Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Virginia Woolf na zakupach

Virginia Woolf na zakupach
13 wartościowy tekst

To, że Virginia Woolf lubiła ładne ubrania, nie jest żadną tajemnicą. W swoim dzienniku napisała: Nie znoszę być źle ubrana, ale nie znoszę też kupowania ubrań. Jeśli myślicie podobnie, poznajcie porady zakupowe tej angielskiej pisarki, zanim wybierzecie się na wyprzedaże.

Ubrania – wydają się bezsensowną błahostką, ale zmieniają nasz ogląd świata i to, jak świat postrzega nas, napisała Virginia Woolf. Znana z tego, że założyła pomarańczowe, wełniane pończochy do pumpów, autorka „Fal” była znana jako kobieta obdarzona niezwykle indywidualnym poczuciem stylu. Była podatna na to, co nazywała „świadomością stroju”. Jednak mimo że lubiła ubrania i interesowała się modą, nie znosiła chodzić na zakupy. Aby je przetrwać, wypracowała sobie różne strategie. Oto kilka z nich – w wariacji adaptowanej na potrzeby świata istniejącego sto lat później.

1. Odwagi!

Gdy Madge Garland, szefowa działu mody w Vogue’u w latach 20., pierwszy raz spotkała Woolf, ta miała na głowie „odwrócony kosz na papiery”. Woolf nie raz szokowała swoimi modowymi wyborami. Wiedziała jednak, że na cokolwiek się zdecyduje, kluczowym jest, by nosić się z ogromną pewnością siebie. Lubiła też próbować nowe rzeczy. Na początku omijała nieznane sklepy z daleka, ale gdy nabrała doświadczenia jako zakupoholiczka, zaczęła do nich też zaglądać. Te sklepy to jak pałace z baśni, pisała entuzjastycznie w swoim dzienniku. Wniosek? Nie bój się eksperymentować.

2. Ciesz się poszukiwaniami

Chłoń to, co cię otacza. Niedocenianie doświadczenia w jego trakcie to najkrótsza droga do przegapienia wielu przyjemności. Jeśli przepychasz się z łokciami przez tłum, zatrzymaj się na moment, tak jak to zrobiła pani Dalloway na Bond Street i dostrzeż wszystko to, co dzieje się wokół ciebie – nawet najmniejszy detal może przykuć twoją uwagę i ucieszyć cię. Woolf napisała cały esej o tym, jak na ulicy szukała ciekawych, przyjemnych dla oka widoków. Parokrotnie podkreślała, że przechadzanie się po londyńskich ulicach to jedna z największych przyjemności miejskiego życia w zimie.

3. Zastanów się, zanim kupisz

To, jak jesteśmy ubrani, wpływa na to, jak jesteśmy odbierani przez innych – nikt nie wiedział o tym lepiej niż Woolf, gdy tworzyła postać Orlando. Należy unikać ubrań, które noszą nas, zamiast być noszone przez nas, mówi Orlando w powieści. Możemy wziąć miarę z naszych ramion czy piersi, by uszyć ubranie, ale to ono nada kształt naszym emocjom, umysłowi i sposobowi mówienia.

4. Jakość, nie ilość

To źle wygląda! Trzeba zacząć oszczędzać, wykrzykuje pani Dalloway. Virginia Woolf wiedziała, że nie można ubierać się tylko w suknie od projektantów, ale czasem lepiej długo oszczędzać, niż chodzić w byle czym. Skąd to wiemy? Z listu, jaki napisała do swojej siostry w 1926 roku, po tym, jak „Pani Dalloway” okazała się wydawniczym sukcesem. Będę mogła kupować sobie teraz co roku trzy nowe porządne suknie!, ekscytowała się.

5. Zachowaj otwarty umysł

Nie myśl za dużo. Próżny trud: spróbować spokojnie coś rozważyć na Oxford Street, pisała Woolf w w dzienniku w 1932 roku. Umysł staje się tam taśmą samoprzylepną, do której przyczepia się wszystko, co zobaczysz i usłyszysz. Co zatem czynić? Woolf radzi, by nie oczekiwać zbyt wiele i płynąć z prądem. Bo ostatecznie Oxford Street to niekończący się strumień piękna, co dzień świeży, co dzień nowy, bardzo tani i w zasięgu każdego, który zalewa cię każdego dnia co tydzień.


Pokaż wszystkie varia
Komentarze
Autor:  LubimyCzytać |  wypowiedzi: 4  [pokaż ostatnią] Odpowiedź
książek: 1433
LubimyCzytać
05-01-2017 16:17
Zapraszamy do dyskusji.
książek: 6137
allison
07-01-2017 11:08
Jakość nie ilość - zgadzam się w 100 % (nie tylko w kwestii ubrań:))
książek: 86
Varant
07-01-2017 12:49
Wypowiedź rozbijam na dwa kapity w pierwszym zastrzeżenie co do jednego z punktów, w drugim zaś parę słów o ubraniach z dawnych czasów i podejściu do nich.

Co do piątego punktu, fundamentalnie się z nim nie zgadzam, jedną z miar wartości i wielkości człowieka jest zdolność do bycia jak ten "głaz bodzący morze" do przeciwstawiania się duchowi dziejów, epoki czy środowiska to nie jest proste...
Wypowiedź rozbijam na dwa kapity w pierwszym zastrzeżenie co do jednego z punktów, w drugim zaś parę słów o ubraniach z dawnych czasów i podejściu do nich.

Co do piątego punktu, fundamentalnie się z nim nie zgadzam, jedną z miar wartości i wielkości człowieka jest zdolność do bycia jak ten "głaz bodzący morze" do przeciwstawiania się duchowi dziejów, epoki czy środowiska to nie jest proste zdanie i ta zdolność nie jest dana raz na zawsze. Podobnie jest z ubraniami, moda to jedno, a elegancja(dobry smak) to coś innego i radziłbym aby wszyscy kierowali się tym drugim czynnikiem, a nie zważali na to, że Y powiedziała, że jakiś tam sławny X uważa, że trzeba ubierać się tak lub tak; że na wystawach sklepowych króluje to lub to.

"Smart people" tj. nobilitowani i ludzie aspirujący do smart tj. burżuazja( w ujęciu marksistowskim) i wyższa klasa średnia nie chodzili po sklepach. Mężczyźni szyli garnitury u krawców, buty robili u szewców, kapelusze u kapeluszników a po galanterię szli do kuśnierzy czy kaletników. Z resztą podobnie było u pań miały swoje krawcowe, które szyły im suknie itp. Jedynymi rzeczami, które ludzie na poziomie mogli kupować w sklepach to części garderoby, których nie było widać najczęściej była to bielizna np. majtki, skarpety, pończochy, halki, koszule gorsetowe i zwykłe koszule (tak panowie, wg najlepszych zasad koszula to część bielizny więc nie powinno się jej nosić bez czegoś dodatkowego). To przedstawiciele klas średnich i proletariatu kupowali odzież konfekcyjną bo nie było ich stać na krawiectwo miarowe i/lub nie mieli na nie czasu. Oczywiście wraz z upadkiem starych czasów gdy arystokracja upadła, klasyczna burżuazja się spauperyzowała na rzecz międzynarodowej finansjery, a dzięki technice proletariat przemienił się w klasę średnią notabene proletaryzując ją (bo za zmianą statusu materialnego nie poszła zmiana statusu intelektualnego i kulturalnego) rozpowszechnił się trend aby ubrania kupować i to najlepiej od znanych, "topowych" projektantów, tak żeby wszyscy wiedzieli od kogo jest ten "ciuch". Jak mniemam wynika to z faktu, że przedstawiciele proletariatu i tych zwykłych klas średnich aby się wyróżnić i pokazać innym swój stan materialny musieli stawiać na takie powiedzmy ostentacyjne sposoby jak "szpanowanie" pieniędzmi(a trudno szpanować ubraniami uszytymi na miarę bo stanowią coś dość osobistego i raczej konkretny garnitur nie będzie przedmiotem pożądania milionów bo jest stworzony dla jednego człowieka, dodatkowo aby docenić bespoke trzeba posiadać elementarne obycie i wiedzę, a o to w klasach niższych trudno) i tak to się utrwaliło w XX wieku. Bogacze nie musieli epatować pieniędzmi, mieli bowiem ich dużo i zaznaczenie swego statusu społecznego odbywało się nieco subtelniej, a wystawne życie było czymś normalnym przynależnym ludziom na pewnym poziomie; jest to jedną z przyczyn dlaczego etykieta -twór klas zamożnych- zabrania rozmowy o pieniądzach przy stole lub w towarzystwie. Oczywiście bliżej mi do czasów już minionych pod względem estetyki wydają się bardziej eleganckie i godniejsze, ale cóż c'est la vie. Zachęcam zatem panów aby uszyli choć jeden garnitur u krawca, a panie aby u krawcowej uszyły bluzkę, spódniczkę, płaszcz. Może warto przywrócić choć część starych tradycji, które są wygodniejsze i praktyczniejsze niż dzisiejsze mody?
pokaż więcej
książek: 186
Krzysztof
07-01-2017 14:29
Ja stawiam na szafę pełną kolorów, na jakie kolory akurat się czuję, takie ubieram. Co inni myślą mnie nie interesuje : )
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie

Opinie czytelników


O książce:
Najdłuższa noc

Znacie nowy kostiumowy serial TVN-u Belle Epoque? Jeśli tak, to polecam Wam tę książkę na odtrutkę. Jeśli zaś zaliczacie się do tych szczęśliwców, których ominęła ta wątpliwej jakości przyjemność - tym lepiej. Najdłuższa noc to teoretycznie wydana równocześnie przez autorów scenariusza książkowa wer...

zgłoś błąd zgłoś błąd