Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
Lektura sonetów przypomina delektowanie się nieznanym wytrawnym winem – z początku kubki smakowe są nieprzyzwyczajone do tego smaku a komórki węchowe do bukietu, jednak już po chwili zaczyn...

Wynalezione w tłumaczeniu

Autor recenzji:
Tytuł książki: Sonety
Autor książki: William Shakespeare
7,96 (455 ocen i 31 opinii)

Dobry sonet jest maszyną, jednak w niczym go to nie umniejsza, ponieważ jak dotąd nigdy jeszcze nie widziałem dobrej maszyny, która byłaby sonetem* napisał Julio Cortázar w jednym z niepublikowanych fragmentarycznych zapisków. Przypuszczać należy, iż słowa te, notka ta powstała przed rokiem 1961, w którym Raymond Queneau opublikował swoje „Sto tysięcy miliardów wierszy”, utwór nazywany później „machiną do produkcji wierszy”. W istocie jest to sonet (odmiana francuska), a raczej permutacyjny zbiór sonetów, które dzięki swojej formie (pocięte paski papieru, każdy zawiera jeden wers) są jednocześnie maszyną do ich produkcji. Można powiedzieć, że w istocie Queneau, członek OuLiPo (Warsztatu Literatury Potencjalnej), zatem pisarz stosujący w swoich utworach zasady matematyczne, rozebrał sonet na czynniki pierwsze i skonstruował urządzenie budujące wciąż nowe utwory i generujące nowe sensy z gotowych elementów. Wciąż jednak, mimo pozornej dekonstrukcji tak znanej i szanowanej formy lirycznego przekazu myśli, nie udało się zrozumieć i przeniknąć jego tajemnicy – jak, zachowując tak ścisłe rygory formalne (określoną ilość wersów, stóp jambicznych oraz układu rymów), udaje się najwybitniejszym jego twórcom osiągnąć taką różnorodność i mistrzostwo twórcze.

Jednym z wirtuozów słowa ujętego w formę sonetu był bez wątpienia, znany skądinąd jako jeden z najwybitniejszych dramatopisarzy wszech czasów, William Shakespeare. W jego przypadku nimbem tajemnicy okryte jest nie tylko mistrzostwo warsztatu autora, ale również okoliczności i kontekst powstania jego słynnego zbioru 154 sonetów. Mgła niewiedzy przesłania w zasadzie wszystko, co dotyczy tych utworów, poza rokiem wydania (1609) oraz ich liczbą (154 numerowane utwory oraz dodatek – poemat „A Lover’s Complaint”). Reszta wiadomości na temat tego tomu to zbiór przypuszczeń, założeń i spekulacji, od tych wysnutych przez analogię do tych, które mieszczą się w dziale „czysta fantastyka”, o czym możemy przeczytać w błyskotliwym i nie stroniącym od humoru wstępie autora tłumaczenia zamieszczonego w tym wydaniu – Stanisława Barańczaka. Wątpliwości budzi już nawet autorstwo niektórych utworów, a dalej jest już tylko coraz więcej niewiadomych, dzięki czemu od ponad czterech wieków powstało setki i tysiące prac na ten temat, zapełniono wiele bibliotek naukowych, mnóstwo osób uzyskało z związku z powyższym tytuły naukowe, a emocje, które budzą badania i rozprawy na ten temat, równają się niemalże z tymi, które wywołuje sam badany tekst.

Lektura sonetów przypomina delektowanie się nieznanym wytrawnym winem – z początku kubki smakowe są nieprzyzwyczajone do tego smaku a komórki węchowe do bukietu, jednak już po chwili zaczyna się przyjemność odkrywania wciąż nowych aromatów i smaków. Wyjątkowość trunku, jak i wyjątkowość lektury, wymaga celebracji, powolności i namysłu, chwil namysłu i zatrzymania. Sonety zaprosiły mnie do kilkukrotnego czytania, a każde z nich miało inny cel. Najpierw czytałam oryginalny tekst angielski (elżbietański angielski należy zaś do wymagających skupienia) każdego z sonetów i porównywałam z tłumaczeniem (tom jest dwujęzyczny). Potem czytałam same polskie przekłady, by poczuć ich klarowność. Następnie słuchałam muzycznej adaptacji tych dzieł lirycznych – płyta „Shakespeare Sonety” w wykonaniu Rogacewicza i Sikory. Wreszcie porównywałam tłumaczenie Barańczaka z innymi – przekłady tekstów wykorzystanych na płycie są autorstwa wielu tłumaczy: M. Słomczyńskiego, W. Woroszylskiego, K. Pieńkowskiego, J. Żuławskiego i J. S. Sito.

Wrażenia przy każdym z etapów lektury były zgoła odmienne. Przy równoczesnym czytaniu oryginału i przekładu często zżymałam się na niektóre decyzje tłumacza. Po namyśle zdarzało mi się przyznawać mu rację, częściej jednak widziałam w jego pracy pewną wartość dodaną, wynalazki słowne lub frazeologiczne, które nie zawsze współbrzmiały z moimi odczuciami wyniesionymi z lektury oryginału. Drugie czytanie było dużo przyjemniejsze: teksty przetłumaczone miały swój rytm i dynamikę oraz właściwą sobie urodę. Inną barwą zalśniły sonety wyśpiewane z niezwykłą głębią i ekspresją przez Krzysztofa Rogacewicza, zaaranżowane na gitarę, pianino (oraz instrumenty klawiszowe), fagot i głos męski. Testy wykorzystane przez niego wybrzmiały, raz przybierając barwę melancholii, innym razem frywolności czy wreszcie tęsknoty i zazdrości. Wreszcie ostatni etap przypominał jako żywo pracę detektywistyczną: tropiłam różnice i podobieństwa słowne, frazeologiczne, metryczne i muzyczne (brzmieniowe). Wnioski nasuwają się równie zagmatwane, jak w przypadku okoliczności genezy i okoliczności powstania utworów. Przekład Barańczaka bowiem podoba mi się i jednocześnie nie podoba. Niektóre sonety pod jego piórem nabrały blasku, a tłumaczenie jest bliskie ideału, inne – moim zdaniem – wiele straciły (wśród nich słynny sprośny sonet 135, nawiasem mówiąc – jedyny element wspólny dla opisanej wyżej płyty oraz wydanej lata temu płyty z sonetami w interpretacji Stanisława Sojki). Innymi słowy – odtąd moja lektura sonetów będzie wymagała żonglowania trzema tomami: niektóre utwory przeczytam w tłumaczeniu Barańczaka, wiele (w tym wzmiankowany sonet 135) w przekładzie Słomczyńskiego (który, nawiasem mówiąc, jako jedyny na świecie przetłumaczył wszystkie utwory Shakespeare’a), a jeszcze inne – kilku innych autorów - tłumaczy pojedynczych sonetów, których teksty zebrał i opracował Jerzy S. Sito**.

W kontekście tłumaczeń tym jaśniej lśni geniusz Shakespeare’a, który w tak wielu sonetach potrafił, z jednej strony, zawrzeć pewną wspólną im nutę i tematykę (miłość i jej odcienie), a z drugiej – wykazał się mistrzostwem w odmalowaniu tak wielu różnych odcieni emocjonalnych i nastrojów, które towarzyszą pięciu postaciom występującym w jego poetyckim cyklu: Młodzieńcowi, Czarnej Damie, Poecie-Rywalowi, podmiotowi lirycznemu-Poecie oraz Czasowi. Dynamika akcji snutej przed nami poetyckiej opowieści polega bowiem, oprócz zmian obserwowanych przez podmiot liryczny, na różnicach w obecności, lub jej braku, każdej z tych postaci oraz fluktuacji jej natężenia.

Lekturę bez wątpienia wzbogaci dobre wino, płyta Rogacewicza & Sikory, bukiet świeżych róż w pobliżu oraz druga osoba, z którą będzie można wejść w dwugłos interpretacyjno- emocjonalny, a co za tym idzie – uzyskać rezonans, bez wątpienia wzbogacający wymowę tomu. Wbrew bowiem modom, zmianom formatów testu i ewolucjom nośników oraz innym igraszkom Czasu Wiersz żyw będzie i (...) nie da zginąć w mroku***.

Jowita Marzec


* Cytat za: C. A. Garriga, Przedmowa, w: J. Cortazar, Niespodziewane stronice, MUZA SA, Warszawa 2013, s. 16
** Zob. W. Shakespeare, Sonety, opracował J.S. Sito, PIW, Warszawa 1982
*** W. Shakespeare, Sonety, przekład S. Barańczak, Wydawnictwo a5, Kraków 2012



Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>

Pokaż wszystkie oficjalne recenzje książek
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Powiązane treści
Sonety Szekspira zakodowane w DNA

Cała kolekcja sonetów Szekspira została zapisana w kodzie DNA przez naukowców z Cambridge. Chcieli w ten sposób zademonstrować niezwykłe możliwości materiału genetycznego jako nośnika pamięci.


więcej
Wielka zagadka literatury!

Najbardziej tajemnicze dzieło Williama Shakespeare’a już w księgarniach. Dziś premiera "Sonetów". Przekład, wstęp i opracowanie Stanisław Barańczak.


więcej
więcej powiązanych treści

Opinie czytelników


O książce:
Arendt. Polityka w mrocznych czasach

Nie przepadam za filozofami XX-tego wieku, zdecydowanie wolę tych oświeceniowych. Nie można się jednak nie zgodzić z tym, że Arendt podejmuje kwestie...

zgłoś błąd zgłoś błąd