Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
http://lubimyczytac.pl/aktualnosci/rozmowy/12623/ballada-to-stan-ducha-rozmowa-z-marta-podgornik

Ballada to stan ducha. Rozmowa z Martą Podgórnik

3 wartościowy tekst

Liryka nie jest striptizem. Poeci nie uprawiają wierszowania. Poezja nie służy ocieraniu łez. A nazywanie wiersza wolnym to zwykłe niechlujstwo... To miała być niewinna rozmowa o balladach z tegoroczną laureatką Nagrody Poetyckiej im. Wisławy Szymborskiej – a o mało nie doszło do morderstwa.

[Opis wydawcy] 22 piosenki i wiersze oraz jedna proza – wszystkiego akurat tyle, by powstał elektryzujący „album” muzyczno-poetycki autorki, która od dłuższego czasu rozwijała w swej twórczości balladowy żywioł. Frazy tomu osaczają czytelnika melodyjnym rytmem i kojącymi aluzjami, by znienacka wykonać idealne mordercze pchnięcie. Znajdziemy tutaj miłość, zdradę, używki i dancingi, słodkie upojenia i gorzkie doświadczenia, a przede wszystkim śmierć, różne jej fortele i zapowiedzi. Można tej płyty słuchać w kółko – poezja Podgórnik jest nie do zdarcia!

Grzegorz Przepiórka*: Marto, gdzie wakacjowałaś w tym roku? Od czego musi odpocząć poeta? A może inaczej… od czego się uwolnić, bo vacatio to dosłownie uwolnienie? Czy to jest również urlop od pisania wierszy?

Marta Podgórnik: Jak każdy, pisarz potrzebuje czasem urlopu od rzeczywistości. W moim przypadku w zupełności wystarcza sobotnia prywatka raz na jakiś czas, w towarzystwie przyjaciół, dżin z tonikiem, szum starych płyt, taniec, śmiech, flirt. Innymi słowy, raczej wolność do niż wolność od.

A tak poważnie mówiąc, nie muszę się od niczego uwalniać. Mam bardzo dobre, szczęśliwe i spokojne życie. Pisanie z kolei (jak każdy tzw. wolny zawód) jest takim rodzajem pracy, który nie generuje urlopów, chorobowego, rent czy emerytur. Dwadzieścia cztery na siedem. To trudna, często niewdzięczna praca, bez materialnych udogodnień i bez szczególnego splendoru. Jednak gdy decydujesz się podążyć za swoim powołaniem, niedogodności nie mają znaczenia, ba, mogą nawet stanowić masochistyczny walor. Zawodowe pisanie to po prostu zawodowa praca, jak każda inna. Hobbystycznie z kolei, czyli „po godzinach”, bardzo lubię gotować, pływać i tańczyć.

A czy lektura wierszy może być vacatio? Dlaczego warto czytać poezję?

Pytanie z gatunku nieodpowiadalnych. Dla jednych lektura to wakacyjna rozrywka, przejaw pozytywnego snobizmu, emanacja intelektualnych potrzeb… dla drugich – życiowa potrzeba. W moim przypadku to także praca. A jeszcze inni nie czytają wcale. Nie można do tego nakłonić, zmusić, nauczyć, ale i nie można zniechęcić. Kto ma gen czytania, będzie czytał, nie zastanawiając się, czy warto. Sportowca byś zapytał, czy warto uprawiać sport, albo kucharza, czy warto gotować?

Z premedytacją zaczynam od podstaw, bo przecież oboje wiemy, że o poezji powszechnie niewiele się wie, jeśli nie powiedzieć wprost, że traktuje się ją lekceważąco, jako coś nie do końca poważnego, niepraktycznego, poza tym niezrozumiałego, wymagającego zbyt wiele czasu w dzisiejszym pędzącym świecie. Tymczasem ostatnio powiedziałaś: „Poezja rzeczywiście zmienia świat – pozostańmy w tej głębokiej nadziei”. Niby jak zmienia czy też mogłaby zmieniać? Nie przeginasz? Jak przekonałabyś tych, którzy z ironicznym uśmieszkiem machają ręką na „wierszyki”?

Przekonałabym ich, pokazując czek na sto tysięcy złotych, towarzyszący statuetce Nagrody im. Wisławy Szymborskiej, i dodając, że tę nagrodę od siedmiu lat poetki i poeci otrzymują dzięki temu, że Wisława Szymborska otrzymała w 1996 roku Literacką Nagrodę Nobla. W tym samym roku, będąc nastolatką, debiutowałam książką „Próby negocjacji” jako laureatka Konkursu im. Jacka Bierezina, organizowanego przez łódzki oddział Stowarzyszenia Pisarzy Polskich, którego Szymborska była współzałożycielką.

Ale choć czek jest spory, a statuetka piękna, to tylko pieniądze i tylko statuetka. Kiedy odbierałam swoje laury z rąk wspaniałych kapituł złożonych z wybitnych znawców i popularyzatorów literatury współczesnej, na widowni i przed telewizorami byli moi bliscy, rodzina i przyjaciele, którzy stanowią najwspanialszą nagrodę, jaką można dostać w doczesnym życiu. To z nimi oblewałam sukcesy i przepłakiwałam porażki. Odkąd pamiętam, definiowałam siebie jako pisarkę, wiedziałam, że tak po prostu będzie. Wymarzyłam sobie, napisałam takie życie, które się spełnia. Ale nie mam pewności, czy tak by się stało, gdyby nie ogrom wsparcia i inspiracji, kiedy trzeba było podejmować niełatwe życiowe decyzje. Na własnym przykładzie i na własne oczy widziałam, jak poezja zmienia świat; jeśli chociaż dla kilku osób stał się bogatszy, a może po prostu bardziej do przyjęcia, łatwiejszy do zniesienia, a nawet polubienia – to już wystarczy, aż nadto.

Załóżmy, że obronimy sam sens wierszowania. Nadal jednak pozostaje zarzut, że poezja jest często trudna do zrozumienia, choć to jej prawo taką być. Dla mnie zetknięcie się z twórczością nieznanego wcześniej poety to jak nauka języka obcego. Jak się do poezji nie zrazić – i nie rzucić tomikiem o ścianę po przeczytaniu pierwszego wiersza – a ośmielić? Jak czytać poezję? A może nie sposób się tego nauczyć?

Ależ nie ma przymusu czytania poezji. Ktoś nie lubi, zraził się, nie kręci go – w porządku. Czy jest przymus kibicowania drużynom piłki nożnej? Albo piłki wodnej? Czy jest przymus pieczenia ciast? Wreszcie, czy istnieje przymus nauki języków obcych? Ja nie kumam fizyki teoretycznej i nigdy nie pojęłam do końca zasad koszykówki, ale czy to znaczy, że fizyka teoretyczna i koszykówka są trudne do zrozumienia? Dopóki dziennikarze termin „pisarstwo” zastępują terminem (sic!) „wierszowanie”, dopóty będą pokutować zbolałe stereotypy o życiowych nieudacznikach składających niedorzeczne rymy. Zapewniam cię, jesteśmy zwykłymi ludźmi, uczciwie wykonującymi swoją pracę. Różnica tylko taka, że dla niektórych praca jest jednocześnie miłością; miłość zaś nie oczekuje wzajemności. Praca w języku przynosi wymierne korzyści społeczne i cywilizacyjne, ale darujmy sobie wykład o pożyteczności sztuki, nie miejsce to i czas na truizmy. Ja uprawiam ją i konsumuję czysto egoistycznie, po prostu daje mi to radość.

Fromm nauczał, że są dwa rodzaje wolności: „od” i „ku”. Ty wolność twórczą realizujesz nie jako ucieczkę od formy, ale zmierzanie ku formie. Dostarczasz wierszy formalnie wymagających m.in. ballad, sonetów. Nie chcę bynajmniej umniejszać wierszowi wolnemu, to też jest rodzaj formy. Czego wyrazem jest ta dbałość o formę?

To, co ty nazywasz – w potocznym, niestety ze szkoły wywiedzionym znaczeniu – „wierszem wolnym”, z mojego pisarskiego i redaktorskiego punktu widzenia jest zwykłym niechlujstwem. Bo wiersze, parafrazując klasyka, „zawsze są wolne”. Zapis formalny niewiele tu ma do rzeczy, a gatunkowe szeregowanie jest bardzo pozorne. Nazwij mnie konserwatystką, wezmę to za komplement; rzeczywistość przedstawiona ciąży ku porządkowi, którego chaos jest aż i tylko elementem. Przekroczenie formy jest przekroczeniem pozornym. Prawdziwe przekroczenia odbywają się w językowym kontredansie formy i treści. Lub – bądźmy nieco patetyczni – w metatekście.

Tytuł zbioru, za który otrzymałaś Nagrodę Poetycką im. Wisławy Szymborskiej, to „Mordercze ballady”. Dlaczego ballady? Dlaczego akurat w tym gatunku postanowiłaś wybrzmieć? A może jest zupełnie inaczej, to nie poeta wybiera gatunek, ale gatunek wybiera poetę?

Ballada, jak sonet, psalm czy pieśń, jest funkcją przekazu zmienną i umowną. Bardziej stanem ducha niż formalną ramą. Więc powiedzmy, że mój stan ducha jest sonetyczny, balladowy, sestynowy itd. Posiadam w mym skromnym warsztaciku różnorakie narzędzia wyrazu, więc używam ich naprzemiennie, zależnie od chwilowych potrzeb. Jeśli napiszę poczytny kryminał albo harlequina, to i tak wciąż będę ja. To autorki słuchacie, nie jej ballad.

Drugi wiersz w „Morderczych balladach”, pt. „Mój wiersz”, zaczyna się tak: „Na nazwisko mam Podgórnik, nazywają mnie Marteczką”. Gdzie przebiega granica prywatności w poezji? Na ile to, co w wierszu zawarte, oddziela się od poety? Migotliwe to bardzo, bo nie wiadomo, czy mamy do czynienia z Martą Podgórnik, porte-parole Marty Podgórnik, a może jakąś jeszcze inną wyobrażoną/przeobrażoną Martą Podgórnik. Z innymi rodzajami literackimi nie ma tylu niejasności. W reportażu mamy do czynienia z prawdą (cokolwiek by to znaczyło), w powieści z fikcją (bywa, że prawdopodobną). A w poezji?

Ponieważ twoje pytanie jest delikatnie denerwujące, odpowiem bardzo krótko i bardzo na temat: w żadnym gatunku literackim nie ma tak wysokiego stężenia „prawdy”, jakkolwiek by ją pojmować i definiować, co w poezji. Liryka nie jest striptizem, bo ma gdzieś publiczność. Nie jest obliczona na efekt. I zawsze jest konfesyjna. To najintymniejsza formuła wypowiedzi. W wierszu stajesz sam przed sobą, tu udawanie się kończy. To jak, powiedzmy, miłość. Wszystko jest nagie i jasne.

„Miłość – i to jest może największe zwycięstwo poezji ciągle obecnej – chce być mimo wszystko na pierwszym miejscu i w poezji, i w życiu, i w różnych odsłonach – w całym możliwym skomplikowaniu i w prostocie” – powiedziała w laudacji Dorota Walczak-Delanois, przewodnicząca kapituły Nagrody im. Wisławy Szymborskiej. Faktycznie miłość jest najbardziej jaskrawym tematem w twojej książce, raz po raz następuje poprzez nią zaczarowanie i odczarowanie świata. W ostatecznym rozrachunku przeważa to drugie: „Do widzenia domku złud!” – piszesz w wierszu „Karnawał”. Czy „Mordercze ballady” nie są epitafium po śmierci miłości?

Nie są. Bo tu nie ma ostatecznego rozrachunku – zarówno miłość, jak i śmierć są konstruktami umowności. Owe, jak je nazwałeś, „zaczarowania” i „odczarowania” składają się na niedającą się ułożyć kostkę Rubika. Ot, życie. Szereg małych śmierci.

A na poziomie tekstu? Zależy, co kto uważa za „śmierć” (miłości) czy też śmierć w ogóle. Na płycie „Murder Ballads” Nicka Cave’a znajdziemy też cover Dylanowskiej ballady „The Death Is Not The End”. Odsyłam wątpiących do tej uroczej aranżacji. Miłość zawsze pokonuje śmierć, i jest na nią skazana, tak już jest ten świat zbudowany.

Co właściwie pozostaje po odłożeniu twojej książki? Ja dostrzegam pomiłosne pobojowisko i z góry przegrany wyścig ze śmiercią – „I wiem, że piszę sonet, że śmierć mnie dogoni”. Odczarowanie i nic w zamian. Tylko czy taki realizm jest do wytrzymania? A może pozostaje poezja na otarcie łez?

Ty odebrałeś tę poezję na swoich zasadach, szanuję to i nie bardzo wiem, jak ci odpowiedzieć. Wydaje mi się, że w dobrze napisanej książce poetyckiej dostrzegamy to, co już od dawna dostrzegaliśmy, lecz dla każdego będzie to czymś innym. Ilu czytelników, tyle odczytań. Więc „pomiłosne pobojowisko”, „z góry przegrany wyścig ze śmiercią” itd. to już raczej twoja narracja, nie moja. Nie wiem, czy „realizm jest do wytrzymania”, ja jakoś wytrzymuję. A poezja nie służy ocieraniu łez – temu służy chusteczka.

Wrócę jeszcze na chwilę do formy. Rymować i nie otrzeć się o banał to jest jednak sztuka, i to dość ryzykowna. Podobnie korzystać z dawnych form i nie otrzeć się o tanią repetycję. Masz na to jakąś metodę? Jak działa twój system ostrzegawczy? A może raczej korzystasz z zewnętrznego audytu osób, którym podsuwasz wiersze do lektury? Krótko mówiąc, skąd wiadomo, że wiersz jest dobry?

Bezbronna wobec tak postawionego pytania, zacytuję klasyka: „Piszę co myślę i co czuję/ nawet, jeżeli się rymuje”. Nie mam systemu ostrzegawczego, mam słuch, wiedzę, potrzebne narzędzia i doświadczenie oraz wolę i ochotę. Pracowitość. Tyle wystarczy. Nie pokazuję nikomu wierszy przed ukończeniem książki, bardzo rzadko publikuję „zajawki” w prasie literackiej. Dlaczego ktoś miałby za mnie odwalać moją robotę? W końcu to ja biorę odpowiedzialność za to, co piszę i publikuję. A co do „skąd wiadomo, że wiersz jest dobry?”. To jak w tej klasycznej, acz prawdziwej, zaręczam, przypowieści, kiedy to dziewczyna pyta matkę czy babcię – skąd będzie wiedziała, że to prawdziwa miłość? Odpowiedź brzmi: po prostu będziesz wiedzieć. Tak samo jest z wierszem.

„Podziękować jurorom, jakby na tym lub na tamtym świecie coś zależało od nich”. To fragment z „Laudacji na Wybrzeżu” z tomu „Zawsze”. Jakie znaczenie ma dla ciebie Nagroda im. Wisławy Szymborskiej?

Ma bardzo duże znaczenie. Z wielu względów, wzniosłych, jak i przyziemnych. Ze względu na osobę patronki. Ze względu na to, że statuetkę odbierałam z rąk Kapituły składającej się z wybitnych znawców i propagatorów poezji. Ze względu na to, że przede mną uhonorowani zostali autorzy, których bardzo cenię i uważam za godną reprezentację współczesnej liryki polskiej. Także dlatego, że każdy z nas, jakkolwiek niechętnie się do tego przyznaje, potrzebuje potwierdzeń. Zawodowo uprawiając literaturę wysoką, nie otrzymuje się ich zbyt wiele. Każda recenzja, sprzedany egzemplarz, zaproszenie czy nominacja do nagród mają znaczenie. Chociaż gdyby ich nie było, i tak robilibyśmy swoje. Język jest bezwzględnym nałogiem. Na bezludnej wyspie, mając absolutną pewność, że nikt nigdy nie przeczyta, pisałabym patykiem po piasku.

Co cię łączy, a co dzieli z Szymborską w kontekście poezji? Masz ulubiony wiersz z jej repertuaru? Którzy poeci są ci szczególnie bliscy? I jeszcze jedno: czyją twórczość młodego pokolenia byś polecała? Wiadomo bowiem, że Słowacki wielkim poetą był, ale z rozpoznawaniem współczesnych autorów, nie mówiąc o debiutantach, bywa już dużo gorzej.

Nie mnie oceniać ewentualne związki – czy raczej zapośredniczenia – mojej poezji z poezją noblistki. Mam wiele ulubionych jej wierszy. Ale, nawiązując do dalszej części twojego pytania: bardzo wiele autorek i wielu autorów jest mi bliskich, na różnych poziomach owej bliskości. Bo ci, z którymi czuję pokrewieństwo formalne, językowe, poglądowe, to niekoniecznie ci, których najbardziej lubię czytać. Ale staram się czytać wszystko, co wpadnie mi w ręce, nie tylko poezję, rzecz jasna, i nie tylko literaturę wysoką. Gdybyś spytał, jak wygląda mój dzień, odpowiedziałabym, że głównie czytam, czasami piszę, reszta to przerywniki świadczenia usług na rzecz świata przedstawionego.

Ciekawi mnie jeszcze, co robi poeta, gdy nie pisze wierszy i nie wakacjuje. Jak uprawia prozę życia, z czego żyje? Zdaję sobie sprawę, że to pytanie niezbyt w punkt, bo nagroda miała też swoją przyjemną finansową stronę. Ale chcę trochę utrzeć nosa tym, którzy poezję mają za najbardziej niepraktyczne zajęcie na świecie – niech wskażą kogoś, kto potrafi zainkasować „bańkę” w jeden wieczór.

To przede wszystkim pytanie osobiste, a na takie z zasady nie odpowiadam w ramach rozmowy o literaturze. Moje łóżko, stół i portfel są moje. Odpowiem ci zatem bardzo ogólnie. Większość koleżanek i kolegów po fachu ma lub stara się mieć prace związane mniej lub bardziej z literaturą czy kulturą. Wykładają na uczelniach, uczą w szkołach, pracują w redakcjach, wydawnictwach, instytucjach kultury, galeriach, bibliotekach. Jako freelancerzy tłumaczą, redagują, recenzują, piszą do czasopism. To zresztą chyba normalne, że pracuje się zgodnie ze swoimi umiejętnościami i predyspozycjami. Nagrody pieniężne czy stypendia, owszem, zdarzają się. Ale nie każdemu i nie co roku. Najbardziej lukratywne nagrody poetyckie można dostać tylko raz. I zaręczam ci, nikt z nich nie żyje i nikt nie oblicza budżetu w oczekiwaniu na nominację. Nie sztuka zainkasować sto tysięcy w jeden wieczór, sztuka co miesiąc mieć średnią krajową. Pisarz żyje jak każdy inny, pracuje, zarabia – raczej mniej niż więcej, choć to zawsze jest relatywne, zależy od potrzeb – mieszka, robi zakupy, zmywa naczynia, żeni się, rozwodzi, jeździ na wakacje. Mit poety przeklętego, rozbijającego się po knajpach i romansującego ze wszystkim, co się rusza, nas, pisarzy, po prostu śmieszy.

Niedawno, podczas Festiwalu Miłosza, byłaś gwiazdą wieczoru. Niebawem znów czeka cię podobna przyjemność, bo 14 września w ramach festiwalu Stacja Literatura 24 planowany jest twój benefis. Zapraszasz? I czego można się poza tym spodziewać podczas najbliższej edycji festiwalu?

Z festiwalami Biura Literackiego, jak i z wydawnictwem Biuro Literackie, związana jestem niemal od początku, ponad dwadzieścia lat. Więc jakże mogłabym nie zapraszać? Nawet sceptyczni wobec przedsięwzięć Artura Burszty muszą przyznać, że realizowany niezmiennie od tylu lat, początkowo w Legnicy, potem we Wrocławiu, a obecnie w Stroniu Śląskim festiwal jest jednym z najważniejszych w Polsce. Czego się spodziewać? Niespodziewanego. Premier książek uznanych autorów – na kilka sama czekam z niecierpliwością – spotkań panelowych, prezentacji młodszych, w każdym razie ode mnie, autorek i autorów, gości z zagranicy, a do tego dużo muzyki i dużo zabawy w pięknych okolicznościach przyrody. Przede wszystkim to możliwość poobcowania z ludźmi podobnymi do siebie. Atmosfera w Stroniu będzie jak na literackim Woodstocku.

*Grzegorz Przepiórka – ukończył filologię polską (edytorstwo), kulturoznawstwo (Instytut Badań Literackich) oraz Polską Szkołę Reportażu. Pasjami czyta, podróżuje i przeprowadza wywiady. Autor artykułów – na temat książek, filmów, miejsc – oraz nielicznych wierszy. Zastępca redaktora naczelnego w periodyku architektoniczno-budowlanym.

W ramach tegorocznej edycji festiwalu Stacja Literatura 24 Marta Podgórnik będzie mieć spotkanie jubileuszowe – w sobotę, 13 września o godz. 18:00. Więcej szczegółów tutaj.

 

Stan spoczynku

Śnisz mi się, życie po hydroksyzynie
Na czarnych kartkach białym atramentem
Nudnawo-wartkie, powleczone pleśnią
Rodem z ogrodów nietrafnych powtórzeń

Nurzam się we śnie, daję nura w pościel
Króliczą norę zarośniętą plączem
I tylko jestem tym, co mam na koncie
I tylko lekcją, której nie wyciągnę

Śnisz się powoli, a jesteś naprawdę
W żołnierskich słowach kardiologa, w kadrach
Łapanych nagle nad pieśnią przyszłości

Zanurzam palce i zanurzam włosy
I biorę w usta wielki haust na zapas
I idę w ciebie, jak gdybym szła w gości

 

Karnawał

Szepnij: żegnaj, mój kochanku
Czas miłosną zewrzeć pieśń
Armatura o poranku
Tyle kantów trzeba znieść

Nasz karnawał dobiegł końca
Dogorywa poszum fal
Woda jest jak krew stygnąca
I niczego już nie żal

O poranku gasną światła
Przed śniadaniem pada wzwód
Szybki paw i złota ćwiartka
Ot, i całe rendez-vous

Kiedyś stały tu imperia
Szersze niż zagony map
Lecz ktoś w czułość wpuścił czerwia
Który tylko jadł i jadł

Szepnij: wszystko będzie dobrze
Ptasie trele zdławią strach
Jak cudownie żyć samotnie
Pleśń zahacza już o dach

Pierwszy taniec skrzypią płyty
Chodnikowe, klaszcze bruk
Do widzenia jak nikt z nikim
Do widzenia, domku złud!

 

[Kochali Cię profesorowie]

Kochali Cię profesorowie i gwiazdorzy rocka,
Lecz Ty, ciemnooka, nie umiałaś kochać.
Aż do dnia, kiedy przepełniły Cię smutek i wdzięczność.
Wdzięczność, że czujesz smutek. Smutek, że tak późno.

Kochali Cię książęta w drogich samochodach,
I tacy, którym hojnie żyrowałaś kredyt.
Kochał Cię pewien lekarz, kardiolog, przystojniak.
Tak mocno, że w ogóle nie chciał Cię wyleczyć.

Tyle radości na nic, tyle kartek w piecu.
Kochali taryfiarze, barmani i księża.
Kochali Cię źli chłopcy i mężczyźni z klasą,

Lecz Ty, złamanoserca, nie umiałaś kochać.
Bo kochałaś jedynie nie swojego męża.
Bo wybierałaś rzeki, mając wszystkie morza.

Za możliwość publikacji wierszy dziękujemy wydawnictwu Biuro Literackie.


Pokaż wszystkie rozmowy
Komentarze
Autor:  Grzegorz |  wypowiedzi: 10  [pokaż ostatnią] Odpowiedź
książek: 206
Grzegorz
02-09-2019 10:12
Droga Pani,

zgadza się, oryginalnie było, tak jak Pani twierdzi. Jednakże w tworzeniu leadu redaktorom przysługuje coś takiego, co się nazywa licentia poetica. Zgodzi się Pani ze mną? Ponadto, jak sama Pani wspomniała, to wyłącznie wstęp, do którego rozwinięcie czytelnik może znaleźć w dalszej części.

Co do wierszy, mógłbym się z Panią nawet zgodzić, bo myślę podobnie. Nie mi/nam jednak...
Droga Pani,

zgadza się, oryginalnie było, tak jak Pani twierdzi. Jednakże w tworzeniu leadu redaktorom przysługuje coś takiego, co się nazywa licentia poetica. Zgodzi się Pani ze mną? Ponadto, jak sama Pani wspomniała, to wyłącznie wstęp, do którego rozwinięcie czytelnik może znaleźć w dalszej części.

Co do wierszy, mógłbym się z Panią nawet zgodzić, bo myślę podobnie. Nie mi/nam jednak wyrokować, po co poeta publikuje, skoro gdzieś ma publiczność. Jeśli taki ma kaprys, to ten kaprys może być jednocześnie jego prawem. Co więcej, jeśli mimo to znajduje publiczność, a jego twórczość jest doceniana, to kto ma rację?

I może jeszcze jedno pytanie: wolałaby Pani czytać dobre wiersze poety, który gdzieś ma publiczność, czy słabe tych, którzy by pisali na Pani zamówienie? Tak się składa, że mnogość poetów cechuje gen narcyzmu i tego nie zmienimy. Być może bez tego genu nie byłoby w ogóle poezji.

PS Nie przesadzałbym też z tym brakiem profesjonalizmu, wytykając takie drobiazgi.


Z serdecznym pozdrowieniem
GP
pokaż więcej
książek: 0
Dorota
02-09-2019 22:50
Po pierwsze - pisze Pan dla Polaków, bo jest to portal polski. Nie tworzy Pan zatem leadu, a tworzy Pan wątek, temat. Proszę więc zejść z tego tonu - ciut za wysokiego. Po drugie - ja wiem, co to jest licentia poetica, i w tym wypadku ten termin nia ma zastosowania. A umieszczenie wstępu, z którego - nawiasem mówiąc wynika bardzo wyraźnie, że ktoś tam ma publiczność gdzieś... Proszę Pana...... Po pierwsze - pisze Pan dla Polaków, bo jest to portal polski. Nie tworzy Pan zatem leadu, a tworzy Pan wątek, temat. Proszę więc zejść z tego tonu - ciut za wysokiego. Po drugie - ja wiem, co to jest licentia poetica, i w tym wypadku ten termin nia ma zastosowania. A umieszczenie wstępu, z którego - nawiasem mówiąc wynika bardzo wyraźnie, że ktoś tam ma publiczność gdzieś... Proszę Pana... CZYTA SIĘ PRZED OPUBLIKOWANIEM!!! A tak dla informacji załączam tu link do Słownika Języka Polskiego z definicją terminu "licentia poetica": https://sjp.pwn.pl/sjp/licentia_poetica;2566010.

Pozdrawiam
pokaż więcej
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 206
Grzegorz
03-09-2019 16:01
Pozwoli Pani, że słowniki zostawię tłumaczom, tudzież tłumaczkom. Język polski zaś uwielbiam, ale są granice puryzmu, które w swobodnym komentowaniu można co nieco przesunąć. Nie wiem, czy spotka się Pani z terminami wątek i temat w tym kontekście. Lead, bądź lid, jak Pani woli, jest dominującym obecnie terminem. Próbowano go spolszczyć swego czasu, np. używając wdzięcznego określenia... Pozwoli Pani, że słowniki zostawię tłumaczom, tudzież tłumaczkom. Język polski zaś uwielbiam, ale są granice puryzmu, które w swobodnym komentowaniu można co nieco przesunąć. Nie wiem, czy spotka się Pani z terminami wątek i temat w tym kontekście. Lead, bądź lid, jak Pani woli, jest dominującym obecnie terminem. Próbowano go spolszczyć swego czasu, np. używając wdzięcznego określenia "główka", ale nic z tego nie wyszło. Nie ma więc co się pieklić, bo język rządzi się swoimi prawami, czy nam się to podoba, czy nie.
pokaż więcej
książek: 0
Dorota
03-09-2019 19:00
Panie Grzegorzu.

Słowników nie zostawię tłumaczom, albowiem powinny z nich korzystać również, a nie wykluczone, że przede wszystkim - osoby parające się piórem. Słowo "Lead" nie jest wyrażeniem dominującym w j. polskim (nawiasem mówiąc - jeżeli już - to raczej często używanym lub popularnym. Jest różnica między wyrażeniem "popularny" a "dominujący"). Co do wysiłków spolszczenia słowa...
Panie Grzegorzu.

Słowników nie zostawię tłumaczom, albowiem powinny z nich korzystać również, a nie wykluczone, że przede wszystkim - osoby parające się piórem. Słowo "Lead" nie jest wyrażeniem dominującym w j. polskim (nawiasem mówiąc - jeżeli już - to raczej często używanym lub popularnym. Jest różnica między wyrażeniem "popularny" a "dominujący"). Co do wysiłków spolszczenia słowa "lead" w tym kontekście na "główka" - no cóż... pozostaje „pogratulować” pomysłowości. Niby zaprasza Pan do dyskusji, a nie przyjmuje Pan argumentów innych, niż swoje własne. Co do tłumaczy czy tłumaczek... no cóż. Dla Pana informacji powiem, że zarówno kobieta jak mężczyzna wykonują zawód tłumaCZA, nauczycieLA, lekaRZA. Nie wiem, czego Pan tu chciał dowieść. Co do natomiast Pana stwierdzenia, że nie ma co "się pieklić" - ja się nie pieklę, tylko dowodzę swoich racji, do czego mam prawo. Wprawdzie z jakichś Panu wiadomych powodów Pan woli słowniki zostawić tłumaCZOM - ja pozwalam sobie ponownie przytoczyć definicję ze Słownika Języka Polskiego: "Pieklić się - pot. bardzo się złościć, awanturować". Ja ani się nie złoszczę, ani się nie awanturuję, tylko - zachęcona Pana słowami - dyskutuję. Robię to grzecznie, w przeciwieństwie do Pana, który używając w odniesieniu do mnie zwrotu "pieklić się" dowodzi, że ma Pan problemy z właściwym doborem słów. Pozdrawiam, i bez odbioru.
pokaż więcej
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 0
Dorota
03-09-2019 20:25
Przeczytałam wiersze tej pani. No cóż, Szymborską nie jest, nie jest też Jasnorzewską-Pawlikowską.
książek: 206
Grzegorz
05-09-2019 14:08
Pani Doroto,

ja się cieszę, że dyskutujemy. Piszę to szczerze i bez cienia ironii. Przyjmuję też Pani argumenty, ale nie muszę się z nimi zgadzać, podobnie jak Pani nie musi zgadzać się z moimi.

Co do poezji, zgadza się - Marta Podgórnik nie jest Szymborską i Pawlikowską-Jasnorzewską. Jest Martą Podgórnik.
książek: 1438
MayKasahara
11-09-2019 02:17
Nie widziałam tekstu przed zmianą, ale moim zdaniem oburzenie Pani Doroty jest w tym kontekście kompletnie bezsensowne. Jeżeli kogoś interesuje twórczość pod publiczkę, to niech włączy sobie disco polo albo film Patryka Vegi, który mówi wprost, że zamawia badania, by sprawdzić "co się sprzeda". Dobra poezja (a także każdego rodzaju sztuka wysoka) tak nie funkcjonuje - ona polega przede... Nie widziałam tekstu przed zmianą, ale moim zdaniem oburzenie Pani Doroty jest w tym kontekście kompletnie bezsensowne. Jeżeli kogoś interesuje twórczość pod publiczkę, to niech włączy sobie disco polo albo film Patryka Vegi, który mówi wprost, że zamawia badania, by sprawdzić "co się sprzeda". Dobra poezja (a także każdego rodzaju sztuka wysoka) tak nie funkcjonuje - ona polega przede wszystkim na bardzo konkretnej pracy warsztatowej, pracy w języku, a nie schlebianiu gustom Jasia i Małgosi. I to, jak sądzę, chciała przekazać pani Marta. To oczywiście nie znaczy, że poeta powinien okazywać brak szacunku czytelnikom - nikt nie powinien - ale nie na tym polega wartość poezji.

Równie głupie jest oburzanie się za użycie terminu "lead" - on od dawna funkcjonuje w środowisku i nie ma się na co oburzać, choć użycie polskich odpowiedników również nie jest niczym złym.
pokaż więcej
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie

Opinie czytelników


O książce:
Opowieść o dwóch miastach Tom 3

Na tym etapie "Opowieść o dwóch miastach" jest naprawdę dobra i mocna. Akcja przyśpiesza i uderza w czytelnika. Gdyby nie to, że jestem tak...

zgłoś błąd zgłoś błąd