Opinie użytkownika

Filtruj:
Wybierz
Sortuj:
Wybierz

Na półkach:

Hadot z typową dla siebie precyzją i jasnością przekazu przedstawia charakterystykę greckiej myśli filozoficznej. W świetny sposób wyciąga esencję filozofii antycznych mistrzów. Miłym zaskoczeniem był dla mnie wywód opisujący źródła myśli wczesnochrześcijańskiej, szczególnie przedstawicieli monastycyzmu i Ojców kapadockich. Hadot nie wdaje się przy tym w żadne ideologiczne rozterki, a tylko skupia się na filozoficznych inspiracjach wczesnego chrześcijaństwa i ich wpływów na chrześcijaństwo jako takie.

Poza komentarzem do filozofii starożytnej, autor opisuje formy, sens i przyczyny ćwiczeń duchowych, które były nieodłączną częścią postaw ówczesnych filozofów. Hadot pokazuje przy tym, że nie tylko przetrwały one do dnia dzisiejszego, ale ich praktykowanie ma głęboki sens kształtowania charaktemu i umysłowości człowieka.

Jest to moje drugie spotkanie z Pierrem Hadotem i z pewnością nie ostatnie. Głęboko zachęcam do czytania go i wgłębiania się w zrozumienie naszej kolebki cywilizacyjnej.

Hadot z typową dla siebie precyzją i jasnością przekazu przedstawia charakterystykę greckiej myśli filozoficznej. W świetny sposób wyciąga esencję filozofii antycznych mistrzów. Miłym zaskoczeniem był dla mnie wywód opisujący źródła myśli wczesnochrześcijańskiej, szczególnie przedstawicieli monastycyzmu i Ojców kapadockich. Hadot nie wdaje się przy tym w żadne ideologiczne...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Skoro wydawnictwo Aletheia (które cenię wysoko) postanowiło wydać frankfurtczyków, stwierdziłem, że to być może dobra okazja, aby zmierzyć się z tym nurtem filozoficznym i w sposób bezpośredni ocenić jego wartość.

Zgodnie z moimi przypuszczeniami, jest to intelektualne hochsztaplerstwo i filozoficzne mumbo jumbo. Sloterdijk wychodzi z, skądinąd słusznego, założenia, że we wszystkich zbiorowościach u samych pocztków religia służyła jako czynnik jednoczący i tworzący poczucie współnoty. Błędne (z historycznego i antropologicznego punktu widzenia) jest twierdzenie, że religia w pierwszym szeregu pełniła rolę opresyjną i miała za zadanie ugruntować władzę niewielkiej elity nad opresjonowaną masą- owszem, często był to skutek uboczny, owszem, religia służyła jako narzędzie polityczne, ale trzeba odróżnić istotę zjawiska od jej cech, które nie są ani jej immanentą częścią, ani cechą zarezerwowaną wyłącznie dla niej samej . Z tego błdnego założenia wynikają póniejsze liczne tezy, które są wygodne ideologicznie, ale z gruntu pozbawione wartości merytorycznej.

Nie powiem, niektóre spostrzeżenia Petera Sloderdijka są ciekawe, nawet warte uwagi, ale praca jako całość nie powala, a nawet zniechęca, jeśli ma się odrobinę, nomen omen, krytycznego myślenia. Nie polecam, ale też nie zniechęcam. Co by nie mówić, praca ta jest napisana językiem zwięzłym i czytelnym chyba dla każdego. Warto jednak wcześniej zapoznać się ze współczesnymi badaniami na temat historii religii, żeby nie dać się uwieść skrzywieniom intelektualnym tutaj przedstawionym.

Skoro wydawnictwo Aletheia (które cenię wysoko) postanowiło wydać frankfurtczyków, stwierdziłem, że to być może dobra okazja, aby zmierzyć się z tym nurtem filozoficznym i w sposób bezpośredni ocenić jego wartość.

Zgodnie z moimi przypuszczeniami, jest to intelektualne hochsztaplerstwo i filozoficzne mumbo jumbo. Sloterdijk wychodzi z, skądinąd słusznego, założenia, że we...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Jan Maciejewski przedstawił mi perspektywę na losy Polaków, której nigdy nie brałem pod uwagę. "Polska Chrystusem narodów" słyszał każdy, podobnie jak każdy ma określony (mniej lub bardziej polemiczny) stosunek do romantycznego postrzegania rzeczywistości i dziejów naszego narodu.

Nigdy bym też nie pomyślał, że można w nieinfantylny sposób połączyć rozbiory, Powstanie Warszawskie i Napoleona z Girardem, Josephem Conradem, Sienkiewiczem i Wacławem Niżyńskim. Gdybym przeczytał o tym w opisie, prawdopodobnie nawet bym po Maciejewskiego nie sięgnął, obawiając się pseudoromantycznego patosu albo wręcz odwrotnie- postmodernistycznej krytyki, pozbawionej merytorycznego gruntu. Ta książka jest o czymś kompletnie innym.

Jan Maciejewski stawia w "Nic to!" kilka tez z zakresu historiozofii. Niektóre uważam za genialne, z innymi nie do końca mogę się zgodzić, ale nawet na zasadzie polemiki uważam je za niezwykle wartościowe.

Autor był mi wcześniej nieznany, ale chętnie sięgnę po inne jego książki i zamierzam bacznie obserwować jego dalszą twórczość. Wydaje mi się, że jest to jeden z bardziej wartościowych głosów obecnych w polskiej debacie, wychodzącej daleko poza obszar wojen tożsamościowych, które stanowią obecnie centrum zainteresowania.

Polecam. Nie po to, by bić pokłony autorowi i ogłaszać go nowym wieszczem, ale by spojrzeć na siebie, swoją historię i historię swojego narodu (ale także Europy) w sposób do tej pory nieodkryty. Jest to ciekawa podróż, z której można wiele wyciągnąć.

Jan Maciejewski przedstawił mi perspektywę na losy Polaków, której nigdy nie brałem pod uwagę. "Polska Chrystusem narodów" słyszał każdy, podobnie jak każdy ma określony (mniej lub bardziej polemiczny) stosunek do romantycznego postrzegania rzeczywistości i dziejów naszego narodu.

Nigdy bym też nie pomyślał, że można w nieinfantylny sposób połączyć rozbiory, Powstanie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

O ile Marka Aureliusza mogę tylko podziwiać, to z Seneką mam ochotę wchodzić w polemikę. Nie notorycznie, oczywiście, ale często. Czy to źle? Wręcz przeciwnie, skłania to do refleksji i autorefleksji. Nie wiem, czy znajduję w jego "Myślach" rzeczy odkrywcze, ale chyba nie o to chodzi w lekturze klasyków.

Polecam Senekę właściwie każdemu, podobnie jak polecam Marka Aureliusza. Po pierwsze dlatego, że może być to doskonałe ćwiczenie duchowo-intelektualne, a po drugie dlatego, że u samych źródeł dowiemy się jak bardzo zakrzywiony obraz stoików zostaje nam wtłoczony do głów przez szkołę. Stoicyzm ani nie ma charakteru ateistycznego, ani nie przypomina buddyjskiego wyrzeczenia się emocji, ani nie stawia tezy, jakoby dojściem do szczęścia miałaby być pogarda dla życia doczesnego.

Stoicyzm jest dużo głębszy, a ponieważ nawet po dwóch tysiącleciach dzieła ich największych reprezentantów są przystępne, może do nich sięgnąć każdy, nawet w wieku szkolnym. Czytanie stoickich dzieł może być też doskonałą alternatywą dla współczesnych pseudo-poradników tłumaczących ludziom "jak żyć". Myślę też, że jest to bardzo dobry punkt wyjścia dla zainteresowanych filozofią, ale nie wiedzących jak i od czego zacząć.

O ile Marka Aureliusza mogę tylko podziwiać, to z Seneką mam ochotę wchodzić w polemikę. Nie notorycznie, oczywiście, ale często. Czy to źle? Wręcz przeciwnie, skłania to do refleksji i autorefleksji. Nie wiem, czy znajduję w jego "Myślach" rzeczy odkrywcze, ale chyba nie o to chodzi w lekturze klasyków.

Polecam Senekę właściwie każdemu, podobnie jak polecam Marka...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Cherezińską bardzo cenię, przede wszystkim za cykl "Odrodzone Królestwo", mimo to zauważam, że jest w swoim pisarstwie mocno nierówna, a "Legion" uważam za książkę nieudaną. Co poszło nie tak?

Wydaje mi się, że błędny był już sam koncept narracyjny. Cherezińska poszła w postmodernizm w bardzo amerykańskim stylu; widać tu m.in. inspirację stylem Quentina Tarantino. Problem polega na tym, że co działa na podwórku amerykańskim, w dodatku w kinematografii, nie oznacza, że zadziała na odcinku polskim. Styl literacki odrywa historię wojenną od polskiej charakterystyki i ją spłyca, przez co wydaje mi się to mało wiarygodne.

Drugi, chyba najpoważniejszy, problem widzę w bohaterach. Są oni tak mocno kanciaści i jednowymiarowi, że zamiast pełnokrwistych ludzi, widziałem w nich tuby reprezentujące określone światopoglądy. Pół biedy, gdyby oddawali oni rzeczywistą specyfikę ludzi tamtej epoki, ale to niestety nie wyszło. Ani narodowi, ani komunistyczni, ani nawet socjalistyczni bohaterowie nie reprezentują swoich realnych poglądów. Wszyscy wydawali mi się potwornie spłyceni, w dodatku zachowują się, mówią i myślą w taki sposób, w jaki mogliby ich widzieć Amerykanie, nie Polacy.

Sama historia jest przeciekawa i odrywa się od prymitywnych szablonów, w które chcą ją wpleść dzisiejsi historycy i politycy. Zamiar był fajny, niestety wykonanie do mnie nie trafia. Nie uważam "Legionu" za powieść złą, ale ma poważne mankamenty i wiem, że stać Cherezińską na coś lepszego. Nie zniechęcam nikogo do czytania, chyba nawet mogę tę książkę polecić, ale z zaznaczeniem, że nie jest ona wybitna. Plus jest też taki, że w literaturze tematyki NSZ i Brygady Świętokrzyskiej praktycznie rzecz biorąc nie ma, a pod względem merytorycznym raczej nie można "Legionowi" zbyt wiele zarzucić, pomijając liczne anachronizmy.

Warto sięgnąć po tę powieść, ale bez wielkich oczekiwań. Wydaje mi się, że autorka lepiej się odnajduje w stylistyce średniowiecznej i polecam wszystkim zwrócić uwagę na pozycje Cherezińskiej właśnie dotyczące tamtego okresu. Być może dzieło to bardziej nadawałoby się do przełożenia na język filmu?

Cherezińską bardzo cenię, przede wszystkim za cykl "Odrodzone Królestwo", mimo to zauważam, że jest w swoim pisarstwie mocno nierówna, a "Legion" uważam za książkę nieudaną. Co poszło nie tak?

Wydaje mi się, że błędny był już sam koncept narracyjny. Cherezińska poszła w postmodernizm w bardzo amerykańskim stylu; widać tu m.in. inspirację stylem Quentina Tarantino. Problem...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Sofokles leży u samych źródeł naszej cywilizacji. Nie ma sensu rozpisywać się na temat jego wpływu na literaturę i kulturę, bo zrobiło to już wielu znacznie mądrzejszych ode mnie.

Hołd należy się jednak Antoniemu Liberze, który dokonał czegoś, czego żaden polski tłumacz przed nim nie potrafił: stworzył przystępne tłumaczenie, zgodne z klasyczną formą, pozbawone sztucznego rymu nieobecnego w oryginale, zachowujące jednak piękną, wysoką formę dramatu, ale nieprzesadnie patetyczną. Do tej pory Sofokles kojarzył mi się z mordęgą szkolną i choć byłem świadom geniuszu dramatycznego samego autora, to polskie tłumaczenia trącące myszką i sztucznością skutecznie mnie od niego odstręczały. Nie potrafiłem przebrnąć ani przez "Króla Edypa", ani przez "Antygonę", nie mówiąc już o pozostałych dziełach. Antoni Libera sprawił, że nie tylko zechciałem wrócić do Sofoklesa, ale nawet mogłem czerpać przyjemność z jego lektury. Niezmiernie polecam.

Sofokles leży u samych źródeł naszej cywilizacji. Nie ma sensu rozpisywać się na temat jego wpływu na literaturę i kulturę, bo zrobiło to już wielu znacznie mądrzejszych ode mnie.

Hołd należy się jednak Antoniemu Liberze, który dokonał czegoś, czego żaden polski tłumacz przed nim nie potrafił: stworzył przystępne tłumaczenie, zgodne z klasyczną formą, pozbawone sztucznego...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

"Serce ciemności" (tradycyjnie tłumaczone jako "Jądro ciemności") to książka, która była i jest jedną z najważniejszych pozycji w moim życiu. Jest to jedna z tych książek, która formowała mój światopogląd i perspektywę na ludzką naturę i jego skłonność do czynienia zła.

Dzieło Josepha Conrada można rozważać na wielu poziomach- od historycznych, przez moralne po filozoficzne. Przy tym wszystkim sama treść jest niezwykle prosta i przystępna. Znamienne jest też to, że autor zadając pytania, na żadne tak naprawdę nie daje odpowiedzi- jest to cecha Wielkich pisarzy, do których Conrad niewątpliwie się zalicza. Tłumaczyć fabuły chyba nikomu nie trzeba, przede wszystkim dlatego, że (niestety) przez wiele lat była to jedna z obowiązkowych lektur szkolnych. Piszę "niestety", ponieważ obecny system skutecznie zniechęca młodzież do sięgania po dzieła wybitne, kojarząc je z prymitywnymi, szablonowymi analizami i tendencyjnymi omówieniami.

Na uwagę zasługuje również tłumaczenie Jacka Dukaja. Jest to jeden z moich ulubionych autorów XXI wieku, ale nie ukrywam, że się obawiałem- przede wszystkim ze względu na styl Dukaja, tak trudny, specyficzny i oryginalny, jednakowoż niepasujący do klasyki literatury. Moje obawy szybko zostały rozwiane i jestem pełen podziwu dla niego, jednak... szczerze mówiąc nie jestem pewien, czy gdyby ów tłumaczenie było moim pierwszym, to tak bardzo by we mnie weszło. O ile pierwszy przekład Anieli Zagórskiej jest toporny i średniej jakości, o tyle późniejsze stoją już znacznie wyżej, zarówno pod względem samego tłumaczenia, jak i przystępności literackiej. Z drugiej strony w spolszczeniu Dukaja można dostrzec jego pasję i udaną moim zdaniem próbę uchwycenia istoty "Heart of Darkness". Pozostaje mi tylko zdać się na specjalistów, którzy na próbę autora "Lodu" zareagowali z dużym uznaniem.

Nie wiem, czy trzeba komuś tę książkę polecać, ale warto to rozważyć, biorąc pod uwagę że żaden polski pisarz nie wywarł na światową literaturę takiego wpływu, jak właśnie Conrad (tak, Joseph Conrad był rodowitym Polakiem, nie tylko z pochodzenia), nawet sam Lem.

"Serce ciemności" (tradycyjnie tłumaczone jako "Jądro ciemności") to książka, która była i jest jedną z najważniejszych pozycji w moim życiu. Jest to jedna z tych książek, która formowała mój światopogląd i perspektywę na ludzką naturę i jego skłonność do czynienia zła.

Dzieło Josepha Conrada można rozważać na wielu poziomach- od historycznych, przez moralne po...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Postanowiłem wrócić do tej broszury po latach, żeby zastanowić się, czy- w obecnym momenci historii- pismo Józefa Mackiewicza może mieć coś wartościowego do powiedzenia.

Na co zwróciłem uwagę w pierwszej kolejności, to bezsprzeczny realizm polityczny autora i gorliwe zaangażowanie w wymuszenie na Polakach myślenia obywatelskiego. Choć Mackiewicz nie był zadeklarowanym demokratą (zapewne, podobnie jak jego starszy brat, był monarchistą), to jednak wierzył, że postawy społeczne mogą (i powinny) kreować postawy państwa.

Drugim odruchem był mój podziw dla pisarza, że w tak tragicznym położeniu Rzeczypospolitej (mówimy o 1944 roku) nie popadał on w pesymizm i poczucie beznadziei- nawet w takim momencie rozumował strategicznie i wierzył w sprawczość Państwa Polskiego.

Pisząc to wszystko trzeba jednak przyznać, że nie we wszystkim J.M. miał rację. Jego antykomunizm zasługiwał na szacunek, ale nie był on pozbawiony błędów logicznych. Nie miał on racji, że carska Rosja stała na antypodach Związku Sowieckiego, ani w przekonaniu, że lepiej aby Polski nie było, niż żeby była komunistyczna. Historia ten pogląd zweryfikowała; zostaliśmy podbici, zdominowani, zepsuci i wykrwawieni, ale dzięki temu, że zachowaliśmy szczątkową państwowość, III Rzeczpospolita miała po rozpadzie ZSRS znacznie łatwiej od większości państw byłego bloku wschodniego. Nie zaprzecza to jednak faktowi, że być może historia potoczyłaby się inaczej, gdyby nasze siły, zamiast ulegać grze mocarstw, postanowiły skupić się na walce ze Stalinem.

Czy "Optymizm nie zastąpi nam Polski" jest dzisiaj aktualny? Niestety bardziej, niż kiedykolwiek od 1989 roku. Apele Józefa Mackiewicza pokazują tylko, że polskie elity polityczne nawet po 80 latach powtarzają te same błędy. Nie jest to bynajmniej powód do defetyzmu- dzisiejsza sytuacja geopolityczna, choć nieciekawa, jest przecież o niebo lepsza od tej którą opisywał autor. Polecam przeczytanie tej broszury dosłownie każdemu, zamiast wchodzenia w wojny tożsamościowe i uleganie propagandzie, czy to jednej czy to drugiej strony oraz pseudoromantycznej wiary w sojusze oparte na wartościach zarezerwowanych jedynie dla ludzi- nie państw.

Postanowiłem wrócić do tej broszury po latach, żeby zastanowić się, czy- w obecnym momenci historii- pismo Józefa Mackiewicza może mieć coś wartościowego do powiedzenia.

Na co zwróciłem uwagę w pierwszej kolejności, to bezsprzeczny realizm polityczny autora i gorliwe zaangażowanie w wymuszenie na Polakach myślenia obywatelskiego. Choć Mackiewicz nie był zadeklarowanym...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Wbrew pozorom nie jest to biografia Konstantego Romanowa, a od tytułu ważniejszy jest podtytuł dzieła: "o istocie i przymiotach Ducha Polskiego".

Moc refleksji Rymkiewicza nie wybrzmiewa tutaj z taką dosadością jak w innych jego pismach (m.in. "Wieszaniu", czy "Samuelu Zborowskim), ale czuć w nich już zarysowane przekonania co do istoty polskiej tak kultury, jak i mentalności. Konstanty jest tu o tyle ważny, że spełnia on rolę punktu odniesienia do wyżej wymienionych.

Jarosław Marek Rymkiewicz w pewnym sensie wymyślił sobie Polaków. Jego poczucie polskości jest specyficzne, pełne sprzeczności, niejednoznaczne i chyba niedalekie od prawdy, ale przy tym na tyle poetyckie i życzeniowe, że w swoich przekonaniach pozostał odosobniony.

Co by nie sądzić o tym, wybitnym skądinąd poecie, jego rozważania są istotnym elementem tworzenia się nowej, postromantycznej identyfikacji narodowej przełomu XX i XXI wieku. Kto nie zna twórczości Rymkiewicza, temu trudno będzie zrozumieć kulturę III Rzeczypospolitej. Gorąco zachęcam do lektury.

Wbrew pozorom nie jest to biografia Konstantego Romanowa, a od tytułu ważniejszy jest podtytuł dzieła: "o istocie i przymiotach Ducha Polskiego".

Moc refleksji Rymkiewicza nie wybrzmiewa tutaj z taką dosadością jak w innych jego pismach (m.in. "Wieszaniu", czy "Samuelu Zborowskim), ale czuć w nich już zarysowane przekonania co do istoty polskiej tak kultury, jak i...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Świetna pozycja, zdecydowanie dla fanow Tolkiena, i to tylko kiedy są zainteresowani samym procesem twórczym pisarza.

W samej treści, pomijając redakcję Christophera Tolkiena, znajdziemy wiele szczegółów i pomysłów Johna Ronalda Reula, które nie znalazły się ostatecznie w "Silmarillionie". Niektóre wątki z "Silmarillionu" są zawarte tutaj w szczątkowej, pierwotnej postaci, inne są de facto rozszerzeniem tego, co w opowieściach I Ery Śródziemia mogliśmy odnaleźć.

W notatkach Tolkiena widać ciągle przewijającą się melancholię i specyficzną, pesymistyczno-eukatastroficzną filozofię, której nie dostrzegam chyba u żadnego innego autora Fantasy. Skłania to do refleksji nad pierwszowojennymi doświadczeniami autora i jego próbą pokonania poczucia beznadziei i utraty wiary w wyższe wartości i człowieczeństwo.

Świetna pozycja, zdecydowanie dla fanow Tolkiena, i to tylko kiedy są zainteresowani samym procesem twórczym pisarza.

W samej treści, pomijając redakcję Christophera Tolkiena, znajdziemy wiele szczegółów i pomysłów Johna Ronalda Reula, które nie znalazły się ostatecznie w "Silmarillionie". Niektóre wątki z "Silmarillionu" są zawarte tutaj w szczątkowej, pierwotnej postaci,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Okładka książki Wataha Putina Hieronim Grala, Witold Jurasz
Ocena 7,1
Wataha Putina Hieronim Grala, Witold Jurasz

Na półkach:

Autorzy nie aspirują do stworzenia wielkiej analizy "ruskija dusza", rosyjskiej mentalności, kultury postsowieckiej, ani nawet naukowego opisu kremlowskiej polityki, choć- jestem o tym przekonany- obaj panowie mają do tego merytoryczne i intelektualne zaplecze.

Jest to tak naprawdę wywiad rzeka dwóch polskich dyplomatów, którzy nie tylko znają Rosję z jej politykami, inteligencją, kulturą i postsowietyzmem, ale także posiadają coś w Polsce rzadkiego- brak rusofobii i rusofili. Doskonale meandrują między obecną Rosją, latami 90 i pierestrojką, a głębokim komunizmem Stalina, czy Breżniewa, nawet odnajdując schematy kulturowe i systemowe w dawnej Rosji Piotra I, Katarzyny Wielkiej, czy Iwana IV Groźnego.

Wszystko to, to nie żadne novum w polskiej literaturze sowietologicznej. Wartością niewątpliwą są dwie rzeczy- wysokie kompetencje intelektualne i merytoryczne obu panów połączone z osobistą znajomością większości elity kulturalnej i kremlowskiej.

Polecam zarówno ludziom dobrze obeznanym w polityce Putina, jak i tym, którzy są w tym świeży jako dobry początek na pogłębianie swojej wiedzy na ten temat.

Autorzy nie aspirują do stworzenia wielkiej analizy "ruskija dusza", rosyjskiej mentalności, kultury postsowieckiej, ani nawet naukowego opisu kremlowskiej polityki, choć- jestem o tym przekonany- obaj panowie mają do tego merytoryczne i intelektualne zaplecze.

Jest to tak naprawdę wywiad rzeka dwóch polskich dyplomatów, którzy nie tylko znają Rosję z jej politykami,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Wbrew tytułowi, nie są to ściśle pisma ascetyczne, a raczej wykładnia wiary chrześcijańskiej, reguł moralnych i zasad postępowania zarówno "słuchaczy", jak i ich przewodników. Bazyli Wielki operuje językiem bardzo ścisłym, prostym i opiera wszystkie swoje uwagi na Piśmie Świętym, głównie Pismach Nowego Testamentu.

Warte uwagi są dwie rzeczy: uwagi Bazylego nie tracą na wartości w dzisiejszym odbiorze chrześcijaństwa, co budzi podziw, biorąc pod uwagę ich ponad półtoratysięczną historię oraz fakt, jak wiele z jego słów wciąż rezonuje w aktualnej i żywej doktrynie katolickiej.

Uważam, że pisma Ojców Kościoła są dzisiaj zdecydowanie za rzadko czytane i polecane, co dziwi, biorąc pod uwagę ich przejrzystość intelektualną, zrozumiałą zupełnie dla współczesnego odbiorcy. "Pisma ascetyczne" polecam każdemu wierzącemu katolikowi, szczególnie księżom, ku napomnieniom i uzmysłowieniu im ich roli i odpowiedzialności.

"Pisma ascetyczne" mogą również pomóc tym katolikom, którzy czują się zagubieni i nie wiedzą jaką postawę obrać wobec dzisiejszych problemów Kościoła. Wykładnia Bazylego Wielkiego jest jasna i pomocna w aktywnej postawie, sprzeciwiającej się polityce upodabniania się Kościoła do świata, a także polityce zamiatania problemów pod dywan.

Wbrew tytułowi, nie są to ściśle pisma ascetyczne, a raczej wykładnia wiary chrześcijańskiej, reguł moralnych i zasad postępowania zarówno "słuchaczy", jak i ich przewodników. Bazyli Wielki operuje językiem bardzo ścisłym, prostym i opiera wszystkie swoje uwagi na Piśmie Świętym, głównie Pismach Nowego Testamentu.

Warte uwagi są dwie rzeczy: uwagi Bazylego nie tracą na...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

"Inne pieśni" to światotwórcze arcydzieło. Dukaj wspiął się w tej powieści na swoje wyżyny zarówno pod względem wyobraźni, recepcji klasycznej filozofii i kultury greckiej, jak i słowotwórstwa, które nie jest proste, wymaga czasu na oswojenie się z nim, ale jednocześnie jest znacznie przystępniejsze od tego, co autor oferuje najczęściej- prościej z pewnością będzie to dla osób zaznajomionych z grecką filozofią i/lub klasyczną greką.

Wszystko w tym dziele jest obce- obcy świat, obca realia, obca mentalność, obce słowa, obca kultura, nawet prawa fizyki. Jednocześnie co rusz pojawiają się pewne elementy, które coś nam mówią, są jakby bliskie, chociaż inne.

Fabuła nie jest przy tym wszystkim genialna, czy odkrywcza, jest zaledwie pretekstem do ukazania bogactwa świata wytworzonego w głowie pisarza. Co jednak ważne, Dukaj prowokuje czytelnika do analizy historiozoficznej; ponieważ prawa fizyki i psychologii "Inych pieśni" są inne, również historia świata biegnie zupełnie innym torem. Dlaczego? Jak? Z jakich dokładnie powodów? W jakiej mierze bieg historii jest uzależniony od ludzkiej woli, a w jakiej od natury?

Problem z tą książką mogą mieć z pewnością czytelnicy przyzwyczajeni do postmodernistycznej literatury. Dukaj odbiega od analiz porównawczych, nie dba o ideologię, nie stara się przekazywać żadnych "prawd moralnych", ani zderzać bohaterów z problemami naszej rzeczywistości. Jego postaci są wpleceni w jego świat, a ponieważ jest to świat inny od naszego, to również ich mentalność, pojęcia dobra i zła, czy chociażby potrzeby (wyższe lub niższe) są realizowane inaczej.

Dukaja uważam za najlepszego (obok Twardocha i Anny Brzezińskiej) z żyjących pisarzy polskich, jednak jego specyficzny styl sprawia, że się go kocha lub nie znosi; ja należę do pierwszej grupy, a spośród wszystkich przeczytanych przeze mnie powieści autora, "Inne pieśni" cenię sobie najwyżej. Nie jest to lektura najprostsza, ale z pewnością satysfakcjonująca.

"Inne pieśni" to światotwórcze arcydzieło. Dukaj wspiął się w tej powieści na swoje wyżyny zarówno pod względem wyobraźni, recepcji klasycznej filozofii i kultury greckiej, jak i słowotwórstwa, które nie jest proste, wymaga czasu na oswojenie się z nim, ale jednocześnie jest znacznie przystępniejsze od tego, co autor oferuje najczęściej- prościej z pewnością będzie to dla...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

"Wyznania maski" to dość trudna powieść, na poły autobiograficzna człowieka, którego osobiście uważam za jednego z najbardziej kontrowersyjnych i trudnych do skategoryzowania postaci XX wieku.

Yukio Mishima był "wzorowym" mężem i ojcem, oddanym swojemu narodowi nacjonalistą i monarchistą, zanurzonym w swojej kulturze i historii artystą, człowiekiem chwalącym kult siły, cechowała go typowo japońska dyscyplina, ale jednocześnie był nieskrywanym homoseksualistą, człowiekiem walczącym z licznymi dewiacjami, bardzo zainteresowanym myślą zachodnią, otaczający się zachodnią estetyką i lubującym się w nowinkach kulturalno-technicznych. To trochę jakby w jednej osobie pomieścić Oscara Wilda z Louisem Gabrielem Ambroisem de Bonaldem albo Nicolasa Gomeza Davilę z Arthurem Rimbaudem.

Powieść ma formę wspomnień i subiektywnej autoanalizy. Pozornie kloaczna i na siłę kontrowersyjna, ale patrząc z dystansem, okazuje się bardzo uporządkowana. Bohater zmaga się ze swoimi fantazjami i potrzebami, które okazują się społecznie nieakceptowalne. Co ważne, nie jest to, popularna dzisiaj, forma interpretacji swoich skłonności jako odgórnie narzuconych jako złych, ale bohater sam dostrzega ich niejednoznaczność i destruktywność per se.

Wiele osób porównuje "Wyznania maski" do literatury m.in. Michała Witkowskiego, czy Acimana, co moim zdaniem jest nieporozumieniem. Nie tylko ze względu na różnicę w poziomach literackich; Yukio Mashima wykazuje się tutaj intelektualnym i psychologicznym wysiłkiem, starając się przedstawić czytelnikowi problem egzystencjalny, który dla większości może być szokiem i kontrowersją, ale jest on istotą jego jestestwa. Przy tym wszystkim widać tu erudycję autora i jego zainteresowania zarówno filozofią, jak i psychologią/psychiatrią.

Nie jest to na pewno książka dla każdego. Niemniej polecam, a najlepiej po- choćby pobieżnym- zapoznaniu się z biografią pisarza, bo pomoże to w dostrzeżeniu bardzo ciekawych elementów historii.

"Wyznania maski" to dość trudna powieść, na poły autobiograficzna człowieka, którego osobiście uważam za jednego z najbardziej kontrowersyjnych i trudnych do skategoryzowania postaci XX wieku.

Yukio Mishima był "wzorowym" mężem i ojcem, oddanym swojemu narodowi nacjonalistą i monarchistą, zanurzonym w swojej kulturze i historii artystą, człowiekiem chwalącym kult siły,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Świetny powrót Sapkowskiego do wiedźmińskiego świata. Nie ukrywam, że bałem się w ogóle sięgać po tę pozycję. Na pewno znajdą się fani odgrzewanych kotletów, ale ja do nich nie należę, natomiast "Rozdroże kruków" z pewnością odgrzewanym kotletem nie jest.

Autor najlepiej odnajduje się w krótkich formach i w pewnym sensie tę książkę możemy do niej zaliczyć. Myślę, że fani "Wiedźmina" powinni być usatysfakcjonowani, choć od razu trzeba zaznaczyć, że nie jest to żadne arcydzieło, ani opus magnum Sapkowskiego (za takową uważam jego Trylogię Husycką).

Co mnie najbardziej ucieszyło w "Rozdrożu kruków", to skupienie się Sapka na światotwórstwie (które jest jego konikiem) i częste mruganie okiem do fanów. Co ciekawe, przypuszczam- choć może się mylę- że pisarz przynajmniej kilkukrotnie wysyłał czytelnikom różnego rodzaju aluzje dotyczące zarówno Dzikiego Gonu, jak i nieudanego netflixowego serialu.

Są, oczywiście, pewne minusy i mankamenty, ale to drobiazgi, które na sam koniec prygody przestają mieć znaczenie i nie psują zabawy z eskapizmu, jaki się odczuwa podczas czytania.

Serdecznie polecam wszystkim fanom. Myślę nawet, że jeśli ktoś nie jest zaznajomiony z sagą, to mógłby zacząć właśnie od "Rozdroża". Andrzej Sapkowski udowodnił, że nie stracił ani odrobiny swojego talentu. "Rozdroże kruków" to powieść o którą nikt nie prosił, ale wszyscy jej potrzebowaliśmy, szczególnie po to, aby choć trochę puścić w niepamięć serialową abominację.

Świetny powrót Sapkowskiego do wiedźmińskiego świata. Nie ukrywam, że bałem się w ogóle sięgać po tę pozycję. Na pewno znajdą się fani odgrzewanych kotletów, ale ja do nich nie należę, natomiast "Rozdroże kruków" z pewnością odgrzewanym kotletem nie jest.

Autor najlepiej odnajduje się w krótkich formach i w pewnym sensie tę książkę możemy do niej zaliczyć. Myślę, że fani...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Choć teoretycznie książka dotycząca Gdyni powinna mnie- jako gdynianina- zainteresować, wzbraniałem się przed tym, jako że środowisko "Wyborcze" raczej mnie odstręcza, niż zachęca. Co za tym idzie, laureatów Nagrody Nike raczej nie poważam, poza nielicznymi wyjątkami, wśród których znalazł się u mnie Grzegorz Piątek, o którym wcześniej nigdy nie słyszałem.

Autor ujął mnie przede wszystkim percepcją na charakterystykę architektoniczną Gdyni, która w zawodowcu w tej dziedzinie (Piątek jest z zawodu właśnie architektem) i nierodowitym gdynianinie musi budzić pewien dysonans i poczucie dziwności. Mój przypadek jest wręcz przeciwny, tj. znam to miasto od urodzenia, tu się wychowuję i ta cała inność urbanistyki Gdyni jest moją codziennością i normą.

To właśnie ja przeżywam nieustannie dysonans i miewam poczucie alienacji estetycznej, kiedy zwiedzam jakiekolwiek "normalne" miasto, w którym panuje wiekowy porządek, historyczny ład i nieustannie się gubię, gdyż każda uliczka, każda kamienica wydają mi się takie same- tak samo stare, tak samo wiekowe i tak samo uporządkowane, jakby nad ów miastem panował jakiś Demiurg. Fascynuje mnie to i potrafię w takim Krakowie, czy Zurychu ekscytować się najzwyklejszymi budynkami, czy zwykłą brukowaną ulicą, co jest niezrozumiałe dla każdego z nie mojego miasta. Piątek w swej narracji ujął wszystkie moje uczucia z tym związane, choć na zasadzie antytezy.

Wiele osób zarzuca Grzegorzowi Piątkowi tendencyjność, a nawet ideologizację, ale głęboko się z tym nie zgadzam. Oczywiście, autor w bardzo wyraźny sposób przedstawia tu perspektywę lewicową, ale jest to lewicowość uczciwa, choć, moim zdaniem, czasami zbyt surowo oceniająca. Mimo że w ocenach niektórych spraw mogę się z nim nie zgadzać, to w przedstawieniu realiów i przedwojennej rzeczywistości Piątkowi nie można zarzucić raczej niczego. Na dowód anegdotyczny przytoczę fakt, że jeszcze pod koniec lat dziewięćdziesiątych (a nawet na początku dwutysięcznych) na Grabówku istniały baraki, w których mieszkańcy nie mieli dostępu do bieżącej wody, a niektórzy nawet prądu- był to spadek po Polsce przedwojennej. O historii gdyńskiego Meksyku z przełomu XX/XXI wieku można by napisać oddzielną książkę; nie tylko historyczno-socjologiczną, ale również kryminalną- kolejna spuścizna międzywojnia.

Żeby się długo nie rozpisywać: "Gdynia obiecana" nie jest typową książką historyczną, czy (jak to się ładnie mówi) biografią miasta. Jest trochę nią, trochę analizą architektoniczną, z bardzo świadomie wplecionymi elementami społecznymi, politycznymi i gospodarczymi. Jak wspomniałem, Grzegorz Piątek przedstawia tutaj perspektywę uczciwie lewicową, bez ideologii, a raczej pełnią wrażliwości na problemy pokrzywdzonych. O tendencyjności może mówić tylko ten, kto Gdyni, ani jej historii nie zna. Mam jednak swoje "ale" do kilku dywagacji autora, zarówno w kontekście oceny możliwego kierunku rozwoju Gdyni w przypadku niewybuchnięcia II WŚ, jak i w, moim zdaniem, zbyt surowym potraktowaniu władz II Rzeczypospolitej... ale to już zostawię dla siebie.

Serdecznie polecam każdemu zainteresowanemu Gdynią i nie tylko.

Choć teoretycznie książka dotycząca Gdyni powinna mnie- jako gdynianina- zainteresować, wzbraniałem się przed tym, jako że środowisko "Wyborcze" raczej mnie odstręcza, niż zachęca. Co za tym idzie, laureatów Nagrody Nike raczej nie poważam, poza nielicznymi wyjątkami, wśród których znalazł się u mnie Grzegorz Piątek, o którym wcześniej nigdy nie słyszałem.

Autor ujął...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Warto sięgnąć po to dzieło nie raz, nie dwa razy, a zawsze, kiedy dosięgają nas jakieś trudności, czy słabość charakteru. Marek Aureliusz był wielkim myślicielem, a jego życiowa postawa powinna imponować każdemu człowiekowi chcącemu kształtować się jako świadoma osoba. "Rozmyślania" są także odtrutką na masę dzisiejszych problemów społecznych.

Nie ujmując niczego psychologii i nie trywializując ważności psychoterapii w poważnych kryzysach egzystencjalnych z którymi mamy do czynienia, dzieło Marka Aureliusza może pomóc wytworzyć w sobie "twierdzę wewnętrzną" i spojrzeć na siebie z szerszej perspektywy.

Do pełnego zrozumienia głębi "Rozmyślań" polecam każdemu lekturę "Twierdzy wewnętrznej" Pierra Hadota, wybitnego starożytnika i znawcy tematu.

Warto sięgnąć po to dzieło nie raz, nie dwa razy, a zawsze, kiedy dosięgają nas jakieś trudności, czy słabość charakteru. Marek Aureliusz był wielkim myślicielem, a jego życiowa postawa powinna imponować każdemu człowiekowi chcącemu kształtować się jako świadoma osoba. "Rozmyślania" są także odtrutką na masę dzisiejszych problemów społecznych.

Nie ujmując niczego...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Hadot, wybitny znawca filozofii starożytnej, w niezwykle przystępny sposób objaśnia "Rozmyślania" Marka Aureliusza, odnosząc jego twórczość do całej filozofii stoickiej.

Takie wyjaśnienie treści tej książki wydaje się wystarczające, ale mnie nie satysfakcjonuje. Autor jest jednym z największych autorytetów, jeśli chodzi o myśl starożytną i z rozmachem przedstawia nie tylko sposób życia Marka Aureliusza, ale przy okazji cały nurt stoicyzmu, z Epktetem i Seneką na czele. Dzięki temu każdy ma szansę dostrzec w "Myślach" Marka Aureliusza głębię i zrozumieć dlaczego nawet pozorne truizmy (jakże niesłusznie za takie uważane) tego filozofa powinny skłaniać do dłuższej refleksji, a jego życiowa postawa może wzbogadzić nasze osobiste życie.

Pierre Hadot rozprawia się przy tym wszystkim- jakby mimochodem- z większością uproszczeń i półprawd, które do stoicyzmu przylgnęły, m.in. rzekomo wynikającym z tej filozofii ateizmem, czy wrodzonym pesymizmem- tak Marka Aureliusza, jak i stoicyzmu jako takiego.

Gorąco polecam wszystkim, którzy chcą się zabrać za dzieło Rzymskiego Cesarza. "Twierdzę wewnętrzną" Pierra Hadota uważam za lekturę obowiązkową dla ludzi chcących zapoznać się ze stoicyzmem. Jest to książka przystępna, choć wymagająca skupienia, ale naprawdę warto.

Hadot, wybitny znawca filozofii starożytnej, w niezwykle przystępny sposób objaśnia "Rozmyślania" Marka Aureliusza, odnosząc jego twórczość do całej filozofii stoickiej.

Takie wyjaśnienie treści tej książki wydaje się wystarczające, ale mnie nie satysfakcjonuje. Autor jest jednym z największych autorytetów, jeśli chodzi o myśl starożytną i z rozmachem przedstawia nie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Harari wydaje mi się podobnym kaznodzieją dla lewicy, co Peterson dla prawicy. Niestety autor "Homo Deus" popełnia przy tym podobne błędy, uproszczenia i w różnych dziedzinach przejawia ignorancję, co Peterson. Masa jego przewidywań się zdeaktualizowała, co tylko potwierdza moją tezę, że rzeczywista analiza przyszłości i prawdziwie wartościowa filozofia analizująca ludzką naturę odbywa się nie na uniwersytetach, a w beletrystyce, najczęściej fantastycznej.

Różnica między Hararim a Petersonem jest jednak taka, że o ile J. P. jest rzeczywiście kompetentny w swojej dziedzinie (psychologia) i niektóre jego analizy dają do myślenia w najgłębszym tego słowa znaczeniu, to sam Harari popelnia masę błędów i uproszczeń w kwestiach, w których powinien się specjalizować, tj. w refleksjach dotyczących historii. Większość jego tez jest zachodniocentryczna, dlatego jeśli spojrzy się szerzej, niż na Okcydent, to... masa jego uwag staje się zwyczajnie nieprawdziwa i nazbyt uproszczona.

To powiedziawszy, książka "Homo Deus" jest ciekawa intelektualnie i kilka spostrzeżeń autora warta namysłu. Nie jest to jednak ani wybitne, ani nawet awangardowe, jeśli czyta się literaturę SF.

Nie polecam, ale też nie zniechęcam.

Harari wydaje mi się podobnym kaznodzieją dla lewicy, co Peterson dla prawicy. Niestety autor "Homo Deus" popełnia przy tym podobne błędy, uproszczenia i w różnych dziedzinach przejawia ignorancję, co Peterson. Masa jego przewidywań się zdeaktualizowała, co tylko potwierdza moją tezę, że rzeczywista analiza przyszłości i prawdziwie wartościowa filozofia analizująca ludzką...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

"Miecz Kaigenu" jest dość zręcznie napisaną powieścią fantasy. Za plus uważam bardzo mocne i dobre osadzenie fabuły w kulturze Orientu, ze szczególnym uwaględnieniem Japonii. Śledzimy tutaj przynajmniej trzy wątki narracyjne:

Jeden z perspektywy młodego chłopca, Mamoru, który musi zderzyć swój dotąd niepodważalny niczym światopogląd ze znacznie szerszą perspektywą rzeczywistości, jaka go otacza. Młody Matsuda musi zweryfikować swój system wartości i ułożyć go na nowo. Wątek ten uważam za najlepszy w całej książce.

Pozostałe dwa wątki dotyczą matki Mamoru- Misaki- która skrywa swoją przeszłość i stara się spełniać w roli matki i członkini rodziny wojowników o rygorystycznych i silnie patriarchalnych tradycjach. Mamy tu do czynienia zarówno z jej aktualnym życiem, jak i retrospekcjami z lat młodości spędzonymi poza granicami Imperium. Obie narracje uważam za relatywnie słabsze od pierwszego, szczególnie dotyczące przeszłości Misaki, która jest silnie inspirowana typową zachodnią popkulturą, co gryzie mi się z głównym wątkiem fabularnym. Za plus uznaję bardzo wiarygodne przedstawienie przeżyć kobiety w świecie zdominowanym przez surowe obyczaje i wartości oparte na sile oraz honorze, od których jednocześnie same kobiety są odsuwane i sprowadzane na margines rzeczywistej sprawczości. Nie czułem się przy tym indoktrynowany; miałem raczej wrażenie, że autorka chce mi pokazać trudny świat widziany okiem kobiety.

Sama powieść nie jest specjalnie wybitna. Jest napisana dość płynnie, momentami tylko miałem odczucia toporności (nie wiem na ile to kwestia tłumaczenia, a na ile języka jako takiego), niewiele tu oryginalnych pomysłów i głęboko intelektualnych treści, natomiast z pewnością nie mamy tu do czynienia z infantylizmem. Jak wcześniej wspomniałem, podoba mi się światotwórstwo wzorowane na kulturach dalekiego wschodu, co dla człowieka z Europy zawsze jest czymś bardziej "obcym" (a przez to ciekawszym) od tego, do czego przywykliśmy.

Na uwagę zasługuje również naprawdę piękne wydanie. "Miecz Kaigenu" polecam przede wszystkim fanom Fantasy lubiącym dobrą rozrywkę i lekką, wciągającą lekturę.

"Miecz Kaigenu" jest dość zręcznie napisaną powieścią fantasy. Za plus uważam bardzo mocne i dobre osadzenie fabuły w kulturze Orientu, ze szczególnym uwaględnieniem Japonii. Śledzimy tutaj przynajmniej trzy wątki narracyjne:

Jeden z perspektywy młodego chłopca, Mamoru, który musi zderzyć swój dotąd niepodważalny niczym światopogląd ze znacznie szerszą perspektywą...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to