Bez pieniędzy na czynsz, bez dachu nad głową, bez nadziei

Zicocu
12.11.2019

Dzisiejszą recenzję, drodzy Państwo, zaczniemy od szybkiego przeglądu kalendarza, a skupimy się na okolicach 2017. W tym to roku, dokładnie w jego drugiej połowie, w naszym kraju ukazuje się „Obcy w obcym kraju. Gniew i żal amerykańskiej prawicy” autorstwa Arlie Hochschild Russell, którą w recenzji na początku następnego roku chwalę jako rzecz po brzegi wypełnioną faktami, rzetelnymi analizami i uczciwym wnioskowaniem, co wspiera jej uniwersytecki rodowód, a jednocześnie głęboko empatyczną, napędzaną chęcią zrozumienia i poruszającą. W pierwszej połowie tegoż samego 2017 roku nagrodę Pulitzera w dziedzinie literatury faktu zdobywają „Eksmitowani. Nędza i zyski w jednym z amerykańskich miast”, a ja – dwa i pół roku później – twierdzę, że o tym wyróżnieniu zadecydowało dokładnie to samo niecodzienne połączenie rzeczowości i emocji.

Warto na samym początku zaznaczyć, że choć obie przywołane powyżej książki wywołują pewne wspólne skojarzenia, to są one związane raczej ich gatunkową przynależnością i odczuciami, które budzą, niż pokrewieństwem tematycznym. Zadanie Russell bez wątpienia było wymagające, bo trwanie w postawie gotowości do dialogu i chęci zrozumienia w stosunku do ludzi z drugiej strony niezwykle wysokiej barykady to rzecz niełatwa, o czym świadczy większość przejawów życia politycznego, nie tylko w naszym kraju. Trudno jednak mieć wątpliwości, że to Matthew Desmond postawił sobie zadanie ze wszech miar trudniejsze. Autorka „Obcego w obcym kraju” rozmawiała z przedstawicielami prawicy, którzy byli jej pod pewnymi względami, nomen omen, obcy, ale w gruncie rzeczy żyli podobnie. Tymczasem autor „Eksmitowanych” porzuca swoją codzienność, codzienność reprezentanta inteligenckiej klasy średniej, żeby zagłębić się w egzystencji ludzi pogrążonych w nędzy.

A o tym, że owo zanurzenie w świecie opisywanych bohaterów było autentyczne, świadczy znacznie więcej niż tylko posłowie, w którym Desmond otwarcie o tym pisze. „Eksmitowani” po brzegi wypełnieni są doświadczeniami ludzi przegrywających z życiem. To nie jest książka sterylna, czysta, akademicka, teoretyczna. Autor, co oczywiste, przytacza gros badań, regularnie odnosi się do szczegółów amerykańskiego prawa mieszkaniowego i związanych z mieszkalnictwem programów socjalnych, ale każdorazowo przedkłada ponad to wszystko historie ludzi pogrążonych w kryzysie eksmisyjnej pętli.

Największa zasługa – tak, nie zaleta, a zasługa – „Eksmitowanych” to oczywiście otwieranie oczu. Zwrócenie uwagi na to, że problemy związane z pozbawieniem dachu nad głową ani nie zaczynają się w chwili samego aktu eksmisji, ani się na nim nie kończą. Większość bohaterów Desmonda żyje w nieprzerwanym ciągu takich aktów – nie stać ich na płacenie czynszu (co autor analizuje, skupiając się na lukach w programach pomocy społecznej oraz braku regulacji na rynku wynajmu mieszkań), który często pożera ponad osiemdziesiąt procent ich dochodów, przez co zostają wyrzuceni na bruk i szukają kolejnych mieszkań w jeszcze gorszych okolicach. A jak badacz celnie zaznacza i wielokrotnie podkreśla, to właśnie dach nad głową stanowi absolutny fundament potencjalnego transferu społecznego. Człowiek eksmitowany często traci pracę (choćby dlatego, że musi poświęcić czas na szukanie nowego lokum), jego dziecko regularnie zmienia szkoły, przez co nie staje się częścią grupy zdolnej pomóc mu z codziennymi problemami, a sąsiedztwa coraz szybciej podupadają. Przy tym Desmond potrafi zachować trzeźwość osądu – zdaje sobie sprawę, że jego bohaterowie nie są ludźmi idealnymi i uczciwie o tym pisze. Częściej jednak zmusza czytelnika do zadania sobie pytań o to, czy przypadkiem poważniejszym problemem nie jest chorobliwe windowanie czynszu, które rozliczną grupę Amerykanów pozbawia szans na budowanie lepszego jutra, realizowanie najbardziej marnej choćby wersji amerykańskiego snu.

Nie ukrywam, że uwielbiam książki niszczące fasady – odzierające rzeczywistość z fatałaszków, w którą trzeba ją ubierać, aby jakoś dało się ją znieść. I choć często funkcję te pełnią brzydkie, pełne brudu powieści, to nigdy nie gardzę literaturą faktu, szczególnie tak poruszającą. „Eksmitowani” to kolejny po „Serii Amerykańskiej” czy „Elegii dla bidoków” tekst bezpardonowo uderzający w ideę amerykańskiego snu. Wyjątkowo ważny, bo uderzający bardzo celnie. Jego drobne wady (jak choćby niewygodna lektura związana z umieszczeniem kluczowych treści w przypisach) w żaden sposób nie negują jego wielkiej wartości.

Bartek Szczyżański

Kup książkę

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
zgłoś błąd