Fantastyczny jubileusz

Michał Cetnarowski
07.02.2016

Najpierw niech przemówią liczby. Łącznie to jakieś trzydzieści dwa tysiące stron, około dwustu milionów znaków, prawie cztery tysiące arkuszy wydawniczych samych opowiadań, co stanowi mniej więcej odpowiednik dwustu pięćdziesięciu przyzwoitej objętości książek, grubo ponad trzy tysiące tekstów. „Nowa Fantastyka” obchodziła właśnie jubileusz wydania czterechsetnego numeru.

Zaczęło się przed ponad trzydziestu laty. Pod koniec 1982 – roku zaostrzania stanu wojennego, wojny o Falklandy, udanej misji wahadłowca Columbia, piłkarskich mistrzostw świata w Hiszpanii, na których Polska zdobyła trzecie miejsce, pierwszego użycia emotikonów w wiadomości wysłanej przez praprzodka dzisiejszej sieci, pierwszego komercyjnego odtwarzacza płyt kompaktowych, śmierci Philipa K. Dicka, ale i premiery filmowego „Blade Runnera” – grupka pasjonatów w końcu dopięła swego i doprowadziła do powstania magazynu „Fantastyka”. Zapoczątkowana wtedy historia trwa, odpukawszy, do dzisiaj, a „Fantastyka”, przemianowana w latach 90. na „Nową Fantastykę”, to obecnie najstarszy niedotowany magazyn literacki w Polce.

Pierwszą redakcję tworzyli m.in. Adam Hollanek (naczelny), Jacek Rodek, Andrzej Wójcik, Marek Oramus i Maciej Parowski; wkrótce dołączył do nich Lech Jęczmyk i mocny trzpień ludzi, który „tworzyli fantastykę w Polsce”, został ukonstytuowany. Dość wspomnieć, że Jęczmyk to długoletni selekcjoner fantastycznych antologii, redaktor i tłumacz, na którego koncie są m.in. przekłady J. Ballada, P.K. Dicka, U.K. Le Guin, J. Hellera, Ch. Palahniuka. K. Vonneguta. Oramus, przez lata szef publicystyki w magazynie, to także autor „Arsenału”, „Dnia drogi do Meorii”, „Święta śmiechu” czy publicystyki zebranej w „Rozmyślaniach nad tlenem” lub „Problemie kluczy do mieszkania w Piasecznie”. Parowski zaś dał literackiemu światu m.in. scenariusze „Funky’ego Kovala” (wraz z Rodkiem i B. Polchem), napisał „Burzę”, a swoją eseistykę zebrał ostatnio w trzech częściach „Małp Pana Boga”.

Później przez redakcje przewinęli się m.in. Arkadiusz Nakonieczni, Błażej Dzikowski, Paweł Matuszek, Kamil Śmiałkowski, Jakub Winiarski, znani też z przeróżnych innych przedsięwzięć związanych z kulturą. Dziś, po trzydziestu trzech latach i różnych kadrowo-wydawniczych zmianach, Parowski dalej krzepi nas swoją obecnością na redakcyjnym pokładzie, ale wspomaga go młodsza gwardia – Jerzy Rzymowski jako naczelny, Marcin Zwierzchowski w dziale opowiadań zagranicznych i niżej podpisany w dziale z prozą polską. Co odnotowuję z kronikarskiego obowiązku – wiemy, że ten gmach zbudowali inni i my tylko dokładamy do niego najmniejszą cegiełkę.

Napisać, że zwłaszcza w latach 80. magazyn stanowił „okno na świat” dla ówczesnych czytelników zanurzonych po uszy w szarości schyłkowego PRL-u, to jakby stwierdzić, że Internet zmienił sposób telefonowania. To wówczas pismo miało dwustutysięczny nakład, który rozchodził się jak porzeczkowy szprycer w lipcowy wieczór na działce. O każdy numer trzeba się było powalczyć i do dziś spotyka się relacje czytelnicze o „znajomej z kiosku”, która odkładała każdy kolejny numer w specjalnie założonej „teczce”. Trudno się dziwić – na wydawniczej fantastycznej pustyni, jaką był ówczesny rynek księgarski, „Fantastyka” serwowała najlepsze teksty twórców rodzimych, ale też opowiadania pisarzy z pierwszej fantastycznej ligi z zachodu i wschodu. Do tego doszedł komiks, recenzje, omówienie filmów oglądanych w domach kultury na telewizorach, na specjalnych pokazach VHS. Przez czasopismo przewinęły się opowiadania – i słynne powieści w odcinkach – autorów takich jak G.R.R. Martin, A. i B. Strugaccy, K. Bułyczow, J. Haldeman, I. Asimov, H. Ellison, pierwsze „Conany” R.E. Howarda, teksty B. Aldissa, R. Heinleina, B. Sterlinga, U. LeGuin, G. Wolfe’a, J. Zajdla, A. Wiśniewskiego-Snerga, O.S. Carda, R. Silverberga… Ostatnio zaś była to proza J. Delaneya, J. VanderMeera, P. Wattsa, zresztą stałego felietonisty „NF”, Ch. Strossa, K.J. Parkera, C. Valente, N. Stephensona czy N. Gaimana. A to tylko górny pokład tej karaweli, płynącej przez polski pejzaż literacki od trzech dekad. Zdaję sobie zresztą sprawę, że brzmi to jak lista z nazwiskami w dziale „fantastyka” jakiejkolwiek dobrze zaopatrzonej internetowej księgarni, ale jak się nie chwalić – kiedy w magazynie publikowała i publikuje rzeczywiście absolutna światowa czołówka SF i fantasy.

Z głośnych polskich debiutów nie można oczywiście nie wymienić Andrzeja Sapkowskiego czy Jacka Dukaja. Mało kto wie, że ten pierwszy zaczynał jako tłumacz opowiadań do „Fantastyki”, a w konkursie, na który nadesłał „Wiedźmina”, pierwsze opowiadanie z Geraltem, otrzymał… wyróżnienie; pierwsze miejsce zdobył wtedy Marek S. Huberath wstrząsającym „Wrócieeś, Sneog, wiedziaam”. Z kolei Dukaj debiutował „Złotą Galerą” – opowiadaniem napisanym jako szesnastolatek. Z dalszych ciekawostek: w latach osiemdziesiątych miniaturę w „F” opublikował nawet Janusz Korwin-Mikke, w czasopiśmie często pojawiała się też proza Rafała A. Ziemkiewicza, a na początku lat dziewięćdziesiątych swój tekst w „NF” zaprezentował Wojciech Orliński. Fantastyka łagodzi obyczaje…? Wśród innych pisarzy publikujących w piśmie wymienić można choćby Andrzeja Pilipiuka, Jacka Komudę, Rafała Kosika, Wita Szostaka, Szczepana Twardocha, Jacka Piekarę, Jakuba Małeckiego, Pawła Majkę, a to przecież tylko część nazwisk. „NF” pośredniczyła także w nawiązaniu kontaktu między Dukajem a Tomkiem Bagińskim, czego efektem była nominowana do Oskara animowana „Katedra”, czy między Grzegorzem Januszem a Krzysztofem Gawronkiewiczem i Tomaszem Niewiadomskim, mocnymi graczami na komiksowym rynku.

Dukaj wracił zresztą i w numerze #400 z opowiadaniem-eksperymentem „Pierwocina”. Obok niego można w nim przeczytać długi „Czas cezarów”, najnowsze opowiadanie Łukasza Orbitowskiego, który niedawno zdobył Paszport Polityki (wielkie gratulacje!), oraz teksty gwiazdy hard SF Grega Egana, Teda Kosmatki czy Brandona Sandersona, twórcy bestsellerowego fantasy. Oraz ekskluzywny wywiad z Chrisem Hadfieldem, astronautą, który wsławił się m.in. brawurowym wykonaniem na orbicie „Space Oddity” Davida Bowiego. A wkrótce na łamach pisma ruszy niespodzianka związana z 30-leciem wiedźmina – zainteresowanych zachęcam do śledzenia naszego facebookowego fanpage’u. Dziś „rodzina NF” to zresztą nie tylko sam magazyn – ale też „Czas Fantastyki”, kierowany przez Parowskiego, skupiający się na publicystyce, i kwartalnik „Fantastyka: Wydanie Specjalne”, w którym idzie tylko proza, często zbyt obszerna żeby zmieścić się w miesięczniku.

No tak. Wyszła mi z tego niezła laurka…

Cóż.

Tak już widać musi być, kiedy zdajesz sobie sprawę, że stanąłeś na ramionach gigantów.

Michał Cetnarowski

Reklama

komentarze [5]

Sortuj:
1452
477
08.02.2016 10:29

Pamiętam jak jeździłem po antykwariatach i szukałem brakujących numerów Fantastyki. Musiałem mieć wszystkie a u mnie w kiosku tylko sporadycznie udawało się kupić. W latach 80-ych to Fantastyka kształtowała mój gust literacki.


389
84
07.02.2016 23:59

Fantastycznie. Oby tak dalej.


3362
455
07.02.2016 19:35

Fantastykę czytałam od 5. numeru (pierwsze 4 mi umknęły) i jestem jej wierna do dziś. Nawet, gdy portfel świecił pustkami, potrafiłam zrezygnować z innych rzeczy, ale F, potem NF, musiała być kupiona co miesiąc. Nie pytajcie, ile to zabiera mi miejsca w biblioteczce... :D Numery 2-4 dokupiłam po kilkunastu latach ukazywania się pisma, legendarny numer 1 - jakieś 10 lat...

więcej

1007
392
07.02.2016 19:57

O tak, z opinią o okładkach się zgodzę. Okładki filmowe to mały koszmar - taka całostronicowa reklama. Jak co roku robią plebiscyt na najlepszą okładkę, to nie ma w czym wybierać. Okładka z numeru jubileuszowego bije na te filmowe, przy nich to już nie małe ale Duże dzieło sztuki.

Na szczęście zawartość lepsza od okładek. I niech już tak zostanie. Okładki mogę przeboleć,...

więcej

43
0
07.02.2016 11:47

Zapraszam do dyskusji.


zgłoś błąd