Najnowsze artykuły
ArtykułyCzytamy w weekend. 27 marca 2026
LubimyCzytać401
ArtykułyPrzeczytaj fragment książki „Zbrodnia w rezydencji“
LubimyCzytać1
ArtykułyTylko że życie nie zna słowa „kiedyś”. Życie zna tylko „teraz” - Gabriela Gargaś radzi
LubimyCzytać3
ArtykułyJak czytać Harry’ego Hole? Kolejność książek Jo Nesbø i dlaczego warto zacząć dziś
Iza Sadowska11
Popularne wyszukiwania
Polecamy
Anna Strzelec

Pisze książki: literatura obyczajowa, romans, literatura piękna
Zadebiutowała w 2008 roku tomikiem wierszy „Miłość niejedno ma imię”. Z wykształcenia plastyczka, zamieszkała na Pomorzu, czerpiąca inspirację i radość z posiadania dzieci, grona przyjaciół, ogrodu i psa. Z głową pełną pomysłów na życie, które czasem udaje jej się zrealizować. Książka jest debiutem literackim autorki i otrzymała bardzo pozytywne recenzje zamieszczone w miesięczniku EUNOMIA, raciborskiej Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej oraz w Lubuskim Piśmie Literacko-Kulturalnym PROLIBRIS w Zielonej Górze. http://www.annastrzelec.blog.onet.pl
6,5/10średnia ocena książek autora
84 przeczytało książki autora
225 chce przeczytać książki autora
1fan autora
Zostań fanem autoraSprawdź, czy Twoi znajomi też czytają książki autora - dołącz do nas
Książki i czasopisma
- Wszystkie
- Książki
- Czasopisma
"Życie to nie karnawał"
Anna Strzelec, Tomasz Ryczaj- Głogowski
8,3 z 3 ocen
8 czytelników 2 opinie
2013
Druga pora życia, czyli jak zabija się miłość
Anna Strzelec
5,3 z 7 ocen
20 czytelników 3 opinie
2010
Najnowsze opinie o książkach autora
Wiza do Nowego Jorku Anna Strzelec 
5,4

Gdybym wcześniej nie czytała dwóch poprzednich powieści autorki: "Tylko nie życz mi spełnienia marzeń" i "Druga pora życia", opartych na smutnych faktach z jej biografii, najnowszą powieść przyjęłabym z lekkim niedowierzaniem w realność kreślonej fabuły, a główna bohaterka, wprawiłaby mnie w sporą irytację.
Leonia, bo tak miała na imię, żyła we własnym, trochę idealizowanym przez nią świecie, co może nie dziwić, biorąc pod uwagę jej zawód poetki i pisarki, w którym miłość zdarza się kobiecie nawet w późnych latach życia i to zaraz po odejściu dotychczasowego partnera, Wiktora. Wrażliwa, krucha kobieta, utrwalająca widziany świat na swój sposób w podręcznym notesiku, z którym się nie rozstawała, bo zawsze można było zanotować jakąś cenną myśl, skojarzenie lub własny aforyzm, przypominała mentalnie bardziej elfa niż człowieka. Wieczna optymistka, silna w chęci i radości życia nawet na przekór i wbrew niemu, ulepiona z ciepła i dobroci, "o bogatym wnętrzu, wypełnionym spokojem, nawet gdy dotykają cię trudne sprawy" – jak pisał do niej w liście Wiktor. Wierząca w miłość, którą opisała wierszem:
"Odnajdujemy się jak po latach –
w ciemności dotykiem poznając
tak – to Ty
to ja
chcę poznać każdy zakątek
Twojego ciała…
Już wyszeptane –
jeszcze niespełnione
ciepłem naszych oczu
drżeniem twoich rąk…
A może rozbiję moją skarbonkę
i za wszystkie pieniążki –
poproszę landrynek żeby było
kolorowo,
gwiazdek – z nimi będzie jasno,
i śmietankowych chmurek poproszę,
by letnim rankiem
gdy w ramionach Twoich się obudzę
stało się nam kremowo – biszkoptowo – słodko"
Różowy, cukierkowy, słodki świat!
Nie wiadomo tylko dlaczego takie istoty niemalże nie z tego świata, spotyka zdrada ze strony takich podłych mężczyzn, jak Wiktor! Jednak Leonia nie potrafiła się załamać, popaść w depresję czy choćby rozpacz. Nie potrafiła się nawet porządnie wściec. Ona w desperacji i jawnym afroncie, zalana łzami, potrafiła wypowiedzieć jedno słowo – drań! Po czym rzuciła się w wir życia, wierząc, że spotka ją jeszcze miłość.
I spotkała!
Bo dlaczego by nie? – jak powiedziałaby w przekorze Leonia.
Tak odebrałabym tę opowieść o kobiecie, którą zdradził mężczyzna, a na jego miejscu pojawił się od razu nowy, gdybym zaczęła poznawać twórczość autorki od tej właśnie pozycji. Jednak w kontekście dwóch poprzednich, ta opowieść nabiera innego wymiaru. Jest obrazem kobiety, każdej kobiety, nawet tej, ukrywającej swoją wrażliwość i nieprzyznającej się do niej, która nie pragnie "koniecznie z kimś być lub kogoś mieć, ale być szczęśliwym z kimś, komu można bezgranicznie wierzyć". Kobiety zmęczonej niewiernością, zdradą, zawodem ze strony partnera, ale, mimo to, mającej nadzieję, że wygra los na loterii, wygra swoją wizę do serca mężczyzny, który jej nigdy nie zawiedzie. Można zadać pytanie – czy to możliwe? A dlaczego nie? – odpowiedziałaby Leonia, dodając zaraz – Wszystko jest możliwe, wystarczy w to wierzyć i chcieć! Leonia daje nadzieję, rozświetla mroczną przyszłość, pomaga dźwignąć ciężar popiołów przeszłości, pokazuje optymistyczny wariant otaczających realiów, wnosi spokój, ukojenie i światło. Świat widziany oczami poetyckiej duszy Leonii nabiera kolorów, wyrazistości kształtów, spójności w dotychczas luźnych jego elementach, nowych odsłon pospolitych rzeczy, innych znaczeń powszednich zjawisk, przekładając je na niedostrzegane piękno pejzaży zatrzymanych w kadrze aparatu fotograficznego lub na język poezji, w którym banalna prośba o powszednie pocałunki, zamienia się w wysublimowane wyznanie,
"…a Ty pocałunki, jak koraliki drobne
na mych piersiach rozsyp…"
a oczekiwania kobiety stają się poezją:
"Prawie każda twierdza ma wieżę
– A na wieży czekała
nie księżniczka, lecz dziewczyna
w sukience z tęsknoty
i nadziei utkanej
On rozpiął jak sieć swoje ramiona –
W dół skacząc
w nich się zatrzymała"
I jeśli nie wiem, ile razy zapierałabym się, że w życiu realnym tak się nie dzieje i nie zdarza, to nie wyprę się tego, że w głębi duszy prawie wszystkie kobiety są takie jak Leonia i pragną tego, co ona. Tylko że ona ma odwagę pisać o tym, mając umiejętność ubierania oczekiwań w słowa. A że to marzenia? A któż nie marzy (podejrzewam nawet o to mężczyzn) wygrać milion w totolotku miłości?
Trzeba tylko dać szczęściu szansę, by znowu było "kremowo – biszkoptowo – słodko". Po tej powieści zaczyna się chcieć, a to już bardzo dużo dla osoby w skorupce niewiary.
naostrzuksiazki.pl
Akwarele i lawendy Anna Strzelec 
6,8

„Życie jest wielką podróżą, a podczas niej czekają nas niespodzianki, przygody i nowi ludzie. Niektórzy są tylko przechodniami, zjawiają się i idą dalej zostawiając ślady i rany w naszych sercach... Inni zostając na dłużej, wygładzają blizny i pomagają nieść plecaki wypełnione życiem.”
Po raz trzeci towarzyszyłam Leni w jej podróży w ostatniej części nieformalnej trylogii, bo nigdzie nie jest ona tak nazwana wprost. Kobiecie dojrzałej, matce, babci i może nareszcie żony, która wraz z rodziną napotyka właśnie na takich ludzi z przytoczonego cytatu – zadających rany i je leczących. Jednak Leni, nigdy niepoddająca się przykrym niespodziankom, po dramatycznym rozstaniu z mężem Wiktorem w „Wizie do Nowego Jorku” i odbudowywaniu zaufania do mężczyzny w nowym związku z Jeremym w „Oknie z widokiem na Prowansję” tym razem skupia się na ochronie rodzinnego szczęścia.
W tym celu zakłada Klub Absolutnie Szczęśliwych Ludzi.
W ten sposób próbuje zatrzymać czas szczęśliwości w gronie najbliższych i najdroższych jej osób. Zaczarować na stałe moment w domu pełnym kochających się ludzi. Stworzyć bezpieczne miejsce pełne ciepła i serdeczności, gdzie „ogarnięci taką świąteczną radością, chcielibyśmy zatrzymać w domu jak najdłużej, razem z zapachem róż dla Iwony od Jacquesa i aromatem kawy, którą popijaliśmy”. Do zaklinania tego szczęścia wykorzystuje nawet duchy z zaświatów. Na przekór i na złość chwilom złym, niepożądanym wypadkom, niechcianym zdarzeniom i tragicznym zrządzeniom losu. Jest w tym tak dobra, że nawet, jeśli coś przykrego zaistnieje, to jego skutki wydają się nie być tragiczne, a konsekwencje mniej bolesne. Dla niej zawsze na niebie jaśnieje tęcza.
To opowieść przepełniona nadzieją na równie dobre, a może nawet lepsze jutro.
Nadzieją tak ogromną, słodką i optymistyczną, że aż przecukrzoną. Tę słodkość opowieści podkreślałam również w poprzednich częściach, ale w trzeciej autorka trochę przedobrzyła. Nagromadziła w niej wszystkie możliwe środki i elementy, które skutecznie lukrowały losy bohaterów niczym twardy pancerz przez urokiem. Począwszy od poetyckiego spojrzenia na rzeczywistość i życie gęste od mądrych myśli narratora, poprzez „złote” cytaty umieszczane na początku każdego rozdziału, wprowadzanie ciepłego nastroju bazującego na atmosferze świąt grudniowych,a zaraz potem wielkanocnych, szczebiot zawsze rezolutnych wnuczek, zapachy pieczonych ciast z podaniem dokładnych przepisów, wiersze wplatane w tekst, dbałość o drobiazgi otoczenia i rytuałów rozmów kojarzonych z luksusem i przyjemnością, aż po nagminne zdrobnienia tępiące ostrza niebezpiecznego świata do tego znanego, przyjaznego i mniej groźnego. Wszystkie te z grubsza wymienione elementy (jest ich dużo więcej!) utworzyły tak grubą warstwę lukru, że nie pozwoliły na wyraźne ukazanie w pełni tej drugiej, bolesnej strony życia, mimo że takie sceny w niej są. Ostateczny cios ich ostrości zadało szczęśliwe zakończenie.
Skrajny lęk i paniczny strach Leni przed utratą na nowo odbudowanej rodziny widać w każdym rozdziale tej powieści obyczajowej.
Miałam wrażenie, że ta trzecia część właśnie w takiej postaci została napisana, świadomie lub nieświadomie, trochę na życzenie czytelniczek, domagających się dalszych losów Leni i Jeremy’ego. Jeśli moje domysły są słuszne, to ja się nawet z tego cieszę. To co dla mnie może być za słodkie, dla innych będzie w sam raz. Bo tak naprawdę ta saga rodzinna napisana jest przede wszystkim dla czytelniczek podobnych do Leni, mogących się z nią utożsamić. Kobiet doświadczonych przez życie, które mając dorosłe dzieci i wnuki, straciły nadzieję na nowe, szczęśliwe życie u boku mężczyzny. Kobietom, którym gorycz przeszłości odebrała marzenia, że w wieku menopauzalnym i po nim można jeszcze przeżyć miłość, odbudować rodzinę, rozkoszując się byciem razem, celebrując codzienność i zaklinając permanentność szczęścia na zawsze.
A Leni mówi wprost – kobiety, dopóki podróż życia trwa, dopóty „czekają nas niespodzianki, przygody i nowi ludzie”! I nie pozwólcie sobie wmówić, że jest inaczej!
http://naostrzuksiazki.pl/



































