Kurs pisania #20 - 10 rad na koniec

Remigiusz Mróz
28.06.2015

Nie godzi się zamykać kursu pisania bez podsumowania. I zanim dopadnie mnie nostalgia, a łezka w oku się zakręci, przejdę szybko do rzeczy – oto dziesięć rad, które powinny pomóc tym wszystkim, którzy rozmyślają o napisaniu swojej książki, są już w trakcie, lub borykają się z fazą przed-wydawniczą.

1.      Czytaj

Idąc od ogółu do szczegółu, nie można pominąć tego punktu. Kojarzę tylko jednego autora, który otwarcie przyznaje się do tego, że nie czyta książek innych pisarzy – i tym ewenementem jest Graham Masterton. Zdecydowana większość jego kolegów po piórze przyjmuje koncepcję odwrotną, wychodząc z założenia, że aby dobrze pisać, trzeba być rasowym molem książkowym. Jednocześnie czytanie nie może być dla nas przykrym obowiązkiem, bo wówczas cały proces będzie mijał się z celem – chodzi bowiem o to, by lektura sprawiała nam przyjemność. W takiej sytuacji podświadomie będziemy uprawiać literacki benchmarking, włączając do naszego warsztatu to, co najbardziej spodobało nam się u innych autorów. I nie ma co się tego wstydzić – po latach będziecie w wywiadach otwarcie przyznawać się do tego, czyja proza stanowiła dla Was inspirację i wzór do naśladowania.

Jeszcze lepiej będzie, jeśli sięgniecie po historie, które Was znudzą, zdenerwują i wywołają wewnętrzny czytelniczy sprzeciw. Nie dość, że otrzymacie dzięki nim motywację, by zrobić coś lepiej, to jeszcze boleśnie przekonacie się o tym, jakich błędów nie popełniać. Nic lepiej nie wyostrza pisarskiego warsztatu, niż słabe lektury.

2.      Pisz

Übung macht den Meister. Practice makes perfect. Praktyka czyni mistrza. Repetitio est mater studiorum. To wyświechtana fraza, która funkcjonuje pewnie w każdym języku – i to nie bez powodu. Nie chodzi oczywiście o to, by po latach parafrazować Bruce’a Lee i skonstatować, że trzy czwarte życia spędziłem przy klawiaturze; resztę zmarnowałem, a o to, by nieustannie przekuwać punkt pierwszy na punkt drugi. Przy zachowaniu odpowiednich proporcji efekt powinien pojawić się już po pół roku – i z każdym mijającym miesiącem będziecie dostrzegać, że Wasz warsztat wygładza się i jest coraz bardziej zbliżony do tego, który prezentują pisarze, od których chcielibyście się uczyć. Bo rzemiosło to wymaga nauki – nieustannej, ciężkiej i mozolnej, ale podobnie jest w przypadku każdej innej znaczącej rzeczy, którą robimy, prawda?

Nikt nie rodzi się z umiejętnością pisania. Nikt nie nauczy się tego na studiach – owszem, może przyswoić zasady i postępować zgodnie z nimi, ale część tego fachu polega na tym, by tworzyć własne reguły. Nie istnieje żaden uniwersalny kanon norm, do którego można się dostosować i dzięki temu uzyskać gwarancję, że osiągniemy sukces. Podobnie nie ma żadnego tekstu z dziesięcioma pisarskimi radami, który byłby odpowiedzią na wszystkie pytania. Każdy musi stworzyć swój własny literacki dekalog, a to można osiągnąć tylko przez uporczywą praktykę.

Pisarz nie ma szefa, często nie ma terminów, nie ma też nad sobą żadnej szpicruty. Nie zawsze chce mu się pisać, nie zawsze dobrze idzie, nie zawsze przychodzi to łatwo – zawsze jednak pisarz zdany jest wyłącznie na siebie. Jeśli na początkowym etapie nie wykształci odpowiedniej dyscypliny i nawyku, później będzie trudno. Choćby dlatego warto pisać, pisać i pisać…

3.      Redaguj

…a potem redagować. Niektórzy twierdzą, że redagowanie jest istotniejsze od pisania i że tak naprawdę to wtedy powstaje książka. Jest to pogląd może skrajny, ale z pewnością tkwi w nim ziarno prawdy. Symptomatyczne jest zresztą to, że wielu anglosaskich pisarzy mówi o tym procesie jako o rewriting, a nie editing. Chodzi więc nie tyle o usuwanie małych potknięć, a o przepisywanie całej książki. Anglicy czy Amerykanie nie są w tym podejściu osamotnieni – podobnie do sprawy podchodzą Skandynawowie, jak choćby Håkan Nesser. Szwed często podkreśla, że pierwsza wersja książki to tylko draft, a prawdziwa zabawa zaczyna się właśnie podczas przepisywania jej.

O czym trzeba pamiętać podczas redakcji? Przede wszystkim o tym, że możemy sprawić jedynie, że powieść będzie lepsza. Nie bójcie się dłubać w tekście, fabule czy bohaterach – istnieje znikome prawdopodobieństwo, że w trakcie prac coś wyjdzie gorzej, niż w pierwotnym założeniu. Każdy z nas podświadomie się tego obawia, ale zastanówmy się, jak często słyszymy o autorach, którzy po wydaniu książki powiedzieli, że pierwsza wersja była lepsza, niż ostateczny efekt?

Kilkakrotnie podczas kursu przewijało się stwierdzenie, że możemy traktować naszą książkę jako dziecko, ale tylko, jeśli wyjdziemy z założenia, że to bękart, którego dopiero trzeba ułożyć. To nie świętość, której nie można tknąć – przeciwnie, nawet najlepszy autor nie napisze od razu arcydzieła. Musi obrobić tekst zarówno samemu, jak i przy wsparciu innych osób – przy czym warto pamiętać, że redaktor w zdecydowanej większości przypadków ma rację, choćby budziło w nas to wewnętrzny sprzeciw.

Istotne jest też to, by książka swoje odleżała. Redagując tekst od razu po napisaniu nie dostrzeżemy zdecydowanej większości błędów. Z mojego doświadczenia wynika, że trzy miesiące to minimalny czas, na jaki należy książkę odstawić (i jest to wersja dla niecierpliwych). Dzięki temu łatwiej będzie nam dostrzec wszystkie potknięcia, a z drugiej strony łatwiej będzie usuwać…

4.      Usuwaj

…wszystko to, czego należy się pozbyć. A takich rzeczy jest mnóstwo.

Każdy z nas musi wdrożyć się w opowiadaną historię. Nawet jeśli opowieść „żyje” w naszej wyobraźni od jakiegoś czasu, chodzi za nami i nie daje spokoju, podczas przelewania jej na papier musimy wpaść w odpowiedni rytm. Przez to tworzymy długie wprowadzenia, nakreślamy tło, cechy bohaterów i wszystkie inne rzeczy, które z jakiegoś powodu wydają nam się istotne.

Czytelnik takiego wdrożenia nie potrzebuje. O ile nie piszemy powieści psychologicznej z pogłębionym tłem charakterologicznym postaci, czytelnik oczekuje czegoś innego. Chce innowacji. Chce jakiegoś novum w gatunku, który wybrał. Chce czegoś ciekawego – czegoś, co przykuje jego uwagę od pierwszej strony i sprawi, że ta uwaga nie zniknie aż do ostatniej. Tego samego będzie oczekiwać redaktor, który rozpatrzy Waszą propozycję wydawniczą – i prawidłowo, wszak później książka będzie musiała obronić się na rynku, który rządzi się swoimi prawami.

Ta rada sprowadza się do prostej konkluzji – każda strona naszej książki powinna być jakością samą w sobie. Każde zdanie powinno takie być. Oczywiście w sytuacji, kiedy mamy do sprawdzenia pół miliona znaków, sprawa się komplikuje. Znaczniej łatwiej będzie nam jednak osiągnąć zadowalający efekt, jeśli wyjdziemy z założenia, że napisaliśmy za dużo – rozpędziliśmy się nakreślając tło postaci, opisując miejsca, budując dialogi, et cetera. I tym samym dochodzimy do punktu kolejnego…

#####

5.      Powiedz więcej, mówiąc mniej

Nie sztuka opisać dokładnie wszystko to, co otacza naszych bohaterów. Nie sztuka dokładnie i bezpośrednio zarysować ich charakter, pisząc o ich cechach psychologicznych. I w końcu to nie sztuka napisać cegłę, w której przez połowę czasu zajmujemy się rozwijaniem wątków pobocznych, sprowadzających się do tego, że są… wątkami pobocznymi. Sztuka polega na wyciągnięciu esencji z historii, którą chcemy opowiedzieć.

Wiem, że w trakcie pisania wydaje się, że trzeba opisać wszystko w największych detalach, bo czytelnik może niedopowiedzenia zinterpretować na swój sposób. Ale w pisaniu właśnie o to chodzi! Największą frajdą jest to, gdy nasza historia ożywa w czyjejś wyobraźni. Często przyjmie wówczas zupełnie inną formę, niż w naszej, ale to efekt, z którego powinniśmy być dumni.

6.      Zrób porządny research

Gdyby tylko FBI miało dostęp do mojej historii wyszukiwania…

Przypuszczam, że nawet nie musieliby wszczynać śledztwa, od razu skontaktowaliby się z Interpolem i podali namiar na pewnego delikwenta mieszkającego w południowo-zachodniej Polsce. W try miga wystawiono by europejski nakaz aresztowania i kolejne książki mógłbym pisać z zacisza więziennej celi.

Jakże mogłoby być inaczej, skoro ów delikwent notorycznie wyszukuje same niepokojące rzeczy? Gdyby wziąć pod uwagę historię przeglądarki, wyszłoby na to, że interesuje się… nie, pasjonuje się tym, jak rozkładają się zwłoki – szczególnie zaciekawiony jest powstawaniem pęcherzy pośmiertnych oraz tym, jak warunki środowiskowe wpływają na tempo dekompozycji zwłok. Ponadto raz na kilka miesięcy odświeża wiadomości na temat plam opadowych na zwłokach oraz wykazuje zainteresowanie tym, które insekty jako pierwsze pojawiają się na miejscu. W dodatku notorycznie poszukuje informacji o tym, jak skonstruować fugas czy ajdik, czyli improwizowany ładunek wybuchowy; jak najefektywniej udusić bliźniego; jak zdobyć jad kiełbasiany i jaka dawka jest śmiertelna dla człowieka; gdzie najlepiej uderzyć, by szybko zabić; jaka gleba jest najlepsza dla prowizorycznej mogiły… i tak dalej.

Kryminał, powieść historyczna czy obyczajowa, research zrobić trzeba. I najlepiej, jeśli istnieje realna potrzeba – to znaczy, kiedy nie jesteśmy specjalistą w danym temacie i musimy się dokształcić. W przeciwnym wypadku istnieje spore prawdopodobieństwo, że nawrzucamy do powieści multum nieznaczących szczegółów, którym będziemy torturować czytelnika, zamiast dostarczać mu rozrywki. Przegiąć nie można też w drugą stronę – zbyt mały research to cios w wiarygodność książki. Poza tym przygotowując się w ten sposób do pisania, związujemy się emocjonalnie z naszym tworem – a to jest niezbędne, by przez kilka tygodni, miesięcy czy lat pracować nad książką.

7.      Używaj prostego języka

Tę radę formułuje każdy pisarz – bo każdy pisarz miał do czynienia z redaktorem, który wytłumaczył mu to na dziesięć różnych sposób. Nie trafia to do nas tak, jak powinno, ale powinniśmy o tym pamiętać. Jeśli coś jest nienormalne, to powinno być w naszej książce „nienormalne”, a nie „stanowiące swoistą aberrację”. Im prościej wyrazimy myśl, tym większe będzie prawdopodobieństwo, że odbiorca przyjmie ją w sposób bezbolesny. To oczywiście skomplikowana sztuka, której uczymy się latami… ale nie jesteśmy w tym osamotnieni. Robi to każdy pisarz na świecie.

(Może z wyjątkiem tych, którzy z jakiegoś powodu wolą pisać o „konterfekcie” w miejsce „wizerunku”, „dekompensacji nerwicowej” zamiast „depresji”, czy o „poliandrii” zamiast o tym, że… paniom też coś się od życia należy).

8.      Zachowaj dystans

Przede wszystkim do swojego dzieła. Wprawdzie kilka akapitów wyżej była mowa o emocjonalnym przywiązaniu, ale ono jest konieczne tylko na etapie pisania. Później najlepiej znienawidzić nasz wytwór – w ten sposób łatwiej przyjdzie nam nanosić poprawki, a potem łatwiej będzie znosić krytykę. Jej wystąpienie jest jeszcze pewniejsze, niż uwag redakcyjnych, ale plus jest taki, że w większości przypadków będziemy mogli coś z niej wynieść.

Tuż przed wydaniem siódmej książki na palcach jednej ręki mogę policzyć przypadki niekonstruktywnej krytyki. Jeśli czytelnik poświęca czas na wyrażenie opinii, to zazwyczaj nie robi tego tylko po to, by dopiec autorowi – chce przekazać swoje zdanie, pokazać, co mu się nie podobało. I ma do tego święte prawo, bowiem nabył je w księgarni razem ze swoim egzemplarzem książki.

Traktując wszystkie uwagi jako argumenty ad personam, zwariujecie. Przy takim podejściu nawet najbardziej gruboskórny autor prędzej czy później sfiksuje (raczej prędzej). Dlatego dystans do swojej pracy jest tak istotny.

9.      Pisz tak, żeby nie móc się oderwać

To jedna z najprostszych rad, ale też najbardziej istotna. W całym twórczym procesie chodzi o to, by pisać historię, która nas samych pochłonie. Prosta zasada mówi – jeśli książka nie porwie autora, istnieje duże prawdopodobieństwo, że nie porwie także czytelnika.

Banalne? Tak, ale z jakiegoś powodu każdy z nas musi sobie o tym przypominać podczas pisania. Musimy upominać się, że wypadałoby zacząć od jakiejś mocnej sceny, by od razu przykuć uwagę odbiorcy; że opisywanie historii bohaterów od momentu poczęcia niekoniecznie zainteresuje tych, którzy chcieliby przeczytać o czymś ciekawym; że przydałoby się trochę napięcia, a nie narracyjna miałkość i sielanka… i tak dalej.

Nie chodzi o to, by zmuszać się do codziennego pisania książki – chodzi o to, by sama książka nas do tego zmuszała. Jeśli damy się pochłonąć własnej historii, nie będziemy potrzebować żadnego motywatora, by spędzać nad tekstem długie godziny. A w dodatku będą one mijały jak okamgnienie.

10.  Nie słuchaj innych autorów

Wygląda na to, że to puenta całego kursu. I najgorsze jest to, że jest całkiem prawdziwa.

Wcześniej wspominałem o literackim benchmarkingu, ale to zupełnie co innego, niż postępowanie zgodnie z radami przedstawianymi przez kolegów po piórze. W pierwszym przypadku wyławiamy to, co najbardziej co nas przemawia, w drugim otrzymujemy gotowy przepis. Tyle że z jednego przepisu mogą powstać dziesiątki różnie smakujących dań – i to samo sprawdza się w przypadku książek.

Jedni będą radzić, byście zabarykadowali drzwi do pokoju, inni, że najlepiej pisać tam, gdzie panuje tłok i chaos. Jedni zasugerują, byście szli na żywioł bez planu i zamysłu, inni poradzą, byście najpierw przygotowali plan powieści. Jedni zaproponują łamanie wszelkich praw znanych ludzkości, inni powiedzą, że lepiej trzymać się znanych już w literaturze ram. Jedni polecą, żebyście używali najprostszych słów, krótkich zdań i krótkich akapitów, inni zasugerują rozbudowaną formę. Jedni powiedzą, że kiedy pisanie nie idzie, należy zrobić sobie przerwę, inni poradzą Wam nie odchodzić od klawiatury, dopóki nie skończycie fragmentu, który zaczęliście. Jedni powiedzą, że słowa „pomyślał”, „zrozumiał”, „wiedział” i inne powinny zniknąć z Waszego literackiego zasobu, inni podkreślą, że nie zawsze trzeba wszystko pokazywać, bo czasem wypada zagłębić się w psychikę bohaterów.

W końcu jedni zaproponują, byście z czasem pisali coraz mniej, a redagowali coraz więcej, inni… nie, w tym punkcie wszyscy autorzy chyba się zgadzają. Co wcale nie znaczy, że i Wy musicie. W tym tkwi cała radocha, bo pisanie to wolność.

Wolność absolutna, rekompensująca cały trud i sprawiająca, że pisząc, możemy przeżyć kilka żyć.

I tym samym dotarliśmy do końca. Dziękuję Wam za uwagę przez te osiem miesięcy i dwadzieścia odcinków – mam nadzieję, że były to dla Was tak samo ciekawe spotkania, jak dla mnie.

Do przeczytania!

Reklama

komentarze [41]

Sortuj:
9
0
29.11.2019 15:14

Czytając na bieżąco w 2015 roku zapewne zajęłoby mi to te "osiem miesięcy"... Jednak czytając teraz, zajęło mi to dwa dni! Dziękuję za tak treściwy kurs wypchany wskazówkami, które można wykorzystać nie tylko podczas pisania prozy, ale i podczas pisania... Utworów muzycznych! A dokładniej trzymania się wskazówek dotyczących sposobu pracy nad nowymi utworami oraz...

więcej

1034
0
08.11.2017 17:08

Podzielę się jedną myślą z tych nietypowych; przystojny pisać przespałam bym się z nim


41
31
14.07.2015 13:26

Panie Remigiuszu,
Dziękuję za stworzenie tego kursu. Początkowo zajrzałam do niego z ciekawości, i trochę się zawiodłam, że nie ma ,,konkretów,,. Jednak kolejne odcinki przekonały mnie, że pisania nikt mnie nie nauczy i regułki są tutaj zupełnie nie wskazane. Ciekawe podejście i sporo inspiracji. Życzę dalszych sukcesów, i do poczytania:)


207
8
08.07.2015 22:03

Szczerze mówiąc nie sadziłam, że ten kurs mi pomoże, ale jednak kilka rad zastosowałam i muszę przyznać, iż opanowałam trochę ten mój chaos. W każdym razie bardzo dziękuję! A, i mam nadzieję, że to nie jest "krwawe rozstanie" z lubimyczytac.pl i z czasem jakiś artykuł się pojawi.


270
24
01.07.2015 12:16

Ciekawe... Myślę jednak, że każdy pisarz musi wypracować swoją własną technikę. Niemniej jednak warto wziąć pod uwagę dobre rady :) Pozdrawiam i życzę wszystkim (zarówno profesjonalnym jak i amatorskim twórcom) aby zapał do pisania nigdy nie okazał się słomiany :)


632
8
30.06.2015 11:51

Szkoda, że to już koniec dobrze się czytało te rady. Przydatna wiedza. :)


326
46
30.06.2015 07:14

Jedne odcinki lepsze, inne gorsze, ale czytało się fajnie i szkoda, że to już koniec.


532
370
30.06.2015 00:45

Jak to koniec? Zrywasz z nami?
Jaka szkoda, fajnie mi się czytało te rady, gorzej ze stosowaniem, ale co tam... nie można mieć wszystkiego :)
Pozdrawiam.


128
0
29.06.2015 16:35

Serdecznie dziękuję za wszystkie rady :)

Ja chyba nigdy nie zabiorę się do pisania na poważnie. Nawet nie czytam już tak dużo co w "młodości" (24 lata na karku). Nie wie ktoś gdzie spożytkować tę całą wyobraźnię? Zawsze chciałem nauczyć się rysować, ale patrząc na mój słomiany zapał do pisania >.>

Odpukać, ale mam w głowie guza, który rośnie i pęcznieje karmiony...

więcej

32
0
29.06.2015 21:56

Zacznij spisywać ten świat na kartce, albo na komputerze w Notatniku. Dzięki temu będzie ci łatwiej to wszystko uporządkować, a może i nawet bardziej rozwiniesz ten wszechświat :) Jak lubisz rysować, a chcesz dalej rozwijać ten świat i komuś go przedstawić to nic nie stoi na przeszkodzie abyś zaczął/zaczęła tworzyć komiksy. Choćby takie internetowe publikowane w ramach...

więcej

318
37
29.06.2015 16:05

Bardzo inspirujące i ciekawe. I myślę, że pożyteczne. Dziękuję! :)


zgłoś błąd