Czary z króliczej nory. O Alicjach zdań kilka

Bartek Czartoryski
08.08.2020

O czym jest ta książka? Ilu czytających, tyle odpowiedzi. Można usłyszeć, że o ćpaniu, o emancypacji, o dojrzewaniu, o seksie, a nawet i o brytyjskiej polityce kolonialnej. Zważywszy na wyuczoną profesję autora, kusi też dodać, że ta wydziwaczona, podszyta purnonsensem opowieść umyślnie została przezeń skonstruowana jako swoisty szyfr.

Czary z króliczej nory. O Alicjach zdań kilka
Reklama

I jest to kombinacja nawet nie tyle nie do rozwiązania, co oferująca ich mnogość. A jedno jest równorzędne drugiemu. Ba, toć już nawet pisarski pseudonim Charlesa Lutwidge’a Dodgsona był stosunkowo prostą łamigłówką. Literacka legenda chce, aby wymyślenie jednej z najsłynniejszych historii, jakie wydano drukiem, przypisać jednak czystemu przypadkowi. Podczas wypadu na łódkę z córkami przyjaciół, Lewis Carroll miał zacząć wymyślać różne bzdurki, aby rozbawić dzieciaki. Dziewczynki były zachwycone spontanicznymi wykwitami jego wyobraźni.

Przygody Alicji w Krainie Czarów w przekładzie Macieja SłomczyńskiegoCarroll przetestował potem niektóre pomysły na dzieciach znajomego pisarza, prekursora nowoczesnej fantastyki George’a MacDonalda, poprosił o zilustrowanie swojej powieści humorystę Johna Tenniela i posłał manuskrypt do wydawcy. Nie sposób chyba przyłożyć jakiejkolwiek sensownej miary do sukcesu „Alicji w Krainie Czarów”; to przecież jeden z najbardziej znanych tekstów kultury, jaki kiedykolwiek napisano. A zarazem najtrudniejszych do odczytań. Maciej Słomczyński, mówiąc o swoim przekładzie, pisał, że są to tak naprawdę dwie książki - jedna dla dzieci, druga dla dorosłych. Stąd liczne interpretacje treści, o których była mowa powyżej. Stąd też jeszcze liczniejsze adaptacje, zarówno literackie, jak i filmowe.

Układanka z tysięcy puzzli

Wyznania angielskiego opiumistyNa polski przekładano książkę Carrolla kilkanaście razy, często niedokładnie, niekiedy nawet dopisując do niej nieistniejące treści, choć to akurat domena tych najstarszych tłumaczeń. Były przekłady mniej lub bardziej swobodne, bywały też uwspółcześnione i opatrzone licznymi przypisami objaśniającymi wiktoriańskie niuanse. Kolejny, autorstwa Jacka Drewnowskiego, ma ukazać się jeszcze w tym roku. Powracając jednak do mnogich odczytań prozy Carrolla, zwykle podkreśla się, że struktura narracji przypomina iście narkotyczną jazdę, mimo że nie ma dowodu, jakoby pisarz używał jakichkolwiek substancji psychoaktywnych. Choć faktem jest, że uwielbiał słynne „Wyznania angielskiego opiumisty” Thomasa de Quinceya. Nie brakuje też tych, którym królicza nora kojarzy się cokolwiek jednoznacznie, a, dajmy na to, zmieniające się rozmiary Alicji interpretują jako doświadczenie podniety, swoistą erekcję. Mnie przekonuje raczej odczytanie tej historii jako rozbudowanej metafory dojrzewania, a rzeczone zmiany proporcji kończyn to nic innego, jak dyskomfort wywołany poznawaniem zmieniającego się, dziewczęcego ciała.

Reklama

Oczywiście nie tylko, bo „Alicja” to rzecz wielopiętrowa i zubożeniem byłoby znaleźć dla wszystkich rozdziałów tylko jeden wspólny mianownik. Wydaje mi się więc rozsądnym czytać prozę Carrolla również jako opowieść bez mała emancypacyjną. Bo Alicja, zupełnie niezależna, sprzeciwiająca się konwenansom (na herbatce siada przecież przy stole nieproszona), jest zupełnie niepodobna do wiktoriańskich dzieci, które wychowywano rygorystycznie i oczekiwano od nich absolutnego posłuszeństwa. Ba, nie na darmo na ilustracjach Tenniela dziewczynka ma całkowicie pozbawiony emocji, pusty wyraz twarzy. Ale i to interpretowano różnorako. Bo przecież na obojętność również można nałożyć czytelniczy filtr; patrząc na Alicję, projektujemy nań, co tylko chcemy. Z uwagi na rzeczone różnorodności, dzieła Carrolla są materiałem giętkim i elastycznym, skłonnym poddawać się ciągłym, niekiedy bardzo śmiałym zabiegom adaptacyjnym.

Książkowo i filmowo

Jeszcze za życia pisarza rynek księgarski zalały liczne imitacje jego bestsellera, opowieści o dziewczynkach eksplorujących przeróżne krainy marzeń. Ba, zdarzały się również powieści będące albo quasi-sequelami, albo historiami osadzonymi dokładnie w tym samym świecie, który nakreślił Carroll. Dołóżmy do tego parodie i dziełka podkradające z książki niektóre elementy lub składające jej, po prostu, hołd, a tylko do końca dziewiętnastego stulecia zbierze się całkiem sporo pozycji mniej lub bardziej powiązanych z „Alicją”. Potem, naturalną koleją rzeczy, prozę Carrolla odkryło kino. Mariaż ten wydaje się wymarzony, bo możliwości techniczne nawet i stawiającego pierwsze kroki Hollywood pozwalały odtworzyć literacki świat pełen dziwności.

W 1951 roku Walt Disney zrealizował słynną animację, która ukonstytuowała wyobrażenie Alicji, jej świata i towarzyszy w równym stopniu, co ilustracje Tenniela, ale już pierwsze próby studia założonego przez amerykańskiego geniusza orbitowały wokół tego tematu. A na początku lat trzydziestych nakręcono pierwszą wysokobudżetową, hollywoodzką produkcję naszpikowaną gwiazdami. Ba, było ich tyle, że plakat do filmu z 1933 roku to praktycznie długa lista nazwisk, poczynając od Gary’ego Coopera. Ciekawiej chyba, czyli mniej tradycyjnie, zrobiło się po odwilży, jaką było zniesienie cenzorskiego kodeksu Haysa. Wcześniej słynna, lub też, jak kto woli, niesławna, pornograficzna komedia Buda Townsenda nie miałaby prawa istnieć. Film z 1976 roku opowiada za pośrednictwem odważnej fantazji o tytułowej Krainie o seksualnym wyzwoleniu spiętej bibliotekarki. Rok później po Carrolla sięgnął także klasyk francuskiej nowel fali, Claude Chabrol. Niedługo potem zainteresowano się także „prawdziwą” Alicją („Dziecko z marzeń”), a czeski mistrz animacji (i nie tylko) Jan Svenkmajer zrealizował niesamowite „Coś z Alicji”. Niestety, chyba najlepiej zostanie zapamiętany wymęczony, zaskakująco pozbawiony wyobraźni (!) film istnego spadkobiercy Carrolla, Tima Burtona z 2010 roku. Oczywiście na kinie się nie skończyło.

Dziedzictwo Carrolla

manga Alice n Munderland Tad Williams, Frank Beddor czy Jeff Noon nieźle obrobili temat na stronicach swoich powieści, daleko po drugiej stronie świata powstała manga „Alice In Murderland” (nie mylić ze słabiutkim filmem o tym samym tytule), a zagorzali gracze na pewno pamiętają popularną „American McGee’s Alice”, która przedstawiała świat wykreowany przez Carrolla jako fantasmagoryczny koszmar. Podobną drogą poszła też Christina Henry w wydanej ostatnio u nas „Alicji”, przepisującej znaną historię jako mroczny horror. Na podobne eksperymenty pozwalają zupełnie nielogiczne zasady rządzące światem „Alicji”, gdzie obowiązuje nadrzędna reguła: tam wszyscy są szaleni. Wpływ książek Carrolla nie ogranicza się do sztuki, bo pewne słownictwo czy obrazy weszły do codziennego użycia i są integralnym elementem świata nie tylko wyobrażonego.

Reklama

Carroll bał się, że jego Alicja dorośnie, jak dorosła córka przyjaciół, którą częstokroć traktuje się jako pierwowzór literackiej postaci; on sam stanowczo temu zaprzeczał. Między kolejnymi częściami „Alicji”, które dzieli bodajże sześć lat, minęło tylko książkowe pół roku. Dziewczynka na zawsze pozostała siedmiolatką, tak jak panienka Liddell na zdjęciach Carrolla. Nie zestarzały się też i same dzieła, ale to już chyba komunał. Dzisiaj postacie wymyślone przez niego żyją nie tylko na stronach co i rusz dodrukowywanych egzemplarzy „Alicji”, ale i zupełnie gdzie indziej, czasem tak daleko od księgarnianych półek, że aż trudno uwierzyć. Bo przecież sam Batman regularnie spuszcza łomot Szalonemu Kapelusznikowi, a John Lennon śpiewał, że jest morsem. Może niekoniecznie Carrollowi, który nie znosił sławy, jaką przyniosły mu obie książki, spodobałoby się to wszystko, ale trudno odeprzeć od siebie myśl, że jednak by całą tę dezynwolturę docenił.

Fotografia otwierająca: Ilustracja Johna Tenniela do powieści „Alicja w Krainie Czarów” / domena publiczna

Reklama

komentarze [11]

Sortuj:
372
46
09.08.2020 09:26

szkoda że autor nie wspomina że z Carollem to mają inny problem, wcale nie tyczący się wielości interpretacji Alicji, ale jego dziwaczne hobby jaką była fotografia dzieci, tłumacząc z artykułu "The Lewis Carroll Problem", na 3000 jego zachowanych zdjęć, połowa to dzieci, część z nich półnaga. Nawet nie chcę myśleć co siedziało w głowie Carolla kiedy pisał Alicję


3426
12
09.08.2020 13:01

Fotografie Lewisa Carrolla nie są wcale takie jednoznaczne, jakby się mogło wydawać. Książka "Lewis Carroll: po obu stronach lustra" Thomasa Donalda rzuca trochę światła na tę sprawę. Może nie jest to pozycja wybitna, ale pozwala spojrzeć na postać pisarza z innej perspektywy. Wydaje mi się, że media niepotrzebnie rozdmuchują sprawę zdjęć. W biografii, o której wspominam,...

więcej

632
55
13.08.2020 11:47

Fakt, to też warte przynajmniej nadmienienia w tekście o interpretacji "Alicji". Jak pisałem wyżej, drugi raz mam wrażenie że autor pomija najbardziej elementarne aspekty. I zachodzę w głowę czemu.

@AnaRea: zainteresowałaś mnie. Co to za teoria z EGT?


3426
12
13.08.2020 16:45

@I3althazar Może teoria to trochę za dużo powiedziane, ale podobno Thomson i Carroll tak bardzo się przyjaźnili, że ówcześni brali ich za małżeństwo, a niektórzy biografowie na podstawie jej pamiętników wysuwają wnioski, że kobieta była w nim zakochana. Stąd zastanawiają się, czy coś między nimi było, choć raczej to mało prawdopodobne i takie pomysły są odrzucane. Dawno...

więcej

632
55
13.08.2020 19:47

Dzięki. To ostatnie faktycznie brzmi absurdalnie bo ja z kolei kojarzę że Carroll uchodził za osobę raczej nieśmiałą.


632
55
08.08.2020 17:03

Co do adaptacji fimowych, to osobiście uwielbiam i polecam film aktorski z 1999. Jest zrobiony w formie musicalu co może nie każdemu pasuje, niektóre szczegóły się nie zgadzają (kierujące jabłko, Absolem jest czerwony) ale film i tak jest świetnie zagrany, ma fajną obsadę, a cały obłęd tej opowieści oddaje wprost... obłędnie (choć w dzisiejszych czasach ktoś może bać się...

więcej

632
55
08.08.2020 16:58

Czuję niedosyt po przeczytaniu artykułu. A najważniejszym i największym moim zarzutem wobec Autora jest: co z matematyką? Lewis Carroll był przede wszystkim uznanym matematykiem i dlatego często podaje się "Alicję" i niektóre jej sceny jako alegorię twierdzeń matematycznych (mój ulubiony przykład to ten o zaprzeczeni implikacji). Cos takiego powinno byc obowiązkowym punktem...

więcej

3426
12
08.08.2020 15:11

Kocham "Alicję..." z całego serca, choć moim pierwszym spotkaniem z nią były adaptacje filmowe, które oglądałam, będąc małą dziewczynką. Po książkowy pierwowzór sięgnęłam dopiero jako czternastolatka, ale mimo to stał się dla mnie ważny. Szczególnie lubię wydanie dwujęzyczne w przekładzie Roberta Stillera.
Nie wiem, ile w tym jest zwykłego sentymentu, ale pochłaniam...

więcej

739
20
08.08.2020 15:05

Tak się składa, że moja najstarsza córka, będąca jeszcze niedawno w czwarej klasie podstawówki, przerabiała Przygody Alicji w Krainie Czarów i była to dla niej droga przez mękę. Niewiele z tego rozumiała, gubiła się w fabule i w efekcie mocno zniechęciła do czytania lektur. Z resztą, nie pierwszy raz zdarzyło się,...

więcej

801
66
08.08.2020 21:37

Jak to się mówi - "Nawet najlepsza książka świata może być znienawidzona zostając lekturą szkolną."


40
0
06.08.2020 14:35

Zapraszam do dyskusji.


zgłoś błąd