Nie piszę o ludziach, bo dla mnie są potwornie nudni

Zofia Karaszewska
01.06.2017

Uzależniony od przygód i natury. Mieszka w Puszczy Białowieskiej. To tam spotyka tematy, swoich bohaterów i problemy, które potem opisuje. W najnowszej książce opowiedział historię ucieczki psa tak, jak tylko Adam Wajrak potrafi - z niezwykłą wrażliwością i empatią.

Zofia Karaszewska: Jak to się stało, że zostałeś pisarzem?

Adam Wajrak: Ja bym żadnej książki nie napisał gdyby nie Wisława Szymborska.

Jej poezja Cię inspirowała?

Nie, bez przesady, znaczy trochę jej wierszy czytałem, ale nie jestem fanem poezji. To było tak, że Pani Wisława spisek stworzyła. Najpierw zadzwoniła do Wydawnictwa Znak i powiedziała, że jest taki autor, który koniecznie musi wydawać książki, a później do mnie zadzwoniła i powiedziała, że świetnie piszę i muszę coś wydać. Chwilę po tym telefonie zgłosił się Znak. Głupio było odmówić (śmiech). Tak to się zaczęło.

Szymborska czytała Twoje artykuły i dlatego Cię zarekomendowała?

Tak.

Miło mieć taką patronkę.

Miło, bardzo miło! Potem pomagała nam przy ekologicznych akcjach np. przy obronie Rospudy. Miała niezwykłą wrażliwość i wyczucie rzeczy ważnych. Tuż przed śmiercią wysłała mi wyklejankę z małpami, gdzie było napisane „będzie się działo”.

Właściwie to miałem dwóch literackich protektorów Wisławę Szymborską i Czesława Miłosza. To było bardzo wzruszające. W jakimś wywiadzie przeczytałem, że Miłosz nazwał mnie wielkim prozaikiem. Jak to przeczytałem, to odpadłem (śmiech). Pomyślałem, że mam przerypane, bo to ogromna odpowiedzialność. Strach cokolwiek napisać!

Twoja nowa książka jest dla dzieci - czy wrażliwość w stosunku do zwierząt trzeba budować od dziecka?

Nie wiem czy ona jest tylko dla dzieci.

Jest bardzo wzruszająca, powinno się ją czytać z rodzicami.

Bo to jest wzruszająca historia, bo to jest nieplanowana książka i nieplanowany pies.

Pies był zupełnie nieplanowany, wierzę, że nas odnalazł. Ja gdzieś tam wierzę, że ludzie są tak długo z psami, że ta więź jest magiczno-emocjonalna.

A czytanie z rodzicami to dobry pomysł. Ja mam straszną traumę po „Psie, który jeździł koleją”, więc cieszę się, że ta książka dobrze się kończy (śmiech).

Jak to było z Lolkiem?

To było tak, że Antonia umarła dwa lata wcześniej i dla mnie i Nurii, to było bardzo mocne przeżycie. Ten pies stworzył nas jako związek. Gdyby nie Antonia, która odnajdywała wilcze ofiary, to kto wie, może Nuria musiałaby wrócić do Hiszpanii… Nie szukaliśmy nowego psa. Pod koniec roku musieliśmy zrobić przegląd samochodu. Na granicy Puszczy mamy stację kontroli pojazdów, wygląda jak z PRL-u. Jak z mojego dzieciństwa. Przyjechaliśmy tam i pierwszą rzeczą, którą zobaczyliśmy był pies. Nie przesadzę jak powiem, że wyglądał jak z obozu koncentracyjnego. Coś potwornego! Bardzo zabiedzony, był bez wyrazu, jak tuż przed śmiercią. Ja oczywiście napadłem na tego mechanika, że co to jest! Powiedziałem, że go zniszczę, używając wszystkich moich dziennikarskich kontaktów (śmiech). Ten Pan szeroko otworzył oczy i powiedział, że ten pies dopiero tu przyszedł. Nie wiedzieliśmy co z nim zrobić. Na pewno trzeba było go nakarmić i mu pomóc.

Został z Wami.

To nie było łatwe. Ja się zwyczajnie bałem. Myślę, że to jest taki obustronny strach. Nie wiesz, co taki pies przeszedł, nie wiesz, czy mu nie odbija, nie wiesz ile ma lat. Wyglądał bardzo źle. Okazało się, że to jest super pies! On jest po prostu dobry. Poprzedni pies był zwariowanym cwaniakiem, a ten jest po prostu dobrym psiakiem. Łagodnym, pogodnym.

Tak jak w książce, czyli to jest reportaż?

Do połowy tej książki to jest raczej dziennikarstwo śledcze (śmiech). Nie wiem co się z Lolkiem działo, kiedy jeszcze nie był Lolkiem, ale na podstawie blizn i lęków, na przykład przed wejściem do domu, staram się odtworzyć jego historię. Lubił spać w określonych zakamarkach, potwornie bał się jazdy samochodem. Na tej podstawie stworzyłem sobie portret tego psa sprzed naszego spotkania na stacji kontroli pojazdów. Musiał być u jakiś ludzi, pies zawsze dąży do przyjaźni z człowiekiem, ale czasami człowiek robi tak potworne rzeczy, że ten pies ucieka. To się bardzo rzadko zdarza, bo psią wierność niezwykle trudno jest złamać. Lolek uciekł.

Pies to najlepszy przyjaciel człowieka?

Pies jest absolutnie przez nas ukształtowany, żyje z człowiekiem od kilkudziesięciu tysięcy lat! Dla porównania, nasza cywilizacja rolnicza ma 10 000 lat. Pies jest z nami nieprawdopodobnie długo. My na siebie wpływamy. Wielu badaczy uważa, że sukces człowieka polegał między innymi na tym, że myśmy byli z psem, potrafiliśmy dzięki psom lepiej polować, chronić się. Neandertalczykom to się nie udało.

Twoja książka ma zachęcać do adopcji?

Bardzo głupie jest to, że my wciąż psy kupujemy. Po pierwsze, nie wiem, jak można kupić przyjaciela. Po drugie jest masa porzuconych psów, nie wypada, żebyśmy je kupowali. Wiem, że to jest ryzyko, też się tego bałem.

Tak, ta książka ma zachęcić do adopcji, do tego byśmy się oglądali na te bezdomne psiaki, koty, króliki, chomiki…

Czy naprawdę są psie godziny, czy wymyśliłeś je na potrzeby książki?

Wymyśliłem to, bo chciałem dzieciom pokazać, że psy na pewno inaczej postrzegają czas. Psie życie jest krótsze i na tej podstawie wyliczyłem godziny, choć może być zupełnie inaczej tak naprawdę. Psiaki cieszą się tak samo, jeśli wracasz po chwili i po wielu godzinach. Zawsze jak Cię widza cieszą się tak, jakby nie było Cię całe życie, to jest cudowne! Psy mają poczucie silnego związku z nami, jesteśmy ich stadem, rodziną.

Jak to się stało, że przeprowadziłeś się do Puszczy Białowieskiej?

Zawsze interesowałem się zwierzętami, zawsze pisałem o zwierzętach. No, nie, na początku pisałem o skinach, narkotykach i politykach, ale to sam początek (śmiech). Potem już tylko o zwierzętach. To, że jeździłem do Puszczy to było naturalne. Jak się poznaliśmy z Nurią, to było jedyne miejsce, gdzie mogliśmy mieszkać razem. Ona robiła doktorat, ja mogłem sobie pisać. Tylko w tym miejscu mogę się tak naprawdę realizować. Mogę wychodzić do lasu, spotykam tematy, moich bohaterów, problemy. Puszcza daje też taki fajny dystans. Cały reportaż poświęcamy człowiekowi, a ja nie piszę o ludziach, bo dla mnie są potwornie nudni. Nie są różnorodni, nawet jeśli brać pod uwagę te wszystkie kultury. Nie ma jednych ludzi, którzy znoszą jajka i innych, którzy żyją trzy lata jako larwa. Przy tej różnorodności, którą mamy w otaczającym nas nie-ludzkim świecie, zwierząt, roślin, grzybów, owadów - to jesteśmy potworną nudą.

Wyobrażasz sobie życie w mieście?

Często mieszkam w mieście, ale wolę Puszczę. Mój kolega alkoholik mówi, że jestem uzależniony od natury. Ma rację. Chodzisz sobie po lesie i co chwila jest przygoda! Jestem uzależniony od przygód!

Pamiętam, że na Festiwalu w Szczebrzeszynie zabrałeś nas na wycieczkę przyrodniczą. Okazało się, że miejsce, w którym siedzimy od tygodnia, drugi rok z rzędu, jest pełne rzadkich zwierząt i fascynujących roślin, ale to Ty tak tę przyrodę widzisz.

To się nie wzięło z niczego. Miałem wspaniałych nauczycieli. Spotykałem na swojej drodze masę fajnych ludzi, którzy nie spławiali mnie, bo byłem dzieckiem. Pytałem o ptaki, robale. To mi bardzo dużo dało, to jest bardzo ważne, jakich ludzi spotyka się na swojej drodze, kiedy się jest dzieckiem.

A jak się idzie na spacer z psem w mieście, to jakie można zwierzęta spotkać? Na przykład w Warszawie?

Całą masę: dziki, łosie. Trzeba uważać z psem! Warszawa jest genialna, bo ma Wisłę. Tam można spotkać bobry, wydry, czarne bociany, zimą - bieliki. Tu się naprawdę dzieją niesamowite rzeczy! Jak chodzę z Lolkiem na spacer w Puszczy, to spotykamy czasami żubry; on podbiega i szczeka, ale nie wiem, jak by to było, gdybyśmy spotkali wilki. To by się mogło źle dla niego skończyć. Wilki nie lubią psów. Lolek jest owczarkiem - antywilkiem, gdy słyszy wilka, broni domu, nawet gdy inny pies jest wilkowaty, jak malamut sąsiadów, to Lolek szczeka.

Wiesz, że istnieje ktoś taki jak zwierzęcy behawiorysta, myślisz, że potrzebujemy takich konsultantów, żeby układać sobie relacje z domowymi zwierzętami?

Jest coś takiego w naszym szalonym świecie, że potrzebujemy konsultacji do wszystkiego, żeby układać sobie relacje z naszymi partnerami, dziećmi, szefami i wychodzi na to, że też z naszymi psami (śmiech). Jeśli jesteś dobrą, otwartą osobą, to dasz sobie radę sam, ale specjalista potrafi pomóc. Jak Lolek trafił do nas, to radziłem się zaprzyjaźnionych specjalistów, ale to w ogóle nie działało! Historia Lolka jest przez to magiczna, że to jedenastoletnia dziewczynka pogadała z tym psem (nie wiem, o czym oni gadali!) i wcisnęła mi gumowego kurczaka. Nie działały smakołyki, tresura - gumowy kurczak rozwiązał większość problemów z Lolkiem.

Może on potrzebował więcej kontaktu, a może zamiast tych wszytkach psychologów, coachów, behawiorystów, potrzebujemy więcej kontaktu z naszym dzieckiem, partnerem i psem…

Myślisz, że straciliśmy wrażliwość?

Wolę mówić, że ta szklanka jest w połowie pełna niż w połowie pusta. Myślę, że zyskujemy wrażliwość. Stosunek Polaków do zwierząt jest bardzo dobry w porównaniu do innych, nawet europejskich narodów. Mało polujemy, historie zwierzęce nas poruszają, ale debile są wszędzie.

A jak to jest z pisaniem. Dzieje się coś ciekawego, siadasz i piszesz?

Nie, ja jestem leniem! Nie mam dystansu do siebie. Wydaje mi się, że to nuda. Moi przyjaciele, Paweł i Karolina namówili mnie do opisania historii Lolka, dlatego ta książka powstała.

Co teraz czytasz?

Mam biografię Humboldta do przeczytania. Teraz bardzo dużo wychodzi fajnych przyrodniczych książek, które otwierają nowe spojrzenie. Sekretne życie drzew - super książka! Teraz wyjdzie Błyskotliwa zieleń - znakomita książka, która pokazuje jak światem rządzą rośliny. Noe przecież nie zabrał na Arkę ani jednej rośliny, tylko zwierzęta, a gołębica jako znak życia przyniosła gałązkę oliwną. Rośliny przetrwały potop bez problemu, to zwierzęta, czyli nas trzeba było ratować. Teraz jest dużo zaskakujących książek o ptakach, o zwierzętach. Jest taka książka reporterska Szóste wymieranie - jest genialnie napisana!

Życie pszczół, życie drzew, jak zostać rybakiem, rolnikiem - nowa moda na naturę w literaturze nastała.

Natura uspokaja. Daje właściwą perspektywę Ja jak chodzę po Puszczy, to widzę śmierć i odradzanie się i to dobrze ustawia głowę.

Powiedz na koniec, co robić, żeby wspierać środowisko. Czytać ebooki?

To też (śmiech). Najważniejszą rzeczą jest, żebyśmy poznawali naturę. Chodzili do lasu, spacerowali. Czytali! Nasz punkt widzenia konfrontowali z doświadczeniami innych. Jak to będziemy robić, to takie rzeczy jak oszczędzanie wody, gaszenie prądu przyjdą nam naturalnie. Wiedza jest bardzo ważna, poznawanie tego, co wokół nas. To jest pierwszy krok. Przyroda nie potrzebuje naszej pomocy, ona potrzebuje, byśmy jej nie szkodzili.

Reklama

komentarze [17]

Sortuj:
Dodaj wypowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

173
55
01.06.2017 12:45

Zapraszam do dyskusji.


403
64
01.06.2017 19:57

Dla mnie też większość ludzi jest nudna. Zdecydowanie wolę towarzystwo przyrody i zwierząt – szczególnie moich psów. Na pewno skuszę się na książkę.


220
130
01.06.2017 21:02

Przestałem tego pana lubić, gdy włączył się w kampanię prezydencką Komorowskiego.


718
208
05.06.2017 09:14

Ja tak przestałem lubić wielu ludzi.


Dodaj odpowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

49
43
01.06.2017 21:11

A ja słysząc opinię miejscowych o jego działalności mam ambiwalentne odczucia.


0
952
konto usunięte
01.06.2017 21:36

Użytkownik wypowiedzi usunął konto


0
952
konto usunięte
02.06.2017 13:18

Użytkownik wypowiedzi usunął konto


0
952
03.06.2017 07:42

Ależ jest adopcja. Mój sąsiad miał dwie suki, takie małe kundle, jedna urodziła młode i je porzuciła, wtedy druga psinka je przygarnęła i wychowała jak swoje. Dostała mleko i wykarmiła je.

Są znane również podobne przypadki "międzygatunkowe".

To fascynujące.


924
185
03.06.2017 12:49

Polecam przeczytać książkę:  Duchowe życie zwierząt Duchowe życie zwierząt

Tam trochę jest informacji na temat podobieństw ludzi a zwierząt (bo w końcu ludzie to też zwierzęta, czyż nie?).


1702
279
06.06.2017 18:25

@ mosadi
Dobrze, ze napisałaś "przypadki". Reguła w przyrodzie jest inna. Gdyby było tak jak chcą lewacy, to wkrótce wszystkie stworzenia skundliłyby się w jeden rodzaj stworzeń.
Wiem, że zaraz się na mnie rzucicie. Mam to w dupie. Prawdę napisałem. I nie ja tworzyłem Prawa Natury.


Dodaj odpowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

551
132
02.06.2017 20:38

Dajcie spokój, to naprawdę emanujący pozytywną energią facet. Mozna się z nim zgadzać lub nie, ale ta pasja, która go rozsadza jest na pewno pozytywna i może być zaraźliwa.


0
952
03.06.2017 07:45

Pełna zgoda. Troszkę mnie zaskoczyło jego podejście, nigdy jeszcze nie miałem okazji nic tego pana przeczytać, ale po reakcjach co niektórych tutaj trudno mu się dziwić ;)


45
37
06.06.2017 12:08

To widać choćby z jego książek i artykułów. Polecam "Umarły las".


Dodaj odpowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

718
208
05.06.2017 09:13

Mam nadzieję, że Wajrak nie wykluczył się z rodzaju ludzkiego, bo sam jest potwornie nudny.


45
37
06.06.2017 12:15

Myślę, że dobrze, że są tacy ludzie jak Wajrak. Jeszcze do niedawna ludzkość była bardzo zadufana w sobie i na wszystko patrzyła wyłącznie ze swego punktu widzenia (ten antropocentryczny punkt widzenia odzwierciedla wiele dzieł literatury, łącznie - niestety - z Biblią: "Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną; abyście...

więcej

265
2
12.06.2017 20:03

Z punktu widzenia przyrodnika, ludzie naprawdę mogą być nudni i przewidywalni. Świat fauny i flory jest tak bogaty i różnorodny, że wypadamy przy nim blado. Pana Adama uwielbiam za ogromną pasję i wiedzę, lecę zamówić książkę.


zgłoś błąd