-
Artykuły
Czytamy w święta. 3 kwietnia 2026
LubimyCzytać146 -
Artykuły
Weź udział w konkursie i wygraj pakiet książek Callie Hart!
LubimyCzytać15 -
Artykuły
„Odpowiedź kryje się w tobie” – Katarzyna Wolwowicz zdradza, jak ją odnaleźć
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Nowa karkonoska powieść Sławka Gortycha! „ŚWIĘTO KARKONOSZY”- już wkrótce! KONKURS
LubimyCzytać126
Jak nie promować czytelnictwa
W czasie, gdy statystyki czytelnictwa lecą na łeb, na szyję, urzędnicy wciąż próbują przekonać Polki i Polaków do książek wykładami o znaczeniu lektury i o tym, że czytanie uczyni nas mądrzejszymi. Im samym jednak jakoś książki nie pomogły, bo od lat popełniają te same błędy.
Najnowsza kampania promująca czytelnictwo ruszy niedługo. Na chwilę obecną ogłoszono przetarg: 1,8 miliona złotych na spoty w telewizji, outdoor (czyli reklamy typu billboard), social media, eventy i obsługę PR. W tym budżecie rzecz jasna jest i wynagrodzenie agencji oraz koszt produkcji spotów do TV i wszelkich materiałów graficznych. W skrócie: kolejny ruch pozorowany, kolejne pieniądze wyrzucone w błoto, bo przy takim budżecie to leku na katar nie dałoby się wypromować, a co dopiero zachęcić nieczytających Polaków i stroniące od książek Polki do lektury.
Dziwne jest bowiem przekonanie, że można komuś wytłumaczyć, iż książki są wspaniałe, mądre i takie dobre dla naszego mózgu, że tylko: czytaj, czytaj, czytaj, zapracowany człowieku. Nie sprawdzi się to głównie dlatego, że argumenty o wpływie lektury na nasze zdolności intelektualne wydają się dość abstrakcyjne, a sama korzyść z czytania – odległa i niewymierna.
Serio, znacie kogoś, kto zaczął czytać książki, bo dowiedział się, że będzie od tego mądrzejszy?
Nie. Mechanizm jest jeden: polecanki. Nie wydumane rozmowy o zapachu papieru, ale konkretny, prosty przekaz ukazujący „fajowość” konkretnego tytułu. Nie profesor zachwalający frazę i symbolizm sceny z pawiami, ale Katarzyna Nosowska mówiąca, że brzuch ją bolał ze śmiechu w czasie lektury.
I czy to nie oczywiste, która z tych ścieżek jest skuteczniejsza?
Tymczasem ministerstwo wie swoje. Bo skoro rośnie liczba rodziców, których trudno przekonać, że przebadane pod każdym względem i działające od dekad szczepionki, dzięki którym pewnych chorób już po prostu nie ma, są skuteczne, to w krótkim spocie na bank przekonamy Polaków, że książka rozwinie umysł dziecka. Eksperci, mimo badań i jednomyślności, nie byli w stanie przemówić do rodziców, by ci nie trzymali sześciolatków pod kloszem, tylko puścili ich do szkoły, bo to dla nich dobre. Jak więc mają komuś wmówić czytanie?
Jeżeli Facebook, Twitter, brexit, Trump i dyskusja o GMO czegoś nas nauczyły, to tego, że nieważne są fakty, a liczą się emocje i sposób podania „własnych prawd”, choćby nie wiem jak wydumanych. Oczywiście, to między innymi następstwo braku obcowania z książką, bo lektura uczy krytycznego myślenia. Ale nie mówmy tego głośno – krzyczmy za to, że cykl powieści „Pieśń Lodu i Ognia” to lektura obowiązkowa dla fanów serialu.
Nie można też podchodzić do kwestii spadku czytelnictwa na zasadzie „nie czytają głupi”.
Absolutnie nie! Macie dzieci? Ja mam dwójkę. Dwie cudowne, kochane córeczki… przez które jestem w stanie czytać góra jedną-dwie książki w miesiącu. Ratują mnie audiobooki, dzięki czemu końcowa liczba to 8-10 pozycji na miesiąc. Rozumiem jednak tych wszystkich zalatanych/zabieganych, którzy naprawdę czasu na lekturę nie mają. Albo ludzi tak wykończonych pracą, że wieczorem są w stanie wyłącznie odpalić Netfliksa.
Najpierw trzeba zrozumieć, dlaczego ludzie nie czytają. Potem próbować zmienić ten trend.
Książki konkurują ze wszystkim: z czasem dla rodziny, z serialami, filmami, randkami, wyjściami na piwo, pracą, naszym lenistwem, naszą aktywnością (nie polecam czytać na rowerze). Jak to zmienić? Moją odpowiedzią są audiobooki. Ktoś inny wybierze e-booki czytane z telefonu, bo ten ma zawsze pod ręką i nie musi niczego planować, pamiętać o zabieraniu książki, ale może czytać z doskoku. Większości nieczytających potrzeba natomiast tylko impulsu, zmotywowania słowami: „No MUSISZ to przeczytać!”.
Nie chcę więc kampanii „Czytaj – będziesz mądry!”. Chcę haseł: „Ta książka cię zmiażdży!”, „Masz spodnie na zmianę? To dobrze, bo ta pisarka sprawi, że posikasz się ze śmiechu!”. Tymczasem ludzie odpowiedzialni za przeciwdziałanie spadkowi czytelnictwa, a więc walczący o to, by nasz naród był kreatywny, sami tkwią w sztywnych ramach, przypominających wytyczne dla nauczycieli klas gimnazjalnych.
Drogi Polsacie, piewco programów z udziałem celebrytów, czy możemy prosić o show „Jak oni czytają?”. Możecie tych celebrytów obtaczać w pierzu i polewać czekoladą, ważne, by mieli w ręce książkę/czytnik/słuchawki z audiobookiem na uszach. Drogie TVN, czy bohaterowie „Na Wspólnej” mogliby więcej czytać? Czy mogliby rozmawiać czasem o książkach? Czy TVP mogłaby wreszcie postawić na misję i w najlepszym czasie antenowym dać nam porządny program o książkach, długi i zróżnicowany, z mnóstwem gości i rozmachem?
Bo o tym, że Olga Tokarczuk otrzymała Man Booker International Prize, donosicie, w Dzień dobry TVN Katarzynę Bondę pokazujecie, a raz w roku pochylacie się nad statystykami czytelnictwa – ale coś więcej? (TVN ma plusa za galę „Polityki” i nagród Empiku, mimo iż po wysiedzeniu tych drugich plecy bolały mnie przez te pufy – można za rok krzesła?). Czy TVP mogłoby wręczać nagrody literackie? Albo niech wręcza Instytut Książki, a TVP pokazuje?
W skrócie: wiele da się tu zrobić. Trzeba tylko chcieć, a nie odwalać robotę i rozliczać się z tego, że budżet wydano, ale nie już jak.
komentarze [157]
Dla mnie sprawa prosta. Nie lubisz czytać, nie sprawia ci to żadnej przyjemności? Nie czytaj! Kogo obchodzą jakieś durne statystyki. Życie jest za krótkie. Wolisz obejrzeć film, obejrzyj sobie. I niech nikogo nie obchodzi czy to będzie Fellini czy komedia z Sandlerem xD Te wszystkie akcje są śmiechu warte. Chcecie promować czytelnictwo, to zacznijcie od podstaw. Wiadomo te wszystkie nudne lektury muszą być, bo to jakieś tm nasze kulturowe dziedzictwo. No ale niech to skrócą do minimum i wplotą w to jakiegoś "Harrego Pottera". Może wtedy więcej osób polubi czytanie. Ale te akcje śmiechu warte. Najlepsze "Nie czytasz nie idę z tobą do łóżka". Od razu mówię, że to nie działa. Ja czytam i też nie nic xD
Dla mnie sprawa prosta. Nie lubisz czytać, nie sprawia ci to żadnej przyjemności? Nie czytaj! Kogo obchodzą jakieś durne statystyki. Życie jest za krótkie. Wolisz obejrzeć film, obejrzyj sobie. I niech nikogo nie obchodzi czy to będzie Fellini czy komedia z Sandlerem xD Te wszystkie akcje są śmiechu warte. Chcecie promować czytelnictwo, to zacznijcie od podstaw. Wiadomo te...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
http://www.mbp.kalisz.pl/art,626,180612-f5-sp-koscielec-klinika#skip
Taka akcja jest pomysłowa i uważam, że pomaga dzieciakom złapać książkowego bakcyla.
http://www.mbp.kalisz.pl/art,626,180612-f5-sp-koscielec-klinika#skip
Taka akcja jest pomysłowa i uważam, że pomaga dzieciakom złapać książkowego bakcyla.
Najpierw czytałam literaturę popularną, moja mama dużo czytała, zwłaszcza jak miała mnie w brzuszku, później tata czytał mi na dobranoc, później i ja zaczęłam, dopóki nie skończyły się książki w domu do mojego wieku, na parę lat przestałam. Ja zaczęłam czytać od momentu kiedy dowiedziałam się, że ktoś doszedł gdzieś po przeczytaniu książki. Później czytałam bo do stypendium naukowego potrzebne są artykuły opublikowane. Następnie czytam, ponieważ to lubię, a są mi potrzebne te naukowe książki, żeby pisać artykuły, napisać doktorat, zostać zatrudnionym jako dobrze zapowiadający się naukowiec humanista. Książki trzeba czytać bo dają mądrość, taka prawda.
Najpierw czytałam literaturę popularną, moja mama dużo czytała, zwłaszcza jak miała mnie w brzuszku, później tata czytał mi na dobranoc, później i ja zaczęłam, dopóki nie skończyły się książki w domu do mojego wieku, na parę lat przestałam. Ja zaczęłam czytać od momentu kiedy dowiedziałam się, że ktoś doszedł gdzieś po przeczytaniu książki. Później czytałam bo do stypendium...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejZgadzam się z pomysłami autora artykułu. Żadna kampania typu :oglądaj film będziesz mądry" nie przekonałaby mnie żeby zacząć oglądać filmy codziennie. Dodam jeszcze tylko jedno: kultura czytania wychodzi z domu. Dla mnie czytanie zaczęło się od wakacyjnych przyjazdów ciotki, która przywoziła dla mnie torbę książek i tylko czekałam, aż zaczniemy je wspólnie czytać. Nastroiła mnie pozytywnie do przedmiotu, jakim jest książka. Od tamtego okresu nie ma dnia, żebym nie przeczytała chociaż jednej strony, a mam dwoje dzieci i pracę. I to chcę przekazać dalej, bo czym skorupka za młodu... itd. ;)
Zgadzam się z pomysłami autora artykułu. Żadna kampania typu :oglądaj film będziesz mądry" nie przekonałaby mnie żeby zacząć oglądać filmy codziennie. Dodam jeszcze tylko jedno: kultura czytania wychodzi z domu. Dla mnie czytanie zaczęło się od wakacyjnych przyjazdów ciotki, która przywoziła dla mnie torbę książek i tylko czekałam, aż zaczniemy je wspólnie czytać. Nastroiła...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Jeszcze się nie spotkałam z tym aby wszystkie "czytaj będziesz mądry"(pij mleko będziesz wielki?), "nie czytasz, nie idę z Tobą do łóżka" itp zadziałały.
Uważam, że najważniejsze to DAĆ DOSTĘP, i NIE ZNIECHĘCAĆ. prawda jest taka, że największą robotę dla czytelnictwa w tym wieku zrobili autorzy POTTERA, GREYA, ZMIERZCHU czy KODU DA VINCI, bo to się po prostu chciało i dało czytać. Odpuśćmy więc sobie akcje (choć w nich akurat chodzi o zarobek) nie ględźmy ludziom sięgającym po książkę,czy czyta coś dobrego czy nie. Dajmy łatwy dostęp w bibliotekach i cenach, zastanówmy się nad kanonem lektur(bo gdybym w odpowiednim momencie nie trafiła na takiego Pottera na którego musiałam czekać, to wszelkie "Romeo i Julie","Potopy" czy "Krzyżacy" na dłuuugie lata zniechęciły by mnie do czytania czegokolwiek.
Abstrahując od tematu, jak do książek zachęcić, i czy takie kampanie są dobre zastanówmy się czy jest się czym przejmować?
Myślę że nie ma sensu za przeproszeniem spinać dupy, że tyle osób nie czyta i to jest takie złe, bo nie jest- cóż, książki albo są rozrywką (i wtedy są zupełnie równe telewizji, internetowi, graniu, chodzeniu po górach, malowaniu paznokci czy co tam jeszcze kto lubi, oraz tu POTOP,ZMIERZCH i HOBBIT, są równe, i różnią się tylko "zjadliwością" ) albo sposobem na zdobycie wiedzy, której potrzebujemy, i ją też albo zdobędziemy w ten sposób albo w sposób alternatywny (rozmowa ze specjalistą, film tematyczny, naukowe artykuły). Z tego wynika, że nie ma się czym przejmować, bo to trochę jakbyśmy zaczęli dyskutować czy jestem gorsza bo nie jeżdżę konno czy ktoś z Was bo nie jeździ motocyklem.
Wrzućmy na Luz w tej sprawie, i zmieńmy własne podejście
Jeszcze się nie spotkałam z tym aby wszystkie "czytaj będziesz mądry"(pij mleko będziesz wielki?), "nie czytasz, nie idę z Tobą do łóżka" itp zadziałały.
Uważam, że najważniejsze to DAĆ DOSTĘP, i NIE ZNIECHĘCAĆ. prawda jest taka, że największą robotę dla czytelnictwa w tym wieku zrobili autorzy POTTERA, GREYA, ZMIERZCHU czy KODU DA VINCI, bo to się po prostu chciało i dało...
Myślę, że żeby promować czytelnictwo w Polsce, trzeba najpierw zrobić coś z cenami książek. I tu możemy wziąć przykład z Niemców. Niemcy uważają, że książki, jako nośniki wiedzy i kultury powinny podlegać szczególnej ochronie rynkowej. Dlatego tutaj z cenami książek jest jak z cenami papierosów. Nieważne gdzie kupujesz, za nowość na rynku zawsze zapłacisz tę samą cenę. Dotyczy to także internetu. Księgarnie, czy inne sklepy nie mogą narzucać swoich cen, muszą się trzymać tych, ustalonych przez wydawnictwo. W ten sposób nawet jeśli książka stanie się popularna, jej cena nie wzrośnie. Te zasady obowiązują już od 150 lat, nazywa się to Buchpreisbindungsgesetz.
§ 1 Buchpreisbindungsgesetz
„Das Gesetz dient dem Schutz des Kulturgutes Buch. Die Festsetzung verbindlicher Preise beim Verkauf an Letztabnehmer sichert den Erhalt eines breiten Buchangebots. Das Gesetz gewährleistet zugleich, dass dieses Angebot für eine breite Öffentlichkeit zugänglich ist, indem es die Existenz einer großen Zahl von Verkaufsstellen fördert.“
Myślę, że żeby promować czytelnictwo w Polsce, trzeba najpierw zrobić coś z cenami książek. I tu możemy wziąć przykład z Niemców. Niemcy uważają, że książki, jako nośniki wiedzy i kultury powinny podlegać szczególnej ochronie rynkowej. Dlatego tutaj z cenami książek jest jak z cenami papierosów. Nieważne gdzie kupujesz, za nowość na rynku zawsze zapłacisz tę samą cenę....
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejPrawo, prawem, ale wiele jest ksiegarn, gdzie kupisz ksiazki po przecenie, bo np. jedna strona jest zagieta i to juz podchodzi pod Mängelexemplar I JUZ MOZNA TANIEJ SPRZEDAC! Kupilam dziesiatki takich 'wybrakowanych' ksiazek.
Prawo, prawem, ale wiele jest ksiegarn, gdzie kupisz ksiazki po przecenie, bo np. jedna strona jest zagieta i to juz podchodzi pod Mängelexemplar I JUZ MOZNA TANIEJ SPRZEDAC! Kupilam dziesiatki takich 'wybrakowanych' ksiazek.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamTa ochrona dotyczy książek nowo wydanych i obowiązuje przez - jeśli dobrze pamiętam - 18 miesięcy. Oczywiście po takim czasie nawet największy bestseller spowszednieje i nie ma sensu podnosić ceny. Raczej spada ona w dół. W supermarketach możesz kupić całe sterty dobrych książek za 3 - 5 euro. A to tutaj nie jest dużo.
Ta ochrona dotyczy książek nowo wydanych i obowiązuje przez - jeśli dobrze pamiętam - 18 miesięcy. Oczywiście po takim czasie nawet największy bestseller spowszednieje i nie ma sensu podnosić ceny. Raczej spada ona w dół. W supermarketach możesz kupić całe sterty dobrych książek za 3 - 5 euro. A to tutaj nie jest dużo.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamVashji_rae Chyba chodzi o to, że w książkach są opisane samobójstwa, morderstwa... A dzisiaj, młodzi ludzie, nie umieją odróżnić fikcji od rzeczywistości... A czasem, podejmują takie decyzje w rzeczywistości np. odebranie sobie życia. 13 Powodów, na przykład jest tego przykładem.
Vashji_rae Chyba chodzi o to, że w książkach są opisane samobójstwa, morderstwa... A dzisiaj, młodzi ludzie, nie umieją odróżnić fikcji od rzeczywistości... A czasem, podejmują takie decyzje w rzeczywistości np. odebranie sobie życia. 13 Powodów, na przykład jest tego przykładem.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Trochę wątpię. Są jakieś badania, które wykazują, że młodzież ma jakieś problemy z odróżnianiem fikcji od rzeczywistości? Rozumiem, że wielu może nie zdawać sobie sprawy z konsekwencji czynów popełnianych w realu, ale to raczej problem systemu edukacji. Nie niezdolność młodych do odróżniania rzeczywistości od fikcji, ale ich ograniczona znajomość zasad rządzących rzeczywistością. Popkultura pokazuje to i owo i pokazuje to w sposób podkolorowany - jest fajne, a nawet jeśli zabronione, to co z tego, jak masz szczęście albo łeb na karku, to przecież się wywiniesz. I o krok dalej, nawet jak cię na czymś złapią i ukarzą, to i tak jest nadal fajnie, bo te kary jakoś mało surowe, czasem są niezłą przygodą, a o ciemnych stronach niewiele albo wcale. I brakuje uzupełnienia tego, o czym popkultura nie wspomina, w szkole i w domu, wykazania młodemu, że rzeczywisty świat nie jest tak milusi, jak ten w filmie.
Ale opowieści o tym, że jak małolat postrzela sobie na komputerze do ludzi, to potem będzie strzelał w realu, bo nie odróżnia i nie zdaje sobie sprawy, że ludzie to nie obrazki na ekranie i że rzeczywistości nie można cofnąć i zagrać w nią jeszcze raz, należy między bajki włożyć. Zapytany małolat jak najbardziej jedno od drugiego odróżnia. Wie, że jak zabije w realu, to na zawsze. Co najwyżej nie zdaje sobie sprawy, że jak to zrobi, to będzie miał naprawdę przesrane. Wie o policji, tak teoretycznie, ale może wierzyć, że akurat jego nie złapią. A z dużym prawdopodobieństwem nie ma pojęcia o tym, co jego i jego otoczenie czeka oprócz modelowego procesu i nie takiej strasznej odsiadki - wszystkie kwestie emocjonalne w rodzinie i wśród (byłych) przyjaciół, potępienie społeczne, nagonka medialna i na koniec nieusuwalny wpis w życiorysie, który przekreśla na zawsze jakiekolwiek normalne życie w społeczeństwie. Z tego dzieciaki nie zdają sobie sprawy, bo im tego nie mówimy i nie pokazujemy. Ale że fikcja jest fikcją, to wiedzą doskonale.
A samobójstw chyba nie popełnia się dlatego, że to fajne i w książce było? Najpierw trzeba nie lubić swojego życia, nie mieć na nie żadnego pomysłu, a dopiero potem przychodzi pomysł, że można by z tym skończyć. Ewentualne wyeliminowanie samobójstw z książek i filmów dostępnych młodzieży nie rozwiązuje problemu. Jeśli nie będą mieli takich wzorców i nie będą wiedzieli jak się od razu zabić lub nie wpadną na ten pomysł, to znajdą inną, może wolniejszą, ale docelowo równie skuteczną metodę autodestrukcji. Problemem jest brak celu, perspektyw i nadziei, a nie to, że popkultura podsuwa złe rozwiązania. Podsuwa za mało dobrych, ale to wina nie tylko jej, ale bardziej całego systemu edukacji, nie tylko szkoły, ale też rodziców i władz. Eliminacja "złych" książek, filmów i gier nie pomoże.
Trochę wątpię. Są jakieś badania, które wykazują, że młodzież ma jakieś problemy z odróżnianiem fikcji od rzeczywistości? Rozumiem, że wielu może nie zdawać sobie sprawy z konsekwencji czynów popełnianych w realu, ale to raczej problem systemu edukacji. Nie niezdolność młodych do odróżniania rzeczywistości od fikcji, ale ich ograniczona znajomość zasad rządzących...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Powiem trochę brutalnie: jak ktoś popełnia samobójstwo, bo obejrzał serial to powinien dostać Nagrodę Darwina za wyeliminowanie swoich genów z puli naszego gatunku. No przykro mi bardzo, ale w szerszym spojrzeniu to lepiej, że taki osobnik nie będzie się rozmnażał. Brak inteligencji, wyobraźni i dodatkowo zero instynktu samozachowawczego- felerny osobnik jak nic.
Co do "nieodróżniania rzeczywistości od fikcji"- bzdura. Gdyby książki, gry, filmy miały taki wpływ na młodych to działoby się to na skalę masową. Nie istnieje chyba nastolatek, który nie gra i nie ogląda tv. Gdyby więc prawdą było to stwierdzenie, to wpływ musiałby zostać wywarty na większość populacji, a nie na pojedyncze osobniki (jeśli w ogóle). Poza tym nie wierzę, że ktoś (niecierpiący na chorobę psychiczną) może pomylić życie z grą. Jeśli dzieciak wyjmuje pistolet i zaczyna strzelać do kolegów "bo to fajne", czy zabija koleżankę, "żeby zobaczyć jak to jest" to raczej normalny nigdy nie był, tylko nikt nie poświęcił mu wcześniej wystarczająco wiele uwagi, by to zauważyć.
Powiem trochę brutalnie: jak ktoś popełnia samobójstwo, bo obejrzał serial to powinien dostać Nagrodę Darwina za wyeliminowanie swoich genów z puli naszego gatunku. No przykro mi bardzo, ale w szerszym spojrzeniu to lepiej, że taki osobnik nie będzie się rozmnażał. Brak inteligencji, wyobraźni i dodatkowo zero instynktu samozachowawczego- felerny osobnik jak nic.
Co do...
Nie rozumiem, skąd biorą się takie pomysły. "Czytaj książki - będziesz mądry", czy też "Czytaj książki, to się posikasz" jest równie bezsensowne. Ja czytałem już we wczesnym dzieciństwie: bo rodzice czytali książki, bo rodzice zaprowadzili mnie do biblioteki, wszędzie, gdzie się znalazłem: na wczasach, na kolonii, na zimowisku, w szkole - wszędzie zaraz zapisywałem się do biblioteki. Ciułałem grosik do grosika, zbierałem i sprzedawałem butelki, wystawałem w kolejce, żeby kupić Zagadki Fromborka, a idąc niemal na oślep do domu z nosem w książce, podziwiałem ilustracje Szymona Kobylińskiego. Kupowałem Świat Młodych i ślęcząc nad komiksem z ostatniej strony, upajałem się zapachem papieru i farby drukarskiej. Każdego dnia niemal, wracając ze szkoły wstępowałem do antykwariatu, by chociaż pooglądać niektóre woluminy. Gdy odwiedzałem z rodzicami znajomych czy krewnych zawsze sprawdzałem czy mają książki, a jeśli tak to jakie, po czym z zachwytem sięgałem po różne cudowne dzieła oprawione w twarde lakierowane okładki zwykle z płóciennym grzbietem. Wychowałem się na radiu, książkach i prasie. I nigdy nie potrzebowałem więcej. Czytanie było czymś naturalnym, to był styl życia, chleb powszedni. Ale chyba najważniejsze było to, że były wokół osoby, które potrafiły wskazać dobrą książkę, dobrą serię, dobrego autora. Klub Siedmiu Przygód, Naokoło Świata, Kluczyk, Jamnik, Koliber, Nike... Podróż pociągiem - książka, deszczowy dzień wakacji - książka, jesienno-zimowy wieczór - także książka. Jakoś nikt mnie nie zmuszał nie namawiał, nie obiecywał, że będę mądrzejszy, że będę robił mniej błędów. Oczywiście zdarzały się książki okropne, nie do czytania w ogóle: Orzeszkowa, Żeromski, Sienkiewicz... A jednak nawet szkolne lektury, główne narzędzie intelektualnej eutanazji - nie zdołały mi wyrządzić szkody. Zawsze wiedziałem, że są książki - podobnie jak autorzy - dobre i złe, mądre i głupie, wzniosłe i prymitywne, ciekawe i nudne, podstępne i szczere. Czytać, to jest, rozpoznawać litery, nauczyła mnie matka, ojciec zaś pokazał co to znaczy wskoczyć do książki i nią żyć. Skąd więc teraz pomysły, żeby reklamować czytelnictwo? Wiele współcześnie napisanych książek nie nadaje się do czytania, są bezwartościowe a nawet niebezpieczne. I nie budzą już chyba takich emocji. Po prostu to już jest inny świat, świat, w którym na książki chyba nie ma już miejsca…
Nie rozumiem, skąd biorą się takie pomysły. "Czytaj książki - będziesz mądry", czy też "Czytaj książki, to się posikasz" jest równie bezsensowne. Ja czytałem już we wczesnym dzieciństwie: bo rodzice czytali książki, bo rodzice zaprowadzili mnie do biblioteki, wszędzie, gdzie się znalazłem: na wczasach, na kolonii, na zimowisku, w szkole - wszędzie zaraz zapisywałem się do...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
A może by tak najpierw zmienić podejście do lektur w szkole? Po co nauczyciel mówi, że lektura będzie ciężka? Przecież to od razu wiadomo, że młodzież nie przeczyta.
Jakby parę lektur usunąć a dać nowe to może by się coś zmieniło. A skoro rodzice nie czytają, to szansa, że dziecko będzie czytać jest niewielka.
A może by tak najpierw zmienić podejście do lektur w szkole? Po co nauczyciel mówi, że lektura będzie ciężka? Przecież to od razu wiadomo, że młodzież nie przeczyta.
Jakby parę lektur usunąć a dać nowe to może by się coś zmieniło. A skoro rodzice nie czytają, to szansa, że dziecko będzie czytać jest niewielka.
Ja ostatnio odkryłam Booktuba i mimo że mam swoje lata bardzo podoba mi się jak młodzi ludzie opowiadają o książkach, chociaż w większości są to tzw młodzieżówki :-) I parę razy przeczytałam polecane książki, niektóre fajne a niektóre zupełnie nie trafiły w mój gust. Moim zdaniem kanały książkowe na YT odwalają kawał dobrej roboty i chyba są bardziej skuteczne niż te wszystkie kampanie społeczne.
Ja ostatnio odkryłam Booktuba i mimo że mam swoje lata bardzo podoba mi się jak młodzi ludzie opowiadają o książkach, chociaż w większości są to tzw młodzieżówki :-) I parę razy przeczytałam polecane książki, niektóre fajne a niektóre zupełnie nie trafiły w mój gust. Moim zdaniem kanały książkowe na YT odwalają kawał dobrej roboty i chyba są bardziej skuteczne niż te...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Czytanie jest spoko. Co do tego nie ma wątpliwości. Książki toczą nierówną walkę z tymi wszystkimi Netflixami, HBO czy youtubami. I czy to jest złe? Osobiście uważam, że nie. Sam mam dostęp do większośći z tych nowoczesnych serwisów. Jeżeli trafiamy na wartościowe kanały to dlaczego nie pozwolić sobie? Kto czyta ten wie, że czasami przychodzi moment, że ma się tzw kaca książkowego i dwa miesiące miną a ty dalej jesteś na trzecieć stronie tego Kinga, którego tak kochasz. I wtedy nawet odpalisz Grę o Tron, żeby zobaczyć o co w tym chodzi. I jesteś już na trzecim sezonie, i wiesz, że nigdy tego nie przeczytasz. No ale jeszcze jeden odcinek może być. Ludzi nie trzeba namawiać do czytania. A przynajmniej nie w taki sposób jaki obrała sobie telewizja. Jeszcze nie widziałem, żeby ktoś nagle podskoczył na kanapie jak trafiony piorunem, bo zobaczył spot: https://www.youtube.com/watch?v=KhrCozn5mi0 - który akurat mi się podobał. Nawet reklama piwa nie zachwyca tak bardzo, że masz ochotę wstać i udać się do najbliższego sklepu. Nie tędy droga. Jak policzę sobie wszystkich znajomych, i dodam do tego czas, który poświęcamy na dyskusję na temat literatury, to cieszy mnie, że tak mało osób bez tej całej nagonki wie, że czytanie jest spoko, i nikt nie musi im tego udowadniać. To się albo wie, albo sorry, zmieniam kanał i idę dalej. Możemy ewentualnie w ten sposób popchnąć tych trochę niezdecydowanych, którzy coś by może i przeczytali ale powiedzcie co warto.
Czytaj a będziesz mądrzejszy. Znacie ludzi mądrzejszych od siebie? No i powiedzcie mi ilu z nich czyta więcej niż wy? Ja znam wielu, a dam sobie rękę uciąć, że dwa razy w roku może zajrzą do tekstu nie dłuższego niż 50 stron. O ile mądrzejszy jest ktoś, kto przeczytał Rok w poziomce, 50 twarzy Greya, Pokolene Ikea i temu podobne lektury od kogoś, kto czyta tylko przegląd sportowy?
Czytanie jest spoko. Co do tego nie ma wątpliwości. Książki toczą nierówną walkę z tymi wszystkimi Netflixami, HBO czy youtubami. I czy to jest złe? Osobiście uważam, że nie. Sam mam dostęp do większośći z tych nowoczesnych serwisów. Jeżeli trafiamy na wartościowe kanały to dlaczego nie pozwolić sobie? Kto czyta ten wie, że czasami przychodzi moment, że ma się tzw kaca...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Zawsze miałem wrażenie, ze lektura jest trudniejsza niż TV, serial na komputerze czy inne niewymagające większej uwagi media. Ale wydaje mi się, ze promocja książki i czytelnictwa jako takiego należy rozpocząć od najmłodszych lat. Moi zapracowani rodzice zawsze czytali, albo książki, albo gazety. I ja teraz nie wyobrażam sobie dnia, żeby chociaż 30 min nie poświęcić na lekturę, jakąkolwiek. Nie wiem jakby to wyglądało gdybym wychował się w innym środowisku. Kiedy uczyłem się czytać i później kiedy powoli wpadałem w nałóg czytelniczy, nikt nie myślał o kampaniach, bo to wszystko załatwiała szkoła, albo dom rodzinny.
No i następna sprawa, te 1,8 mln PLN na kampanie to chyba tylko listek figowy dla rządzących, że coś próbują robić. Ale z drugiej strony głupcami dużo łatwiej się rządzi.
Pozostaje jeszcze sprawa tego co promujemy, bo przecież nie chodzi tylko o czytanie, ale też o to co czytamy - choć może kiedy zaczniemy od lżejszych rzeczy to w końcu delikwent bądź delikwentka sięgnie po poważniejsze.
Zawsze miałem wrażenie, ze lektura jest trudniejsza niż TV, serial na komputerze czy inne niewymagające większej uwagi media. Ale wydaje mi się, ze promocja książki i czytelnictwa jako takiego należy rozpocząć od najmłodszych lat. Moi zapracowani rodzice zawsze czytali, albo książki, albo gazety. I ja teraz nie wyobrażam sobie dnia, żeby chociaż 30 min nie poświęcić na...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
A czy ktoś zastanawiał się, że chodzi o to żeby właśnie nie zachęcić do czytania ? Jak wiadomo książki rozwijają, otwierają oczy, skłaniają do refleksji.. Inaczej jest gdy społeczeństwo ślepo podąża, innymi słowy głupimi łatwiej rządzić. Myślę, że celowo już w szkole nakazuje się uczniom czytanie książek, które skutecznie je zniechęcą do czytania jako nawyk, przyjemność, poszerzanie horyzontów itd. na całe życie.
Gdy to już się uda, nie pozostaje nic innego jak zafundowanie, tym razem telewidzowi, niskich lotów seriali. I wcale nie mam na myśli seriali typu Klan, bo takie przy obecnie powstających to góra intelektualna. Po tym wszystkim wyborca jest jaki jest.
Jeśli nie o to chodzi, to mnie oświećcie, bo nie wierzę, że ministerstwo, które ma albo może mieć do dyspozycji ekspertów w dziedzinie "PR książek" robi to co robi.
A czy ktoś zastanawiał się, że chodzi o to żeby właśnie nie zachęcić do czytania ? Jak wiadomo książki rozwijają, otwierają oczy, skłaniają do refleksji.. Inaczej jest gdy społeczeństwo ślepo podąża, innymi słowy głupimi łatwiej rządzić. Myślę, że celowo już w szkole nakazuje się uczniom czytanie książek, które skutecznie je zniechęcą do czytania jako nawyk, przyjemność,...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
W szkole przerabia się to bez czego nie można zrozumieć teraźniejszości - tak to widzę w skrajnym uproszczeniu (np. odwołań kulturowych w ramach wspólnego dziedzictwa, mrugnięć okiem, żartów). Jest wiele nietrafionych lektur, ale na pewno nie ma to na celu doprowadzenie do sytuacji z 451 stopni Fahrehnheita. To ludzie robią sami na własną rękę (swoją drogą nowa ekranizacja z 2018 jest całkiem OK).
Nie da się ukryć że z uwagi na swą archaiczność pewne teksty (zwłaszcza obszerne) - mogą być nudne (a nudzi to czego nie rozumiemy), jedne książki omawiane są zbyt wcześnie, inne zbyt późno... trzeba by tu zrobić korektę.
Nie bardzo jest sens omawiać szczegółowo np. takich "Krzyżaków", bo to książka rozrywkowa, zwykła przygodowa młócka... tymczasem dzieciakom wmawia się często że to coś w rodzaju narodowego eposu...
W szkole przerabia się to bez czego nie można zrozumieć teraźniejszości - tak to widzę w skrajnym uproszczeniu (np. odwołań kulturowych w ramach wspólnego dziedzictwa, mrugnięć okiem, żartów). Jest wiele nietrafionych lektur, ale na pewno nie ma to na celu doprowadzenie do sytuacji z 451 stopni Fahrehnheita. To ludzie robią sami na własną rękę (swoją drogą nowa ekranizacja...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Lektury nie pomagają zrozumieć obecnej rzeczywistości, bo jak kilkunastostronicowy opis lasu ma nam pomóc.
Większość książek, które są wymagane w szkole to rzeczy, których nastolatkowie po prostu nie rozumieją i kiedy dochodzi do tego kartkówka, w której masz napisać jakie kwiaty były przed domem w Panu Tadeuszu, zaczynasz stwierdzać, że książki to marnowanie czasu.
Nie można z góry twierdzić, że wszyscy uczniowie są głupi i trzeba za nich wybierać co chcą czytać. Nie można też określić, że tylko literatura faktu lub książki historyczne mogą rozwijać. Ważne, żeby czytać, rozwijać swój język, zapoznawać się z pisownią i interpunkcją. Co z tego, że niemal wszyscy przetrwali "Potop" czy "Lalkę", skoro większość absolwentów nawet nie wie o co w nich chodziło i dalej popełnia przerażające błędy, pisząc pseudointeligentne komentarze na pudelku lub kozaczku.
Lektury nie pomagają zrozumieć obecnej rzeczywistości, bo jak kilkunastostronicowy opis lasu ma nam pomóc.
Większość książek, które są wymagane w szkole to rzeczy, których nastolatkowie po prostu nie rozumieją i kiedy dochodzi do tego kartkówka, w której masz napisać jakie kwiaty były przed domem w Panu Tadeuszu, zaczynasz stwierdzać, że książki to marnowanie czasu.
Nie...
Trwamy w mylnym przekonaniu, że czytanie lektur w szkole ma przysporzyć dzieciom wiedzy. Według mnie nie o wiedzę tu chodzi, lecz o umiejętność. O narzędzie, którego człowiek będzie używał na późniejszych etapach edukacji i do końca życia.
Trwamy w mylnym przekonaniu, że czytanie lektur w szkole ma przysporzyć dzieciom wiedzy. Według mnie nie o wiedzę tu chodzi, lecz o umiejętność. O narzędzie, którego człowiek będzie używał na późniejszych etapach edukacji i do końca życia.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
...jeśli nie znasz lektur/klasyków - Liga Niezwykłych Gentelmanów czy Pierwsza Brygada nie będą Cię bawić. Wszelkie gry z konwencją, itd.
Jest rzecz jasna masa lektur kiepskich, ale kanonu kultury się ciężko wyzbyć.
...jeśli nie znasz lektur/klasyków - Liga Niezwykłych Gentelmanów czy Pierwsza Brygada nie będą Cię bawić. Wszelkie gry z konwencją, itd.
Jest rzecz jasna masa lektur kiepskich, ale kanonu kultury się ciężko wyzbyć.
Niestety muszę Cię zasmucić, nie miałam żadnej lektury w szkole związanej z LNG. Liceum kończyłam jakieś 4 lata temu, więc nie tak dawno. Owszem, kultury nie powinno się zaniedbywać, ale obecnie wydane książki także powinny znaleźć się w spisie lektur. Powinno się czytać nie tylko dramaty historyczne, ale także coś z fantastyki, literatury faktu czy kryminału. Tak, by człowiek mógł się dowiedzieć, że czytanie nie musi być przykrym obowiązkiem.
Niestety muszę Cię zasmucić, nie miałam żadnej lektury w szkole związanej z LNG. Liceum kończyłam jakieś 4 lata temu, więc nie tak dawno. Owszem, kultury nie powinno się zaniedbywać, ale obecnie wydane książki także powinny znaleźć się w spisie lektur. Powinno się czytać nie tylko dramaty historyczne, ale także coś z fantastyki, literatury faktu czy kryminału. Tak, by...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Nie było Verna? To dziwne. Za to z Pierwszą Brygadą już bezsprzecznie - nie mówiąc o szeregu innych mniej pastiszowych/steampunkowych publikacji.
Trochę kiepsko skonstruowany argument.
Nie było Verna? To dziwne. Za to z Pierwszą Brygadą już bezsprzecznie - nie mówiąc o szeregu innych mniej pastiszowych/steampunkowych publikacji.
Trochę kiepsko skonstruowany argument.
Wskazując na korzenie sytuacji X i Y, pokazując postawy, etc.; czasy się zmieniają, ludzkie charaktery pozostają niezmienne.
Np 451 stopni Fahrenheita zostało wydane w 1953 i całkiem trafnie piętnuje dzisiejsze patologie.
Sporo czasu minęło też od premiery wielu książek Lema, i one także są aktualne.
Publikacje Orwella i Huxley'a nic nie straciły, mimo lat.
Aktulany i żywy jest Mrożek, i wielu, wielu innych.
Pan Tadeusz to literatura piękna, mówi sporo o przywarach Polaków, i nie straciła na aktualności.
Krzyżacy to powieść przygodowa, każdy wyciągnie z niej co będzie chciał, przede wszytskim jest to jednak książka rozrywkowa, jak Narrenturm czy Ivanhoe...
edit: właściwie najsensowniej byłoby tu odwoływać się do książki Bradbury'ego. Ludzie którzy ignorują przeszłość, korzenie - robią znacznie więcej błędów od tych których postrzeganie jest szersze.
Wskazując na korzenie sytuacji X i Y, pokazując postawy, etc.; czasy się zmieniają, ludzkie charaktery pozostają niezmienne.
Np 451 stopni Fahrenheita zostało wydane w 1953 i całkiem trafnie piętnuje dzisiejsze patologie.
Sporo czasu minęło też od premiery wielu książek Lema, i one także są aktualne.
Publikacje Orwella i Huxley'a nic nie straciły, mimo lat.
Aktulany i...
Moim zdaniem poziom czytelnictwa ma się nieźle w przeciwieństwie do poziomu kupowalnictwa książek. Ja od lat korzystam z bibliotek. Na szczęście dorosłam do niekupowania książek. Nowości nie kupuję wcale, lecz wypożyczam. Czytałam od zawsze, moje dziecko też czyta od szóstego roku życia i przy okazji zaraża czytaniem nieczytające otoczenie. Promocję czytelnictwa uprawiają przede wszystkim czytające otoczenie i biblioteki szkolne i publiczne. Biblioteki organizują zajęcia dla dzieci podczas wakacji i ferii. W ciągu roku zawsze są jakieś zajęcia tematyczne. Nie mam problemu z tym, żeby pojechać po książkę na drugi koniec miasta, bo tylko tam jest. Każda sobota to wizyta w bibliotekach, bo zawsze trzeba coś oddać lub odebrać z rezerwacji. Czytam zawsze w drodze do pracy, mogę czytać idąc chodnikiem. Wczoraj na murku koło biblioteki, żeby dokończyć książkę i wymienić ją na kolejną. Wiem, że jestem w mniejszości. I w głowie mi się nie mieści, że można nie czytać. Zawsze targam ze sobą coś do czytania, nawet wtedy gdy okazja jest potencjalnie niesprzyjająca.
Trzeba czytać, rozmawiać o książkach, przekazywać dalej tytuły i autorów - zawsze jest nadzieja, że ziarno padnie na podatny grunt. Tymczasem kończę, ponieważ biblioteka czeka:)
Moim zdaniem poziom czytelnictwa ma się nieźle w przeciwieństwie do poziomu kupowalnictwa książek. Ja od lat korzystam z bibliotek. Na szczęście dorosłam do niekupowania książek. Nowości nie kupuję wcale, lecz wypożyczam. Czytałam od zawsze, moje dziecko też czyta od szóstego roku życia i przy okazji zaraża czytaniem nieczytające otoczenie. Promocję czytelnictwa uprawiają...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Kupowanie książek, zapewnianie chleba wydawcom i autorom, realnie przyczyniając się do tego że rzeczone nowości się pojawiają - także w bibliotekach.
Taka "dorosła" postawa może więc mieć ujemny wpływ na rynek książki, a co za tym idzie na czytelnictwo.
Idea bibliotek w świecie w którym każdy ma zapewnioną "pensję podstawową" (także bezrobotny), a autorzy piszą sobie pro publico bono i non-profit, w ramach pasji, w jakimś utopijnym społeczeństwie - może miałaby sens, ale nie teraz, nie tu, w Lechistanie.
Czytelnictwa nie ma sensu promowac. To już trochę archaiczne medium, substytut mowy. Teraz są doskonalsze sposoby które czynią pośrednictwo literek zbędnym.
Fajnie jak ktoś jest oczytany, ale to musi wychodzić z niego samego, z jego postawy. Ze zrozumienia z czym wiąże się obcowanie ze słowem pisanym, co to daje, na czym to faktycznie polega.
Lepiej niech zaczną w wiadomościach pokazywać nagrania z hodowli przemysłowych, pokażą kury stoczone w ciasnych klatkach, koszmar ferm futrzarskich - itd. To są realne problemy, a nie to że panowie na budowie w przerwach między jedną partią cegieł a drugą nie siedzą z Ulissem, wypocinami Prousta, Kafką czy Mrożkiem.
Kupowanie książek, zapewnianie chleba wydawcom i autorom, realnie przyczyniając się do tego że rzeczone nowości się pojawiają - także w bibliotekach.
Taka "dorosła" postawa może więc mieć ujemny wpływ na rynek książki, a co za tym idzie na czytelnictwo.
Idea bibliotek w świecie w którym każdy ma zapewnioną "pensję podstawową" (także bezrobotny), a autorzy piszą sobie pro...
Ach ta książka, przyszło jej dzisiaj konkurować z najpotężniejszymi mediami na świecie, z internetem w swoim szczytowym rozkwicie i z życiem mocno wypełnionym całą tą treścią, która nazywa się dom - praca - dzieci. No i ta książka zamiast pozostać sobą, czyli niezwykłą przygodą, tkaną pięknie jak nici, lustrem magicznego świata, sama staje się produktem, jak telewizor, pralka czy telefon. Jakąkolwiek nie weźmiesz do ręki, to okładka Cię zapewnia, że jest zarąbista. No to kupujesz, czytasz - a tam gniot. Czujesz się oszukany jak konsument super płynu do odplamiania, który jednak tych plam nie usuwa. Jest wielu autorów, którzy są bezmyślnie promowani, a tworzą taką sieczkę, że aż trudno uwierzyć, że ludzie czytają inne książki i nie widzą różnicy. To tak jakby miłośnicy muzyki promowali disco polo, bo się super przy tym tańczy. Książka więc nie jest super rozwijająca umysł, bo jakże mają mnie rozwinąć kiczowate kryminały Mroza? To kłamstwo i ludzie doskonale o tym wiedzą.
Dobrą promocję można oprzeć tylko na prawdzie, a wmawianie ludziom, że książka jest lepsza, bo jest mądrzejsza, nie jest prawdziwe. Z rękawa mógłbym sypać produkcjami filmowymi o lata świetlne mocniej intelektualne niż nie jedna książka o wysokiej ocenie na LC.
Ponadto ludzie piszą książki, mimo że nie powinni. Tworzy to taki sam szum, jak w internecie, gdzie nie ma już treści, a przynajmniej zwykły człowiek nie może jej znaleźć.
Książka daje więcej, ale wymaga wysiłku. Tak jak teraz ludzie dla zdrowia biegają, chodzą na siłownię, warto ludzi przekonać, że umysł też tego potrzebuje. Ale nie wmawiajmy im, że książka - obojętnie jaka - jest OK. Bo nie jest i nigdy nie będzie.
Ach ta książka, przyszło jej dzisiaj konkurować z najpotężniejszymi mediami na świecie, z internetem w swoim szczytowym rozkwicie i z życiem mocno wypełnionym całą tą treścią, która nazywa się dom - praca - dzieci. No i ta książka zamiast pozostać sobą, czyli niezwykłą przygodą, tkaną pięknie jak nici, lustrem magicznego świata, sama staje się produktem, jak telewizor,...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Żeby promować czytelnictwo, trzeba fundamentalnie zmienić podejście do książki. Z jednej strony spuścić z tonu i przestać zapowietrzać się, jakie to czytanie jest cudowne, rozwijające itd. Kiedyś książka była rozrywką i ludzie załamywali ręce nad swoimi dziećmi, które czytały powieści. Teraz nijak nie może konkurować choćby z tv, bo etykietka przyczepiona do książki czyni ją mniej atrakcyjną pod kątem rozrywkowym...
Dalej: kiedy już czytasz, zawsze usłyszysz, że czytasz niewartościowe książki i należałoby w końcu dorosnąć do literatury "ambitnej". Mamy tutaj problem ze snobizmem, a memy wychwalające czytelników i pokazujące ich rozwój w kontrze do życiowych przegrywów (np. oglądający tv), niczego dobrego tutaj nie wniesie, ani niczego nie zmieni.
A co się tyczy samej promocji: promowanie literatury "ambitnej" na nic się zda, kiedy a) większość społeczeństwa nie czyta i b) ci, którzy czytają, w większości wybiorą coś lekkiego. Żeby promować literaturę "ambitną", wypadałoby najpierw wypromować literaturę "niską". Do wyrośnięcia drzewa potrzeba nasiona, samo podlewanie ziemi, w której nie ma żadnego nasiona, nic nie da.
Wniosek jest jeden: promocje czytelnictwa skupić na dzieciach, ale nie upierać się przy wartościach, ale fajności samej książki. I promować świeżych twórców, a nie dinozaury, które od setek lat leżą w ziemi. Jeśli nauczymy miłości do książek dzieci, w przyszłości nie będzie potrzebna żadna promocja czytelnictwa.
Żeby promować czytelnictwo, trzeba fundamentalnie zmienić podejście do książki. Z jednej strony spuścić z tonu i przestać zapowietrzać się, jakie to czytanie jest cudowne, rozwijające itd. Kiedyś książka była rozrywką i ludzie załamywali ręce nad swoimi dziećmi, które czytały powieści. Teraz nijak nie może konkurować choćby z tv, bo etykietka przyczepiona do książki czyni...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
zgadzam się z Tobą w 100%:) Przy okazji mam pytanie, prowadzisz może (na co wskazywał by nick) kanał o książkach na YT?
jeśli tak, to niedawno trafiłam-powiedzmy przypadkiem, i muszę przyznać, że z przyjemnością obejrzałam kila odcinków :P
zgadzam się z Tobą w 100%:) Przy okazji mam pytanie, prowadzisz może (na co wskazywał by nick) kanał o książkach na YT?
jeśli tak, to niedawno trafiłam-powiedzmy przypadkiem, i muszę przyznać, że z przyjemnością obejrzałam kila odcinków :P
Zacznijmy od tego, że promowanie czytelnictwa powinno już być od najmłodszych lat. Dziecku należy pokazać, że czytanie jest fajne i przyjemne, a nawet w szkole tego nie robią (tragiczne lektury), a nauczyciele nawet jeśli mają wybór omówienia czegoś innego (np. pierwsza część HP) i tak tego nie wezmą, bo wolą iść wytyczoną podstawą programową, twardą i przestarzałą jak jesień średniowiecza. Jestem w stanie zrozumieć, że Sienkiewicz i Mickiewicz są potrzebni, ale nie rozumiem tego, że osoby czytające młodzieżówki/fantasy/romanse są często traktowane lekceważąco. "Takie durnoty czytasz, a na lekturę nie masz czas?" - zasłyszane od mojej nauczycielki z gimnazjum.
A potem dziwią się, że dzieciak w ogóle nie czyta...
Zacznijmy od tego, że promowanie czytelnictwa powinno już być od najmłodszych lat. Dziecku należy pokazać, że czytanie jest fajne i przyjemne, a nawet w szkole tego nie robią (tragiczne lektury), a nauczyciele nawet jeśli mają wybór omówienia czegoś innego (np. pierwsza część HP) i tak tego nie wezmą, bo wolą iść wytyczoną podstawą programową, twardą i przestarzałą jak...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejŚwięta prawda. Dzieci mają w tym przypadku zawsze najgorzej, bo a) są zmuszane do czytania lektur, które do nich nie trafiają, nie przemawiają i których nie są w stanie zrozumieć, bo są przestarzałe i nieaktualne i b) jak już same po coś sięgną, jest narzekanie, że czytają głupoty...
Święta prawda. Dzieci mają w tym przypadku zawsze najgorzej, bo a) są zmuszane do czytania lektur, które do nich nie trafiają, nie przemawiają i których nie są w stanie zrozumieć, bo są przestarzałe i nieaktualne i b) jak już same po coś sięgną, jest narzekanie, że czytają głupoty...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
O, ulubiony temat na LC... Szkoda byłoby nie dołączyć. ;)
"Serio, znacie kogoś, kto książki zaczął czytać, bo dowiedział się, że od tego stanie się mądrzejszy"?
Serio, znam. Myślę, że wiele osób zaczęło sięgać po książki właśnie z tego powodu, choć może "mądrzejszy", to niezbyt trafne słowo, więc napiszę inaczej: myślę, że wiele osób zaczęło sięgać po książki, by się czegoś dowiedzieć: o sobie, o innych, o świecie.
"Mechanizm jest jeden: polecanki. Nie wydumane rozmowy o walorach zapachu kartek, ale konkretny, prosty przekaz chwalący „fajowość” konkretnego tytułu. Nie profesor zachwalający frazę i symbolizm sceny z pawiami, ale Katarzyna Nosowska mówiąca, że brzuch ją bolał od śmiechu w czasie lektury".
Już widzę książki, które kryją się pod ową "fajowością". I domyślam się, że autor artykułu ów "prosty, konkretny przekaz" skierowałby do młodzieży, bo wątpię, aby owe ogólniki, "autorytet" osób w rodzaju Katarzyny Nosowskiej i jej bólu brzucha - przekonały do siebie nieczytających - i zatwardziałych w tym nieczytaniu - dorosłych. Domyślam się zatem, że p. Marcin jest zwolennikiem zasady: nieważne, co czytasz, ważne, że czytasz. No ale przy takim założeniu, to nie wiem, czy jest sens w ogóle robienia takiej kampanii. Co to zmieni, że X, Y, Z zapozna się z sieczką w formie książkowej, a może inaczej: czym ta sieczka różni się od krytykowanych filmów, seriali, programów telewizyjnych? Niczym. Papka intelektualna będzie papką, czy to w wydaniu filmowym, serialowym czy też książkowym. Jedynie na takiej kampanii zyskałyby wydawnictwa i autorzy. I tyle. Wiem, wiem. Jeśli ktoś przeczyta gniota, to może zachęci go do sięgnięcia po coś bardziej ambitnego. Może i zachęci, tylko pytanie, czy zachęcenie nie przemieni się w zniechęcenie. I tu, przydałby się ów profesor, specjalista "od fraz, symboliki i pawi", który ułatwiłby adeptowi czytelniczemu "poruszanie się" po tej czy innej lekturze. Wydawnie pieniędzy na to, by promować czytelnictwo, jako miły sposób spędzania czasu, to zwyczajne marnotrawstwo. Zróbmy też kampanię, która zachęcałaby do rozwiązywania krzyżówek, układania puzzli, robienia na drutach etc., etc. Skoro rozrywka, to rozrywka, dlaczego ograniczać się tylko do jednej propozycji?
"Nie chcę więc kampanii „Czytaj – będziesz mądry!”. Chcę haseł: „Ta książka cię zmiażdży!”, „Masz spodnie na zmianę? To dobrze, bo ta pisarka sprawi, że zesikasz się ze śmiechu!” Tymczasem ludzie odpowiedzialni za walkę ze spadkami czytelnictwa, a więc walczący o to, by nasz naród był kreatywny, sami zamykają się w sztywnych ramach rodem z wytycznych dla nauczycieli klas gimnazjalnych".
Ja w ogóle nie mam przekonania do takich kampanii. Ot, pozorne działanie, dla świętego spokoju, by pokazać, że coś się robi, a przy okazji ktoś zarobi. Gdybym wzięła sobie do serca kampanię "Pij mleko! Będziesz wielki", to musiałabym zamieszkać na stałe w łazience, a wielkie to miałabym... hmm... dolegliwości gastryczne. ;)
Wierzy Pan, że hasełka w rodzaju: "ta książka cię zmiażdży", "masz spodnie na zmianę..." naprawdę mają moc przekonania kogokolwiek do czegokolwiek? Nisko Pan ocenia inteligencję ludzi. Poza tym szeroko rozumiany marketing wydawniczy wyeksploatował ich siłę. Dla czytających są zazwyczaj znakiem ostrzegawczym przed sięgnięciem po daną książkę (ach, te "fenomeny literackie", "arcydzieła" wobec, których nie można przejść obojętnie etc., etc.). No ale czytający mogą pochwalić się umiejętnością krytycznego myślenia. Chyba... Bo z tym akurat różnie bywa.
O, ulubiony temat na LC... Szkoda byłoby nie dołączyć. ;)
"Serio, znacie kogoś, kto książki zaczął czytać, bo dowiedział się, że od tego stanie się mądrzejszy"?
Serio, znam. Myślę, że wiele osób zaczęło sięgać po książki właśnie z tego powodu, choć może "mądrzejszy", to niezbyt trafne słowo, więc napiszę inaczej: myślę, że wiele osób zaczęło sięgać po książki, by się...
,,Wierzy Pan, że hasełka w rodzaju: "ta książka cię zmiażdży", "masz spodnie na zmianę..." naprawdę mają moc przekonania kogokolwiek do czegokolwiek? Nisko Pan ocenia inteligencję ludzi."
Wydaje mi się ,że autorowi artykułu chodziło o sposób przekazania a nie o konkretnie takie hasła ;)
,,Wierzy Pan, że hasełka w rodzaju: "ta książka cię zmiażdży", "masz spodnie na zmianę..." naprawdę mają moc przekonania kogokolwiek do czegokolwiek? Nisko Pan ocenia inteligencję ludzi."
Wydaje mi się ,że autorowi artykułu chodziło o sposób przekazania a nie o konkretnie takie hasła ;)
@ Cebulka,
"Wydaje mi się ,że autorowi artykułu chodziło o sposób przekazania a nie o konkretnie takie hasła ;)"
A sposób przekazania się zmieni, jeśli wymyślę podobnego rodzaju hasełka rodem z notek okładkowych, achów i ochów mniej lub bardziej wątpliwych autorytetów? Nie, pozostanie tak samo naiwny, jak powyższe wykoncypowane przez autora artykułu.
@ Cebulka,
"Wydaje mi się ,że autorowi artykułu chodziło o sposób przekazania a nie o konkretnie takie hasła ;)"
A sposób przekazania się zmieni, jeśli wymyślę podobnego rodzaju hasełka rodem z notek okładkowych, achów i ochów mniej lub bardziej wątpliwych autorytetów? Nie, pozostanie tak samo naiwny, jak powyższe wykoncypowane przez autora artykułu.
@ Olga, widzisz i tu się różnimy, bo ja nie mam awersji do żadnej ze stron. Niech każdy czyta to, co chce czytać. Powtarzam to do znudzenia, ale - jak widać - nigdy dość.
Nie będę jednak udawać - dla czyjegoś lepszego samopoczucia, że literatura (tu wstaw sobie dowolne słowo: wartościowa, ambitna, prawdziwa, "wysokich lotów") i czytadełka - stoją w jednym szeregu, bo nie stoją, i prywatny gust (lubienie/nielubienie) nie ma tu w szerszym ujęciu nic do rzeczy.
Jeśli zaś chodzi o wartość stricte rozrywkową książek to nie sposób jej nie docenić, choć przestrzegam przed przecenianiem (stąd mój powyższy komentarz). Rozrywka jak każda inna. Ani gorsza, ani lepsza. Sporo osób "psioczyło" na ogłupiające filmy, seriale, programy TV, przemilczając rolę książek w tym ogłupianiu. Tak, jakby sam fakt, że mamy do czynienia ze słowem pisanym był wartością samą w sobie, wymykającą się wszelkiej krytyce.
@ Olga, widzisz i tu się różnimy, bo ja nie mam awersji do żadnej ze stron. Niech każdy czyta to, co chce czytać. Powtarzam to do znudzenia, ale - jak widać - nigdy dość.
Nie będę jednak udawać - dla czyjegoś lepszego samopoczucia, że literatura (tu wstaw sobie dowolne słowo: wartościowa, ambitna, prawdziwa, "wysokich lotów") i czytadełka - stoją w jednym szeregu, bo nie...
No właśnie, kto decyduje? Zapytam inaczej, dlaczego arcydzieła nadal są arcydziełami? Bo ktoś z góry tak powiedział, a wszystkie pokolenia kiwały głowami, bo wstyd im było się przyznać do swego prawdziwego zdania? Wspomniany Dostojewski: Dlaczego nadal jest czytany i uważany za arcydzieło, a nie trafił na śmietnisko?
Przy Twoim założeniu przecież tak powinno się stać, a nie stało. Dlaczego? Za mało nielubiących? A może nielubiących wystarczająca liczba, ale nie lubić czegoś, a umieć, potrafić docenić, wznieść się ponad swój guścik to całkowicie dwie różne sprawy, czyż nie?
Piszesz, że czytadełko może być wartościowe dla danej osoby. Bez wątpienia. Ale to nie zmieni faktu, że jest jedynie czytadełkiem, które szybko pogrąży się w w ogólnym mroku niepamięci. Taka rola czytadełek, by dostarczać chwilowej rozrywki.
"Zapewniam, że są tytuły, które dla Ciebie to również "czytadełka"
A na czym opierasz tę pewność? Tak konkretnie, chętnie się ustosunkuję.
"Rzeczy teoretycznie "obiektywnie" wartościowe czy uznane za wartościowe niekoniecznie faktycznie takimi są. to jest Twoja prywatna opinia, że jedna książka jest lepsza od drugiej".
Ach, ten relatywizm, też wpadam często w jego pułapkę. Powinno być niekoniecznie takimi są dla danej osoby, tylko czy dana osoba posiada jakiekolwiek zaplecze, oprócz swojego lubię/nie lubię, by móc uznać, że coś jest wartościowe nie tylko dla siebie, ale szerszego grona odbiorców?
"A ja wciąż uważam, że książka jest lepsza od serialu w TV (:
To chyba dobrze, prawda? Jestem z tych nieoglądających, więc nie wiem, jak to z tymi serialami obecnie jest. Wiem jedynie, że z jakością książek produkowanych taśmowo - nie najlepiej.
Ogłupienie (zgodnie ze słownikiem PWN: "utrata zdolności rozumowania"). Myślę, że to właściwie słowo określające papkę intelektualną, którą się współcześnie przemyca. Pozwolisz, że pozostanę przy nim.
No właśnie, kto decyduje? Zapytam inaczej, dlaczego arcydzieła nadal są arcydziełami? Bo ktoś z góry tak powiedział, a wszystkie pokolenia kiwały głowami, bo wstyd im było się przyznać do swego prawdziwego zdania? Wspomniany Dostojewski: Dlaczego nadal jest czytany i uważany za arcydzieło, a nie trafił na śmietnisko?
Przy Twoim założeniu przecież tak powinno się stać, a nie...
,,A sposób przekazania się zmieni, jeśli wymyślę podobnego rodzaju hasełka rodem z notek okładkowych, achów i ochów mniej lub bardziej wątpliwych autorytetów? Nie, pozostanie tak samo naiwny, jak powyższe wykoncypowane przez autora artykułu."
Nie jestem ekspertem od marketingu ale wydaje mi się ,że hasło ,,TA KSIĄŻKA JEST SUPER MUSISZ JĄ PRZECZYTAĆ !!!!" prędzej zachęci kogoś niż ,,Czytaj to zmądrzejesz". To 1 dostarcza jakiejś pozytywnej energii ale to tylko mój tok rozumowania.
,,A sposób przekazania się zmieni, jeśli wymyślę podobnego rodzaju hasełka rodem z notek okładkowych, achów i ochów mniej lub bardziej wątpliwych autorytetów? Nie, pozostanie tak samo naiwny, jak powyższe wykoncypowane przez autora artykułu."
Nie jestem ekspertem od marketingu ale wydaje mi się ,że hasło ,,TA KSIĄŻKA JEST SUPER MUSISZ JĄ PRZECZYTAĆ !!!!" prędzej zachęci...
@Olga - nie odnosisz wrażenia, że trochę relatywizujesz? Jestem w stanie naprawdę wskazać co najmniej kilka tytułów, które na pewno nie są w żaden sposób wartościowe. Choćby nieszczęsny Grey, co to takim wielkim bestsellerem ostatnio podobno jest. Ani to dobry język, ani poznawczo nic nowego i wartościowego nie wnosi, ani nawet nie jest to specjalnie ciekawe, do tego jeszcze nie jest to nasza polska literatura, więc polski autor na tym nic nie zarobi. Do tego stereotyp na stereotypie (bogaty, zblazowany i szukający mocnych wrażeń facet i naiwna, głupawa dziewczyna, która mu - a jakże - ulega itd.). O.K. Bedzie to może dla Ciebie wprawka jak jeszcze go przeczytasz w oryginale (lub innym obcym języku). Przynajmniej będziesz na bieżąco ze współczesnym angielskim.
@Olga - nie odnosisz wrażenia, że trochę relatywizujesz? Jestem w stanie naprawdę wskazać co najmniej kilka tytułów, które na pewno nie są w żaden sposób wartościowe. Choćby nieszczęsny Grey, co to takim wielkim bestsellerem ostatnio podobno jest. Ani to dobry język, ani poznawczo nic nowego i wartościowego nie wnosi, ani nawet nie jest to specjalnie ciekawe, do tego...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Olga, bardzo Cię proszę, abyś nie wkładała w me usta słów, których nie wypowiedziałam i przypisywała mi intencji, których w moich wypowiedziach zwyczajnie nie ma, a które Ty chciałabyś widzieć!!!
Podaj fragment mojej wypowiedzi, w której mówię, że CZYTAM prawdziwą literaturę, gdzie nazywam czytających ludźmi ułomnymi etc, etc. Wówczas będę skłonna się jakoś ustosunkować; prostować czegoś, co Ci się uroiło na mój temat- nie mam zamiaru.
Olga, bardzo Cię proszę, abyś nie wkładała w me usta słów, których nie wypowiedziałam i przypisywała mi intencji, których w moich wypowiedziach zwyczajnie nie ma, a które Ty chciałabyś widzieć!!!
Podaj fragment mojej wypowiedzi, w której mówię, że CZYTAM prawdziwą literaturę, gdzie nazywam czytających ludźmi ułomnymi etc, etc. Wówczas będę skłonna się jakoś ustosunkować;...
Czytelnictwo czytelnictwem, ale ktoś kto pisze artykuł i nie jest w tym przypadku prof. medycyny, ani przynajmniej nauczycielem, niech się o szczepionkach i oświacie nie wypowiada, wprowadza ludzi, (którzy nie są w temacie) w błąd a siebie przy okazji ośmiesza.
Czytelnictwo czytelnictwem, ale ktoś kto pisze artykuł i nie jest w tym przypadku prof. medycyny, ani przynajmniej nauczycielem, niech się o szczepionkach i oświacie nie wypowiada, wprowadza ludzi, (którzy nie są w temacie) w błąd a siebie przy okazji ośmiesza.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Ależ Olgo, jesteś niekonsekwentna. Gdzie Twój relatywizm? Odnosi się tylko do literatury pięknej, bo tu widzę, że potrafisz nie tylko docenić lata badań medycznych, a więc i medyków, a nawet dać prawo autorowi pisać, co mu się podoba, jednocześnie odbierajac to prawo Ziębie mechanikowi.
"Przeciwnicy szczepionek, którzy na prawo i lewo trąbią, jak to lewoskrętna witamina C leczy raka".
Czy przeciwnicy szczepionek muszą wierzyć, że lewoskrętna witamina C leczy raka? A co ma piernik do wiatraka? Pijesz do Zięby? Akurat czytałam jego książki i w żadnej, podkreślam w żadnej z nich, takowe stwierdzenie nie pada.
Ależ Olgo, jesteś niekonsekwentna. Gdzie Twój relatywizm? Odnosi się tylko do literatury pięknej, bo tu widzę, że potrafisz nie tylko docenić lata badań medycznych, a więc i medyków, a nawet dać prawo autorowi pisać, co mu się podoba, jednocześnie odbierajac to prawo Ziębie mechanikowi.
"Przeciwnicy szczepionek, którzy na prawo i lewo trąbią, jak to lewoskrętna witamina C...
"a o witaminie C Zięba nie pisał w swoich książkach"
Oj, Olgo, Olgo. Jak się nie czytało, to nie powinno się wypowiadać. Pozdrawiam :)
PS Literatura to miłosne historie. Ciekawe. ;)
"a o witaminie C Zięba nie pisał w swoich książkach"
Oj, Olgo, Olgo. Jak się nie czytało, to nie powinno się wypowiadać. Pozdrawiam :)
PS Literatura to miłosne historie. Ciekawe. ;)
Wiedziałem, po prostu wiedziałem, że najdrobniejsza wzmianka o szczepionkach wywoła do odpowiedzi "hurr durr ale o szczepionkach proszę nie mówić bo to zuo".
Pani Maleno, przykro mi, że wyrzuciła Pani pieniądze w błoto na cokolwiek co wypuścił ten szarlatan, ale niestety żadnej przydatnej wiedzy w książkach Zięby Pani nie znajdzie.
Wiedziałem, po prostu wiedziałem, że najdrobniejsza wzmianka o szczepionkach wywoła do odpowiedzi "hurr durr ale o szczepionkach proszę nie mówić bo to zuo".
Pani Maleno, przykro mi, że wyrzuciła Pani pieniądze w błoto na cokolwiek co wypuścił ten szarlatan, ale niestety żadnej przydatnej wiedzy w książkach Zięby Pani nie znajdzie.
Panie Konradzie, niepotrzebnie Panu przykro. Ale dziękuję za troskę o moje wydatki. Zapewniam Pana, że zazwyczaj dokonuję przemyślanych zakupów (książkowych także).
Sprostosowałam jedynie wypowiedź innej użytkowniczki, bo wymagała ona sprostowania. Temat szczepionek kompletnie mnie nie interesuje, ale gdyby interesował to pewnie starałabym się go zgłębić w możliwie najbardziej pełnym zakresie, więc i Ziębę (i jemu podobnych) musiałabym w tym zgłębianiu uwzględnić. Potrzebuję zazwyczaj szerszego oglądu, często i skrajnego, by wyrobić sobie własne zdanie, zwłaszcza gdy poruszam się na obcym sobie terenie. Natomiast nie lubię (i to niezależnie od mojego stosunku do autora, do jego książek), gdy ktoś wprowadza innych w błąd, mówiąc, że czegoś w książce nie ma jak jest lub odwrotnie. Czy to trudno przyznać się, że czegoś się nie czytało? Bo, że nie czytało, to widzę po wypowiedzi.
PS Na marginesie dodam, że zdanie: "szarlatan", "żadnej przydatnej wiedzy tam Pani nie znajdzie" jest puste sematycznie. Gdybym przykładowo napisała o kimś, kogo Pan ceni, z kim się Pan zgadza lub chciałby się Pan czegoś o danej osobie dowiedzieć: "To idiota, wszystko, co mówi to dyrdymały". Uwierzyłby mi Pan? Wątpię. Argumenty, argumenty i jeszcze raz argumenty. Pustosłowie to zawsze kiepskie rozwiązanie. Takie zagranie pod publiczkę, niewymagającą publiczkę.
Panie Konradzie, niepotrzebnie Panu przykro. Ale dziękuję za troskę o moje wydatki. Zapewniam Pana, że zazwyczaj dokonuję przemyślanych zakupów (książkowych także).
Sprostosowałam jedynie wypowiedź innej użytkowniczki, bo wymagała ona sprostowania. Temat szczepionek kompletnie mnie nie interesuje, ale gdyby interesował to pewnie starałabym się go zgłębić w możliwie...
@ Olga,
"naprawdę szkoda czasu na te przepychanki"
Pełna zgoda, zwłaszcza w sytuacji, gdy masz problem z czytaniem ze zrozumieniem. Pozdrawiam.
@ Olga,
"naprawdę szkoda czasu na te przepychanki"
Pełna zgoda, zwłaszcza w sytuacji, gdy masz problem z czytaniem ze zrozumieniem. Pozdrawiam.
A czy wystarczy, że autor artykułu jest absolwentem biotechnologii, które to studia ukończył z wyróżnieniem, i na których przez lata uczył się m.in. o szczepionkach i nawet sam jedną zrobił?
A czy wystarczy, że autor artykułu jest absolwentem biotechnologii, które to studia ukończył z wyróżnieniem, i na których przez lata uczył się m.in. o szczepionkach i nawet sam jedną zrobił?
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamPanie Marcinie, według mnie, choć wiem, że to pytanie nie do mnie, wystarczy do napisania artykułu o skutecznosci szczepionek (chętnie bym takowy przeczytała, gdyby mnie to interesowało), do napisania felietoniku na temat kampanii czytelniczej pewnie też, zważywszy że LC celuje zwykle w ich miałką jakość. Pański artykuł na tym tle nie wypada ani lepiej, ani gorzej.
Panie Marcinie, według mnie, choć wiem, że to pytanie nie do mnie, wystarczy do napisania artykułu o skutecznosci szczepionek (chętnie bym takowy przeczytała, gdyby mnie to interesowało), do napisania felietoniku na temat kampanii czytelniczej pewnie też, zważywszy że LC celuje zwykle w ich miałką jakość. Pański artykuł na tym tle nie wypada ani lepiej, ani gorzej.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
@ Olga, ja nie obrażam ludzi, wypowiadam się na temat artykułu Pana Marcina. No ale, żeby dostrzec różnice, to - jak Ci napisałam powyżej - trzeba posiadać tę niezwykle rzadką umiejętność czytania ze zrozumieniem.
Widzę, że powoli zaczyna wchodzić Ci w krew komentowanie moich wypowiedzi skierowanych do innych osób. Uważaj, żebyś nie popadła w obsesję na moim punkcie. ;)
@ Olga, ja nie obrażam ludzi, wypowiadam się na temat artykułu Pana Marcina. No ale, żeby dostrzec różnice, to - jak Ci napisałam powyżej - trzeba posiadać tę niezwykle rzadką umiejętność czytania ze zrozumieniem.
Widzę, że powoli zaczyna wchodzić Ci w krew komentowanie moich wypowiedzi skierowanych do innych osób. Uważaj, żebyś nie popadła w obsesję na moim punkcie. ;)
Napisałam ten post, ponieważ za dużo osób z mojego otoczenia traktuje artykuły przeczytane w Internecie jako źródło rzetelnej wiedzy nie zdając sobie sprawy, że te teksty może napisać KAŻDY. Niech polonista zostanie polonistą, matematyk- matematykiem, inżynier- inżynierem itp.Na pewno nie było moim celem wywoływanie tej dosyć dynamicznej dyskusji ;) pod moim postem. Ludzie wyrażajcie swoje zdanie, ale więcej dystansu. Uśmiechajcie się, relaksujcie, tańczcie, korzystajcie z pogody, czytajcie książki :) peace:)
Napisałam ten post, ponieważ za dużo osób z mojego otoczenia traktuje artykuły przeczytane w Internecie jako źródło rzetelnej wiedzy nie zdając sobie sprawy, że te teksty może napisać KAŻDY. Niech polonista zostanie polonistą, matematyk- matematykiem, inżynier- inżynierem itp.Na pewno nie było moim celem wywoływanie tej dosyć dynamicznej dyskusji ;) pod moim postem. Ludzie...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejTen temat jak i jemu podobny - "zachęcić społeczeństwo do czytania" jest niczym odgrzewany kotlet i kolejnym wtykaniem "kija w mrowisko" byle była dyskusja na ten już i tak oklepany temat. Polacy są przekornym narodem. :) Z mojego doświadczenia widzę, że jeśli się nam czegoś zabrania, obojętnie czegokolwiek, to wtedy właśnie jakby na złość robimy odwrotnie więc wypadałoby zabronić czytania książek ;)
Ten temat jak i jemu podobny - "zachęcić społeczeństwo do czytania" jest niczym odgrzewany kotlet i kolejnym wtykaniem "kija w mrowisko" byle była dyskusja na ten już i tak oklepany temat. Polacy są przekornym narodem. :) Z mojego doświadczenia widzę, że jeśli się nam czegoś zabrania, obojętnie czegokolwiek, to wtedy właśnie jakby na złość robimy odwrotnie więc wypadałoby...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejMyślę, że to genialny pomysł jest! I tani :)
Myślę, że to genialny pomysł jest! I tani :)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamPozamykajmy wszystkie biblioteki i księgarnie. Trzeba zarządzić publiczne palenie książek i gazet w powiecie. Każdy kto nie zastosuje się do zarządzenia zostanie skazany z artykułu 5167 jako szkodnik społeczny i agitator inteligencji burżuazyjnej na dożywocie w kopalni uranu ;P
Pozamykajmy wszystkie biblioteki i księgarnie. Trzeba zarządzić publiczne palenie książek i gazet w powiecie. Każdy kto nie zastosuje się do zarządzenia zostanie skazany z artykułu 5167 jako szkodnik społeczny i agitator inteligencji burżuazyjnej na dożywocie w kopalni uranu ;P
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamI jeszcze wśród niektórych czytających zdarzają się też krytyczne wypowiedzi o tych, którzy czytają np. tylko romanse. A ja żem im powiedziała: niech se każdy czyta, co chce, byle czytał 😊
I jeszcze wśród niektórych czytających zdarzają się też krytyczne wypowiedzi o tych, którzy czytają np. tylko romanse. A ja żem im powiedziała: niech se każdy czyta, co chce, byle czytał 😊
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamMyślę, że ważne jest pokazać młodym rodzicom, jak świetnie mogą spędzić czas z dzieckiem na lekturze - że beda razem z dziećmi śmiać się, dyskutować, oceniać, przeżywać. Może oni sami, młodzi dorośli, nie wciągną się w czytanie, ale dziecko? Towarzyszyc my przy czytaniu lektur szkolnych, wyjaśniac, zgadzać się lub dawac kontrargumenty... Dorosłych ciężko jest zachęcic do czytania, ale byc może część z nich to dawni uczniowie ledwie dukający na lekcjach - przecież czytanie może męczyc, gdy ma się nieopanowaną technikę czytania. Nadzieja w nowym pokoleniu.
Myślę, że ważne jest pokazać młodym rodzicom, jak świetnie mogą spędzić czas z dzieckiem na lekturze - że beda razem z dziećmi śmiać się, dyskutować, oceniać, przeżywać. Może oni sami, młodzi dorośli, nie wciągną się w czytanie, ale dziecko? Towarzyszyc my przy czytaniu lektur szkolnych, wyjaśniac, zgadzać się lub dawac kontrargumenty... Dorosłych ciężko jest zachęcic do...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejCzytam wiele wpisów i czasami pojawiają się komentarze, że to rodzice pokazali dziecku świat z książkami - pokazali, albo powinni pokazać. W moim przypadku było zupełnie coś innego. Moja mama widząc mnie godzinami z ksiązką w ręku, wiedząc o tym, że nie wyjdę z domu bez książki, że wydaje najwięcej pieniędzy na książki, że nie ominę żadnej biblioteki, księgarni, antykwariatu, że strona startowa to lubimyczytac.pl, że wciąż wyszukuje nowe tytuły. Widząc to wszytsko wiedziała, że kocham książki. Zaczęła podpytywać mnie o fabułę i wciągnęła się na całego. Czytamy już wspólnie kilka lat, wymieniamy się książkami, tytułami, jeździmy razem na WTK a żeby "zaoszczędzić" na czasie czasami jedna czyta książkę i opowiada drugiej. Wspaniałe mieć mamę, która weszła w ten świat i teraz rozumie moje emocje, czasmi łzy, smutek po przeczytaniu. Kiedyś mówiła: Ewa to tylko książka...TYLKO! Nie zachęcajmy na siłę do czytania, ale kusić można :-)
Czytam wiele wpisów i czasami pojawiają się komentarze, że to rodzice pokazali dziecku świat z książkami - pokazali, albo powinni pokazać. W moim przypadku było zupełnie coś innego. Moja mama widząc mnie godzinami z ksiązką w ręku, wiedząc o tym, że nie wyjdę z domu bez książki, że wydaje najwięcej pieniędzy na książki, że nie ominę żadnej biblioteki, księgarni,...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Oczywiście, że chodzi o kasę. Jest fundusz na promocję, to się zleca projekt, wyznacza lidera, komisję etc. i wydaje się kasę. Efekt jest zupełnie nieważny.
Inne rzeczy są od dziesięcioleci promowane w filmach, pomimo ich udowodnionej szkodliwości: papierosy i alkohol. Gdyby było lobby, które zarabia ciężkie pieniądze na sprzedaży książek, z pewnością znalazłby się skuteczny sposób promocji. Ale nie ma i nie będzie, bo nikomu nie zależy na tym, żeby społeczeństwo było oczytane i miało szerokie horyzonty.
Oczywiście, że chodzi o kasę. Jest fundusz na promocję, to się zleca projekt, wyznacza lidera, komisję etc. i wydaje się kasę. Efekt jest zupełnie nieważny.
Inne rzeczy są od dziesięcioleci promowane w filmach, pomimo ich udowodnionej szkodliwości: papierosy i alkohol. Gdyby było lobby, które zarabia ciężkie pieniądze na sprzedaży książek, z pewnością znalazłby się...
Tak samo jest z odżywianiem. Jeszcze nikt nikogo nie zachęcił do zmiany nawyków poprzez mówienie, że jakiś produkt jest zdrowy. Wręcz przeciwnie! Dobrym pomysłem są metody na tzw. "partyzanta". Tu jakaś fotka z celebrytą w książką w ręku, tu program o ciekawej i nie przynudzającej (!) tematyce, tu przyuliczne biblioteczki i aktywne koła czytelnicze dla dzieci. Ech! Tyle można zdziałać!
Tak samo jest z odżywianiem. Jeszcze nikt nikogo nie zachęcił do zmiany nawyków poprzez mówienie, że jakiś produkt jest zdrowy. Wręcz przeciwnie! Dobrym pomysłem są metody na tzw. "partyzanta". Tu jakaś fotka z celebrytą w książką w ręku, tu program o ciekawej i nie przynudzającej (!) tematyce, tu przyuliczne biblioteczki i aktywne koła czytelnicze dla dzieci. Ech! Tyle...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejAutorze nie odnosisz wrażenia, że o żadną promocję czytelnictwa tu nie chodzi, lecz o wydanie pieniędzy i prestiż pewnych osób (tutaj 1,8 mln. złotych, ale w innej kampanii organizowanej przez państwowych urzędników będzie to 2 lub 3 mln. - na pewno pamiętasz jeszcze słynną reklamę z króliczkami, dzięki której mieliśmy się rozmnażać jak króliki itp.). Zarobi sobie zaprzyjaźniona agencja, aktorzy, reżyser spotów, drukarnia, panowie, którzy nakleją na bilbordy te jakże słuszne plakaty, urzędnicy sobie wpiszą w papiery, że ZROBILI WAŻNĄ KAMPANIĘ i... czego wy od nas chcecie ludzie? Przecież MY walczymy o czytelnictwo!!! Hurra!!! Z tej perspektywy Twoje jakże słuszne postulaty to jakieś bajanie starego zgreda, który na wszystko narzeka. Dejże Pan spokój!
Autorze nie odnosisz wrażenia, że o żadną promocję czytelnictwa tu nie chodzi, lecz o wydanie pieniędzy i prestiż pewnych osób (tutaj 1,8 mln. złotych, ale w innej kampanii organizowanej przez państwowych urzędników będzie to 2 lub 3 mln. - na pewno pamiętasz jeszcze słynną reklamę z króliczkami, dzięki której mieliśmy się rozmnażać jak króliki itp.). Zarobi sobie...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejMyślę, ze dobrze by było, gdyby osoby decydujące o wydaniu pieniędzy na taką akcję coś same najpierw przeczytały, np. Szwecja czyta. Polska czyta[bookLink]264303|Szwecja czyta. Polska czyta[/bookLink] chociażby.
Myślę, ze dobrze by było, gdyby osoby decydujące o wydaniu pieniędzy na taką akcję coś same najpierw przeczytały, np. Szwecja czyta. Polska czyta[bookLink]264303|Szwecja czyta. Polska czyta[/bookLink] chociażby.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
W serialach pokazana jest rodzina pseudo inteligencka. Owszem pokazują ludzi majętnych, bogatych w pięknych wnętrzach, poruszającymi się ładnymi autami, jedzącymi po restauracjach, mężczyzna przynosi kobiecie kwiaty, zaprasza do kina czy do teatru i na tym koniec. Prawda jest całkiem inna. To sieczka dla gawiedzi. Przy każdej okazji piją alkohol. Lampka dwie, owszem to jest alkoholizm. Picie codzienne napojów wyskokowych. Bohaterowie wysławiają się w sposób ubogi albo też mówią slangiem , skrótami. Dotyczy to dzieci lekarzy, sędziów i innego typu ,, elity ''. Samo zachowanie też pozostawia wiele do życzenia. Jakieś głupkowate sytuacje, naiwni , łatwowierni, durnota aż wylewa się z telewizora. Propagowany jest luzacki, chamski styl życia, bycia. Nie ma w tych serialach nic pięknego. Nie ma pokazanego prawdziwego człowieka, jego problemów, radości i smutków. Wszystko sztuczne i na jedno kopyto. Od A do Z wszystkie stacje dają te same głupkowate seriale pokazując rzekomo ludzi na poziomie. Dla mnie to patologia. A społeczeństwo utożsamia się z takimi Mostowiakami czy Boskimi czy jak im tam wogóle na nazwisko. Durnota. Piękne seriale, to były kiedyś jak ja byłem mały.
Teleturnieje ? Są wyjątki od reguły, ale zazwyczaj to kolejna głupota pokazująca poziom naszego społeczeństwa. Czym się ludzie interesują i pasjonują. Bardzo często niczym. Przychodzą i głupkowato się śmieją . Prowadzący też bardzo często kretyn. Programy rozrywkowe ? Jakieś ambitne ? Moim zdaniem nie ma. Były. Kiedyś. Mało oglądam telewizję, ale orientuję się mniej więcej co telewizja wszystkich stacji ma do przekazania widzom. Nic. Rozrywkę na poziomie bagna i mułu. Ludziom to wystarza. Po co czytać, obejrzy serial czy gwiazdy na lodzie, zje paczkę chipsów, popije coca- colą ,potem przełączy na jakąś szafiarkę, co powie jak ma się ubrać, następnie na madzie, co pokaze jak ma gotować, reklama pokaże czym masz jeździć , czy jaką tabletkę masz wziąć , na dobranoc rozmowy tabu o seksie , rozmówczynie wyjątkowo chętnie się dzielą swoim życiem intymnym i możemy zasypiać . I tak dzień w dzień, nauczą nas jak mamy żyć. To po co sięgać po książki....
W serialach pokazana jest rodzina pseudo inteligencka. Owszem pokazują ludzi majętnych, bogatych w pięknych wnętrzach, poruszającymi się ładnymi autami, jedzącymi po restauracjach, mężczyzna przynosi kobiecie kwiaty, zaprasza do kina czy do teatru i na tym koniec. Prawda jest całkiem inna. To sieczka dla gawiedzi. Przy każdej okazji piją alkohol. Lampka dwie, owszem to jest...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
To prawda, że nagłaśniane nagrody dużo dają. Prosty przykład: pracuję w księgarni i od kiedy wiadomo, że Pani Olga Tokarczuk dostała Bookera, pojawia się mnóstwo ludzi, których wcześniej u nas nie widziałam i pytają o "Biegunów".
Inna sprawa: W domu zamiast telewizora mam na przeciwko kanapy dużą biblioteczkę. Ilekroć ktoś pojawia się u mnie po raz pierwszy postanawia zapytać o te książki, czasami nawet coś pożyczy, chociaż wcześniej do czytania się nie garnął. Dobry przykład też daje rezultaty, więc faktycznie - co by było, gdyby z książkami pokazywali się celebryci w TV!
To prawda, że nagłaśniane nagrody dużo dają. Prosty przykład: pracuję w księgarni i od kiedy wiadomo, że Pani Olga Tokarczuk dostała Bookera, pojawia się mnóstwo ludzi, których wcześniej u nas nie widziałam i pytają o "Biegunów".
Inna sprawa: W domu zamiast telewizora mam na przeciwko kanapy dużą biblioteczkę. Ilekroć ktoś pojawia się u mnie po raz pierwszy postanawia...
Już kiedyś przy podobnej dyskusji pisałam, ze w polskich serialach, w domach inteligenckich praktycznie nie ma w domu książek. Przemyca się w nich czasami jakieś społeczne akcje, np. badania profilaktyczne, ale czy ktoś widział rodziców w tych serialach czytających dzieciom książki? Ja chyba nie, ale niewiele oglądam, więc może nie trafiłam.
Już kiedyś przy podobnej dyskusji pisałam, ze w polskich serialach, w domach inteligenckich praktycznie nie ma w domu książek. Przemyca się w nich czasami jakieś społeczne akcje, np. badania profilaktyczne, ale czy ktoś widział rodziców w tych serialach czytających dzieciom książki? Ja chyba nie, ale niewiele oglądam, więc może nie trafiłam.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamZgadzam się w 100%! Bardzo dobry tekst :)
Zgadzam się w 100%! Bardzo dobry tekst :)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
My sobie tu dywagujemy nad tym co by było gdyby...
I jak tak czytam te nasze posty, to wniosek nasuwa mi się prosty.
Jeśli już chcą nasi jaśnie oświeceni promować czytelnictwo, powinni skupić się na pokazaniu jego atrakcyjności, ciekawości, odmienności i wyjątkowości.
Samo gadanie: "czytaj bo inaczej będziesz debilem", raczej nie wystarczy.
Ten sługa szatana telewizor, może pomóc w takiej promocji poprzez tworzenie np klubów książki. Mogliby zapraszać tam ludzi dla których czytanie jest pasją i oczywiście równocześnie potrafiących o swej pasji ciekawie opowiadać. Mogliby organizować konkursy czytelnicze z nagrodami, pokazywać że warto czytać i że po prostu się opłaci. Odnoszę wrażenie że obecnie czytanie przez wielu postrzegane jako proces trudny i żmudny... I myślę iż nad tą wizją należałoby się pochylić i w jakiś sposób popracować...
My sobie tu dywagujemy nad tym co by było gdyby...
I jak tak czytam te nasze posty, to wniosek nasuwa mi się prosty.
Jeśli już chcą nasi jaśnie oświeceni promować czytelnictwo, powinni skupić się na pokazaniu jego atrakcyjności, ciekawości, odmienności i wyjątkowości.
Samo gadanie: "czytaj bo inaczej będziesz debilem", raczej nie wystarczy.
Ten sługa szatana telewizor,...
Moim zdaniem jeden z głównych problemów akcji pt. "czytaj bo inaczej będziesz debilem" polega na tym, że w naszym społeczeństwie mało kto uważa się za debila, mimo że na każdym kroku ich pełno ;)
Moim zdaniem jeden z głównych problemów akcji pt. "czytaj bo inaczej będziesz debilem" polega na tym, że w naszym społeczeństwie mało kto uważa się za debila, mimo że na każdym kroku ich pełno ;)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamBo niestety od wewnątrz tego nie widać ;)
Bo niestety od wewnątrz tego nie widać ;)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamAle skąd przekonanie, że chcą promować?! Jakby co to odsyłam do mojego komentarza poniżej.
Ale skąd przekonanie, że chcą promować?! Jakby co to odsyłam do mojego komentarza poniżej.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam