Mit nauki - paradygmaty i dogmaty

Okładka książki Mit nauki - paradygmaty i dogmaty
Mikołaj Brykczyński Wydawnictwo: ENETEIA Wydawnictwo Szkolenia filozofia, etyka
221 str. 3 godz. 41 min.
Kategoria:
filozofia, etyka
Wydawnictwo:
ENETEIA Wydawnictwo Szkolenia
Data wydania:
2011-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2011-01-01
Liczba stron:
221
Czas czytania
3 godz. 41 min.
Język:
polski
ISBN:
9788361538325
Tagi:
Filozofia nauka
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu
Średnia ocen
9,3 9,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Poczekaj, szukamy dla Ciebie najlepszych ofert

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
Reklama

Podobne książki

Reklama

Oceny

Średnia ocen
9,3 / 10
3 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
18
16

Na półkach:

Co mogę powiedzieć....książka wywarła na mnie ogromne wrażenie. "Mit nauki" jest to opowieść o tym jak nauka walcząc z jak sama twierdzi "religijnym zabobonem" sama stała się prawie religią, która wymaga mitologicznej opowieści. Znamienne jest to, że książka wydana została w 2010 roku, czyli już 12 lat temu, jest bardziej aktualna dziś niż wtedy. To, co pisze pan dr Mikołaj Brykczyński powinno być lekturą wstępną dla każdego, a szczególnie dla miłośników nauki. Wyważony styl, język i gruntowna analiza poruszanych kwestii jest tak dobitna, że zacytować bym musiał wszystko włącznie z wstępem [autora książki] i posłowiem [autorstwa pana dr Zenona Waldemara Dudka]. Książka jest taką intelektualną ucztą, że szok. Jedynie do czego mogę się doczepić są 3 lub 4 literówki w tekście. Książka owa jest drugą w historii, której mogę z czystym sumieniem przyznać 10 [pierwszą jest Biblia], i jest książką którą zachowam do końca życia, gdyż krytyka postawy redukcjonizmu [który stał się w moim mniemaniu fundamentem nihilizmu] jest przeprowadzona w taki sposób, że nie dość zmusza do refleksji człowieka to jeszcze serwuje mu rzeczywistość, którą świat nauki redukcjonistycznej zakłamuje i jest tego świadom. Książkę polecam szczególnie osobom, które traktują naukę instytucjonalną, oraz powiązane z nią organizacje jako szafarzy prawdy udowodnionej i objawionej. Krytyka paradygmatu redukcjonistycznego dokonana przez autora zasługuje co najmniej na wielkie uznanie, a u mnie owa książka zajmie szczególne miejsce w biblioteczce z uwagi zarówno na wartość merytoryczną jak i na oprawę wizualną [okładka jest przepiękna].

Co mogę powiedzieć....książka wywarła na mnie ogromne wrażenie. "Mit nauki" jest to opowieść o tym jak nauka walcząc z jak sama twierdzi "religijnym zabobonem" sama stała się prawie religią, która wymaga mitologicznej opowieści. Znamienne jest to, że książka wydana została w 2010 roku, czyli już 12 lat temu, jest bardziej aktualna dziś niż wtedy. To, co pisze pan dr Mikołaj...

więcej Pokaż mimo to

1
avatar
394
345

Na półkach: ,

Książka jest tak dobra, że powinienem ją cytować w całości - a szczególnie trzeci esej "Na straży paradygmatu".

Pozycja przede wszystkim kierowana do osób ślepo zapatrzonych w "naukowy model świata", który utożsamiają z rzeczywistością samą, a przy tym błędnie nazywających się "racjonalnymi", nie wiedząc co to słowo znaczy!

Mikołaj Kopernik "ruszający Słońce i wstrzymujący Ziemię" nie wymyślił heliocentryzmu, a popierał go tylko dlatego, że mu tak wyszło z suchych obliczeń na papierze. Luneta, ani żaden empiryczny dowód nie brał udziału w jego odkryciu. Kościół nie tylko nie miał problemu z jego teorią, ale sam Papież zachęcał Kopernika do opublikowania swojej pracy. Mikołaj jednak nie chciał tego robić, prawdopodobnie ze strachu... ale nie przed oskarżeniem o herezję i stosem...
lecz przed ośmieszeniem ze strony środowiska naukowego, które w swoim głównym nurcie było przeciwne heliocentryzmowi!
Współczesnym odpowiednikiem tej zaślepionej części naukowców, jednowymiarowym tłukiem i bojówkarzem "scjentystycznego kościoła" jest m.in. Dawkins, ze swoim pitoleniem o samolubnych genach.

Warto podkreślić że ta książka nie jest wymierzona w całe środowisko naukowe czy naukę samą! Krytyka ta tyczy się jednowymiarowych, nadętych i zapatrzonych w siebie tłuków, którzy model świata (MODEL!), utożsamiają z całą rzeczywistością, co doprowadza ich do ślepej wiary w to, że świadomość jest ubocznym produktem ewolucji, miłość to procesy chemiczne, a wolna wola to urojenie psychiczne... że już nie wspomnę o nieuprawnionych sądach dotyczących Duszy czy Boga.
--------------------------------------------

s 7
"Miłość to garść molekuł kręcących się po mózgu" - stwierdził Bob McDonald, najbardziej znany kanadyjski popularyzator nauki, w jednej ze swoich sobotnich audycji radiowych. Zdanie to utkwiło mi w pamięci, gdyż nie tylko doskonale, a nawet może w przerysowany sposób, ilustruje prezentowaną przez naukę "nagą prawdę" o człowieku - "odartą ze złudzeń" wizję zaprogramowanego przez ewolucję automatu. Wizja ta wycisnęła bolesne piętno na świadomości zachodniej. Z niej wypływa pesymizm filozoficzny głównego nurtu nowożytnej myśli Zachodu - unikalne w dziejach ludzkości poczucie alienacji, przypadkowości i bezsensu ludzkiego życia. Postawa ta, zabarwiona różnymi odcieniami rozpaczy, rezygnacji lub cynizmu, znalazła najpełniejszy obraz w filozofii egzystencjalizmu. Jej źródłem jest obraz świata powstały na gruncie redukcjonizmu naukowego".

s 11-13
Praca, którą czytelnik bierze do ręki, składa się z trzech części, trzech esejów, które przedstawię w porządku chronologicznym. Odpowiadają one kolejnym etapom formułowania zarysowanej powyżej idei. Punktem wyjścia było dla mnie spostrzeżenie, że nauka nie zawsze jest bezstronna. Prawdę tę najłatwiej dostrzec na gruncie jej historii. O ile sądy na temat natury świata są zawsze dyskusyjne, a ich ewentualna stronniczość jest bardzo trudna do wykrycia, to źródło pisane, na podstawie których nauka stwarza wizerunek własnej przeszłości, są na ogół proste w interpretacji. Wszelka tendencyjność w tej dziedzinie jest dosyć łatwa do wykrycia. Inspiracją do zajęcia się historią nauki była dla mnie ksiązka Arthura Koestlera (2002) pt. "Lunatycy", odsłaniająca wiele nieścisłości obiegowej wersji historii nauki. Natomiast koncepcja "rewolucji naukowych" Khuna (2001) dała mi nadzieję na wytłumaczenie tych nieścisłości na gruncie prawidłowości funkcjonowania samej nauki. W konsekwencji pierwszy esej poświęciłem historii nauki, a ściślej - jej wiodącemu wątkowi, czyli kosmologii. Zająłem się głównie rolą szczególnego aprioryzmu teologicznego (dedukcja pitagorejska) w stworzeniu zmatematyzowanej wiedzy o świecie. Dzięki tej postawie intelektualnej idee niezwykle ważne dla rozwoju nauki, jak na przykład kopernikanizm, powstały nie tylko bez dowodów empirycznych, ale wbrew świadectwu zmysłów. Zaciekawiła mnie zarazem przyczyna całkowitej nieobecności tego pierwszoplanowego wątku dziejów nauki w popularnych opracowaniach historii nauk przyrodniczych.
Rozwiązaniem tego problemu zająłem się w drugim eseju, poświęconym najbardziej dramatycznemu epizodowi w historii nauki, jakim był konflikt Galileusza z Kościołem. Analiza tego wydarzenia na rozleglejszym tle rozwoju myśli heliocentrycznej skłoniła mnie do wyrażenia poglądu, że potoczna wersja przebiegu rewolucji kopernikańskiej nie jest relacją z wydarzeń historycznych, lecz mitem narodzin nowoczesnej, redukcjonistycznej nauki. Herosi tego mitu, ucharakteryzowani na racjonalistów oświecenia, mają niewiele wspólnego ze swymi pierwowzorami. Mit ukrywa rolę metafizyki w stworzeniu nauki. Zająłem się też właściwą środowisku naukowemu dyscypliną intelektualną, która jest niezbędna dla tolerowania bądź niedostrzegania drastycznych nieścisłości popularnej historii nauki.
W trzecim eseju rozszerzam zakres pytania o wiarygodność nauki. Jeśli środowisko naukowe toleruje, ze względów ideologicznych, łatwo weryfikowalne nieścisłości historii nauki, to czy nie należy spodziewać się pewnej tendencyjności w naukowym obrazie świata (co jest o wiele trudniejsze do wykrycia)? Dla weryfikacji tego przypuszczenia poddałem analizie metodologiczną poprawność postawy nauki wobec doniesień o zjawiskach nieznajdujących wytłumaczenia w ramach paradygmatu naukowego. Wybrałem do tego celu problemy najbardziej kontrowersyjne, a zarazem powszechnie znane ze względu na znaczące konotacje filozoficzne. We wszystkich weryfikowanych przeze mnie przypadkach forma krytycyzmu ze strony instytucjonalnej nauki okazała się sprzeczna nie tylko z metodą, ale i etyką naukową. Za każdym razem za wszelką cenę forsowane było rozwiązanie w duchu redukcjonizmu, zaś wierność paradygmatowi przekładano nad wierność obserwacji.
Czy zatem nasza wizja świata nie została okrojona na potrzeby optymalnego rozwoju techniki, za cenę pesymizmu egzystencjalnego jednostki? Khun (2001, s. 181) ostrzega: "ceną, jaką płaci się za postęp naukowy, jest ryzyko błędu zaangażowania w niewłaściwy paradygmat".

s 29
Nie sposób pominąć stereotypów historycznych odnoszących się do Kopernika. Otóż, zgodnie z tym, czego moje pokolenie uczono w szkole, ów "prawzór racjonalnego naukowca", jakoby ze strachu przed represjami ze strony Kościoła, opóźniał druk De revolutionibus aż do późnej starości. Kulminacyjną sceną tego scenariusza jest moment, w którym Kopernik otrzymuje na łożu śmierci kopię swego dzieła i, umierając, wymyka się prześladowcom. W rzeczywistości, to renesansowy papież nalegał na opublikowanie De revolutionibus, Kopernik zaś był temu "nieomal chorobliwie niechętny". Opór Kopernika miał dwie przyczyny. Sądził on, jak to wyraził w zamieszczonym na początku swego dzieła liście do papieża, że jego ideę z pozoru "absurdalną", spotka "szyderstwo" ze strony środowiska naukowego. Poza tym, wierny tradycji pitagorejskiej, uważał za właściwe "brać przykład z pitagorejczyków i innych, którzy przekazywali sekrety swej filozofii tylko krewnym i przyjaciołom - ustnie, nie na piśmie, jak to zaleca list Lizysa Hipparcha". Postawa ta nie wynikała z niechęci do dzielenia się wiedzą, ale miała za cel "ochronę piękna i głębi [wiedzy] odkrytej przez wielkich ludzi, od pogardy tych, którzy nie poświęcają wysiłku dokonaniom naukowym, jeśli nie przynosi to zysku".
Popularnonaukowy stereotyp, zgodnie z którym Kopernik uwalnia wiedzę przyrodniczą z więzów religijnego dogmatyzmu, nie tylko nie odpowiada życiorysowi Kopernika, ale nie przystaje do realiów epoki. W istocie idea heliocentryzmu funkcjonowała w obrębie teologii, a nie przeciw niej. Wbrew pozorom, poglądy Kopernika mieściły się w ramach renesansowego chrześcijaństwa, o czym może świadczyć autorytet, jakim cieszył się on w Rzymie, między innymi jako ekspert w dziedzinie reformy kalendarza.
Przykład Kopernika nie jest odosobniony. W podobny sposób do celów propagandowych wykorzystywano życiorys Galileusza, "którego kłótliwa natura doprowadziła do nieszczęsnego konfliktu z Kościołem".

s 59
Według wybitnego historyka nauki Edwina Burtta, "gdyby współcześni empirycy żyli w XVI wieku, jako pierwsi odrzuciliby nową filozofię wszechświata" jako produkt "niekontrolowanej wyobraźni". [...] System kopernikański był w swej własnej epoce nienaukowy.

s 74
Stanowisko Kościoła przedstawił Galileuszowi kardynał Conti w liście z lipca roku 1612. Kardynał zgadza się z krytyką Arystotelesowskiej tezy o niezmienności nieba. Uznawał też za dopuszczalny pogląd o ruchu obiegowym Ziemi wokół Słońca (implikujący heliocentryzm!). Natomiast ruch obrotowy mógł być uznany jedynie w przypadku "ostatecznej konieczności", czyli zaistnienia przekonywających dowodów. Rozwijanie i głoszenie kopernikanizmu było dozwolone pod dwoma warunkami: należało traktować tę ideę zgodnie z jej rzeczywistym statusem - jako hipotezę - i nie wdawać się w implikacje teologiczne. Oba te warunki były powiązane, gdyż uznanie heliocentryzmu za fakt zmuszałoby do reinterpretacji (kilku zaledwie fragmentów) Biblii. W liście z 1615 roku przyjazny uczonemu kardynał Dini napomniał go żartobliwie: "Można pisać swobodnie [na temat idei Kopernika], aby tylko trzymać się z dala od zakrystii".
Elastyczną postawę prezentował także kardynał Robert Bellarmine. Był on największym autorytetem teologicznym i drugą osobą po papieżu, człowiekiem o wielkiej wiedzy, w tym także astronomicznej. Jako przełożony zakonu jezuitów, Bellarmine dokładnie orientował się w postępach astronomii. Swe stanowisko kardynał sformułował w liście do ojca Foscarini z 4 kwietnia 1615 roku:
Jeżeli istniałby rzeczywisty dowód, że Słońce jest w środku wszechświata, a Ziemia znajduje się w trzeciej sferze, oraz że Słońce nie krąży wokół Ziemi, lecz Ziemia wokół Słońca, to należałoby postępować bardzo ostrożnie, wyjaśniając te ustępy Pisma, które wydają się nauczać czegoś przeciwnego i należałoby raczej orzec, że ich nie rozumiemy, aniżeli nazywać fałszywą opinię, której prawdziwości została udowodniona. Nie sądzę jednak, żeby taki dowód istniał, żadnego mi bowiem nie przedstawiono.

s 90
Paradygmat naukowy.
Konflikt Galileusza z Kościołem ma kluczowe znaczenie dla nowożytnej myśli zachodniej, gdyż zapoczątkował charakterystyczny dla niej rozdźwięk między nauką i religią. Przebieg tego wydarzenia został bardzo dokładnie udokumentowany. Tym trudniej uwierzyć, jak niewiele wspólnego z rzeczywistością ma zapis sprawy Galileusza w zbiorowej świadomości. Zachodzi pytanie, dlaczego nauka, głosząca wierność faktom, zniekształciła swą własną przeszłość, a także dlaczego społeczeństwa Zachodu od paruset lat tolerują taki stan rzeczy?

s 92
Przypuszczam, że nauka w swej realnej formie, ujęta w struktury organizacyjne, sprzężona z techniką i włączona w działalność ekonomiczną, służy nie tyle "dążeniu do prwady", co realizacji określonych celów cywilizacyjnych. Oznaczałoby to, że nauka ma charakter selektywny, utylitarny i wyraża pewną ideologię. Tu pojawia się problem natury światopoglądu naukowego: czy jest on wyrazem bezstronnego wglądu w naturę świata, czy lojalności wobec określonego kierunku rozwoju cywilizacji. W niniejszej pracy interesuje mnie nie tyle sam sposób funkcjonowania nauki, ile natura światopoglądu naukowego i uwarunkowania, jakie paradygmat stwarza dla świadomości indywidualnej i zbiorowej. Z tego punktu widzenia najważniejszą cechą jest jego paradoksalność. Z jednej strony - z założenia jesteśmy jego więźniami. Tworząc nieprzekraczalne ramy działalności naukowej, paradygmat staje się "niewidzialny", przez co utożsamiamy świat z jego modelem. Z drugiej strony - samo stwierdzenie istnienia paradygmatu świadczy, że nie jesteśmy w nim bezwarunkowo uwięzieni. Sprzeczność ta jest, jak przypuszczam, pozorna.

s 97
Ideologiczne uwarunkowania historii nauki doskonale ilustruje komentarz mojego znajomego fizyka na temat teologicznej motywacji dzieła Newtona: "Ważne, co zrobił Newton, nieważne, dlaczego". Sformułowanie to jest zaledwie czubkiem góry lodowej. Formalnie oznacza ono, że niektórych faktów z przeszłości nauki nie warto przytaczać, gdyż są one nieważne. W istocie ważne jest, by ich nie przytaczać, gdyż są one ideologicznie szkodliwe. Dzięki temu można uniknąć wielu kłopotliwych pytań. Na przykład: Czy wszyscy ludzie przed oświeceniem, łącznie z twórcami nauki, byli w podobny sposób upośledzeni umysłowo? Albo: czy religia jest na pewno zdezaktualizowanym przez naukę substytutem wiedzy, skoro założenia i motywacje teologiczne odegrały kluczową rolę w powstaniu nauki?

Książka jest tak dobra, że powinienem ją cytować w całości - a szczególnie trzeci esej "Na straży paradygmatu".

Pozycja przede wszystkim kierowana do osób ślepo zapatrzonych w "naukowy model świata", który utożsamiają z rzeczywistością samą, a przy tym błędnie nazywających się "racjonalnymi", nie wiedząc co to słowo znaczy!

Mikołaj Kopernik "ruszający Słońce i...

więcej Pokaż mimo to

3
Reklama

Cytaty

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Mit nauki - paradygmaty i dogmaty


Reklama
zgłoś błąd