Ostatnia powieść Marcela

Wydawnictwo: Wielka Litera
5,6 (45 ocen i 16 opinii) Zobacz oceny
10
2
9
0
8
3
7
9
6
12
5
9
4
3
3
4
2
1
1
2
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788380320758
liczba stron
320
słowa kluczowe
literatura polska
język
polski
dodała
Ag2S

Pisarz w kryzysie, piękność z prowincji i … zupełnie nie to, czego się spodziewasz Poznają się w pociągu relacji Kraków-Warszawa. On 50-letni autor bestsellerowych kryminałów, skłócony z rodziną i pozbawiony złudzeń kobieciarz przeżywający kryzys twórczy. Wraca właśnie ze spotkania autorskiego, na które przyszło osiem osób. Ma za sobą trzy nieudane małżeństwa i klika udanych powieści, ale...

Pisarz w kryzysie, piękność z prowincji i … zupełnie nie to, czego się spodziewasz
Poznają się w pociągu relacji Kraków-Warszawa. On 50-letni autor bestsellerowych kryminałów, skłócony z rodziną i pozbawiony złudzeń kobieciarz przeżywający kryzys twórczy. Wraca właśnie ze spotkania autorskiego, na które przyszło osiem osób. Ma za sobą trzy nieudane małżeństwa i klika udanych powieści, ale wciąż nie potrafi ułożyć sobie życia. Hanna zwraca jego uwagę niezwykłą urodą i urzekającą nieśmiałością. Ucieka do stolicy z podkrakowskiego małego miasteczka, gdzie większość problemów rozwiązuje się przy pomocy modlitwy lub alkoholu. On widzi w niej szansę na kolejny romans, a ona tylko pozornie chce łatwej przepustki do lepszego świata. To, co z pozoru wygląda jak zapowiedź banalnej historii miłosnej okazuje się prowadzić do nieoczekiwanego finału.

Tubylewicz stworzyła prawdziwy portret wiecznego Piotrusia Pana. Jednak to kobiety grają tu pierwsze skrzypce, na niepokojącą nutę.
Grażyna Plebanek

Przewrotna i wciągająca lektura.
Andrzej Saramonowicz


Mądra, przejmująca i dowcipna powieść o schematach relacji międzyludzkich i o sile wrażliwości, która pozwala je przełamać. I co najważniejsze - kobiety mają tu naprawdę sprawczą i twórczą moc!
Agnieszka Glińska

Romantyczne, środowiskowe i pisarskie sekrety pokazują swoje drugie dno. Zaskakujące i nieoczywiste.
Agata Tuszyńska

 

źródło opisu: http://www.wielkalitera.pl/

źródło okładki: http://www.wielkalitera.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Oficjalna recenzja
Monika książek: 2882

To cóż, że ze Szwecji

Postanowiłam trochę odczekać po lekturze „Ostatniej powieści Marcela” aż mi złość przejdzie, ale nie wiem, czy mi się udało. Bo zawsze jestem zła, kiedy ktoś marnuje mój czas, obiecując wspaniałą imprezę. Idę nawet chętnie, omamiona cudzym entuzjazmem, a potem najczęściej mam ochotę wyjść z hukiem i nieważne, że to środek nocy, ja mam szpilki, a do domu trzeba zaiwaniać na piechotę sześć kilometrów. Ale ostatecznie ku własnej rozpaczy zostaję, bo wcześniej obiecałam. Wracam do domu nad ranem i kładę się spać wierząc, że być może to wszystko, co się zdarzyło jakoś przepakuję z rzeczywistości w niezbyt miły sen…

Postaram się więc w miarę lakonicznie i bez emocji (akurat!)

Całościowo jestem raczej na nie. Próbowałam znaleźć jakieś dobre strony ale mi się nie udało.

Bohaterowie, jak i akcja niezbyt wiarygodni. Użyte w nadmiarze przymiotniki powodowały dysonans w stosunku do postaci i zdarzeń, które wyłaniają się tekstu (które mnie wyłaniały się z tekstu). Nie wystarczy powiedzieć, że ktoś jest jakiś, trzeba go jakimś pokazać. No taki ze mnie niewierny Tomasz.

Podobno miało być ironicznie o pisaniu czy niemocy twórczej. Wszystkich spragnionych inteligentnej ironii o pisarzach odsyłam do Łowcy Larw.

Miało być też dowcipnie i przewrotnie. W „Ostatniej Powieści Marcela” nie znalazłam nic zabawnego, być może nie spojrzałam na powieść z odpowiedniej perspektywy. Albo mam zdecydowanie inne poczucie humoru, szkoda. Nie znalazłam też nic oryginalnego, czy przewrotnego, za to mnóstwo...

Postanowiłam trochę odczekać po lekturze „Ostatniej powieści Marcela” aż mi złość przejdzie, ale nie wiem, czy mi się udało. Bo zawsze jestem zła, kiedy ktoś marnuje mój czas, obiecując wspaniałą imprezę. Idę nawet chętnie, omamiona cudzym entuzjazmem, a potem najczęściej mam ochotę wyjść z hukiem i nieważne, że to środek nocy, ja mam szpilki, a do domu trzeba zaiwaniać na piechotę sześć kilometrów. Ale ostatecznie ku własnej rozpaczy zostaję, bo wcześniej obiecałam. Wracam do domu nad ranem i kładę się spać wierząc, że być może to wszystko, co się zdarzyło jakoś przepakuję z rzeczywistości w niezbyt miły sen…

Postaram się więc w miarę lakonicznie i bez emocji (akurat!)

Całościowo jestem raczej na nie. Próbowałam znaleźć jakieś dobre strony ale mi się nie udało.

Bohaterowie, jak i akcja niezbyt wiarygodni. Użyte w nadmiarze przymiotniki powodowały dysonans w stosunku do postaci i zdarzeń, które wyłaniają się tekstu (które mnie wyłaniały się z tekstu). Nie wystarczy powiedzieć, że ktoś jest jakiś, trzeba go jakimś pokazać. No taki ze mnie niewierny Tomasz.

Podobno miało być ironicznie o pisaniu czy niemocy twórczej. Wszystkich spragnionych inteligentnej ironii o pisarzach odsyłam do Łowcy Larw.

Miało być też dowcipnie i przewrotnie. W „Ostatniej Powieści Marcela” nie znalazłam nic zabawnego, być może nie spojrzałam na powieść z odpowiedniej perspektywy. Albo mam zdecydowanie inne poczucie humoru, szkoda. Nie znalazłam też nic oryginalnego, czy przewrotnego, za to mnóstwo niekonsekwencji.

Szczegółowość i bezcelowość niektórych opisów drażniła mnie i powodowała duszności. (Np.: spieszący się bohater zdążył zmienić koszulę i coś tam ale poplamionych spodni nie zdążył zmienić. Natomiast mimo pośpiechu udało mu się wrócić do domu, żeby ponownie skorzystać z toalety – informacja ta nie ma żadnego ciągu dalszego, nic z niej nie wynika i nie znalazłam też żadnej logiki w wymianie jedynie niektórych części garderoby. Wnioskuję zatem, że to była ironia, a ja jej nie zrozumiałam.)

Cała przestrzeń jest tak napakowana i pokolorowana, że człowiek nie ma się jak ruszyć. I nie jest to skarbiec Ali-Baby a raczej rupieciarnia nałogowego zbieracza „przydasie”. Czułam się uwięziona wśród ludzi, z którymi nie miałam ochoty przebywać, w sytuacjach, których nie rozumiałam.

Odkrywcze sentencje typu: (…) Był tak długo nieużywany, że pewnie całkiem nie do jazdy, bo maszyna umiera, jak tkwi w miejscu, trochę tak jak ludzka dusza. lub: Nie ma takiej bliskości, która dobrze zniesie odległość. Bliskość i odległość zawsze się wzajemnie wykluczą. Nie potrzeba dużo czasu i nie tęsknisz już za osobą, która jest, ale za taką, jaką masz w pamięci. To nieuchronne. na pewno ucieszą fanów Coelho, ale zdaje mi się, że ta książka pretendowała na wyższe półki. No bo właśnie! Kilka wyszukanych i trudnych słów oraz nazwisk nie zrobi z książki pozycji intelektualnej ani nawet ciekawej. Bon moty też powinny być subtelniejsze…i trochę mniej zużyte.

Odniosłam wrażenie, że książka jest pełna wymuszonych sztuczności. Jakby zdania nie należały do autorki (to z resztą jest zastrzeżenie Hanny w stosunku do prozy Marcela). Jakieś napuszenie z cudzych piór, które odpadają, jedno po drugim, od kostiumu. Nie wystarczy bowiem napisać, że coś jest jakieś, żeby czytelnik w to uwierzył. Trzeba go do tego przekonać, sprawić żeby czytelnik sam wyciągnął pożądany wniosek. Ja nie mogłam uwierzyć w ani jedno słowo, a przysięgam przez pierwsze pięćdziesiąt stron powtarzałam sobie jak mantrę: będzie dobrze, przesadzasz.

Zdania zdawały się być złożone z puzzli różnych proweniencji (też znam trudne słowa!) i nijak ze sobą nie korespondowały, choć od biedy mogły tworzyć jakiś obrazek, trudno jednak powiedzieć jaki.

Są też mądrości w stylu: (…) Po co zajmować się czymś tak idiotycznym jak literatura, kiedy siedząca za ścianą przyszłość narodu nie czyta i nie zamierza? Kielicha boleści dopełnia przeświadczenie, że przyszło mi żyć w epoce takiej nadprodukcji słowa pisanego, iż nie mam się co łudzić, że moje dzieło zostanie zachowane dla potomnych. (…) Cóż Myśliwski czy Tokarczuk z pewnością się obronią… myślę, że Miłoszewski również, jeśli już mówimy o autorach kryminałów. Ale to zapewne znów miała być ta ironia, którą tak trudno mi tutaj zrozumieć…

Bolało mnie wszystko, gdy czytałam. Gdy dobrnęłam do końca nie wiedziałam, czy śmiać się czy płakać. Nie umiałam złożyć tej historii. Nie wiem, co autorka miała na myśli, ani co chciała mi powiedzieć. Próbowałam zrozumieć, ale jedyne, co wywnioskowałam to fakt, że nie nadajemy na tych samych falach i że lepiej mój czas spożytkować na coś innego.

Zastrzegam, że wszystko, co napisałam powyżej jest moim subiektywnym odbiorem. Nie mniej niezmiennie pozostaję z nim w zgodzie.

Monika Stocka

*Wszystkie cytaty pochodzą z recenzowanej książki

pokaż więcej

Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (131)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 246
zolzowata_franca | 2016-06-05
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 05 czerwca 2016

"Ostatnia powieść Marcela" to książka, która trafiła do mnie dzięki uprzejmości Wydawnictwa Wielka Litera. Do tej pory nie miałam styczności z twórczością Katarzyny Tubylewicz.

To powieść obyczajowa opowiadająca losy kilku pokoleń, z naciskiem jednak na postać Marcela i Hanny. Marcel to pisarz, mężczyzna po przejściach, trzy nieudane związki zakończone rozwodem. Hanna dużo młodsza od niego kobieta, kim jest, hm... do końca nie wiemy, wychowana na prowincji, pełna kompleksów.
Ich losy stykają się jednego dnia, kiedy oboje jadą pociągiem do Warszawy. Dość szybko znajdują temat rozmowy, a to dlatego, że Hanka zna twórczość Marcela. Nie trudno zgadnąć, że nie będzie to ich ostatnie spotkanie.
Marcel obecnie samotny, niechętny by wpuścić do swego życia kogoś nowego. Dopada go twórcza niemoc, dzięki której łamie się, czy pisarstwo jest dla niego spełnieniem. Relacje Hanki z mężczyznami dotychczas nieudane, które pragnie zmienić, jak i całe swoje życie, przenosząc się do Warszawy.
Młoda...

książek: 1934
Wojciech Gołębiewski | 2017-09-17
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 17 września 2017

UWAGA! Z zasobów Biblioteki w Toronto
Tubylewicz (ur. 1974) - polska pisarka, publicystka, tłumaczka literatury szwedzkiej, joginka. Omawianą książkę wydała w 2016 roku, a czytelnicy dali jej szczodrze gwiazdek 5,7 (40 ocen i 15 opinii). Jedni piszą, drudzy oceniają, a ja jestem stary i dlatego rzadko się dziwię. A tym razem się dziwię i to bardzo, bo mój ulubiony recenzent, którego często cytuję Jarosław Czechowicz poświęcił tej książce dużo słów, a recenzję swoją zakończył słowami:

"...„Ostatnia powieść Marcela” to rzecz w dużej mierze ironiczna i na tyle wieloznaczna, że może być odczytana także jako proza o feministycznym charakterze. Czy to wszystko o tym? Czy starcie płci naprawdę determinuje odbiór tej książki? Cieszę się, że zdarzają się tak niejednoznaczne opowieści, w konfrontacji z którymi pozostajemy w pewnej czytelniczej niepewności. W tej książce jest niepokój, wyraziste emocje, czytelne motywacje...

książek: 870
czytankianki | 2016-04-18
Na półkach: Przeczytane, 2016
Przeczytana: 17 kwietnia 2016

To jakoś nie brzmi. Nie jest dobre. Prawdę mówiąc, kawałki były tak banalne i napuszone, że chciało mi się wyć. (…) W tym tekście nie ma autentyczności. (s. 162)

Cytat idealnie pasuje do powieści Tubylewicz o pisarzu w średnim wieku i urokliwej dwudziestolatki. W zapowiedziach podkreślano, że autorka odeszła od utartych schematów – cóż, próbowała tak bardzo, że fabuła razi sztucznością, zwłaszcza główny bohater. Książka niespójna i naiwna, ale sądząc po cytowanych utworach z pretensjami do prozy ambitnej. Nie przy takim warsztacie, a w szczególności stylu. Tybylewicz bardzo stara się być oryginalna i co rusz serwuje pseudopoetyckie frazy. Zdecydowanie celuje w porównaniach (średnio jedno co dwie strony, choć zdarzają się cztery na jednej), kilka przykładów:

gotowy do startu i zwycięstwa jak Kusociński w Los Angeles (s. 51)
wwierca się w ciszę jak głowica transrektalna w odbyt (s. 56)
lądowanie jak Dzierżyński na placu dziś Bankowym (s. 58)
zamknięcie laptopa jak odłączanie od...

książek: 197
Dyskusja | 2016-06-24
Na półkach: Przeczytane

Taki średniak. W sumie to potok myśli i słów, z którego ma wyjść obraz sfrustrowanego pisarza nie potrafiącego nawiązać kontaktu z córka i w ogóle z nikim. Czyta się szybko ale tylko dlatego, żeby już się pozbyć tych pozostałych do przeczytania stron.

książek: 685
gośka | 2016-03-19
Na półkach: Przeczytane, 2016
Przeczytana: 19 marca 2016

Zdumiewająco słabe czytadło. Powieść zachwalana przez innych pisarzy, ponieważ podejmuje temat niemocy twórczej u 50-letniego pisarza. Gdyby jego zmagania zostały opisane w sposób bardziej elokwentny literacko... Powieść ironiczna? Większość ironicznych wypowiedzi lub myśli zostało opatrzone komentarzem "powiedział ironicznie". Autorka zawłaszczyła przestrzeń wyobraźni czytelnika, nie pozostawiła miejsca na niedomówienia charakterystyczne wielkim powieściom. "Zorientowała się, że zasnęła w ubraniu, więc poszła umyć zęby i ściągnąć dżinsy". Dziwi że napisała to autorka, która popularyzuje czytelnictwo w Polsce i wskazuje dobre szwedzkie wzorce w tym temacie.

książek: 744
Melocotón | 2016-03-21
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 21 marca 2016

Nie jest to powieść, tylko nowela moim zdaniem, i zgrabnie napisana, no ale co, no stylowo to jest taki powiedzmy odcinek jakiegoś serialu TVN. W głównej roli żeńskiej młoda Kożuchowska, w męskiej powiedzmy Karolak. Jak lubicie to ok; ja nie mam telewizora.

książek: 529
Iliana | 2017-04-19
Na półkach: Przeczytane, Ulubione
Przeczytana: 19 kwietnia 2017

Nie mniej, ale pewnie i więcej przymiotników można przypisać powieści Katarzyny Tubylewicz „Ostatnia powieść Marcela”. Tak zaskakująca, co wielokierunkowa, nie bez ironii, głębokich wywodów, emocjonalnych opisów, z wieloma obrazami, które potrafią na siebie się nakładać, przeplatać niejednoznacznością i gorzkim obrazem wyczerpanego oczekiwaniami czytelników pisarza, który grzęźnie w absurdzie swojego życia, jak w błocie. Niezwykle sugestywny, pozbawiony złudzeń, gwałtowny, choleryczny świat Marcela, głównego bohatera powieści, to po części jeden z obrazów współczesnego mężczyzny, wyrachowanego, traktującego kobiety przedmiotowo, dla którego kobieta jest tylko ozdobnikiem, fragmentem jego wybujałej wysokim ego, mniemaniem o sobie codzienności i wyobraźni, czy oficjalnego szczebla kariery.

Na pewno nie jest to powieść z gatunku łatwych i lekkich w odbiorze, przy której można wypić poranną kawę i zrelaksować się. To powieść z podgatunku psychologicznych, w którą należy się głęboko...

książek: 1
Joanna | 2016-03-25
Na półkach: Przeczytane

"Ostatnią powieść Marcela" przeczytałam w trzy dni. Dawno nie czytałam książki obyczajowej i ogromnie miło było mi zanurzyć się w takie właśnie (nie)zwykłe życie pełne (nie)zwykłych problemów i bohaterów.
Jestem pod ogromnym wrażeniem języka Autorki, który jest niezwykle plastyczny, mięsisty, barwny. Katarzyna Tubylewicz napisała szczerą, wciągającą powieść pełną realistycznych postaci, która dotyka takich tematów jak kryzys twórczy, poszukiwanie inspiracji, ciężkie i samotne przede wszystkim życie pisarza, poszukiwanie własnej tożsamości, samotność, dramat rodzin rozdartych przez emigrację.
Akcja powieści dzieje się w Warszawie i w Krakowie, co jest dużym atutem powieści, bo jest dzięki temu bardzo polska, bardzo namacalna i zrozumiała dla polskich czytelników nawet jeżeli poruszane w niej tematy nie są oczywiste i namacalne dla wszystkich.
Jej głównym bohaterem jest przeżywający kryzys twórczy autor poczytnych kryminałów, kobieciarz, który poznaje w pociągu Hannę, piękną...

książek: 387
twzaczytany | 2016-05-05
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: maj 2016

"Ostatnia powieść Marcela" to balsam na zbolałe serce po "Małym życiu". Książka miła i spokojna. Do czytania w każdej chwili. Najciekawsze jest to, że najbardziej charyzmatyczne w tej powieści są kobiety. To one skupiły na mnie swoją uwagę i nie główny bohater. Książka godna polecenia do niezobowiązującego czytania.

książek: 48
Marcin | 2016-04-26
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: marzec 2016

„… w końcu odkryłam, że kobiecość to kurestwo. Sztuka służalczości […] Być zakompleksioną – oto kobiecość. Wymazaną.”*
[ostrzeżenie higieniczne: w tekście będą jeszcze wulgaryzmy]

Najnowsza powieść Katarzyny Tubylewicz zrobiła mi kłopot i w pewnym sensie, jak u tytułowego bohatera, zablokowała pisanie na czas jakiś. Bo mógłbym się ograniczyć do prawd niepodważalnych o tej książce: świetnie wymyślona historia, niezwykle sprawnie złożona; trzyma w napięciu, czasami bawi, zmusza do myślenia, porusza emocje. Do tego podejmuje tematy w polskiej prozie niedotykane dotychczas (m.in. „eurosieroty”, ich dorastanie i wchodzenia w życie). Słowem świetna literatura obyczajowa, która w Polsce ma się źle, bo przecież polska proza jest nie o opowieści tylko o języku, względnie o umieraniu lub pomazanych rezystancjach egzystencji (sic!), kolejnych definicjach i rzyganiach Polską i polskością, a jak już obyczaj to zapada się w słodko-przaśnych opowieściach romantycznych; to oczywiście...

zobacz kolejne z 121 
Przeczytaj także

Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
Inne książki autora
więcej książek tego autora
zgłoś błąd zgłoś błąd