Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
17-02-2017

O dwóch takich, co ukradli góry

Autor recenzji: Magota
Tytuł książki: Śmierć na Nanga Parbat
Autor książki: Max von Kienlin
6,45 (20 ocen i 3 opinie)

Każdy, kto choć trochę interesuje się tematyką górską, słyszał zapewne o rodzeństwie Messnerów. Bracia Reinhold i Günther stanowili ewenement na skalę światową, wspinając się wspólnie na dziesiątki bardzo wymagających szczytów i pobijając coraz to nowe rekordy. Ich ostatnim wspólnym wyczynem było zdobycie w 1970 roku tytułowego Nanga Parbat, przy czym młodszy z braci, Günther, ginie podczas tej wyprawy, a jego śmierć jest na tyle tajemnicza, że po dziś dzień, ponad 40 lat od tego wydarzenia, nadal wzbudza ogromne emocje. Dlaczego?

Z trzech powodów. Po pierwsze, kierownikiem tej ekspedycji zostaje dość kontrowersyjny i nieco zadufany w sobie Karl Herrligkoffer dla którego wyprawa ta ma bardzo osobiste podłoże, co doprowadza do wielu nieporozumień, błędów i późniejszych publikacji z jego strony. Po drugie, ponieważ jedynym świadkiem śmierci Günthera jest Reinhold, który nigdy jasno nie wyjaśnił jak do tego doszło, za to wielokrotnie w swoich opowieściach zmienia szczegóły tego, co się wydarzyło na szczycie. A trzecim i zarazem najistotniejszym dla zrozumienia tej książki powodem jest fakt, iż po pewnym czasie Reinhold Messner przerzuca winę za śmierć brata na swoich kolegów, pozostałych uczestników wyprawy, w związku z czym Ci, którzy jeszcze żyją postanawiają się bronić i przedstawić swój punkt widzenia. Ich głosem zostaje Max von Kienlin, który łączy ich opowieści z własnymi obserwacjami, efektem czego jest właśnie „Śmierć na Nanga Parbat”.

Książkę von Kienlina można z grubsza podzielić na cztery części: pobieżne wprowadzenie czytelnika w świat autora i tej wyprawy, nieoficjalne dzienniki z ekspedycji (oficjalne, zgodnie z umową, przechodzą na własność organizatorów), punkt widzenia Messnera oraz relacje pozostałych uczestników. Nie znajdziemy tu więc rozległych opisów każdego stawionego na Nanga Parbat kroku, za to dowiemy się bardzo dużo na temat motywacji i zachowań ludzi, którzy się na tę górę wspinali. Jest to więc książka nie tyle o górach, co o ludziach gór. Szkoda jedynie, że w kontekście tak nieprzyjemnego konfliktu. Konfliktu, który eskalował do tego stopnia, że na przestrzeni lat odbyło się kilkanaście rozpraw sądowych (Messner – Herrligkoffer) oraz częściowej cenzury (Messner po latach obejmuje funkcję przewodniczącego w Niemieckim Instytucie Badań Zagranicznych, gdzie znajdują się wszelkie dokumenty dotyczące tej wyprawy i może nimi zarządzać według własnego uznania. Ma prawo również zadecydować o tym, co może być upublicznione, a co nie i chętnie z tego prawa korzysta kontrolując książki kolegów).

Jak do tego wszystkiego doszło? Aby wyjaśnić tę kwestię musimy cofnąć się do samej wyprawy. Błędny sygnał kierownika ekspedycji tuż przed atakiem szczytowym wprowadza zamieszanie i sprawia, że Ci, którzy chcą zdobyć szczyt muszą samodzielnie podjąć decyzję o tym czy iść czy nie. Sytuacja ta jest bardzo na rękę Messnerowi, który nie tylko marzy o tym, aby być jednym z nielicznych zdobywców tej góry, ale już wcześniej snuje potajemne plany pójścia o krok dalej, mianowicie trawersowania (wejście jedną stroną, zejście drugą) góry. Wyrusza więc sam, podczas kiedy jego koledzy jeszcze śpią, szczyt zdobywa, ale zaraz za nim niespodziewanie pojawia się Günther, który postanawia iść w ślady brata. Problem w tym, że ani psychicznie ani fizycznie nie jest on w tak dobrej kondycji jak Reinhold, więc niejako krzyżuje on bratu plany innego, dużo bardziej ryzykownego zejścia. To jest właśnie punkt zapalny do dalszych wydarzeń, a zarazem największa zagadka tej ekspedycji. Co się stało z Güntherem?

Wiadomo jedynie tyle, że nie powrócił on ze szczytu, za to Reinhold zgodnie ze swoim cichym postanowieniem zszedł inną trasą. Chwilę przed zejściem nawiązał on jeszcze kontakt słowny z dwoma innymi uczestnikami, którzy wspinali się akurat na Nangę jako kolejni, mówiąc, że wszystko jest ok, choć szedł już samotnie. Później, już po powrocie do ojczyzny stwierdził coś innego, mianowicie, że stan jego brata był dramatyczny, w związku z czym wołał o pomoc, ale koledzy mu jej nie udzielili. Jednak słowa te nie znalazły potwierdzenia w innych relacjach. Wręcz przeciwnie, w słowach Reinholda dopatrzono się później wielu niedopowiedzeń, przeinaczania faktów, a oficjalny raport, który poszedł do kierownika wyprawy był bardzo ładną, ale mało prawdopodobną wersją wydarzeń. Czy to możliwe, że w ramach chorych ambicji Reinhold dopuścił się zaniedbania i naraził brata na niebezpieczeństwo, skłaniając go do podążenia za sobą, choć wiedział, że ten może nie podołać? A może licząc na szczęście pokierował go na inne zejście, sam udając się na trawers? Czy może Günther zginął już podczas poszczytowego biwakowania?

Tego nie dowiemy się już nigdy, tym bardziej, że zwłok nie odnaleziono. Wiemy za to z różnych źródeł, że zachowanie Reinholda niejednokrotnie pozostawiało wiele do życzenia. Z jednej strony koleżeński i przyjacielski, z drugiej bardzo egoistyczny. Nie wahał się podczas wyprawy zrzucać „czarnej roboty” na innych, aby oszczędzać własne siły, nie wahał się nie przytrzymać wcześniej uzgodnionego planu w ramach zaspokojenia własnych aspiracji, ani nie wahał się nagiąć w swoich późniejszych relacjach rzeczywistości tak, aby zebrać wszelkie laury, natomiast wszystkich pozostałych uczestników ukazać jako leniwych statystów (czemu, de facto, całkowicie zaprzeczają notatki autora z tamtych dni). Messner jest zatem niezaprzeczalnie wspaniałym himalaistą, jednak w kontekście ludzkim bywa bardzo skomplikowany, wręcz nieprzewidywalny.

A wrażenie to mocno przybiera na sile, jeśli prześledzimy dalszy rozwój wypadków. Bo po pewnym czasie zachowuje się on tak, jakby miał monopol na wszelkie sprawozdania z pamiętnej wyprawy i to nawet nie tylko te związane z jego bratem. Nakręcająca się spirala pomówień, knucie, oczernianie z roku na rok przybierają na sile i choć można zrozumieć, że czuje się zaatakowany przez Herrligkoffera, który jemu właśnie przypisuje odpowiedzialność za śmierć brata i zaczyna się tak zaciekle bronić, że sam się w tym wszystkim gubi, niemniej na przykładzie tej książki widać, że nie tylko o to chodzi. Chodzi także o budowanie wizerunku legendy.

A von Kienlin tę legendę demitologizuje. Przytacza w swojej książce wiele nieznanych do tej pory faktów, zarówno z życia wielkiego himalaisty, jak i zdobywania Nanga Parbat, ale, że ani nie jest osobą medialną ani nie robi tego w sposób tak krzykliwy jak Reinhold, jego głos gubi się nieco wśród innych tym podobnych publikacji. A, szkoda! W moim odczuciu jest to fascynująca lektura, która nie tylko bierze pod lupę Messnera, ale jest też piękną lekcją pokory, lojalności i...klasy. Autor mimo wielu oskarżeń skierowanych w swoją stronę stara się rzeczowo wyjaśnić swój punkt widzenia, unikając przy tym obelg czy wielkiego prania brudów. I – co niebywałe - mimo wszystko wyraża się o Messnerze z szacunkiem, nigdy nie negując jego osiągnięć. A to się ceni.

Czy książka ta jest godna polecenia? Z całą pewnością! Napisana sprawnie i w sposób przemyślany, porusza, wzrusza i daje wiele do myślenia. Ukazuje górskie eskapady w zupełnie innym, znacznie bardziej ludzkim świetle, co może odziera je trochę z lukrowej otoczki patetyzmu, dodaje za to rumieńców i autentyczności. 

Małgorzata Gąsiorowska



Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.

Pokaż wszystkie oficjalne recenzje książek
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Przebudzenie

Dla mnie zbyt irracjonalne. Poprzednia część była mocna i dość prawdopodobna, ta już jest prawdziwym horrorem. Bliższy mi jest jednak kryminał jako gatunek.

zgłoś błąd zgłoś błąd