Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
http://lubimyczytac.pl/aktualnosci/rozmowy/7649/lepiej-pisac-powiesci-czy-ogladac-mecze-wywiad-z-eduardem-mendoza

Lepiej pisać powieści czy oglądać mecze? Wywiad z Eduardem Mendozą

6 wartościowy tekst

M.in. o książkach i meczach, ale także o kilku innych poważnych sprawach z Eduardem Mendozą, w związku z premierą jego najnowszej powieści „Tajemnica zaginionej ślicznotki”, przez skype’a rozmawiał Tomasz Pindel.

Tomasz Pindel: Pierwsze pytanie będzie dość oczywiste, bo dotyczy Tajemnicy zaginionej ślicznotki, która właśnie ukazuje się po polsku. Prawdę mówiąc, nie miałem już specjalnej nadziei na ponowne spotkanie z szalonym detektywem. Jak to się stało, że piąta część ujrzała światło dzienne?

Eduardo Mendoza: Stało się tak, jak z wszystkimi innymi częściami serii: pisałem coś wymagającego dużo wysiłku, taką większą powieść, nie bardzo wiedziałem, jak prowadzić to dalej, i zaczynałem już popadać w rozpacz. Powiedziałem więc sobie „Na razie dość”, tyle że wtedy pojawiło się pytanie „no dobrze, ale co teraz?”. I wtedy postanowiłem wrócić do detektywa, bo to załatwia sprawę: piszę kolejną powieść z jego udziałem, wydawcy się cieszą, ja też się cieszę, przyjemnie mi się pracuje, zarabiam trochę pieniędzy i mogę wracać do wcześniejszego projektu. Tak się działo za każdym razem, kiedy pojawiał się detektyw.

Teraz pracuję nad długą, poważną powieścią, być może czymś w rodzaju literackiego testamentu.

Teraz pracuję nad długą, poważną powieścią, być może czymś w rodzaju literackiego testamentu, bo jestem już w wieku, kiedy zaczyna się myśleć, że czas zabrać się za pisanie takiego testamentu – może nawet dwóch albo trzech. W trakcie tej pracy [o rety, jakieś straszne motocykle mi tu jeżdżą!] dopadła mnie nagle blokada twórcza, no a kiedy zabieram się za pracę nad detektywem, natychmiast się odblokowuję. I tak powstała ta książka.

Do tego zupełnie się nie zastanawiałem nad tym, co się ma w niej wydarzyć. Przyszło mi do głowy, że ktoś może dać mu zlecenie, on myśli, że w sprawie morderstwa, a tymczasem chodzi o odnalezienie psa. Kilka dni później słuchałem koncertu Schuberta i kiedy tak pogrążyłem się w muzyce, wpadłem na pomysł, że akcja będzie toczyć się na w dwóch planach czasowych: we współczesności, ale większość stanowić będą wspomnienia z dawnych lat. To pociągnęło za sobą pomysł dwóch Barcelon: tej kryzysowej, biednej, beznadziejnej, sprzed igrzysk olimpijskich – ale z młodym detektywem; oraz Barcelony przytłoczonej własnym sukcesem, strasznej, czyli takiej, jaką mamy dziś, kiedy nie da się chodzić po ulicach, bo tyle tu jest turystów, że już się nie mieścimy w mieście i zaraz powpadamy do morza. I to jest koncept tej historii: dwie Barcelony w oczach jednego świadka.

Ja mam wrażenie, że to najbardziej nostalgiczna część cyklu: ta nutka zawsze w nim była, ale chyba nie aż tak mocna…

Tak, w tej części, tak jak i poprzedniej, dzieje się podobna rzecz: detektyw mówi niewiele, za to mówią inni i to oni narzucają nam swoją wizję, zaś detektyw ogranicza się do komentowania. I na końcu stwierdza: nie trzeba popadać w pesymizm, zawsze się wydaje, że dawne czasy były lepsze, ale przecież ta aktualna epoka po prostu nie jest już nasza. Ja sam znalazłem się w takiej sytuacji, ja i moi rówieśnicy: bardzo dużo się dzieje, zwłaszcza w polityce, i ci z nas, którzy kiedyś przeprowadzali proces transformacji w Hiszpanii, mówią dziś: „Ej, ale co wy wyprawiacie, wy młodzi nie macie pojęcia, ile nas kosztowało zbudowanie tego kraju, a wy sobie wywalacie demokrację za okno”. Ja się sprzeciwiam takiemu podejściu, trzeba dać im spokój, niech robią, co chcą, na dobre i na złe, bo to ich przyszłość i ich kraj, a my już zrobiliśmy swoje, i dobre, i złe, i już. Teraz czas na coś, co się nazywa emerytura, i ma ona zastosowanie także w polityce oraz w życiu intelektualnym. Powinniśmy się zająć spisywaniem naszych wspomnień, pisaniem bajek dla dzieci, dla naszych wnuków, ale nie czas na odgrywanie głównych ról, bo te należą się teraz młodym, tym, co mają po trzydzieści lat i robią rzeczy, których czasami nie rozumiem, a czasami uważam za błędne, ale to ich życie i ich przyszłość. I tak dzieje się w Barcelonie, w Katalonii, w Hiszpanii i w Europie.

Wiesz, że sporą część czasu spędzam w Londynie, nie bywam już tak dużo w Barcelonie, bo się tu nudzę, no a Londyn bardzo lubię, dobrze się tu czuję i patrzę na wszystko ze sporego dystansu – zarówno na to, co dzieje się w Hiszpanii, jak i na to, co w Wielkiej Brytanii. Byłem tu podczas głosowania w sprawie Brexitu i tych wszystkich rzeczy, i myślę sobie: „No cóż, świat nie przestaje się zmieniać i nie możemy wierzyć, że to, co my sądzimy, jest słuszne i świat ma na zawsze taki pozostać”. I ja nie wiem, czy to kwestia nostalgii, czy, kto wie, demencji starczej, bo z taką opcją też trzeba się liczyć, w każdym razie tak piszę i każdy może to sobie odczytywać, jak mu się podoba.

Wspomniał pan o ciekawych czasach. Polityka zawsze była obecna w Pańskich książkach, zwykle sportretowana dość bezlitośnie. Czy dzisiejsze zawirowania i zmiany to gotowy materiał na powieść?

Nie da się jeszcze napisać powieści o tym, co się dzieje, to będzie możliwe za kilka lat, teraz jest za wcześnie, bo dzieje się sporo, w różnych krajach i to różnych rzeczy, każdy kraj zmierza w swoją stronę.

Tak, wydaje mi się, że to jest bardzo stymulujące. Nie da się jeszcze napisać powieści o tym, co się dzieje, to będzie możliwe za kilka lat, teraz jest za wcześnie, bo dzieje się sporo, w różnych krajach i to różnych rzeczy, każdy kraj zmierza w swoją stronę. W jednych krajach budzi się skrajna prawica, w innych skrajna lewica, gdzieś negowana jest demokracja, gdzie indziej budzi się przemoc, nie wiemy, czy tkwimy w kryzysie, czy jesteśmy zrujnowani, czy może już wyszliśmy z tego kryzysu… Żyjemy w wielkiej niepewności. Wydaje mi się, że to bardzo stymulujące, bo musimy śledzić rozwój wypadków, ale z drugiej strony bardzo trudno zrobić z tego jakąś historię, tak że trzeba zaczekać. Jedyne, moim zdaniem, co teraz da się zrobić, i ja tego próbowałem, to taka błyskawiczna fotografia ulicy, bez zatrzymywania się i bez refleksji, bo kiedy zaczniesz myśleć, musisz dokonać pewnej analizy. I właśnie ujęcie humorystyczne pozawala mi mówić pewne rzeczy: skoro to nie jest na serio i nikt tego tak nie potraktuje, mogę pisać swobodnie, zastrzegając się cały czas, że tak właśnie mi się wydaje, ale nie trzeba traktować tego zbyt serio, to taka rozmowa w knajpie, popijamy piwo i tak sobie gadamy, ale to nie jest żadna analiza polityczna. I to tkwi u źródeł mojej najnowszej powieści – plus jeszcze ochota, żeby się dobrze bawić i opowiadać takie głupoty: to bardzo ważny element.

Wydawać by się mogło, że pisarze piszący rzeczy humorystyczne powinni być w dobrym humorze. Czy to prawda? Żeby pisać wesoło, trzeba być w wesołym nastroju?

Na pewno trzeba mieć poczucie humoru, bo bez tego nawet nie przyjdzie ci do głowy, żeby tak siąść i zabrać się za pisanie podobnych rzeczy. Nie musisz chichotać przez cały dzień, możesz nawet być smutnym i zmartwionym, ale musisz mieć w sobie mechanizm pozwalający ci spojrzeć na przydarzające ci się rzeczy z humorem. Na przykład kiedy coś nam się nie udaje, na przykład tak jak teraz, kiedy nie mogliśmy się połączyć przez skype’a. Są ludzie, który zaraz wpadną w irytację i będą dzwonić do skype’a z awanturą, a ja na to patrzę jako na kolejny problem z informatyką i telekomunikacją, które zawsze zawodzą: chcę obejrzeć coś w telewizji i zawsze wyskakuje mi coś innego, chcę sobie nagrać film, a okazuje się, że nagrałem mecz – cóż za absurdalne życie prowadzę! Pewnie, czasem się wkurzę, ale zawsze sobie myślę, że tyle jest smutnych rzeczy na świecie, tyle cierpień, tyle rzeczy, na które naprawdę nie da się patrzeć inaczej niż poważnie, więc takie codzienne drobiazgi trzeba przyjmować z dużą dozą humoru.

Rozmowy na własne uszy można będzie wysłuchać w RMF Classic.

Zachęcamy do przeczytania drugiej części wywiadu.

Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>

Powiązane treści:
Lepiej czytać kiepskie książki czy umówić się z dziewczyną? Druga część wywiadu z Eduardem Mendozą

A w nim m.in. o tym, że w Internecie nic nie ginie (i co np. nie zaginęło) oraz o tym, co warto przeczytać. Tomasz Pindel rozmawia z Eduardem Mendozą przez skype’a. Przedstawiamy drugą część wywiadu.



więcej

Pokaż wszystkie rozmowy
Komentarze
Autor:  Tomasz |  wypowiedzi: 3  [pokaż ostatnią] Odpowiedź
książek: 105
Tomasz
16-09-2016 13:34
Zapraszam do dyskusji.
książek: 93
Varant
17-09-2016 13:14
Wiem doskonale, że żyjemy w wieku wręcz przekarykaturyzowanej antropolatrii oraz w społeczeństwach ponad zdrowy rozum sprzyjających pajdokracji, ale niczym głaz bodzący morze będę stał twardo za Markiem Tuliuszem i Plutarchem. Starzy ludzie mają niezwykle doniosłą rolę do odegrania w każdym, powtarzam: w każdym, społeczeństwie. Starość to idealny wiek do uprawiania polityki i szerzej do... Wiem doskonale, że żyjemy w wieku wręcz przekarykaturyzowanej antropolatrii oraz w społeczeństwach ponad zdrowy rozum sprzyjających pajdokracji, ale niczym głaz bodzący morze będę stał twardo za Markiem Tuliuszem i Plutarchem. Starzy ludzie mają niezwykle doniosłą rolę do odegrania w każdym, powtarzam: w każdym, społeczeństwie. Starość to idealny wiek do uprawiania polityki i szerzej do zajmowania się sprawami państwa czy też społeczeństwa. Za starością idzie doświadczenie tak pożyteczne i potrzebne dla każdej dziedziny życia jak woda i słońce dla roślin. Społeczeństwa zsyłające starców w krainę nicości - stan drugiego niemowlęctwa, czy co gorsza do pieców, i jeszcze obłudnie nazywając to eutanazją (z greckiego dobrą śmiercią), są tak odrażające, że człowiekowi kulturalnemu nie wypada nazywać tego po imieniu. Takie odrażające społeczeństwa rychło zdechną w akompaniamencie rechotu historii. I choćby nawet ich biblioteki, internet, galeria i muzea obfitowały w najgenialniejsze dzieła ludzkiego rozumu to nie odwlecze się nieuniknionego - zagłady.

Jako, że obracam się w środowisku polityki, prawa i nauki to zdążyłem zaobserwować wyższość starszych sędziów (nie mówię o Polsce) nad młodszymi. Na salach sądowych czuć intelektualną i emocjonalną głębię seniorów, potrafią oni spojrzeć na daną sprawę z punktu widzenia całego swojego życia i wszystkich doświadczeń, co ułatwia wydanie sprawiedliwego wyroku, młodzi z kolei w bardziej zawiłych sprawach potrafią tylko ściśle trzymać się litery prawa dopuszczając się niekiedy sądowego bezprawia - co szczególnie widać w krajach gdzie sędzia ma dużo władzy i szerokie pole do interpretacji prawa jak np. we Francji czy krajach anglosaskich.

Co do polityki, świat w rękach trzydziestoletnich dzieci będzie tak niestabilny i chaotyczny jak dusze i umysły tych, którzy będą nim rządzić. Kim jest dwudziestolatek czy trzydziestolatek? Nikim! Oni nawet nie potrafią rozmawiać z kobietami, nie mówiąc o ich rozumieniu; a trzydziestoletnia kobieta toż to jeszcze pannica, która niewiele wie i niewiele widziała, idę o zakład, że gdyby głębiej pogrzebać w jej głowie to pod maską powierzchownej dojrzałości kryłoby się małe zabiedzone dziecko przerażone ogromem świata. Proszę spójrzcie państwo na Jarosława Kaczyńskiego tak sine ira et studio i posłuchajcie jego przemówień z mównicy Sejmowej czy wystąpień poza Sejmem na jakiejś uczelni czy klubie i posłuchajcie jego metapolitycznej narracji jego dywagacji o prawie, państwie i społeczeństwie (rozumiem, że można się nie zgadzać z jego pomysłami) i porównajcie to do wystąpień posłów młodych i tych w średnim wieku dysonans jest aż nadto widoczny. Proszę posłuchać np. prof. Śpiewaka czy Zybertowicza i porównać to do elukubracji wielu młodszych kolegów tychże.

Starzy są mniej wrażliwi na wdzięki i ciernie życia posmakowali kobiet czy mężczyzn, dostali wiele nauczek od życia nauczyli się co można a czego nie można. Po prostu częściej lepiej potrafią ocenić daną sytuację.

To starsi powinni trzymać pieczę na młodymi, wychowywać ich i przekazywać im mądrość świata.

Bystry czytelnik zacznie burzyć się i zarzucać mi, że generalizuję i tak dalej. Rozprawmy się z tym teraz. Oczywiście, że generalizuję jak można formułować sądy ogólne bez generalizowania? Nie uważam jednak, że świat powinien znaleźć się w żelaznym uścisku starości w końcu jak pisał Pope o człowieku: "Born but to die" tak starość jest ostatnią falą, wielkiej wody życia, która zaraz zniknie na jednym z białych klifów wieczności. uwielbienie tego ostatniego stadium byłoby nieroztropne. Nie każę przedto klękać przed starcami i z namaszczeniem spijać słowa z ich ust zdarza się bowiem tak, że czas potrafi zniszczyć człowieka czego przykładem w sferze intelektualnej może być Adam Michnik, kiedyś umysł mocno niepospolity, a dziś - używając jego języka - to tylko miałki frustrat czy chociażby Stefan Niesiołowski, o którym aż szkoda się szerzej rozpisywać (jeśli ktoś życzyłby sobie pluralizmu w mojej wypowiedzi i podania jakiejś reprezentacji prawej strony to pierwsze co mi na myśl przychodzi to może prof. Wolniewicz) - oczywiście nie chcę powiedzieć, że oni totalnie zgłupieli, ale widać w ich wypowiedziach nutkę szaleństwa czy zmęczenia życiem. Społeczeństwo musi żyć, a nie składać się do grobu więc ślepe oddanie starym było by gorsze niż zbrodnia to błąd.

Nie mniej jednak starzy nie powinni żeglować do Bizancjum ku spotkaniu ze sztucznością czyli wiecznością jak to pisał Yeats. Starzy nie mogą "to sing/ To lords and ladies of Byzantium/ Of what is past, or passing, or to come" a powinni żyć tu w wprowadzać młodych w arkana polityki, filozofii, nauki i życia w ogóle, powinni się kłócić z młodymi burzyć ich utopijne i zbyt idealistyczne pomysły, młodzi powinni inspirować starych do działania i przejmować od nich to co najcenniejsze. Burke pisał, że społeczeństwo to ciąg pokoleń, których już nie ma, tych które żyją obecnie i tych, które mają dopiero nadejść. Mordowanie starych czy to fizycznie czy społeczne doprowadza do zerwania więzi pomiędzy pokoleniami minionymi i tymi obecnymi co zresztą widać we współczesnym świecie, gdzie niewielu potrafiłoby zrozumieć swoich pradziadków czy prapradziadków i ich świat.
pokaż więcej
książek: 1736
Renax
18-09-2016 06:06
Bardzo ciekawy wywiad. Też mi się wydaje, że ważne jest, żeby z humorem patrzeć na drobiazgi w życiu, że to ułatwia nam codzienność.
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie

Opinie czytelników


O książce:
Blaszany bębenek

Choć pewnie wielu osobom, które zdołają przeczytać opus magnum Grassa, "Blaszany bębenek" będzie kojarzył się przede wszystkim z masywną, ni...

zgłoś błąd zgłoś błąd