PoDrugiej StronieOkładki 
status: Czytelnik, dodał: 4 książki, ostatnio widziany 12 godzin temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-10-21 19:01:56
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

https://podrugiejstronieokladki6.blogspot.com/2018/10/pozwol-mi-zostac-tijan.html

Seria „Fallen Crest” ma tyle samo zwolenników, co i przeciwników. Osobiście jestem w tym pierwszym obozie i nie zamierzam zmieniać zdania. Wielu z Was, po przeczytaniu pierwszej części przygód Sam, Masona i Logana, zrezygnowało z czytania Tijan.

Mam jednak nadzieję, że dacie jej szansę jeszcze raz.

Przy...
https://podrugiejstronieokladki6.blogspot.com/2018/10/pozwol-mi-zostac-tijan.html

Seria „Fallen Crest” ma tyle samo zwolenników, co i przeciwników. Osobiście jestem w tym pierwszym obozie i nie zamierzam zmieniać zdania. Wielu z Was, po przeczytaniu pierwszej części przygód Sam, Masona i Logana, zrezygnowało z czytania Tijan.

Mam jednak nadzieję, że dacie jej szansę jeszcze raz.

Przy „Pozwól mi zostać”, które jest książką inną, niż wszystkie.



Mackenzie Malcolm pierwszy raz znalazła się w łóżku Ryana, przez przypadek. Dziewczyna przeprowadziła się z całą rodziną do stanu Oregon, gdyż jej ojciec otrzymał lepszą propozycję pracy.

Dzień później Mackenzie, razem ze swoją siostrą Willow miały skończyć osiemnaście lat.

Willow, nigdy ich nie skończyła.

Rodzina pogrążyła się w żałobie, ale każdy z jej członków przechodził ją zupełnie inaczej.

Mackenzie znalazła schronienie w ramionach Ryana, który stał się jej latarnią podczas tego sztormu. Dziewczyna wypierała z głowy informację o śmierci swojej siostry i starała się żyć, tak jakby ona dalej była blisko niej.

Bo była.

Ale tylko w głowie Mackenzie.

Życie dziewczyny zmieniło się o 180 stopni. Nie tylko, z powodu utraty siostry. Razem z Willow, straciła całą swoją rodzinę, którą uporczywie stara się na nowo połączyć.



„Nasze oczy się spotkały i natychmiast poczułam z nim jakąś więź. Byliśmy tylko my. Żadnych problemów z siostrami. Żadnych byłych. Żadnego dręczenia. Nic. Tylko on i ja.”





„Pozwól mi zostać” nie należy do lekkich książek.

Specjalnie napisałam w akapicie wyżej tak malutko, choć to i tak za dużo.

Tę książkę po prostu trzeba przeczytać, bo każdy z Nas zrozumie ją inaczej.

A posłowie, po przeczytaniu historii Mac i Ryana ponownie zmieni Wasze postrzeganie tej pozycji.



Jeżeli odrzuciliście Tijan po przeczytaniu pierwszego tomu „Fallen Crest” to proszę Was, przeproście się z nią jeszcze raz i sięgnijcie po „Pozwól mi zostać”.

Gwarantuję, że ta pozycja zdecydowanie Wam się spodoba.



Każdy z Nas przeżywa żałobę po bliskiej osobie inaczej. Jedni zamykają się na świat i są otępiali, inni chcą imprezować do nieprzytomności, żeby nie pamiętać o rzeczywistości.

W „Pozwól mi zostać” śmierć Willow, poróżniła całą rodzinę i każdy jej członek poszedł w swoją stronę. Mackenzie z początku interesowała się tylko Ryanem, który dawał jej spokój i zapomnienie. Łączyła ich głęboka przyjaźń, która w pewnym momencie zaczęła przeradzać się w znacznie głębsze uczucie, gdyż Ryan okazał się rozumieć Mac, bo przeszedł bardzo podobną historię.

Potem jednak, dziewczyna zrozumiała, że musi wykonać konkretny i stanowczy krok, aby nie doprowadzić do całkowitego rozpadu rodziny.

To w niej była ukryta siła, która musiała zostać obudzona.



Muszę Wam napisać, że ciężko pisze mi się tę opinię. Choć piszę ją „na świeżo” nie zmienia to faktu, że im dłużej myślę o tej pozycji, tym dziwniejsze myśli przychodzą mi do głowy.

„Pozwól mi zostać” mocno siada na psychikę, a serce boli bardziej z każdym kolejnym rozdziałem. Nawet jeżeli jest on szczęśliwy to i tak wydaje się być smutny.



„Gdybym spojrzała w dół, zobaczyłabym moje bijące serce leżące u stóp. On znowu otworzył dziurę w mojej piersi.”



Nie jest do dołująca książka.

Nie.

To raczej pozycja, która ma na celu włączenie myślenia.

Zastanowienie się nad swoim życiem.

Nad tym, jakie jest ono kruche i tym, że żaden człowiek nie jest sam na tym świecie.



„Pozwól mi zostać” to pozycja warta przeczytania. Po jej skończeniu, książka zostanie z Wami na dłużej, tak jak została ze mną. Będziecie myśleć o niej i starać się zmienić treść, którą przeczytaliście.

To Tijan, której nie znaliśmy.

Poważniejsza.

Silniejsza.

Inna.

pokaż więcej

 
2018-10-20 11:07:05
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Cykl: Vincent Boys (tom 1)

https://podrugiejstronieokladki6.blogspot.com/2018/10/vincent-boys-abbi-glines.html

Muszę słuchać „polecajek”. Zdecydowanie.
„Vincent Boys” miałam wiele razy polecane i nawet mam obie książki na czytniku, ale jakoś nigdy nie miałam czasu, żeby zabrać się za te pozycje.
Teraz żałuję, chociaż już nadrabiam zaległości.





„Położyłem dłonie na jej talii i przyciągnąłem ją do siebie. W tej...
https://podrugiejstronieokladki6.blogspot.com/2018/10/vincent-boys-abbi-glines.html

Muszę słuchać „polecajek”. Zdecydowanie.
„Vincent Boys” miałam wiele razy polecane i nawet mam obie książki na czytniku, ale jakoś nigdy nie miałam czasu, żeby zabrać się za te pozycje.
Teraz żałuję, chociaż już nadrabiam zaległości.





„Położyłem dłonie na jej talii i przyciągnąłem ją do siebie. W tej chwili nie obchodziło mnie, do kogo należała. Pragnąłem jej i to odbierało mi rozum.”



Ashton Gray jest córką pastora, która tak, jak jej cała rodzina, świeci przykładem dobrego dziecka i człowieka.
Jednak nie zawsze tak było. Kiedy Ash była mała, razem ze swoimi przyjaciółmi – kuzynami Vincent, była rozrabiaką. Głównie z Beau, który mając ciężkie dzieciństwo, został czarną owcą miasteczka Grove w stanie Alabama i to z nim dziewczyna dokazywała, przy psotach. Sawyer – drugi chłopiec, który był synem porządnego starszego Vincenta, zawsze stopował tę dwójkę i próbował im wyperswadować głupoty z głowy.
To Sawyer też pierwszy odważył się zauważyć różnice w wyglądzie Ash, kiedy wszyscy weszli w okres dojrzewania i to on poprosił ją o bycie jego dziewczyną.
Chociaż tak naprawdę, nigdy nie powinna się na to zgodzić.
Zaczęła zmieniać się, aby stać się godną bycia dziewczyną Sawyera, który był poważnym człowiekiem, ale czuła, że to nie to, czego oczekiwała od życia.
Wszystko zmieniło się, kiedy Ash została sama w miasteczku.
A jej jedynym rówieśnikiem, był Beau, z którym stosunki zniszczyły się przez rzekomy związek z Sawyerem.





„– Nie ma idealnych mężczyzn, maleńka. Nie występują w przyrodzie.”


Przeczytałam „Vincent Boys” w jeden dzień. Nie, nie przeczytałam. Ja pożarłam tę książkę dosłownie, ze smakiem i radością, że mogę ją przeczytać.
Ta historia, choć przewidywalna, jest tak świetna, że czyta się ją z czystą przyjemnością.
W sumie to nie czyta.
Pochłania.

Beau skradł moje serce od pierwszego rozdziału, w którym się pojawił i to jego upatrzyłam sobie do samego końca książki. Jest najlepszy z całej trójki głównych bohaterów.
W końcu każda z nas, gdzieś tam w głębi lubi tych niegrzecznych chłopców.
Sawyer jest dla mnie zbyt poważny, za sztywny i honorowy do bólu. Nie lubię takiego „ą, ę przez bibułkę”, bo ani w tym żadnej zabawy, ani korzystania z życia, póki człowiek młody.
Co do dylematu Ash i jej samej... no w sumie to mam obojętny stosunek do tej bohaterki, aczkolwiek uważam że jest głupia. Gdybym miała do wyboru mężczyznę, u którego wszystko musi być jak w szwajcarskim zegarku i takiego, który żyje każdym dniem i korzysta z niego, to wolałabym tego drugiego.
Tutaj wynik równania jest prosty jak przysłowiowa „budowa cepa”.
Choć rozumiem rozmyślania Ashton, szczególnie, że w małym miastach plotki rozchodzą się szybciej, niż zostają tworzone to i tak uważam że za długo myślała nad swoim wyborem.
Nawet jeżeli chciała, aby wszyscy byli zadowoleni.

Poza Beau, najlepszą postacią w „Vincent Boys” jest nikt inny, jak Babcia Grana. Szkoda, że było jej tak mało w tej pozycji, bo bardzo przypominała mi Babcię Mazurową z serii o Stephanie Plum, która też jest zdecydowanie bardziej rozrywkowa, niż młodsze pokolenie. Jednak coś w tym jest, że na starość człowiek chce bardziej szaleć, niż za młodu, bo już ma głęboko, co ludzie pomyślą.
I dobrze.





„Czekałem, aż wpadnę w panikę po tym, co zrobiłem, ale trzymanie Ashton w objęciach nie sprzyjało wyrzutom sumienia. Przeciwnie. Czułem, jakbym wreszcie wrócił do życia.”




„Vincent Boys” to lekka i ciekawie napisana książka o prawdziwej miłości, która nie rdzewieje, nawet jeżeli z góry widać rdzawy nalot. To pozycja, która pokazuje, że nie warto udawać kogoś innego, bo szczęście przechodzi, wtedy koło nosa każdego dnia. Historia Ash, Sawyera i Beau jest piękną opowieścią o przyjaźni między kobietami i mężczyznami, ale też uczuciu, które nieśmiało tę przyjaźń zastępuje i niesie ze sobą wiele cierpienia, ale też radości.

pokaż więcej

 
2018-10-18 03:41:42
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

https://podrugiejstronieokladki6.blogspot.com/2018/10/gliniarz-laurelin-paige-sierra-simone.html

W Polsce mieliśmy okazję czytać już duet Paige i Simone. Z tego, co pamiętam wielu z Was się spodobał, ale też dużo głosów było na nie. Wydawnictwo Kobiece ponownie serwuje nam książkę tego duetu, do której przymierzałam się w oryginalne. Z moim zbieraniem się, okazało się, że szybciej przeczytam...
https://podrugiejstronieokladki6.blogspot.com/2018/10/gliniarz-laurelin-paige-sierra-simone.html

W Polsce mieliśmy okazję czytać już duet Paige i Simone. Z tego, co pamiętam wielu z Was się spodobał, ale też dużo głosów było na nie. Wydawnictwo Kobiece ponownie serwuje nam książkę tego duetu, do której przymierzałam się w oryginalne. Z moim zbieraniem się, okazało się, że szybciej przeczytam ją po polsku i tak też się stało.
Czy „Gliniarz” okazał się być lepszy od „Twardziela”?

Livia Ward jest bibliotekarką, która została przeniesiona z centralnej biblioteki do małej filii w Corinth. Dziewczyna jest zadowolona z tej zmiany, bo lubi spokój. Ma czternastoletnią przyjaciółkę Ryan, która od najmłodszych lat jest prawdziwą aktywistką, walczącą o dobro kobiet. Livia każdego dnia budzi się myśląc o zbliżającej się starości (trzydziestych urodzinach) i ten dzień, wcale nie jest inny niż poprzednie. Przynajmniej z rana. Bowiem chwile później po przebudzeniu i ogarnięciu się, Livia dostaje smsa od Ryan z wołaniem o pomoc.
Kiedy dziewczyna przyjeżdża na miejsce „wypadku” okazuje się, że Ryan ubrana w stój cheerleaderki przywiązała się do dwóch drzew łańcuchami i strajkuje, aby dziewczyny w szkole mogły nosić strój cheerleaderki, kiedy tylko chcą, a nie podczas meczów. Rodzice nie mogą odwieźć swoich pociech do szkoły i zostaje wezwana policja, a wraz z nią przyjeżdża seksowny posterunkowy Chase, który stara się opanować sytuację. Okazuje się być jednak nieskuteczny i dopiero Livia uspokaja tłum i uwalnia Ryan. Gdy puszcza czternastolatkę do szkoły, sama udaje się do biblioteki, w której pracuje razem z Megan, kobietą po przejściach i jej kolejną dobrą koleżanką.
Chwilę później, na przerwie w bibliotece pojawia się, nikt inny jak Chase.
Który okazuje się być bratem Megan.
I który upatrzył sobie Livię na dłużej.
Problem w tym, że ona widzi go przy sobie tylko w jednym celu.





„Czy nie znudziło mi się jeszcze być Funkcjonariuszem Bawidamkiem? Jasne, że nie. Na pewno?

Po raz pierwszy w życiu nie jestem pewien, czy mogę wierzyć sobie samemu.”


Doskonale wiem, co pomyśleliście po tym zdaniu wyżej i muszę Wam przyznać rację, chociaż znowu, tak nie do końca o to chodzi. Nie zdradzę Wam głównej tajemnicy tej książki, ale propozycja, jaka padła z ust Livii w kierunku Chase otworzyła mi szeroko buzię. Mimo że, gdzieś w głębi serca przeczuwałam, że tak to właśnie ma być.

Laurelin Paige nie zawiodła mnie po raz kolejny. Podczas czytania „Gliniarza” doskonale wiedziałam, które fragmenty są od Paige, a które zaś od Simone.
Do tej drugiej mam więcej zastrzeżeń, bo mam wrażenie, że nie do końca wie, kiedy należy powiedzieć basta niektórym określeniom części intymnych bohaterów.
I to skłania mnie do napisania, że w tej pozycji znajduje się naprawdę dużo zbliżeń i seksu. Zostaliście ostrzeżeni, więc potem nie płaczcie.

Zastanawia mnie też fakt, dlaczego w każdej książce z tego gatunku faceci muszą pachnieć piżmem? To jakiś tajny zapach, który zarezerwowany jest tylko dla mężczyzn z książek?
Przecież jest tyle zapachów na świecie, a co nuż widzę słowo piżmo w lekturach, które czytam.
Nie czepiam się tego w „Gliniarzu”, ale tak ogólnie.
Naszło mnie po prostu zastanowienie na ten temat.

Jak znacie odpowiedź to piszcie!






„Ja jestem wariatką, która ni stąd, ni zowąd unosi wysoko w górę tabliczkę kwestionującą tę reputację.”


Historia Livii i Chase'a jest podobna do wielu innych, ale końcówka zaskakuje i wywołuje ogromny i szczery uśmiech na twarzy Czytającego. Możecie mi wierzyć. Jak siedziałam i czytałam, wiedząc, co będzie dalej, bo trochę już podobnego rodzaju książek mam za sobą, tak na końcu byłam naprawdę zaskoczona i w sumie szczęśliwa. Wy też będziecie.

Nie wiem, co mam Wam napisać w podsumowaniu. „Twardziel” podobał mi się za humor i pomysł wrzucenia bohaterów do filmu od kulis. „Gliniarz” podoba mi się, za pokazanie wzlotów i upadków w pracy, a także poświęcenie, które codziennie każdy z nas musi podejmować. Od rana do wieczora. Jeżeli lubicie policjantów, albo znacie ich prywatnie to wraz z tą lekturą przeżyjecie ciekawą przygodę. Jeżeli zaś nie lubicie policjantów, to dzięki osobie Chase'a, polubicie ich na pewno, gdyż ten „Gliniarz” skradnie Wasze serca.

pokaż więcej

 
2018-10-16 16:53:55
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Cykl: Sponsor (tom 1) | Seria: Editio Red

https://podrugiejstronieokladki6.blogspot.com/2018/10/sponsor-kn-haner.html

Na każdą książkę Kasi czekam z niecierpliwością, a wiele z nich (wszystkie) czytam szybciej, niż są wydane w papierowej wersji. I za każdym razem otrzymuję solidną dawkę emocji i szoku.

Tym razem nie było inaczej.



Kalina jest dwudziestojednoletnią dziewczyną, która studiuje fizjoterapię w Londynie. Mieszka razem...
https://podrugiejstronieokladki6.blogspot.com/2018/10/sponsor-kn-haner.html

Na każdą książkę Kasi czekam z niecierpliwością, a wiele z nich (wszystkie) czytam szybciej, niż są wydane w papierowej wersji. I za każdym razem otrzymuję solidną dawkę emocji i szoku.

Tym razem nie było inaczej.



Kalina jest dwudziestojednoletnią dziewczyną, która studiuje fizjoterapię w Londynie. Mieszka razem z rodzicami i młodszą siostrą Sabriną, na obrzeżach miasta. Każdego dnia jeździ do domu busem, jednak tego ranka postanawia wybrać się rowerem na uczelnię, aby zaliczyć ostatni egzamin w semestrze. Podczas jazdy do szkoły, zamyślona nie zauważa samochodu, a kiedy rozlega się trąbienie, jest już za późno. Dziewczyna wpada pod samochód, a ostatnim co widzi przed swoim omdleniem jest przystojny mężczyzna, który ją potrącił. Albo raczej, pod którego samochód wjechała.

W szpitalu poznaje Nathana Collinsa, który zaprasza ją na kolację, kiedy ta wyzdrowieje. Ta jednak okazuje się być totalnym nieporozumieniem i dziewczyna wraca do domu załamana, z nieudanej randki.

Kilka dni później, egzamin na który końcem końców nie dojechała przez wypadek, specjalnie dla niej odbywa się jeszcze raz i Kalina bez większych problemów zalicza go z najwyższą oceną. Kiedy wraca do domu widzi wiele zastępów straży pożarnej, a serce przestaje jej bić, gdy pożar unosi się z jej doszczętnie spalonego domu.

Rodzice dziewczyny giną w pożarze, razem z całym dobytkiem, a Kalina zostaje na lodzie, bez dachu nad głową, ze swoją czteroletnią siostrą.

Ich tułaczka, od domu do domu, rozpoczyna się, a brak pieniędzy szybko zaczyna doskwierać.

Pewnego dnia, po kilku miesiącach, w sklepie spotyka Nathana, który przyjechał do Londynu do chorej matki.

Ich znajomość zaczyna się ponownie, ale w całkowicie inny sposób.

Nathan pragnie poznać Kalinę, inaczej niż dotychczas poznawał dziewczyny.

Ta zaś, podchodzi do starszego mężczyzny z dystansem, gdyż ciągle pamięta o tej feralnej randce.

Uczucie między nimi rodzi się samo.

Niespodziewanie.

Nie jest ono jednak proste, a przeszłość Nathana, nie raz ma w nich uderzyć z podwójną siłą.



Wcale nie napisałam Wam dużo, jeżeli chodzi o fabułę. To, co macie wyżej, to tylko pierwsze kilka stron, na których już dużo się dzieje. Z każdą kolejną stroną, następnym rozdziałem K.N. Haner rozkręca akcję coraz bardziej, a atmosfera robi się raz napięta, a raz wyluzowana. Podczas lektury niemalże czuć wszystkie emocje, jakie odczuwają bohaterowie.



O dziwo, Kalinę polubiłam. Jest rozsądną dziewczyną, która try razy pomyśli, zanim zgodzi się na coś, co może mieć tragiczne skutki. Jak wiecie, nie jest u mnie często spotykana przyjaźń do głównych bohaterek, zatem coś jest na rzeczy.

Za Nathanem stoję murem. Owszem, popełnił kilka błędów, które ciężko wybaczyć, ale za każdym razem szczerze żałował i przepraszał. Najważniejsze jest to, że wiedział, co zrobił źle i pragnął to naprawić.

Najbardziej irytującą postacią, którą z chęcią bym odstrzeliła (albo spaliła w tym pożarze) jest młodsza siostra Kaliny, czyli Sabrina. Boże, nóż mi się w kieszeni otwierał, jak tylko widziałam jej imię w książce. Przysięgam, zabiłabym własnymi rękami, gdybym spotkała. Ta mała gówniara, jest tak wkurwiająca, że wiele razy miałam ochotę odłożyć czytnik.



Cała historia jest ciekawa i trzyma w napięciu od samego początku. Zaskoczyło mnie to, że Kasia od razu zaczęła z przytupem. Miałam chwilę zwątpienia, bo bałam się, że to BUM skończy się, tak szybko, jak się zaczęło, ale jednak zostałam bardzo pozytywnie zaskoczona, gdyż fabuła trzymała poziom do samego końca, a akcja nie zwalniała ani na chwilę.



„Sponsor” jest zaskakującą książką. Już sam tytuł, mówi nam coś innego, niż środek pozycji. Nie bądźcie zatem uprzedzeni, bo historia Nathana i Kaliny jest ciekawa, wciągająca i napisana z rozmachem. W sumie Kasia za każdym razem zaskakuje mnie coraz bardziej. Zaczęłam się zastanawiać, kiedy napisze książkę, która rozwali mnie psychicznie i sponiewiera. Kiedyś taki czas nastąpi i wiem o tym doskonale. Zakończenie tej pozycji jest nieoczekiwane i napędza chęć na drugi tom. Kończy się cliffhangerem, ale wierzcie mi, warto czekać na drugi tom. Choćby czekanie było piekłem.

pokaż więcej

 
2018-10-15 20:14:50
Ma nowego znajomego: savine
 
2018-10-13 19:30:50
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Cykl: Święci Grzesznicy (tom 3)

https://podrugiejstronieokladki6.blogspot.com/2018/10/skandal-lj-shen.html

Vicious nie, Ruckus nie, to może Scandalous?



Kiedy „Intryga” z moim książkowym mężem numer jeden weszła na polski rynek, okazało się, że postać Barona Spencera ma więcej przeciwników, niż zwolenników (nie żebym narzekała, z tego powodu). Dean Cole, będący kolejnym HotHolsem miał więcej fanek, od poprzednika, Jamiego...
https://podrugiejstronieokladki6.blogspot.com/2018/10/skandal-lj-shen.html

Vicious nie, Ruckus nie, to może Scandalous?



Kiedy „Intryga” z moim książkowym mężem numer jeden weszła na polski rynek, okazało się, że postać Barona Spencera ma więcej przeciwników, niż zwolenników (nie żebym narzekała, z tego powodu). Dean Cole, będący kolejnym HotHolsem miał więcej fanek, od poprzednika, Jamiego dużo z Was nie zna, a wydawnictwo Edipresse na razie nie wspomina o wydaniu nowelki „Defy”, która rozpoczyna całych „ Świętych Grzeszników”. Na koniec został nam Trent Rexroth i Roman Protsenko, czyli „Bane”.








Edie Van der Zee jest córką Jordana Van der Zee, który jest też posiadaczem największej ilości udziałów firmy, w której resztę wpływów mają HotHolesi. Dziewczyna unika swojego ojca, jak tylko może, gdyż po prostu go nie cierpi. Za to, co zrobił jej i jej rodzinie. Za to, że musi opiekować się nie do końca zdrową psychicznie matką i Theodorem, który stanowi dla ojca jedynie kartę przetargową do szantażu nad córką. Edie oddaje się w wolnych chwilach surfowaniu z Romanem Prostsenko, co więcej kilka razy zdarzyło im się pójść na całość, ale mimo tego dalej są najlepszymi przyjaciółmi.
Pewnego dnia dziewczyna od ojca dostaje rozkaz, który ma udawać propozycję pracy w jego firmie. Edie, która zdecydowała się nie iść na studia, niekoniecznie też chce pracować dla ojca. Jednak końcem końców zgadza się na tę robotę, gdyż zwyczajnie nie ma innej opcji.
Tam spotyka Trenta Rexrotha, który okazuje się być starszy od niej o całe piętnaście lat.
Mężczyzna, choć zwraca uwagę na małolatę i córkę swojego wspólnika, bardziej zajmuje się swoją kilkuletnią córką Luną, której matka odeszła od nich. Trent chce odnaleźć Vanessę i przedstawić jej Lunę, która przez incydent z innymi dziećmi przestała się odzywać.
Między Trentem, a Edie ciągle dochodzi do sprzeczek, a oboje mają nieuległe charaktery.
Wszystko się jednak zmienia, kiedy okazuje się, że Luna, mówi do Edie i pragnie jej uwagi.
Trent postanawia rzucić wszystko i spełnić każde marzenie swojej córki.








Czytałam „Skandal” w oryginale dwa razy i muszę przyznać, że moje zdanie na temat tej książki się nie zmieniło. Jest to najsłabsza część „Świętych Grzeszników”. L.J. Shen wraz z historią Barona Spencera, zaczęła całą serię z przytupem, którą delikatnie uspokoiła podczas „Chaosu”. „Skandal” jest dla mnie typowym wypełniaczem, który w zasadzie jest też dość słaby. Cała ta historia jest podobna do poprzedniczek, ale generalnie każda pozycja z „Sinners of Saint” jest na tym samym schemacie. Tutaj jednak zagrało mi to wszystko najmniej.
Kiedy w „Intrydze” i „Chaosie” mamy naprawdę ogromną różnicę, między bohaterami. Kiedy chłopaki tam, naprawdę wywyższają się nad dziewczynami, zanim zrozumieją, że je kochają, wiele razy ma się ochotę rzucić książką przez pokój, albo wyrzucić ją przez ścianę. To właśnie, dlatego „Brutal” ma tak mało zwolenniczek. Bo jest prawdziwym, rasowym chamem. Między Edie, a Trentem nie czuć tej dominacji i walki, którą wyczuwa się w poprzednich tomach. Akcja skupia się głównie na Lunie i jej powrocie do rzeczywistości i normalnego życia, a mało jest prawdziwego przerzucania się mięsem między córką Jordana, a Rexrothem.
Trent stracił na wartości i jest dla mnie najłagodniejszym „Grzesznikiem”.








Za każdym czytaniem, cieszył mnie jednak fakt , że autorka nie zapomniała o Deanie, Baronie i Jamiem i umieściła ich mimochodem w tej pozycji. Co więcej, w „Skandalu” pojawia się Bane, którego mam nadzieję w Polsce też będziemy mogli postawić na półce. Jest to najnowsza i prawdopodobnie ostatnia część „Sinners of Saint”. Dlaczego?
Bo L.J. Shen chce nas wciągnąć w świat niegrzecznych, bogatych i młodych gniewnych dzieciaków HotHolesów. A Vaughn Spencer i Knight Cole są na moim celowniku od baaaardzo dawna, (ale spokojnie, Knighta pewnie Wam zostawię).
„Skandal” to pozycja, którą warto przeczytać, jeżeli czytało się dwie poprzednie książki i planuje się przeczytać „Bane'a”. Jednak, jako książka do czytania „od czapy”, bez znajomości poprzednich tomów nie jest warta sięgnięcia. Ani nie będziecie wiedzieć, o co w niej chodzi, ani nie sprawi Wam większej przyjemności. Jak chcecie czytać „Świętych Grzeszników” wyrywkowo to „Intryga”, „Chaos”, a po angielsku „ Defy” i „Bane” są zdecydowanie lepszymi wyborami.

pokaż więcej

 
2018-10-12 03:44:52
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Cykl: Święci Grzesznicy (tom 2)

https://podrugiejstronieokladki6.blogspot.com/2018/07/dean-ruckuscole-chaos-lj-shen.html

„Sinners of Saint”, czyli po naszemu „Święci Grzesznicy” są moimi gośćmi na czytniku od bardzo dawna. Wiecie, że pałam miłością do Brutala, z „Intrygi”, ale resztę z pozostałej czwórki HotHoles uwielbiam. W sumie Bane'a, który do nich nie należy też. Cóż mogę poradzić, skoro L.J. Shen pisze książki, dla...
https://podrugiejstronieokladki6.blogspot.com/2018/07/dean-ruckuscole-chaos-lj-shen.html

„Sinners of Saint”, czyli po naszemu „Święci Grzesznicy” są moimi gośćmi na czytniku od bardzo dawna. Wiecie, że pałam miłością do Brutala, z „Intrygi”, ale resztę z pozostałej czwórki HotHoles uwielbiam. W sumie Bane'a, który do nich nie należy też. Cóż mogę poradzić, skoro L.J. Shen pisze książki, dla których jestem w stanie rzucić wszystko, co robię?

No właśnie... nic.



Dean Cole jest jednym z należących do najprzystojniejszych i najbogatszych dzieciaków w Todos Santos. Razem z kumplami tworzy grupę HotHoles, a ich głównym zajęciem jest wylegiwanie się w łóżkach z milionami kobiet naraz, jaraniem trawki i piciem na umór. Cole, kiedyś chodził z Emily, którą znamy z „Intrygi”, jednak pewnego dnia, drzwi otworzyła mu jej młodsza siostra Rosie.

A strzała amora uderzyła w punkt.

Z chłopca stał się mężczyzną, prowadzącym wraz z przyjaciółmi jedną z najdroższych firm w kraju, ale upodobań odnośnie seksu, alkoholu i narkotyków nie zmienił.

Odpuścił sobie Rosie i zajął się swoim życiem, do czasu, aż szykujący się do ślubu Brutal poprosił go, aby przyleciał razem z Rosie na ich przedślubną kolację.

Dean widząc Rosie zaczął się z nią użerać i lekko szantażować, ale dziewczyna była zabójczo nieugięta.

Nie tylko w kwestii wyjazdu, ale też przespania się z „męską dziwką”.

„Szatan” (bo taką ma ksywę) obiecał jej, że będzie jego.

Czy dotrzymał obietnicy?



Jeżeli miałabym porównywać Barona i Deana, to stwierdzam, że Dean jest tym spokojnym (do czasu), który próbuje powstrzymać swoje emocje, aby nie ponosić za nie konsekwencji. Baron jest narwany i szalony, a do tego brutalny. L.J. Shen zaczęła swoją serię z przytupem, ale przy drugiej książce wyciszyła lekko historię. Oczywiście nie mam jej tego za złe! Wręcz przeciwnie, każdy z tych chłopaków musi być inny, bo byłoby nudno.

Dean Cole jest typowym luzakiem, który kiedy coś musi być zrobione, to ma to ogarnięte jako pierwszy. Co więcej, za jego zachowaniem kryje się całe mnóstwo syfu, które nie powinno być wyciągane na światło dzienne. Co udaje mu się przez 28 lat. Do czasu...



„Dean Cole nie był człowiekiem, za którego uważali go inni. Był najgorszym diabłem. Takim, który chował się za uprzejmym uśmiechem, gustownymi ubraniami i dobrymi manierami”



Rosie jest bardzo podobna do Emily, ale jednocześnie różna. Kiedy Emily była delikatną duszą, która zawsze grzecznie i posłusznie wykonywała wszystkie zadania, Rosie potrafi zbuntować się i postawić na swoim. Do tego pragnie być niezależna i mimo sprzeciwu rodziców, udaje jej się mieszkać w NY i pracować w kawiarni. Nie zmienia to faktu, że i tak wolę Emily.



Historia Deana i Rosie jest pełna prawdy, cierpienia i bólu. Mimo że powinno ich to zniszczyć, oni wychodzą z tego silniejsi i pewniejsi siebie. „Chaos” jest zwolnieniem akcji w serii i rozluźnieniem, w stosunku do „Intrygi”, ale jest tak samo dobry, jak pierwszy tom serii.



Jeżeli Brutal okazał się dla Was, za mocny i drapieżny, to przy Deanie poczujecie się jak z księciem z bajki (książki). No, ale zostają nam jeszcze Trent i Bane, także będzie w czym wybierać, do samego końca.



„Nigdy nie przestałam kochać Deana Cole'a. Ani na sekundę. Po prostu kiedyś sobie wmawiałam, że przestało mi na nim zależeć.



Aż do teraz”




Swoją drogą, po raz kolejny żałuję, że wydawnictwo nie chce wydać „Defy”, które opowiada historię Melody i Jamiego. Postaci te pojawiają się tutaj na porządku dziennym i podejrzewam, że jak ktoś nie czytał właśnie tej nowelki, to nie do końca może ogarniać, o co chodzi. Teraz już raczej nie dostaniemy „Defy”, ale ciągle liczę na mały cud i może jednak?

Warto by było.



„Typowy członek HotHoles.



Uprzywilejowany, nietrzymający się zasad egoista z Todos Santos, który uważał, że zasługuje na wszystko i nic nie musi”




„Chaos” to kolejna udana książka L.J.Shen. Nie mogę też niczego zarzucić tłumaczowi, gdyż książka oddaje każdą emocję, jaką chciała przekazać autorka. Zdecydowanie warto tę pozycję przeczytać, nawet jeżeli „Intryga” odrzuciła. Jest to oddzielna historia o dwóch duszach, a to że pojawiają się tam postaci ze wcześniejszych i późniejszego tomu, nie jest żadną przeszkodą.

pokaż więcej

 
2018-10-12 03:44:12
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Dirty Games Duet (tom 1)

https://podrugiejstronieokladki6.blogspot.com/2018/07/dirty-sexy-player-laurelin-paige.html

Już od dawna mam tę pozycję na czytniku, ale nie mogłam się za nią zabrać. W końcu nie mając kompletnie nic na oku do czytania, przeprosiłam się z czytnikiem i zasiadłam do historii, nazwijmy to pobocznej od „Dirty Filthy Rich Men”, która opowiada o samym Westonie Kingu.



Zanim zacznę... przyznam...
https://podrugiejstronieokladki6.blogspot.com/2018/07/dirty-sexy-player-laurelin-paige.html

Już od dawna mam tę pozycję na czytniku, ale nie mogłam się za nią zabrać. W końcu nie mając kompletnie nic na oku do czytania, przeprosiłam się z czytnikiem i zasiadłam do historii, nazwijmy to pobocznej od „Dirty Filthy Rich Men”, która opowiada o samym Westonie Kingu.



Zanim zacznę... przyznam szczerze, że nie wiem, jak mam Wam to opisać. Zapewne wielu z Was nie czytało tej serii, bo nie ma jej jeszcze w Polsce, a nie chce zepsuć Wam radości z czytania. Może zróbmy tak, podlinkuje Wam poprzednie części:

„Dirty Filthy Rich Boys”

„Dirty Filthy Rich Men”

„Dirty Filthy Love”

Jak przeczytacie, to wróćcie tutaj.

Będziecie bardziej w temacie.



Weston King jest jednym z założycieli Reach.inc razem z Donovanem Kincaidem, który wiedząc, że w firmie Dyson Media władza została przekazana do rąk córki, zmarłego prezesa, która, aby móc sprawować rządy w fimie musi... wyjść za mąż.

Donovan wpada na przebiegły plan i proponuje jej małżeństwo. Oczywiście nie ze sobą samym, bo jak twierdzi „nikt w to nie uwierzy”, ale ze swoim wspólnikiem Westonem.

Spotykają się w gabinecie w firmie i Nate razem z Donovanem stawiają młodego Kinga przed faktem dokonanym rzucając mu pierścionek na stół i dyktując wytyczne.

King z początku nie chce się zgodzić na ten chory układ, ale kiedy poznaje Elizabeth, jego zdanie zaczyna się zmieniać. Ponadto Donovan też ma na niego haka, którego lekkim szantażem wykorzystuje i końcem końców związek Westona i Elizabeth zaczyna istnieć, a młodzi przygotowują się do ślubu.

Fałszywego ślubu.

W pewnym momencie gubią się w kłamstwach i prawdzie, a na Westona spada wiadomość, której nawet nie mógł przewidzieć wcześniej.



Już na facebooku napisałam Wam, jaka byłam zła.

Myślałam, że „Dirty Sexy Player” to książka jednotomowa, a czytając zaczęłam się zastanawiać, czy aby na pewno. Moje wątpliwości zostały rozwiane samą końcówką, przez którą byłam wściekła, a dzień później zobaczyłam okładkę drugiego tomu tej historii. Także macie wiedzę na przyszłość – „Dirty Sexy Player” ma kontynuację.

Ja tej wiedzy nie miałam, a szkoda.







Laurelin Paige nie wychodzi z formy. Nie od dziś uważam, że seria „Dirty” (to nie jest cała nazwa, ale główny jej człon, więc tak będę wołać) jest lepsza, niż „Uwikłani”, którzy przecież też są świetni.



W tej pozycji mamy dominacje Westona, który nie jest moją ulubioną postacią. Ale mój głód Donovana także został nasycony i po raz kolejny zakochałam się w nim bardziej, niż dotychczas.

Dodatkowo autorka ponownie połączyła całość swoich książek, gdyż bohaterowie spotykają się w sławnym już The Sky Launch, gdzie mamy okazję spotkać Gwen. Jest także wzmianka o Alaynie, która siedzi w domu (nie napiszę dlaczego), co od razu zwróciło moją uwagę, że ta historia dzieje się po „Fixed Forever”, ale gdzieś pomiędzy „Dirty Filthy Men”, a „Dirty Filthy Love”. W każdym razie za umiejscowienie i ogarnięcie tych wszystkich niuansów, które wprawne oko fana zauważy, Laurelin Paige zasługuje na złoty medal.







„Dirty Sexy Player” to historia, w której główni bohaterowie pokazują rogi i robią sobie na złość, mimo że nie powinni – ku dobra misji. Ciekawą rolę odgrywa tu Sabrina, znana z „Dirty Duet”, a zakończenie jest okrutne, kiedy nie ma się kolejnej części.

Mam nadzieję, że autorka zrobiła mi taką niespodziankę ostatni raz, bo nie wytrzymam.



Kończąc, fanom oczywiście polecam. Ci, którzy nie mogą się przekonać do „Uwikłanych” niech czekając na cud i polskie wydanie, bo cała seria „Dirty” warta jest przeczytania.

A jak pokochacie Donovana, to możecie od razu go odkochać, bo jest zajęty na amen przeze mnie.

pokaż więcej

 
2018-10-12 03:43:30
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Cykl: Mercy [J.B. Salsbury] (tom 1)

https://podrugiejstronieokladki6.blogspot.com/2018/10/ghostgirl-jb-salsbury.html

Amo Jones i Tillie Cole w jednym?



Mając tylko czytnik do dyspozycji, każdego dnia wyciągam z jego odmętów kolejną książkę do przeczytania. Tym razem, padło na „Ghostgirl”, której okładka mnie wręcz hipnotyzuje. Nie znałam autorki, bo ani nie czytałam żadnej jej wcześniejszej książki, ani nawet nie przeplotła...
https://podrugiejstronieokladki6.blogspot.com/2018/10/ghostgirl-jb-salsbury.html

Amo Jones i Tillie Cole w jednym?



Mając tylko czytnik do dyspozycji, każdego dnia wyciągam z jego odmętów kolejną książkę do przeczytania. Tym razem, padło na „Ghostgirl”, której okładka mnie wręcz hipnotyzuje. Nie znałam autorki, bo ani nie czytałam żadnej jej wcześniejszej książki, ani nawet nie przeplotła mi się na goodreads. Zatem kiedy zaczęłam czytać historię Mercy, byłam szczerze zaskoczona. Nie tylko książką, ale też warsztatem pisarskim JB Salsbury.



Emilio Vega jest zwykłym dwudziestoparolatkiem, który przeżył w swoim krótkim życiu więcej, niż niejeden dorosły. Jest on, bowiem synem El Jefe, gangu o nazwie Latino Saints. Milo, bo tak na niego wołają ma dwóch młodszych braci, a sam ma objąć przywództwo nad gangiem, kiedy jego ojciec tak zadecyduje. Problem w tym, że ten siedzi w więzieniu, a Milo wychowuje swoich braci. Całą trójką są w rodzinie zastępczej, a Milo dodatkowo pracuje w szkole, w której się uczy jako dozorca. Dziewczyny pragną go mieć tylko dla siebie, a on nie przywiązuje do nich żadnej wagi.

Pewnego dnia, przybrani rodzice proszą ich o decyzję, o przyjęcie nowego członka rodziny. Chłopcy zgadzają się bez problemu, ale kiedy pierwszy raz widzą nową osobę w domu, są w szoku.

Mercy jest dziewczyną.

Do tego albinoską.

Od czubka głowy po palce u stóp jest niemalże biała.

Jedynie jej oczy są krystalicznie niebieskie.

Milo nie potrafi się przyzwyczaić do dziewczyny, a widząc jej dziwne zachowanie i rytuały, zaczyna się zastanawiać, czy Mercy nie była w sekcie.

Kiedy pomaga dziewczynie wydostać się z jej skorupy, zaczyna dowiadywać się rzeczy, które skutecznie spędzają mu sen z powiek.

Co więcej, zaczyna do niej czuć coś więcej, niż przyjaźń.

A niebezpieczeństwo jest tuż za rogiem.

Czy Vega wstąpi do piekła, aby uratować anioła?



Wiecie co?

Wzięłam tę książkę, bo jak pisałam na początku okładka z tą dziewczyną w kapturze mnie hipnotyzowała.

Nie sprawdzałam opinii, bo nie mam takiego internetu, a kiedy kupowałam tę pozycję, było albo ledwo po premierze, albo przed premierą (okładki działają, niczym płachta na byka).



„Ghostgirl” jest FENOMENALNĄ pozycją!

Dam się pokroić, za to żeby mieć to w kraju (żartuję), ale tak na poważnie, bardzo bym chciała, żeby jakieś wydawnictwo przyuważyło tę książkę.

Cała historia jest napisana z pomysłem i ogromem tajemniczości.

Autorka dawkuje nam przeszłość Mercy do tego stopnia, że czytałam każdy rozdział coraz szybciej, żeby tylko móc dowiedzieć się prawdy o tej niewinnej dziewczynie.

Momentami miałam wrażenie, że czytam coś podobnego do „Katów Hadesa” Tillie Cole, tylko bez klubu motocyklowego, ale chwilę później stwierdzałam, że jednak bliżej jest JB Salsbury do Amo Jones i jej pełnych sekretów książek.

„Ghostgirl” w jakiś sposób pierze mózg. Nie do końca, jeszcze wiem w jaki, ale wiem że to robi.

Nie mogłam się oderwać od lektury, a kiedy odrywałam się od niej, bo musiałam to chodziłam taka półprzytomna przez jakiś czas. Zamyślona i nieogarnięta. Pewnie przez to, że zastanawiałam się o co chodzi z Mercy. Jej zachowaniem i przeszłością.

Autorka dawkuje nam rozdziały, w których narratorką jest dziewczyna, co pobudza ciekawość.

Przez całą książkę mamy głównie perspektywę Emilio, co wyszło znakomicie.

Chylę czoła autorce, za tak poprowadzoną narrację, a przede wszystkim za pomysł na całą fabułę.

Tak, jak pisałam Wam na facebooku, kiedy zaczynałam tę pozycję, myślałam, że jest ona jednotomową historią. Jakież było moje zdziwienie, kiedy na samym końcu był dopisek, że powstaje druga część o tytule „Saint”.



„Ghostgirl” jednocześnie kończy się cliffhangerem i nie. Mamy rozwiązanie jednego głównego wątku, które jest bardzo satysfakcjonujące, ale problem w tym, że tutaj są jakby DWA wątki główne. I ten drugi właśnie jest nakierowany na kolejną część.

Szczerze mówiąc, nie narzekam, że autorka w ten sposób to rozwiązała. Gdyby zamknęła tę historię w jednym tomie to byłoby za dużo „naciapane” i natłokiem informacji, można byłoby się nieźle zmęczyć. Cała pozycja, już od samego początku pokazuje dobry warsztat autorki.

Ci, którzy czytają książki w oryginale wiedzą, co oznaczy „dobra lektura po angielsku”.

Czasami język użyty w książce jest zwyczajnie niewygodny do czytania. Tutaj jest przyjemny język i świetny sposób pisania.



Mercy jest tajemniczą postacią, w dodatku bardzo nieśmiałą i cichą. Polubiłam ją od samego początku. Dosłownie oczarowała mnie. Emilio zaś to idealny kandydat na przyjaciela. Facet „do rany przyłóż”, który kiedy trzeba to obroni przed całym światem. Pomijam fakt, że ma zajebiste imię.

„Ghostgirl” jest jedną z książek, do których wrócę i którą będę polecać każdemu, kto szuka ciekawej fabuły, z delikatnym wątkiem miłosnym, a także całego mnóstwa sekretów.
Chciałabym mieć tę pozycję na półce po polsku. Z niecierpliwością czekam na drugi tom. Mam nadzieję, że będzie tak samo dobry, jak pierwszy. Wam zaś polecam sięgnięcie po tę książkę.

pokaż więcej

 
2018-10-12 03:42:01
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

https://podrugiejstronieokladki6.blogspot.com/2018/07/flip-trick-amo-jones.html

Maddox „Destroyer” Stone.



Jest zaklepany, przeze mnie (nie żartuję).



Na „Flip Truck'a” czekałam od kiedy Amo zapowiedziała tę pozycję. Kiedy zobaczyłam okładkę, moja niecierpliwość urosła do gigantycznych rozmiarów. Po czym, jak wiecie okazało się, że płynę w rejs, a na czytnik zawitał „Flip Truck”. Dlatego,...
https://podrugiejstronieokladki6.blogspot.com/2018/07/flip-trick-amo-jones.html

Maddox „Destroyer” Stone.



Jest zaklepany, przeze mnie (nie żartuję).



Na „Flip Truck'a” czekałam od kiedy Amo zapowiedziała tę pozycję. Kiedy zobaczyłam okładkę, moja niecierpliwość urosła do gigantycznych rozmiarów. Po czym, jak wiecie okazało się, że płynę w rejs, a na czytnik zawitał „Flip Truck”. Dlatego, z góry przepraszam, za tak późną recenzję tej pozycji, bo wiem, jak wielu z Was na nią czekało.



Amethyst jes nietypową dziewczyną. Lubi jeździć na deskorolce i od dłuższego czasu farbuje swoje blond włosy na różowo. Jej matka wiązała z córką karierę modelki, ale końcem końców Ame poszła na studia filmowe. Choć nie do końca o tym marzyła.

Pewnego wieczora, jej przyjaciółka Leila namówiła ją na imprezę i leczenie złamanego serca po poprzedniej miłości, kolejną imprezą. Co więcej, powiedziała, aby Ame odważyła się na jedno nocną przygodę z tajemniczym osobnikiem z klubu, który wpadnie jej w oko. Amethyst z początku nie była przekonana, co do tego pomysłu, ale chcąc się wyluzować stwierdziła, że może spróbuje. Jak ktoś wpadnie jej w oko.

Poczuła jego wzrok na sobie, jak tylko pierwszy raz na nią spojrzał.

Kiedy zaczął się do niej zbliżać jej ciało zareagowało, jakby byli dla siebie stworzeni.

Maddox „Destroyer” Stone.

Szatan w ubraniu anioła.

Przygoda na jedną noc, okazała się być przygodą pełną cierpienia i smutku na całe życie.







Teraz się pewnie zastanawiacie, dlaczego napisałam Wam tak mało z fabuły tej książki.

Dlatego, że „Flip Truck” trzeba przeżyć samemu.

Dać się porwać emocjom, jakie panują w tej książce, przeżywać wydarzenia z bohaterami i czuć tę historię, niczym własną.

Tą niepozorną pozycją Amo Jones dosłownie zmiażdżyła system i do tej pory nie jestem w stanie się po niej pozbierać.







Maddox Stone skradł moje serce swoim pierwszym pojawieniem się w książce. Ten bohater będzie chłopakiem, w którym kochałyście się, kiedy byłyście w szkole/na studiach. Takie zbója z dobrym serduszkiem to jeszcze w żadnej wcześniejszej książce nie spotkałam. I dobrze!

Destroyer zawładnął moim sercem i ani trochę nie żałuję.



Ale nie tylko o nim jest „Flip Truck”. Amethyst należy do grona nielicznych bohaterek, które są typowymi chłopczycami, aczkolwiek mają w sobie nutkę kobiecości. Amo Jones stworzyła postać, która jest bardzo podobna do większości dziewczyn, jakie chodzą po tej ziemi. No bo przyznajcie się, która z Was ciągle interesowała się typowo „kobiecymi rzeczami”?

Pewnie żadna.



Ich miłość jest jak chodzenie po rozżarzonych węglach. Boli, jak cholera, ale raniąc, jednocześnie leczy.

I wiem, że te porównania, czasami nie mają kompletnie sensu, ale uwierzcie mi, jak przeczytacie tę książkę to sami nie będziecie wiedzieć, co macie w głowie.

Bo ja też nie wiem. Mimo że minęło już kilka dni, jak skończyłam tę książkę.



Czy „Flip Truck” jest lepszy od „Srebrnego Łabędzia”?

Po pierwsze nie porównywałabym tych dwóch książek ze sobą, bo są w całkiem innych klimatach.

Po drugie, jeżeli musiałabym je porównać to powiem, że są na tym samym poziomie, jeżeli chodzi o styl autorki. Jeżeli chodzi o fabułę... nie ma porównania.”Flip Truck” jest całkiem inny, niż „Silver Swan”.



Kończąc, bo nie chce napisać za dużo, z ręką na sercu mogę polecić Wam najnowszą książkę Amo Jones. Jeżeli polubiliście „Srebrnego Łabędzia” mimo okropnie irytującej głównej bohaterki, to tutaj będziecie wielbić Ame, a Maddoxa kochać. Pamiętajcie jednak, że byłam pierwsza i możecie ustawić się w kolejce po mnie do niego.

„Flip Truck” to pozycja, która zrobi Wam papkę z mózgu. Będziecie mieli ochotę rzucać czytnikiem po ścianach (ja chciałam wyrzucić go za burtę), ale jednocześnie będziecie chcieli wiedzieć, co dzieje się dalej. Cóż, niezdecydowanie to podobno domena kobiet.

Książki są tego potwierdzeniem.

pokaż więcej

 
2018-10-12 03:41:32
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Cykl: Manwhore (tom 5)

https://podrugiejstronieokladki6.blogspot.com/2018/07/playboy-katy-evans.html

Nie od dzisiaj jestem fanką Katy Evans, a Wy wiecie to doskonale. „Playboy” ostatnim rzutem na taśmę dostał się na mój czytnik i nie mając nic cięższego do roboty, zaczęłam go czytać.

W sumie zupełnie przypadkiem, bo chciałam go sobie zostawić na później.

Wyszło, jak zwykle.







Wszystkie przyjaciółki Wynn...
https://podrugiejstronieokladki6.blogspot.com/2018/07/playboy-katy-evans.html

Nie od dzisiaj jestem fanką Katy Evans, a Wy wiecie to doskonale. „Playboy” ostatnim rzutem na taśmę dostał się na mój czytnik i nie mając nic cięższego do roboty, zaczęłam go czytać.

W sumie zupełnie przypadkiem, bo chciałam go sobie zostawić na później.

Wyszło, jak zwykle.







Wszystkie przyjaciółki Wynn są już, albo mężatkami, albo szykują się do zamążpójścia. Ona sama, mając swoją galerię właśnie rozstała się ze swoim długoletnim chłopakiem i rozpoczęła randkowanie z przypadkowymi mężczyznami, aby po prostu się czymś zająć i być może, z małą nadzieją na poznanie kogoś ciekawego. Emmett był jednym z tych mężczyzn. Za miejsce randki obrali kasyno, gdyż jej partner chciał pokazać Wynn swoje doświadczenie w wygrywaniu. Problem w tym, że przegrywał każdą możliwą rundę, a kiedy nie miał już co postawić, pewien przystojny jegomość z iście pokerową twarzą zaproponował mu postawienie swojej randki, czyli Wynn.

Emmett za pozwoleniem, zgodził się na ten układ i tym sposobem nieudany wieczór Wynn, przerodził się w interesującą przygodę, gdyż w taki oto sposób poznała Cullena Carmichaela.

Słynnego „Playboya”, znanego w kasynach, a przy okazji starszego brata Callana.

Cullen zaproponował jej wyjazd do Vegas, aby poznać się bliżej, a Wynn, nie chcąc ryzykować szansy, po namyśle zgodziła się na tę wycieczkę.

Tak oto zaczęła się ich historia.

Dopóki nie okazało się, że była ona tylko grą.



Jeżeli podobał Wam się Callan z „Womanizera” to już na starcie, mogę Wam zapowiedzieć, że rzucicie go w kąt dla jego starszego brata Cullena.



Katy Evans zrobiła naprawdę dobrego męskiego bohatera, który nie boi się przebierać w słowach, aby osiągnąć swój cel. W dodatku, już od samego początku było czuć, jakąś dziwną tajemnicę w Cullenie, która rozwiązała się w dalszej części książki. Polubiłam starszego Carmichaela, ale nie do tego stopnia, żeby skradł moje serce. Jest... okej. Lepszy od Callana i Tahoe, ale nie sięga do pięt Malcolmowi Saintowi.

Wynn znaliśmy już z poprzednich książek i tutaj w sumie nie poznaliśmy jej bardziej, niż w tamtych częściach.







Autorka za to nie zapomniała o starych bohaterach. Callan z Livvy biorą ślub, a Malcolm z Rachel pojawiają się nie raz w tej pozycji. W dodatku bardzo dużą rolę w historii Wynn odgrywają właśnie przyjaciółki, także duży plus za pamięć do dawnych bohaterów. Wielu autorów pisząc kolejne części, zapomina o tych, na których zaczęli całą historię. Tutaj też się tego obawiałam, jak widać niepotrzebnie. Byłam miło zaskoczona.



Przez całą lekturę miałam dziwnego „banana” na twarzy, ale jak tak teraz sobie myślę, czy ta książka była potrzebna to mam coraz mocniejsze wrażenie, że nie.

Może nie nazwałabym „Playboya” odgrzewanym kotletem, bo nim nie jest, ale książką potrzebną do życia też nie. Jest to pozycja do przeczytania, dla fanów autorki i serii, którzy są ciekawi, jak toczą się losy bohaterów pobocznych do „Manwhore”.

Jako fanka, przeczytałam, ale raczej do niej nie wrócę. Historia pierwotna, czyli wspomniany wyżej „Manwhore” jest zdecydowanie lepszy.







Bardzo wielki plus dla Katy za ograniczenie seksu w tej pozycji. Zbliżeń jest mało, a jak są, to krótkie i treściwe. Nie ma ich dużo, przez co nie przewracałam oczami widząc, wzdychanie Wynn, kiedy ta widziała penisa Cullena.

Dodatkowym plusem jest historia, nazwijmy to poboczna, która zainteresowała mnie bardziej, niż główny wątek. Została ona rozwinięta, choć czuję lekki niedosyt, ale mimo wszystko, autorka miała bardzo dobry pomysł na tę ścieżkę w książce, którą w jakiś sposób wykorzystała, chociaż nie do końca tak, jak oczekiwałam. No, ale to już moje osobiste marudzenie i Wy możecie uznać, że wszystko wyszło ciekawie.



Kończąc „Playboy” to pozycja, która można przeczytać, jeżeli lubi się książki Katy Evans, a także jeżeli chce się dowiedzieć, jak potoczyło się życie bohaterów drugoplanowych. Nie jest to jednak mus czytelniczy. Zatem jeżeli jesteście fanami autorki i zwyczajnie lubicie jej pióro, to polecam. Jeżeli jednak „Ladies Man” i „Womanizer” był dla Was nudnawy to wydaje mi się, że „Playboya” możecie sobie odpuścić.

pokaż więcej

 
2018-10-12 03:40:40
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

https://podrugiejstronieokladki6.blogspot.com/2018/08/dran-z-manhattanu-vi-keeland-penelope.html

Vi Keeland i Penelope Ward już nie raz pokazały, że razem potrafią napisać świetną książkę, w której podczas lektury zacznie nas boleć brzuch od śmiechu. „Drań z Manhattanu”, który został wydany w Polsce, za pośrednictwem wydawnictwa EditioRed, rozpoczyna napisaną wspólnie z Ward serię książek...
https://podrugiejstronieokladki6.blogspot.com/2018/08/dran-z-manhattanu-vi-keeland-penelope.html

Vi Keeland i Penelope Ward już nie raz pokazały, że razem potrafią napisać świetną książkę, w której podczas lektury zacznie nas boleć brzuch od śmiechu. „Drań z Manhattanu”, który został wydany w Polsce, za pośrednictwem wydawnictwa EditioRed, rozpoczyna napisaną wspólnie z Ward serię książek jednotomowych, ale w podobnych klimatach.



Soraya jest nietypową dziewczyną. Każdego dnia wedle swojego nastroju farbuje końcówki swoich czarnych włosów i tylko osoby bliżej z nią zaprzyjaźnione wiedzą, co też dany kolor oznacza. Dziewczyna pracuje w małej redakcji, gdzie jedyną rzeczą jaką się zajmuje jest odpowiadanie na listy i mejle czytelników, do kolumny „Zapytaj Idę”. Praca nie jest fascynująca, a Soraya kompletnie się do niej nie nadaje, ze swoją bezpośredniością, jednak aby utrzymać się i żyć z dachem nad głową codziennie rano wykonuje przejazd metrem do miejsca zatrudnienia.

Pewnego dnia, po długim szukaniu wolnego miejsca, dziewczyna wpada do przedziału z nadętym bufonem, który od samego rana gani swojego pracownika przez telefon. Mimo że mężczyzna wygląda apetycznie, kiedy otwiera usta wychodzi z niego rasowy gnojek. Soraya stara się nie zwracać na tego typka uwagi, ale kiedy metro zatrzymuje się na jego stacji ten wysiada i gubi telefon.

Pod nogami dziewczyny z kolorowymi włosami.

Soraya ma dylemat. Oddać telefon, czy nie, a w międzyczasie przeglądając go zaczyna dowiadywać się o niejakim Grahamie Morganie wielu ciekawych rzeczy.



„Drań z Manhattanu” wciągnął mnie od samego początku. Niebanalna główna bohaterka, oczarowała mnie swoim charakterem i zachowaniem, a główny bohater, choć cham jakich mało okazał się mieć dobre serce. Wkręciłam się w tę książkę i nie mogłam się oderwać, aż... żarło i zdechło.

A wiecie dlaczego zdechło?

Bo autorki na siłę starały się wydłużyć książkę.

„Drań z Manhattanu” powinien mieć maksymalnie 250-270 stron. Ma za to całe 320, z czego ostatnie 50 to męczarnia podczas lektury. Autorki wymyśliły sobie powód w całej fabule, który miał mieć rozwiązanie dopiero przy końcówce książki i twardo drążyły go do znudzenia. Choć sama książka do 3/4 swojej objętości była naprawdę świetna i ciekawa, a przy okazji wywoływała salwy śmiechu, tak końcówka męczyła totalnie mój mózg i spowodowała ziewanie.



Na to ziewanie, najlepsza była oryginalna okładka z Dusanem Sunsjarem, który jest jednym z moich ulubionych modeli (idźcie zobaczyć jego konto na instagramie!). Chociaż pod koniec, nawet okładka przestała pomagać.



Biegnę sprostować. „Drań z Manhattanu” nie jest złą książką. Można się przy nim uśmiać do bólu brzucha i naprawdę świetnie bawić. Autorki mimo prostej fabuły, stworzyły fantastycznych bohaterów, które ten fabularny schemat rozjaśniają. Szczególnie Soraya, będąca typową „kobietą z jajami” jest jedną z lepszych bohaterek, jakie miałam okazję spotkać w książkach.

Poza tym usilnym wydłużeniem całej historii nie można się do niczego przyczepić w tej pozycji.



Zatem jeżeli przełkniecie, podobnie jak i ja to zrobiłam końcówkę, która napisana została powiedzmy „lekko na siłę”, to całą książkę zaliczycie do bardzo udanych i pełnych humoru. Autorki nie straciły rezonu z dawkowaniem śmiechu w odpowiednich momentach, co później w sumie potwierdziły w „Simon, I want You”. Mam też nadzieję, że i ten tytuł pokaże się u nas w Polsce, z tą cudną okładką. To tak na marginesie.

„Drań z Manhattanu” to pozycja warta przeczytania. Idealnie was odstresuje po męczącym dniu i sprawi, że mięśnie brzucha też trochę popracują. Polecam!

pokaż więcej

 
2018-10-12 03:40:13
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

https://podrugiejstronieokladki6.blogspot.com/2018/08/jak-upolowac-pisarza-sally-franson.html

„Seks w wielkim mieście”, jak i „Pamiętniki Carrie Bradshaw” widziałam wiele razy. Wszystkie części szczęśliwie nieszczęśliwej singielki, czyli sławnej Bridget Jones dumnie stoją na mojej skromnej filmowej półce. Co więcej, muszę przyznać, że mocno odstają od całej reszty, która jest kategorią...
https://podrugiejstronieokladki6.blogspot.com/2018/08/jak-upolowac-pisarza-sally-franson.html

„Seks w wielkim mieście”, jak i „Pamiętniki Carrie Bradshaw” widziałam wiele razy. Wszystkie części szczęśliwie nieszczęśliwej singielki, czyli sławnej Bridget Jones dumnie stoją na mojej skromnej filmowej półce. Co więcej, muszę przyznać, że mocno odstają od całej reszty, która jest kategorią wojenną.

Kiedy zobaczyłam pierwszy raz „Jak upolować pisarza” z tą okładką wystylizowanej na Francuzkę dziewczyny, zapisałam sobie ten tytuł na mojej liście „przeczytam, ale nie wiem kiedy”.

Kilka dni później, jak na zawołanie książkę otrzymałam od wydawnictwa Znak, z piękną oprawą, którą mieliście okazję zobaczyć na instagramie.

Potem wypadł mi rejs i końcem końców książkę przeczytałam dopiero teraz.

Ale opłacało się czekać tak długo na taką ucztę.



Casey Pendergast ma prawie wszystko, czego powinna chcieć dorosła kobieta. Pracuje jako główna dyrektor kreatywna w firmie People's Republic, która zajmuje się reklamą. Jej szefowa, Celeste Winter pokłada w kobiecie duże nadzieje, na przyszłość Casey i widzi w niej ogromny potencjał, bowiem Pendergast jest inna, niż wszyscy.

Bardziej kreatywna.

Bardziej oryginalna.

Bardziej dziwaczna.

I wszystko inne też bardziej.

Casey razem ze swoim zespołem dostaje propozycje wyreklamowania Ellen Hanks – persony znanej z serialu, która chce stać się prawdziwą marką.

Zespół już po pierwszej burzy mózgów, wie jak oczarować swojego nowego klienta, co oczywiście się udaje. Co więcej, w wolnej chwili Casey nawiązuje z Ellen więź i obie czują, jakby znały się od lat.

Szefowa Pendergast ma jednak inne plany, co do swojej głównej dyrektor kreatywnej.

Na boku tworzy nowy interes, który w sekrecie tłumaczy Casey i wprowadza ją w niego.

Od drobnych zleceń, po naprawdę grube ryby.

Co wyniknie z polowania na pisarzy, aby Nanu mogło zaistnieć?



„Dziewczyny są złośliwe. To właściwie dzikie zwierzęta trzymane w ciasnych klatkach w zoo. W szkole nauczyłam się – co było dużo ważniejsze niż jakikolwiek przedmiot – że nie ma nic złego w tym, żeby wyróżniać się z tłumu, pod warunkiem że wyróżniasz się w prawidłowy sposób, za pomocą wyglądu, sylwetki i rzeczy, które masz, i nie jesteś zbyt ostentacyjna. I im mniej się odzywasz, tym lepiej. Mimo to nawet wtedy istnieją duże szanse, że większość dziewczyn będzie cię nienawidziła.”



Od samego początku książki, czułam się, jakbym z przytupem wkroczyła w świat Bradshaw i Jones. Pendergast przejawia, bowiem cechy tych dwóch, ale wyolbrzymione i podrasowane na dzisiejsze czasy. Szybko wciągnęłam się w tę pozycję i wczułam w otoczenie, w jakim przyszło Casey pracować. Szczególnie, że autorka bardzo plastycznie potrafiła opisać całą przygodę swojej bohaterki. A przy okazji, muszę też pochwalić Franson za perspektywę pierwszej osoby. Nie ukrywam, że to skradło moje serce od razu.



Historia, jaka spotkała Casey jest niespotykana.

Pomysł interesu i polowania na pisarzy, zaś fenomenalny!

To, jak autorka opisywała spotkania Casey ze sławnymi osobami oraz niektóre, dość skandaliczne wydarzenia, wykonane zostało naprawdę ciekawie.

Uwierzcie mi, nie będziecie się nudzić przy tej pozycji!



Mamy tutaj wzloty i upadki głównej bohaterki.

Płacz i śmiech z własnej głupoty, bądź mądrości.

Wspaniałą relację z przyjaciółką oraz z tajemniczym Benem, który dziwnym trafem przypomina Marka Darcy'ego (wiem, że go uwielbiacie!).



„Czasem ktoś cię prosi o zrobienie czegoś dziwnego z dziwnego powodu i nie do końca rozumiesz istotę swojego zadania, a może nawet nie do końca ona do ciebie przemawia, ale jednocześnie dobrze się z tym czujesz. Trochę wyjątkowo. Zdecydowanie nienudno. Więc ostatecznie po prostu musisz się zgodzić. Bo jaką masz alternatywę? Pozostać tym, kim byłeś do tej pory, i robić to, co zawsze, pozwalając, by jedyną zmienną w twoim życiu były seriale?”



Jestem całkowicie kupiona tą pozycją. Od lektury nie można się oderwać, a cały diabeł tkwi w szczegółach, które są tutaj opisane niezwykle dokładnie i wprawne oko fana filmu i serialu wspomnianego na początku, szybko się tutaj ucieszy.



„Jak upolować pisarza” to opowieść o perypetiach kobiety, która mimo braku szczęścia w miłości, ma dobrą rękę do zarabiania pieniędzy i interesu. Jest to historia, przy której będziecie się śmiać, ale też czasami zrobi Wam się zwyczajnie smutno. Szczególnie, kiedy zauważycie, jak bardzo podobne jest nasze życie do tego, co czytamy w tej książce. Bo wiecie, raz na wozie, raz pod wozem.

pokaż więcej

 
2018-10-12 03:39:49
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

https://podrugiejstronieokladki6.blogspot.com/2018/08/spider-ilsa-madden-mils.html

Ilsa Madden - Mils za granicą jest dość poczytną autorką. Wprawdzie, żeby dostać się na listę (tu wstawcie miasto w USA) listy bestsellerów, nie trzeba mieć miliardów sprzedanych egzemplarzy książek.
„Spidera” miałam przez bardzo długi czas na czytniku i kompletnie mnie do niego nie ciągnęło. Aż w końcu...
https://podrugiejstronieokladki6.blogspot.com/2018/08/spider-ilsa-madden-mils.html

Ilsa Madden - Mils za granicą jest dość poczytną autorką. Wprawdzie, żeby dostać się na listę (tu wstawcie miasto w USA) listy bestsellerów, nie trzeba mieć miliardów sprzedanych egzemplarzy książek.
„Spidera” miałam przez bardzo długi czas na czytniku i kompletnie mnie do niego nie ciągnęło. Aż w końcu stwierdziłam, że przeczytam i będę mogła lecieć dalej.
No... z tym przeczytaniem to był problem.
Niemały.


Rose została adoptowana przez Anne, cztery lata temu. Dziewczyna od zawsze mieszkała w Dallas, ale na studia stwierdziła, że chce iść do Nowego Jorku, co też się stało. Pewnego dnia Anne zaprosiła ją do Dallas, aby dziewczyna odwiedziła matkę, przy okazji miała się czegoś dowiedzieć.
Na lotnisku spotkała mężczyznę, który czarował na odprawie, aby jego gitara, która ma imię mogła lecieć bezpośrednio w samolocie. Rose poznała Spidera – wokalistę i frontmana zespołu, który dopiero zaczął zdobywać popularność. Już na lotnisku dała mu popalić widząc jego blefy, a w samolocie okazało się, że lotniskowy czaruś siedzi obok niej. Zaczęli rozmawiać, a kiedy rozmowa zeszła na niebezpieczne tematy, miast ją zakończyć, dziewczyna zgodziła się na propozycję tego przystojnego pół nieznajomego i pocałowała go.
Jakież było ich zdziwienie, kiedy okazało się, że oboje lecą do Dallas, a ich rodzice razem czekają na lotnisku.
Co więcej, spodziewają się wspólnego rodzeństwa.

Wymęczyłam (dosłownie) 60% tej książki.
Doszłam nawet do drugiej części, kiedy bohaterowie są starsi o dwa lata i mają własne życie.
Ale wiecie co? To była tragedia.
Cała ta książka jest tak nudna i tak przewidywalna, że nie trzeba być wróżbitą Maciejem, aby wiedzieć, co będzie dalej.
Wiecie, że nie zwykłam zostawiać książki w połowie, czy gdzieś za nią.
Tutaj zwyczajnie nie dałam rady tego doczytać, co już samo w sobie oznacza, jaki „Spider” jest zły.

Bohaterowie są tak bezosobowi, że czytanie encyklopedii byłoby bardziej pasjonujące.
Spider, a tak naprawdę Clarence (naprawdę rzucające się w ucho imię, co? <żart>), miał tam problemy z narkotykami, ale jest tak naciągnięte, jak gumka od majtek.
Kurczę, chyba zasypałam Was porównaniami.
Przynajmniej obrazowo opisuję tę pozycję.

Historia jest denna. Może to ja za dużo przeczytałam książek z cyklu „pocałowałam go, a on okazał się być moim nowym bratem” i jestem zmęczona, takimi wątkami, ale wątpię. Mam dobre porównanie do książek, które czytałam (ot, daleko nie szukając „Flip Trick”) i widzę, jaki „Spider” jest słabiutki.
Dodatkowo język i sposób, jakim pisana jest ta pozycja, woła o pomstę do nieba. Są książki, które też ciężko się czyta, ale wciągają i mają coś do przekazania.
Tutaj ani nie ma przekazu, ani nie wciąga, ani nie jest dobrze napisana.
Mogę z ręką na sercu napisać: Trzy razy NIE.
I będę pisać prawdę.

Nie znalazłam w „Spiderze” plusów, co więcej chciałam go rzucić w pierony, ale stwierdziłam, że zmęczę go do połowy, aby napisać dla Was w miarę rzetelną recenzję. Przynajmniej wypisałam sobie powody, które czytaliście wyżej, które skazują tę pozycję na porażkę.


Czytania „Spidera” od Ilsy Madden – Mils nie polecam. Szkoda czasu na takie badziewie. Możecie znaleźć wiele innych książek z podobnym wątkiem, które będą miały sens i sprawią, że odczujecie radość z czytania, nie zaś zmęczenie. Pomęczyłam się za Was i teraz Wy możecie czytać coś lepszego.

pokaż więcej

 
2018-10-12 03:39:18
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Hollywood Heat (tom 2)

https://podrugiejstronieokladki6.blogspot.com/2018/08/playboy-laurelin-paige.html

„Take two” zostało wydane z wprost okropną okładką. Potem autorka ponownie wydała ją jeszcze raz z nowym coverem, a wydawnictwo Kobiece zrobiło swoją okładkę, która i tak jest lepsza, niż te zagraniczne. Sam „Playboy” jest pierwszym tomem serii „Lights, Camera”, która opowiada o perypetiach gwiazd filmowych. I...
https://podrugiejstronieokladki6.blogspot.com/2018/08/playboy-laurelin-paige.html

„Take two” zostało wydane z wprost okropną okładką. Potem autorka ponownie wydała ją jeszcze raz z nowym coverem, a wydawnictwo Kobiece zrobiło swoją okładkę, która i tak jest lepsza, niż te zagraniczne. Sam „Playboy” jest pierwszym tomem serii „Lights, Camera”, która opowiada o perypetiach gwiazd filmowych. I tak, dobrze myślicie, że „Twardziel” ma dużo wspólnego z „Playboyem”. Chociażby dlatego, że głowna bohaterka Heather Wainwright występuje tutaj, jako jedna z aktorem filmu, który nagrywany jest na naszych oczach.

Maddie Bauers nie jest typem imprezowiczki, ale skończenie szkoły filmowej, razem ze swoją przyjaciółką Bree musiała w jakiś sposób świętować. Wyszło na to, że szalona Bree, która jest jej całkowitym przeciwieństwem zaciągnęła ją na imprezę, na której podobno mieli się pojawić sławni aktorzy. Maddie od początku nudziła się w tłumie ludzi, a Bree szybko odnalazła się na imprezie i zaczęła robić striptiz, który przyciągnął tłumy widzów. W tym Maddie i tajemniczego mężczyznę, który pił piwo na ławce. Po krótkiej rozmowie z nim, dziewczyna dowiedziała się, że został on zaciągnięty tutaj przez kumpli siłą, aby nie siedział sam w domu, a ona zdradziła mu, z jakiego powodu jest na tej imprezie oraz że skończyła scenopisarstwo i reżyserię. Kiedy chłopak odprowadza Maddie do domu, nie jest w stanie wytrzymać i ich usta spotykają się ze sobą. Dopiero na odchodnym pyta go o imię oraz daje mu numer swojego telefonu.
Jednak Micah nigdy nie oddzwania do niej.
Siedem lat później, kiedy Maddie mając wilczy bilet przez jednego reżysera dostaje propozycje pracy właśnie z nim, przy nowym filmie, zgadza się i ląduje jako asystentka operatora kamery. Dziewczyna marzy o własnej produkcji, jednak Beaumont, z którym ponownie przyszło jej pracować, jest typowym gnojkiem, który nie pozwala nowym talentom się rozwijać i niszczy je w zarodku.
Dziewczyna na lotnisku zostaje odebrana przez Sama, jednego ze swoich szefów, ale oboje czekają jeszcze na męskiego bohatera filmu.
Jakież jest jej zdziwienie kiedy w mężczyźnie rozdającym fankom autografy poznaje Micah'a Prestona, który sam jej nie rozpoznaje.
Ale czy na pewno? Czy może tylko udaje, że nie pamięta Maddie z imprezy?

Pierwsze, co mnie zastanawia, to kolejność wydania tej dylogii przez wydawnictwo Kobiece. Nie wiem, dlaczego zdecydowali się najpierw wydać drugi tom, a potem pierwszy. Wprawdzie oba są jakby standalone'ymi powieściami, więc nie mają ze sobą połączenia, ale i tak jest to dla mnie dość dziwne.

Jakbym miała porównywać obie te książki to stwierdzilabym, że „Twardziel” jest jednak lepszy od „Playboya”.
Obie są ciekawe, lekko napisane i mają bardzo sympatycznych bohaterów, ale w drugiej części (a naszej pierwszej) jest zdecydowanie więcej humoru. Same opisy tego co Heather wymyślała i robiła są śmieszne. Tutaj mamy dość sztywną Maddie, która chce spełniać się zawodowo, a przypadek chciał, że ponownie spotyka Micah, a ten specjalnie utrudnia jej życie.

Ogólnie postać Micah'a (nikt nie ogarnia odmian) jest najlepszą w całej tej książce. Mężczyzna z początku jest oziębły i chłodny, stara się odsunąć od siebie Maddie, ale potem nie wytrzymuje i ponownie chce jej uwagi, a robi to w taki sposób, że tylko go zabić za utrudnienia.
Cała reszta bohaterów jest typowym tłem i żaden z nich nie wybija się ponad przeciętną.

Lekkie pióro Laurelin Paige sprawia, że jej książki czyta się niesamowicie szybko, czy to po polsku, czy po angielsku. Autorka doskonale wie jak pokierować proporcjami opisy – dialogi, aby ani jedno, ani drugie nie znudziło i to zawsze mi się u niej podobało. Sama Laurelin Paige twierdzi, że jest to jej ulubiona książka, jaką miała okazję napisać, zatem coś w tym musi być.

„Playboy” od Laurelin Paige to pozycja, która jest klasykiem w wykonaniu autorki. Jeżeli lubicie ją tak samo, jak ja to nie będziecie zawiedzeni. Poznacie Micah'a i Maddie oraz ich zawiłą historię, a przy okazji zobaczycie Heather z „Twardziela” w innej odsłonie. Jeżeli zaś próbowaliście czytać coś spod jej pióra i Wam nie podeszło, to możecie sobie odpuścić i sięgnąć po coś innego.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
635 265 1568
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (18)

Ulubieni autorzy (14)
Lista ulubionych autorów
zgłoś błąd zgłoś błąd