-
Artykuły
Wielka Wiosenna Wyprzedaż w Matras.pl: tysiące książek nawet 80% taniej
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Jon Frederickson i jego książka „Kłamstwa, którymi żyjemy”, czyli o poznaniu samych siebie oczami psychoterapeuty
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Jon Frederickson i jego książka „Kłamstwa, którymi żyjemy”, czyli o poznaniu samych siebie oczami psychoterapeuty
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Czytelnicy wybrali Książki Roku 2025. Oto zwycięzcy
LubimyCzytać91
Biblioteczka
2025-09-30
2025-09-26
„Idź własną drogą. Życie jest zbyt krótkie żeby nie robić tego, co się kocha”.
Piękny cytat pokazujący wątek, który w najnowszej powieści Paige Toon, „A jeśli nigdy cię nie zapomnę” jest ważnym elementem fabuły. Jeden z wielu właściwie, bo mam wrażenie, że tym razem opowieść Toon jest naprawdę wielowymiarowa.
Jeszcze w trakcie czytania naszła mnie myśl, że można opisać ją jako pomieszanie typowej Toon z Bridgertonami, jednak to dość mocne uproszczenie. Mamy tutaj Ellie, która podczas podróży po Europie spotyka Asha. Spędzają razem trzy dni i łączy ich miłość od pierwszego wejrzenia. Jednak niestety nie udaje im się spotkać w umówionym miejscu, a brak namiarów do siebie uniemożliwia jakikolwiek kontakt – i chociaż tu brzmi to absurdalnie, to zostało to dobrze rozpisane, bez błędów logicznych. Oboje cierpieli wcześniej przez żałobę, a teraz złamane serce daje dziewczynie mocno w kość... a jednocześnie paradoksalnie daje siłę, by zawalczyć o siebie, o swoje marzenia. W kolejnej części kilka lat później widzimy już inną Ellie. Mamy tu otoczenie posiadłości wicehrabiego Walii, piękny ogród i pracownicy nim się zajmujący. I los sprawia, że na drodze Ellie znów staje Ash. Powiem Wam, że wiedząc, co mniej więcej się tu stanie, fabuła i tak zdołała mnie zaskoczyć. Niektóre rozwiązania były naprawdę niespodziewane, dodały dużo dramatyzmu i to niejeden raz. Podobało mi się to, i to bardzo! Ostatnia część była dość krótka, jednak początkowe pokazanie męskiego bohatera było rewelacyjnie wymyślone. Szkoda, że tak szybko odpuścił, no ale książka mogłaby przez to stracić na płynności. Jednym słowem – było świetnie! Bardzo Wam tę książkę polecam!
„Idź własną drogą. Życie jest zbyt krótkie żeby nie robić tego, co się kocha”.
Piękny cytat pokazujący wątek, który w najnowszej powieści Paige Toon, „A jeśli nigdy cię nie zapomnę” jest ważnym elementem fabuły. Jeden z wielu właściwie, bo mam wrażenie, że tym razem opowieść Toon jest naprawdę wielowymiarowa.
Jeszcze w trakcie czytania naszła mnie myśl, że można opisać...
2025-09-03
W „Chłopcach Jo” mocno czuć, że jest to zakończenie cyklu, na dodatek wyproszone przez fanów Autorki (o czym Alcott sama wspomina). Znajdziemy tutaj opowieści o początkach dorosłego życia wychowanków Plumfield – wychodzą w świat, bogaci w nauki ukochanych opiekunów, ale również swoje własne przywary i zalety charakterów. Ten aspekt został świetnie pokazany, gdy zderzając się z dorosłym życiem chłopcy napotykają różne pokusy i niebezpieczeństwa. Cudownie się o tym czytało, tak samo jak o dziewczętach, które przecież też miały w historii swój duży udział. Przy ich wątku mamy dużo pięknych cytatów dotyczących roli kobiet w nauce:
„Obecnie oczekuje się od nas, żebyśmy były równie mądre jak mężczyźni, którzy od pokoleń mają wszelką możliwą pomoc, a my prawie żadnej. Dajcie nam równe możliwości, a zobaczymy, jaka będzie ocena sytuacji za kilka pokoleń. Lubię sprawiedliwość, a my doświadczamy jej bardzo niewiele”.
Mocno zaznaczony był również wątek autobiograficzny zwiazany z pisarstwem Jo, w którym pokazano, że nadmierne zainteresowanie fanów dla autorów i ich prywatnego życia nie jest zbyt dobre. To był taki śmiech przez łzy, gdy opisane były różne związane z tym sytuacje. To nauka też dla nas, byśmy w swoich uwielbieniach do pisarzy nie przekraczali pewnej granicy.
Wszystko to, pomimo słodko-gorzkiego wybrzmienia (z całej tetralogii w tym tomie najbardziej widocznego), jak zawsze wlało w moje serce wiele otuchy i słodyczy – to charakterystyczne pióro Alcott tak zawsze na mnie działa . Ogromnie się cieszę, że mogłam poznać tę serię!
W „Chłopcach Jo” mocno czuć, że jest to zakończenie cyklu, na dodatek wyproszone przez fanów Autorki (o czym Alcott sama wspomina). Znajdziemy tutaj opowieści o początkach dorosłego życia wychowanków Plumfield – wychodzą w świat, bogaci w nauki ukochanych opiekunów, ale również swoje własne przywary i zalety charakterów. Ten aspekt został świetnie pokazany, gdy zderzając...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-09-15
Opis książki mocno mnie zaintrygował – wszechobecna magia, klątwa i przepowiednia – to wszystko brzmi rewelacyjnie. A jak wyszło w praniu? Mogę napisać, że po prostu dobrze. Historia jest ciekawa i miała momenty, przy których nie chciałam odkładać książki. Jednak więcej było takich, gdzie nużył mnie jeden aspekt, który jest największym moim zdaniem minusem opowieści. Postacie i ich rozmowy. A właściwie przede wszystkim ich rozmowy, bo sami w sobie wymyśleni byli ciekawie: różne rasy, odmienne rodzaje intrygującej magii – gdzie najbardziej spodobała mi się odmiana magii powiązana z klątwą ciążącą na głównej bohaterce Calli. Jednak kiedy tylko otwierali buzie, miałam ochotę przewracać oczami w co drugim dialogu... Flirtowanie podczas niebezpiecznych misji, dużo myślenia o wyglądzie innych. Jakoś tak mnie to denerwowało, że powtarzane w kółko to samo przekleństwo też mnie zaczęło irytować.
Szkoda, bo potencjał historia ma rewelacyjny, a ostatnie 50 stron akcji było już w ogóle świetne. Jednak negatywne wrażenie tego jednego aspektu tak na mnie zadziałało, że wątpię, bym chciała sięgnąć po kontynuację.
Opis książki mocno mnie zaintrygował – wszechobecna magia, klątwa i przepowiednia – to wszystko brzmi rewelacyjnie. A jak wyszło w praniu? Mogę napisać, że po prostu dobrze. Historia jest ciekawa i miała momenty, przy których nie chciałam odkładać książki. Jednak więcej było takich, gdzie nużył mnie jeden aspekt, który jest największym moim zdaniem minusem opowieści....
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-08-23
I nadszedł ten rozdzierający serce moment, gdy skończyłam pierwszy pięcioksiąg Archiwum Burzowego Światła. Przygoda trwająca dziesięć lat, która odbiła się wyjątkowym piętnem na moim sercu. Ciężko byłoby to przetrwać, gdyby nie zapewnienie Sandersona na samym końcu, że drugi pięcioksiąg przyniesie nam zakończenie opowieści. Zajmie to zapewne kolejne dziesięć lat, ale warto czekać!
Ileż emocji dostarczyła mi ta część! Druga połowa tomu piątego zawiera o wiele więcej nagromadzonej akcji, która skondensowana jest najbardziej na ostatnich 250 stronach (co wnioskuję z liczby nagromadzonych tam karteczek indeksujących). Doszliśmy do momentu, gdy ukochane postacie zrozumiały siebie i swoją rolę w rozgrywającej się akcji. Mniej więcej oczywiście. Ale i tak wszystkie te chwile wyciskały morze łez z moich oczu. Moje uwielbienie do Adolina w tym tomie ewoluowało w wielką miłość, a miłość do Kaladina w jakąś obsesję. Tyle postaci pokazało nam takie aspekty swoich osobowości, dzięki którym polubiłam ich jeszcze bardziej!
Powiem Wam, że chyba za jakiś czas cały piąty tom przeczytam jeszcze raz, bo na pewno wszystkiego nie ogarnęłam – tyle tam tego było! Podobało mi się to zakończenie! Tyle rzeczy mnie zaskoczyło, chyba niczego się nie spodziewałam...
Polecam Wam całe Archiwum Burzowego Światła, co robię nieprzerwanie od tych 10 lat. Przez ten czas moje uwielbienie do serii ani trochę nie zmalało, ba! Wręcz przeciwnie!
„Życie ponad śmiercią.
Siła ponad słabością.
Podróż ponad celem”.
Always
I nadszedł ten rozdzierający serce moment, gdy skończyłam pierwszy pięcioksiąg Archiwum Burzowego Światła. Przygoda trwająca dziesięć lat, która odbiła się wyjątkowym piętnem na moim sercu. Ciężko byłoby to przetrwać, gdyby nie zapewnienie Sandersona na samym końcu, że drugi pięcioksiąg przyniesie nam zakończenie opowieści. Zajmie to zapewne kolejne dziesięć lat, ale warto...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-07-31
Louisa May Alcott jest najbardziej znana ze swoich pełnych ciepła powieści, wśród których przoduje cykl „Małe kobietki”, ale tym razem otrzymujemy króciutką powieść gotycką! Na 145 stronach, okraszonych pięknymi ilustracjami, mamy okazję poznać grono znajomych: młodego dziedzica fortuny Jaspera, jego siostrę Octavię o złotym sercu, ich kuzyna Maurice'a, starego generała i jego młodą żonę i kilka innych osób. Powoli odkrywamy ich wzajemne relacje, a także tajemnicę kryjącą się za tragicznym w skutkach wypadkiem Maurice'a, który zostawił go na wózku. Dodatkowo tytułowy Duch Opata też ma do wtrącenia swoje trzy grosze. I powiem Wam, że opowieść ta, pomimo małych rozmiarów i niezbyt długiego rozłożenia akcji w czasie, bardzo szybko mnie wciągnęła i zainteresowała. Alcott potrafi przedstawiać intrygujące historie i ludzkie relacje, opisane pięknym językiem. Znajdziemy tu mały element grozy, ale przede wszystkim ciekawą opowieść i tajemnicę przeszłości oraz zakończenie z morałem.
Bawiłam się świetnie odkrywając rozwiązania zagadek wplecionych w fabułę! Wszyscy fani Alcott będą zachwyceni tą małą perełką, tym bardziej, że ponownie wydanie zachwyca!
Louisa May Alcott jest najbardziej znana ze swoich pełnych ciepła powieści, wśród których przoduje cykl „Małe kobietki”, ale tym razem otrzymujemy króciutką powieść gotycką! Na 145 stronach, okraszonych pięknymi ilustracjami, mamy okazję poznać grono znajomych: młodego dziedzica fortuny Jaspera, jego siostrę Octavię o złotym sercu, ich kuzyna Maurice'a, starego generała i...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-07-22
Jakże błoga była lektura „Małych mężczyzn” Louisy May Alcott. To słowo najlepiej pasuje do opisu trzeciego tomu „Małych kobietek”, gdyż historia o podopiecznych szkoły Jo i jej męża pełna była dziecięcej zabawy i radości, ich malutkich trosk i wielkiej miłości. Mamy okazję poznać wczesne losy wychowanków, czytając o ich przeszłości, zaletach, ale też wadach, których starają się wyzbyć. Są wspominane również osoby z poprzednich tomów, więc to duży plus dla fanów serii.
Było zabawnie, wzruszająco, a nawet czasem smutno. Niejeden raz podczas czytania nawiedzała mnie myśl, że po pierwsze żałuję, ze nie czytałam tego jako dziecko, a po drugie – konieczne podsunę to moim dzieciom, by wchłonęły wartości przekazywanych przez autorkę.
Jeśli pokochaliście „Małe kobietki”, ten tom również koniecznie przeczytajcie, bo zapewni Wam jeszcze więcej błogiej, lekkiej przyjemności z lektury napisanej w charakterystycznym dla Alcott stylu. Teraz kolej na część czwartą!
Jakże błoga była lektura „Małych mężczyzn” Louisy May Alcott. To słowo najlepiej pasuje do opisu trzeciego tomu „Małych kobietek”, gdyż historia o podopiecznych szkoły Jo i jej męża pełna była dziecięcej zabawy i radości, ich malutkich trosk i wielkiej miłości. Mamy okazję poznać wczesne losy wychowanków, czytając o ich przeszłości, zaletach, ale też wadach, których...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-07-28
Wiecie co jest świetne w kolejnych tomach serii? Nie potrzeba żadnego wprowadzenia, akcja może od razu ruszyć z kopyta! Tak też było w „Strzeż się Żniwiarza u bram” Sabaa Tahir, już trzecim tomie „A z popiołów zrodzi się ogień”. I powiem Wam, że przez całą książkę fabuła była iście dramatyczna. Autorka nie dała odetchnąć swoim bohaterom (i czytelnikom) ani na moment. Jeśli czytaliście już dwie poprzednie części, wiecie, że wykreowany tutaj świat jest brutalny i bez pardonu rzuca postaciami od tragedii do tragedii, z małymi przebłyskami światła. Jednak odwaga i nadzieja tląca się w sercach Lai, Eliasa i Helene, chociaż jest im naprawdę ciężko, sprawia, że lektura nie przybija swoją treścią, ale podbudowuje i naprawdę wciąga. Bo co tu się działo! Jeeej, nie będę Wam tego opisywać, by nie spojlerować, więc wiedzcie tylko, że będzie grubo! Smutno i wzruszająco. A dzięki różnym perspektywom opowieść nabiera głębi, oferując nam większe zrozumienie. Bo co tak naprawdę jest dobrą drogą? Która racja jest prawdziwsza? Odpowiedzi na te pytania zawsze są trudne.
Zakończenie Was szczerze zaskoczy i sprawi, że podobnie jak ja, będziecie wypatrywać finałowego tomu.
Wiecie co jest świetne w kolejnych tomach serii? Nie potrzeba żadnego wprowadzenia, akcja może od razu ruszyć z kopyta! Tak też było w „Strzeż się Żniwiarza u bram” Sabaa Tahir, już trzecim tomie „A z popiołów zrodzi się ogień”. I powiem Wam, że przez całą książkę fabuła była iście dramatyczna. Autorka nie dała odetchnąć swoim bohaterom (i czytelnikom) ani na moment. Jeśli...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-07-08
Od skończenia „Siedem razy lato” Paige Toon ciągle targają mną emocje... Cała opowieść pełna jest bólu i tęsknoty, a dobre momenty są jak promienie słońca wyłaniające się zza chmur w wietrzny nadmorski dzień. Dwójka bohaterów, Liv i Finn spotykają się tylko w wakacje, a mieszkają na dwóch różnych końcach świata. Chociaż zakochują się w sobie i mocno ich do siebie ciągnie, żadne nie jest w stanie opuścić swojego życia. I żyją tak w zawieszeniu, cierpiąc przez większą część roku. I powiem Wam, że pomimo nagromadzenia emocji, opowieść nie doprowadziła mnie do łez. Zdziwiło mnie, że po właściwie spokojnym opisie cierpień i krótkich dobrych chwil przez te siedem lat, najwięcej wydarzyło się w długim epilogu. Z książek Autorki ta nie będzie moją ulubioną, ale też nie uważam, żeby była zła, bo wciągnęłam się w nią i wyczekiwałam z przejęciem rozwiązania. A przez te finalne akcje w epilogu ciągle w głowie mam zamęt – dużo się działo i sama nie wiem, czy finał mi się podobał, czy nie. Jedno jest pewne, wywołał dużo emocji, a oto właśnie chodzi. Myślę, że wszystkie fanki romansów będą z lektury „Siedem razy lato” zadowolone.
Od skończenia „Siedem razy lato” Paige Toon ciągle targają mną emocje... Cała opowieść pełna jest bólu i tęsknoty, a dobre momenty są jak promienie słońca wyłaniające się zza chmur w wietrzny nadmorski dzień. Dwójka bohaterów, Liv i Finn spotykają się tylko w wakacje, a mieszkają na dwóch różnych końcach świata. Chociaż zakochują się w sobie i mocno ich do siebie ciągnie,...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-06-10
Spędziłam z tą książką naprawdę przyjemne chwile! Podobała mi się różnorodność magicznych istot, sam pomysł Baśnioboru jest tak ciekawy! W pierwszej części mamy okazję poznać naturę tego miejsca wraz z dwójką rodzeństwa, Kendrą i Sethem. Ich charakter, a przez to i zachowanie, jest bardzo odmienne. I jak zapewne się domyślacie, to to niegrzeczne z nich powoduje więcej kłopotów, ale też i przygód. Są one czasem dość przerażające, co mnie nawet zaskoczyło.
Poza tym książka jest lekka i ma wyraźnie prosty, dziecięcy charakter. Ten pierwszy tom, pomimo że działo się dość dużo, dał mi wrażenie wprowadzenia, więc liczę, że w kolejnych tomach rozkręci się na całego. Zdecydowanie mam po tym ochotę na więcej, nawet jeśli nie poczułam jeszcze ogromnego zachwytu. Ale przyjemność z czytania, jak już pisałam, i tak była duża.
Spędziłam z tą książką naprawdę przyjemne chwile! Podobała mi się różnorodność magicznych istot, sam pomysł Baśnioboru jest tak ciekawy! W pierwszej części mamy okazję poznać naturę tego miejsca wraz z dwójką rodzeństwa, Kendrą i Sethem. Ich charakter, a przez to i zachowanie, jest bardzo odmienne. I jak zapewne się domyślacie, to to niegrzeczne z nich powoduje więcej...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-06-15
„Swarożyc” Katarzyny Bereniki Miszczuk to zakończenie tetralogii o młodości szeptuchy Jarogniewy.
To zawsze emocjonujące momenty, gdy dochodzimy do końca ukochanych cyklów, tutaj doprawdy było dużo wzruszających momentów. Dla tych, którzy znają Kwiat Paproci i ten rewelacyjny humor w nim zawarty, może to być zaskoczeniem, ale nie martwcie się. Humor nadal jest obecny, chociaż tematyka w zwieńczeniu serii jest często poważniejsza. Jaga ma tutaj wiele trudnych decyzji do podjęcia. Rozpadające się małżeństwo, nadchodzące macierzyństwo, wobec którego szeptucha ma mieszane uczucia, niebezpieczne obietnice złożone Swarożycowi, ciężka choroba postaci drugoplanowej. To są naprawdę trudne tematy, które wywołały we mnie mocne emocje. Na zmianę się śmiałam i płakałam, czasem nawet musiałam odłożyć na chwilę książkę, by dojść do siebie. Uważam, że jest to piękne zakończenie całego cyklu, które usatysfakcjonuje każdego fana Jagi. Ostatnie strony... Tam to już w ogóle się rozryczałam.
Jak widzicie, z mojej strony polecam z całego serca!
„Swarożyc” Katarzyny Bereniki Miszczuk to zakończenie tetralogii o młodości szeptuchy Jarogniewy.
To zawsze emocjonujące momenty, gdy dochodzimy do końca ukochanych cyklów, tutaj doprawdy było dużo wzruszających momentów. Dla tych, którzy znają Kwiat Paproci i ten rewelacyjny humor w nim zawarty, może to być zaskoczeniem, ale nie martwcie się. Humor nadal jest obecny,...
2025-06-06
Leigh Bardugo, jedna z moich ulubionych autorek, która stworzyła świat Griszów, tym razem powróciła do nas z powieścią pełną dusznej magii w historycznej Hiszpanii złotego wieku. I chociaż klimat jest zupełnie inny, niż w jej poprzednich opowieściach, dla mnie styl Bardugo nadal jest wyraźny – cuda wyczarowane przez Luzię i jej konkurentów przywodziły mi niekiedy na myśl surrealistyczne dziwy z dylogii o Nikolaiu.
Wciągnęła mnie ta ciekawa, tak mocno INNA historia, nie ma co. Byłam zaintrygowana losem biednej pomywaczki Luzii, której magia wydawała się taka codzienna, aczkolwiek niezwykła na tle całkiem normalnego świata. Bardugo w ciekawy sposób wplotła tutaj element fantastyczny, poza magią mamy także motyw klątwy i tytułowego familiara. Jego historia była bardzo ciekawa, a powoli rozwijająca się relacja z Luzią dobrze napisana – czytając, nie mogłam się doczekać, jak się to rozwinie.
Pod koniec, chociaż nie na samym zakończeniu, wydarzenia były tak intensywne i emocjonalne, że mnie nawet na chwilę przytłoczyły. Nie wiedziałam, czy cokolwiek może tam pójść dobrze, stresowałam się ogromnie. Uwielbiam, jak książka potrafi wywołać tak żywe uczucia. Moim zdaniem Bardugo kolejny raz dała nam rewelacyjną historię, która potrafi poruszyć czytelnika. I zachwycić pięknym wydaniem, co też chcę podkreślić. Z mojej strony leci mocna polecajka!
Leigh Bardugo, jedna z moich ulubionych autorek, która stworzyła świat Griszów, tym razem powróciła do nas z powieścią pełną dusznej magii w historycznej Hiszpanii złotego wieku. I chociaż klimat jest zupełnie inny, niż w jej poprzednich opowieściach, dla mnie styl Bardugo nadal jest wyraźny – cuda wyczarowane przez Luzię i jej konkurentów przywodziły mi niekiedy na myśl...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-01-17
„Milczenie Puszczy”, debiut Wiktorii Piotrowskiej to mój najnowszy patronat, o którym z radością Wam opowiem.
Pierwsza strzała amora podczas czytania trafiła mnie już w prologu, który jest bajecznie mroczny i intrygujący. Przedstawia Delemirę, dziewczynkę o bardzo nietypowych zainteresowaniach... Późniejsze koleje losu Delemiry wplatają się w historię innych wyjątkowych postaci, wśród których jako kolejnych głównych bohaterów określiłabym Rhenę i Elwana. To wspólna ucieczka tej trójki jest osią fabuły, plecie przebieg w kanwie opowieści drogi, podczas której postacie spotykają na swojej drodze wiele niebezpieczeństw, ale również dobrych ludzi. W tym niegościnnym dla obdarzonych magią istot świecie nie jest łatwo się odnaleźć i przeżyć. Ale dzięki temu narasta dramatyzm opowieści, aż do kulminacyjnego momentu, rewelacyjnej bitwy, moim zdaniem ukoronowaniu pierwszego tomu.
Nie ma co, ta książka i jej postacie wywołały we mnie wielkie, iście żywe emocje! W „Milczeniu...” występują postacie dobre i złe, a będąc precyzyjnym – w całej palecie szarości. Nie mówię nawet o okrutnej antagonistce, która wzbudza szczerą nienawiść, ale sami główni bohaterowie błądzą i się mylą, sprawiając, że nie tylko nas rozśmieszają, ale też niekiedy irytują. Myślę, że pewnie jako jedyna z patronek podzielałam początkową irytację Rheny na ksywkę, jaką dał jej Elwan i tak samo jak ona, przewracałam na to oczami. Lubię, gdy postacie nie są krystalicznie białe i właśnie wywołują w nas mieszane uczucia. To zapamiętuje się najbardziej. W połączeniu z rewelacyjną historią uważam, że pierwszy tom jest świetnym początkiem całej serii, która zapowiada się na pełną przygód dla bohaterów i wielkich wrażeń dla czytelników. Mogą po nią sięgnąć nie tylko starzy, fantastyczni wyjadacze, gdyż jej przystępny język nie odstraszy i ciekawych nowych form odkrywców. Dajcie się wciągnąć w ten mroczny świat, moim zdaniem naprawdę warto!
„Milczenie Puszczy”, debiut Wiktorii Piotrowskiej to mój najnowszy patronat, o którym z radością Wam opowiem.
Pierwsza strzała amora podczas czytania trafiła mnie już w prologu, który jest bajecznie mroczny i intrygujący. Przedstawia Delemirę, dziewczynkę o bardzo nietypowych zainteresowaniach... Późniejsze koleje losu Delemiry wplatają się w historię innych wyjątkowych...
2025-04-24
„Zryw monsunowy” Thei Guanzon, drugi tom cyklu Wojny Huraganowe okazał się rewelacyjną, pełną emocjonującej akcji opowieścią, gdzie świetnie napisany romans w stylu slowburn jest ukoronowaniem całej historii. Dlaczego? Bo jest ciekawy. Jest emocjonujący, gdyż obie strony, Talasyn i Alaric, pomimo tego co czują, co właściwie dopiero rodzi się między nimi, przez przeszłość ich krajów, rodzin, przez ciągnące się do teraz kłamstwa, skrzętnie skrywane tajemnice, są w beznadziejnym położeniu. Nieważne, że są małżeństwem – to tylko sojusz polityczny, jak mówią wszyscy wokół. I powiem Wam, że ich uczucia, ich z trudem odkrywane emocje to było coś, o czym czytałam z rozrzewnieniem. I przejęciem, bo ciągle ma się z tyłu głowy myśl, że jak to się może dobrze skończyć... No genialne! Do tego zakończenie, przez które ciężko będzie cierpliwie dotrwać do trzeciego tomu.
Więc jeśli macie ochotę na romantasy z DOBRZE napisanym wątkiem romantycznym, to mogę Wam z całego serca polecić Wojny Huraganowe.
„Zryw monsunowy” Thei Guanzon, drugi tom cyklu Wojny Huraganowe okazał się rewelacyjną, pełną emocjonującej akcji opowieścią, gdzie świetnie napisany romans w stylu slowburn jest ukoronowaniem całej historii. Dlaczego? Bo jest ciekawy. Jest emocjonujący, gdyż obie strony, Talasyn i Alaric, pomimo tego co czują, co właściwie dopiero rodzi się między nimi, przez przeszłość...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-04-18
"Nastroje" Louisy May Alcott szczerze mnie zaskoczyły. Krótki opis z tyłu książki sugeruje trójkąt miłosny, gdzie dziewczyna jest zmienna i lekkomyślna, a dwaj adoratorzy są jak dzień i noc. Spodziewałam się, że wybierze "tego złego", bo chociaż jest to książka sprzed 160 lat, to mogłaby dać w ten sposób dobry morał i przestrogę. A jednak, pani Alcott pokazała nam ten schemat w zupełnie inny sposób. Postacie też nie są takie, jakbyśmy się spodziewali. Jest to piękna i pełna mądrości opowieść, w której bohaterowie dojrzewają, z biegiem czasu poznają siebie coraz bardziej. Nie ma tu złego i dobrego adoratora, są mężczyźni różniący się charakterem, szlachetni, chociaż postępujący w inny sposób. Sylvia jest szczególną panną, targaną przez nastroje, jednak nie są to głupie kaprysy, a efekty skrywanych wewnątrz uczuć. Pięknie została opisana ich droga, wliczająca krótkie momenty zachwytu nad otoczeniem czy dobrocią innych ludzi. W stylu typowym dla Alcott pojawiło się kilka nowych i zaskakujących rozważań – jak dobre dopasowanie czy ewentualność rozwodu, by nie ranić siebie nawzajem i pozostawać fair wobec siebie, ale również drugiej osoby.
Czytałam "Nastroje" ze szczerą przyjemnością i uważam, że powinna być to obowiązkowa lektura dla dziewcząt (i kobiet), zanim dadzą się porwać kaprysom miłości i będą rozważać związanie się z kimś z pozoru nierozerwalnymi więzami, tak, by w przyszłości nie cierpieć i nie sprawiać bólu innym.
"Nastroje" Louisy May Alcott szczerze mnie zaskoczyły. Krótki opis z tyłu książki sugeruje trójkąt miłosny, gdzie dziewczyna jest zmienna i lekkomyślna, a dwaj adoratorzy są jak dzień i noc. Spodziewałam się, że wybierze "tego złego", bo chociaż jest to książka sprzed 160 lat, to mogłaby dać w ten sposób dobry morał i przestrogę. A jednak, pani Alcott pokazała nam ten...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-04-13
"Dobre żony" to kontynuacja znanych "Małych kobietek" Louisy May Alcott. Jak się można domyślić po tytule, mamy tutaj przejście z dziewczęcych lat sióstr Meg, Jo, Beth i Amy do ich dorosłego życia. A przynajmniej wkraczania w tę dorosłość. Jeśli znacie pierwszą część, bądź oglądaliście jej ekranizacje, wiecie, że każda z dziewcząt jest kompletnie inna - i tak też różnie prowadzą ich koleje losu. Każda pragnie od życia czegoś innego, jednocześnie mając za podwaliny to samo wychowanie i podobne, dobre serca. Z poczuciem rozrzewnienia czyta się ich historie, wydawałoby się takie zwyczajne, codzienne, a jednak w sposób podkreślony przez ich charaktery, stające się tak dla nich specyficzne. Radości i rozczarowania, ciężkie momenty, które doprowadzają nas do łez... Znajdziemy tu doprawdy wiele uczuć, które swoistą prostotą przekazu, okraszone nutą moralizatorstwa, przekazują w piękny sposób tę opowieść.
W postaci Jo odnalazłam swoje książkowe alter ego i myślę, że wśród czterech kobietek każda z nas znajdzie swoje odzwierciedlenie. Szczerze polecam to piękne ilustrowane wydanie, mnie ono totalnie zachwyca!
"Dobre żony" to kontynuacja znanych "Małych kobietek" Louisy May Alcott. Jak się można domyślić po tytule, mamy tutaj przejście z dziewczęcych lat sióstr Meg, Jo, Beth i Amy do ich dorosłego życia. A przynajmniej wkraczania w tę dorosłość. Jeśli znacie pierwszą część, bądź oglądaliście jej ekranizacje, wiecie, że każda z dziewcząt jest kompletnie inna - i tak też różnie...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-04-01
Zamyślenie połączone z frustracją, to uczucia, które niejednokrotnie towarzyszyły głównemu bohaterowi „Wzgardy”, naczelnikowi pokojowej warty, Kilianowi Sztormowi. W tej kryminalnej opowieści umiejscowionej w fantastycznym świecie z różnymi gatunkami stworzeń myślących – tubylcami, ludźmi będącymi potomkami zesłanych na wyspę zbrodniarzy, ogrami, elfami i dziwnymi ich połączeniami – mamy okazję śledzić mozolne śledztwo dotyczące zaginięcia Samuela Banacha, które ożywia szare życie naczelnika.
Niesamowicie było zanurzać się powoli w ten świat, mroczny i pełen determinacji, by żyć wolno i po swojemu, krążyć po omacku wokół zawiłej zagadki, w której tropy zdają się prowadzić do nikąd. Do tego Sztorma ciągle dręczy jego jedyna nierozwiązana sprawa sprzed wielu lat... A nas to tylko coraz bardziej intryguje. Wciągnął mnie całkowicie swoiście dziwny klimat tej książki! Nie zawsze łapałam od razu, o co chodzi, ale gdy puzzle zagadki wskakiwały na swoje miejsce, to było świetne uczucie! Jak np. odkrywanie, jak niezwykły jest zastępca naczelnika, ogr Gustaw Gunderberg. Pozostali członkowie warty pokojowej też zostali wykreowani w rewelacyjny sposób! Kolejny raz książka Pauliny Hendel mnie totalnie oczarowała! Należy do grona moich ulubionych Autorek – i ciągle nie zawodzi.
Zamyślenie połączone z frustracją, to uczucia, które niejednokrotnie towarzyszyły głównemu bohaterowi „Wzgardy”, naczelnikowi pokojowej warty, Kilianowi Sztormowi. W tej kryminalnej opowieści umiejscowionej w fantastycznym świecie z różnymi gatunkami stworzeń myślących – tubylcami, ludźmi będącymi potomkami zesłanych na wyspę zbrodniarzy, ogrami, elfami i dziwnymi ich...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-04-06
Lubicie typ bohaterki: waleczna i wyszczekana księżniczka? Macie swoją ulubioną? Jeśli nie, to może Azaria Sparrow zyska to miano? Główna żeńska postać "Ostatniej fazy mroku", finału trylogii Rodzina Carmody od Agaty Polte, jest jedną z trzech sióstr, córek króla Norfolk. I zamiast zajmować się typowymi zajęciami księżniczek, stroni od tego, oddając swoje serce służbie miastu. W takich okolicznościach poznaje Ivora Carmody'ego, o którym ta część opowiada, ratując księcia z opałów.
Powiem Wam, że tą dwójkę od początku połączyła świetna chemia – ich rozmowy za każdym razem wywoływały u mnie uśmiech. Ona pewna siebie i zdystansowana, on idealnie dyplomatyczny, ale potrafiący dodać drugie dno do swoich wypowiedzi. Szybko oboje polubiłam, tym bardziej, że po znajomości Ivora z poprzednich części, raczej marginalnej i nie stwarzającej większego przywiązania, obraz, który się pojawił tutaj, zmienił to kompletnie. Znaliśmy już jego opiekuńczość, ale dodana tu nuta zaborczości i pokaz jego siły robi odpowiednie wrażenie.
Historia zjaw z Norfolk i powoli odkrywana tajemnica Azarii sprawiały, że sama opowieść była angażująca i ciężko się było od niej oderwać. Mamy tutaj momenty akcji, głębsze rozmowy i trochę pikantnych scen. Wszystko współgra ze sobą w harmonii, nie przeważając nad innymi składnikami fabuły. Uważam to za świetne ukoronowanie trylogii, nawet jeśli w moich myślach to nadal Hunter pozostaje numerem jeden męskich postaci. Ale myślę, że Ivor wcale nie plasuje się dużo niżej.
Lubicie typ bohaterki: waleczna i wyszczekana księżniczka? Macie swoją ulubioną? Jeśli nie, to może Azaria Sparrow zyska to miano? Główna żeńska postać "Ostatniej fazy mroku", finału trylogii Rodzina Carmody od Agaty Polte, jest jedną z trzech sióstr, córek króla Norfolk. I zamiast zajmować się typowymi zajęciami księżniczek, stroni od tego, oddając swoje serce służbie...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-03-27
Kojarzycie takie historie, które na długo po skończeniu czytania nadal kołaczą Wam się w głowie? Absorbują myśli i wywołują westchnienie? Mam tak dokładnie po przeczytaniu „Tam, gdzie trwa noc” A. B. Poranek - książka ta na długo pozostanie w moich myślach. Była doprawdy piękna! Pomimo swoistej prostoty, baśniowości historii, w której dziewczyna wyrusza w niebezpieczną podróż, by pozbyć się swojej magii, a w efekcie trafia na rok służby u bestii, całość przedstawiona została w sposób przypominający nieco poetyckość. Opisy magicznego lasu, domostwa i istot, emocji Liski, wszystko to nadaje książce niesamowitego klimatu. Wisienką na torcie jest tutaj nawiązanie do mitologii słowiańskiej – co z luźnym skojarzeniem z baśnią o Pięknej i Bestii daje połączenie idealne. Serio! Jestem całkowicie zachwycona! Jestem pewna, że do niej wrócę, nawet jeśli zakończenie złamało mi serce. Ale to, ile różnych emocji i niesamowitych wrażeń dała mi ta książka – tego właśnie w nich szukam. Polecam ze szczerego, ciągle wzruszonego serca!
Kojarzycie takie historie, które na długo po skończeniu czytania nadal kołaczą Wam się w głowie? Absorbują myśli i wywołują westchnienie? Mam tak dokładnie po przeczytaniu „Tam, gdzie trwa noc” A. B. Poranek - książka ta na długo pozostanie w moich myślach. Była doprawdy piękna! Pomimo swoistej prostoty, baśniowości historii, w której dziewczyna wyrusza w niebezpieczną...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-03-24
"Wezwanie Żmija" Agnieszki Kulbat, pierwszy tom Dziedzictwa Stróża Nawii, to przeciekawa opowieść, która nie dosyć, że opowiada o losach bohaterów mocno osadzonych w naszych rodzimych słowiańskich wierzeniach, to sama akcja dzieje się w Poznaniu! Kupiło mnie to od początku. Potem swoje trzy grosze dodał świetny humor; już samo dobranie głównych bohaterów, którzy wyruszają razem w podróż – syn Żmija, szeptucha i strzyga – mogłoby być początkiem niezłego żartu. Tym bardziej, że na swojej drodze spotkają też dominikanina, czy syna burmistrza. Zbieranina postaci naprawdę jest ciekawa. Do tego mamy w interesujący i wciągający sposób poprowadzoną fabułę, która potrafi rozbawić, ale też trzymać w napięciu. Wojmir nie ma łatwo, a im dalej w las (albo co byłoby tutaj bardziej adekwatne, między miejskie mury), tym jego przygody stają się coraz bardziej dramatyczne.
Dla mnie zetknięcie się z "Wezwaniem Żmija" dało mi pełno frajdy i mile spędzonego czasu, a po zakończeniu nie mogę się doczekać, kiedy w swoich rękach będę mieć kontynuację. Myślę, że spodoba się nie tylko fanom słowiańskich klimatów, ale ogólnie – dobrego fantasy. Ja jestem jak najbardziej na tak!
"Wezwanie Żmija" Agnieszki Kulbat, pierwszy tom Dziedzictwa Stróża Nawii, to przeciekawa opowieść, która nie dosyć, że opowiada o losach bohaterów mocno osadzonych w naszych rodzimych słowiańskich wierzeniach, to sama akcja dzieje się w Poznaniu! Kupiło mnie to od początku. Potem swoje trzy grosze dodał świetny humor; już samo dobranie głównych bohaterów, którzy wyruszają...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Wierzycie, że można zacząć kompletnie od nowa? Zakopać przeszłość za sobą, jakby nigdy jej nie było?
Dakota próbuje tak zrobić. O bohaterce książki „Niebo nad Dakotą” Julity Dziekańskiej od początku dowiadujemy się, że jest sama, młoda i ucieka, dzięki czemu już po pierwszym rozdziale historia mnie wciągnęła, co uznaję za duży plus – umiejętność tak szybkiego zaintrygowania czytelnika. Spodobało mi się również, jak opisane zostało miasteczko Bar Harbor, gdzie Dakota zmuszona zostaje się zatrzymać. Postać Leviego też szybko zyskała moją sympatię – mężczyzna okazuje jej małomiasteczkowe serce, oferując pracę i dach nad głową. Zaraz pomyślałam o Gilmore Girls i młodej Lorelai.
A potem pojawił się wątek romansowy – bracia Moon, za którymi szaleje cała żeńska społeczność w ich wieku. Dla mnie czasami było to śmieszne, jednak nie zostało pokazane w jakiś cringowy sposób, dlatego nie oceniam tego negatywnie. Dakota bardzo szybko zyskuje ich zainteresowanie, ale podpinam to pod młodzieńcze miłości od pierwszego wejrzenia. Dlatego jeśli nie przeszkadza Wam, że relacja bohaterów rozwija się szybko, to będziecie z tej opowieści zadowoleni. Ma też jedną scenę 18+ (a myślałam, że nie będzie żadnej, więc warto o tym wspomnieć). Ujawniona przeszłość Dakoty mnie zaskoczyła, spodziewałam się czegoś innego, więc znów na plus.
Styl jest lekki i lektura książki dała mi dużo frajdy. Wiecie, taka idealna na jesienny wieczór pod kocem, z herbatką u boku.
Ciekawe, czy opowiedziane zostaną także historie pozostałych braci?
Wierzycie, że można zacząć kompletnie od nowa? Zakopać przeszłość za sobą, jakby nigdy jej nie było?
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDakota próbuje tak zrobić. O bohaterce książki „Niebo nad Dakotą” Julity Dziekańskiej od początku dowiadujemy się, że jest sama, młoda i ucieka, dzięki czemu już po pierwszym rozdziale historia mnie wciągnęła, co uznaję za duży plus – umiejętność tak szybkiego...