoje zainteresowanie drugą osobą. Wstyd, obawa przed odrzuceniem znajomych i reakcją rodziny po raz pierwszy stanie im na drodze. Rozwojowi tej niełatwej relacji będziemy się przyglądać przez następne cztery lata, towarzysząc bohaterom aż do czasu, gdy oboje staną się dwudziestokilkuletnimi studentami.

Okaże się, że na dublińskiej uczelni Trinity College liczą się inne rzeczy niż w małomiasteczkowym liceum. Marianne odwagi doda nowo zdobyta wolność i zaplecze finansowe rodziny, co pozwoli jej z łatwością odnaleźć się w grupie uczelnianej elity. Z kolei Connell, po podjęciu trudnej decyzji wyboru kierunku studiów (pójść na prawo, które zapewni lepszą perspektywę pracy i kariery, czy poświęcić się pasji na anglistyce?), będzie miał trudności w nawiązywaniu znajomości. Jego (robotnicze) pochodzenie wytknie mu nowa dziewczyna, Helen, pół żartem, pół serio mówiąc, że silny akcent utrudnia jego zrozumienie. Jak odnaleźć siebie, jeśli nie do końca jest się pewnym, kim się jest?

Portret pokolenia czasów po kryzysie

Autorka nie stawia zagadnień związanych z klasą społeczną i bogactwem w centrum, ale wyraźnie zaznacza, że bohaterowie nie żyją w oderwaniu od tych spraw. Należą do pokolenia, które w dorosłe życie wchodzi bez złudzeń (akcja zaczyna się w styczniu 2011 roku). Kryzys gospodarczy, kryzys klimatyczny, kryzys osobowościowy – to wszystko jest ich codziennością. Płeć, rasa, a nawet orientacja seksualna nie są tu czynnikami bez znaczenia. Przeszłość ciąży na każdym kroku, a przyszłość nie rysuje się w jasnych barwach. Rozmowy dotyczą polityki (np. protestów przeciwko polityce zaciskania pasa), książek (i snobowaniu się na nie), kieliszków do szampana (które, nie wiedzieć czemu, nie są podłużne, tylko płaskie). Bezsilność miesza się tu z frustracją, a Rooney trafnie odmalowuje subtelne zależności władzy. Obserwujemy pozornie tylko nieistotne napięcia między rówieśnikami, narastającą przemoc w domu rodzinnym, a w końcu również samotność i zagubienie dopadające głównych bohaterów, którzy desperacko pragną się porozumieć. Jak, nie przymierzając, normalni ludzie.

Subtelne przedstawienie tajemnicy relacji

Reklama

Choć książkę „Normalni ludzie” określa się jako głos całej generacji, to autorka na pierwszym planie stawia wzajemną relację dwojga ludzi. Kreśli ich intymny portret, odmalowując impresje z życia, rzucające światło (i cień) na ich marzenia, pragnienia, namiętności. Sally Rooney zręcznie operuje słowem i pomimo chłodnego, analitycznego wręcz języka potrafi zachwycić umiejętnością odmalowania chwili („Wiśnie wiszą dookoła, połyskując jak niezliczone widmowe planety. Powietrze jest lekkie i wonne, zielone jak chlorofil. (...) Nad nimi niebo jest aksamitnie granatowe. Mrugają gwiazdy, nie dając żadnego światła. Idą razem wzdłuż szpaleru drzew, oddalając się od domu, i w końcu się zatrzymują”). Historia Connella i Marianne wciąga od pierwszych stron, a powieść trudno odłożyć. I nie jest to tylko zasługa tego, że kibicujemy głównym bohaterom i chcemy, by zaznali szczęścia. Proza Rooney świetnia trafia do współczesnego czytelnika – a niedługo również i widza, gdyż Hulu we współpracy z BBC przygotowuje już serialową adaptację jej dzieła. Zanim więc wszyscy zaczną oglądać „Normalnych ludzi”, warto sięgnąć po literacki pierwowzór i w książkowych Marianne i Connellu odnaleźć samych siebie.

Artykuł na podstawie książki „Normalni ludzie” Sally Rooney

Reklama

komentarze [1]

Sortuj:
Dodaj wypowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

181
13
27.02.2020 11:35

Zapraszam do dyskusji.


zgłoś błąd