Historia dzieje się tu i teraz. Elżbieta Cherezińska w rozmowie o „Odrodzonym królestwie”

Anna Jankowiak
25.11.2020

Elżbieta Cherezińska, zwana królową polskiej powieści historycznej, przy okazji premiery najnowszej książki „Odrodzone królestwo” opowiada o pasji do minionych wieków i o tym, dlaczego o historii należy pisać. Porusza także kwestie wzrastającego zainteresowania słowiańskością i zdradza, jak tworzy się silne, niezależne postaci kobiece.

Historia dzieje się tu i teraz. Elżbieta Cherezińska w rozmowie o „Odrodzonym królestwie” fot. Dariusz Chereziński

[Opis wydawcy] Trzy wrogie siły wypowiadają wojnę Królestwu.
Rozpoczyna się starcie o przyszłość korony.
Stary król rusza na swą największą wojnę.

Władysław nie zdejmuje wojennej korony i nie daje się zwieść rozejmom. Przygotowuje się do wielkiej wojny z Zakonem. Jemioła walczy o życie Kazimierza z coraz mroczniejszymi siłami. Zawiera z królem sojusz przeciwko Krzyżakom i wojownikom Starców Siwobrodych. W tym samym czasie w Malborku toczy się zażarta walka o wizję Zakonu. Wielki mistrz zostaje zamordowany, a jego następca kończy politykę ugody. Wystawia przeciw Polakom wielką armię. Król Jan Luksemburski hołduje Śląsk, z rozmachem zdobywa północną Italię i wzmocniony sukcesami zwraca wzrok na Królestwo Polskie. Nowy mistrz proponuje mu coś więcej niż sojusz – rozbiór Królestwa. Rikissa decyduje się na ryzykowną grę.

Reklama

Płoną miasta, wsie i katedry. Wojownicy Trzygłowa tańczą na ołtarzach kościołów. W wielkiej wojnie każdy dzień jest nieprzewidywalny, nawet ostateczna bitwa do której pod Płowcami stają Zakon i Królestwo.

„Odrodzone Królestwo” to finałowa część pięciotomowego cyklu pod tym samym tytułem. Powieść przeprowadza nas przez świat średniowiecznych intryg od północnej Italii przez litewską Wielką Puszczę, krzyżackie zamki i wawelskie zbrojownie. Świat chrześcijański i pogański splatają się ze sobą jeszcze silniej, niż wcześniej. Walka z Zakonem wchodzi w decydującą fazę, a Elżbieta Cherezińska po raz kolejny udowadnia, że na polu bitwy czuje się równie dobrze, co w zamkowych komnatach. Wracają wątki i bohaterowie, znani z poprzednich tomów. Wszystkie tajemnice zostaną rozwikłane, misterne intrygi ujrzą światło dzienne, a nawet przypadkowe zdarzenia sprzed lat odegrają zaskakująco ważną rolę w wielkim finale cyklu.

Anna Jankowiak: Naszą rozmowę chciałabym rozpocząć od przytoczenia pewnego porównania pani do innego sławnego pisarza. Co sądzi pani o tym, że jest pani nazywana „współczesną Sienkiewicz”?

Elżbieta Cherezińska: Myślałam, że z tym porównaniem już się uporałam, a jednak wraca. Pewnie dlatego, że Sienkiewicz wciąż pozostaje w polskiej świadomości najbardziej znanym twórcą powieści historycznych, więc jeśli spojrzeć z tej strony, powinnam być zadowolona. Ale odpowiem pani inaczej, nawiązując nie tyle do twórczości, ile do myśli Sienkiewicza. To jego słowa: „Pierwszym obowiązkiem prawdziwego patrioty jest czuwać nad tym, by idea jego Ojczyzny nie tylko nie stanęła w przeciwieństwie do szczęścia ludzkości, lecz by się stała jedną z jego podstaw. Tylko w tych warunkach istnienie i rozwój Ojczyzny staną się sprawą, na której całej ludzkości zależy. Innymi słowy, hasłem wszystkich patriotów powinno być: przez Ojczyznę do ludzkości, nie zaś: dla Ojczyzny przeciw ludzkości”. I w tym kontekście jest mi do Sienkiewicza blisko; pisząc o historii Polski nigdy nie piszę jej przeciw innym narodom, ale w poczuciu współtworzenia dziejów. Aktualny dzisiaj ten Sienkiewicz, co?

Patrząc na pani działalność i czytając pani książki nie mogę się oprzeć wrażeniu, że historię ma pani we krwi. Że to nie jest tylko forma zarabiania pieniędzy, a bardziej sposób na życie i życie samo w sobie. Czym jest dla pani historia?

Jest naturalną częścią naszego tu i teraz. Czerpiemy z niej siłę i frustrację. Poczucie sprawczości, gdy działamy i bezradności wobec zdarzeń od nas niezależnych. Historia dzieje się teraz, tyle że oglądając ją z bliska nie mamy do niej dystansu i nie jesteśmy w stanie przewidzieć proporcji, w jakich wpłynie na naszą przyszłość. To dla mnie naturalna i wciąż żywa tkanka. Opowiadam ją na nowo nie dlatego, by zmieniać historię, wybielać lub oczerniać, ale by stała się bliska moim czytelnikom. Chcę wywoływać u nich empatię do dawnych bohaterów, poczucie przynależności do wspólnej rodziny. U Kowalskich i Malinowskich są rodzinni bohaterowie, tacy, co urastają wraz z kolejną wigilijną opowieścią do herosów. Są i czarne owce, o których dziadkowie starają się zapomnieć; ciotki, których imienia nie wywołuje się przy wspólnym stole, czyli wszystko jak w naszej historii. Puste miejsca, czarne i białe plamy, powtarzane wspomnienia. Polska historia jest zagmatwana i nierówna, ale nie bardziej niż dzieje innych narodów, choć, rzecz jasna, lubimy tak właśnie – wyjątkowo – o sobie myśleć. Czym więc jest historia? Opowieścią o nas.

Czy ma pani jakieś swoje ulubione historie i opowieści, które panią ukształtowały i do których wraca pani regularnie?

Pewnie! Bardzo lubię legendę o Lechu, Czechu i Rusie. Ciekawy mit założycielski dla Słowiańszczyzny, zwracam uwagę, że nie występuje w nim ani konflikt, ani bitka na śmierć i życie. Z polskich historii nieodmiennie frapuje mnie konflikt między Bolesławem Śmiałym i biskupem Stanisławem. Albo, również łatwa do „widzenia baśniowego”, opowieść o Bolesławie Krzywoustym.

Grafika z okładką książki „Odrodzone Królestwo” Elżbiety Cherezińskiej

Reklama

To, co uwielbiam w pani książkach, to niezwykle silne postaci kobiece. Jak pisze się historię kobiet, zwłaszcza w tak męskim świecie?

Od strony technicznej nie różni się to niczym od pisania postaci męskich. Procedura jest taka sama. Mam dwa rodzaje bohaterek – prawdziwe i fikcyjne. Te pierwsze trzeba pieczołowicie odgrzebywać w źródłach, składać ich historie z ułamków wiadomości, często zamieszczonych przy zapiskach związanych z ich mężami, ojcami i braćmi. Wyrazistym przykładem jest tutaj Świętosława. Żaden kronikarz nie zapisał jej imienia, choć ją samo wspominano parokrotnie. Zawsze jako „matkę Knuta i Haralda” albo „siostrę Bolesława” albo „wdowę po królu Eriku” albo „żonę króla Svena”, bo to wynikało z obyczajowości epoki. Ważność kobiety oceniano przez pryzmat dokonań mężczyzn, z którymi była związana. Kobiety niezależne, biorące otwarcie władzę we własne ręce, ganiono, krytykowano, wyolbrzymiano ich porażki i umniejszano sukcesy. Kronikarze opisywali lub wspominali mężczyzn Świętosławy, ale paradoks polega na tym, że to jej życie było bogatsze niż każdego z nich z osobna. W przypadku bohaterek fikcyjnych nie ograniczają mnie fakty historyczne, a jedynie „historyczna przyzwoitość”, czyli tworząc życiorys nieistniejącej damy, muszę trzymać się realiów epoki. No, chyba że to bohaterka z pogranicza fantasy, wtedy mogę sobie pozwolić na więcej. Pisanie postaci kobiecych jest fascynujące, bo sama jestem kobietą; otacza mnie w życiu wiele niezwykłych kobiet, patrzę na nie, czerpię z bogactwa ich osobowości, z naszych wspólnych doświadczeń. Także i to, że rola kobiet była tak bardzo umniejszana, a one same podlegały surowszym prawom niż mężczyźni, powodowało, że tworzyły unikalne mikrospołeczności. I, w jakimś sensie, ten stan przetrwał do dzisiaj i ma się świetnie.

Czy myślała pani kiedyś o napisaniu alternatywnej historii Polski, w której to kobiety miały prawo dziedziczenia tronu? Czy to raczej zbyt duża fikcja literacka?

Poświęcam temu uwagę w „Odrodzonym Królestwie”, bo przypomnijmy: po Kazimierzu Wielkim tron polski obejmie Ludwik Węgierski, a władzę w jego imieniu będzie sprawowała matka, królowa Elżbieta (siostra Kazimierza), po czym kolejnym polskim królem zostanie Jadwiga Andegaweńska. Wiemy, że negocjacje na temat dziedziczenia po bezpotomnej (czyli pozbawionej męskiego potomka) śmierci Kazimierza podjęto za jego życia. Pewną nową jakością w dyskursie historycznym jest to, iż podjęto je dużo wcześniej, niż się przyjęło myśleć, czyli już w czasach Władysława Łokietka, gdy siedemnastoletni następca tronu bardzo poważnie zachorował. Gdyby wówczas wprowadzono temat dziedziczenia tronu przez córki do otwartej dyskusji, przez wiele kolejnych lat mielibyśmy dynastię Piastów na tronie (tyle, że po kądzieli). Sporo miejsca ten watek zajmuje w mojej książce. A w wersji alternatywnej podjęłam go przed laty, gdy wraz ze znakomitymi kolegami tworzyliśmy „Legendy polskie” pod patronatem Allegro. Napisałam wtedy opowiadanie „Bazyliszek”, w którym w XXI wieku mamy monarchię, na tronie zasiada Anna Jagiellonka bodajże VII i na naszych oczach rozgrywa się kryzys dynastyczny związany z wyborem męża (każda wersja jest politycznym zagrożeniem). Królowa decyduje się zatem na z pozoru neutralne dynastycznie i politycznie in vitro, ale nauka zaszła tak daleko, że można pokombinować z DNA…

W pani najnowszej książce „Odrodzone Królestwo” pojawiają się pogańskie wątki magiczne i nawiązania do słowiańskiej mitologii. Jaki ma pani stosunek do tych kwestii? Czym jest dla pani magia?

Magia i mitologia leżą blisko siebie, ale nie są tożsame. Bardzo się cieszę, że przeżywamy renesans zainteresowania mitologią słowiańską, choć każdy kto po nią sięga, musi mieć świadomość, że dzisiejsze próby usystematyzowania są jedynie próbami interpretacji. Zawsze zależało mi, by wydobywać naszą rodzimą mitologię z niebytu; zaczęłam od pierwszego tomu cyklu, od „Korony śniegu i krwi”, tworząc pewną nieoczywistą społeczność ludzi Starej Krwi, która w kolejnych tomach cyklu dzieli się i konfliktuje ze sobą, co jest odbiciem każdej żywej społeczności. Moje próby odtworzenia magii czy rytuału czerpią z tej fragmentarycznej wiedzy na temat Słowiańszczyzny, którą mamy, ale też ją od razu przetwarzają. Podział Starej Krwi na kobiety i mężczyzn skupionych wokół Matki Dębiny, a potem Jemioły oraz na wojowników i wojowniczki pod wodzą Starców Siwobrodych był moją interpretacją dwóch przeciwnych kierunków, pojawiających się w mitologii Słowian. Z jednej strony silnych kultów związanych z bóstwami żeńskimi i płodnością, a z drugiej – wojowniczym aspektem naszych przodków i patronującym im męskim bóstwom. Świadomie dążyłam do skomplikowania relacji wewnątrz pogańskiej społeczności, bo motyw „poganie przeciw chrześcijanom” jest dla mnie mało pociągający w kontekście XIV wieku – czasu, w którym nie dochodzi już do żadnych znaczących buntów pogańskich.

W „Odrodzonym Królestwie” bardzo silnie zarysowała pani starcie dwóch światów – pogaństwa i chrześcijaństwa. Skąd czerpie pani źródła do opowiadania o tak niezwykle płynnych i nie do końca uchwytnych relacjach?

Jak już zaznaczyłam, w czasach „Odrodzonego Królestwa” nie ma wyraźnego śladu po tym, by te światy się ścierały, ale to nie znaczy, że pogaństwo zanikło. Wielką inspiracją była dla mnie postać arcybiskupa Jakuba Świnki. Gdy przestudiowałam wnioski płynące z przeprowadzonych przez niego kontroli polskiego Kościoła, doszłam do wniosku (jak i sam arcybiskup), iż na skutek zaniedbań ze strony duchownych oraz kwestii natury politycznej, prosty lud był w dużej mierze pozostawiony sam sobie w kwestiach duchowych. Jeśli kapłan w kościele mówił albo po niemiecku albo po łacinie, czyli w językach obcych, prosty człowiek szukał pociechy duchowej gdzie indziej. Stąd już prosta droga do stworzenia mateczników i społeczności „zielonych kobiet”, które przejęły tę opiekę nad ludem. To naturalnie moja imaginacja, świat w całości przeze mnie wykreowany, ale inspiracją były źródła. Wspomnę jeszcze o jednym, w sposób może nieco zawoalowany, żeby nie spoilerować: w finałowym tomie dochodzi do walk pomiędzy Krzyżakami a zjednoczonymi siłami złożonym z ludzi króla Władysława i dziewczyn Jemioły. Do tego zainspirował mnie Długosz, opisując działania tak zwanej chłopskiej piechoty podczas wojny polsko-krzyżackiej, a ja je po swojemu sfabularyzowałam. Również pewna doza magii związana z bitwą pod Płowcami (i wcześniejszymi bitwami na Kujawach) powstała pod wpływem lektury Długosza. Jego opowieść o mgle, w której zderzające się wojska nie widzą się nawzajem, jest bardzo interesująca. Wreszcie obrazoburcza i wręcz bluźniercza powieściowa scena tańca Prusów na ołtarzu kościoła także ma swój pierwowzór u Długosza. To odpowiedź na pani pytanie o źródła, pozostaje jednak kwestia interpretacji. Długosz, piszący o oddziałach Prusów walczących u boku Krzyżaków i profanujących kościoły, nie miał na myśli „wojny religijnej” – po prostu zwracał uwagę, iż zakon rycerski korzysta z pomocy pogan. Ja również nie wydobywam tego aspektu konfliktu chrześcijaństwa z pogaństwem, ale wracam do idei „wojny kulturowej”, u której podstaw była nowa religia. W tym sensie mamy nie tyle konflikt, co konfrontację.

Reklama

Cykl „Odrodzone Królestwo" to już pięć wspaniałych tomów. Czy ma pani jakiegoś bohatera, który jest pani szczególnie bliski, albo wzbudził największą sympatię?

Królowa Rikissa, tak, z postaci historycznych ona zawsze jest pierwsza. Niezwykła kobieta, dama, która odważyła się w tych trudnych dla kobiet czasach żyć po swojemu. Łamała reguły z taką klasą, że nawet piszący o niej mnisi nie potrafili jej przyganić. A przypomnijmy: dwukrotna królowa Czech i Polski, dwukrotna wdowa, związała się z marszałkiem Czech, Henrykiem z Lipy (który przez część ich wspólnego życia nadal był żonaty) i żyła z nim bez ślubu, zajmując się w tym czasie działalnością charytatywną, twórczą i polityczną. I pozostało po niej nie tylko wspomnienie burzliwego romansu, ale też księgi, które powstały w jej pracowni, i kościół z klasztorem, które ufundowała.

Ale najbardziej przywiązuję się do bohaterów fikcyjnych, ich darzę najmocniejszymi uczuciami. Borutka, Hunka, Grunhagen, Guntersberg, Michał Zaremba, Jemioła. Cała kolekcja, w której połowę stanowią typy spod ciemnej gwiazdy.

Nie byłabym sobą, gdybym nie wykorzystała tej wspaniałej okazji i nie zapytała pani o plany na przyszłość? Myślę, że wyrażę głos wielu osób pytaniem: czy planuje pani zabrać nas jeszcze na daleką Północ? Czy przeczytamy jeszcze pani opowieści o Wikingach?

Mam wiele planów, wiele projektów, o niektórych z nich mówiłam, o innych nigdy. Fabuły wciąż układają się w mojej głowie, ale jest za wcześnie,by o nich wspominać. Po wielkiej i wyczerpującej przygodzie z „Odrodzonym Królestwem” potrzebuję wolności, wytchnienia od pisania. I chyba także dystansu od naszej historii.

Książka „Odrodzone królestwo” jest już do kupienia w księgarniach online

Reklama

komentarze [6]

Sortuj:
451
6
30.11.2020 15:38

Ależ piękny prezent na gwiazdkę, bardzo Pani dziękuje Pani Elżbieto.
Książka już zamówiona, patrzałki gotowe na wyzwanie.
Seria jest dla mnie po prostu majstersztykiem. Już nie mogę się doczekać ponownego spotkania z moimi kochanymi bohaterkami i bohaterami :)
Ubóstwiam pióro Pani Cherezińskiej.


4127
3887
28.11.2020 14:36

Czytałem poprzednie tomy.Lubię ją jak piszę.Są to bardzo plastyczne książki.Z ładnymi opisami.
Lubię /


325
33
26.11.2020 18:47

Fenomen twórczości p. Cherezińskiej polega na tym, że prawie każdy może znaleźć w niej coś dla siebie. Bardzo doceniam pracę, którą autorka wkłada w przygotowanie od strony historycznej. Z kolei wątki fantasy nie należą do moich ulubionych, ale od przeczytania paru stron w takim klimacie się nie umiera.


358
174
27.11.2020 02:40

Wydaje mi się że wielu ma alergię na powieść historyczną, bo Sienkiewicz, bo trudny język, "A mnie się nie chce sprawdzać czy oczerety to zarośla, a knieje to lasy... Itd. A u pani Cherezińskiej jest szybko, łatwo i przyjemnie. Tyle tylko że harlequin to prędzej Anna Karenina, niż np. Korona Śniegu i Krwi to powieść historyczna. Niestety ale jak ktoś kocha historię, to nie...

więcej

107
100
26.11.2020 15:44

'Współczesna Sienkiewicz'? Tak, to ma sens. W końcu powieści Sienkiewicza mają z prawdą historyczną, jakkolwiek by się jej nie definiowało, tak mało wspólnego jak powieści pani Cherezińskiej. Chociaż, moim skromnym zdaniem, pod względem wartości literackich, wyrafinowania języka i budowy charakterów a także napięcia narracyjnego Sienkiewicz będzie zawsze bił panią...

więcej

51
5
24.11.2020 14:57

Zapraszam do dyskusji.


zgłoś błąd