„Ostatni. Prawdziwa historia żołnierza warszawskiej mafii” – opowieść o brutalnym świecie mężczyzn

LubimyCzytać
27.11.2018

W październiku nakładem wydawnictwa Editio ukazał się reportaż Marzeny Matuszak i Piotra Mudyna pt. „Ostatni. Prawdziwa historia żołnierza warszawskiej mafii”, będący historią przestępczego życia, uzależnień, samotności, a przede wszystkim mozolnej przemiany głównego bohatera, który zapewnia, że gangsterem nigdy nie był.

Warszawa, końcówka lat dziewięćdziesiątych i początek nowego wieku – przełom tysiącleci. Cała Polska żyje wojnami stołecznych gangów. Prasa, radio i telewizja niemal codziennie donoszą o strzelaninach, egzekucjach, krwawych rozprawach między ludźmi z przestępczego półświatka. Znani gangsterzy jeden po drugim tracą życie albo – jeśli mają szczęście – lądują na długie lata w więzieniu. Niektórzy idą na współpracę z policją i sypią dawnych kumpli, inni zostają świadkami koronnymi. Prawda zaczyna obrastać w legendy i kłamstwa – i staje się obiektem manipulacji.

Piotr Mudyn, żołnierz żoliborskiej grupy przestępczej, brał udział w wielu akcjach znanych z doniesień medialnych. Gangsterka dała mu siłę, pieniądze i tożsamość. A potem odebrała wszystko i wszystkich.

„Ostatni” to nie tylko prawdziwa relacja świadka tamtych wydarzeń, opowieść o lojalności wobec wspólników, walce z policją, uzależnieniach, seksie, samotności i lęku, ale przede wszystkim przejmująca historia człowieka. Do czego jesteśmy zdolni? Dlaczego wybieramy w życiu takie, a nie inne drogi? Co wpływa na nasze losy? Czy na zmianę nigdy nie jest za późno?

Jak Pani poznała Piotra Mudyna, który został później bohaterem reportażu „Ostatni”?

Nasza znajomość z Piotrem zaczęła się w ośrodku buddyjskim. Byliśmy tam w ramach tzw. odosobnienia, czyli wykonywaliśmy praktyki medytacyjne w miejscu na tyle oddalonym od cywilizacji, by można było nabrać właściwego dystansu. Przez kilka dni mijaliśmy się bez słowa w kuchni, wreszcie zaczęliśmy rozmawiać. Nie pamiętam, jakie pytanie mu zadałam, ale Piotrek w odpowiedzi przedstawił mi krótką historię swojego życia. Od śmierci rodziców, przez udział w grupie przestępczej, po pobyty w więzieniach. Szczerze mówiąc, szczęka mi opadła. Słuchałam Piotra i z każdą minutą byłam coraz bardziej pewna, że sposób, w jaki opowiada o swoich doświadczeniach, jest wart reportażu – długiego reportażu. To było cztery lata temu.

Jak przebiegała praca nad „Ostatnim”? We wstępie nie ukrywa Pani, że napisanie tej książki sporo Panią kosztowało.

Jak piszę we wstępie, ani moim, ani Piotra zamiarem nie było napisanie peanu na cześć gangstera. Nie chciałam tworzyć kolejnego męskiego, seksownego, nieustraszonego czarnego charakteru à la chłopaki z książek Maria Puzo. Nie chciałam, by był to popis wątpliwej dla mnie brawury i nieustraszoności. Mnie nigdy nie kręcili silni faceci w typie gangsterów. Dla mnie historia Piotra była historią samotności, zagubienia, głupoty i wykorzystania. Przypowieścią o tym, jak dziecięcy potencjał bycia dobrym człowiekiem może zostać zmarnowany przez układ społeczny, świat i warunki, jakie stworzyliśmy.

Jednocześnie jest to opowieść o brutalnym świecie mężczyzn. Jako kobiecie nie było mi łatwo to poczuć, a wydawało się to niezbędne, by reportaż był autentyczny. Nigdy nie uczestniczyłam w bójkach na ulicy, nie byłam ofiarą bezpośredniej przemocy fizycznej. Mogłam sobie tylko wyobrażać, słuchając Piotra, tę mieszankę strachu i dumy, jaka się wtedy wyzwala. Czasami okoliczności pisania książki pomagały mi poczuć więcej, tak jak spotkanie z „nakoksowanymi karkami” z klatki obok, co opisuję w książce. Podobnie moje starcia z Piotrem – kłóciliśmy się czasem o drobiazgi, np. o to, że nazywam ich „dresiarzami”, podczas gdy on chciał, bym pisała o nich „miejscy wojownicy”. Albo o jakiś opis, który Piotrowi wydawał się zbyt kobiecy i naiwny. To były trudne zderzenia, ale dzięki tym kłótniom mogłam poczuć, jak bardzo potrafi być bezwzględny. Był to z pewnością tylko okruch dawnej bezwzględności, ale ja na tej podstawie mogłam sobie wyobrazić, jak niebezpieczny mógł być Piotr w czasach „Budyniów”.

Bardzo ciekawą częścią pracy nad reportażem były spotkania ze znajomymi Piotra z lat gangsterki. W większości się go bali, byli pewni, że jest potworem. Żaden z nich nie wierzył w przemianę Piotra. Dla mnie, kiedy poznałam go jako cierpliwego, uśmiechniętego i pomocnego buddystę, było to nie lada zaskoczenie i dowód na to, że praca nad sobą przynosi efekty.

Proszę w kilku słowach opowiedzieć, o czym jest ten reportaż i dlaczego warto po niego sięgnąć.

To opowieść o brutalnych latach 90. i początku tego wieku, rozgrywająca się w oszołomionej wolnością Warszawie. Wszyscy, którzy pamiętają przełom wieków, z pewnością odnajdą w książce znajome elementy: otwarcie pierwszego McDonalda, bazar pod Pałacem Kultury i Nauki, kolejki do Hofflandu, handel na pierwszej giełdzie komputerowej. Dzięki wspomnieniom Piotra poznajemy także inny wymiar tych czasów – zaglądamy pod powierzchnię wydarzeń. Napady na listonoszy, ustawki mafijne, złodzieje samochodów, podział miasta między gangsterów, narkotyki, które zbierają wielkie żniwo, agencje towarzyskie – wszystko to, czym stolica wówczas żyła, a co było codziennością „Budyniów”. Dla mnie fascynujące było to, że chodziliśmy po tym samym mieście, a doświadczaliśmy go zupełnie inaczej.

W „Ostatnim” jest wiele rzeczy, które dla mnie były odkryciem, np. to, jak zmieniały się polskie więzienia w latach 80., 90. i w nowym wieku – ta bardzo ciekawa obserwacja Piotra daje dużo do myślenia. W latach 80. więźniowie nie mogli siadać w czasie dnia na łóżkach, nie do pomyślenia były radia, telewizory, nawet kart do gry nie można było mieć. Kwitła za to więzienna sztuka, Piotr wspominał to z pewną nostalgią. I oczywiście zachęcam do przeczytania relacji ze strzelaniny w Klifie. Minęło właśnie szesnaście lat od mafijnej potyczki w centrum handlowym, która w tamtym czasie wstrząsnęła nie tylko mieszkańcami Warszawy, ale i światkiem przestępczym. Po raz pierwszy egzekucję mafijną wykonano w biały dzień w galerii pełnej ludzi, a zabójcą był wynajęty zawodowiec. Jako pierwsza dziennikarka dotarłam do akt tej sprawy – opisuję ją obszernie, korzystając z relacji stu pięćdziesięciu świadków, policyjnych raportów i doniesień prasowych. Dodam, że sprawca podwójnego zabójstwa w Klifie wciąż jest ścigany listem gończym.

W ostatnich latach na rynku księgarskim pojawiło się sporo książek o tematyce mafijnej – nie tylko te napisane wspólnie przez Artura Górskiego i Jarosława S. pseudonim „Masa”, ale także przez „Słowikową” czy „Greka”. Czy nie obawia się Pani, że czytelnicy mają już dosyć tego typu literatury?

Mam nadzieję, że ta pozycja jest na tyle wyjątkowa, iż znajdzie swoją drogę do czytelnika. To nie są przechwałki byłego gangstera – to świadoma, mocna i szczera opowieść o złu tamtego świata, upadku i odrodzeniu. Rzecz wyjątkowa, jeśli postrzega się tę książkę w kategorii literatury o mafii. Ja jednak wierzę, że to coś więcej – po prostu dobra literatura non-fiction.

Czy Pani zdaniem Piotr przeszedł rzeczywistą przemianę?

Myślę, że przynajmniej jest na dobrej drodze do bycia dobrym człowiekiem. Oczywiście, każdy z nas ma coś za uszami. Czasami wydaje się, że już nauczyliśmy się cierpliwości i nabraliśmy dystansu do rzeczy, a tu nagle okazuje się, że wydzieramy się na męża lub współpracownika za byle błahostkę. Praca z emocjami jest trudna. Przemiana w dobrego człowieka to długoterminowe wyzwanie dla każdego z nas. Czy dla Piotra większe? Być może… Ale on nie narzeka!

Książkę możecie zakupić tutaj.

Reklama

komentarze [1]

Sortuj:
2802
4
27.11.2018 10:13

Zapraszamy do dyskusji.


zgłoś błąd