rozwińzwiń

Gdynia obiecana. Miasto, modernizm, modernizacja 1920-1939

Okładka książki Gdynia obiecana. Miasto, modernizm, modernizacja 1920-1939 autora Grzegorz Piątek, 9788383182018
Okładka książki Gdynia obiecana. Miasto, modernizm, modernizacja 1920-1939
Grzegorz Piątek Wydawnictwo: W.A.B. reportaż
432 str. 7 godz. 12 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Data wydania:
2022-10-12
Data 1. wyd. pol.:
2022-10-12
Liczba stron:
432
Czas czytania
7 godz. 12 min.
Język:
polski
ISBN:
9788383182018
Inne
Średnia ocen

7,2 7,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Gdynia obiecana. Miasto, modernizm, modernizacja 1920-1939 w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oficjalne recenzje książki Gdynia obiecana. Miasto, modernizm, modernizacja 1920-1939 i



Przeczytane 937 Opinie 341 Oficjalne recenzje 653

Opinia społeczności książki Gdynia obiecana. Miasto, modernizm, modernizacja 1920-1939i



Książki 921 Opinie 502

Oceny książki Gdynia obiecana. Miasto, modernizm, modernizacja 1920-1939

Średnia ocen
7,2 / 10
813 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Gdynia obiecana. Miasto, modernizm, modernizacja 1920-1939

avatar
39
8

Na półkach:

Mam mieszane uczucia po lekturze. Podzielę komentarz na wady i zalety tej publikacji.
Zalety:
- dobrze przedstawiona geneza portu i miasta Gdyni, opis rozwoju od małej wioski, po nowoczesne miasto portowe, znaczenie w przedwojennej Polsce i zaprezentowanie przekroju społecznego Gdyni.
- liczne fotografie miasta, portu i poszczególnych budynków z lat 20, 30-tych z opisami, co pozwala lepiej wczuć się w opowieść o historii Gdyni.
- autor jest architektem, dzięki czemu dostajemy profesjonalny opis stylów różnych budynków które pojawiły się w Gdyni w tamtym czasie

Wady :
Ogólna poprawność polityczna bijąca z tej książki. Przesadą byłoby twierdzenie że z każdej kartki, ale jednak często rozbrzmiewająca.
- książkę miałem ochotę rzucić po pierwszej stronie, bo autor rozpoczyna ją opowieścią o młodej dziewczynie, która czuła się mężczyzną i ostatecznie "zmieniła płeć". Później podobno już jako chłop, ożeniła się i miała dzieci (???). I rzecz ma miejsce w dwudziestoleciu międzywojennym a nie w XXI wieku. Co to ma wspólnego z przedwojenną Gdynią? Ano to że zawiedziony chłopak, który kochał się w tej dziewczynie, aby zapomnieć o nieszczęśliwej miłości wyjechał do Gdyni. Rozpoczynając książkę taką historyjką dziwnej treści, autor chciał chyba przyciągnąć uwagę lewicowo usposobionej młodzieży...
- lewacka nowomowa bijąca z kart książki. Często można spotkać frazy w stylu "wyborczynie i wyborcy", "mieszkanki i mieszkańcy", "polityczki i politycy". Posługiwanie się takimi formami irytuje i wygląda karykaturalnie. Tak jakby autor miał czytelników za ludzi ograniczonych umysłowo i nie wiedział że w języku polskim, kiedy podaje się np. nazwę jakiegoś zawodu w rodzaju męskim odnosi się to i do kobiet i do mężczyzn.
- ubolewanie nad "antysemityzmem" w przedwojennej Polsce. Oczywiście według autora niechęć do Żydów była całkowicie bezpodstawna i wynikała tylko i wyłącznie z uprzedzeń. Dla Piątka zwalczanie żydowskiego handlu i np. ograniczenia osiedlania dla Żydów w Gdyni były czymś karygodnym i są powodem do wstydu. Musiały się też pojawić wzmianki o późniejszym holokauscie ku przestrodze. Jakżeby inaczej.
- widoczna niechęć autora do endecji, która była przed wojną wiodącą siłą polityczną w Polsce, szczególnie zachodniej, czyli także w Gdyni. Piątek pisząc o wyborach w Gdyni i komentując kampanie polityczne różnych partii, narodowcom poświęca krótki fragment który nie zawiera istoty rzeczy, tylko jest pogardliwym komentarzem.

Zapewne, gdyby nie te wszystkie aspekty, które ja postrzegam jako wady, książka nie dostałaby "prestiżowego" Paszportu Polityki i nagrody literackiej Nike gazety Wyborczej. Zresztą widząc te "odznaczenia" i polecajkę pseudohistoryka Adama Leszczyńskiego na tylnej okładce, wiedziałem mniej więcej czego się spodziewać.

Mimo tych mankamentów uważam że warto po tę książkę sięgnąć. Jeśli wyrzucimy z niej całą lewacką otoczkę i tropicielstwo "antysemityzmu" to dostajemy całkiem dobrze napisaną historię przedwojennej Gdyni.

Mam mieszane uczucia po lekturze. Podzielę komentarz na wady i zalety tej publikacji.
Zalety:
- dobrze przedstawiona geneza portu i miasta Gdyni, opis rozwoju od małej wioski, po nowoczesne miasto portowe, znaczenie w przedwojennej Polsce i zaprezentowanie przekroju społecznego Gdyni.
- liczne fotografie miasta, portu i poszczególnych budynków z lat 20, 30-tych z opisami,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
115
105

Na półkach:

Pozycja obowiązkowa dla miłośników Gdyni i architektury.

Pozycja obowiązkowa dla miłośników Gdyni i architektury.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
11
11

Na półkach:

Z okazji 100lecia Gdyni przeczytalam książkę o mieście z morza i marzeń. Dosyć fajnie napisana. Mieszkałam przez kilka lat w Gdyni więc kojarzę te miejsca, o których pisze autor.

Z okazji 100lecia Gdyni przeczytalam książkę o mieście z morza i marzeń. Dosyć fajnie napisana. Mieszkałam przez kilka lat w Gdyni więc kojarzę te miejsca, o których pisze autor.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1972 użytkowników ma tytuł Gdynia obiecana. Miasto, modernizm, modernizacja 1920-1939 na półkach głównych
  • 969
  • 937
  • 66
329 użytkowników ma tytuł Gdynia obiecana. Miasto, modernizm, modernizacja 1920-1939 na półkach dodatkowych
  • 172
  • 54
  • 33
  • 19
  • 18
  • 17
  • 16

Tagi i tematy do książki Gdynia obiecana. Miasto, modernizm, modernizacja 1920-1939

Inne książki autora

Grzegorz Piątek
Grzegorz Piątek
Grzegorz Piątek (ur. 1980) – w wieku sześciu lat dostał książeczkę Pomniki Warszawy, zaczął się interesować historią stolicy i do dzisiaj mu nie przeszło. Z wykształcenia architekt – wierzy, ale nie praktykuje. Pisze, wykłada, opowiada, oprowadza. Za książkę „Sanator. Kariera Stefana Starzyńskiego” (W.A.B. 2016) otrzymał Nagrodę Literacką m.st. Warszawy, a także nominacje do Nagrody im. Jana Długosza oraz w konkursie Książka Historyczna Roku. W lutym 2020 roku ukazała się jego kolejna książka „Najlepsze miasto świata. Warszawa w odbudowie 1944-1949”. Książka "Gdynia obiecana. Miasto, modernizm, modernizacja 1920-1939" zdobyła w 2023 roku Nagrodę Literacką Nike: Wybór czytelników.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Rzeźnia numer jeden i inne reportaże z Niemiec Jerzy Haszczyński
Rzeźnia numer jeden i inne reportaże z Niemiec
Jerzy Haszczyński
Inne Niemcy Tytuł „Rzeźnia numer jeden i inne reportaże z Niemiec” jednoznacznie nawiązuje do powieści Kurta Vonneguta. Nie jest to raczej przypadek, choć tytułowy reportaż jako tako odnosi się po prostu do największej rzeźni w Europie. Jednak w naszym zbiorze tekstów Jerzego Haszczyńskiego znajdziemy dużo więcej. Wątki polskie w Niemczech? Jest. Różnice między wschodem i zachodem Niemiec? Jeszcze jak. Podobieństwa dawnego NRD do Polski? Oczywiście. A wszystko w imigrancko-prawicowym sosie. Co ciekawe reportaże Haszczyńskiego nie tylko potrafią cofnąć nas w czasie do I Wojny Światowej, to także reportaże powtarzane przez autora. Autor odwiedza niektóre osoby i miejsca ponownie, porównując je. Czasem komuś się polepszyło, ktoś inny już nie chce rozmawiać, a kto inny jak skała stoi niezmieniony. Takie reportaże są niezwykle interesujące, bo można porównywać tabelki i cyferki z urzędów statystycznych, ale choćby taki ograniczony porównawczy wycinek rzeczywistości potrafi mieć dużą wartość. Sam autor w jednym wywiadzie powiedział, że właśnie powrót do tych starych tematów skłoniła go do napisania tej książki, a inne reportaże już przyszły same. Niestety mamy jedynie te napisane w okolicach 2020 roku. Te starsze trzeba znaleźć już samemu. Pierwszy reportaż zajmuje się dziećmi polskich pracowników przymusowych z II Wojny Światowej. Dzieci polskich mężczyzn i niemieckich kobiet w państwie poważnie myślącej o eugenice to przerażająca myśl dla obu stron – dla nazistów przerażonych zanieczyszczeniem krwi i Polaków przerażonych tym, co z dziećmi zrobią. Nie będę odkrywał tu szczegółów, bo jest tam więcej, również osobistych kwestii. Mogę powiedzieć tylko, że bardzo często motyw szukania rodziców nie kończy się w rzeczywistości tak słodko. Najciekawsze w tym reportażu było jednak tzw. zniemczanie obiecujących aryjsko ojców. Czego się nie robi dla zachowania twarzy? Innym nieoczywistym reportażem jest ten o muzułmańskich fascynacjach niemieckich nastolatek. Czytane Koranu, czy marzenie o hierarchicznej i bezpiecznej rodzinie nie może być przecież niebezpieczne? Gorzej, jak zrobi się coś w kierunku urzeczywistnienia tych marzeń i ucieknie do Państwa Islamskiego… A jak z każdą fazą – te bardzo szybko zanikają w strefie wojny. Nie jest to jedyny tekst zabierający nas geograficznie z Niemiec. W jednym z reportaży poznajemy kulisy hymnu arabskiej wiosny i jej autora, które nie są tak romantyczne, jak mogłoby się wydawać. Te podróże zabierają nas nie tylko do krajów muzułmańskich, a również na Litwę i do Polski. Haszczyński szuka prawdziwego grobu lub zwłok niesławnej Róży Luksemburg z komentarzem na temat niemieckiej lewicy. Wśród tych poszukiwań znajduje też inne tematy, jak korzenie Angeli Merkel, które prowadzą oczywiście do Polski. Czy Niemcy wiedzą o tych korzeniach, albo ich je obchodzą? Czy to jak z dziadkiem Tuska z Wermachtu? A może po prostu każdy wielki Niemiec lub kanclerz musi mieć związki z Polską? Jak Nietzsche albo Bismarck. Wielki nihilista robił to, by denerwować narodowe mieszczaństwo. I dziś w świecie „końca historii” i wzmożonej imigracji znów nacjonaliści są widoczni. W wielu swoich reportażach Jerzy Haszczyński pochyla się nad jedną zauważalną zmianą od swoich poprzednich tekstów. W Niemczech pojawili się prawicowi ekstremiści, politycy z wypowiedziami nieodróżnialnymi od Hitlera, czy właśnie AfD (niem: Alternative für Deutschland, pl: Alternatywa dla Niemiec). Autor zadaje pytanie dlaczego i skąd się wzięli? To, że schizofrenik dokona zbrodni, wyobrażając sobie ludobójstwo nawet połowy Niemców i wszystkiego na wschód po Pacyfik (sic!),jeszcze nic nie znaczy. Zastanawiające jest otoczenie i jak ono reaguje. A raczej, czego nie zrobiło i do czego dopuściło. A na wschodzie, wyzyskiwanym przez Zachód tak samo jak Polska w latach 90., rośnie frustracja. Frustracja, którą wykorzystują wpierw postkomuniści, a potem ugrupowania prawicowe. Brzmi znajomo? Nawet bardziej osobiste historie bywają podobne. Nie należy jednak popadać w zbytnie upodobnianie. PRL był jednym z najbardziej liberalnych politycznie państw bloku wschodniego. Wiele innych demoludów, w tym NRD nie miało tego luksusu, a jedynie ten gospodarczy dla uspokojenia ludności. Z tego powodu pierwsze protesty to dopiero 1989. Ze wschodem ostatecznie anektowanym i bez własnych większych tradycji politycznych ponad postkomunistów. Polska pod tym względem, stety niestety wyszła chyba nieco lepiej. Haszczyński skupia się na podobieństwach, a te różnice jedynie zaznacza. W reportażach Haszczynskiego można też dostrzec inne podobieństwa między Polską a Niemcami. Szczególnie w tytułowym reportażu – „Rzeźnia numer jeden”, który zostawiłem na koniec. Reżyser Bong Joon-ho twierdził, że kiedy opowiada swoje historie, mówi do swojego narodu – do Koreańczyków. Jednak okazuje się, że na twórczość oskarowego reżysera widownie innych narodów reagują podobnie. Po odkryciu tego stwierdził, że oni też są jednym narodem. Że wszyscy jesteśmy narodem kapitalistów. I o tym problemie opowiada ten reportaż. Ofiarami gastarbeitu w Niemczech okazują się Polacy, ale to model imigranckiej taniej siły roboczej kapitalizmu. Działa równie dobrze w Polsce. Po prostu kto inny jest ofiarą. A kapitalizm, jak by powiedział Marks, wzbudza tylko poczucie alienacji, tranzakcyjności relacji, myślenie w kategoriach gry o sumie zerowej i wyzysk. I o tym właśnie jest „Rzeźnia numer jeden”. O ironio wiele z powyższych tematów wydaje się bardzo lewicowych, albo proniemieckich. Nic bardziej mylnego – niektórzy twierdzą, że Jerzy Haszczyński należy do prawego skrzydła „Rzeczypospolitej”. Bo jak zawsze, często lewica i prawica dostrzega podobne problemy, ale daje inne rozwiązania. Jednak poza polityką – zrozumienie drugiego człowieka może mieć wartość samą w sobie. A autor pozwala wyjść nam poza stereotypy i zobaczyć, że w Niemczech też są ludzie. Tak, jak sprawa w rzeźni sprawiła, że Niemcy dostrzegli ich w gastarbeiterach. I tak Niemcy mają swój ordnung, ale i on ma swoje problemy. Problemy, które ironicznie wynikają u nich z zaufania do państwa, a u nas z jego braku. Książka przeczytana dzięki życzliwości Biblioteki Publicznej w Dzielnicy Śródmieście m.st. Warszawy.
Adam Słojewski - awatar Adam Słojewski
ocenił na86 miesięcy temu
Sopoty Tomasz Słomczyński
Sopoty
Tomasz Słomczyński
Historia Sopotu to opowieść o nieustannym wymyślaniu się na nowo, o kurorcie, który niczym kameleon dostosowywał się do politycznych wiatrów wiejących nad Bałtykiem. Tomasz Słomczyński w swojej książce Sopoty zabiera nas w podróż przez te zmienne losy – od luksusowych początków, przez traumę wojenną, aż po znaczenie kurortu w siermiężnych czasach PRL. To właśnie w okresie Polski Ludowej Sopot stał się „oknem na świat”, enklawą kolorów w szarej rzeczywistości. Był miejscem, gdzie festiwalowa piosenka mieszała się z zapachem smażonej flądry i luksusem Grand Hotelu, który jako jeden z niewielu punktów na mapie pozwalał przeciętnemu obywatelowi otrzeć się o wielki świat. Moja ocena tej pozycji to mocne 7/10 – to reportaż rzetelny, choć momentami zbyt melancholijny. Słomczyński słusznie używa liczby mnogiej w tytule. Jego Sopoty to nie jedno miasto, lecz zbiór nakładających się na siebie warstw czasowych i społecznych. Autor z ogromną czułością pochyla się nad historią Zoppot – niemieckiego kąpieliska, którego ślady wciąż widać w architekturze werand i wieżyczek. Jednocześnie nie ucieka od trudnych tematów: powojennego szabru, wysiedleń i brutalnego procesu „oswajania” obcej przestrzeni przez nowych osadników. Najciekawszy jest jednak Sopot „pomiędzy”. Autor dociera do ludzi, którzy pamiętają miasto jako tygiel artystycznej bohemy, cinkciarzy i partyjnych dygnitarzy. To tutaj odbywały się legendarne dancingi, a na molo krzyżowały się ścieżki intelektualistów i robotników na wczasach pracowniczych. Słomczyński świetnie oddaje ten swoisty dualizm – luksusu na pokaz i biedy ukrytej w suterenach pięknych willi. Styl Tomasza Słomczyńskiego jest niezwykle plastyczny, momentami niemal poetycki. Autor nie tylko opisuje fakty, ale stara się oddać „ducha miejsca” (genius loci). Jego rozmowy z mieszkańcami – zarówno tymi rdzennymi, jak i przyjezdnymi – są pełne autentyzmu i niespiesznego rytmu. To nie jest reportaż goniący za sensacją, lecz raczej próba uchwycenia przemijania. Słomczyński idzie pod prąd turystycznych folderów, zaglądając w podwórka, o których zapomnieli deweloperzy. Przyznałam 7/10 doceniając ogrom pracy dokumentacyjnej, jaką wykonał autor. Sopoty to lektura obowiązkowa dla każdego, kto chce zrozumieć fenomen tego miasta. Dlaczego zatem zabrakło punktów do ideału? Momentami książka wpada w zbyt jednostajny, nostalgiczny ton, który może być nużący przy dłuższej lekturze. Niektóre wątki rodzinne bohaterów wydają się zbyt rozbudowane w stosunku do głównego tematu, co sprawia, że narracja nieco traci dynamikę. Sopoty to książka o tęsknocie za światem, który już nie istnieje, a który wciąż próbuje przetrwać w pamięci mieszkańców. To rzetelny portret miasta, które było i jest symbolem aspiracji Polaków. Słomczyński udowadnia, że za fasadą Monciaka kryje się historia znacznie mroczniejsza, ciekawsza i bardziej złożona, niż mogłoby się wydawać z perspektywy leżaka na plaży.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na71 miesiąc temu
Naprawić przyszłość. Dlaczego potrzebujemy lepszych opowieści, żeby uratować świat Marcin Napiórkowski
Naprawić przyszłość. Dlaczego potrzebujemy lepszych opowieści, żeby uratować świat
Marcin Napiórkowski
🚀 Opowieść, która łata dziury w jutrze 🚀 📖 Napiórkowski przekonuje, że przyszłość nie zaczyna się od danych ani od technologii – zaczyna się od opowieści. To one mobilizują albo paraliżują, nadają sens i kształtują decyzje. Czytając, miałem wrażenie, że autor nie tyle „opisuje świat”, co aktywnie uczy, jak przejąć nad nim narracyjną kontrolę. 🎭 Styl - ironia, kpina, drobne szyderstwa – to narzędzia, które czasem ocierają się o przesadę, ale trudno inaczej mówić o naszych zbiorowych iluzjach. Taki język działa jak bezpiecznik: zamiast nudnego wykładu, dostajemy żywą, rytmiczną opowieść. ⚖️ Co zagrało ⚖️
 🔹 Rozbicie wielkiej opozycji: technooptymizm kontra technopesymizm. Oba skrajne, oba zbyt proste.
 🔹 Świetny pomysł fact-tellingu – bo same fakty to za mało, potrzebujemy faktów splecionych z narracją.
 🔹 Uświadomienie, że „jutro” może być równie obce jak „wczoraj”. 🪓 Ale… 🪓
 🔸 Ironia bywa nachalna i czasem podcina wagę argumentu.
 🔸 I jeszcze to słowo „humaniści”… Ja bym ich raczej nazwał filozofami. To brzmi szerzej i bardziej uniwersalnie – pokazuje, że chodzi nie o strażników przeszłości, ale o tych, którzy potrafią łączyć naukę ścisłą z refleksją o sensie i przyszłości. Humanista brzmi jak archiwista, filozof – jak most między danymi a znaczeniem. 🌍 Wniosek 🌍
 To książka nie tyle o przyszłości, co o prawie do jej opowiadania. Kto pisze scenariusz jutra, ten realnie zmienia świat. Dlatego warto czytać Napiórkowskiego – żeby nauczyć się rozpoznawać cudze narracje i pisać własne. 📚 Ocena: 9/10 – kupuję ten kierunek, choć z poprawką na nadmiar ironii. A zamiast humanistów – filozofowie. 💡 Napiórkowski mówi ‘humaniści’, ja słyszę ‘filozofowie’. Bo w moim odczuciu chodzi nie tylko o ludzi od literatury i pamięci, ale o tych, którzy potrafią połączyć sens z nauką i nadać przyszłości kierunek.
Endryou Poczopko - awatar Endryou Poczopko
ocenił na97 miesięcy temu
Rozkład. O niedemokracji w Ameryce Piotr Tarczyński
Rozkład. O niedemokracji w Ameryce
Piotr Tarczyński
Drobiazgowa analiza współczesnego stanu systemu politycznego w USA. Dla mnie, całkowitego laika, miejscami było zbyt szczegółowo - nie byłam w stanie spamiętać wszystkich nazwisk, nazw aktów prawnych itp. Z drugiej strony ta szczegółowość jest siłą książki, której autor stawia sobie za cel ukazanie korzeni współczesnego kryzysu. A korzenie, na ile rozumiem, sięgają schyłku XVIII wieku. Tarczyński koncentruje się na różnych mechanizmach funkcjonowania władzy w Stanach, a także na systemie wyborczym w tym kraju. Próbuje znaleźć odpowiedź na pytanie o to, jak doszło do wyboru Trumpa na prezydenta. Jest przy tym wyraźnie krytyczny wobec zmian zaszłych w ostatnich latach w partii republikańskiej. Ta stronniczość trochę mi przeszkadzała. Wiem, że da się napisać dobry reportaż, nie ujawniając swoich poglądów, czego dowodem jest czytane przeze mnie w ubiegłym roku "Cokolwiek powiesz, nic nie mów". Takie książki budzą u mnie większe zaufanie do opinii formułowanych przez autora. Jednocześnie wydaje się, że pewne diagnozy Tarczyńskiego trochę się zdezaktualizowały - na plan pierwszy w amerykańskiej konserwatywnej polityce wysunęły się inne nazwiska niż przytaczane w książce sprzed trzech lat. Trudno tu winić autora, boć to wróżenie z fusów, niemniej jednak trzy lata, to dość krótki termin przydatności do spożycia jak na książkę. Mimo wszystko "Rozkład..." pozwala zrozumieć wiele skomplikowanych mechanizmów wpływających na kształt amerykańskiej sceny politycznej, takich jak sposób wyznaczania okręgów wyborczych, amerykańskie liberum veto, czyli filibuster, system legislacyjny i osobliwa rola, jaką odgrywa w nim... Sąd Najwyższy. Za to cenię tę książkę, a kolejnej: "Oślizgłe macki, wiadome siły" jestem jeszcze ciekawsza. Interesującym odkryciem był dla mnie fakt, że kraj o nie do końca demokratycznych zasadach wyborczych boryka się z podobnymi problemami jak Polska: kulejący system sądownictwa podległy bardzo silnym politycznym wpływom, próby kwestionowania wyników wyborów prezydenckich, postępująca polaryzacja światopoglądowa i polityczna. Wszystko to przerabialiśmy i przerabiamy nadal na naszym podwórku. Czyli to chyba nie kwestia szczegółowych zasad panującego systemu, a jakaś ogólna tendencja współczesnej kultury?
anodder_chapter - awatar anodder_chapter
ocenił na628 dni temu
Węgry na nowo. Jak Viktor Orbán zaprogramował narodową tożsamość Dominik Héjj
Węgry na nowo. Jak Viktor Orbán zaprogramował narodową tożsamość
Dominik Héjj
Początkowo dość ciężko wchodziło mi się w lekturę, ale z czasem dałem się pochłonąć całkowicie. Dużo podróżuję, uwielbiam Budapeszt (świetne miejsce na citybreak) i mam sympatię do Węgier, ale przyznam, że tamtejszych realiów politycznych do tej pory zbytnio nie znałem. Dzięki książce, która jest napisana w sposób bardzo ciekawy, zaczynam rozumieć bardziej węgierskie myślenie i podejście do stosunków międzynarodowych. Bliżej mi do prawicy i nie miałem złego zdania o Wiktorze Orbanie (cenię m.in. węgierską politykę prorodzinną czy postawienie się nielegalnej migracji),ale autor, którego od lat śledzę na Twiiter/X, fajnie wyjaśnia to, jak Fidesz zawłaszczył węgierskie państwo i jak rozgrywa społeczeństwo patriotyzmem (nieco zakłamanym) i sentymentami do utraconych terenów. Nie zmieniłem zdania o Orbanie o 180 stopni, ale widzę teraz w nim dużo hipokryzji i politycznego zakłamania. Nie miałem go za ideał polityka, ale wydawał mi się silnym przywódcą z zasadami, czego nie można powiedzieć o polskich liderach politycznych. Czasami czytając książkę, mam wrażenie, że autor nawet nie próbuje znaleźć jakiś pozytywów Orbana i jego ugrupowania, a wydaje mi się, że takie są, jeśli ten człowiek jest tyle lat u władzy. I odpowiedzią na to nie może być wyłącznie sprzyjający Fideszowi system wyborczy i medialna propaganda. Co mnie zaskoczyło, to to, jak różnią się od siebie nasze narody. Widziałem też wiele podobieństw w rządach Fideszu to czasu, gdy w Polsce rządził PiS. Warto przeczytać, jeśli chce się lepiej zrozumieć inne europejskie państwo i jego postępowanie. Autor oczywiście nie usprawiedliwia działań węgierskiego rządu, ale pokazuje jego tok myślenia i pokazuje inną perspektywę. Warto przeczytać, jeśli jest się po prostu ciekawym świata, zwłaszcza tego nam najbliższego, europejskiego. Węgierskich nazwisk i nazw politycznych nie idzie zapamiętać, ale nie to jest najważniejsze
AdamKrokowski - awatar AdamKrokowski
ocenił na81 miesiąc temu
Rubież. Reportaż wędrowny Ewa Pluta
Rubież. Reportaż wędrowny
Ewa Pluta
W swojej zawartości „Rubież. Reportaż wędrowny” Ewy Pluty to mozaika spotkań, krajobrazów i trudnych pytań, które autorka zbiera podczas swojej wędrówki wzdłuż wschodniej granicy Polski. To zapis drogi przez Podlasie, Lubelszczyznę i bieszczadzkie bezdroża, gdzie rytm marszu wyznacza tempo odkrywania kolejnych warstw rzeczywistości pogranicza. Książka nie jest jednak klasycznym dziennikiem podróży; to głęboki, wielowarstwowy reportaż o miejscach, które z malowniczych „końców świata” stały się linią frontu politycznego i humanitarnego napięcia, trwale zmieniając życie ich mieszkańców. Pluta z wielką wrażliwością kreśli portret współczesnej granicy, gdzie sielankowy krajobraz brutalnie zderza się z rzeczywistością kryzysu uchodźczego. Reporterka rozmawia z rolnikami, właścicielami agroturystyk i aktywistami, pokazując, jak ich codzienność została zdominowana przez obecność wojska, druty kolczaste i nieustanny dźwięk helikopterów. Autorka stawia pytania o granice empatii i gościnności w świecie, który nagle został podzielony na „nas” i „obcych”, a pas przygraniczny stał się strefą wyłączoną nie tylko z turystyki, ale momentami i z normalności. Styl Ewy Pluty jest surowy, a jednocześnie niesłychanie plastyczny. Opisy przyrody – dzikiej, nieprzeniknionej puszczy i bagien – budują duszny, niemal klaustrofobiczny klimat. Natura w „Rubieży” nie jest tylko tłem; to świadek dramatów i milczący wspólnik tych, którzy próbują przetrwać w pasie przygranicznym. Autorka świetnie oddaje kontrast między spokojnym nurtem Bugu a poczuciem osaczenia wywołanym przez wszechobecne kontrole drogowe i militaryzację regionu, która wdarła się w intymność wiejskiego życia. Książka ta jest ważnym głosem w dyskusji o polskiej tożsamości i bezpieczeństwie. Pluta unika czarno-białych podziałów, pozwalając wybrzmieć różnym perspektywom – od lęku przed nieznanym, po bezinteresowną chęć niesienia pomocy. „Rubież” to reportaż o pęknięciu: w krajobrazie, w prawie i w ludzkich sercach. To lektura obowiązkowa dla każdego, kto chce zrozumieć, co dzieje się na obrzeżach naszej rzeczywistości, i jak to wpływa na naszą wspólną przyszłość. Po odłożeniu tej książki granica przestaje być tylko kreską na mapie, a staje się żywą, bolącą raną.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na72 miesiące temu
Koniec tęczy. Chile po Pinochecie Mateusz Mazzini
Koniec tęczy. Chile po Pinochecie
Mateusz Mazzini
Chile było jedynym krajem, w którym idee wolnorynkowe zostały wprowadzone w sposób tak czysty, że aż nieludzki” – ta parafraza myśli przewodniej reportażu Mateusza Mazziniego najlepiej oddaje tragizm opisywanej krainy. „Koniec tęczy. Chile po Pinochecie” to przejmująca sekcja zwłok państwa, które przez dekady było pokazywane światu jako prymus transformacji, by nagle, w 2019 roku, stanąć w płomieniach buntu. Mazzini rozpoczyna swoją opowieść od momentu, w którym „tęcza” – symbol nadziei z referendum z 1988 roku – ostatecznie zbladła. Autor kreśli obraz społeczeństwa, które przez trzydzieści lat żyło w cieniu „paktu milczenia”. Choć dyktatura Augusta Pinocheta formalnie się skończyła, jej duch pozostał uwięziony w konstytucji i strukturach państwa. Sytuacja wyjściowa reportażu to Chile pęknięte na pół: z jednej strony nowoczesne wieżowce Santiago i luksusowe dzielnice elit, z drugiej – narastająca frustracja klasy średniej i najuboższych, których życie stało się niekończącą się walką o przetrwanie na kredyt. Iskrą, która podpaliła ten lont, była podwyżka cen biletów metra, ale Mazzini pokazuje, że to tylko kropla, która przelała czarę goryczy gromadzonej przez pokolenia. Gospodarcze reperkusje dyktatury Kluczowym elementem książki jest analiza dziedzictwa „Chicago Boys” – grupy ekonomistów, którzy pod okiem Pinocheta uczynili z Chile poligon doświadczalny dla radykalnego neoliberalizmu. Mazzini bezlitośnie punktuje gospodarcze skutki tego eksperymentu: Prywatyzacja wszystkiego: W Chile sprywatyzowano nie tylko kopalnie czy fabryki, ale także szkolnictwo, ochronę zdrowia, a nawet zasoby wodne. Autor pokazuje absurd sytuacji, w której rolnicy nie mają czym podlewać upraw, bo woda płynąca obok ich pól należy do prywatnych korporacji. System emerytalny (AFP): Mazzini analizuje model funduszy emerytalnych, który stał się kołem zamachowym dla giełdy, ale dla zwykłych obywateli okazał się pułapką biedy. Emerytury drastycznie niższe od płacy minimalnej to jedna z najkrwawszych ran chilijskiego systemu. Dług jako styl życia: Reperkusją dyktatury jest model państwa-firmy, gdzie obywatel stał się klientem. Chcesz studiować? Musisz wziąć gigantyczny kredyt. Chcesz się leczyć? Płać. Mazzini udowadnia, że chilijski wzrost PKB został ufundowany na gigantycznym zadłużeniu gospodarstw domowych. Wnioski i ocena (7/10) Wnioski autora są niepokojące: Chile to ostrzeżenie dla świata. Mazzini argumentuje, że sukces mierzony wyłącznie słupkami ekonomicznymi jest iluzją, jeśli nie towarzyszy mu sprawiedliwość społeczna. Dyktatura Pinocheta nie tylko zabiła tysiące ludzi, ale też trwale „wykastrowała” państwo z jego opiekuńczych funkcji, tworząc system strukturalnej przemocy ekonomicznej. Na plus zaliczam wnikliwość i emocje . Jest to świetne połączenie reportażu z analizą politologiczną. Autor oddaje też głos ludziom, co pozwala poczuć gniew chilijskiej ulicy. Minusy: Narracyjny chaos: Momentami skoki między historią a współczesnością mogą dezorientować mniej obeznanego czytelnika. Publicystyczna teza: Mazzini ma bardzo wyraźne poglądy, co czasem odbiera tekstowi walor pełnego obiektywizmu, choć w kontekście opisanych patologii jest to zrozumiałe. To ważna lekcja o tym, że każda „tęcza” ma swój koniec, a pod jej łukiem nie zawsze czeka garnek złota – czasem jest to tylko garść popiołu po spalonym metrze.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na71 miesiąc temu

Cytaty z książki Gdynia obiecana. Miasto, modernizm, modernizacja 1920-1939

Więcej
Grzegorz Piątek Gdynia obiecana. Miasto, modernizm, modernizacja 1920-1939 Zobacz więcej
Więcej