„Nagle mój zawód stał się zagrożeniem dla moich najbliższych, stał się dla nich niebezpieczny.”

LubimyCzytać
14.08.2020

Wywiad z Jolanta Kosowska, pisarką i lekarką. Specjalistką w trzech dziedzinach medycyny oraz autorką kilkunastu powieści i opowiadań. Jej najnowsza książka „W piekle pandemii. Powieść o lekarzach, miłości i poświęceniu” właśnie ukazała się nakładem wydawnictwa Novae Res.

„Nagle mój zawód stał się zagrożeniem dla moich najbliższych, stał się dla nich niebezpieczny.”

W piekle pandemii[OPIS WYDAWCY] Opowieść o dniu, w którym świat, jaki znamy, przestał istnieć. I o wszystkim, co zdarzyło się potem.

Kiedy Oliwia i Marcello wyjeżdżają na długo wyczekiwany urlop, nic nie zapowiada chaosu, w jakim już wkrótce pogrąży się cały świat. Zakochani wraz z kilkorgiem bliskich przyjaciół korzystają z uroków zimowej aury, spędzają dnie na zaśnieżonych górskich stokach, a wieczory z grzańcem przy kominku, tymczasem nad ojczyzną młodego lekarza powoli zbierają się ciemne chmury… Pewnego dnia włoskie media podają, że tajemniczy wirus z Wuhan pokonał granice kontynentów, a w szpitalu znalazł się „pacjent zero”. Od tej pory nic nie będzie już takie, jak przedtem…

„W piekle pandemii” to przejmująca, autentyczna opowieść o życiu w czasach śmiercionośnego wirusa. Bergamo, Drezno, Wenecja i Wrocław, a także azyl na Lawendowym Wzgórzu w Toskanii – w każdym z tych miejsc bohaterowie spróbują znaleźć najlepszy sposób na przetrwanie trudnych czasów i poukładanie swojej rzeczywistości na nowo. Czy im się uda?

Julia Wolf: Minęło już kilka miesięcy od rozpoczęcia się pandemii w Europie. Pani książka powstawała „na bieżąco”, wraz z rozwojem epidemii, paniki, lepszych lub gorszych decyzji rządów poszczególnych krajów. Jak w tej chwili postrzega Pani swój tekst z kilkumiesięcznego dystansu? Czy zmieniłaby Pani cokolwiek w tej opowieści widząc, jak kształtuje się w tej chwili sytuacja z Covid-19?

Reklama

Jolanta Kosowska: Niczego nie zmieniłabym w tekście. Fabuła tej powieści osadzona jest w realiach, które istniałyna początku pandemii.Ich nie zmienił czas. Tłem dla rozgrywającej się akcji są wydarzenia w trzech krajach - w Polsce, we Włoszech i w Niemczech. To wszystko wydarzyło się naprawdę i nasze poźniejsze doświadczenia nie mają na to żadnego wpływu. To był początek czegoś, czego nie znaliśmy, a co nas zaskoczyło i przeraziło. Czas nie zmieni emocji, które towarzyszyły nam w pierwszych tygodniach pandemii. Nikt nie wymaże z naszej pamięci lęku, strachu i niepewności, które czuliśmy. Nic, co wydarzyło się później, nie zmieni tego, że nagle w ciągu paru dni straciliśmy poczucie pewności i stabilizacji. Pandemia zatrzęsła Azją, potem Europą, a wkrótce całym światem. Minęło już trochę czasu, ale to nie jest w stanie zmienić tego, co wydarzyło się na początku.

Czytelnicy „W piekle pandemii” zwracają uwagę na pamiętnik mężczyzny z Bergamo. O tym bohaterze wiemy najmniej, a jednak wydaje się, że przez swoją anonimowość staje się symbolem, przedstawicielem nas wszystkich, którzy próbują odnaleźć się w czasie pandemii. Utożsamia nasz strach, niezrozumienie, bunt, żałobę – wszystkie stadia, przez które przechodzimy w obecnej chwili. Kim jest dla Pani ten mężczyzna i jaki był cel pokazania jego historii?

Jest bezimienny, ale pomimo to wiemy o nim dużo. Wiemy gdzie mieszka, gdzie pracuje, kim są jego rodzice, siostra, dziewczyna... Znamy jego przyjaciół i sąsiadów. Poznajemy jego zainteresowania i potrawy, które lubi. To wszystko służy temu, żebyśmy mogli poznać jego uczucia i targające nim emocje. Pozostaje bezimienny, bo przez to jest po części każdym z nas. Każdy z nas może odnaleźć w nim cząstkę siebie.

Reklama

Pozostawiła Pani swoich bohaterów w środku pandemii – wiemy to teraz, a książka była ukończona kilka miesięcy temu. W Polsce obecnie spodziewamy się drugiej fali, prawdopodobnie gorszej, niż pierwsza. A co czeka Oli, Marcello, ich wyczekiwane dziecko, przyjaciół rozrzuconych w krajach, w których epidemia przebiega teraz w zupełnie różny sposób? Ułoży im Pani kolejną historię?

Na chwilę obecną nie planuję kontynuacji losów bohaterów powieści w „W piekle pandemii”. Mam zbyt osobisty stosunek do tej historii. Za dużo jest we mnie emocji. Powieść ukazuje losy trzech młodych lekarzy, którzy pracują w trzech różnych krajach Europy. Spotykają się w połowie lutego na nartach w Dolomitach. W trakcie ich zimowego urlopu pojawiają się doniesienia o pierwszym zachorowaniu we Włoszech i o pierwszym zgonie pacjenta zakażonego wirusem. Powieść opowiada o losach lekarzy i ich rodzin w pierwszych tygodniach pandemii. Tak naprawdę bohaterami nie są tylko Berndt, Adrianna, Sari, Lucia , Antonio, Oliwia i Marcello, ale każdy z nas. Każdy z nas odnajdzie w tej książce cząstkę siebie, swoich uczuć, obaw i emocji. To książka o miłości, przyjaźni i poświęceniu.

Jolanta Kosowska

Wszyscy tęsknimy za wyjazdami do naszych ukochanych miejsc. Tam, gdzie czujemy się (poza domem, oczywiście) bezpiecznie. W Pani powieści to Toskania jest tym dobrym miejscem, będącym poza zagrożeniem. Chyba wszyscy czytelnicy poczuli tak samo, że Lawendowe Wzgórze oparłoby się nawet wojnie. Czy to jest Pani miejsce? Miejsce Jolanty Kosowskiej? Do czego Pani tęskni?

Znam dom na Lawendowym Wzgórzu. On nie jest wytworem mojej wyobraźni. Ten dom istnieje naprawdę. Położony jest w sercu Toskanii, kilkanaście kilometrów od Volterry, kilka kilometrów od wybrukowanej drogi. Oddzielony od świata, od zawieruchy toczącej się obok. Taki sam co najmniej od dwustu lat. Jest to miejsce, gdzie byłam kilka razy, gdzie zawsze moje myśli przestają pędzić, problemy tracą na znaczeniu, a ja potrafię się wyciszyć. Na moment najważniejsze stają się wschody i zachody słońca nad wzgórzami, szum wiatru, falowanie zielonych łanów zbóż. Czas zwalnia i zaczyna płynąć zupełnie inaczej, a ja całą sobą czuję magię tego miejsca. Ten dom pozwala odgonić złe myśli i przezwyciężyć zmęczenie. Daje wypoczynek i wytchnienie. Czuję się tam bezpieczna. Najcudowniejsze są tam wieczory, kiedy światła w oknach domów stojących na sąsiednich wzgórzach, wydają się być gwiazdami zawieszonymi w połowie odległości pomiędzy niebem a ziemią, a przecinający niebo meteoryt pozwala wyszeptać najskrytsze marzenia. To miejsce jest jakby wyjęte z czasoprzestrzeni, niezależne od tego co tu i teraz, jest ostoją w czasach niepewności, strachu i lęku. W powieści jest to dom rodzinny Marcela. Marcel zawozi do niego będącą w ciąży Oliwię, aby uchronić przed niebezpieczeństwem tych, których kocha najbardziej, którzy są dla niego najważniejsi.

Reklama

Ma Pani niezwykły dar, jestem pewna, że nie tylko jako pisarka, pokazywania dobrych stron życia, dawania nadziei. Czy w czasie pandemii to postrzeganie pozytywnej strony, odnajdywanie nadziei zawsze było z Panią? Pani, jako matka, jako lekarz – czy zdarzyły się Pani słabsze chwile? Proszę o tym opowiedzieć.

Jestem lekarzem i jestem matką niepełnosprawnego dziecka. Wiele niepewności i lęku towarzyszyło mi na początku pandemii. Żyłam i żyję w cieniu strachu, że mogę przynieść chorobę do domu. Nagle mój zawód stał się zagrożeniem dla moich najbliższych, stał się dla nich niebezpieczny. Wiosną, kiedy mój synek trafił do szpitala z powodu zaostrzenia przewlekłej niewydolności oddechowej, bałam się, że to zakażenie wirusem. Przeżyłam koszmarne chwile, czekając na wyniki wymazu. Bez przerwy analizowałam, gdzie i kiedy mogłam popełnić błąd. Wynik był ujemny, ale we mnie ten strach, że mogło być inaczej pozostał. Nigdy nie przypuszczałam, że w pewnych sytuacjach mój zawód może stać się przekleństwem dla moich najbliższych. Jednym z bohaterów powieści „W piekle pandemii” jest drezdeński lekarz, ojciec niepełnosprawnej dziewczynki. Nie ukryłam się za jego plecami, ale rozumiem jego uczucia i emocje, jego lęki są mi znajome, frustracje zrozumiałe.

W pierwszych słowach Pani powieści dowiadujemy się, że świat przez zaistnienie obecnej epidemii nie będzie już taki sam. Jakie Pani zdaniem zmiany nastąpią na początku? A może już nastąpiły?

Według mnie, zmieniło się wiele. Pandemia pokazała nam, jak kruche są nasze cele, plany i marzenia. Przynajmniej ja nagle uświadomiłam to sobie. Zawsze miałam poczucie pewności, świat wydawał mi się stabilny i poukładany. Uważałam, że wystarczy tylko wytrwałość, aby zrealizować plany, osiągnąć cele, by marzenia z czasem stały się planami. Tę pewność zatraciłam. Zabrała mi ją pandemia. Nauczyłam się cieszyć tym, co tu i teraz, bo już wiem, jak niewiele trzeba, aby w przeciągu paru dni zachwiała się nasza pozornie stabilna i poukładana rzeczywistość. Jeden drobnoustrój spowodował, że nasz świat zadrżał w posadach. Niektóre konsekwencje tego, co dzieje się tu i teraz wycisną piętno na naszej przyszłości. Jest pewne życzenie, które brzmi jak przekleństwo – „Obyś żył w ciekawych czasach!”. Nam przyszło żyć przez chwilę właśnie w takich. Historia zapamiętuje tylko wielkie daty: wojen, powstań, rewolucji, katastrof i pandemii...

W piekle pandemii

Książka „W piekle pandemii” Jolanty Kosowskiej jest już dostępna w sprzedaży.

Reklama

komentarze [5]

Sortuj:
122
40
21.08.2020 23:19

Akurat tematyka nie dla mnie, czytam dla przyjemności a ten temat do najprzyjemniejszych nie należy, niestety, aczkolwiek na pewno wielu z nas książka się spodoba bo autorka piszę całkiem całkiem


267
16
19.08.2020 08:52

Jest mały błąd - powinno być "W piekle pLandemi" Jak rozwalić gospodarkę światową w kilka miesięcy. Dodatek specjalny: Jak strachem zniewolić i sterroryzować narody.


4
4
17.08.2020 15:44

Stek bzdur to komplement dla tej grafomanii. I takie brednie dzis sie drukuje. Plusem, ze pozniej z tej makulatury robia papier toaletowy po kosztach. Zawsze jakis zysk!

PS
Teraz doczytalem: Novae Res nie jest zadnym wydawnictwem (jak siebie nazywaja), tylko przedsiebiorstwem wydajacym "ksiazki" samofinansowane przez tzw "autorow". Wydrukuja *wszystko*, jesli dostana...

więcej

16
2
18.08.2020 15:35

Stek bzdur to jest w tym komentarzu. Po pierwsze proponuję najpierw zebrać rzetelne informacje a dopiero potem się wypowiadać. Myślisz, że tacy autorzy jak Lingas-Łoniewska współfinansują sobie książki? No to bardzo się mylisz...Dwa przeczytaj powieść a potem możemy na jej temat podyskutować. Trzy stek bzdur? Grafomania? No proszę a według krytyków literackich p.Kosowska...

więcej

2716
4
14.08.2020 12:24

Zapraszamy do dyskusji.


zgłoś błąd