Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
„Sprawa Hoffmanowej” to powieść zainspirowana prawdziwym wydarzeniem, które miało miejsce w Tatrach w sierpniu 1925 roku. Wtedy to podczas wyjątkowo złej pogody w pobliżu Żabiego...

Paradoks Hoffmanowej

Autor recenzji:
Tytuł książki: Sprawa Hoffmanowej
Autor książki: Katarzyna Zyskowska
8,04 (122 ocen i 47 opinii)

„W górach jest wszystko, co kocham” – brzmiałoby dosyć makabrycznie w ustach Miry Hoffmanowej. Tytułowa bohaterka powieści Katarzyny Zyskowskiej straciła najbliższych w tajemniczych okolicznościach podczas wyprawy na Lodową Przełęcz… ale nie tylko ich. Zgubiła tam też swoje „ja”.

„Sprawa Hoffmanowej” to powieść zainspirowana prawdziwym wydarzeniem, które miało miejsce w Tatrach w sierpniu 1925 roku. Wtedy to podczas wyjątkowo złej pogody w pobliżu Żabiego Stawu Jaworowego zginęło jeden po drugim trzech mężczyzn – jedyną osobą, która przeżyła, była Waleria Kasznicowa, żona jednej z ofiar i matka drugiej. Pani Kasznicowa spędziła przy zwłokach 36 godzin i dopiero 5 sierpnia zeszła z gór, szukając pomocy. Sprawa poruszyła swą niezwykłością całą Polskę, wzbudzając podejrzenia wobec jedynej ocalałej osoby. Jakim strasznym zrządzeniem losu zginęło na raz trzech z pozoru zdrowych mężczyzn? Co jej kazało zostać na dwie noce przy trupach, w kompletnej, oszałamiającej samotności, pośród górskich szczytów? Jaki sekret skrywa Kasznicowa? I czy w ogóle jest jakiś sekret? Góry strzegą swoich tajemnic…

Prawie podskoczyłam z radości na wieść, że powstaje książka o tym tajemniczym zdarzeniu. A nie wiedziałam o nim prawie nic – poza tym, że to taki nasz polski odpowiednik „zagadki Przełęczy Diatłowa”. Miałam zamiar zostawić sobie odkrywanie sekretów dopiero na czas lektury. Czytając wywiad z autorką, byłam jeszcze bardziej zachwycona: wydaje jej się, że „wie, co się stało na Lodowej Przełęczy”. Powinnam była jednak zwrócić baczniejszą uwagę na słowo „inspirowana”. Inspirowana prawdziwymi wydarzeniami. Nie jest więc dziwne, że poczułam się kompletnie oszukana, gdy przyszło do czytania. To zupełnie nie jest to, czego się spodziewałam.

Ale przecież książki nie ocenia się tylko na podstawie tego, czy spełniła oczekiwania! Byłoby to idiotyczne – książki są też po to, aby zaskakiwać. I „Sprawie Hoffmanowej” się udało. Dla mnie to ten typ publikacji, o której można naprawdę wiele powiedzieć.

Generalnie powieść pani Zyskowskiej wpisuje się w nurt – albo raczej trend – tzw. herstory, to jest opowieści o kobietach z kobiecego punktu widzenia. Pewną odmianą są swoiste reinterpretacje dawnych zagadek kryminalnych, w których podejrzaną i morderczynią jest kobieta. Wydawało mi się, że podobnie będzie w tej sytuacji – sądziłam, że zagadka Lodowej Przełęczy to sprawa kryminalna, ale tak nie jest. To znaczy były podejrzenia wobec wspomnianej już Walerii Kasznicowej, ale nie przekształciły się one nigdy w oskarżenie – nie było procesu, nie było wyroku, przynajmniej nie oficjalnie. Bo nieoficjalnie… nieoficjalnie zagadka wciąż funkcjonuje w umysłach jako sprawa podejrzana. Społeczność uważała, że Kasznicowa coś ukrywa i oskarżono ją o to w gazetach, więc poniekąd pasuje to na powieść reinterpretującą zagadki kryminalne.

A nie. Bo tu dochodzimy do czegoś, co nazwałabym „paradoksem Hoffmanowej”. Zyskowska zmienia w swej powieści nie tylko imiona i nazwiska bohaterów, ale nawet czas akcji. Najbardziej jednak zmienia – i to kompletnie, totalnie, absolutnie – główną osobę dramatu. Mira Hoffmanowa, śliczniutka młoda żona znanego prokuratora Hoffmana, była aktorka kabaretowa, to wręcz sztampowy do bólu przykład femme fatale. Nie ma w sobie niemal nic z osoby, na której była wzorowana. Powieść Zyskowskiej jest więc herstory, która zupełnie pomija prawdziwą osobę, żyjącą kobietę, aby dać głos tej wyimaginowanej – co wydaje się jednocześnie ciekawe, zabawne i… trochę smutne. Opowiadać herstorię kobiety, która nie istnieje, zamiast tej istniejącej! Pomijać jedną, zbyt zwyczajną, aby dać głos tej „bardziej złożonej” (słowa autorki z ww. wywiadu)!

Ale to jest prawo, które przysługuje każdej autorce. Może ona zrobić, co chce z opowieścią. Mam jednak wrażenie, że stawiając na nową wersję heroiny, zatraciła coś bardzo ważnego: zagadkę Lodowej Przełęczy. Dostajemy w zamian inną, ale niestety w formie odgrzanego kotleta. Jeżeli czytało się przedtem powieści typu „Grace i Grace” Margaret Atwood, „Gorączkę” Mary Beth Keane czy „Podejrzenia pana Whichera” Kate Summerscale, to nie będzie się zaskoczoną prawie (słowo klucz!) niczym w „Sprawie Hoffmanowej”. Autorka bardzo zgrabnie wprowadza wątki i motywy doskonale znane i ograne do bólu – robi to umiejętnie, ale nie porywająco.

„Sprawa Hoffmanowej” rozgrywa się w dwóch porządkach czasowych – w pamiętnym roku 1933, roku tragedii, oraz pięć lat później, gdy w ciągłych retrospekcjach zamkniętej w zakładzie dla umysłowo chorych Hoffmanowej przyglądamy się całemu jej życiu. A życie to jest zupełnie takie, jakiego byśmy oczekiwali, biorąc pod uwagę realia epoki. Biedna dziewczyna marzy o podbiciu scen Warszawy. Każdy z nas może sobie wyobrazić, jak to mogło wyglądać. Źle. Ciężko. Młoda Mira szybko traci złudzenia – dla wszystkich do samego końca liczy się tylko jako piękna kobieta, zabawka, igraszka, obrazek, obiekt zachwytu, ale też oszczerstw i kpin. Zyskowska buduje jej losy ze znanych nam tragedii – znanych choćby dzięki akcji #metoo, pokazującej m.in. to, jak show-biznes traktuje kobiety. Ten zlepek oklepanych wątków to jakby podsumowanie wszystkiego, czego się spodziewamy po tamtych czasach, po środowisku aktorskim i kabareciarskim. Podobnie – tworząc swoisty patchwork ze zdarzeń, które kiedyś komuś się przytrafiły (np. różnym aktorkom), i łącząc je w jedną herstorię – wygląda rzecz w komiksie „Anastazja” Magdaleny Lankosz i Joanny Karpowicz. To wręcz niesamowite, jak są do siebie podobne te dwie pozycje pod względem miksowania powszechnie znanych, ogranych wątków w nową opowieść. Tworzenia swoistych kwintesencji, szablonowych życiorysów charakterystycznych dla czasów czy środowisk, w których się dzieją.

„Sprawa Hoffmanowej” to także miks motywów charakterystycznych dla swego rodzaju popłuczyn po powieści psychologicznej, z wykorzystaniem jakiejś formy strumienia świadomości. Liczne retrospekcje, przywidzenia, zakład dla umysłowo chorych, psychoanaliza, przystojny doktor i hipnoza, no i ciągła, nachalna demonizacja kobiecego erotyzmu – wszystko to już było, niestety lepiej rozegrane, w „Grace i Grace” Atwood. Szerokie tło społeczne, chwilami przesadnie, bo powoduje spadek napięcia – życiorys naszej Miry, jej wzloty i upadki – przybliża natomiast powieść do podobnie rozbuchanej obyczajowo „Gorączki” Keane. A wątek publicznego linczu bohaterki to w zasadzie kwestia stale obecna w reinterpretacjach herstorii.

Wydaje mi się frapujące to, jak „Sprawa Hoffmanowej” plasuje się pomiędzy innymi opowieściami o zagadkach kryminalnych a reportażami w stylu „Koronkowej roboty. Sprawy Gorgonowej” Cezarego Łazarewicza. Jest to powieść tylko trochę oparta na faktach. W większości wymyślona, ale tak przecież jest i w przypadku „Grace i Grace”. Zyskowska jednak zdaje się kompletnie zmieniać wymowę całej tajemnicy. Tu zagadką nie jest śmierć mężczyzn, ale sama Mira. To właśnie decyduje o „herstorowości” powieści, o jej sile. Oczywiście punkt ciężkości przenosi na kwestię tego, jak postrzegano Mirę – fascynację jej osobą, gorączkowe śledzenie i komentowanie każdego jej kroku aż po ogólne oburzenie jej zachowaniem. Tak się właśnie robi z kogoś kozła ofiarnego. Wymyślając taką, a nie inną bohaterkę, femme fatale do kwadratu, powiedziałabym aż parodystyczną jej wersję, autorka stara się udowodnić, że postacie takie były prawdziwymi ludźmi. Jednocześnie poprzez otwarte zakończenie przeprowadza na czytelnikach test: a ty co myślisz i jak myślisz o Mirze Hoffmanowej?

Niestety przez to nagromadzenie sztampowych wątków i skupienie się na osobie Miry gubi się gdzieś magnetyzująca zagadka Lodowej Przełęczy. W wersji Zyskowskiej wydaje się albo tandetną sprawą szantażu i zdradzonego kochanka, albo oczywiście jedną wielką pomyłką. Byłam zmęczona ślimaczym tempem opowieści i nieustannymi retrospekcjami. Denerwowało mnie niezdecydowanie autorki – czy powieść ma być nieprzenikniona i stanowić do końca pytanie bez odpowiedzi, czym teoretycznie pozostaje, ale jest zbyt łatwo napisana, aby naprawdę zmusić do zastanowienia, czy przepsychologizowanym życiorysem kobiety fatalnej. Bardzo mieszane uczucia wzbudził we mnie nieoczekiwany zwrot akcji, wielka tajemnica dotycząca miłości Miry… Brawa za zagranie fair i naprawdę szokującą wiadomość, która też ukazuje jasno, jak łatwo nam oceniać innych według schematów – prawda może być o wiele trudniejsza do przełknięcia. Z drugiej strony to ukoronowanie sztampowości wątków, wisienka na torcie tandeciarstwa i zagranie żywcem wyjęte z telenoweli. W pewien przedziwny sposób pasuje do całej tej „przesadzonej” wersji femme fatale.

Trzeba także pochwalić autorkę za ogrom pracy, jaki wykonała, aby oddać realia Zakopanego z tamtych lat. Oczywiście wymienianie nazw kawiarni nie czyni jeszcze książki klimatyczną, a wrzucenie do powieści na siłę Witkacego piorunującego czytelnika cytatami ze swoich dziełek także nie pomaga, ale przyznaję, że mogę być stronnicza: Zakopanego nie znoszę.

„Sprawa Hoffmanowej” stanowi dla mnie paradoks – była dla mnie zawodem czytelniczym i jednocześnie przyczynkiem do ciekawych przemyśleń. To interesująca herstoria, niebędąca stricte reinterpretacją zagadek kryminalnych, która właśnie przez swoją fikcyjność wpisuje się w ich poczet. Przedziwny miraż realiów i ułudy – bazujący na hipnotyzującej zagadce górskiej, ale wybierający tandetną hipnozę w zakładzie dla umysłowo chorych. A także powieść, która najlepiej pokazuje, że to kobieta, Mira Hoffman, jest zagadką – a nie śmierć trzech osób w górach. Jest to założenie ryzykowne, ale trzeba przyznać, że niesamowicie odważne.

Agata Majchrowicz



Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.

Pokaż wszystkie oficjalne recenzje książek
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Zapisując się na newsletter zgadzasz się na otrzymywanie informacji z serwisu Lubimyczytac.pl w tym informacji handlowych, oraz informacji dopasowanych do twoich zainteresowań i preferencji. Twój adres email będziemy przetwarzać w celu kierowania do Ciebie treści marketingowych w formie newslettera. Więcej informacji w Polityce Prywatności.

Opinie czytelników


O książce:
Piętno von Becków

Piękna saga rodzinna z historią w tle. Akcja zaczyna się przed II wojną światową i kończy w latach współczesnych. Książka do końca trzyma w napięciu....

zgłoś błąd zgłoś błąd