rozwiń zwiń

Opinie użytkownika

Filtruj:
Wybierz
Sortuj:
Wybierz
Okładka książki Przegryw: mężczyźni w pułapce gniewu i samotności Aleksandra Herzyk, Patrycja Wieczorkiewicz
Ocena 7,0
Przegryw: mężczyźni w pułapce gniewu i samotności Aleksandra Herzyk, Patrycja Wieczorkiewicz

Na półkach: , ,

Publikacja przygotowana bardzo starannie i uwzględniająca opinie nie tylko bohaterów (tytułowych przegrywów), ale i uznanych naukowców. Są doniesienia o strzelaninach, jest słowniczek pojęć, którymi posługują się użytkownicy forów, są wywiady i kopie memów. Nie zmienia to faktu, że sporej części mężczyzn, przesiadujących na Wykopie czy Discordzie nie sposób lubić.

Zdaję sobie sprawę, że wielu z nas męczy się z bardzo trudnym bagażem doświadczeń i wspomina własne dzieciństwo jak najgorzej, nie wszyscy też imponują posturą. Ale, do licha, nie musimy być skazani na samotność! To jest bardzo brzydki stereotyp, że każda dziewczyna chce dominującego partnera o wzroście 190 centymetrów, który zarabia kilkanaście tysięcy netto. Znam mnóstwo facetów, którzy nie skończyli żadnych studiów, prezentują bardzo radiową urodę i co chwilę zaliczają przyjemną noc z jakąś panienką. Znam też trochę dziewczyn, które pokończyły po 3-4 kierunki na uniwerkach, mają stabilne zatrudnienie, są atrakcyjne i zadbane - a od partnera wymagają tylko podstawowej higieny osobistej i zdolności do wykonania najprostszych prac domowych.

Kilka razy odkładałam książkę, bo byłam zażenowana tokiem rozumowania niektórych bohaterów. Naprawdę, rzadko zdarza mi się taka załamka, jak przy człowieku, który czuje się życiowo przegrany, bo posturą nie przebił 170 centymetrów. Jak zaczęli się rozpisywać na temat zawartości swoich majtek, to miałam ochotę ich wszystkich odesłać do takiego miejsca, gdzie psychiatra przyjmuje wraz z egzorcystą. Nie wyobrażam sobie zdrowej, poukładanej dziewczyny, którą to kręci najbardziej. I chwilę później zdawałam sobie sprawę, że tym gościom najczęściej pomóc nie można, bo oni tej pomocy nie chcą. Są w bagnie i chcą tam pozostać.

Publikacja przygotowana bardzo starannie i uwzględniająca opinie nie tylko bohaterów (tytułowych przegrywów), ale i uznanych naukowców. Są doniesienia o strzelaninach, jest słowniczek pojęć, którymi posługują się użytkownicy forów, są wywiady i kopie memów. Nie zmienia to faktu, że sporej części mężczyzn, przesiadujących na Wykopie czy Discordzie nie sposób lubić.

Zdaję...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Zanim sięgnęłam po tę książkę, nigdy nie zakochałam się w postaci literackiej. Alkoholizujący się protagonista został moją pierwszą miłością. Nie wątpię, że nader toksyczną i skazującą na cierpienie (fikcyjność stanowi tu najmniejszy problem), lecz mimo wszystko debiutującą w kategorii uczucia względem postaci, opisanej na łamach powieści.

W Jurku można się zakochać, ale nie można pozostać z nim w szczęściu, co usilnie sugerują jego poprzednie związki. Było wiele kobiet, zwał je raz czy drugi żonami, choć brakuje informacji o jakimkolwiek ślubie. Zjawiały się, budziły wszelkie romantyczne uczucia i powodowały metafizyczne uniesienia, opiekowały się pijącym Jurkiem, sądząc, że pomogą mu dojść do formy, a potem odchodziły, sfrustrowane swą bezradnością.

Naczelnym problemem Jurka nie są prawdopodobnie zaistniałe rozwody, istniejące od niedawna bankomaty, zmiana ustroju w Polsce, awaria pralki czy samotność wśród ludzi niepijących. Problemem Jurka jest picie, wynikającego z..... nie wiadomo czego. Domniemywać mogę, że z braku innego pomysłu na siebie, bo jego dziadek pił, lekarz, leczący go w dzieciństwie też pił, a i pacjenci, poznani na oddziale deliryków, nie trafiają przecież pod opiekę terapeutów z powodu przeziębienia. W jednym z pierwszych rozdziałów protagonista sam informuje czytelnika, bynajmniej bez wstydu, że zaliczył 18 pobytów w ośrodku, a pracujący tam doktor Granada jest dla niego jak ojciec.

Jurek nie ma ochoty przestać pić, bo nałóg przynosi mu profity. Jest wirtuozem picia i wirtuozem słowa pisanego, a miks ten owocuje podarkami od współpacjentów, którzy - widząc sprawność jego umysłu, elokwencję, erudycję - proszą, aby spisywał historie ich alkoholizmu. Oznacza to, że i w murach placówki, i w świecie zewnętrznym Jurek żyje z pracy pióra, równocześnie cierpiąc oraz radując się nierozerwalnością obydwu nałogów. W cywilu, jak zwykł mówić bohater, napoje wyskokowe przynoszą wenę twórczą, pozwalają intensywniej odczuwać niektóre stany emocjonalne, nadają pewnej podniosłości rzeczom codziennym - co pozwala na tworzenie literatury absolutnie wyjątkowej. Te same trunki dały wstęp na oddział i poznanie (jak rzecze autor) historii swoich towarzyszy broni. Życie Jurusia składa się zatem z picia i pisania.

Z Jurkiem doświadczyć można zjawisk nadprzyrodzonych i wizji niesamowitych, zakochując się w języku jego narracji. Brakuje mężczyzn, obdarzonych tak poetyckimi zdolnościami, opisujących swoje doznania równie bogatym językiem. Kocham Cię, Jurusiu!

Ale nie kocham Twojej hipokryzji, wiecznie prowadzonej wojny o definicje oczywistych pojęć, uciekania od odpowiedzialności, odwracania kota ogonem, obracania w żart rzeczy poważnych i niedomykania spraw, które obiecywałeś załatwić już dawno. Wnioskuję, że kochać powinnam zatem nieżyjącego już kreatora, czyli Jerzego Pilcha, a nagrodę Nike za powieść niniejszą uznać należy za wybitnie zasłużoną.

Zanim sięgnęłam po tę książkę, nigdy nie zakochałam się w postaci literackiej. Alkoholizujący się protagonista został moją pierwszą miłością. Nie wątpię, że nader toksyczną i skazującą na cierpienie (fikcyjność stanowi tu najmniejszy problem), lecz mimo wszystko debiutującą w kategorii uczucia względem postaci, opisanej na łamach powieści.

W Jurku można się zakochać, ale...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Dziwna to książka: pierwszych 100 stron bardzo ciekawi, w środku nuda, ostatnich 100 stron znowu ciekawi. Gdyby zatem pozbawić ją, powiedzmy, 30% objętości, nic złego by się nie wydarzyło. Podpisuję się pod opinią moich przedmówców: za dużo Korwina, za mało chłopców.

Sporo faktów znałam już wcześniej. Byłam w liceum, kiedy król polskich wolnościowców został wyrzucony z Kongresu Nowej Prawicy za skandaliczne tłumaczenie swojej skłonności do bigamii. Przypadek? Nie do końca, bo współpracownicy Korwina dość często postanawiają się go pozbyć; skutkuje to tym, że Janusz zakłada nową partię, z której po jakimś czasie też zostanie usunięty. Marcin Kącki bardzo obszernie opisał ten schemat, portretując polityka jako nagminnie łamiącego wszystkie zasady, także swoje własne, toteż nie dziwi postawa, aby "schować Korwina na wybory". Choć w takim brzmieniu po raz pierwszy zetknęłam się dopiero w tej książce.

Mam duże wątpliwości, na ile etyczne było zadawanie pewnych pytań bohaterom publikacji. Na miejscu Kąckiego miałabym też problem z prowadzeniem wywiadu w prywatnym domu Korwina-Mikke, a teksty o gwałcącym foksterierze naprawdę mógł sobie darować. Nieśmieszny, niepotrzebny zapychacz.

A kim są tytułowi chłopcy? Na kartach przewija się może 20 postaci płci obojga. Co ich łączy? Wyniesione z domu konserwatywne poglądy, dość często "Najwyższy czas!" jako pierwsze zetknięcie z korwinizmem, dużo energii na podbój świata i ekstremalny idealizm, który z czasem przygasa. Powód? Odkryli, że prezes nie posiada instynktu samozachowawczego - nagada głupot, wybuchnie skandal i partia znowu nie dostanie się do Sejmu.

Jest panna Agata, która prosi, aby nie podawać nazwiska, a ta prośba zostaje - o dziwo! - uszanowana. W zdominowanej przez mężczyzn partii osiągnęła dużo, zaszła wysoko, rzeczy niemożliwe załatwiała od ręki, na cuda (czyli lojalność i uczciwość) też liczyła, ale się nie doczekała. Odeszła z szacunku do samej siebie.
Jest Dominika, czyli najnowsza żona prezesa. Dominika to kobieta między młotem a kowadłem - z jednej strony lojalnie trzyma stronę męża i potrafi bardzo nakopać przeciwnikowi, a z drugiej strony coraz częściej wdraża zasadę "schowaj Korwina na wybory".
Jest małżeństwo Wilkoszów, czyli Karol i Wiktoria, mormoni. Hołdują wolności, a równocześnie nie lubią ryzykować. Karol to asystent prezesa, Wiktoria to influencerka i tradycyjna żona. W środowiskach konserwatywnych czują się słabo, bo nie są katolikami, obrywa się im też za różnicę wieku.
Jest Konrad Berkowicz, czyli najlojalniejszy z lojalnych. Konserwatysta, tancerz, artysta, filozof, który nie został następcą prezesa, bo ten stołek otrzymał Sławomir Mentzen.
I na koniec Dobromir Sośnierz oraz Artur Dziambor, których spotkało największe rozczarowanie. Tak wielkie, że postanowili wystąpić z partii i założyć własną, już zresztą nieistniejącą.

Lekturę podsumowałabym jako doświadczenie wartościowe, acz niegodne powtórzenia. Śledzę losy Konfederacji od dawna, więc niewiele mnie zaskoczy - "Chłopcy" służyli raczej jako przypomnienie wiadomości, zdobytych przez ostatnich 15 lat. Nie darzę Kąckiego sympatią, uważam, że powinien się czasem zastanowić, zanim coś puści w obieg. Ale jak ktoś chce mieć historię działalności Janusza w jednym woluminie, to może mu się nawet spodoba.

Dziwna to książka: pierwszych 100 stron bardzo ciekawi, w środku nuda, ostatnich 100 stron znowu ciekawi. Gdyby zatem pozbawić ją, powiedzmy, 30% objętości, nic złego by się nie wydarzyło. Podpisuję się pod opinią moich przedmówców: za dużo Korwina, za mało chłopców.

Sporo faktów znałam już wcześniej. Byłam w liceum, kiedy król polskich wolnościowców został wyrzucony z...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Zgadzam się z licznymi recenzentami, że to książka dziwna, o zakończeniu ciut nieudanym - ale znanym mi wcześniej, bo zanim poszłam do biblioteki, byłam na przedstawieniu, oddającym niemal kropka w kropkę fabułę. Jedyne, co nie zostało perfekcyjnie odtworzone na scenie, to pycha i arogancja głównej bohaterki. Ale o to trudno, biorąc pod uwagę, że lwia część powieści dzieje się w jej głowie.

Czytelnik, rozpoczynający śledzenie historii (w wersji literackiej bądź scenicznej) snuć może (uzasadniony) domysł, że tragicznym finałem będzie samobójstwo. Faktycznie, wątek dobrowolnego pozbawienia się życia przewija się gdzieniegdzie (chociażby przy omawianiu okoliczności śmierci matki), ale nie jest wiodący. 80% zawartości to retrospekcje głównej bohaterki, w większości bardzo bolesne. A poza tym (z zasady nieprzyjemne i niechciane) spotkania z ludźmi w życiu obecnym, przyjmowanie końskich dawek leków, po których dziewczyna lunatykuje, ma dziury w pamięci i nie odczuwa niczego prócz znudzenia, ewentualnie rozdrażnienia. Raz po raz czytamy, że widzi obok siebie azjatyckie jedzenie, ale nie pamięta, aby je zamawiała, dostrzega swoje krótsze włosy, ale nie przypomina sobie ostatniej wizyty u fryzjera, umawia się do kosmetyczki (albo do psychiatry), a potem się nie pojawia. Wniosek - istnieje sporo objawów, wspólnych dla alkoholików, lekomanów, narkomanów i osób cierpiących na depresję.

Nie mam bardzo negatywnych odczuć względem Revy i uważam ją za nieco zdrowszą od protagonistki, bo Reva jeszcze próbuje, jeszcze walczy, jeszcze czegoś chce od życia. Oczywistym jest, że bywa wścibska, odwiedza swoją przyjaciółkę (?) o godzinach co najmniej niestosownych, nie potrafi zbudować zdrowej relacji ani z jedzeniem, ani z mężczyzną i bywa nadpobudliwa - ale nie zajmuje się nieustannym krytykowaniem wszystkiego. Jako pedagożka z wykształcenia doszukiwać się mogę przyczyny w więziach rodzinnych. Główna bohaterka sama stwierdza, że jej matkę ciężko było kochać, tymczasem Reva szczerze płacze na pogrzebie swojej rodzicielki.

Czy przespanie kilku miesięcy może zmienić życie o 180 stopni? Raczej nie. Ale biorąc pod uwagę, jak ładnie zbiega się hibernacja głównej bohaterki z atakami na WTC, wywnioskować można, że aby rozpocząć nowe życie, trzeba zakończyć to, co łączyło nas ze starym -odciąć wszystkie toksyczne kontakty. Czyli przesłanie podobne do filmu "Midsommar".

Zgadzam się z licznymi recenzentami, że to książka dziwna, o zakończeniu ciut nieudanym - ale znanym mi wcześniej, bo zanim poszłam do biblioteki, byłam na przedstawieniu, oddającym niemal kropka w kropkę fabułę. Jedyne, co nie zostało perfekcyjnie odtworzone na scenie, to pycha i arogancja głównej bohaterki. Ale o to trudno, biorąc pod uwagę, że lwia część powieści dzieje...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

Infantylna książka dla wczesnych nastolatków ze stereotypowymi postaciami i przesłaniem, szytym grubymi nićmi. Postacie generalnie płaskie, stosunkowo najciekawsza jest Scarlet - dzięki niej pada dużo nazw zespołów rockowych, niekoniecznie tych najbardziej znanych, ale faktycznie istniejących. Będę miała czego słuchać.

Także na plus ładne wydanie, w tonacji biało-czarnej z różowymi akcentami i pomysł, aby każdy rozdział poprzedzić jakimś cytatem, który nawiązuje do treści epizodu.

Akcja szybka, dużo dialogów, mało opisów, niewyszukany humor. Wątek Prudence rozpisany na kolanie; jej nagła zmiana stosunku do głównej bohaterki jest skrajnie nieprzekonująca. Jeżeli Tim Burton albo Henry Sellick zechce kiedyś to zekranizować, to obawiam się, że kasy z tego nie będzie.

Infantylna książka dla wczesnych nastolatków ze stereotypowymi postaciami i przesłaniem, szytym grubymi nićmi. Postacie generalnie płaskie, stosunkowo najciekawsza jest Scarlet - dzięki niej pada dużo nazw zespołów rockowych, niekoniecznie tych najbardziej znanych, ale faktycznie istniejących. Będę miała czego słuchać.

Także na plus ładne wydanie, w tonacji biało-czarnej...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

"Dym i lustra" to zbiór ponad 30 krótkich form literackich, czyli wierszy i opowiadań, spośród których tylko kilka zapada w pamięć, budząc jakiekolwiek emocje czy refleksje. Czytając "Rycerskość", uśmiechnęłam się parę razy, bo przyzwyczajenia seniorek to bardzo wdzięczny temat dla sztuki, a rycerze i wszelcy panowie, co galanterią odstają od standardów, dodają uroku. "Prezent ślubny" też mi się podobał, choć na prezent ślubny zupełnie się nie nadaje, "Załatwimy ich panu hurtowo" odznacza się nawet sporymi walorami wychowawczymi. Jest jeszcze utwór "O tym, jak pojechaliśmy obejrzeć koniec świata, autorstwa Dawnie Morningside, lat 11¼". Naiwny język, traktujący o bardzo drastycznych sprawach, trochę przypomina mi książkę "Dlaczego dziecko gotuje się w mamałydze" - maluch opowiada, co widzi, a dorosły dopowiada sobie resztę. I jest przerażony.

Reszta utworów jest albo nudna, albo niesmaczna, albo brzmi, jakby autor ich nie dokończył i urwał w takim momencie, że czytelnik nie ma nawet ochoty zastanawiać się, dlaczego. Opisów stosunków płciowych jest zdecydowanie za dużo, w znacznej mierze nie wnoszą nic. "Dym i lustra" przypomina zatem szufladę z przydasiami, z której wybrać można kilka cennych rzeczy, a resztę wywalić.

"Dym i lustra" to zbiór ponad 30 krótkich form literackich, czyli wierszy i opowiadań, spośród których tylko kilka zapada w pamięć, budząc jakiekolwiek emocje czy refleksje. Czytając "Rycerskość", uśmiechnęłam się parę razy, bo przyzwyczajenia seniorek to bardzo wdzięczny temat dla sztuki, a rycerze i wszelcy panowie, co galanterią odstają od standardów, dodają uroku....

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Okładka książki Ranira ze Słonego Jeziora Wanda Markowska, Anna Milska
Ocena 7,0
Ranira ze Słonego Jeziora Wanda Markowska, Anna Milska

Na półkach: ,

Baśń eskimoska najlepsza z tej trójki, bo o pieskach. Reszta nudna i do bólu schematyczna.

Baśń eskimoska najlepsza z tej trójki, bo o pieskach. Reszta nudna i do bólu schematyczna.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

Z literaturą pióra Szalińskiej zapoznałam się nie bez uprzedzeń. Jako kilkuletnia dziewczynka zetknęłam się "Ja jestem'', grą ewangelizacyjną, z której książka czerpie garściami, jeżeli chodzi o historię i dialogi." Ja jestem'', choć daleko mu do arcydzieła, w wersji elektronicznej stanowiło pewien przełom. Wersja papierowa nie wniosła niczego nowego.

Pierwsza połowa to fabularne kopiuj-wklej w stosunku do cyfrowego pierwowzoru. Ubiór Filipa się zgadza, opowieść o ojcu, co judo trenował jest, wizyta w kościele zaliczona, wypad nad jezioro też odbyty. Główny bohater, opisywany niegdyś w katolickich księgarniach jako "trochę zbuntowany'' chłopiec, siłą rzeczy jest nieciekawą, niezbyt wiarygodną postacią, wykreowaną przez panią w średnim wieku takimi metodami, aby trudno było się z nim utożsamiać. On nie myśli jak dwunastolatek. On myśli tak, jak pani po pięćdziesięciątce wyobraża sobie myślenie dwunastolatków. Posiada śladowe ilości czegoś, co można nazwać charakterem. Czyli prowadzi nienaturalnie brzmiące konwersacje, realizuje swoje poronione pomysły, naprzemiennie się burmuszy lub opowiada o Jezusie. W krótkim czasie zalicza wszystkie możliwe stany emocjonalne, co za jakieś 10 lat zamanifestować się może jako objaw choroby dwubiegunowej. A poza tym chodzi do szkoły, gra w piłkę i kłóci się z siostrą. Niezbyt fascynujące.

Druga połowa powieści jest odrobinę lepsza. Trochę dlatego, że nie trzyma się scenariusza gry (co stwarza okazję do niespodzianek), trochę dlatego, że pojawia się żeńska postać, trochę dlatego, że następuje spotkanie z czarnym charakterem. Są nienazwane amulety i jest wizyta w piekle. Z moralizatorskiego tworu biblijno-obyczajowego, który w wersji drukowanej wyszedł marnie, robi się średniej klasy powieść fantasy, inspirowana baśnią o Królowej Śniegu i figurą Stasia Tarkowskiego. Kończą się też specyficzne, osobliwe żarty ze strony autorki, które - brutalnie mówiąc - rzadko do mnie trafiały.

Co ta odyseja daje ostatecznie Filipowi? Nie wiadomo. Idzie na spotkanie z Jezusem, przez chwilę na niego patrzy i magiczna siła przenosi go z powrotem do współczesności. Powieść się kończy. Za tak rozczarowujące zakończenie grę wielokroć krytykowano; odbiorcy spodziewali się czegoś spektakularnego, a otrzymali figę z makiem. Trudno oprzeć się wrażeniu, że powieść to zbiór niewykorzystanych pomysłów, które pierwotnie miały się znaleźć na dysku - i w których realizacji przeszkodził niski budżet.

Z literaturą pióra Szalińskiej zapoznałam się nie bez uprzedzeń. Jako kilkuletnia dziewczynka zetknęłam się "Ja jestem'', grą ewangelizacyjną, z której książka czerpie garściami, jeżeli chodzi o historię i dialogi." Ja jestem'', choć daleko mu do arcydzieła, w wersji elektronicznej stanowiło pewien przełom. Wersja papierowa nie wniosła niczego nowego.

Pierwsza połowa to...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Sięgając po tę książkę, spodziewałam się wywiadu-rzeki z ostatnim polskim katem. Doznałam pewnego rozczarowania, bo ten niechętnie dzieli się prywatnymi informacjami. Nie ujawnia swojego imienia, nie wspomina młodości, a odpowiedzi udziela lakonicznych; deklaruje, że swoje czyny uważa za słuszne, zaś pracę za pożyteczną dla społeczeństwa. Równocześnie przez całą publikację przebija się wątek jego nałogów; sam Andrzejczak wspomina, iż spotkał go na mitingu Anonimowych Alkoholików.
Zachowanie ostatniego zabójcy w świetle prawa absolutnie mnie nie dziwi. Wykonywał profesję nie do pozazdroszczenia, zaś autor niniejszej pozycji zdawał się mylić zawód dziennikarza z prokuratorem - od rozmówców oczekiwałabym empatii, a nie oskarżycielskiego tonu. Skoro zatem ostatni warszawski oprawca niewiele mówi o sobie, to dzieli się historiami z życia zawodowego: przedstawia przebieg każdej egzekucji, wylicza skazańców, dyskutuje na temat słuszności wieszania czy rozstrzelania. Jego wypowiedzi to jakieś 20% książki.
A reszta? Historia zawodu małodoborego od Cesarstwa Rzymskiego poprzez oświecenie aż do Polski Ludowej, metody pozbawiania życia, życiorysy nadwiślańskich zbrodniarzy. Niby ciekawe, ale nie dla kogoś, kto - jak ja - słyszał to dziesiątki razy.

Sięgając po tę książkę, spodziewałam się wywiadu-rzeki z ostatnim polskim katem. Doznałam pewnego rozczarowania, bo ten niechętnie dzieli się prywatnymi informacjami. Nie ujawnia swojego imienia, nie wspomina młodości, a odpowiedzi udziela lakonicznych; deklaruje, że swoje czyny uważa za słuszne, zaś pracę za pożyteczną dla społeczeństwa. Równocześnie przez całą publikację...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Okładka książki Przewodnik ksenofoba. Czesi Petr Berka, Ales Palan, Petr Stastny
Ocena 6,3
Przewodnik ksenofoba. Czesi Petr Berka, Ales Palan, Petr Stastny

Na półkach: , ,

Bywało śmiesznie, ale bez większych niespodzianek, bo Czesi są bardzo podobni do nas. My jesteśmy religijni i waleczni, gotowi bronić krzyża od Giewontu do Bałtyku, oni raczej cierpliwi i bierni. Więcej różnic nie odnotowałam.

Bywało śmiesznie, ale bez większych niespodzianek, bo Czesi są bardzo podobni do nas. My jesteśmy religijni i waleczni, gotowi bronić krzyża od Giewontu do Bałtyku, oni raczej cierpliwi i bierni. Więcej różnic nie odnotowałam.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Fajna książka do przeczytania w jedno popołudnie. Jest historia powstania serialu, kilka słów o dzieciństwie reżysera, prezentacje głównych bohaterów, opisy koreańskich zabaw, ba, nawet przepis na cukrowe ciastka. Z oczywistych względów wolumin zawiera masę spoilerów, mnie to jednak nie przeszkadza - "Squid Game" obejrzałam zaraz po premierze i jestem jego wielką fanką. Jedyne, do czego mogę się przyczepić, to nieliczne błędy językowe, fleksyjne, tudzież tłumaczeniowe -nie rzucają się w oczy, ale bywają.

Fajna książka do przeczytania w jedno popołudnie. Jest historia powstania serialu, kilka słów o dzieciństwie reżysera, prezentacje głównych bohaterów, opisy koreańskich zabaw, ba, nawet przepis na cukrowe ciastka. Z oczywistych względów wolumin zawiera masę spoilerów, mnie to jednak nie przeszkadza - "Squid Game" obejrzałam zaraz po premierze i jestem jego wielką fanką....

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

Donald Tusk wiele by zyskał, gdyby stworzył książkę o połowę krótszą - treść nie doznałaby żadnego uszczerbku, a forma zyskała na przystępności.

Donald Tusk wiele by zyskał, gdyby stworzył książkę o połowę krótszą - treść nie doznałaby żadnego uszczerbku, a forma zyskała na przystępności.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Ta książka ma 2 wady. Pierwszą wadą jest jej długość. O ile pierwszą część "Pokolenia IKEA" czytało się szybko i przyjemnie, o tyle druga część liczy ponad 300 stron, choć mogłaby połowę tego.

Drugą wadą jest powód jej powstania. Gdyby Piotr C. chciał zbudować zgrabną powieść (czy cokolwiek innego), wówczas do świeżo ukończonego pierwszego tomu dopisałby 2 rozdziały z kolejnego.

Ostatni rozdział "Pokolenia IKEA. Kobiety" niesie przełom i nadaje książce zasadniczej wartości - oto główny bohater zdaje sobie sprawę, że pędzi ku klęsce. Niekoniecznie finansowej, raczej moralnej. Gdyby ten wniosek umieścić w pierwszej książce, twórczość anonimowego autora oceniłabym znacznie wyżej. Bo szczerze wierzę, że Piotr C. - kimkolwiek by nie był - potrafi obserwować rzeczywistość, potrafi szydzić z głupoty, jest w gruncie inteligentnym człowiekiem. Czemu to marnuje?

Ta książka ma 2 wady. Pierwszą wadą jest jej długość. O ile pierwszą część "Pokolenia IKEA" czytało się szybko i przyjemnie, o tyle druga część liczy ponad 300 stron, choć mogłaby połowę tego.

Drugą wadą jest powód jej powstania. Gdyby Piotr C. chciał zbudować zgrabną powieść (czy cokolwiek innego), wówczas do świeżo ukończonego pierwszego tomu dopisałby 2 rozdziały z...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Trudno mi wypowiedzieć się o "Pokoleniu IKEA", zwłaszcza, jeśli z lubością odwiedzam blog autora, operujący podobnym stylem i tematyką, a jednak.... o niebo lepszy. Problemem tej książki nie jest wulgarność, obsceniczność - ale brak fabuły. Jak się pisze powieść, nowelę czy cokolwiek innego, trzeba mieć pomysł na historię. Piotrowi C. takowego zabrakło - rzucił garścią anegdotek, opisał życie korposzczurów, z którego nic nie wynika. Żadnych wniosków, ciekawych bohaterów, wewnętrznej przemiany, przesłania dla czytelnika.

Każda postać jest kopią poprzedniej. Przez pewien czas nawet lubiłam Olgę, bo wydawało mi się, że ma resztki godności. Myliłam się. Każdy ponad każdym, wszyscy udają bogatych, wszyscy równie sfrustrowani i pozbawieni przyzwoitości. Za 30 lat nie będą mieli niczego oprócz spłaconego mieszkania czy samochodu. Bohaterowie nie dość, że są bez przyszłości, to jeszcze bez przeszłości. Nikt nie tłumaczy, dlaczego zachowują się tak, a nie inaczej.

Ale jakoś nie potrafię zmieszać książki z błotem. Bo Piotr C. jest, mimo wszystko, bystrym obserwatorem rzeczywistości. Kiedy opisuje pustotę ludzi, nie skupia się na jednym stereotypie, ale wymienia różne rodzaje - bo czym innym objawia się głupota nastolatka, czym innym stałego bywalca nocnych klubów, jeszcze czym innym typowego mieszkańca Ursynowa. Narrator potrafi też być zabawny. Na przykład, gdy pisze o spożyciu kwasu solnego z domieszką domestosa. Ta książka miała potencjał, niewykorzystany potencjał....

Trudno mi wypowiedzieć się o "Pokoleniu IKEA", zwłaszcza, jeśli z lubością odwiedzam blog autora, operujący podobnym stylem i tematyką, a jednak.... o niebo lepszy. Problemem tej książki nie jest wulgarność, obsceniczność - ale brak fabuły. Jak się pisze powieść, nowelę czy cokolwiek innego, trzeba mieć pomysł na historię. Piotrowi C. takowego zabrakło - rzucił garścią...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , , ,

"Córkę carycy" czytało się całkiem przyjemnie. Dobre były opisy przeżyć bohaterki, bardzo wiarygodnej, choć niepodobnej historycznemu pierwowzorowi. Wcielenie się w rolę postaci - nie dość, że żyjącej 100 lat temu, to jeszcze w Rosji - pewnie stanowiło dla amerykańskiej pisarki nie lada wyzwanie. Nie przeczę, Polak czy Czech zrobiłby to lepiej; narody słowiańskie doświadczyły komunizmu i z tego powodu łatwiej im oddawać (na przykład) retorykę rewolucjonistów. Za samą odwagę należy jednak panią Erickson pochwalić.
Dużo do życzenia pozostawia wizerunek postaci pobocznych. Autorka zabrała Oldze empatię, wrażliwość, dojrzałość, przypisując te cechy Tatianie. Najstarsza siostra została straszną zołzą; dla Marii i Anastazji nie pozostało wiele miejsca. Myślę, że cała historia bardzo by zyskała, gdyby nie ukazywała pozostałych carówien jako płytkich postaci.

"Córkę carycy" czytało się całkiem przyjemnie. Dobre były opisy przeżyć bohaterki, bardzo wiarygodnej, choć niepodobnej historycznemu pierwowzorowi. Wcielenie się w rolę postaci - nie dość, że żyjącej 100 lat temu, to jeszcze w Rosji - pewnie stanowiło dla amerykańskiej pisarki nie lada wyzwanie. Nie przeczę, Polak czy Czech zrobiłby to lepiej; narody słowiańskie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

Mam bardzo mieszane uczucia względem tej książki. Z jednej strony widzę, że autorka włożyła dużo wysiłku w dokładną analizę psychiki bohaterki; Freda, będąca protagonistką i narratorką, nie odzywa się, gdy jej nie pytają, ale czuje i rozumie dużo. Z drugiej strony, świat, w którym przyszło funkcjonować Podręcznym, nie jest realną wizją przyszłości. Takiej rzeczywistości nie ma i nigdy nie będzie.
Istnieją społeczeństwa, gdzie poligamia jest dozwolona. Prawdą jest, że w wielu częściach świata oczekuje się od kobiety noszenia o wiele skromniejszych i dłuższych sukienek niż w Europie. Nie da się zaprzeczyć przemocy, kzywdzącym stereotypom płciowym ani presji, aby władzę sprawowali mężczyźni. Są to niewątpliwe patologie, nie dość szkodliwe jednak, aby skazać społeczeństwo na szybką zagładę. Gileadowi do niej absurdalnie blisko.
Nie istnieje kraj, w którym kobieta nie może czytać. Analfabetyzm źle wpływa na funkcjonowanie państwa - także totalitarnego.
Nigdzie się nie odmawia paniom dostępu do kosmetyków; można nakazać zasłonić całe ciało, ale taki przymus wiąże się zwykle z zachętą do dbałości o wygląd, gdy w czterech ścianach oglądać ją będzie mąż. Trudno też będzie całkowicie pozbawić kogoś tożsamości, indywidualizmu w ubiorze i zachowaniu. Przedstawiona w powieści interpretacja Biblii jest tak absurdalna, że niepodobna do żadnej z chrześcijańskich. Najbliżej jej do poglądów talibów, choć i tu uwidaczniają się różnice.

Mam bardzo mieszane uczucia względem tej książki. Z jednej strony widzę, że autorka włożyła dużo wysiłku w dokładną analizę psychiki bohaterki; Freda, będąca protagonistką i narratorką, nie odzywa się, gdy jej nie pytają, ale czuje i rozumie dużo. Z drugiej strony, świat, w którym przyszło funkcjonować Podręcznym, nie jest realną wizją przyszłości. Takiej rzeczywistości nie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , , ,

"Sekretne życie Józefiny" udało się o wiele bardziej niż "Rywalka królowej" czy "Tajemny dziennik Marii Antoniny". Jest jakby manifestem przeciwko przemocy. Zmuszanie do małżeństwa, gwałt, przedmiotowe traktowanie drugiej osoby, żądza władzy i pieniądza, wojna - wszystko opisano jako źródło cierpień Józefiny. Ktoś bezduszny powie, że prowadziła rozwiązłe życie - ale ktoś empatyczny dostrzeże, że walczyła o przetrwanie. Tak musiała. Józefina dążyła do szczęścia, którego życie jej odmawiało. Łatwiej było żyć w bogactwie i luksusie, niż zostać otoczoną prawdziwą miłością.

"Sekretne życie Józefiny" udało się o wiele bardziej niż "Rywalka królowej" czy "Tajemny dziennik Marii Antoniny". Jest jakby manifestem przeciwko przemocy. Zmuszanie do małżeństwa, gwałt, przedmiotowe traktowanie drugiej osoby, żądza władzy i pieniądza, wojna - wszystko opisano jako źródło cierpień Józefiny. Ktoś bezduszny powie, że prowadziła rozwiązłe życie - ale ktoś...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

"Ender" jest o klasę niżej od poprzednika. Zasadniczy plus stanowi nieźle wykreowana protagonistka, która mimo młodego wieku budzi sympatię; jest odważną, bardzo inteligentną dziewczyną. Kilka razy podczas lektury uśmiechnęłam się, widząc, jak próbuje unikać odpowiedzi na kłopotliwe pytania albo działać, nie przynosząc otoczeniu większych szkód. A poza postacią Callie są głównie minusy. W "Enderze" razi ilość wątków niedokończonych albo domkniętych w banalny sposób. Emma, wnuczka Heleny Winterhill, działa pod wpływem emocji, łatwo nią manipulować, ale jest postacią realistyczną i czytelną. Wątek Dawsona to absurd nad absurdy - sposób, w jaki traktuje ludzi, budzi sprzeciw, więc nic dziwnego, że trójka głównych bohaterów traktuje go przez większą część powieści jako wroga. Ich nagła zmiana stosunku do naukowca, mająca miejsce pod koniec książki, jest wręcz nieprawdopodobna psychologicznie. Przystojniaków, którzy czują coś do Callie, jest zdecydowanie za dużo, a Starterów z wszczepionym chipem pojawia się tyle, aby uniemożliwić czytelnikowi spamiętanie, który był od czego.
Pozostaje cieszyć się niecodzienną okładką. I pozwolić jej świecić na półce, bo tak właśnie powinna okładka od powieści fantastycznonaukowej.

"Ender" jest o klasę niżej od poprzednika. Zasadniczy plus stanowi nieźle wykreowana protagonistka, która mimo młodego wieku budzi sympatię; jest odważną, bardzo inteligentną dziewczyną. Kilka razy podczas lektury uśmiechnęłam się, widząc, jak próbuje unikać odpowiedzi na kłopotliwe pytania albo działać, nie przynosząc otoczeniu większych szkód. A poza postacią Callie są...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

Dorotę Terakowską uważam za wielką pisarkę, ale ta książka była chyba najsłabszym elementem jej twórczości. Nie określiłabym jej mianem nieudanej - po prostu niczym się nie wyróżnia. Zachowano charakterystyczny styl: baśniowość, obecność postaci fantastycznych, nadprzyrodzonych, pochwałę przyrody jako najwspanialszego dzieła Boga, mnogość rozważań religijnych i mistycznych, a także (niestety) ukazanie techniki jako źródła ludzkiej pychy. Ten ostatni element jest niekiedy męczący, bo niesie podejście stereotypowe - w powieściach, szkołach, a zwłaszcza w kościołach pokutuje obraz współczesnego człowieka jako zmanipulowanego przez media (które kłamią), pragnącego nieustannie zwiększać swoją zdolność nabywczą (bo kupowanie to sens jego życia), niewierzącego w Boga, którego istnienia nikt nie udowodnił (i który stoi w opozycji do nowoczesności). Obraz to już nudny, oklepany, staram się jednak interpretować tekst w kontekście epoki. Większość powieści Terakowskiej powstało pod koniec lat 90., kiedy internet, pisany jeszcze przez duże "i", zaczynał dopiero się upowszechniać - a równocześnie liczba wiernych wiernych, niewiarygodnie wysoka za komuny, powoli spadała. Autorka pisze o międzynarodowej sieci jak o zasłyszanej w innych mediach, a nie autentycznie poznanej. Wspomina o dostępie do informacji z całego świata, tematycznych forach, elektronicznej poczcie jak 0 arogancji i wąskich horyzontów. Cóż, w epoce Instagrama pewnie w grobie się przewraca.
Zwarte w powieści rozważania psychologiczne czy filozoficzne są jednak godne uwagi. Podoba mi się osadzenie aniołów jako bohaterów powieści - niby obecne w wielu religiach, a jednak prawie zapomniane. Zarówno anioły z Drabiny, jak i anioły Mroku są tu okazane bardzo po ludzku. To, co dobre, jest nieraz naiwne i lekkomyślne, zaś to, co złe, jest doświadczone aż za bardzo - a doświadczyło krzywdy, bólu oraz samotności. Cierpienie stanowi przede wszystkim próbę, która może nas pokonać albo wznieść ku Światłości.

Dorotę Terakowską uważam za wielką pisarkę, ale ta książka była chyba najsłabszym elementem jej twórczości. Nie określiłabym jej mianem nieudanej - po prostu niczym się nie wyróżnia. Zachowano charakterystyczny styl: baśniowość, obecność postaci fantastycznych, nadprzyrodzonych, pochwałę przyrody jako najwspanialszego dzieła Boga, mnogość rozważań religijnych i mistycznych,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Powszechnie uważa się obrzezanie kobiet za zwyczaj islamski. Książka tłumaczy, że jest to praktyka, istniejąca na długo przed narodzinami Mahometa. Większość z nas wymawia słowo "średniowiecze" z pogardą, kojarząc je z terrorem i zacofaniem. Zapominamy, że w znienawidzonej epoce kobiety trudniły się handlem, prowadziły apteki, piekarnie czy warsztaty krawieckie - ich praca była czymś oczywistym. Są też tacy, którym nie podobają się nierówne płace kobiet i mężczyzn. Niewielu jednak przypomni sobie, że pieniądze zależą głównie od zajmowanego stanowiska - a ciężko, aby kierownik filii Żabki i kierownik filii Tesco zarabiali tyle samo.

Na obaleniu mitów kończą się plusy. Dalej jest już niechęć do Platformy Obywatelskiej, Donalda Tuska, Komisji Europejskiej - generalnie wszystkiego, co stanowi opozycję. Oto wzorowy przykład współczesnej propagandy: zanotować najbardziej absurdalne zachowania danej grupy i wmawiać ludziom, że nie są to przypadki odosobnione. Część uwierzy, część spali - ja zachowam na półce, aby uczyć potomnych, na czym polega pranie mózgu.

Powszechnie uważa się obrzezanie kobiet za zwyczaj islamski. Książka tłumaczy, że jest to praktyka, istniejąca na długo przed narodzinami Mahometa. Większość z nas wymawia słowo "średniowiecze" z pogardą, kojarząc je z terrorem i zacofaniem. Zapominamy, że w znienawidzonej epoce kobiety trudniły się handlem, prowadziły apteki, piekarnie czy warsztaty krawieckie - ich praca...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to