rozwiń zwiń

Opinie użytkownika

Filtruj:
Wybierz
Sortuj:
Wybierz

Na półkach:

To ten rodzaj książki, która się kończy zbyt szybko.
W zaginionym świecie ten rodzaj literatury pozwala zwolnić, zatrzymać się i zrelaksować.

To ten rodzaj książki, która się kończy zbyt szybko.
W zaginionym świecie ten rodzaj literatury pozwala zwolnić, zatrzymać się i zrelaksować.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Sięgając po tę książkę, wiedziałam, że nie będzie banalna. Ale nie wiedziałam wtedy, że czytam nagradzaną książkę noblistki. Dopiero po lekturze zapoznałam się z of8cjalnymi notami i recenzjami. Szczerze - nie dziwię się, że autorka zdobyła różne nagrody. Książka przedstawia kawał historii z punktu widzenia rodziny, która przeszła od niewolnictwa po wysoki status społeczny. A przy tym powieść jest pięknie napisana i przetłumaczona na j. polski.

Sięgając po tę książkę, wiedziałam, że nie będzie banalna. Ale nie wiedziałam wtedy, że czytam nagradzaną książkę noblistki. Dopiero po lekturze zapoznałam się z of8cjalnymi notami i recenzjami. Szczerze - nie dziwię się, że autorka zdobyła różne nagrody. Książka przedstawia kawał historii z punktu widzenia rodziny, która przeszła od niewolnictwa po wysoki status społeczny....

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Przy tek książce targały mną wielkie emocje. Współczułam Siegiejowi i Mateuszowi ukochanej kobiety, a Natanielowi niepowetowanej straty i ponownej konieczności rozpoczęcia wszystkiego na nowo.
W takich sytuacjach okazuje się, czym jest prawdziwa przyjaźń oraz małomiasteczkowe poczucie dumy i solidarności.
Piękna opowieść dająca nadzieję, że po trudnym czasie przychodzi lepsze.

Przy tek książce targały mną wielkie emocje. Współczułam Siegiejowi i Mateuszowi ukochanej kobiety, a Natanielowi niepowetowanej straty i ponownej konieczności rozpoczęcia wszystkiego na nowo.
W takich sytuacjach okazuje się, czym jest prawdziwa przyjaźń oraz małomiasteczkowe poczucie dumy i solidarności.
Piękna opowieść dająca nadzieję, że po trudnym czasie przychodzi lepsze.

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Nostalgiczna opowieść o wyborach i decyzjach, które wpływają na dalsze lata. Ale też o nadziei, która pozostaje i pozwala wierzyć, że los się jednak odwróci.
Pięknie napisana powieść z krakowskimi uliczkami w tle.

Nostalgiczna opowieść o wyborach i decyzjach, które wpływają na dalsze lata. Ale też o nadziei, która pozostaje i pozwala wierzyć, że los się jednak odwróci.
Pięknie napisana powieść z krakowskimi uliczkami w tle.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Lubię książki Gabrieli Gargaś.
Ale ta wybitnie mi się nie podobała - od infantylnej głównej bohaterki, przez dziwaczną fabułę o marzeniu o idealnej miłości, do zakończenia.
Dłużyła mi się bardzo, ale czytałam do końca, wciąż wierząc, że coś się zmieni na lepsze.

Lubię książki Gabrieli Gargaś.
Ale ta wybitnie mi się nie podobała - od infantylnej głównej bohaterki, przez dziwaczną fabułę o marzeniu o idealnej miłości, do zakończenia.
Dłużyła mi się bardzo, ale czytałam do końca, wciąż wierząc, że coś się zmieni na lepsze.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Kiedyś zaczytywałam się w książkach J. Harris i postanowiłam ponownie spotkać się z bohaterami "Czekolady", których czytelnik odwiedza za sprawą pisarza kupującego dom we Francji.
Nostalgiczna powieść z piękną aurą i roślinami, które stają się równoprawnymi z ludźmi bohaterami powieści.

Kiedyś zaczytywałam się w książkach J. Harris i postanowiłam ponownie spotkać się z bohaterami "Czekolady", których czytelnik odwiedza za sprawą pisarza kupującego dom we Francji.
Nostalgiczna powieść z piękną aurą i roślinami, które stają się równoprawnymi z ludźmi bohaterami powieści.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Na jesienno-zimowe wieczory. Trochę obyczajówki, trochę romansu, ciut kryminału w tle.
Ogólnie może być.

Na jesienno-zimowe wieczory. Trochę obyczajówki, trochę romansu, ciut kryminału w tle.
Ogólnie może być.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Świetnie skonstruowana i rozbudowana fabuła i warta akcja, czyli wszystko to, co powinien mieć dobry kryminał.
Denerwowała mnie policjantka zachowująca się nieporadnie, jakby chwilami nie wiedziała, co ma robić.

Świetnie skonstruowana i rozbudowana fabuła i warta akcja, czyli wszystko to, co powinien mieć dobry kryminał.
Denerwowała mnie policjantka zachowująca się nieporadnie, jakby chwilami nie wiedziała, co ma robić.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Te same wydarzenia opisane z trzech różnych perspektyw. Niby rodzeństwo, ludzie wychowywani w tym samym domu, przez tych samych rodziców, a jednak w dorosłym życiu stają się zupełnie inni, z różnymi poglądami, z innym podejściem do świata, obowiązków i ludzi.
Bardzo realna opowieść. Myślę, że w bohaterach czytelnik może odnaleźć ludzi ze swojego otoczenia.
Zaskoczyła mnie ta książka.

Te same wydarzenia opisane z trzech różnych perspektyw. Niby rodzeństwo, ludzie wychowywani w tym samym domu, przez tych samych rodziców, a jednak w dorosłym życiu stają się zupełnie inni, z różnymi poglądami, z innym podejściem do świata, obowiązków i ludzi.
Bardzo realna opowieść. Myślę, że w bohaterach czytelnik może odnaleźć ludzi ze swojego otoczenia.
Zaskoczyła mnie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Młodzieży i dzieciom z pewnością się spodoba wartka akcja i zaskakujące wątki.

Młodzieży i dzieciom z pewnością się spodoba wartka akcja i zaskakujące wątki.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Dawno nie czytałam książki Krystyny Mirek. Nawet nie wiem dlaczego, bo to zwykle dobre pozycje o zwykłych ludziach i problemach dnia codziennego, przesycone emocjami. Tego też spodziewałam się po "Pojedynku uczuć".

Maja ma 30 lat, synka na utrzymaniu i gustowny apartament do spłacenia. Na taki luksus namówił ją ojciec dziecka, bo przecież prezes nie będzie mieszkał byle gdzie. Tyle że prezes dał drapaka, a na dziecko daje tyle co nic, częściej nic.
Kobieta musi jakoś zarabiać na spłatę kredytu i codzienne potrzeby. Jest sekretarką, a tak naprawdę kobietą od wszystkiego, w firmie, która szybko się wybiła na rynku, a zarządza nią mężczyzna wiecznie niezadowolony i oczekujący, że pracownicy będą na każde jego zawołanie.

Ale pewnego dnia w firmie sporo się zmienia, a na Majki drogach pojawia mężczyzna, który ją drażni i prześladuje, jakby mało miała zmartwień.

Czytając "Pojedynek uczuć" nie sposób nie zadać sobie pytania "Kiedy w polskich firmach ludzie będą naprawdę pracować 8 godzin dziennie i wracać do domów o przyzwoitych porach, żeby zająć się sobą i rodziną?". Mnie dodatkowo zastanawia, że sąsiedzi widzą czyjąś biedę, ale wolę o niej tylko mówić i narzekać, a nie pomogą choć dobrym słowem. Maja nie może nawet liczyć na rodzinę. Matka chce pomóc, ale siostra uważa, że matka ma inne zobowiązania.

"Pojedynek uczuć" to prawdziwy emocjonalny roller coaster. Smutek, żal, współczucie, obawy, ciągły stres, odrobina radości, niespełnione nadzieje itd. towarzyszą czytelnikowi na każdej stronie.
Krystyna Mirek porusza przeróżne tematy: rodzicielstwo i odpowiedzialność (dlaczego tylko po stronie kobiet?), wykorzystywanie w pracy, wygórowane ambicje pracodawcy, ale też relacje w rodzinie od miłości po nienawiść i szukanie jakiejś intrygi czy wykorzystywanie matki przez córkę.

Można by tu pisać więcej, ale trudno, gdy nie chce się spojlerować książki. Bo naprawdę warto ją przeczytać.

Dawno nie czytałam książki Krystyny Mirek. Nawet nie wiem dlaczego, bo to zwykle dobre pozycje o zwykłych ludziach i problemach dnia codziennego, przesycone emocjami. Tego też spodziewałam się po "Pojedynku uczuć".

Maja ma 30 lat, synka na utrzymaniu i gustowny apartament do spłacenia. Na taki luksus namówił ją ojciec dziecka, bo przecież prezes nie będzie mieszkał byle...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Gdy się przeczytało "Gwiazdkę z nieba", nie dało rady zwlekać z kolejnym tomem mazurskiej serii Katarzyny Michalak. Zaglądających tutaj od razu uczulam, że jeśli nie czytaliście "Gwiazdki...", a zamierzacie, nie czytajcie dalszej części tego wpisu.

W tej części Marta pragnie odbudować relacje z córką. Mateusz wciąż kocha się w Marcie, która nadal wydaje się nieosiągalna. A gdy przyjaciele odnajdują ślad, a potem samego Siergieja, Mateusz jeszcze bardziej zapada się w sobie, ale jest nadal na wyciągnięcie ręki, gdy tylko staje się potrzebny.
A Nataniel wychowuje córkę Iwony, dziewczyny, która w poprzednim tomie okazała się prostytutką i oszustką. Emilka okazuje się tytułowym promykiem światła dla całej trójki. Ale jest ktoś, dla kogo jest utrapieniem.
A! I zjawia się dziewczyna, którą Nataniel kilka lat wcześniej uratował w górach.

Z jednej strony czytelnik jest uczestnikiem mazurskiej sielanki, z drugiej strony jest świadkiem wszystkich kłopotów, jakie spadają na bohaterów. A te nie są małe. Mam wrażenie, że te z poprzedniego tomu wydają się przy nich niewiele znaczące.

Sporo się dzieje w tym tomie.
Ale Katarzyna Michalak nadal skupia się na mocy przyjaźni i na odpowiedzialności swoich głównych bohaterów. Otuchy dodaje im opiekowanie się Emilką, gdy spadają na nich różne kłopoty. Emilka nieświadomie potrafi zmienić atmosferę, dzięki swej dziecięcej logice i typowym dla siebie wyrażeniom.
W tym tomie istotna staje się też relacja matka - córka, obwinianie jednej z nich za całe zło, bo przecież na kogoś trzeba zrzucić winę. A na kogo najłatwiej? Na matkę.

Natomiast zakończenie zwaliło mnie z nóg. Jakby jednego nieszczęścia było mało, przychodzi kolejne. Przyznaję, że się popłakałam, bo tak się zżyłam z bohaterami, że najpierw trudno mi było w to uwierzyć, a potem po prostu było mi przykro i zrobiło się smutno, jakbym była w kręgu tej fantastycznej przyjaźni.
Nie sposób od razu nie zacząć tomu trzeciego.

Gdy się przeczytało "Gwiazdkę z nieba", nie dało rady zwlekać z kolejnym tomem mazurskiej serii Katarzyny Michalak. Zaglądających tutaj od razu uczulam, że jeśli nie czytaliście "Gwiazdki...", a zamierzacie, nie czytajcie dalszej części tego wpisu.

W tej części Marta pragnie odbudować relacje z córką. Mateusz wciąż kocha się w Marcie, która nadal wydaje się nieosiągalna. A...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

"Od jednego Lucypera" czytałam od kilku lat 😄 Kiedyś nawet wzięłam do samolotu z myślą o tym, że "machnę" w obie strony. A gdzież tam! Chmurki za oknem były ciekawsze 🤩 i bardziej zrozumiałe niż śląska gwara/język😉 No, ale książka tak długo leżała na szafce nocnej, że trzeba ją było w końcu doczytać do końca.

Katarzyna, polska uciekinierka, a obecnie (XXI w.) nauczycielka akademicka zmagająca się z przeszłością i anoreksją, znajduje zdjęcie ukrywane przez babcię. Zna babcię, zna wujka Kazika. I domyśla się, że był ktoś jeszcze, bo czasem babcia używała dziwnych zwrotów. Kim jest osoba ze zdjęcia?

Fabuła prowadzi czytelnika tak, że przechodząc z rozdziału na rozdział, poznajemy mroki Katarzyny i historię towarzyszki Marijki Solik, marzącej o byciu przodowniczką pracy z początków PRL. Kobieta nie tylko buduje socjalizm i współzawodniczy z innymi pracownikami zakładów azotowych w Chorzowie, ale też marzy o wyższym statusie społecznym i awansie.

Gdy już czytelnik wciągnie się w książkę i oswoi ze śląskim, poznaje kawał historii Śląska, życie Ślązaków w poczuciu niepewności i grozy, gdy zapada się korytarz w kopalni i wreszcie rodzinę, jakich wiele było po II wojnie światowej. Rozwija się wtedy emancypacyjny ruch kobiet, które chcą pracować również fizycznie, zwłaszcza że Ślązaczki to zazwyczaj "fest baby" i postawne "dziouchy". Do współzawodnictwa wzywa ich nie tylko kobieca duma, ale również partia i kierownictwo zakładu. A wyrabianie kilkuset procent norm związane jest z gratyfikacjami. Ale poza aspiracjami trzeba mieć jeszcze oczy szeroko otwarte, by nie zostać posądzonym o współdziałanie z Niemcami. Poza tym czasy były takie, że z każdej strony można było dostać nóż w plecy. I to spotkało Marijkę, nie dosłownie, ale jednak...

"Od jednego Lucypera" to książka o kobietach, o ich lekceważeniu, o umniejszaniu ich roli.
Ale jest to też książka o rodzinie, o niedomkniętych sprawach, niedomówieniach, zamiataniu problemów pod dywan, o awanturach domowych i życiu na pokaz w stosunku do sąsiadów. Autorka zwraca wielokrotnie uwagę na postawy pasywno-agresywne swoich bohaterów. Dotyczy to głównie kobiet, które wyrażają swoje niezadowolenie lub złość w sposób ironiczny z różnymi podtekstami. Inne milczą lub ignorują swoich bliskich, albo zachowują się tak, jakby to one były ofiarami, przez co wywołują w innych poczucie winy. Terapeuci mieliby pełne ręce roboty z takimi przypadkami, gdyby te kobiety do nich się udały. Ale nigdy tego nie zrobią, bo nie są nienormalne i wolą tłamsić swoje problemy w sobie, świadomie lub nieświadomie wyżywając się na domownikach.

Wielowątkowa to książka. Widać, że napisana pod wpływem wnikliwej obserwacji ludzi i rodzin.

"Od jednego Lucypera" czytałam od kilku lat 😄 Kiedyś nawet wzięłam do samolotu z myślą o tym, że "machnę" w obie strony. A gdzież tam! Chmurki za oknem były ciekawsze 🤩 i bardziej zrozumiałe niż śląska gwara/język😉 No, ale książka tak długo leżała na szafce nocnej, że trzeba ją było w końcu doczytać do końca.

Katarzyna, polska uciekinierka, a obecnie (XXI w.) nauczycielka...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Książki Anny Szepielak zawsze wprowadzają mnie w dobry nastrój. W "Przekroczyć rzekę" akcja dzieje się w okresie rozbiorów. Dodatkowo mam zapowiedź sagi, co oznacza, że historia będzie się toczyć i toczyć. Tak lubię 😊

Książkę rozpoczyna prolog wywołujący ciarki.
A wkrótce pisarka przenosi nas do czasu kilkadziesiąt lat później. Osierocona Julia Zarzewska traci pracę guwernantki i postanawia wrócić do dalekiej krewnej Barbary, u której spędziła dzieciństwo. Młoda kobieta niewiele pamięta z czasów, gdy mieszkała w domu rodzinnym. Dodatkowo prześladuje ją pewien sen. A gdy dziewczyna usłyszy, co szepcze tzw. towarzystwo na jej temat, zaczyna myśleć, że zaczyna się w niej ujawniać choroba psychiczna jej matki.

W życiu Barbary i Julii pojawia się wdowiec z jedenastoletnią córką, która nie pałała radością w życiu na stancji. Mężczyzna postanawia zabrać dziewczynkę z powrotem do domu w Galicji i proponuje Julii pracę opiekunki i nauczycielki swojej jedynaczki.
Julia przyjmuje posadę, nie tylko dlatego że polubiła dziewczynkę. Nadarza się jej bowiem możliwość poznania historii i tajemnic swojej rodziny oraz rozwikłania zagadek, które piętrzą się w głowie Julii.

W galicyjskim dworku nieopodal ruin dawnego pałacu Zarzewskich historia toczy się kołem. Niemałą rolę odegra w niej Karol Natejko, obecnie młody lekarz, a kiedyś przyjaciel z dzieciństwa.

Właśnie takie pozycje lubię! Trochę historii naszego kraju, trochę opisów przyrody czy otoczenia. A do tego pełen zakres przeróżnych emocji: od tęsknoty, przez zawiść, do przywiązania i miłości.
W książce bardzo dużo się dzieje. Początkowo trudno (i dobrze!) rozpoznać, kto życzy Julii dobrze, a kto nie. Rodziny Zarzewskich nie darzono sympatią z różnych powodów. Poza tym bracia nienawidzili się, co miało swoje przełożenie na otoczenie i ludzi wokół.
Nie brakuje tu intryg, które podkręcają fabułę. A poza tym rozwiązanie jednej zagadki powoduje powstanie nowej. I nic tu nie jest na siłę.
Przepiękna i emocjonalna historia w XIX-wiecznej Galicji, która smuci, śmieszy, ale i wywołuje strach. Wciąga od samego początku. I z jednej strony ma się ochotę szybko skończyć, a z drugiej strony szkoda, bo ma się wielką przyjemność z lektury.
Muszę kupić kolejne tomy tej sagi!

Książki Anny Szepielak zawsze wprowadzają mnie w dobry nastrój. W "Przekroczyć rzekę" akcja dzieje się w okresie rozbiorów. Dodatkowo mam zapowiedź sagi, co oznacza, że historia będzie się toczyć i toczyć. Tak lubię 😊

Książkę rozpoczyna prolog wywołujący ciarki.
A wkrótce pisarka przenosi nas do czasu kilkadziesiąt lat później. Osierocona Julia Zarzewska traci pracę...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Do książek wydawnictwa Albatros zawsze podchodzę trochę jak do jeża. Z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że Nicholas Sparks ma dobre pióro i tworzy naprawdę dobre romanse. Po nieudanych ostatnich lekturach pomyślałam, że może warto sięgnąć po coś, co jest oceniane przez czytelników w miarę wysoko. Wybór padł na "Z każdym oddechem".

36-letnia Hope za kilka dni będzie druhną, a tymczasem jej partner wyjechał z kolegami do Las Vegas i zanosi się na to, że Hope będzie sama na przyjęciu weselnym. W dodatku u jej ojca zdiagnozowano właśnie nieuleczalną chorobę, która będzie siać spustoszenie w ciele człowieka.
Kobieta chce pozbierać myśli i spędzić najbliższe dni w samotności w rodzinnym domu w Sunset Beach.
Do domu obok wprowadza się Tru, urodzony w Zimbabwe intrygujący przewodnik safari. Mężczyzna przybywa do USA na prośbę swego biologicznego ojca, który zostawił matkę lata temu.

Książka w odbiorze przypominała mi nieco aurę "Nocy z Rodanthe", ale i "Pożegnania z Afryką". Bohaterowie muszą rozwiązać swoje problemy, by móc normalnie żyć i planować swoją przyszłość.
Między nimi zawiązuje się szybko nic przyjaźni, ale i miłości. Nie jest to miłość łatwa, bo mieszkają tysiące kilometrów od siebie, a każde z nich ma zobowiązania wobec rodziny. Ale dla tych kilku dni szczęścia postanawiają zaryzykować. A co dalej? Tego już musicie dowiedzieć się sami.

Fabuła bardzo mnie urzekła, zwłaszcza że autor wplótł w nią nieco historii Zimbabwe i krajów sąsiednich.
Książka porusza kwestię podejmowania życiowych decyzji, które mają swoje długoletnie skutki. To książka o myśleniu o innych, o miłości dojrzałych do niej ludzi, o tęsknocie, ale i o poszukiwaniu. Dobrze napisana i świetnie przetłumaczona, więc czyta się z przyjemnością.

Do książek wydawnictwa Albatros zawsze podchodzę trochę jak do jeża. Z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że Nicholas Sparks ma dobre pióro i tworzy naprawdę dobre romanse. Po nieudanych ostatnich lekturach pomyślałam, że może warto sięgnąć po coś, co jest oceniane przez czytelników w miarę wysoko. Wybór padł na "Z każdym oddechem".

36-letnia Hope za kilka dni będzie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

To moja pierwsza lektura tego autora. A skusiłam się ze względu na jedną z okładek (bardzo dużo wydań tej książki w Polsce), na której zobaczyłam Diane Lane i Richarda Gere'a. Gdy przed córką Amandą, pogrążoną w rozpaczy po śmierci męża, Adrienne zaczęła snuć historię swej znajomości z Paulem, jak przez mgłę przypominałam sobie niektóre kadry z filmu. A im bardziej oddawałam się lekturze, tym bardziej nie pasowała mi do tych ról wspomniana para aktorów ze względu na ich cechy fizyczne, które zdecydowanie odbiegają od tych opisanych przez Sparksa.
Nieważne. Wróćmy do książki. Czytając nazwisko "Sparks" czytelniczki z pewnością domyślają się, że "Noce w Rodanthe" to romans. To historia miłości dwojga ludzi, którzy poznają się w Gospodzie. Ona, Adrienne, rozwiedziona matka trójki dzieci, zastępuje właścicielkę, która wyjechała na ślub, a on, Paul, rozwiedziony lekarz i ojciec Marka, przybywa do Gospody na kilka dni, spełniając prośbę o spotkanie męża swojej pacjentki. Spędzają samotnie kilka dni, w czasie których w Rodanthe szaleje huragan. Co z tego wyniknie? Przeczytajcie sami. Uprzedzam, że książka od początku do końca tchnie niesamowitym smutkiem graniczącym chwilami z rozpaczą. Ale główni bohaterowie w pewnych momentach swojego życia orientują się, że spoczywa na nich odpowiedzialność w osobach ich dzieci, które też mają swoje problemy w dorosłym życiu.

To moja pierwsza lektura tego autora. A skusiłam się ze względu na jedną z okładek (bardzo dużo wydań tej książki w Polsce), na której zobaczyłam Diane Lane i Richarda Gere'a. Gdy przed córką Amandą, pogrążoną w rozpaczy po śmierci męża, Adrienne zaczęła snuć historię swej znajomości z Paulem, jak przez mgłę przypominałam sobie niektóre kadry z filmu. A im bardziej...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Do trzech razy sztuka 😊 Po niesmaku, jaki miałam podczas lektury "Jeszcze raz" Agaty Przybyłek, postanowiłam dać trzecią szansę. Czy "Siedem cudów" sprawi, że jeszcze kiedyś wybiorę coś spod pióra tej autorki? 🤔

Zachwycająca okładka ukrywa historię rodziny Moniki. Jej ojciec właśnie stracił pracę i to ukrywa przed wszystkimi. Brat pomylił datę urodzin dziewczyny, której chce się oświadczyć z datą urodzin swojej byłej.

Nie oczekiwałam wielkich cudów, ale takich małych codziennych i te faktycznie w książce mają miejsce.

Ale książka dramatycznie mi się dłużyła. Marzyłam o tym, by ją skończyć i dowiedzieć się, po co w ogóle autorka budowała taką fabułę.
I klops. Wszystko rozpoczęte i jakby niedokończone, pisane na siłę, bez pomysłu i logiki. Ale rozwleczone na prawie 400 stron. I do tego bardzo ubogi i prosty język, który staje kołkiem.
Nie polecam!

Do trzech razy sztuka 😊 Po niesmaku, jaki miałam podczas lektury "Jeszcze raz" Agaty Przybyłek, postanowiłam dać trzecią szansę. Czy "Siedem cudów" sprawi, że jeszcze kiedyś wybiorę coś spod pióra tej autorki? 🤔

Zachwycająca okładka ukrywa historię rodziny Moniki. Jej ojciec właśnie stracił pracę i to ukrywa przed wszystkimi. Brat pomylił datę urodzin dziewczyny, której...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Do tej pory przeczytałam tylko jedną książkę Agaty Przybyłek ("Bądź moim światłem"). Postanowiłam dać pisarce drugą szansę i ze względu na okładkę wybrałam "Jeszcze raz".

Alan przeżywa śmierć Katarzyny i ostatnie dni ich znajomości. Mężczyzna nie może się pozbierać mimo pomocy przyjaciół. Chce wrócić do pracy i faktycznie tak się dzieje, przy czym w tej pracy się zatraca, mieszka w klinice i nie chce wracać do mieszkania.
Agata jest wcześniejszą miłością Alana. Na wiadomość o problemach Alana spieszy do niego z myślą, że może uda się odnowić dawny związek.

Miałam wrażenie, jakbym czytała dwie różne książki zlepione na siłę w jedną.
Historia dzieciństwa i wczesnej młodości Agaty mrozi krew w żyłach. To część, na której można było zbudować dobrą beletrystykę, poruszającą bardzo ważny wątek. Bardzo żałuję, że autorka tego nie wykorzystała, a przeciwnie miałam wrażenie, że zbagatelizowała to, co zaważyło na dalszym życiu Agaty.

Druga część (choć w książce pierwsza) to dorosłe życie Agaty i Alana.
Alana było mi autentycznie żal. Rozumiałam jego rozsypkę i chęć przytłumienia swojej rozpaczy pracą.
Agata... Cóż, jej historia wydaje mi się wyssana z palca. Żeby porywać się na coś takiego, by odzyskać mężczyznę?! Nie sądzę. Dla mnie był to dość infantylny pomysł pisarki, nie bohaterki.
Wracając zaś do Agaty, nie zbuduje się związku na kłamstwie i wymuszaniu współczucia czy litości. Nie zbuduje się też związku, jeśli nie wyczyści się przyszłości. Jeśli miłość ma być prawdziwa, musi być oparta na szczerości, prawdzie i zaufaniu obu stron. Jeśli tego zabraknie, nie będzie miłości. Jeśli człowiek będzie oszukiwał w związku tak jak Agata, to skończy się to źle i ma to znamiona obsesji.
Poza tym myślenie, że można byłoby przypodobać się mężczyźnie, gdyby znało się poprzednią jego miłość i mogło się do niej upodobnić - dla mnie dziecinne. Przecież Alan wcześniej, przed poznaniem Katarzyny kochał Agatę.

Ogólnie książka nie przypadła mi do gustu już od mementu, gdy zorientowałam się, że akcja dzieje się w Stanach Zjednoczonych (po co?). Po drugie historia dorosłej Agaty zniszczyła wszystko, co mogło być wartościowe i wróżyło piękną przyjaźń. A po trzecie - niewykorzystany przez pisarkę potencjał historii dzieciństwa Agaty.

Do tej pory przeczytałam tylko jedną książkę Agaty Przybyłek ("Bądź moim światłem"). Postanowiłam dać pisarce drugą szansę i ze względu na okładkę wybrałam "Jeszcze raz".

Alan przeżywa śmierć Katarzyny i ostatnie dni ich znajomości. Mężczyzna nie może się pozbierać mimo pomocy przyjaciół. Chce wrócić do pracy i faktycznie tak się dzieje, przy czym w tej pracy się zatraca,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Camille, Violet i Daisy są siostrami. Bardzo się różnią, wiodą zupełnie inne życie w różnych zakątkach świata. Ale łączy je jedno miejsce - stary, rodzinny dom z plantacją lawendy.
Kobiety mają za sobą silne i bolesne przejścia. Każda z nich została w przeszłości zraniona, ale każda - mimo że nie wszystkie się do tego przyznają - chciałaby zaznać szczęścia, móc się do kogoś przytulić i mieć w kimś wsparcie.

Książka podzielona jest na 3 części: kolor lawendy, zapach lawendy i czar lawendy, w których przedstawiona jest historia każdej z sióstr pewnego dnia pojawiającej się na plantacji.

Wszystkie historie zachowane były w tym samym stylu - ona nieszczęśliwa, a on macho, zauroczyli się sobą i poszli do łóżka. Pierwsza z nich była dla mnie w miarę przekonująca, ale każda następna coraz bardziej pusta i jakby na siłę. Szkoda, bo potencjał na powieść był.

Camille, Violet i Daisy są siostrami. Bardzo się różnią, wiodą zupełnie inne życie w różnych zakątkach świata. Ale łączy je jedno miejsce - stary, rodzinny dom z plantacją lawendy.
Kobiety mają za sobą silne i bolesne przejścia. Każda z nich została w przeszłości zraniona, ale każda - mimo że nie wszystkie się do tego przyznają - chciałaby zaznać szczęścia, móc się do kogoś...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Dawno nie czytałam niczego spod pióra Katarzyny Michalak. A w biblioteczce czekają trzy tomy mazurskiej serii tej pisarki. Urlop zatem zaczęłam od "Gwiazdki z nieba".

26-letni Nataniel Domaradzki kilka lat temu uległ poważnemu wypadkowi, którego skutkiem jest utykanie na jedną nogę. Ostatnio zmarła mu mama i tak go to złamało, że zrezygnował z walki o mieszkanie i postanowił wyruszyć przed siebie.
Droga zaprowadziła go na Mazury, do wsi Senna, a konkretnie do zniszczonej chaty na odludziu.
A tu znalazła go Marta, podająca się za krawcową kobieta w wieku mamy Nataniela. Przygarnia go chwilowo do swojego dworu, w którym pojawia się wkrótce Mateusz, leśny człowiek, który również lubi odosobnienie, ale nie gardzi posiłkami u swojej przyjaciółki.
Los połączył tych troje i sprawił, że Natanielowi znów zachciało się żyć, pomimo długów i kalectwa.

Przyznaję, że książka mnie urzekła podobnie do "Poczekajki". Choć "Gwiazdka z nieba" jest dość smutna. Czytelnika podbudowuje natomiast niesamowita przyjaźń Mateusza i Marty, a wkrótce również Nataniela. Ta trójka trzyma się razem mimo wielu niedogodności losu, mimo niespełnionych nadziei, mimo pojawienia się osób, które mocno namieszają w uporządkowanym życiu Nataniela, Marty i Mateusza. To przyjaźń, która pozwala na powiedzenie sobie nawzajem bolesnej prawdy, ale w razie potrzeby sprawiająca, że ta trójka staje się dla siebie wsparciem i pomocą w najcięższych chwilach.
Przyznaję, że przygniatały mnie kolejne nieszczęścia spadające na Nataniela. Miałam wrażenie, że jest już ich za dużo. A poza tym dziwiłam się jego naiwności. Z jednej strony wydawał się silnym mężczyzną, a z drugiej - te klapki na oczach naprawdę denerwowały. Ale wtedy pojawiała się postać Mateusza, ciepłego i mądrego człowieka kochającego ludzi, zwierzęta i las.

Dawno nie czytałam niczego spod pióra Katarzyny Michalak. A w biblioteczce czekają trzy tomy mazurskiej serii tej pisarki. Urlop zatem zaczęłam od "Gwiazdki z nieba".

26-letni Nataniel Domaradzki kilka lat temu uległ poważnemu wypadkowi, którego skutkiem jest utykanie na jedną nogę. Ostatnio zmarła mu mama i tak go to złamało, że zrezygnował z walki o mieszkanie i...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to